Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

  • Empik Go W empik go

Berdyczów - ebook

Wydawnictwo:
Data wydania:
25 października 2022
Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Berdyczów - ebook

[O KSIĄŻCE]

Karol Pytanko przybywa do ukraińskiego Berdyczowa z misją zbadania tajemniczej choroby dziesiątkującej trzodę chlewną w tamtejszym post-kołchozie. Na miejscu okazuje się, że miasto zmaga się z plagą dziwnych zniknięć – ludzi, zwierząt, przedmiotów, a nawet elementów krajobrazu, zaś Karol mimowolnie zostaje wciągnięty w śledztwo mające je wyjaśnić. Wraz z miejscowymi kompanami - Serhijem, Wołodią i Fomką - mierzą się ze zjawiskami, wobec których rozum zdaje się bezsilny, a naukowe narzędzia poznania całkiem bezużyteczne. Dość powiedzieć, że w trakcie przesłuchań zeznawał będzie włącznik światła, dywan i przewód ścienny, a sublokatorami Karola zostanie trzech granitowych gierojów z socrealistycznego pomnika.

 

Marta Kozłowska – antropolożka kultury, była analityczka sytuacji polityczno-wojskowej na Bliskim Wschodzi i w Azji Centralnej. Debiutowała w 2018 roku powieścią „Stopa Od Nogi”,

która ukazała się nakładem wydawnictwa WAB, w serii Archipelagi. W 2020 ukazała się książka „B.Bomb” (Animi/IL).


Proza dla obieżyzaświatów pachnących jak prodiż w ezo-stajni. Podźgany, wszechzmysłowy kryminał. Zawrót głowy, a jego kolorem pasztetowy. Patorealizm magiczny niczym wymiociny świętych manowców. Sprawdź po wszystkim swój język: czy ci działa i co to w sumie znaczy.

Patryk Kosenda, „Stoner Polski”

 

Kryminał egzystencjalny. Proza bujna i dzika jak las pięćdziesiąt lat po wymarciu homo sapiens. Czy rzeczywistość to fikcja, a my żyjemy w symulacji? Czy to wszystko dzieje się na serio? “Berdyczów” budzi uśmiech, niedowierzanie i trwogę. Niesamowita książka. Lśni niczym pistolet w dłoni pacyfisty, wyciągnięty nagle pośród równo maszerującego tłumu.

Jaś Kapela



[FRAGMENT]

„Przy jakim spadku gramatury bytem właściwym stają się dziury?” – zapytuje Wiaczesław Kopytko w rozdziale „W kolebce żółtego sera. Zwiedzanie Kombinatu im. Anastasa Mikojana”. Tu i teraz jego dociekania nabierają niepokojąco uniwersalnego sensu".

Kategoria: Literatura piękna
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-66571-80-8
Rozmiar pliku: 1,4 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

– Ka­rol Py­tan­ko?

– Zga­dza się.

– Otcze­stwo: s. Wie­sła­wa. Płeć: mężczy­zna. – Ołó­wek o po­li­tu­rę robi za pod­ręcz­ną kurę.

– Oby­wa­tel­stwo: pol­skie. Data i miej­sce uro­dze­nia...

– Tak, wszyst­ko się zga­dza.

– Oczy: nie­bie­skie.

– Ow­szem – po­świad­czam gor­li­wie i, jak się zda­je, ca­łkiem nie­po­trzeb­nie. Po­hra­nicz­nik re­cy­tu­je pasz­port, nie szu­ka­jąc po­twier­dze­nia dla za­war­tych w nim pa­ra­me­trów, lecz do­ko­nu­jąc cze­goś na kszta­łt za­bo­ru: „Wzrost: wy­so­ki. Zna­ki szcze­gól­ne: brak. Ka­te­go­ria za­wo­do­wa: ob­ser­wa­tor z ra­mie­nia Eu­ro­pej­skie­go So­ju­za”. Wy­dzio­bu­je mnie ziarn­ko po ziarn­ku. Za­własz­cza mi wła­ści­wo­ści, a co naj­mniej bie­rze je w de­po­zyt.

Ze­gar mie­li po­wie­trze. Pod su­fi­tem ko­łu­ją wska­zów­ki wen­ty­la­to­ra. Świa­tło wzi­ęło w sie­bie ogół cie­ni, a ze śmiet­ni­ków wy­sta­ją ścia­ny z do­miesz­ką su­fi­tu. Na­uka ra­dziec­ka okre­śla ten stan mia­nem „pier­wot­nej zupy”.

Uczy­niw­szy za­do­ść pierw­szej części pro­ce­du­ry, mun­du­ro­wy wy­ko­nu­je kil­ka nie­oczy­wi­stych ge­stów nad pasz­por­to­wym zdjęciem, oka­dza mi wzro­kiem twarz, by na­resz­cie przy­stąpić do ko­ńco­wych czyn­no­ści, ergo: zro­bie­nia ze mnie przy­jezd­ne­go.

– Cel pod­ró­ży?

– Ber­dy­czów.

– Cel pod­ró­ży – po­wta­rza z wy­se­lek­cjo­no­wa­ną fleg­mą. Jak to za­raz znać po oczach, komu się w gło­wie nu­dzi!

Wsu­wam pa­pie­ry przez otwór w oka­la­jącej go szklan­ce. Po chwi­li, pod­nió­słszy wzrok znad do­ku­men­tów, któ­re stu­dio­wał me­to­dą mi­ęto­sze­nia i ty­tła­nia, pyta byle py­tać:

– Afry­ka­ński po­mór świń? W Ber­dy­czo­wie?

– Będę ba­dał tę spra­wę. Od­no­to­wa­no ma­so­wy po­mór trzo­dy chlew­nej w by­łym ko­łcho­zie pod Ber­dy­czo­wem, z ra­mie­nia Bruk­se­li mam się temu przyj­rzeć... – ze­zna­ję nie bez sa­tys­fak­cji. Prze­ma­gam w so­bie chęć opo­wie­dze­nia o pa­to­ge­nach, bio­ase­ku­ra­cji i stre­fie za­po­wie­trzo­nej, by wraz z in­ny­mi śle­pa­ka­mi odło­żyć je na bli­żej nie­okre­ślo­ne po­tem.

Fla­ne­lo­wy od­głos stem­pla i zszar­ga­ne glej­ty wraz z pasz­por­tem wra­ca­ją na pul­pit.

Z od­la­ne­go z ja­rze­niów­ko­we­go świa­tła pa­wi­lo­nu wy­pa­dam wprost w cu­dzą noc. I z miej­sca czu­ję, że to nie sa­mi­ca. Dzik­sza i ma­syw­niej­sza, gru­biej cio­sa­na, bar­dziej sążni­sta, jur­na i na­ro­wi­sta od wszyst­kich zna­nych mi nocy. Knur, ba­sior, bu­chaj. TEN noc.

Miast ksi­ęży­co­we­go nie­ba ma pięć ko­pie­jek w wil­czym pod­nie­bie­niu.

W ciem­no­ści roz­le­ga się po­mruk sil­ni­ka. Ko­niec fe­sti­wa­lu pa­le­nia i pa­le­nia! As­falt wo­kół sta­re­go tu­ry­stycz­ne­go Laza roz­gwie­żdża się od nie­do­pa­łków. Na ro­snące znie­cier­pli­wie­nie do­by­wa­jące się spod ma­ski i ja go­nię do au­to­ka­ru.

Tym, co czy­ni mój śro­dek trans­por­tu wy­jąt­ko­wym, jest sub­stan­cja. Od wła­zu wszyst­ko mi mówi, że po­wstał z tego sa­me­go two­rzy­wa co, daj­my na to, wy­ga­zo­wa­ny Szam­pa­ńsko­je czy no­wo­rocz­ny po­ra­nek. Syn­te­tycz­na woń tek­sty­liów upi­ęta w ope­ret­ko­we lam­bre­ki­ny i za­sło­ny, fe­sto­ny i sute marsz­cze­nia z za­pasz­ku zle­ża­łych za­kąsek, ka­na­pek z ser­wo­lat­ką, ce­bu­lą i jaj­kiem. Ta­pi­ce­ro­wa­ne wód­cza­ny­mi wy­zie­wa­mi, opa­rem z pa­pie­ro­sów Troj­ka i po­psu­tych stóp fo­te­le, pod­su­fit­ka, ścia­ny. Wszech­zmy­sło­wy za­wrót gło­wy. A jego ko­lo­rem jest pasz­te­to­wy. A jego zna­kiem zo­dia­ku: Ar­le­kin.

W po­świa­cie mu­zy­ki ka­se­to­wej tu i ów­dzie wy­bu­cha­ją ogni­ska kasz­lu i chra­pa­nia. Ro­ba­czy­wie­ją ja­błka i pie­ro­gi z mi­ęsem z zupy. Wie­trze­ją per­fu­my, lecą oczka w raj­sto­pach. Po­licz­ki błękit­nie­ją od kie­łków za­ro­stu. Z ko­afiur z sy­kiem ucho­dzi po­wie­trze. Po podło­dze roz­pe­łzły się pan­ce­rzy­ki sło­necz­ni­ka. W ostat­nim rzędzie beka ostat­nia tor­ba chip­sów.

Od­pro­wa­dza­ny spoj­rze­nia­mi roz­ma­za­nych oczu po­ko­nu­ję za­po­ry z roz­rzu­co­nych w po­przek ko­ry­ta­rza śpi­ących ko­ńczyn, by do­trzeć na „swo­je miej­sce”. Przy­po­mi­nam so­bie obo­wi­ązu­jący w śre­dnio­wiecz­nych za­ko­nach oraz w Kra­ju Rad za­kaz sto­so­wa­nia za­im­ka „mój”. Tu i te­raz za­sa­da ta na­bie­ra rów­nie on­to­lo­gicz­ne­go sen­su.

Na bu­cie mam na­lep­kę od ba­na­na. Pod sie­dze­nia­mi ko­ły­sku­je żuk tom­ba­ko­we­go klip­sa i pusz­ka po pi­wie. Prze­sta­wiam ze­ga­rek z trze­ciej na czwar­tą, do­brze cho­wam pasz­port oraz prze­wod­nik Ber­dy­czów Wia­cze­sła­wa Ko­pyt­ko i czym prędzej za­trza­sku­ję się od środ­ka. Nie wi­dząc dro­gi, od sa­me­go spa­nia do­cie­ra się na miej­sce.

Bu­dzi mnie gro­bo­wa ci­sza. Nie czu­ję stóp, pra­wą gór­ną ćwiart­kę mam zdrętwia­łą od szy­by. Uru­cha­mia­jąc się przez wy­tar­ga­nie za oczy, za­uwa­żam, że w au­to­ka­rze jest pu­sto. Zry­wam się z miej­sca i na drew­nia­nych no­gach śpie­szę do wy­jścia. Otęchły, otępia­ły, obo­la­ły – jak w tęgiej gry­pie. Świa­tło, któ­re ośle­pia mnie na dwor­co­wej plat­for­mie, ma w so­bie za­śnie­dzia­łą me­ta­licz­no­ść. Ce­men­to­wy na­wis nie­ba wzbie­ra desz­czem.

– Wy­spał się? – za­ga­du­je kie­row­ca. – Tak? – Pali pod ta­blicz­ką o za­ka­zie plu­cia.

– Tak, tak... – wy­chry­piam. – Prze­pra­szam, że mu­siał pan cze­kać.

– Po ba­gaż, bądźcie ła­ska­wi.

Od­ru­cho­wo uła­dza­jąc wło­sy i ubra­nie, idę za nim do pe­łne­go pol­skich kon­serw mi­ęsnych luku, skąd gra­mo­lę wa­liz­kę. Z pla­sti­ko­wą rącz­ką w dło­ni nie­mra­wo obie­gam dwo­rzec wzro­kiem.

– Ma­cie tu ja­kiś po­stój? – py­tam, trąc oku­la­ry po­do­łkiem swe­tra. Chu­cham, po­le­ru­ję, wszyst­ko na nic. Wzrok nie może się uwol­nić od efek­tu brud­nej szy­by.

– A na co wam ta­ry­fa? Toż tu u nas wszędzie bli­sko. Do­kąd wam trze­ba?

– Do ho­te­lu Wołk.

– Pój­dzie­cie pro­sto, po­tem w lewo, zresz­tą, Bim! Bim, po­każ panu dro­gę – rzu­ca w sze­ro­ko ro­zu­mia­ną prze­strzeń.

Komu do­sta­ły się te sło­wa? Po­pa­tru­ję do­oko­ła. Kil­ku pod­ró­żnych z tor­ba­mi w tor­bach. Dys­po­nent ru­chu. Dwor­co­wy za­mia­tacz. Któ­ry to Bim? Jed­na z le­żących u opo­ny ła­jek pod­no­si się z oci­ąga­niem, by sta­nąć mi na­prze­ciw z wle­pio­ny­mi śle­pia­mi. Zby­wam ją jako ży­wioł że­bra­czy, wra­cam do kie­row­cy:

– Po­zwól­cie, gdzie ten ho­tel?

– Bim po­ka­że. – Wska­zu­je bro­dą psa.

Si­ęgam po Re­la­ty­wizm i To­le­ran­cję, nie­za­stąpio­ne ły­żki do cu­dzych bu­tów:

– No to w dro­gę! Bim, pro­wa­dź.

------------------------------------------------------------------------

Za­pra­sza­my do za­ku­pu pe­łnej wer­sji ksi­ążki

------------------------------------------------------------------------
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: