-
nowość
-
promocja
A jak Arszenik Trucizny Agathy Christie - ebook
A jak Arszenik Trucizny Agathy Christie - ebook
Czternaście powieści. Czternaście trucizn. Czternaście perfekcyjnych zbrodni.
Agatha Christie znała się na truciznach jak nikt inny, a bohaterowie jej kultowych powieści stosowali je częściej niż jakąkolwiek inną metodę morderstwa. Wybór zabójczej substancji nigdy nie był przypadkowy. Każda z nich stanowiła wskazówkę. Każdy objaw był zagadką do rozwiązania.
Jak to możliwe, że mikroskopijne dawki niektórych związków chemicznych potrafią zabić w kilka minut? Dlaczego arsen działa inaczej niż cyjanek? Skąd mistrzyni kryminału czerpała swoją niepokojącą wiedzę o śmiertelnych substancjach?
Kathryn Harkup, chemiczka i miłośniczka kryminałów, przygląda się czternastu powieściom Agathy Christie z perspektywy naukowej, by udzielić odpowiedzi na pytania:
• jakie prawdziwe sprawy kryminalne mogły zainspirować pisarkę,
• jak poszczególne trucizny wpływają na ludzki organizm i dlaczego prowadzą do śmierci,
• czy mordercze metody z powieści można by zastosować w prawdziwym życiu – dawniej i dziś.
To książka o nauce, zbrodni i genialnej wyobraźni, w której mroczna fikcja spotyka się równie przerażającą rzeczywistością…
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Literatura faktu |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68846-12-6 |
| Rozmiar pliku: | 2,6 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Podążała za nieskończonymi rozwiązaniami łatwych sposobów na śmierć.
William Shakespeare, _Antoniusz i Kleopatra_
Agatha Mary Clarissa Christie (1890–1976), „królowa kryminału”, figuruje w Księdze Rekordów Guinnessa jako najpoczytniejsza autorka wszech czasów. Sprzedała mniej egzemplarzy tylko od Biblii i Shakespeare’a (jednak jej książki przetłumaczono na więcej języków niż dzieła angielskiego dramaturga). Christie jest także autorką _Pułapki na myszy_ – sztuki teatralnej, która nieprzerwanie utrzymuje się na światowych scenach dłużej niż jakiekolwiek inne przedstawienie. To również ona stworzyła postacie dwóch z najsłynniejszych detektywów w historii literatury: Herkulesa Poirota i panny Marple. Twórczość Christie nie tylko zyskała uznanie krytyków i przyniosła autorce wiele nagród, ale zdobyła jej też nieśmiertelność i do dziś cieszy się ogromnym zainteresowaniem.
Wielu próbowało odkryć sekret jej sukcesu, chociaż sama Christie zawsze uważała się za pisarkę jedynie „popularną” i otwarcie przyznawała, że nie tworzy wielkich dzieł literatury ani nie daje głębokich wglądów w naturę ludzką. W swoich utworach nie epatowała brutalnością ani nie starała się szokować przemocą. Choć na kartach powieści Christie umieściła niejedne zwłoki, to kreowane przez nią intrygi zwykle wywoływały ciekawość i uśmiech czytelników śledzących fałszywe tropy, mylne wskazówki i błyskotliwe rozwiązania. Była mistrzynią snucia opowieści i układania zagadek, potrafiła jednocześnie bawić i podsuwać czytającym łamigłówki, które wydawały się nie do rozwiązania.
Historie kryminalne Christie wielokrotnie dowodziły, że była wirtuozem zmyłki. Potrafiła podsuwać wskazówki wprost pod oczy czytelnika, nieraz je uwypuklając, a mimo to była pewna, że większość i tak dojdzie do fałszywych wniosków. Gdy w finale historii ujawniał się sprawca, czytelnicy zwykle mieli pretensje do siebie, że przeoczyli coś oczywistego, albo wracali do lektury jeszcze raz, by przekonać się, iż tropy były obecne od samego początku.
Christie wykorzystywała swoją szczegółową wiedzę na temat niebezpiecznych substancji chemicznych i leków, by konstruować intrygi powieści. Używała trucizn w większości swoich książek, znacznie częściej niż inni pisarze jej epoki, i robiła to z dużą precyzją, nie wymagając jednak od czytelników żadnej specjalistycznej wiedzy medycznej. Objawy i dostępność poszczególnych substancji przedstawiała jasno i przystępnie, dzięki czemu nawet ktoś z wykształceniem medycznym czy toksykologicznym nie miał większej przewagi nad zwykłym czytelnikiem¹. Zrozumienie naukowych podstaw działania trucizn, po które sięgała Christie, jedynie pozwala lepiej docenić jej pomysłowość i kunszt w budowaniu intrygi.
Uczennica truciciela
Wiedza Agathy Christie o truciznach była naprawdę wyjątkowa. Rzadko który pisarz mógł się poszczycić tym, że jego książki trafiały do rąk patologów i służyły im jako punkt odniesienia w rzeczywistych przypadkach zatruć (zob. s. 329). Kilka osób, które miały okazję zapoznać się z _A jak arszenik_ we wczesnym etapie pracy, pytało mnie: „Skąd ona to wszystko wiedziała?”. Odpowiedź jest prosta: jej wiedza wynikała z osobistego doświadczenia w pracy z truciznami oraz z życiowej fascynacji tym tematem, choć oczywiście nie w sensie kryminalnym.
W czasie I wojny światowej Christie pracowała jako pielęgniarka w szpitalu w Torquay. Lubiła swoje zajęcie, ale gdy w placówce otwarto nową aptekę, zaproponowano jej przeniesienie. Nowa rola wymagała dodatkowego szkolenia i zdania egzaminów kwalifikujących do pracy jako asystentka aptekarza odpowiedzialna za wydawanie leków. Christie uzyskała te uprawnienia w 1917 roku.
W tamtym czasie – i przez wiele kolejnych lat – recepty lekarskie przygotowywano ręcznie w aptekach i szpitalnych ambulatoriach. Trucizny i silnie działające środki były starannie odważane i sprawdzane przez innych pracowników przed wydaniem pacjentowi.
Do lekarstw często dodawano nieszkodliwe składniki, takie jak barwniki czy aromaty, by dostosować je do przyzwyczajeń pacjentów. Jak wspominała Christie w swojej autobiografii, zdarzało się jednak, że wielu wracało do apteki z pretensją, iż lek nie wyglądał albo nie smakował tak jak zwykle. Jeśli dawka właściwego środka była podana prawidłowo, wszystko było w porządku, choć zdarzały się pomyłki.
Przygotowując się do egzaminu w Apothecaries Hall, Christie uczyła się chemii i farmacji nie tylko w teorii, lecz także w praktyce pod okiem kolegów z apteki szpitalnej. Oprócz pracy i nauki brała też prywatne lekcje u farmaceuty w Torquay, pana P., który w ramach szkolenia pewnego dnia pokazał jej, jak prawidłowo przygotowuje się czopki. Było to zadanie trudne i wymagające wprawy. Farmaceuta roztopił masło kakaowe, dodał lek, a następnie pokazał, kiedy należy wyjąć czopki z form, zapakować je i oznaczyć stężenie części leku jako „jedna na sto”². Christie była jednak przekonana, że farmaceuta się pomylił i dodał dawkę w proporcji „jedna na dziesięć” – dziesięciokrotnie silniejszą i potencjalnie niebezpieczną. Dyskretnie sprawdziła jego obliczenia i upewniła się, że miała rację. Nie mogąc otwarcie zwrócić mu uwagi, a jednocześnie obawiając się skutków podania takiego leku, udała, że się potknęła, i zrzuciła czopki na podłogę, po czym rozdeptała je. Później przeprosiła i posprzątała bałagan. Nową partię przygotowano już z prawidłowym stężeniem.
Pan P. wykonywał swoje obliczenia w systemie metrycznym, choć w Wielkiej Brytanii w tamtym czasie znacznie częściej posługiwano się jeszcze miarami imperialnymi. Agatha Christie nie ufała systemowi metrycznemu, bo jak mówiła: „Największe niebezpieczeństwo polega na tym, że jeśli się pomylisz, błąd powiększa się dziesięciokrotnie”. Wystarczyło źle postawić przecinek, by wynik obliczeń był poważnie zafałszowany. Większość farmaceutów w tamtych latach lepiej znała tradycyjny system aptekarski, w którym dawki mierzono w jednostkach zwanych granami³.
Christie niepokoiło nie tylko roztargnienie pana P. Któregoś dnia wyjął on z kieszeni brązową bryłkę i zapytał ją, co to może być. Nie potrafiła odpowiedzieć, a on wyjaśnił, że to kurara, trucizna, którą południowoamerykańscy myśliwi smarowali groty strzał. Substancję tę można połknąć bez szkody dla zdrowia, ale wprowadzona do krwiobiegu działa śmiertelnie. Pan P. przyznał, że nosi ją przy sobie, bo „daje mu poczucie siły”. Po niemal 50 latach Christie wykorzystała tę osobliwą postać, tworząc farmaceutę w _Tajemnicy Bladego Konia_.
Do roku 1917 Christie miała już na koncie kilka wierszy i opowiadań, z których część została opublikowana. Po przeczytaniu _Tajemnicy żółtego pokoju_ Gastona Leroux postanowiła spróbować własnych sił w napisaniu powieści detektywistycznej i wspomniała o tym swojej siostrze, Madge, która wówczas odnosiła większe sukcesy literackie niż Agatha. Siostra stwierdziła, że to bardzo trudne zadanie, i założyła się z nią, że nie zdoła tego zrobić. Choć nie była to formalna umowa, wystarczyła, by zmobilizować Christie do pisania. Pracując w aptece szpitalnej, miała czas, by układać w głowie fabułę i tworzyć postacie, a otoczona butelkami pełnymi trucizn postanowiła, że to właśnie one staną się narzędziem zbrodni.
Tak powstała jej pierwsza powieść – _Tajemnicza historia w Styles_. Christie pokazała w niej swoją szczegółową wiedzę o strychninie. Na publikację musiała jednak poczekać kilka lat – wysyłała rękopis do różnych wydawnictw, aż wreszcie w 1920 roku został przyjęty. Po ukazaniu się książki Christie otrzymała swoją najcenniejszą recenzję w czasopiśmie „Pharmaceutical Journal and Pharmacist” (Przegląd farmaceutyczny). „Ta powieść ma rzadką zaletę: została napisana poprawnie” – napisał recenzent, przekonany, że autorka musiała mieć przygotowanie farmaceutyczne albo korzystała z rady specjalisty.
Kryminalna kariera
Premiera książki _Tajemnicza historia w Styles_ dała początek długiej i udanej karierze Christie, choć sama uznała się za pisarkę zawodową dopiero po trzech kolejnych powieściach. Przez całe swoje pisarskie życie utrzymywała żywe zainteresowanie truciznami i lekami, natomiast po broń palną sięgała niechętnie, otwarcie przyznając, że balistyka pozostaje jej obca. Naukowe szczegóły dotyczące wybieranych przez nią trucizn były starannie opracowane. Na przestrzeni lat zgromadziła pokaźną bibliotekę medyczno-prawną, a najczęściej czytanym tomem w jej zbiorach była _Extra Pharmacopoeia Martindale’a_ (Dodatkowa Farmakopea Martindale’a).
Podczas II wojny światowej Christie ponownie podjęła pracę jako ochotniczka w aptece szpitalnej, tym razem w University College Hospital w Londynie. Po odnowieniu kwalifikacji pracowała tam już regularnie: dwa pełne dni w tygodniu, trzy półdniówki oraz w sobotnie poranki. Często zastępowała też innych, gdy nie mogli dotrzeć do szpitala. Dzięki tej pracy na bieżąco poznawała nowe leki i zmiany w praktyce farmaceutycznej. W tym okresie coraz więcej recepturowych preparatów zaczęto przygotowywać z wyprzedzeniem, co sprawiało, że Christie miała sporo wolnego czasu na wymyślanie nowych historii dla swoich powieści i konstruowanie wyjątkowo podstępnych intryg⁴.
Christie korespondowała również ze specjalistami, aby sprawdzić wiarygodność swoich pomysłów. W 1967 roku zwróciła się do jednego z ekspertów z pytaniem, jakie byłyby skutki dodania talidomidu do lukru na torcie urodzinowym. Chciała się dowiedzieć, po jakim czasie trucizna zaczęłaby działać i jaka dawka w granach byłaby potrzebna. Ostatecznie jednak nigdy nie sięgnęła po ten motyw w żadnej ze swoich powieści.
Christie tworzyła w czasach tak zwanego Złotego Wieku powieści detektywistycznej. W latach 20. i 30. XX wieku gatunek ten traktowano bardzo poważnie. W 1928 roku Ronald Knox⁵ (1888–1957) sformułował swój _Dekalog powieści detektywistycznej_, zbiór dziesięciu zasad, których autorzy kryminałów mieli przestrzegać w imię uczciwości wobec czytelnika. Brzmiały one następująco:
1. Przestępcą musi być ktoś, kto pojawił się na początku książki, ale nie może to być postać, której myśli zostały ujawnione czytelnikowi.
2. Wykluczone jest pojawianie się w powieści wszelkich przejawów sił nadprzyrodzonych i ponadnaturalnych.
3. W powieści może występować nie więcej niż jedno tajne przejście lub pomieszczenie.
4. Nie mogą występować żadne do tej pory nieodkryte trucizny i urządzenia, jeśli na końcu książki będą one wymagały długiego i naukowego wyjaśniania ich działania.
5. W książce nie może się pojawić żaden Chińczyk.
6. Detektyw nie może kierować się intuicją ani działać dzięki przypadkowi.
7. Detektyw nie może być sprawcą zbrodni.
8. Detektyw musi ujawniać jedynie takie wskazówki, które czytelnik jest w stanie na bieżąco zweryfikować.
9. Przyjaciel detektywa (Watson) nie może ukrywać żadnych swoich myśli, a jego inteligencja powinna być tylko nieco niższa od przeciętnego czytelnika.
10. Bracia bliźniacy i sobowtóry nie mogą pojawić się w opowieści, jeśli czytelnik nie został na to wcześniej przygotowany.
Agatha Christie złamała niemal wszystkie zasady, a najbardziej spektakularnie ukazała to w _Zabójstwie Rogera Ackroyda_. Książka ta w chwili publikacji wzbudziła konsternację i całe szpalty prasowych artykułów rozpisywały się, zarzucając autorce oszustwo. Dziś jednak powieść ta uchodzi za jedną z najlepszych historii detektywistycznych w dziejach gatunku. Kiedy Christie nie łamała reguł wprost, naginała je do granic możliwości. Mimo to była jednym z założycieli Detection Club, towarzystwa skupiającego autorów kryminałów, do którego należeli m.in. G.K. Chesterton, Dorothy L. Sayers oraz sam Ronald Knox, twórca _Dekalogu_. Zasady Knoxa przyjęto w klubie jako swoisty kodeks etyczny pisarzy powieści detektywistycznej. Członkowie składali też przysięgę w ramach rozbudowanego rytuału inicjacyjnego.
Czy przyrzekacie, że wasi detektywi będą naprawdę rozwiązywać powierzone im zbrodnie, korzystając wyłącznie z rozumu, którym ich obdarzycie, i nie opierając się na boskim objawieniu, kobiecej intuicji, czarach, kuglarskich sztuczkach, przypadkach losowych ani aktach siły wyższej?
Christie traktowała przysięgę nieco poważniej niż zasady Knoxa, jednak zawsze potrafiła zachować uczciwość wobec czytelników. Była dumna z tego, że nigdy nie „oszukiwała”. Wskazówki były obecne, ale to czytelnik musiał je dostrzec i właściwie zinterpretować.
Pisząc o truciznach, Christie zawsze grała fair. Nie opisywała substancji niewykrywalnych, starannie sprawdzała objawy przedawkowania i dbała, by jak najdokładniej oddać w swoich powieściach zarówno dostępność trucizn, jak i możliwości ich wykrycia. Zdarzały się jednak wyjątki, takie jak serenit w _Karaibskiej tajemnicy_, benvo w powieści _Pasażer do Frankfurtu_ i calmo w książce _Zwierciadło pęka w odłamków stos_⁶. Wszystkie te substancje były czystym wymysłem Christie, choć nadała im cechy bardzo podobne do barbituranów. Warto dodać, że tylko raz posłużyła się taką fikcyjną substancją, by uśmiercić postać w powieści _Zwierciadło pęka w odłamków stos_. W pozostałych przypadkach wymyślone leki nie miały istotnego znaczenia dla fabuły.
W twórczości Christie trucizna nie była tylko prostym sposobem na pozbycie się bohatera. Choć często pojawiały się u niej klasyczne środki, jak arszenik czy cyjanek, korzystała też z niezwykle szerokiej gamy innych substancji, tak licznych, że nie da się ich wszystkich omówić w tej książce. Wiele z tych substancji poznała jeszcze podczas pracy w aptece. W 1917 roku w lekach nadal wykorzystywano środki o silnym działaniu, takie jak strychnina, fosfor, koniina czy tal. Dziś nie znajdziemy ich już w _Farmakopei Brytyjskiej_, ponieważ usunięto je z powodu dużej toksyczności i niewielkiej wartości leczniczej. Inne związki, jak morfina, fizostygmina, naparstnica, atropina czy barbiturany, do dziś mają zastosowanie w medycynie. Jak zauważył Paracelsus (1493–1541), lekarz i twórca toksykologii: „Wszystko jest trucizną i nic nie jest nią całkowicie. To dawka sprawia, że coś staje się trucizną lub lekarstwem”. Christie rozumiała to doskonale i potrafiła wykorzystać także mniej oczywiste substancje, jak nikotyna czy rycyna, nadając im ogromne znaczenie w fabule. Objawy, dostępność i możliwość wykrycia danej trucizny często stanowiły ważne tropy i punkty zwrotne w jej powieściach. Przykładem może być znakomicie skonstruowana powieść _Pięć małych świnek_, w której ważną rolę odgrywa szalej jadowity i zawarty w tej roślinie związek chemiczny koniina. Sposób, w jaki działa na organizm, jego smak i czas potrzebny na ujawnienie objawów idealnie współgrają z chronologią wydarzeń w książce (zob. s. 178–183)⁷.
Inspiracje z prawdziwego życia
Agatha Christie, wykorzystując motyw trucizn w swoich powieściach, nie ograniczała się jedynie do własnych doświadczeń i znajomości tematu. Z pasją zgłębiała historie prawdziwych zbrodni i dobrze orientowała się w głośnych morderstwach minionych lat. W swoich powieściach odwoływała się do autentycznych spraw i postaci trucicieli, takich jak Herbert Rowse Armstrong, Frederick Seddon czy Adelaide Bartlett. Bywało też, że to właśnie okoliczności prawdziwych zbrodni stawały się punktem wyjścia dla jej fabuł.
Powieść _Pani McGinty nie żyje_ powstała na bazie słynnej sprawy doktora Hawleya Harveya Crippena, który został skazany za otrucie swojej żony i powieszony w 1910 roku. W piwnicy londyńskiego domu Crippena odkryto ludzkie szczątki. Fragmenty ciała, owinięte w jego piżamę, zawierały śmiertelną dawkę bromowodorku hioscyny. Tymczasem Crippen uciekł statkiem do Kanady w towarzystwie swojej kochanki, Ethel le Neve, przebranej za chłopca. Kapitan jednak nie dał się zwieść i wysłał do brytyjskiej policji depeszę radiową. Inspektor Dew wyruszył szybszym statkiem i zatrzymał parę, gdy ich jednostka zawinęła do portu w Montrose. W powieści _Pani McGinty nie żyje_ dochodzi do kilku morderstw mających ukryć tajemnicę sprawcy – jego matka była kochanką mężczyzny, który zabił żonę i zakopał ją w piwnicy.
Powieść _Próba niewinności_ przedstawia historię Jacka Argyle’a, uznanego za winnego zabójstwa własnej matki. Lata później, już po śmierci Jacka w więzieniu, w domu rodziny Argyle pojawia się nieznajomy z dowodem na to, że chłopak był niewinny. Jeśli więc nie on zabił swoją matkę, to kto z rodziny ponosi winę za ten czyn? Za tło powieści posłużyła jej głośna sprawa otrucia z 1875 roku. Charles Bravo po błyskawicznym romansie poślubił bogatą młodą wdowę, Florence Ricardo. Zaledwie cztery miesiące po ślubie zasłabł po kolacji, którą spożywał wspólnie z żoną i jej przyjaciółką, Jane Cox. Trzy dni później zmarł, choć opiekował się nim doktor James Gully, dawny kochanek Florence. Sekcja zwłok wykazała, że został otruty jednorazową dawką antymonu. Śledztwo zakończyło się niejednoznacznym werdyktem, choć szeroko spekulowano, że Charles Bravo mógł popełnić samobójstwo.
Późniejsze doniesienia prasowe ujawniły, że relacje między Jane Cox a Charlesem Bravo były napięte, a Cox była świadkiem kłótni małżonków o związek Florence z doktorem Gullym. Wszczęto drugie śledztwo, które w praktyce stało się procesem obu kobiet. Werdykt brzmiał: „umyślnie spowodowane morderstwo”, lecz nie było wystarczających dowodów, by wskazać, kto podał śmiertelną dawkę antymonu. W tym czasie obie kobiety nie były już przyjaciółkami. Powszechnie podejrzewano, że pani Bravo dolała truciznę do wina męża, próbując zrzucić winę na Jane. Prawdziwego sprawcy nigdy nie ustalono. Christie podsumowała tę historię słowami: „Florence Bravo, porzucona przez rodzinę, zmarła samotnie, nadużywając alkoholu. Jane Cox, odtrącona i pozostawiona z trójką synów, dożyła późnej starości, żyjąc z piętnem morderczyni. Doktor Gully został zrujnowany zawodowo i towarzysko”. Dodała też: „Ktoś był winny i udało mu się uniknąć kary. Ale pozostali byli niewinni i to właśnie oni ponieśli konsekwencje”.
Po raz pierwszy sięgnęłam po książki Agathy Christie jako nastolatka. Uwielbiałam jej opowieści, choć wątpię, bym wówczas potrafiła docenić ich naukowe walory. Powrót do powieści i opowiadań w trakcie pracy nad tą książką sprawił, że jeszcze bardziej podziwiam nie tylko wiedzę Christie, lecz także sposób, w jaki potrafiła wpleść ją w swoją twórczość. Dla wielu nauka wydaje się odstręczająca, ale Christie umiała wyjaśnić wszystko, co potrzebne, by zrozumieć znaczenie trucizny, nie odciągając przy tym uwagi czytelnika od samej intrygi. W tej książce przyjrzę się 14 truciznom, które Christie wprowadzała do swoich powieści, oraz prawdziwym przypadkom, które mogły stać się dla niej inspiracją albo które same inspirowały się jej twórczością. To opowieść o jej pomysłowości, mistrzowskim budowaniu intrygi i dbałości o naukową dokładność.Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1.
Chemicy, farmaceuci i inni specjaliści z podobnym wykształceniem mogą w trakcie lektury szybko odrzucić pewne możliwości, ale ujawnienie sprawcy okazuje się dla nich równie zaskakujące jak dla każdego innego czytelnika.
2.
Czyli jedna część leku na sto części masy.
3.
Christie posługiwała się jednostką gran w wielu swoich książkach, ale w tej publikacji podaję równowartości w gramach (g) lub miligramach (mg, czyli tysięcznych częściach grama). Jeden gran odpowiada 64,79891 mg.
4.
W czasie wojny Christie zdołała napisać dwanaście powieści.
5.
Knox był księdzem, teologiem, spikerem radiowym BBC i autorem powieści detektywistycznych. Bohaterem jego książek był detektyw Miles Bredon.
6.
W Stanach Zjednoczonych książka ukazała się pod skróconym tytułem The Mirror Crack’d (Pęknięte lustro).
7.
Co ciekawe, przez długi czas, gdy Christie dopracowywała fabułę, zamierzała, by ofiara została zastrzelona, trudno jednak sobie wyobrazić, jak miałoby to wyglądać w ostatecznej wersji powieści.
8.
W Stanach Zjednoczonych powieść ukazała się pod tytułem Easy to Kill (Łatwo jest zabić).
9.
Arszenik znajduje się na pograniczu metali i niemetali, czyli ma cechy charakterystyczne dla obu tych grup pierwiastków.
10.
W dalszej części rozdziału, o ile nie zaznaczono inaczej, termin „arszenik” odnosi się do trójtlenku arsenu.
11.
Choć w rzeczywistości sami Borgiowie pochodzili z Hiszpanii.
12.
Ta sprawa mogła zainspirować Agathę Christie do wykorzystania motywu zatrutego ciasta w powieści Po pogrzebie. W książce do jednej z osób podejrzanych o morderstwo trafia kawałek tortu weselnego z domieszką arsenu. Ofiara zjadła jego część, a resztę schowała pod poduszkę, wierząc w tradycję, że dzięki temu przyśni jej się przyszły mąż. Choć poważnie zachorowała, udało jej się przeżyć, a to tylko dlatego, że nie zjadła całego ciasta.
13.
Agatha Christie wspomina o zieleni Scheelego i jej użyciu w tapetach w powieści Spotkanie w Bagdadzie. Gdy jedna z postaci zapada na „ciężkie zapalenie żołądka i jelit”, pojawia się podejrzenie zatrucia arsenem. „Zastanawiam się – mówi sir Rupert – czy to nie przypadkiem sprawka zieleni Scheelego…”
14.
g/m² oznacza gramy na metr kwadratowy.
15.
W tamtym okresie za bezpieczne uznawano stężenie arsenu w tapetach mieszczące się w granicach od 0,001 do 0,005 g/m².
16.
Wiadomo, że Charles Darwin stosował roztwór Fowlera – początkowo jako student, by leczyć egzemę, a później przyjmował go przez większą część dorosłego życia. Może to częściowo tłumaczyć problemy zdrowotne, z którymi zmagał się w kolejnych latach.
17.
W Stanach Zjednoczonych nie uchwalono wówczas podobnej ustawy. Badanie przeprowadzone w 1877 roku wykazało, że sprzedaż trucizn wciąż nie była tam w żaden sposób regulowana. Dziś sytuacja wygląda oczywiście zupełnie inaczej.
18.
Agatha Christie doskonale znała sprawę Maybricków i w powieści Tajemnicza historia w Styles opisała sposób pozyskiwania trucizny przez moczenie muchobójczych arkuszy w wodzie.