15 minut dla siebie - ebook
„15 minut dla siebie” to praktyczny poradnik dla osób, które żyją w ciągłym pośpiechu i odkładają własne potrzeby na później. Pokazuje, jak zaledwie 15 minut dziennie może pomóc odzyskać spokój, energię, koncentrację i lepszy kontakt z bliskimi. Bez rewolucji, presji i nierealnych planów. Znajdziesz tu proste sposoby na odpoczynek, ruch, wyciszenie, ograniczenie telefonu oraz zbudowanie nawyku, który naprawdę da się utrzymać. Na końcu czeka również bonus: 30 pomysłów na Twój codzienny kwadrans.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Poradniki |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| Rozmiar pliku: | 558 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Witaj.
Cieszę się, że właśnie tutaj jesteś. Być może od dawna powtarzasz sobie, że musisz w końcu znaleźć więcej czasu dla siebie. Może czujesz, że każdy dzień wygląda podobnie – obowiązki, praca, zakupy, telefon, wiadomości, kolejne zadania. Wieczorem jesteś zmęczony, a mimo to masz wrażenie, że tak naprawdę nie zrobiłeś nic dla siebie.
Brzmi znajomo?
Żyjemy w świecie, który nieustannie czegoś od nas oczekuje. Mamy być produktywni, dostępni, pomocni, uśmiechnięci i skuteczni. Wypełniamy kalendarze spotkaniami, listy zadań kolejnymi punktami, a każdą wolną chwilę często oddajemy ekranowi telefonu.
I właśnie dlatego coraz więcej osób mówi, że nie ma czasu.
Paradoks polega jednak na tym, że bardzo często nie potrzebujemy dodatkowej godziny. Nie potrzebujemy tygodnia wolnego ani egzotycznych wakacji. Potrzebujemy zaledwie piętnastu minut. Piętnastu minut, które świadomie przeznaczymy wyłącznie dla siebie.
To niewiele.
Kwadrans mija szybciej niż odcinek serialu. To mniej czasu, niż przeciętnie spędzamy na bezmyślnym przeglądaniu mediów społecznościowych. To krócej niż stanie w korku czy kolejce do sklepu.
A mimo to właśnie te piętnaście minut może stać się początkiem ogromnej zmiany.
Nie dlatego, że wydarzy się cud.
Dlatego, że małe działania wykonywane codziennie mają niezwykłą moc. Nie zmieniają życia z dnia na dzień, ale potrafią całkowicie odmienić jego kierunek.
W tej książce nie będę przekonywał Cię do rewolucji. Nie przeczytasz, że od jutra musisz wstawać o piątej rano, przebiec dziesięć kilometrów, medytować godzinę dziennie i całkowicie zmienić swoje życie.
Bo wiem, że takie obietnice najczęściej kończą się rozczarowaniem.
Zamiast tego chcę zaprosić Cię do czegoś znacznie prostszego.
Do codziennego kwadransa.
Piętnaście minut ciszy.
Piętnaście minut ruchu.
Piętnaście minut z książką.
Piętnaście minut spaceru.
Piętnaście minut oddechu.
Piętnaście minut bez telefonu.
Piętnaście minut, podczas których najważniejszą osobą jesteś Ty.
To nie egoizm.
To troska o siebie.
Bo trudno dawać innym energię, kiedy samemu jest się całkowicie wyczerpanym. Trudno być cierpliwym, spokojnym i obecnym, jeśli od miesięcy żyje się wyłącznie na wysokich obrotach.
Zadbany człowiek ma więcej siły dla siebie i dla innych.
Podczas kolejnych rozdziałów pokażę Ci, dlaczego tak trudno znaleźć czas dla siebie, jak odzyskać kontrolę nad swoim dniem i jak zbudować prosty rytuał, który nie będzie kolejnym obowiązkiem, ale chwilą, na którą naprawdę będziesz czekać.
Nie musisz zmieniać całego swojego życia.
Nie musisz robić wszystkiego idealnie.
Nie musisz być perfekcyjny.
Wystarczy, że każdego dnia znajdziesz jeden niewielki moment tylko dla siebie.
Być może właśnie ten kwadrans stanie się najcenniejszymi piętnastoma minutami Twojego dnia.
Jeśli jesteś gotowy, zaczynajmy.
Wróć do spisu treściROZDZIAŁ 1DLACZEGO TAK TRUDNO ZNALEŹĆ PIĘTNAŚCIE MINUT?
Piętnaście minut.
Kiedy słyszysz tę liczbę, prawdopodobnie nie wydaje Ci się szczególnie duża. Kwadrans to przecież niewiele. Tyle trwa szybki prysznic, krótki spacer, przygotowanie prostego posiłku albo kilka piosenek przesłuchanych jedna po drugiej.
A jednak, gdy chodzi o czas wyłącznie dla siebie, nawet te piętnaście minut potrafi wydawać się luksusem.
Często mówimy:
„Nie mam kiedy.”
„Może wieczorem.”
„Zacznę od poniedziałku.”
„Teraz mam zbyt dużo obowiązków.”
„Jak wszystko skończę, wtedy odpocznę.”
Problem polega na tym, że obowiązki niemal nigdy się nie kończą. Zawsze znajdzie się coś do zrobienia. Kolejny mail, telefon, pranie, zakupy, rachunki, sprzątanie, przygotowanie posiłku, rozmowa, na którą trzeba odpowiedzieć, lub sprawa, którą wypada załatwić.
Czekając na moment, w którym wszystko będzie zrobione, możemy czekać przez całe życie.
Życie na autopilocie
Wiele osób zaczyna dzień w pośpiechu.
Budzik dzwoni. Ręka automatycznie sięga po telefon. Pojawiają się wiadomości, powiadomienia, informacje i pierwsze myśli o tym, co trzeba dziś zrobić.
Zanim jeszcze dobrze wstaniemy z łóżka, nasza uwaga jest już gdzieś indziej.
Później wszystko dzieje się bardzo szybko. Ubieranie, śniadanie, droga do pracy, obowiązki, rozmowy, kolejne zadania. W wolniejszej chwili znów pojawia się telefon. Wieczorem nadrabiamy to, czego nie udało się zrobić w ciągu dnia.
W końcu siadamy na kanapie albo kładziemy się do łóżka, ale trudno naprawdę odpocząć. Głowa wciąż pracuje. Analizuje, planuje, wspomina i przewiduje.
Tak właśnie wygląda życie na autopilocie.
Nie podejmujemy świadomej decyzji, że chcemy cały dzień poświęcić innym ludziom, pracy i ekranom. Po prostu reagujemy na wszystko, co pojawia się przed nami.
Powiadomienie przychodzi, więc sprawdzamy.
Telefon dzwoni, więc odbieramy.
Ktoś o coś prosi, więc się zgadzamy.
Pojawia się kolejne zadanie, więc próbujemy je wykonać.
Dzień nie jest przez nas przeżywany. Dzień po prostu nam się przydarza.
Autopilot jest wygodny, ponieważ pozwala wykonywać wiele czynności bez zastanowienia. Dzięki niemu nie musimy codziennie uczyć się od nowa, jak myć zęby, prowadzić samochód czy przygotować kawę.
Problem zaczyna się wtedy, gdy autopilot przejmuje również nasze decyzje o odpoczynku, relacjach i własnych potrzebach.
Wtedy łatwo dojść do wniosku, że nie mamy czasu dla siebie.
W rzeczywistości często nie tyle nie mamy czasu, ile przestaliśmy świadomie nim zarządzać.
Ciągłe „jeszcze tylko”
Jednym z największych złodziei odpoczynku jest zdanie:
„Jeszcze tylko to zrobię.”
Jeszcze tylko odpiszę na wiadomość.
Jeszcze tylko posprzątam kuchnię.
Jeszcze tylko sprawdzę pocztę.
Jeszcze tylko obejrzę jeden film.
Jeszcze tylko przygotuję coś na jutro.
Potem pojawia się kolejna rzecz. I następna. W ten sposób kwadrans dla siebie jest bez końca przesuwany.
Wydaje nam się, że odpoczynek będzie nagrodą za wykonanie wszystkich obowiązków. Jednak lista zadań ma niezwykłą zdolność do odrastania.
Skreślasz jeden punkt, a za chwilę pojawiają się dwa kolejne.
Odpoczynek odkładany do momentu, gdy wszystko będzie gotowe, zwykle nie nadchodzi.
To trochę tak, jakbyś postanowił zatankować samochód dopiero wtedy, gdy zakończysz wszystkie podróże. Samochód zatrzyma się wcześniej, niż zdążysz dojechać do celu.
Człowiek działa podobnie.
Potrzebuje regularnego uzupełniania energii. Nie dopiero po zakończeniu wszystkich zadań, ale właśnie po to, żeby móc je wykonywać.
Twój kwadrans nie powinien być nagrodą za idealnie przeżyty dzień. Powinien być częścią tego dnia.
Tak samo jak posiłek, sen czy higiena.
Dlaczego własne potrzeby spadają na koniec listy?
Wiele osób bez większego problemu znajduje czas dla innych.
Kiedy ktoś prosi o rozmowę, pomoc lub przysługę, potrafimy zmienić swoje plany. Gdy pojawia się pilne zadanie w pracy, zostajemy dłużej. Kiedy bliska osoba czegoś potrzebuje, próbujemy być dostępni.
To naturalne. Relacje, odpowiedzialność i wzajemna pomoc są ważne.
Problem pojawia się wtedy, gdy potrzeby innych ludzi zawsze są ważniejsze od naszych.
Mówimy sobie:
„To tylko piętnaście minut, poradzę sobie bez nich.”
„Odpocznę jutro.”
„Najpierw muszę zająć się wszystkimi dookoła.”
„Nie wypada odmawiać.”
Z czasem zaczynamy traktować własne potrzeby jak coś mniej ważnego. Jak kaprys, który można bez końca odkładać.
Może wynikać to z wychowania. Wielu z nas słyszało, że trzeba być pracowitym, pomocnym i obowiązkowym. Rzadziej uczono nas, że trzeba również odpoczywać, zauważać swoje emocje i chronić własną energię.
Niektórzy zaczynają czuć się wartościowi tylko wtedy, gdy są potrzebni innym.
Im więcej robią, tym bardziej czują, że zasługują na uznanie.
W takim życiu zatrzymanie się może wywoływać dyskomfort.
Pojawia się myśl:
„Powinienem robić coś pożytecznego.”
Ale czy dbanie o siebie naprawdę jest niepożyteczne?
Czy piętnaście minut spaceru, ciszy lub spokojnego oddechu jest mniej ważne niż kolejny kwadrans spędzony na przewijaniu ekranu?
Czy odpoczynek naprawdę jest stratą czasu, jeśli dzięki niemu stajesz się spokojniejszy, bardziej cierpliwy i skoncentrowany?
Pułapka bycia cały czas zajętym
Współczesny świat często nagradza zajętość.
Kiedy ktoś mówi, że ma bardzo dużo pracy, wiele obowiązków i niewiele czasu, może brzmieć jak osoba ważna, potrzebna i ambitna.
Zajętość stała się symbolem wartości.
Mówimy:
„Mam urwanie głowy.”
„Nie wiem, w co ręce włożyć.”
„Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałem wolny wieczór.”
Czasem wypowiadamy te zdania z frustracją, a czasem z odrobiną dumy.
Tymczasem bycie ciągle zajętym nie zawsze oznacza bycie skutecznym.
Można przez cały dzień wykonywać dziesiątki czynności i wieczorem nadal mieć poczucie, że nic ważnego nie zostało zrobione.
Można odpowiadać na każdą wiadomość, reagować na każdą prośbę i spełniać wszystkie oczekiwania, a jednocześnie całkowicie stracić kontakt z własnym życiem.
Zajętość może być także formą ucieczki.
Dopóki jesteśmy w ruchu, nie musimy zastanawiać się nad tym, jak się czujemy.
Nie musimy zauważać zmęczenia, samotności, rozczarowania czy niezadowolenia.
Cisza bywa trudna, ponieważ w ciszy zaczynamy słyszeć własne myśli.
Dlatego niektórzy ludzie wypełniają każdą wolną chwilę hałasem, pracą lub telefonem.
Kwadrans dla siebie nie zawsze od razu będzie przyjemny.
Na początku może pojawić się niepokój. Możesz mieć wrażenie, że powinieneś coś robić. Możesz sięgać po telefon niemal bezwiednie.
To nie oznacza, że nie potrafisz odpoczywać.
To oznacza jedynie, że Twój umysł przyzwyczaił się do ciągłych bodźców.
Gdzie naprawdę znika czas?
Często przeceniamy czas potrzebny na odpoczynek, a nie zauważamy czasu traconego w ciągu dnia.
Kilka minut rano na telefonie.
Kilka minut w kolejce.
Dziesięć minut po pracy.
Chwila przed snem, która zamienia się w pół godziny.
Nie chodzi o to, aby demonizować media społecznościowe, seriale czy internet. One również mogą być formą rozrywki.
Warto jednak zadać sobie pytanie:
Czy naprawdę wybieram to, co robię, czy tylko wykonuję automatyczny odruch?
Istnieje duża różnica między świadomym obejrzeniem filmu, który nas interesuje, a bezmyślnym przewijaniem treści, których chwilę później nawet nie pamiętamy.
Czas nie zawsze znika w dużych blokach.
Najczęściej wypływa małymi szczelinami.
Trzy minuty tutaj.
Pięć minut tam.
Kolejne dziesięć minut gdzie indziej.
W ciągu całego dnia może uzbierać się godzina, której nawet nie zauważyliśmy.
Dlatego znalezienie kwadransa dla siebie nie zawsze wymaga wielkiej reorganizacji życia.
Czasem wystarczy odzyskać fragment czasu, który już mamy.
Brak czasu czy brak priorytetu?
Zdanie „nie mam czasu” często brzmi jak obiektywny fakt.
Doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny. Obowiązki są realne. Praca, dzieci, dom i problemy wymagają uwagi.
Nie chodzi więc o udawanie, że każdy człowiek ma mnóstwo wolnego czasu.
Niektórzy rzeczywiście są przeciążeni. Opiekują się bliskimi, pracują na kilka zmian, zmagają się z trudną sytuacją życiową lub zdrowotną.
Jednak nawet wtedy warto przyjrzeć się temu, co dzieje się z najmniejszymi fragmentami dnia.
Kwadrans nie musi oznaczać piętnastu minut w idealnej ciszy, w pięknym fotelu, z kubkiem herbaty i spokojną muzyką w tle.
Czasem kwadrans dla siebie to dziesięć minut spaceru i pięć minut świadomego oddechu.
Czasem to wyjście kilka minut wcześniej z domu.
Czasem to pozostanie przez chwilę w samochodzie przed wejściem do mieszkania.
Czasem to zamknięcie drzwi do łazienki i spokojny prysznic bez pośpiechu.
Nie zawsze możemy kontrolować cały dzień.
Możemy jednak próbować chronić choć jego niewielki fragment.
Warto więc zamienić pytanie:
„Czy mam czas?”
na pytanie:
„Czy chcę uczynić te piętnaście minut jednym ze swoich priorytetów?”
To pytanie może być niewygodne, ale jest uczciwe.
Bo priorytet nie jest czymś, na co czas znajduje się przypadkiem. Priorytet jest czymś, dla czego czas się tworzy.
Poczucie winy podczas odpoczynku
Być może już próbowałeś znaleźć chwilę dla siebie.
Usiadłeś z książką, wyszedłeś na spacer albo postanowiłeś przez moment nic nie robić.
I wtedy pojawiło się poczucie winy.
Myśli zaczęły przypominać Ci o obowiązkach.
„Powinieneś posprzątać.”
„Mógłbyś odpisać na wiadomości.”
„Inni pracują, a Ty siedzisz.”
„Przecież nie zrobiłeś jeszcze wszystkiego.”
Poczucie winy potrafi odebrać odpoczynkowi całą przyjemność.
Ciało siedzi, ale umysł wciąż biegnie.
Warto wtedy przypomnieć sobie, że odpoczynek nie jest przeciwieństwem odpowiedzialności.
Odpoczynek jest jej częścią.
Kiedy ignorujesz zmęczenie przez długi czas, zaczynasz popełniać więcej błędów. Masz mniej cierpliwości. Trudniej Ci się skupić. Łatwiej reagujesz złością lub frustracją.
Piętnaście minut zatrzymania może zapobiec wielu godzinom działania na wyczerpaniu.
Nie musisz zasłużyć na odpoczynek.
Nie musisz wcześniej udowodnić swojej wartości.
Nie musisz mieć idealnie uporządkowanego domu i pustej skrzynki mailowej.
Jesteś człowiekiem, a człowiek potrzebuje regeneracji.
Nie czekaj na idealny moment
Jednym z powodów, dla których nie zaczynamy, jest oczekiwanie na odpowiednie warunki.
Chcemy mieć spokojny dzień.
Więcej energii.
Lepszy nastrój.
Wolny poranek.
Uporządkowane mieszkanie.
Idealny plan.
Problem w tym, że idealne warunki pojawiają się bardzo rzadko.
Zawsze coś może przeszkodzić. Telefon zadzwoni. Ktoś będzie czegoś potrzebował. Pojawi się nagła sprawa. Pogoda się zmieni. Samopoczucie nie będzie najlepsze.
Jeżeli Twój kwadrans będzie zależał od idealnych warunków, szybko zniknie.