Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Żydzi w powstańczej Warszawie - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Data wydania:
1 sierpnia 2010
Czytaj fragment
Pobierz fragment
29,02
Cena w punktach Virtualo:
2902 pkt.

Żydzi w powstańczej Warszawie - ebook

 

Jak dotąd tylko nieliczni historycy powstania upominali się o pamięć o wkładzie Żydów w czyn zbrojny walczącej Warszawy. Niewielu autorów poświęcało swoją uwagę tym z nich, którzy znaleźli się wśród ludności cywilnej. Niniejsza książka wypełnia tę lukę.

Składa się ona z dwóch zasadniczych części. Pierwsza dotyczy udziału Żydów w walce, druga zaś losu ludności cywilnej w ogarniętej powstaniem Warszawie oraz tych, którzy po kapitulacji zdecydowali się pozostać w gruzach miasta. Obie te perspektywy „wojskowa“ i „cywilna“ choć w wielu miejscach krzyżują się ze sobą, przynoszą odmienne problemy

Aby możliwie najwierniej odtworzyć losy Żydów w powstańczej Warszawie autorzy wykorzystali wszelkie dostępne rodzaje źródeł, zarówno ze strony polskiej, jak i żydowskiej, w wielu miejscach oddając głos swoim bohaterom, wykorzystując ich wspomnienia, pamiętniki i relacje.

Autorzy zebrali cały rozproszony materiał archiwalny w Polsce i w Izraelu, dotarli do wielu nieznanych dotąd relacji, zgromadzili większość znanej literatury.Zmierzyli się z problemem badawczym, który do tej pory był częściej materią emocjonalengo sporu publicystów niż rozważań naukowców. Powstało dzielo, które uzupełnia obraz (...) Powstania Warszawskiego. Książka pokazuje wielki fenomen społeczny i militarny Powstania Warszawskiego, (...) pokazując, że przez próbę tę przeszli rownież Żydzi, walcząc u boku Polaków.

Książka ta w istocie jest opowieścią nie tylko o zaangażowaniu się Żydów w wielkie narodowe Powstanie, ale w dużej mierze, a może nwet przede wszystkim, o relacjach Polaków i Żydow w czasie dwóch miesięcy lata 1944 r. Autorzy (...) starannie rekonstruują fakty, zbierając rozproszone relacje i dokumenty. Do racji podnoszonych dotąd przez polską historiografię odnoszą się z szacunkiem, choć wykazują też wielkie zrozumienie dla cierpienia żydowskiego. Nie są jednak niewolnikami jednej wizji, nie dają się uwieść opowieściom niektórych ocalonych, weryfikują relacje i zeznania zgodnie z warsztatem historyka i możliwościami chwili.

Z recenzji Janusza Marszalca

Spis treści

 

Wstęp 9

Rozdział I. Przed powstaniem 19

Żydzi i Polacy po powstaniu w getcie 19

Żydowska Organizacja Bojowa po powstaniu 30

Rozdział II. Żydzi w szeregach powstańczych 41

Żydowska Organizacja Bojowa w powstaniu 41

Żydzi w oddziałach AK 58

Zaprzysiężeni przed powstaniem żołnierze AK 58

Problemy z identyfikacją 68

Kobiety w AK 72

Ochotnicy 73

Problem tożsamości 81

Niedobitki Żydowskiego Związku Wojskowego 97

Dzieci w szeregach powstańczych 101

Pracownicy powstańczej służby zdrowia 106

Ochotnicy spośród uwolnionych więźniów Gęsiówki 108

Żydzi i Polacy pochodzenia żydowskiego

w Armii Ludowej i Polskiej Armii Ludowej 147

Polska Armia Ludowa 154

Rozdział III. Kontrowersje 159

Zatrzymania pod zarzutem szpiegostwa 160

Przypadki agresji wobec Żydów towarzyszy broni 168

Postrzeganie Żydów walczących w szeregach powstańczych 176

Przestępstwa kryminalne na ludności cywilnej 181

Rozdział IV. Żydzi cywile w powstaniu warszawskim 195

Od euforii do rozpaczy 195

Warszawa prawobrzeżna 206

Z Woli na Starówkę 209

Stare Miasto 215

Powiśle 225

Mokotów 231

Żoliborz 242

Śródmieście 247

Rozdział V. Warszawscy robinsonowie 259

Zakończenie 321

Wykaz skrótów 327

Bibliografia 329

Indeks osobowy 345

Fotografie 359

Kategoria: Naukowe i akademickie
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-63444-09-9
Rozmiar pliku: 5,4 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Porucznik Jan Nowak w Londynie. (…) Brał udział w powstaniu w Warszawie. W rozmowie z doktorem Szwarzbartem potwierdził on w całej rozciągłości fakt udziału resztek Żydów polskich z Warszawy w powstaniu warszawskim.

AIPN, M2/282, Sprawozdanie Reprezentacji Żydostwa Polskiego w Londynie, 25 II 1945.

W okresie powstania warszawskiego nieliczni pozostali przy życiu Żydzi, członkowie Żydowskiej Organizacji Bojowej, wystosowali na łamach naszej prasy apel do swoich współbraci, nawołując ich do wzięcia udziału w walkach w szeregach AK. W walkach tych brali również udział Żydzi z Grecji, Rumunii, Węgier, Francji, Belgii i Holandii, którzy uwolnieni zostali przez oddziały Armii Krajowej z obozu koncentracyjnego, mieszczącego się w ruinach getta. W ten sposób raz jeszcze została zadokumentowana wspólność ideałów, o które walczyli z Niemcami Polacy i Żydzi.

Oświadczenie b. dowódcy AK, generała Tadeusza Bora-Komorowskiego, 18 XII 1945.

Poszliśmy na tę wojnę świadomie, z własnej woli, i chcieliśmy w niej uczestniczyć jako Żydzi.

(…) Trzeba zrozumieć, że nie byliśmy siłą decydującą; nie byliśmy nawet siłą ważną. Było nas tylko kilkadziesiąt osób. Ale z moralnego punktu widzenia było to dla nas ważne: Byliśmy dumni z samego faktu, że przyłączyliśmy się do powstania (…).

I. Cukierman, Nadmiar pamięci, s. 358, 360.Wstęp

Zagadnienie obecności Żydów w powstańczej Warszawie jest nie tylko tematem słabo rozpoznanym, ale także wywołującym skrajne nieraz emocje. Częściowo należy to przypisać zaszłościom wynikającym z ograniczeń nakładanych na historiografię powstania warszawskiego w okresie PRL, choć obarczanie cenzury odpowiedzialnością za ten stan rzeczy byłoby nieuprawnione. Nawet bowiem obecnie zdecydowana większość piśmiennictwa historycznego poświęconego powstaniu przechodzi nad tymi kwestiami do porządku dziennego, zadowalając się powielaniem zdawkowych i, co ważniejsze, niezmiennie tych samych informacji. Niestety, nawet w najpopularniejszej ostatnio pracy o powstaniu, autorstwa Normana Daviesa, tematyka ta została potraktowana w sposób powierzchowny i nadmiernie uproszczony¹. Bez trudu można wskazać argumenty przemawiające na rzecz takiego podejścia: militarny wysiłek Żydów rozproszonych po różnych formacjach powstańczych musiał być postrzegany jako proporcjonalny do ich liczby w szeregach walczących, a co za tym idzie – mało istotny. Nie bez znaczenia mogła być również pamięć o manipulacjach propagandy komunistycznej, przez lata dążącej do przeciwstawienia powstania w getcie powstaniu warszawskiemu.

Tylko nieliczni historycy powstania upominali się o pamięć o wkładzie Żydów w czyn zbrojny walczącej Warszawy. Jednym z pierwszych był Janusz Kazimierz Zawodny, który charakteryzując udział w Powstaniu przedstawicieli innych narodowości i grup etnicznych, pisał: „Jeszcze jedna grupa zasługuje na szczególną uwagę, ponieważ niewiele powiedziano dotąd o jej udziale w Powstaniu. Byli to Żydzi. Niektórzy z nich byli obywatelami polskimi, część została aresztowana przez Niemców w innych krajach, więziona w Warszawie i wykorzystywana do wykonywania różnych prac. Zostali oni uwolnieni przez powstańców”².

Pierwszy tekst ukazał się w wydawanym w Lublinie organie PPR „Głos Ludu” 9 stycznia 1945 r. Jego podstawą był wywiad przeprowadzony przez Żydowską Agencję Prasową z osobą, która przeżyła powstanie i dotarła do Lublina. W artykule tym podano, że w walkach powstańczych masowo uczestniczyli Żydzi, w tym uwolnieni z Gęsiówki Żydzi zagraniczni. Mieli oni „spełnić swój obowiązek w poczuciu ciążącej na nich odpowiedzialności”. Nazwa Armia Krajowa nie pada, lecz na tle innych tekstów o powstaniu opublikowanych na łamach tego pisma akcentów antyakowskich było zadziwiająco niewiele. Tak samo jak konkretów³. Pierwsze bodaj teksty wspomnieniowo-historyczne na ten temat ukazały się na łamach tygodnika „Opinia” wydawanego przez partię Ichud w latach 1946–1947 i traktowały o udziale Żydów w AK⁴. Później, od końca lat pięćdziesiątych wydrukowano kilka kolejnych artykułów okolicznościowych, których rezonans był bardzo niewielki, a zawartość, będąca odbiciem ówczesnej tendencji w opisywaniu problematyki powstania, pozostawiała wiele do życzenia⁵. Autorzy tych tekstów koncentrowali się głównie na udziale Żydów w Armii Ludowej, w czarnych barwach odmalowując zachowania żołnierzy AK. Najbardziej znanym eksponentem tego podejścia był jeden z pionierów badań nad powstaniem w getcie warszawskim Bernard Mark⁶. W latach późniejszych zwiększyło się zainteresowanie tą tematyką ze strony badaczy izraelskich zajmujących się historią zbrojnego oporu Żydów na ziemiach polskich. Szerzej o udziale Żydów w powstaniu warszawskim pisał w swej monografii powstania w getcie Reuben Ainsztein (1979)⁷. Kolejnym historykiem, który podjął temat w sposób uporządkowany, był Szmuel Krakowski z Instytutu Yad Vashem, poświęcając mu jeden z rozdziałów swojej wydanej w 1984 r. książki⁸. W ciągu ostatnich dziesięciu lat podejmowali ten temat autorzy polscy i zagraniczni: historycy Teresa Prekerowa (1995)⁹ i Gunnar S. Paulsson (2002)¹⁰ oraz mieszkający w Szwajcarii prawnik Edward Kossoy (2004)¹¹. Dwa pierwsze teksty traktują zarówno o kwestiach militarnych, jak i losach ludności cywilnej; z kolei Kossoy skoncentrował się na czynnym udziale Żydów w powstaniu.

Ten wzrost zainteresowania Żydami w powstaniu warszawskim wywołany został artykułem Michała Cichego Polacy–Żydzi. Czarne karty powstania zamieszczonym na łamach „Gazety Wyborczej” w styczniu 1994 r.¹² Tekst ten nie tylko wyznaczał wyraźną cezurę w spojrzeniu na problematykę powstańczą, lecz również otwierał nowy etap w dyskusji dotyczącej stosunków polsko-żydowskich w okresie II wojny światowej. Publikacja Cichego, mimo że wprowadzała do obiegu sporo interesującego materiału źródłowego i wiedzę o nieznanych szerzej epizodach z okresu powstania, przyczyniła się do gwałtownego podniesienia poziomu emocji wokół tego tematu. Autorowi zarzucono nie tylko niedociągnięcia i błędy warsztatowe, ale przede wszystkim „szarganie świętości”. Na percepcji tekstu zaważyły również okoliczności: data publikacji, zbiegająca się z pięćdziesiątą rocznicą wybuchu powstania warszawskiego, oraz dość niefortunna geneza jego napisania. Czarne karty powstania stanowiły rozwinięcie sformułowania, jakie znalazło się w recenzji Cichego z wydanych przez Ośrodek Karta wspomnień Calela Perechodnika. Stwierdził tam, że podczas powstania „AK i NSZ wytłukły sporo niedobitków z getta”¹³. Nie po raz pierwszy okazało się, że w atmosferze skandalu rzeczowa wymiana poglądów na temat stosunków polsko-żydowskich, pomimo uczestnictwa w niej wybitnych historyków¹⁴, nie jest możliwa. Artykuł Michała Cichego wywołał, o czym już wspomnieliśmy, prawie nieobecny w polskim dyskursie naukowym temat obecności Żydów w powstaniu warszawskim, ale równocześnie niebezpiecznie zawęził i spłaszczył perspektywę badawczą, czyniąc centralnym zagadnieniem problem negatywnych postaw powstańców wobec Żydów¹⁵.

Podejmując na nowo ten temat, pragniemy zwrócić uwagę na kilka kwestii. Książka składa się z dwóch zasadniczych części. Pierwsza dotyczy udziału Żydów w walce, druga zaś losu ludności cywilnej w ogarniętej powstaniem Warszawie oraz tych, którzy po kapitulacji zdecydowali się pozostać w gruzach miasta. Obie te perspektywy – „wojskowa” i „cywilna” – choć w wielu miejscach krzyżują się ze sobą, przynoszą odmienne trudności metodologiczne. Z punktu widzenia uczestnictwa Żydów w walce, do rozstrzygnięcia pozostaje sprawa kryteriów – kogo mianowicie obejmujemy określeniem „Żydzi”. Krystyna Kersten przed laty pisała: „według światopoglądu, który wyznaję, Żydem jest ten, kto się za Żyda uważa, posiada poczucie przynależności do żydowskiej wspólnoty wyznaniowej (i) narodowej dając temu wyraz postawą i zachowaniami. Aliści wiemy, że w naszym stuleciu, zwłaszcza w Europie zasada samookreślenia zderza się z nacjonalistycznym pojmowaniem narodowej tożsamości, traktowanej jako obiektywna i niezbywalna przynależność do wspólnoty opartej na więzi etnicznej, tradycji, a w skrajnym, rasistowskim wydaniu – na więzi krwi. (…) W społecznej roli Żydem staje się ten, kto w oczach otoczenia uchodzi za Żyda, bez względu na to czy jakiekolwiek realne więzy – obiektywne czy subiektywne, silne czy słabe – łączą go z narodem lub religią żydowską. Wystarcza pochodzenie, lub domniemanie pochodzenia”¹⁶.

Podejście takie jest nam bliskie. Tym silniej należy uwrażliwić czytelnika na pułapki i trudności interpretacyjne. Pod wieloma względami opisywanie Żydów w powstaniu warszawskim jest czymś jakościowo odmiennym niż na przykład udział Żydów w powstaniu styczniowym, wojnie obronnej 1939 r., przynależność do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie¹⁷. Chcąc nie chcąc, musimy bowiem wikłać się w paradoksy i sprzeczności wynikające z niejednoznaczności przytoczonych definicji identyfikacji narodowej. Pierwsza trudność to właśnie status Polaków pochodzenia żydowskiego, którzy nie tylko identyfikowali się z polskością, ale również nie czuli żadnych związków ze światem żydowskim, lub w najlepszym razie bardzo luźne. Gdy już opracowaliśmy zasadnicze zręby książki, na ogromne znaczenie tego problemu zwrócił nam raz jeszcze uwagę były oficer Kedywu Stanisław Likiernik. Nie zamierzamy zajmować się tutaj powstańcami Polakami pochodzenia żydowskiego. Podejście ignorujące identyfikację narodową jednostek jest z naszego punktu widzenia całkowicie nieprzydatne¹⁸. Dlatego też książka nasza nie traktuje o postaciach takich jak choćby Krzysztof Kamil Baczyński¹⁹.

Innego rodzaju trudność wynika z faktu, że znacząca część Żydów funkcjonowała w szeregach powstańczych jako Polacy. Źródła nie pozostawiają wątpliwości co do tego, że w wielu przypadkach zatajanie prawdziwej tożsamości przez wstępujących w szeregi powstańcze żydowskich ochotników wynikało z przyjętej w okresie okupacji strategii przetrwania oraz rozmaitych okoliczności zewnętrznych. Ale jednocześnie te osoby, postrzegane jako etniczni Polacy, nie przestawały czuć się Żydami. Ignorowanie tego faktu prowadzi do poważnego zniekształcenia rzeczywistości historycznej. Nie jest prawdą twierdzenie Normana Daviesa, że „w oczach większości powstańców Żydów nie jest to temat do roztrząsań , ponieważ – jak wszyscy inni – mieli oni zwyczaj myśleć o sobie jako o Polakach i patriotach. Nie okazują zrozumienia dla powojennej syjonistycznej konwencji, według której »Polacy« i »Żydzi« stanowią dwie całkowicie odrębne grupy etniczne lub narodowe”²⁰. Nie negując patriotycznej postawy żydowskich ochotników, nie sposób jednak odmówić wyborom większości z nich jednoznacznie żydowskich motywacji. Nie mówiąc już o tym, że niejednokrotnie przyznając się do swej tożsamości, nie otrzymaliby możliwości walki. Sytuacja ta niesie ze sobą poważne konsekwencje. Fakt, że duża część Żydów funkcjonowała ze zmienioną tożsamością, uniemożliwia sporządzenie choćby przybliżonej listy żydowskich uczestników powstania. Z tego powodu uwagę naszą skoncentrowaliśmy raczej na osobach, które są wyrazicielami pewnych charakterystycznych postaw i dróg życiowych.

Przygotowując naszą książkę, staraliśmy się wykorzystać wszelkie dostępne rodzaje źródeł, zarówno ze strony polskiej, jak i żydowskiej. Podstawowym źródłem autobiograficznym pozostają wspomnienia, pamiętniki i relacje spisywane w okresie powojennym przez Żydów i Polaków pochodzenia żydowskiego, którzy przebywali w Warszawie w okresie powstania (bardzo nieliczne są zapiski prowadzone na bieżąco)²¹. Część z nich została opublikowana, większość spoczywa w archiwach polskich i izraelskich (przede wszystkim w Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego, Archiwum Akt Nowych, Archiwum Instytutu Yad Vashem). Materiały te, powstające w okresie od 1945 r. do lat siedemdziesiątych, mają różną wartość poznawczą. Zaledwie w paru przypadkach dysponujemy kilkoma relacjami tej samej osoby, złożonymi w różnych okresach i miejscach (w Polsce i Izraelu), co umożliwia dokładniejszą weryfikację zawartych w nich treści. Na wiele z tych materiałów powoływano się już wielokrotnie. Naszym zdaniem jednak sposób ich traktowania pozostawiał nieraz wiele do życzenia. Poniechano bowiem głębszej krytyki, poprzestając na powieleniu zawartych w tych przekazach informacji. Z tego względu wprowadzono do obiegu pewną liczbę informacji mało wiarygodnych i niesprawdzonych. Dotyczy to zresztą nie tylko relacji żydowskich, ale również polskich. Nie aspirując do definitywnego rozstrzygnięcia wielu opisywanych kwestii, staramy się jednak ujawniać i komentować nasze wątpliwości.

Wspomnienia, zawierające bardziej lub mniej szczegółowe odniesienia do swojego udziału w powstaniu, pozostawili członkowie Żydowskiej Organizacji Bojowej²² oraz osoby wywodzące się spośród pokrewnych jej środowisk²³. Mniejsza liczba przekazów pochodzi od żydowskich żołnierzy Armii Krajowej²⁴. Pojawia się tu problem ich reprezentatywności: większość Żydów służyła wszak w AK. Szczęśliwie mamy tu do dyspozycji materiały polskie – w monografiach poszczególnych oddziałów powstańczych odnajdujemy, rzadkie co prawda, odniesienia do służących w ich szeregach Żydów. W Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego znajduje się ponad 150 relacji zawierających takie czy inne, najczęściej bardzo lapidarne, odniesienia do Żydów²⁵. Dysponujemy jednostkowymi relacjami uwolnionych przez powstańców Żydów zagranicznych – więźniów obozu przy ul. Gęsiej. Do pewnego stopnia wypełniają tę lukę wspomnienia uwolnionych Żydów polskich oraz relacje żołnierzy batalionu „Zośka” biorących udział w wyzwoleniu obozu²⁶.

Pewną trudność stanowił dla nas fakt, że we wspomnieniach polskiej ludności cywilnej Żydzi pojawiali się wyłącznie incydentalnie. Byliśmy więc zmuszeni, by opisać losy Żydów cywilów, sięgnąć po wspomnienia żydowskie. Są one obciążone z kolei innymi wadami: Polacy są tam często postrzegani w sposób niezróżnicowany, jako jednolite zbiorowisko, którym przecież nie byli. Przeciętni, niezaangażowani w konspirację Żydzi często nie znali niuansów polskiej polityki, nie rozróżniali podziemnych organizacji – z ich punktu widzenia wszyscy posiadacze broni należeli do Armii Krajowej, ponieważ była to organizacja znana najpowszechniej.

Autorzy interesujących nas przekazów, poza paroma zaledwie wyjątkami, nie dysponowali ani rozleglejszą wiedzą na temat zarówno sytuacji walczących w powstaniu Żydów, jak i położenia ludności cywilnej, ani – co za tym idzie – możliwościami generalizacji i obiektywnej oceny faktów. Pozostawili zapisy przynoszące duży ładunek emocji (dotyczy to również wspomnień powstałych wiele lat po opisywanych wydarzeniach), częstokroć niezwykle ogólnikowe i niepełne pod względem faktograficznym, a przy tym niepozbawione uproszczeń, generalizacji i sądów wartościujących. Część z nich, dodajmy, to efekt rozmów i lektur, a nie własnych doświadczeń.

We wspomnieniach i relacjach Żydów walczących w szeregach AK niejednokrotnie brakuje informacji na temat jednostek, w jakich służyli. Owa lapidarność staje się zrozumiała, gdy uświadomimy sobie, że wspomniane materiały dotyczyły całokształtu wojennych przeżyć ich autorów – w których powstanie warszawskie było tylko epizodem, i to bynajmniej nie najważniejszym. Mieli oni za sobą koszmar deportacji i wysiedleń, utratę najbliższych, udział w powstaniu w getcie warszawskim, miesiące, a nawet lata ukrywania się po „aryjskiej stronie”. Jeśli chodzi o relacje spisywane bezpośrednio po wojnie, „zacieranie śladów” staje się zrozumiałe, zważywszy na ówczesny klimat polityczny, niesprzyjający utrwalaniu pamięci na temat walk w szeregach prześladowanej przez komunistów AK.

Co więcej, w przeciwieństwie do większości polskich powstańców, dla Żydów udział w powstaniu nie stanowił najważniejszego pokoleniowego doświadczenia. Wielu dawnych powstańców było później żołnierzami armii izraelskiej i przez dziesięciolecia do polskiej przeszłości nie powracało. Jednym z nich jest Nimrod S. Ariav , wysoki rangą oficer izraelskiego lotnictwa, który będąc osiemnastolatkiem, jako Jerzy Eugeniusz Godlewski walczył na Starym Mieście – „dla siebie i dla Warszawy”²⁷. Niewykluczone, że powstaną jeszcze jego wspomnienia z tego okresu.

Oddawana do rąk Czytelnika książka składa się z pięciu rozdziałów. Pierwszy dotyczy sytuacji Żydów w Warszawie po likwidacji getta warszawskiego, drugi – politycznych i militarnych aspektów związanych z udziałem Żydów w powstaniu (udział w walkach kombatantów ŻOB, żydowskich żołnierzy AK i AL, ochotniczego zaciągu do AL i innych formacji zbrojnych). Rozdział trzeci podejmuje drażliwy temat incydentów antyżydowskich i szerzej postaw i zachowań powstańców wobec Żydów. Rozdział czwarty traktuje o sytuacji Żydów cywilów w poszczególnych dzielnicach objętych powstaniem. Ostatni rozdział poświęcony jest robinsonom, którzy po upadku powstania pozostali w ruinach Warszawy.

Autorzy pragną podziękować prof. dr. hab. Tomaszowi Szarocie, dr. hab. Grzegorzowi Motyce i dr. Januszowi Marszalcowi – recenzentom tej książki – za wiele cennych uwag, komentarzy i wskazówek. Słowa podziękowania wyrażamy również Monice Polit z Żydowskiego Instytutu Historycznego, Katarzynie Utrackiej z Muzeum Powstania Warszawskiego, Witoldowi Mędykowskiemu z Instytutu Yad Vashem oraz Lawrence’owi Weinbaumowi z biura Światowego Kongresu Żydów w Jerozolimie. Szczególne słowa wdzięczności należą się panu Markowi Strokowi za życzliwość i nieocenioną pomoc w gromadzeniu materiału archiwalnego. Za wszelkie niedociągnięcia odpowiadają oczywiście autorzy.Żydzi i Polacy po powstaniu w getcie

1 sierpnia 1944 r. w Warszawie ukrywało się kilkanaście tysięcy Żydów²⁸. Doliczyć trzeba do tego kilkuset więźniów obozu przy ul. Gęsiej. Tylko, a może aż tylu przetrwało trwające od jesieni 1939 r. nazistowskie prześladowania. 16 listopada 1940 r. Niemcy zamknęli w utworzonej w Warszawie „dzielnicy żydowskiej” około 400 000 osób²⁹. Później do getta przybywały fale przesiedleńców, głównie z okolicznych miejscowości, ale także osoby deportowane z ziem polskich włączonych do Rzeszy oraz z samej Rzeszy; z Berlina i innych niemieckich miast. Katastrofalne warunki panujące w getcie – niemiecka polityka wyniszczania głodem, chorobami, nędzą – spowodowały, że do lipca 1942 r. zmarło tam około 100 000 osób. W okresie likwidacji getta trwającej od 22 lipca do połowy września 1942 r. Niemcy wywieźli z warszawskiego Umschlagplatzu do Treblinki około 350 000 Żydów. Pozostałe kilkadziesiąt tysięcy zginęło lub zostało wywiezionych do obozów zagłady i obozów pracy ulokowanych na Lubelszczyźnie w kwietniu–maju 1943 r.³⁰

Choć getto opuszczano jeszcze przed „wielką akcją likwidacyjną”, ucieczki o charakterze masowym rozpoczęły się na dobre w czasie wysiedlenia, a nasiliły po jego zakończeniu – jesienią 1942 r. Niektórzy Żydzi warszawscy wyjeżdżali na prowincję, na wieś lub do innych miast, licząc na to, że nie zostaną tam rozpoznani. Ruch odbywał się również w przeciwną stronę: do Warszawy przybywali uciekinierzy z innych likwidowanych gett, mając nadzieję, że łatwiej będzie zgubić się w wielkim mieście. Szacuje się, że ponad 20 000 Żydów poszukiwało ratunku w tzw. aryjskiej³¹ części Warszawy. Jak obrazowo pisze Gunnar S. Paulsson, po ostatecznej likwidacji getta powstało tu „utajone miasto” (secret city), połączone siecią powiązań, samoorganizującą się, spontanicznie powstającą konspiracją, opartą na osobistych kontaktach z ludźmi, którym Żydzi mogli zaufać³². Tworzyli je ukrywający się Żydzi oraz ci, którzy im pomagali przetrwać. Odrębną kategorią wśród ukrywających się byli ci, którzy w ogóle nie poszli do zamkniętego w połowie listopada 1940 r. getta. Ustawy norymberskie starali się ignorować ludzie całkowicie zasymilowani, w dużej części byli oni zresztą konwertytami. Dla bezpieczeństwa przeprowadzali się czasem do innej dzielnicy, zmieniali nazwiska, zdobywali nowe dokumenty. Mogło ich być nawet ponad 2000³³.

Decyzja o wyjściu z getta była dramatycznym wyborem, oznaczała nie tylko rozstanie z rodziną, ale także ukrywanie własnej tożsamości, niepewność losu, konieczność życia w nieustannym napięciu. Ci, którzy chcieli przeżyć wśród „Aryjczyków”, musieli spełniać przynajmniej jeden – a najlepiej wszystkie – spośród następujących warunków: tzw. dobry, czyli niesemicki wygląd, posiadanie pieniędzy i fałszywych dokumentów, doskonała znajomość języka polskiego, obyczajów oraz obrządku rzymskokatolickiego, a może przede wszystkim pewne kontakty wśród Polaków. Funkcjonowanie „po stronie aryjskiej” było – z powodu obrzezania – trudniejsze dla mężczyzn niż dla kobiet. Bywały i takie przypadki, że ocaleli ludzie, którzy nie spełniali żadnego z wymienionych warunków, a zginęli tacy, którzy spełniali je wszystkie. Kwestia przeżycia po „stronie aryjskiej” zależała bowiem także od przypadku lub szczęścia czy właściwej reakcji w sytuacji zagrożenia.

Technicznie wyjście z warszawskiego getta nie było bardzo trudne: można było przekupić policjantów przy bramie, opuścić je przez gmach sądów, który miał dwa wejścia – od strony Leszna dla Żydów i od ul. Białej dla „Aryjczyków”; czy przejść na „drugą stronę” z grupą Żydów (tzw. placówką) oficjalnie udającą się do pracy w „aryjskiej” części miasta. Inni wydostawali się przez cmentarz żydowski, sąsiadujący z cmentarzami Powązkowskim oraz ewangelickim. Można było także sforsować mur okalający getto lub wydostać się z niego kanałami. Na uciekinierów czyhały jednak rozliczne niebezpieczeństwa związane z niemiecką polityką eksterminacyjną. Polowano na uciekinierów z getta, za ich wytropienie przyznawano nagrody. Niemieccy żandarmi, gestapowcy, polscy policjanci, tzw. granatowi, a przede wszystkim szmalcownicy – zawodowcy i amatorzy – stanowili największe zagrożenie dla ukrywających się Żydów. Szantażyści ci, nie zawsze zresztą rekrutujący się z marginesu społecznego, uczynili tragedię Żydów źródłem łatwego zarobku³⁴. Zjawisko to pojawiło się w wielu miastach, w których istniały duże getta. Największe rozmiary przybrało w najliczniejszym skupisku Żydów na ziemiach polskich – w Warszawie. Działalność szmalcowników rozpoczęła się jeszcze przed powstaniem getta. Początkowo ich celem był majątek żydowski. Szybko wyspecjalizowali się w tropieniu Żydów pragnących ukryć swą tożsamość. Niejednokrotnie nie ograniczali się do obrabowania ofiar, lecz oddawali je w ręce Niemców. O skali zjawiska świadczy fakt, że wśród żydowskich wspomnień i relacji ocalałych niemal nie ma takich, w których nie wspominano by co najmniej o jednym, a najczęściej o kilku spotkaniach z szantażystami. Szmalcownicy potrafili śledzić swoje ofiary, szantażować je wielokrotnie, ponawiać coraz to nowe żądania w zamian „za milczenie”. Dość typową historię przeżyła Alicja Haskelberg, ukrywająca się z bratem i dwójką dzieci. Szantażowani, musieli często zmieniać mieszkania. Gdy skończyły się im pieniądze i nie mogli się już wykupić, Alicja i jej brat Mieczysław Kronsilber w marcu 1943 r. zostali zaprowadzeni do siedziby gestapo przy ul. Szucha. Zostali jednak uratowani przez niezwykły zbieg okoliczności, który autorka relacji opisuje następująco: „Po okropnościach przesłuchiwań w Gestapo zostaliśmy przedwieczorem w dniu 26 marca 1943 r. zabrani samochodem »budą« razem z całym transportem więźniów politycznych i innych, gdzie nas wieźli na Pawiak. W tym transporcie znajdował się przywódca Harcerzy »Czarny« – i jego towarzysze postanowili go odbić i razem z nim cały transport więźniów. Natarcie odbyło się pod Arsenałem przy ul. Długiej. Szczęśliwym trafem ja i mój brat znaleźliśmy się na wolności (…). Uciekliśmy do dozorcy domu przy ul. Nalewki 2 (Pasaż Simonsa) który okazał się ogromnie ludzkim, bo nas przygarnął i wieczorem wyprowadził przy pomocy swojej rodziny do pewnej kryjówki”³⁵.

Alicja Haskelberg stała się mimowolną uczestniczką historycznej „akcji pod Arsenałem”, w której odbito z rąk niemieckich Jana Bytnara „Rudego”³⁶. „Akcja pod Arsenałem” miała miejsce właśnie 26 marca 1943 na skrzyżowaniu ulic Bielańskiej i Długiej w Warszawie. Zakończyła się sukcesem: uwolniono „Rudego” (zmarł 4 dni później na skutek ran odniesionych w czasie przesłuchań) oraz 24 inne osoby. Alicja Haskelberg i jej brat, mimo że byli poszukiwani przez gestapo, dotrwali do wybuchu powstania w zamaskowanym pokoju w mieszkaniu przy ul. Wilczej 32.

Do kwietnia 1943 r., dopóki istniało getto, była możliwość powrotu z „aryjskiej strony”. Jak wielu nie wytrzymało trudnych warunków ukrywania, ciągłego zagrożenia czy wzrastających kosztów utrzymania, a z drugiej strony tęsknoty za pozostawionymi za murem bliskimi – nigdy się nie dowiemy. Przypadki takie nie były jednak rzadkie. W getcie krążyły rozmaite informacje na temat niebezpieczeństw czyhających po drugiej stronie muru, wielu ludzi obawiało się więc opuszczenia getta. Niejednokrotnie ci, którzy próbowali przetrwać po „aryjskiej stronie”, wracali. Powroty nasiliły się bezpośrednio przed powstaniem kwietniowym³⁷. Sytuacja zmieniła się w maju 1943, po ostatecznej likwidacji getta – możliwość powrotu zniknęła. Pojawiły się za to nowe zagrożenia. Żydom ukrywającym się w warszawskim „utajonym mieście” bądź na jego obrzeżach groziły także inne niebezpieczeństwa i pułapki. Latem 1943 r. Niemcy, jak się wydawało, stworzyli możliwość wyjazdu za granicę z okupowanych ziem polskich dla tych Żydów, którzy posiadali obywatelstwo krajów neutralnych, przede wszystkim południowoamerykańskich. Oferta ta sprawiała wiarygodne wrażenie na wielu osobach żyjących pod presją ciągłego zagrożenia. W wyniku tej inicjatywy rozpoczęły się gorączkowe próby zdobywania odpowiednich dokumentów. W wielu przypadkach dokumenty dotarły, przede wszystkim ze Szwajcarii, kiedy starający się o nie już nie żyli – i zostały zatrzymane przez niemiecką policję. Odsprzedawano więc – za pośrednictwem żydowskich współpracowników gestapo – te dokumenty innym chętnym, często za duże pieniądze. Kandydaci do wymiany gromadzili się w hotelu Royal przy ul. Chmielnej, a następnie w Hotelu Polskim przy ul. Długiej 29 w Warszawie. Stąd wzięła się nazwa całej historii, znanej jako „afera Hotelu Polskiego”. Kilka tysięcy osób porzuciło bardziej czy mniej bezpieczne kryjówki i zdecydowało się na tę drogę, wierząc, że jest to szansa ratunku. Kilka transportów z „obywatelami państw neutralnych” wyjechało z Warszawy, m.in. 5 i 11 lipca 1943 r. Skierowano je do Vittel i Bergen-Belsen, a stamtąd – w październiku 1944 r. – do Auschwitz i zamordowano, ponieważ państwa południowoamerykańskie nie potwierdziły obywatelstwa warszawskich Żydów. Ocaleli ci, którzy byli wpisani na tzw. listę palestyńską, gdyż ich obywatelstwo potwierdziła Wielka Brytania. Tych, którzy pozostali w Hotelu Polskim, Niemcy wywieźli 15 lipca 1943 r. na Pawiak, gdzie po sprawdzeniu dokumentów większość rozstrzelano³⁸.

Ukrywający się w Warszawie Żydzi funkcjonowali „na powierzchni” lub „pod powierzchnią”. Ci pierwsi wtapiali się w „aryjskie” otoczenie i funkcjonowali z nową tożsamością. Drudzy ze względu na swój wygląd czy sposób mówienia nie mogli w ogóle pokazywać się na ulicy – spędzali całe dnie w szafach, w zasłanych tapczanach, leżąc bez ruchu, udając, że nikogo nie ma w domu. Inni przebywali w schronach czy kryjówkach, nie mogąc ich opuszczać. Albo sami organizowali i opłacali swój pobyt, albo przebywali pod opieką innych obywateli „tajnego miasta” – Żydów o „dobrym wyglądzie” lub Polaków. W Warszawie zachowała się jedna spośród wielu indywidualnych kryjówek, w których ukrywali się Żydzi – w domu przy ul. Kopernika 4³⁹. Przy ul. Grójeckiej 81 (obecnie Grójecka 77) zbudowano kryjówkę, w której ukrywało się około 40 Żydów, a wśród nich twórca archiwum getta warszawskiego Emanuel Ringelblum. Był to solidny podziemny bunkier wykopany na terenie posesji rodziny Wolskich. Warunki panujące w tym bunkrze opisywał w jednym ze swoich listów do przyjaciół Emanuel Ringelblum: „Co się tyczy p. Krysi to sytuacja jej wygląda następująco: na 28 m² – 38 ludzi. Prycz jest 14 na których sypia 34 osób tzn. na metalowych pryczach bardzo ciasnych (my z Jurkiem, on śpi u nóg ), 4 pozostałe osoby śpią na rozstawionych łóżkach polowych, względnie kojkach. (…) Aprowizacja niezła, ale ciasnota nie do opisania. W dodatku pchły, pluskwy…”⁴⁰. Na początku marca 1944 r. schron został zadenuncjowany, a Żydzi przewiezieni na Pawiak i po kilku dniach rozstrzelani w ruinach getta.

Ukrywający Żydów Polacy bali się Niemców, ale także swoich sąsiadów czy innych Polaków, którzy mogli okazać się donosicielami. Każda zmiana dotychczasowego trybu życia – kupowanie większych ilości jedzenia, szmery w rzekomo pustym mieszkaniu, nagłe pojawienie się „krewnych” – mogła wzbudzić zainteresowanie i stwarzała potencjalne zagrożenie. Ratowanie liczniejszych grup czy całych rodzin, przysparzające poważnych trudności organizacyjnych i technicznych, należało więc do rzadkości. Najczęściej ukrywały się pojedyncze osoby, często osierocone dzieci. Oddawano je do polskich rodzin lub sierocińców.

Decyzja o udzieleniu pomocy Żydom także nie była łatwa. Mimo że groziła za to kara śmierci, znajdowali się jednak ludzie, którzy mieli na to dość odwagi. Niektórzy robili to z pobudek humanitarnych czy religijnych, inni – dla zarobku. Większość ukrywających się Żydów korzystała pośrednio lub bezpośrednio z pomocy Polaków, wielu zdanych było na własną pomysłowość, odwagę i wytrwałość. Bywało, że kobiety pracowały jako pomoce domowe, również u Niemców lub folksdojczów, którzy przeważnie nie domyślali się ich pochodzenia. Zdarzało się także, że Żydzi zgłaszali się dobrowolnie na wyjazd na roboty do Niemiec, gdzie nikt ich nie znał.

Tylko część ukrywających się w Warszawie Żydów była objęta zorganizowaną pomocą. Pochodziła ona z trzech źródeł: Rady Pomocy Żydom działającej pod kryptonimem „Żegota”, Żydowskiego Komitetu Narodowego⁴¹ i Bundu⁴². Pierwsze inicjatywy powołania organizacji, której celem miała być zorganizowana pomoc Żydom, pojawiły się tuż po zakończeniu „wielkiej akcji” w warszawskim getcie. 27 września 1942 r. powołano Społeczny Komitet Pomocy Ludności Żydowskiej, zwany także Tymczasowym Komitetem Pomocy Żydom, a konspiracyjnie – Komitetem im. Konrada Żegoty. Utworzyły go środowiska demokratyczne, wcześniej już pomagające Żydom: Polska Organizacja Demokratyczna, reprezentowana przez Wandę Krahelską-Filipowiczową, oraz katolicki Front Odrodzenia Polski, kierowany przez znaną pisarkę Zofię Kossak-Szczucką. Na początku sierpnia 1942 r. FOP – w okresie deportacji Żydów z warszawskiego getta do Treblinki – wydał ulotkę autorstwa Kossak „Protest”, w której apelowano: „Wobec zbrodni nie wolno pozostawać obojętnym. Kto milczy w obliczu mordu staje się wspólnikiem mordercy. Kto nie potępia – ten przyzwala”⁴³.

Na bazie Komitetu 4 grudnia 1942 r. powstała podporządkowana Delegaturze Rządu Rada Pomocy Żydom przy Pełnomocniku Rządu na Kraj. Rzecznikami powstania tej struktury byli niektórzy pracownicy Delegatury Rządu, przede wszystkim pracownicy Wydziału Informacji Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej ZWZ-AK z jego szefem Jerzym Makowieckim. Od lutego 1942 r. w ramach tej struktury działał referat żydowski, kierowany przez prawnika Henryka Wolińskiego. Wśród założycieli Rady byli m.in. Stefan Szwedowski – przewodniczący Związku Syndykalistów Polskich, Ignacy Barski, Witold Bieńkowski ps. „Wencki” i Władysław Bartoszewski ps. „Ludwik” z FOP. Do Prezydium Rady weszli przedstawiciele centrowych i lewicowych partii politycznych. Jej przewodniczącym został Julian Grobelny „Trojan” z Polskiej Partii Socjalistycznej-Wolność, Równość, Niepodległość. Dokooptowany do Rady przedstawiciel Stronnictwa Ludowego Tadeusz Rek otrzymał funkcję wiceprzewodniczącego, natomiast Ferdynand Arczyński „Marek” ze Stronnictwa Demokratycznego został skarbnikiem organizacji. Przedstawiciel FOP, mimo że w tym środowisku zrodziła się idea stworzenia organizacji mającej na celu pomoc Żydom, formalnie nie wszedł do Prezydium Rady – Zofia Kossak nie godziła się na rozszerzenie kompetencji Rady poza kwestie pomocy. Wkrótce jednak jej przedstawiciel, Witold Bieńkowski, został mianowany łącznikiem między Delegaturą Rządu a Radą, a od lutego 1943 r. stanął na czele referatu żydowskiego przy Delegaturze. Jego zastępcą był Władysław Bartoszewski „Ludwik”.

„Żegota” była jedyną organizacją polsko-żydowską działającą w okresie okupacji i jedyną tego rodzaju w krajach okupowanych przez Hitlera. W jej skład wchodzili dwaj politycy żydowscy: sekretarzem Rady został psycholog i doktor filozofii Adolf Berman „Borowski”, członek Poalej Syjon-Lewicy⁴⁴, w getcie dyrektor Centosu⁴⁵ reprezentujący Żydowski Komitet Narodowy, a Leon Feiner „Mikołaj” z Bundu wybrany został na jej wiceprezesa⁴⁶. W prace „Żegoty” było zaangażowanych wielu ukrywających się po „stronie aryjskiej” Żydów. Rada funkcjonowała dzięki funduszom otrzymywanym od rządu w Londynie w formie comiesięcznej dotacji. Przez londyńskie kanały przerzutowe przychodziły też do kraju pieniądze dla żydowskich organizacji pomocowych (ŻKN i Bund) przekazywane przez międzynarodowe organizacje żydowskie takie jak „Joint”.

Działalność Rady Pomocy Żydom polegała na wyszukiwaniu mieszkań i kryjówek, dostarczaniu fałszywych „aryjskich” dokumentów, rozdawaniu zapomóg i żywności, organizowaniu opieki lekarskiej, pomaganiu Żydom przebywającym w obozach pracy i opiece nad dziećmi. Działalność Rady była zorganizowana w referatach: mieszkaniowym (kierowniczka Emilia Hiżowa), terenowym (Stefan Sendłak), dziecięcym (Aleksandra Dargielowa, później Irena Sendlerowa) i lekarskim (Ludwik Rostkowski). Filie Rady powstały w Krakowie i Lwowie. Działania Rady daleko wykraczały poza bieżącą działalność pomocową. Włączyła się ona w przygotowywanie materiałów dla rządu w Londynie prowadzącego akcję dyplomatyczną, której celem było zainteresowanie wolnego świata zagładą Żydów dokonywaną na ziemiach polskich przez Niemców. Równolegle prowadzono akcję edukacyjną skierowaną do społeczeństwa polskiego, mającą uwrażliwić je na tragiczną sytuację Żydów. Niezwykle istotnym aspektem działań Rady był stały nacisk na delegata rządu w celu podjęcia zdecydowanej walki z donosicielami i stosowania, podobnie jak wobec agentów gestapo, kary śmierci w stosunku do działających bezkarnie szantażystów. Przez wiele miesięcy wszystkie te zabiegi pozostawały bezowocne. Reakcja Polskiego Państwa Podziemnego ograniczała się wyłącznie do wydawania oświadczeń i ostrzeżeń w tej sprawie publikowanych w prasie konspiracyjnej. Pierwsze takie ostrzeżenie pojawiło się na łamach „Biuletynu Informacyjnego”:

„Warszawa, 18 marca 1943. Komunikat Kierownictwa Walki Cywilnej w sprawie zwalczania szantażów wobec Żydów i wobec Polaków dopomagających Żydom

Szantaże i ich zwalczanie

Kierownictwo Walki Cywilnej komunikuje:

»Społeczeństwo polskie, mimo iż samo jest ofiarą okropnego terroru, ze zgrozą i głębokim współczuciem patrzy na mordowanie przez Niemców resztek ludności żydowskiej w Polsce. Założyło ono przeciwko tej zbrodni protest, który doszedł do wiadomości całego wolnego świata, zaś Żydom, którzy zbiegli z getta lub z obozów kaźni, udzieliło tak wydatnej pomocy, że okupant opublikował zarządzenie grożące śmiercią tym Polakom, którzy pomagają ukrywającym się Żydom. Niemniej znalazły się jednostki wyzute ze czci i sumienia, rekrutujące się ze świata przestępczego, które stworzyły sobie nowe źródło występnego dochodu przez szantażowanie Polaków ukrywających Żydów i Żydów samych. KWC ostrzega, że tego rodzaju wypadki szantażu są rejestrowane i będą karane z całą surowością prawa, w miarę możności już obecnie, a w każdym razie w przyszłości«”⁴⁷.

Przestępstwa tego rodzaju leżały w gestii Cywilnych Sądów Specjalnych (CSS) utworzonych pod koniec 1942 r. i podporządkowanych Kierownictwu Walki Cywilnej. Po wielu miesiącach naciski Rady odniosły skutek. Pierwszy wyrok na szantażystę wydano w Warszawie 7 lipca 1943 r., wykonano 25 sierpnia, a do publicznej wiadomości podano w połowie września 1943 r.⁴⁸ (pierwszy taki wyrok na ziemiach polskich wykonano w Krakowie 17 lipca 1943 r.). Tak późne zajęcie się tą sprawą wynikało po części z powolnego trybu pracy zespołów śledczych i sądzących, a po części z braku determinacji kręgów decyzyjnych cywilnego pionu polskiej konspiracji⁴⁹. Radykalna zmiana nastąpiła dopiero po podporządkowaniu KWC Komendzie Głównej AK i przekształceniu go w Kierownictwo Walki Podziemnej (15 września 1943 r.). Zapowiedź ścigania szantażystów została bardzo mocno zaakcentowana już w komunikacie podpisanym przez delegata rządu i dowódcę AK: „Szczególnie ścigane będą przez Sądy Specjalne szantaże pieniężne i wyłudzanie pieniędzy pod przykrywką starań o zwolnienie uwięzionych lub internowanych Polaków oraz szantaże pieniężne na ukrywających się Żydach”⁵⁰. Za pierwszymi wyrokami poszły następne. Za zbrodnie na Żydach z wyroku warszawskiego CSS zastrzelono Tadeusza Stefana Karcza, Janusza Krystka (zamieszkałego w powiecie węgrowskim)⁵¹, Jana Łakińskiego (to on prawdopodobnie zadenuncjował schron Emanuela Ringelbluma oraz ukrywających go Polaków) i policjantów granatowych Bolesława Szostaka i Antoniego Pietrzaka (sentencję wyroku na tym ostatnim opublikowano trzy tygodnie przed wybuchem powstania). Oprócz nich Kedyw zlikwidował jeszcze kilka innych osób, Polaków i Niemców, mających na sumieniu szantażowanie Żydów. Z uwagi na to, że nie wszystkie wyroki na szantażystów zostały opublikowane w prasie konspiracyjnej (opublikowano ich 8), trudno dokładnie ocenić skalę zwalczania szantaży. Od lat w literaturze funkcjonuje szacunek, że CSS w Warszawie miał wydać około 70 wyroków śmierci na konfidentów i kolaborantów, z czego około 30% miało dotyczyć przestępców, których główną winą było prześladowanie Żydów⁵². Jak dotąd nie udało się tych liczb zweryfikować.

Jednak w warunkach konspiracyjnych oraz ze względu na ograniczone i często otrzymywane z dużym opóźnieniem środki finansowe organizacje koordynujące pomoc dla ukrywających się Żydów nie były w stanie dotrzeć do wszystkich potrzebujących. Oblicza się, że z pomocy finansowej RPŻ, Bundu i ŻKN korzystało około 12 000 Żydów, z czego 6500 to podopieczni ŻKN, zaś około 3000 „Żegoty”. Prócz zorganizowanej pomocy dla ukrywających się Żydów, wiele osób pomagało im indywidualnie. Trudno oszacować, jak wielu Polaków było zaangażowanych w pomoc Żydom – czasem incydentalną, jednorazową, a czasem długotrwałą, systematyczną pomoc dla kilku czy nawet kilkunastu osób, za którą w okupowanej Polsce groziła kara śmierci. Jak wynika z ustaleń b. Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, około 700 osób zostało zamordowanych w następstwie pomocy Żydom. W samej Warszawie Niemcy mieli zamordować za udzielanie pomocy Żydom 47 osób, a 15 wysłać do obozów koncentracyjnych, gdzie większość zginęła. Ilu pomagało Żydom, nie ponosząc z tego powodu tragicznych konsekwencji – nie sposób dokładnie ustalić⁵³.

„Tajne miasto” Polaków i Żydów, opierające się na wzajemnej pomocy, solidarności i tajemnicy, funkcjonowało w Warszawie do wybuchu powstania sierpniowego.Problemy z identyfikacją

Wszystkie wymienione osoby pojawiają się w polskich wspomnieniach lub dokumentach. Istnieje jednak również kilka relacji, których autorzy przyznają się do służby w szeregach AK (przed i w czasie powstania), nastręczających poważnych trudności interpretacyjnych. Do tej grupy należy pochodzący z Puław Gerszon Edelman (ur. 1920) ps. „Brzoza”, były student wyższej Szkoły Mechaniczno-Technicznej Wawelberga i Rotwanda w Warszawie. W swojej relacji sporządzonej w 1946 r. podał, że brał udział w wojnie obronnej we wrześniu 1939 r. W Warszawie znalazł się pod koniec 1942 r., a trafił do stolicy dzięki rodzinnym powiązaniom – w organizacji działali jego stryjowie o pseudonimach „Jakub” i „Rzepa” oraz ojciec, „Gniezno”. Mieli być w 36 pułku piechoty. Jeden ze stryjów w stopniu majora¹³⁸. Sam Gerszon Edelman ukończył podchorążówkę i miał brać udział w wykonywaniu kilku wyroków sądów podziemnych. 1 sierpnia 1944 r. uczestniczył w szturmie na gmach Poczty Głównej przy pl. Napoleona. Inne pododdziały szturmowały Prudential. Mimo że nie pada nazwa jednostki, musiał to być batalion „Kiliński”. Po zdobyciu poczty (czyli po 2 sierpnia) oddział obsadził pozycję w narożnym budynku przy ul. Alberta I Króla Belgów (obecnie Niecała). Toczono ciężkie walki z Niemcami nacierającymi od Ogrodu Saskiego. Pozycja była pod ciągłym ostrzałem. Oddział został zdziesiątkowany. Piątego sierpnia Edelman został ciężko ranny (otrzymał postrzał w ramię i prawe płuco). Znalazł się w szpitalu św. Rocha przy Krakowskim Przedmieściu, który zajęli Niemcy. Wywieziono go, wraz z pięcioma rannymi powstańcami, niemieckim pociągiem sanitarnym do Łodzi, skąd, po stwierdzeniu pomyłki, trafili do obozu jenieckiego w Hanowerze¹³⁹. Tam został wyzwolony przez armię amerykańską w kwietniu 1945 r.¹⁴⁰ W relacji brak nazwiska, pod jakim walczył, i oddziału, co stwarza trudności z weryfikacją i uzupełnieniem jego powstańczej biografii. Jego dalsze losy pozostają nieznane.

Podobnie jest ze wspomnianym już wcześniej Zvi Flormanem (ur. 1900). Mieszkał przy ul. Filtrowej. Do organizacji miał zostać wprowadzony przez znajomego Polaka jako Tadeusz Kaniowski. Pracował w urzędzie miejskim w Warszawie, kolportował ulotki. Przed wojną odbył służbę wojskową w 7 pułku ułanów, był również absolwentem szkoły chorążych w Mińsku Mazowieckim. Pierwszego sierpnia dołączył do grupy trzydziestu kilku osób, w której byli również Żydzi. Początkowo brali udział w budowie umocnień i przejść podziemnych. Po pewnym czasie Florman zaczął uczestniczyć w walkach, m.in. w zdobyciu gmachu PAST-y przy ul. Zielnej 37/39. Tak o tym pisał: „Mało było broni i nie wystarczyło dla wszystkich. Były grupy z bronią i grupy, które przygotowały drogę. To był początek – przygotować powstanie. Do tego zostałem powołany. W naszej grupie pracowaliśmy dzień i noc. W pierwszym dniu wybuchu powstania podjechał czołg niemiecki »Tygrys« i przywitaliśmy go butelkami Mołotowa. (…) z trudem się wycofał będąc w płomieniach. Wkrótce zaczęliśmy sypać wał w poprzek naszej ulicy, obok ulicy Nowy Świat. To była silna barykada, na którą czołg już nie mógł wjechać. I poczynając od tej ulicy, dalej sypaliśmy barykady, kopaliśmy przejścia podziemne, umocnienia. Na ulicy Zielnej, w budynku dwunastopiętrowym, była centrala telefoniczna. Tam byli Niemcy. Ich snajperzy panowali nad okolicą, strzelali do powstańców. Z drugiej strony, w Ogrodzie Saskim siedzieli Ukraińcy. Powstańcy byli pomiędzy nimi. Jednej nocy nadszedł rozkaz: spalić ten wieżowiec. Wtedy poszedłem na akcję z moją grupą. Przybliżyliśmy się do budynku. Mieliśmy pompę, rozpryskaliśmy benzynę, zebraliśmy benzynę ze wszystkich możliwych miejsc i rozpryskaliśmy. Następnie rzuciliśmy zapałkę i budynek stanął w płomieniach. Niemcy zaczęli wychodzić. Oczywiście trwało to sporo czasu. Wyszły Polki, które tam pracowały jako telefonistki, z rękami podniesionymi do góry, im pozwoliliśmy przejść, wyszli obywatele polscy, którzy tam pracowali jako technicy. Im też pozwoliliśmy przejść. Zaczęli wychodzić Niemcy. Niemców, którzy tam pracowali jako pracownicy cywilni, wzięliśmy do niewoli. Było wielu jeńców niemieckich. Oni nam pomogli w kopaniu rowów itd. Jeśli chodzi o ludzi gestapo i SS, zdecydowaliśmy, że tylko jeden dla nich wyrok, każdy otrzymał kulę w łeb. Wprawdzie nie na miejscu, wzięli ich na bok i rozstrzelali. Ludzi gestapo, SS i żandarmów nie brali w niewolę”. I wyraźnie podkreślił: „Ja naprawdę byłem przy tym obecny”¹⁴¹. W szturmie PAST-y brało udział 250 żołnierzy. Jednak tak jak w przypadku Edelmana, nie odnaleźliśmy Flormana/Kaniowskiego wśród żołnierzy Kilińskiego¹⁴². Służyło tu kilku innych żołnierzy pochodzenia żydowskiego¹⁴³.

To nie koniec problemów z identyfikacją. Na Starym Mieście miał walczyć pochodzący z Gródka (pow. białostocki) dziennikarz Nehemiasz Szulklaper (ur. 1915). Jesienią 1942 r. uciekł z transportu do obozu zagłady. Trafił do Warszawy, gdzie ukrywał się jako Roman Rutkowski, najpierw był robotnikiem kolejowym, a później konduktorem. Wstąpił do organizacji „Grunwald” na Pradze (weszła w skład praskiej AK). Poszukiwany przez gestapo, trafił do grupy partyzanckiej w Józefowie, brał udział w różnych akcjach dywersyjnych. Wraz z oddziałem oczekiwał na miejscu koncentracji – nie podał niestety jego lokalizacji. W swej relacji twierdzi, że był na placówce „Grunwaldu” na Starym Mieście. Zapis ten nie jest do końca jasny: „Byłem w brygadzie operacyjnej czyli do specjalnych zadań wykrycia i zniszczenia centralnych punktów sił niemieckich. Udało mi się kilkakrotnie wykryć dwa składy amunicji i ukryte rozkazy dowództwa niemieckiego przy ulicy Tamka. Nasz oddział składał się z kilkunastu ludzi, kilku zginęło w akcji”. Przez jakiś czas miał też prowadzić dział komunikatów prasowych w „Biuletynie Informacyjnym”, by następnie powrócić do udziału w akcjach bojowych. Został ranny w rękę (amputowano mu palce), wywieziony do Pruszkowa, a następnie obozu jenieckiego w Głogowie. Ostatecznie trafił do obozu w Aussig nad Łabą, gdzie został wyzwolony w maju 1945 r.¹⁴⁴ Nie udało się nam zweryfikować informacji zawartych w relacji Szulklapera i rozstrzygnąć sprawy jego przydziału.

Pozornie tylko dokładne informacje zawarł w swym zeznaniu Michał Piotrowicz (ur. 1923). W 1940 r. przybył do Warszawy z Wawra i zamieszkał tu jako Mieczysław Lubański. Dokumenty na to nazwisko otrzymał od kolegi z lat dziecinnych Eugeniusza Rajewskiego ps. „Gentek”. On też miał wprowadzić Piotrowicza do ZWZ, gdzie, jak twierdzi, brał udział w akcjach dywersyjnych. W swej relacji wymienia płk. Stanisława Steczkowskiego „Zagończyka”, pod którego komendą miał zaopatrywać walczące getto warszawskie (informacja ta nie znajduje potwierdzenia w innych źródłach). W powstaniu warszawskim miał walczyć w plutonie 158 batalionu szturmowego „Odwet” wchodzącego w skład batalionu „Golski”. Nie podaje jednak swego pseudonimu, nazwiska dowódcy ani żadnych danych na temat swoich kolegów: „Odpieraliśmy ataki Niemców od strony szpitala Józefa Piłsudskiego (vis a vis Politechniki Warszawskiej, gmach starej chemii) oraz od strony Pola Mokotowskiego gdzie zostałem ciężko ranny w lewą łopatkę i prawą nogę. Leżałem w szpitalu przy ul. Lwowskiej 11”. Po kapitulacji znalazł się w obozie jenieckim w Ożarowie, skąd uciekł. Zgłosił się na wyjazd do Rzeszy za pośrednictwem organizacji Todt i trafił do Berlina¹⁴⁵. Przynależność Piotrowicza do szeregów powstańczych potwierdziło we wrześniu 1967 r. kilku Polaków, lecz nie należeli oni do oddziału, w którym miał służyć. Zgadzają się topograficzne szczegóły cytowanej relacji. W spisach żołnierzy „Golskiego” i „Odwetu” próżno szukać jednak Lubańskiego (Piotrowicza)¹⁴⁶.

Inny problem stanowią późne relacje, których nie sposób zweryfikować. Istnieje zapis, że należący do AK Witold Rosenberg zginął trafiony odłamkiem we wrześniu 1944 r. na stopniach kościoła św. Krzyża. Nic poza tym na ten temat nie wiadomo¹⁴⁷.Kobiety w AK

W szeregach warszawskiej AK służyła trudna do określenia liczba Żydówek uchodzących za „Aryjki”. Należała do nich Zofia Gleichgewicht, siostra znanego literata i dramaturga Jerzego Jurandota. W przeciwieństwie do reszty rodziny pozostała po „stronie aryjskiej”, gdzie funkcjonowała jako Zofia Zawadzka. Przez swoje harcerskie, przedwojenne kontakty szybko trafiła do konspiracji. Pracowała w wywiadzie. Zginęła w powstaniu jako Zofia Bardówna, pod nazwiskiem, pod którym publikowała przed wojną¹⁴⁸.

W batalionie „Łukasiński” dowodzonym przez Olgierda Rudnickiego-Ostkiewicza „Sienkiewicza” służyła Emilia Rozencwajg „Marylka”. Była dowódcą grupy łączniczek i sanitariuszek. Jej biografia jest niezwykle interesująca. Pochodziła z Radzymina. Przed wojną należała do Betaru, organizacji młodzieżowej podporządkowanej Nowej Organizacji Syjonistycznej. Opuściła getto w marcu 1942 r. za namową Rudnickiego – przyjaciela jej ojca – i niebawem wstąpiła do kierowanej przezeń komórki organizacyjnej. Pracowała jako łączniczka i kolporterka prasy konspiracyjnej, Jednocześnie bardzo aktywnie działała w konspiracji żydowskiej, pełniąc rolę łączniczki między konspiracją w getcie a „stroną aryjską” (pracowała m.in. dla ŻKN i ŻZW), wyprowadzając Żydów z gett i obozów. Wraz z członkiem AK Teodorem Pajewskim wydostała z obozu w Trawnikach historyka Emanuela Ringelbluma. W powstaniu przeszła cały szlak bojowy batalionu „Łukasiński”, a następnie trafiła do obozu jenieckiego¹⁴⁹.

W szeregi AK trafiła też przybyła w połowie 1942 r. ze Lwowa do Warszawy Alicja Zipper (ur. 1926) ps. „Alina”. Posługiwała się dokumentami na nazwisko Alina Kozłowska. Brała udział w licznych akcjach w Warszawie, po czym, zagrożona aresztowaniem, znalazła się poza Warszawą, służąc w charakterze łączniczki z oddziałami partyzanckimi w Kieleckiem. Latem 1944 r. była łączniczką w sztabie pułkownika „Montera”. Została przydzielona na Stare Miasto do kapitana „Maliny”¹⁵⁰. Przez pierwsze dwa tygodnie powstania pracowała nie tylko jako łączniczka, ale również jako sanitariuszka. Ewakuowana kanałami do Śródmieścia, ponownie znalazła się w sztabie „Montera”. W przededniu kapitulacji otrzymała stopień oficerski. Z rozkazu dowództwa pozostała w Warszawie i opiekowała się szpitalem powstańczym przy ul. Chmielnej. Została wywieziona do Krakowa, gdzie poślubiła kolegę z konspiracji Aleksandra Grelewskiego¹⁵¹.

Kolejny przykład to Hanka Kehtmann ps. „Hanka” (występująca pod nazwiskiem Apolonia Kraśnicka). Podlegała oficerowi informacyjnemu batalionu „Gozdawa” Janowi Omylskiemu ps. „Kaczorowski”. Po kapitulacji Starego Miasta uratowała życie ciężko rannemu „Kaczorowskiemu”, który pomagał jej w czasie okupacji, i wywiozła go z miasta¹⁵².
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: