Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Antyhipokamp - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
21 lipca 2026
32,00
3200 pkt
punktów Virtualo

Antyhipokamp - ebook

W 1986 roku nie uciekliśmy do RFN, a szkoda. Miałem dziesięć lat, dziadka Niemca i kuzyna, który mieszkał ze swoim ojcem w Berlinie Zachodnim. W 86. mama uciekła od nas do najlepszego kolegi taty z pracy. On mieszkał w tym samym bloku, co my, przychodził do nas co piątek, grać z moimi rodzicami w karty, a potem już tylko z ojcem w szachy. Przynosił mi modele samolotów, które dla mnie sklejał. Miałem ich całą kolekcję. Bardzo dużo rzeczy z tamtych czasów doskonale pamiętam, nie potrafię natomiast przypomnieć sobie tego, jak razem z ojcem rozwalamy te samoloty. Musieliśmy się ich jakoś pozbyć. Nie potrafię sobie tego przypomnieć, mój hipokamp nie dopuszcza mnie do tego wspomnienia, ale potrafię sobie to wyobrazić. Na setki sposobów.

Adam Kaczanowski - raczej pisarz, trochę performer. Opublikował kilka powieści, m.in. Ze Słowackiego, Utratę i Topless, zbiór opowiadań Czego boją się rodzice oraz kilkanaście książek poetyckich. Laureat Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius, nominowany do Nagrody Literackiej Gdynia oraz Nagrody im. Wisławy Szymborskiej. Poznaniak, mieszka w Warszawie.

Publikacja ukazała się przy wsparciu Instytutu Książki w ramach programu wydawniczego Inne Tradycje. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach dotacji celowej Nr 3/DF-VII/2026

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Literatura piękna polska
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-67713-96-2
Rozmiar pliku: 1,3 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

W KAPCIACH

Miałem dziesięć lat, kiedy razem z ojcem zniszczyliśmy moją kolekcję modeli samolotów. Nie wiem, ile ich było, ale chyba sporo, pewnie kilkanaście. To nie ja je skleiłem. Przynosił mi już złożone i pomalowane kolega taty z uniwersytetu, gdzie pracowali na jednym wydziale. Kolega, tak jak my, mieszkał na osiedlu Rusa, nawet w tym samym bloku, ale my pośrodku. Klatka 133, na piątym piętrze, a on na początku, klatka 123, w kawalerce na dziesiątym. Przychodził do nas co piątek, najpierw grali w karty, w tysiąca – on, tata i mama, potem mama kładła mnie spać, a mężczyźni grali w szachy. Podczas gry w tysiąca siedziałem z nimi. Pamiętam, że bardzo się emocjonowałem wynikami. Mamie przeważnie dobrze szło w kartach, a ja się wkurzałem i kibicowałem wiecznie przegrywającemu tacie albo jego koledze. Dobrze pamiętam, jak mama kiedyś się na mnie o to obraziła, chyba nawet obrażała się na mnie o to kilka razy.

Tego, jak zniszczyliśmy samoloty, nie pamiętam ani trochę, nawet przez mgłę. Musieliśmy je zniszczyć, bo potem już ich w moim pokoju nie było. To był 1986 rok, lato. Niedługo potem, jesienią, rodzice się rozwiedli, a mama zamieszkała na początku bloku, u kolegi taty. Przestaliśmy na nią mówić mama, czy Danka, a zaczęliśmy Kramerowa, bo akurat w telewizji puścili wtedy _Sprawę Kramerów_, film, w którym Meryl Streep odchodzi od Dustina Hoffmana i zostawia go samego z synem. To przezwisko, Kramerowa, pamiętam doskonale, świetnie pamiętam ton, jakim je wymawialiśmy.

Niszczenia modeli samolotów nie potrafię sobie przypomnieć, ale potrafię je sobie wyobrazić. Na pewno nie płakaliśmy. Tata płakał w taksówce, na samym początku tego wszystkiego. Wróciliśmy z odwiedzin u babci, a mamy nie było w mieszkaniu, zostawiła tylko list. Tata przeczytał go, wziął mnie i wsiedliśmy do taksówki, żeby jej szukać. Wtedy płakał. Ale podczas niszczenia samolotów na sto procent byliśmy twardzi. Wtedy nie było plastikowych worków na śmieci, ale były plastikowe reklamówki, najlepiej z logo niemieckiego sklepu albo z napisem „Rifle”. Samolotów było tak dużo, że do jednej reklamówki się nie zmieściły, myślę, że to były trzy torby. Chciałem je łamać, ale tata powiedział: „Bez łamania, bo możesz się jeszcze skaleczyć. Wystarczająco już mi ciebie skrzywdziły”. Gdybyśmy je łamali, może zmieściłyby się do dwóch reklamówek? Stały na szafie i na półce. Tata sięgał po nie, podawał mi je, a ja je pakowałem. Krótko to trwało, tak z minutę. Tata powiedział, że je wyniesie, ale ja nie pozwoliłem mu iść samemu do śmietnika. Uparłem się i poszliśmy razem. Śmietnik był na parterze, z osobnym wejściem od strony dworu. Nie musieliśmy nic na siebie zakładać, żadnych kurtek, tylko buty, ale z zakładaniem butów to za długo by trwało, więc wyszliśmy w kapciach. W windzie spotkaliśmy sąsiada z szóstego piętra, też jechał z synem. Chłopiec był o rok ode mnie młodszy, ale większy, wyrośnięty. Zauważył, co mamy w reklamówkach, spoglądał na moje samoloty z zazdrością.

– Wyrzucamy je na śmietnik – poinformowałem go.

– Można je wziąć? – zapytał.

– Nie można – odpowiedziałem hardo.

------------------------------------------------------------------------

ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI KSIĄŻKI

------------------------------------------------------------------------
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij