Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

A jak Arszenik Trucizny Agathy Christie - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
22 kwietnia 2026
4674 pkt
punktów Virtualo

A jak Arszenik Trucizny Agathy Christie - ebook

Czternaście powieści. Czternaście trucizn. Czternaście perfekcyjnych zbrodni.

Agatha Christie znała się na truciznach jak nikt inny, a bohaterowie jej kultowych powieści stosowali je częściej niż jakąkolwiek inną metodę morderstwa. Wybór zabójczej substancji nigdy nie był przypadkowy. Każda z nich stanowiła wskazówkę. Każdy objaw był zagadką do rozwiązania.

Jak to możliwe, że mikroskopijne dawki niektórych związków chemicznych potrafią zabić w kilka minut? Dlaczego arsen działa inaczej niż cyjanek? Skąd mistrzyni kryminału czerpała swoją niepokojącą wiedzę o śmiertelnych substancjach?

Kathryn Harkup, chemiczka i miłośniczka kryminałów, przygląda się czternastu powieściom Agathy Christie z perspektywy naukowej, by udzielić odpowiedzi na pytania:

• jakie prawdziwe sprawy kryminalne mogły zainspirować pisarkę,

• jak poszczególne trucizny wpływają na ludzki organizm i dlaczego prowadzą do śmierci,

• czy mordercze metody z powieści można by zastosować w prawdziwym życiu – dawniej i dziś.

To książka o nauce, zbrodni i genialnej wyobraźni, w której mroczna fikcja spotyka się równie przerażającą rzeczywistością…

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Literatura faktu
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-68846-12-6
Rozmiar pliku: 2,6 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ŚMIERCIONOŚNA APTECZKA AGATHY CHRISTIE

Podą­żała za nie­skoń­czo­nymi roz­wią­za­niami łatwych spo­so­bów na śmierć.

Wil­liam Sha­ke­spe­are, _Anto­niusz i Kle­opa­tra_

Aga­tha Mary Cla­rissa Chri­stie (1890–1976), „kró­lowa kry­mi­nału”, figu­ruje w Księ­dze Rekor­dów Guin­nessa jako naj­po­czyt­niej­sza autorka wszech cza­sów. Sprze­dała mniej egzem­pla­rzy tylko od Biblii i Sha­ke­spe­are’a (jed­nak jej książki prze­tłu­ma­czono na wię­cej języ­ków niż dzieła angiel­skiego dra­ma­turga). Chri­stie jest także autorką _Pułapki na myszy_ – sztuki teatral­nej, która nie­prze­rwa­nie utrzy­muje się na świa­to­wych sce­nach dłu­żej niż jakie­kol­wiek inne przed­sta­wie­nie. To rów­nież ona stwo­rzyła posta­cie dwóch z naj­słyn­niej­szych detek­ty­wów w histo­rii lite­ra­tury: Her­ku­lesa Poirota i panny Mar­ple. Twór­czość Chri­stie nie tylko zyskała uzna­nie kry­ty­ków i przy­nio­sła autorce wiele nagród, ale zdo­była jej też nie­śmier­tel­ność i do dziś cie­szy się ogrom­nym zain­te­re­so­wa­niem.

Wielu pró­bo­wało odkryć sekret jej suk­cesu, cho­ciaż sama Chri­stie zawsze uwa­żała się za pisarkę jedy­nie „popu­larną” i otwar­cie przy­zna­wała, że nie two­rzy wiel­kich dzieł lite­ra­tury ani nie daje głę­bo­kich wglą­dów w naturę ludzką. W swo­ich utwo­rach nie epa­to­wała bru­tal­no­ścią ani nie sta­rała się szo­ko­wać prze­mocą. Choć na kar­tach powie­ści Chri­stie umie­ściła nie­jedne zwłoki, to kre­owane przez nią intrygi zwy­kle wywo­ły­wały cie­ka­wość i uśmiech czy­tel­ni­ków śle­dzą­cych fał­szywe tropy, mylne wska­zówki i bły­sko­tliwe roz­wią­za­nia. Była mistrzy­nią snu­cia opowie­ści i ukła­da­nia zaga­dek, potra­fiła jed­no­cze­śnie bawić i pod­su­wać czy­ta­ją­cym łami­główki, które wyda­wały się nie do roz­wią­za­nia.

Histo­rie kry­mi­nalne Chri­stie wie­lo­krot­nie dowo­dziły, że była wir­tu­ozem zmyłki. Potra­fiła pod­su­wać wska­zówki wprost pod oczy czy­tel­nika, nie­raz je uwy­pu­kla­jąc, a mimo to była pewna, że więk­szość i tak doj­dzie do fał­szy­wych wnio­sków. Gdy w finale histo­rii ujaw­niał się sprawca, czy­tel­nicy zwy­kle mieli pre­ten­sje do sie­bie, że prze­oczyli coś oczy­wi­stego, albo wra­cali do lek­tury jesz­cze raz, by prze­ko­nać się, iż tropy były obecne od samego początku.

Chri­stie wyko­rzy­sty­wała swoją szcze­gó­łową wie­dzę na temat nie­bez­piecz­nych sub­stan­cji che­micz­nych i leków, by kon­stru­ować intrygi powie­ści. Uży­wała tru­cizn w więk­szo­ści swo­ich ksią­żek, znacz­nie czę­ściej niż inni pisa­rze jej epoki, i robiła to z dużą pre­cy­zją, nie wyma­ga­jąc jed­nak od czy­tel­ni­ków żad­nej spe­cja­li­stycz­nej wie­dzy medycz­nej. Objawy i dostęp­ność poszcze­gól­nych sub­stan­cji przed­sta­wiała jasno i przy­stęp­nie, dzięki czemu nawet ktoś z wykształ­ce­niem medycz­nym czy tok­sy­ko­lo­gicz­nym nie miał więk­szej prze­wagi nad zwy­kłym czy­tel­ni­kiem¹. Zro­zu­mie­nie nauko­wych pod­staw dzia­ła­nia tru­cizn, po które się­gała Chri­stie, jedy­nie pozwala lepiej doce­nić jej pomy­sło­wość i kunszt w budo­wa­niu intrygi.

Uczennica truciciela

Wie­dza Aga­thy Chri­stie o tru­ci­znach była naprawdę wyjąt­kowa. Rzadko który pisarz mógł się poszczy­cić tym, że jego książki tra­fiały do rąk pato­lo­gów i słu­żyły im jako punkt odnie­sie­nia w rze­czy­wi­stych przy­pad­kach zatruć (zob. s. 329). Kilka osób, które miały oka­zję zapo­znać się z _A jak arsze­nik_ we wcze­snym eta­pie pracy, pytało mnie: „Skąd ona to wszystko wie­działa?”. Odpo­wiedź jest pro­sta: jej wie­dza wyni­kała z oso­bi­stego doświad­cze­nia w pracy z tru­ci­znami oraz z życio­wej fascy­na­cji tym tema­tem, choć oczy­wi­ście nie w sen­sie kry­mi­nal­nym.

W cza­sie I wojny świa­to­wej Chri­stie pra­co­wała jako pie­lę­gniarka w szpi­talu w Torquay. Lubiła swoje zaję­cie, ale gdy w pla­cówce otwarto nową aptekę, zapro­po­no­wano jej prze­nie­sie­nie. Nowa rola wyma­gała dodat­ko­wego szko­le­nia i zda­nia egza­mi­nów kwa­li­fi­ku­ją­cych do pracy jako asy­stentka apte­ka­rza odpo­wie­dzialna za wyda­wa­nie leków. Chri­stie uzy­skała te upraw­nie­nia w 1917 roku.

W tam­tym cza­sie – i przez wiele kolej­nych lat – recepty lekar­skie przy­go­to­wy­wano ręcz­nie w apte­kach i szpi­tal­nych ambu­la­to­riach. Tru­ci­zny i sil­nie dzia­ła­jące środki były sta­ran­nie odwa­żane i spraw­dzane przez innych pra­cow­ni­ków przed wyda­niem pacjen­towi.

Do lekarstw czę­sto doda­wano nie­szko­dliwe skład­niki, takie jak barw­niki czy aro­maty, by dosto­so­wać je do przy­zwy­cza­jeń pacjen­tów. Jak wspo­mi­nała Chri­stie w swo­jej auto­bio­gra­fii, zda­rzało się jed­nak, że wielu wra­cało do apteki z pre­ten­sją, iż lek nie wyglą­dał albo nie sma­ko­wał tak jak zwy­kle. Jeśli dawka wła­ści­wego środka była podana pra­wi­dłowo, wszystko było w porządku, choć zda­rzały się pomyłki.

Przy­go­to­wu­jąc się do egza­minu w Apo­the­ca­ries Hall, Chri­stie uczyła się che­mii i far­ma­cji nie tylko w teo­rii, lecz także w prak­tyce pod okiem kole­gów z apteki szpi­tal­nej. Oprócz pracy i nauki brała też pry­watne lek­cje u far­ma­ceuty w Torquay, pana P., który w ramach szko­le­nia pew­nego dnia poka­zał jej, jak pra­wi­dłowo przy­go­to­wuje się czopki. Było to zada­nie trudne i wyma­ga­jące wprawy. Far­ma­ceuta roz­to­pił masło kaka­owe, dodał lek, a następ­nie poka­zał, kiedy należy wyjąć czopki z form, zapa­ko­wać je i ozna­czyć stę­że­nie czę­ści leku jako „jedna na sto”². Chri­stie była jed­nak prze­ko­nana, że far­ma­ceuta się pomy­lił i dodał dawkę w pro­por­cji „jedna na dzie­sięć” – dzie­się­cio­krot­nie sil­niej­szą i poten­cjal­nie nie­bez­pieczną. Dys­kret­nie spraw­dziła jego obli­cze­nia i upew­niła się, że miała rację. Nie mogąc otwar­cie zwró­cić mu uwagi, a jed­no­cze­śnie oba­wia­jąc się skut­ków poda­nia takiego leku, udała, że się potknęła, i zrzu­ciła czopki na pod­łogę, po czym roz­dep­tała je. Póź­niej prze­pro­siła i posprzą­tała bała­gan. Nową par­tię przy­go­to­wano już z pra­wi­dło­wym stę­że­niem.

Pan P. wyko­ny­wał swoje obli­cze­nia w sys­te­mie metrycz­nym, choć w Wiel­kiej Bry­ta­nii w tam­tym cza­sie znacz­nie czę­ściej posłu­gi­wano się jesz­cze mia­rami impe­rial­nymi. Aga­tha Chri­stie nie ufała sys­te­mowi metrycz­nemu, bo jak mówiła: „Naj­więk­sze nie­bez­pie­czeń­stwo polega na tym, że jeśli się pomy­lisz, błąd powięk­sza się dzie­się­cio­krot­nie”. Wystar­czyło źle posta­wić prze­ci­nek, by wynik obli­czeń był poważ­nie zafał­szo­wany. Więk­szość far­ma­ceu­tów w tam­tych latach lepiej znała tra­dy­cyjny sys­tem apte­kar­ski, w któ­rym dawki mie­rzono w jed­nost­kach zwa­nych gra­nami³.

Chri­stie nie­po­ko­iło nie tylko roz­tar­gnie­nie pana P. Któ­re­goś dnia wyjął on z kie­szeni brą­zową bryłkę i zapy­tał ją, co to może być. Nie potra­fiła odpo­wie­dzieć, a on wyja­śnił, że to kurara, tru­ci­zna, którą połu­dnio­wo­ame­ry­kań­scy myśliwi sma­ro­wali groty strzał. Sub­stan­cję tę można połknąć bez szkody dla zdro­wia, ale wpro­wa­dzona do krwio­biegu działa śmier­tel­nie. Pan P. przy­znał, że nosi ją przy sobie, bo „daje mu poczu­cie siły”. Po nie­mal 50 latach Chri­stie wyko­rzy­stała tę oso­bliwą postać, two­rząc far­ma­ceutę w _Tajem­nicy Bla­dego Konia_.

Do roku 1917 Chri­stie miała już na kon­cie kilka wier­szy i opo­wia­dań, z któ­rych część została opu­bli­ko­wana. Po prze­czy­ta­niu _Tajem­nicy żół­tego pokoju_ Gastona Leroux posta­no­wiła spró­bo­wać wła­snych sił w napi­sa­niu powie­ści detek­ty­wi­stycz­nej i wspo­mniała o tym swo­jej sio­strze, Madge, która wów­czas odno­siła więk­sze suk­cesy lite­rac­kie niż Aga­tha. Sio­stra stwier­dziła, że to bar­dzo trudne zada­nie, i zało­żyła się z nią, że nie zdoła tego zro­bić. Choć nie była to for­malna umowa, wystar­czyła, by zmo­bi­li­zo­wać Chri­stie do pisa­nia. Pra­cu­jąc w aptece szpi­tal­nej, miała czas, by ukła­dać w gło­wie fabułę i two­rzyć posta­cie, a oto­czona butel­kami peł­nymi tru­cizn posta­no­wiła, że to wła­śnie one staną się narzę­dziem zbrodni.

Tak powstała jej pierw­sza powieść – _Tajem­ni­cza histo­ria w Sty­les_. Chri­stie poka­zała w niej swoją szcze­gó­łową wie­dzę o strych­ni­nie. Na publi­ka­cję musiała jed­nak pocze­kać kilka lat – wysy­łała ręko­pis do róż­nych wydaw­nictw, aż wresz­cie w 1920 roku został przy­jęty. Po uka­za­niu się książki Chri­stie otrzy­mała swoją naj­cen­niej­szą recen­zję w cza­so­pi­śmie „Phar­ma­ceu­ti­cal Jour­nal and Phar­ma­cist” (Prze­gląd far­ma­ceu­tyczny). „Ta powieść ma rzadką zaletę: została napi­sana popraw­nie” – napi­sał recen­zent, prze­ko­nany, że autorka musiała mieć przy­go­to­wa­nie far­ma­ceu­tyczne albo korzy­stała z rady spe­cja­li­sty.

Kryminalna kariera

Pre­miera książki _Tajem­ni­cza histo­ria w Sty­les_ dała począ­tek dłu­giej i uda­nej karie­rze Chri­stie, choć sama uznała się za pisarkę zawo­dową dopiero po trzech kolej­nych powie­ściach. Przez całe swoje pisar­skie życie utrzy­my­wała żywe zain­te­re­so­wa­nie tru­ci­znami i lekami, nato­miast po broń palną się­gała nie­chęt­nie, otwar­cie przy­zna­jąc, że bali­styka pozo­staje jej obca. Naukowe szcze­góły doty­czące wybie­ra­nych przez nią tru­cizn były sta­ran­nie opra­co­wane. Na prze­strzeni lat zgro­ma­dziła pokaźną biblio­tekę medyczno-prawną, a naj­czę­ściej czy­ta­nym tomem w jej zbio­rach była _Extra Phar­ma­co­po­eia Mar­tin­dale’a_ (Dodat­kowa Far­ma­ko­pea Mar­tin­dale’a).

Pod­czas II wojny świa­to­wej Chri­stie ponow­nie pod­jęła pracę jako ochot­niczka w aptece szpi­tal­nej, tym razem w Uni­ver­sity Col­lege Hospi­tal w Lon­dy­nie. Po odno­wie­niu kwa­li­fi­ka­cji pra­co­wała tam już regu­lar­nie: dwa pełne dni w tygo­dniu, trzy pół­d­niówki oraz w sobot­nie poranki. Czę­sto zastę­po­wała też innych, gdy nie mogli dotrzeć do szpi­tala. Dzięki tej pracy na bie­żąco pozna­wała nowe leki i zmiany w prak­tyce far­ma­ceu­tycz­nej. W tym okre­sie coraz wię­cej recep­tu­ro­wych pre­pa­ra­tów zaczęto przy­go­to­wy­wać z wyprze­dze­niem, co spra­wiało, że Chri­stie miała sporo wol­nego czasu na wymy­śla­nie nowych histo­rii dla swo­ich powie­ści i kon­stru­owa­nie wyjąt­kowo pod­stęp­nych intryg⁴.

Chri­stie kore­spon­do­wała rów­nież ze spe­cja­li­stami, aby spraw­dzić wia­ry­god­ność swo­ich pomy­słów. W 1967 roku zwró­ciła się do jed­nego z eks­per­tów z pyta­niem, jakie byłyby skutki doda­nia tali­do­midu do lukru na tor­cie uro­dzi­no­wym. Chciała się dowie­dzieć, po jakim cza­sie tru­ci­zna zaczę­łaby dzia­łać i jaka dawka w gra­nach byłaby potrzebna. Osta­tecz­nie jed­nak ni­gdy nie się­gnęła po ten motyw w żad­nej ze swo­ich powie­ści.

Chri­stie two­rzyła w cza­sach tak zwa­nego Zło­tego Wieku powie­ści detek­ty­wi­stycz­nej. W latach 20. i 30. XX wieku gatu­nek ten trak­to­wano bar­dzo poważ­nie. W 1928 roku Ronald Knox⁵ (1888–1957) sfor­mu­ło­wał swój _Deka­log powie­ści detek­ty­wi­stycz­nej_, zbiór dzie­się­ciu zasad, któ­rych auto­rzy kry­mi­na­łów mieli prze­strze­gać w imię uczci­wo­ści wobec czy­tel­nika. Brzmiały one nastę­pu­jąco:

1. Prze­stępcą musi być ktoś, kto poja­wił się na początku książki, ale nie może to być postać, któ­rej myśli zostały ujaw­nione czy­tel­ni­kowi.
2. Wyklu­czone jest poja­wia­nie się w powie­ści wszel­kich prze­ja­wów sił nad­przy­ro­dzo­nych i ponadna­tu­ral­nych.
3. W powie­ści może wystę­po­wać nie wię­cej niż jedno tajne przej­ście lub pomiesz­cze­nie.
4. Nie mogą wystę­po­wać żadne do tej pory nie­od­kryte tru­ci­zny i urzą­dze­nia, jeśli na końcu książki będą one wyma­gały dłu­giego i nauko­wego wyja­śnia­nia ich dzia­ła­nia.
5. W książce nie może się poja­wić żaden Chiń­czyk.
6. Detek­tyw nie może kie­ro­wać się intu­icją ani dzia­łać dzięki przy­pad­kowi.
7. Detek­tyw nie może być sprawcą zbrodni.
8. Detek­tyw musi ujaw­niać jedy­nie takie wska­zówki, które czy­tel­nik jest w sta­nie na bie­żąco zwe­ry­fi­ko­wać.
9. Przy­ja­ciel detek­tywa (Wat­son) nie może ukry­wać żad­nych swo­ich myśli, a jego inte­li­gen­cja powinna być tylko nieco niż­sza od prze­cięt­nego czy­tel­nika.
10. Bra­cia bliź­niacy i sobo­wtóry nie mogą poja­wić się w opo­wie­ści, jeśli czy­tel­nik nie został na to wcze­śniej przy­go­to­wany.

Aga­tha Chri­stie zła­mała nie­mal wszyst­kie zasady, a naj­bar­dziej spek­ta­ku­lar­nie uka­zała to w _Zabój­stwie Rogera Ackroyda_. Książka ta w chwili publi­ka­cji wzbu­dziła kon­ster­na­cję i całe szpalty pra­so­wych arty­ku­łów roz­pi­sy­wały się, zarzu­ca­jąc autorce oszu­stwo. Dziś jed­nak powieść ta ucho­dzi za jedną z naj­lep­szych histo­rii detek­ty­wi­stycz­nych w dzie­jach gatunku. Kiedy Chri­stie nie łamała reguł wprost, nagi­nała je do gra­nic moż­li­wo­ści. Mimo to była jed­nym z zało­ży­cieli Detec­tion Club, towa­rzy­stwa sku­pia­ją­cego auto­rów kry­mi­na­łów, do któ­rego nale­żeli m.in. G.K. Che­ster­ton, Doro­thy L. Say­ers oraz sam Ronald Knox, twórca _Deka­logu_. Zasady Knoxa przy­jęto w klu­bie jako swo­isty kodeks etyczny pisa­rzy powie­ści detek­ty­wi­stycz­nej. Człon­ko­wie skła­dali też przy­sięgę w ramach roz­bu­do­wa­nego rytu­ału ini­cja­cyj­nego.

Czy przy­rze­ka­cie, że wasi detek­tywi będą naprawdę roz­wią­zy­wać powie­rzone im zbrod­nie, korzy­sta­jąc wyłącz­nie z rozumu, któ­rym ich obda­rzy­cie, i nie opie­ra­jąc się na boskim obja­wie­niu, kobie­cej intu­icji, cza­rach, kuglar­skich sztucz­kach, przy­pad­kach loso­wych ani aktach siły wyż­szej?

Chri­stie trak­to­wała przy­sięgę nieco poważ­niej niż zasady Knoxa, jed­nak zawsze potra­fiła zacho­wać uczci­wość wobec czy­tel­ni­ków. Była dumna z tego, że ni­gdy nie „oszu­ki­wała”. Wska­zówki były obecne, ale to czy­tel­nik musiał je dostrzec i wła­ści­wie zin­ter­pre­to­wać.

Pisząc o tru­ci­znach, Chri­stie zawsze grała fair. Nie opi­sy­wała sub­stan­cji nie­wy­kry­wal­nych, sta­ran­nie spraw­dzała objawy przedaw­ko­wa­nia i dbała, by jak naj­do­kład­niej oddać w swo­ich powie­ściach zarówno dostęp­ność tru­cizn, jak i moż­li­wo­ści ich wykry­cia. Zda­rzały się jed­nak wyjątki, takie jak sere­nit w _Kara­ib­skiej tajem­nicy_, benvo w powie­ści _Pasa­żer do Frank­furtu_ i calmo w książce _Zwier­cia­dło pęka w odłam­ków stos_⁶. Wszyst­kie te sub­stan­cje były czy­stym wymy­słem Chri­stie, choć nadała im cechy bar­dzo podobne do bar­bi­tu­ra­nów. Warto dodać, że tylko raz posłu­żyła się taką fik­cyjną sub­stan­cją, by uśmier­cić postać w powie­ści _Zwier­cia­dło pęka w odłam­ków stos_. W pozo­sta­łych przy­pad­kach wymy­ślone leki nie miały istot­nego zna­cze­nia dla fabuły.

W twór­czo­ści Chri­stie tru­ci­zna nie była tylko pro­stym spo­so­bem na pozby­cie się boha­tera. Choć czę­sto poja­wiały się u niej kla­syczne środki, jak arsze­nik czy cyja­nek, korzy­stała też z nie­zwy­kle sze­ro­kiej gamy innych sub­stan­cji, tak licz­nych, że nie da się ich wszyst­kich omó­wić w tej książce. Wiele z tych sub­stan­cji poznała jesz­cze pod­czas pracy w aptece. W 1917 roku w lekach na­dal wyko­rzy­sty­wano środki o sil­nym dzia­ła­niu, takie jak strych­nina, fos­for, koniina czy tal. Dziś nie znaj­dziemy ich już w _Far­ma­ko­pei Bry­tyj­skiej_, ponie­waż usu­nięto je z powodu dużej tok­sycz­no­ści i nie­wiel­kiej war­to­ści lecz­ni­czej. Inne związki, jak mor­fina, fizo­styg­mina, naparst­nica, atro­pina czy bar­bi­tu­rany, do dziś mają zasto­so­wa­nie w medy­cy­nie. Jak zauwa­żył Para­cel­sus (1493–1541), lekarz i twórca tok­sy­ko­lo­gii: „Wszystko jest tru­ci­zną i nic nie jest nią cał­ko­wi­cie. To dawka spra­wia, że coś staje się tru­ci­zną lub lekar­stwem”. Chri­stie rozu­miała to dosko­nale i potra­fiła wyko­rzy­stać także mniej oczy­wi­ste sub­stan­cje, jak niko­tyna czy rycyna, nada­jąc im ogromne zna­cze­nie w fabule. Objawy, dostęp­ność i moż­li­wość wykry­cia danej tru­ci­zny czę­sto sta­no­wiły ważne tropy i punkty zwrotne w jej powie­ściach. Przy­kła­dem może być zna­ko­mi­cie skon­stru­owana powieść _Pięć małych świ­nek_, w któ­rej ważną rolę odgrywa sza­lej jado­wity i zawarty w tej rośli­nie zwią­zek che­miczny koniina. Spo­sób, w jaki działa na orga­nizm, jego smak i czas potrzebny na ujaw­nie­nie obja­wów ide­al­nie współ­grają z chro­no­lo­gią wyda­rzeń w książce (zob. s. 178–183)⁷.

Inspiracje z prawdziwego życia

Aga­tha Chri­stie, wyko­rzy­stu­jąc motyw tru­cizn w swo­ich powie­ściach, nie ogra­ni­czała się jedy­nie do wła­snych doświad­czeń i zna­jo­mo­ści tematu. Z pasją zgłę­biała histo­rie praw­dzi­wych zbrodni i dobrze orien­to­wała się w gło­śnych mor­der­stwach minio­nych lat. W swo­ich powie­ściach odwo­ły­wała się do auten­tycz­nych spraw i postaci tru­ci­cieli, takich jak Her­bert Rowse Arm­strong, Fre­de­rick Sed­don czy Ade­la­ide Bar­tlett. Bywało też, że to wła­śnie oko­licz­no­ści praw­dzi­wych zbrodni sta­wały się punk­tem wyj­ścia dla jej fabuł.

Powieść _Pani McGinty nie żyje_ powstała na bazie słyn­nej sprawy dok­tora Haw­leya Harveya Crip­pena, który został ska­zany za otru­cie swo­jej żony i powie­szony w 1910 roku. W piw­nicy lon­dyń­skiego domu Crip­pena odkryto ludz­kie szczątki. Frag­menty ciała, owi­nięte w jego piżamę, zawie­rały śmier­telną dawkę bro­mo­wo­dorku hio­scyny. Tym­cza­sem Crip­pen uciekł stat­kiem do Kanady w towa­rzy­stwie swo­jej kochanki, Ethel le Neve, prze­bra­nej za chłopca. Kapi­tan jed­nak nie dał się zwieść i wysłał do bry­tyj­skiej poli­cji depe­szę radiową. Inspek­tor Dew wyru­szył szyb­szym stat­kiem i zatrzy­mał parę, gdy ich jed­nostka zawi­nęła do portu w Mon­trose. W powie­ści _Pani McGinty nie żyje_ docho­dzi do kilku mor­derstw mają­cych ukryć tajem­nicę sprawcy – jego matka była kochanką męż­czy­zny, który zabił żonę i zako­pał ją w piw­nicy.

Powieść _Próba nie­win­no­ści_ przed­sta­wia histo­rię Jacka Argyle’a, uzna­nego za win­nego zabój­stwa wła­snej matki. Lata póź­niej, już po śmierci Jacka w wię­zie­niu, w domu rodziny Argyle poja­wia się nie­zna­jomy z dowo­dem na to, że chło­pak był nie­winny. Jeśli więc nie on zabił swoją matkę, to kto z rodziny ponosi winę za ten czyn? Za tło powie­ści posłu­żyła jej gło­śna sprawa otru­cia z 1875 roku. Char­les Bravo po bły­ska­wicz­nym roman­sie poślu­bił bogatą młodą wdowę, Flo­rence Ricardo. Zale­d­wie cztery mie­siące po ślu­bie zasłabł po kola­cji, którą spo­ży­wał wspól­nie z żoną i jej przy­ja­ciółką, Jane Cox. Trzy dni póź­niej zmarł, choć opie­ko­wał się nim dok­tor James Gully, dawny kocha­nek Flo­rence. Sek­cja zwłok wyka­zała, że został otruty jed­no­ra­zową dawką anty­monu. Śledz­two zakoń­czyło się nie­jed­no­znacz­nym wer­dyk­tem, choć sze­roko spe­ku­lo­wano, że Char­les Bravo mógł popeł­nić samo­bój­stwo.

Póź­niej­sze donie­sie­nia pra­sowe ujaw­niły, że rela­cje mię­dzy Jane Cox a Char­le­sem Bravo były napięte, a Cox była świad­kiem kłótni mał­żon­ków o zwią­zek Flo­rence z dok­to­rem Gul­lym. Wsz­częto dru­gie śledz­two, które w prak­tyce stało się pro­ce­sem obu kobiet. Wer­dykt brzmiał: „umyśl­nie spo­wo­do­wane mor­der­stwo”, lecz nie było wystar­cza­ją­cych dowo­dów, by wska­zać, kto podał śmier­telną dawkę anty­monu. W tym cza­sie obie kobiety nie były już przy­ja­ciół­kami. Powszech­nie podej­rze­wano, że pani Bravo dolała tru­ci­znę do wina męża, pró­bu­jąc zrzu­cić winę na Jane. Praw­dzi­wego sprawcy ni­gdy nie usta­lono. Chri­stie pod­su­mo­wała tę histo­rię sło­wami: „Flo­rence Bravo, porzu­cona przez rodzinę, zmarła samot­nie, nad­uży­wa­jąc alko­holu. Jane Cox, odtrą­cona i pozo­sta­wiona z trójką synów, dożyła póź­nej sta­ro­ści, żyjąc z pięt­nem mor­der­czyni. Dok­tor Gully został zruj­no­wany zawo­dowo i towa­rzy­sko”. Dodała też: „Ktoś był winny i udało mu się unik­nąć kary. Ale pozo­stali byli nie­winni i to wła­śnie oni ponie­śli kon­se­kwen­cje”.

Po raz pierw­szy się­gnę­łam po książki Aga­thy Chri­stie jako nasto­latka. Uwiel­bia­łam jej opo­wie­ści, choć wąt­pię, bym wów­czas potra­fiła doce­nić ich naukowe walory. Powrót do powie­ści i opo­wia­dań w trak­cie pracy nad tą książką spra­wił, że jesz­cze bar­dziej podzi­wiam nie tylko wie­dzę Chri­stie, lecz także spo­sób, w jaki potra­fiła wpleść ją w swoją twór­czość. Dla wielu nauka wydaje się odstrę­cza­jąca, ale Chri­stie umiała wyja­śnić wszystko, co potrzebne, by zro­zu­mieć zna­cze­nie tru­ci­zny, nie odcią­ga­jąc przy tym uwagi czy­tel­nika od samej intrygi. W tej książce przyj­rzę się 14 tru­ci­znom, które Chri­stie wpro­wa­dzała do swo­ich powie­ści, oraz praw­dzi­wym przy­pad­kom, które mogły stać się dla niej inspi­ra­cją albo które same inspi­ro­wały się jej twór­czo­ścią. To opo­wieść o jej pomy­sło­wo­ści, mistrzow­skim budo­wa­niu intrygi i dba­ło­ści o naukową dokład­ność.Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1.

Che­micy, far­ma­ceuci i inni spe­cja­li­ści z podob­nym wykształ­ce­niem mogą w trak­cie lek­tury szybko odrzu­cić pewne moż­li­wo­ści, ale ujaw­nie­nie sprawcy oka­zuje się dla nich rów­nie zaska­ku­jące jak dla każ­dego innego czy­tel­nika.

2.

Czyli jedna część leku na sto czę­ści masy.

3.

Chri­stie posłu­gi­wała się jed­nostką gran w wielu swo­ich książ­kach, ale w tej publi­ka­cji podaję rów­no­war­to­ści w gra­mach (g) lub miligra­mach (mg, czyli tysięcz­nych czę­ściach grama). Jeden gran odpo­wiada 64,79891 mg.

4.

W cza­sie wojny Chri­stie zdo­łała napi­sać dwa­na­ście powie­ści.

5.

Knox był księ­dzem, teo­lo­giem, spi­ke­rem radio­wym BBC i auto­rem powie­ści detek­ty­wi­stycz­nych. Boha­te­rem jego ksią­żek był detek­tyw Miles Bre­don.

6.

W Sta­nach Zjed­no­czo­nych książka uka­zała się pod skró­co­nym tytu­łem The Mir­ror Crack’d (Pęk­nięte lustro).

7.

Co cie­kawe, przez długi czas, gdy Chri­stie dopra­co­wy­wała fabułę, zamie­rzała, by ofiara została zastrze­lona, trudno jed­nak sobie wyobra­zić, jak mia­łoby to wyglą­dać w osta­tecz­nej wer­sji powie­ści.

8.

W Sta­nach Zjed­no­czo­nych powieść uka­zała się pod tytu­łem Easy to Kill (Łatwo jest zabić).

9.

Arsze­nik znaj­duje się na pogra­ni­czu metali i nie­me­tali, czyli ma cechy cha­rak­te­ry­styczne dla obu tych grup pier­wiast­ków.

10.

W dal­szej czę­ści roz­działu, o ile nie zazna­czono ina­czej, ter­min „arsze­nik” odnosi się do trój­tlenku arsenu.

11.

Choć w rze­czy­wi­sto­ści sami Bor­gio­wie pocho­dzili z Hisz­pa­nii.

12.

Ta sprawa mogła zain­spi­ro­wać Aga­thę Chri­stie do wyko­rzy­sta­nia motywu zatru­tego cia­sta w powie­ści Po pogrze­bie. W książce do jed­nej z osób podej­rza­nych o mor­der­stwo tra­fia kawa­łek tortu wesel­nego z domieszką arsenu. Ofiara zja­dła jego część, a resztę scho­wała pod poduszkę, wie­rząc w tra­dy­cję, że dzięki temu przy­śni jej się przy­szły mąż. Choć poważ­nie zacho­ro­wała, udało jej się prze­żyć, a to tylko dla­tego, że nie zja­dła całego cia­sta.

13.

Aga­tha Chri­stie wspo­mina o zie­leni Sche­elego i jej uży­ciu w tape­tach w powie­ści Spo­tka­nie w Bag­da­dzie. Gdy jedna z postaci zapada na „cięż­kie zapa­le­nie żołądka i jelit”, poja­wia się podej­rze­nie zatru­cia arse­nem. „Zasta­na­wiam się – mówi sir Rupert – czy to nie przy­pad­kiem sprawka zie­leni Sche­elego…”

14.

g/m² ozna­cza gramy na metr kwa­dra­towy.

15.

W tam­tym okre­sie za bez­pieczne uzna­wano stę­że­nie arsenu w tape­tach miesz­czące się w gra­ni­cach od 0,001 do 0,005 g/m².

16.

Wia­domo, że Char­les Dar­win sto­so­wał roz­twór Fow­lera – począt­kowo jako stu­dent, by leczyć egzemę, a póź­niej przyj­mo­wał go przez więk­szą część doro­słego życia. Może to czę­ściowo tłu­ma­czyć pro­blemy zdro­wotne, z któ­rymi zma­gał się w kolej­nych latach.

17.

W Sta­nach Zjed­no­czo­nych nie uchwa­lono wów­czas podob­nej ustawy. Bada­nie prze­pro­wa­dzone w 1877 roku wyka­zało, że sprze­daż tru­cizn wciąż nie była tam w żaden spo­sób regu­lo­wana. Dziś sytu­acja wygląda oczy­wi­ście zupeł­nie ina­czej.

18.

Aga­tha Chri­stie dosko­nale znała sprawę May­bric­ków i w powie­ści Tajem­ni­cza histo­ria w Sty­les opi­sała spo­sób pozy­ski­wa­nia tru­ci­zny przez mocze­nie mucho­bój­czych arku­szy w wodzie.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij