Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Bóg, korpo i inne sekty — albo instrukcja obsługi absurdu - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
1 października 2026
19,98 zł
1998 pkt
punktów Virtualo

Bóg, korpo i inne sekty — albo instrukcja obsługi absurdu - ebook

Bóg, korpo i inne sekty — albo instrukcja obsługi absurdu Zauważyłeś kiedyś, że żaden startup na świecie nie ma klientów, którzy przyjdą do biura w niedzielę rano — dobrowolnie, w najlepszych ubraniach, za darmo — i jeszcze podziękują? A że dzwoneczek komunikatora w pracy brzmi dokładnie jak kościelny dzwon: wracaj, wracaj, coś cię ominęło? Ta książka stawia obok siebie trzy wielkie opowieści o tym, jak być człowiekiem: religię, korporację i sektę. Pokazuje, że różnią się głównie cateringiem. Z tej książki dowiesz się: dlaczego żadna firma nigdy nie dorówna organizacji sprzedającej produkt, którego nikt nie widział, a reklamację przyjmuje się dopiero po śmierci; dlaczego każdy system na świecie — każdy, bez wyjątku — traktuje śmiech jak przestępstwo; że nie da się klęczeć i śmiać jednocześnie — i dlaczego to najlepsza wiadomość, jaką dziś usłyszyszysz. Obiecuje tylko tyle, że po jej przeczytaniu nic już nie będzie wyglądało poważnie. Nawet to zdanie.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Komiks i Humor
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788397625013
Rozmiar pliku: 107 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Część I. Wielkie opowieści

ROZDZIAŁ 1

Instrukcja obsługi absurdu

Ta książka nie ma misji.

Serio. Otwieram ją od kłamstwa, żebyście od razu wiedzieli, z kim macie do czynienia. Każda inna książka na pierwszej stronie pisze wam, że zmieni wasze życie, że otworzy wam oczy, że po jej przeczytaniu będziecie lepszymi ludźmi, partnerami, pracownikami i być może jeszcze lepszymi konsumentami książek z tej samej serii. Ja obiecuję tylko tyle: za chwilę kilka razy prychniecie śmiechem, dwa razy się zdenerwujecie, a przynajmniej raz – pod koniec, przy rozdziale o śmierci – poczujecie się dziwnie. To wszystko. Reszta jest między wami a waszym terapeutą.

A jednak coś tu jest. Bo skoro trzymacie tę książkę – albo scrollujecie, co jest nowoczesną formą trzymania – to znaczy, że gdzieś tam w waszej głowie zakiełkowało podejrzenie. Ciche. Nikomu nie mówicie, bo brzmi jak herezja, bunt albo po prostu jak coś, czego nie wypada mówić na urodzinach u teściowej. Podejrzenie brzmi mniej więcej tak: _Czy to wszystko, naprawdę, jest poważne?_

Czy ktoś, kto wymyślił, żebyśmy osiem godzin dziennie siedli w klimatyzowanym pomieszczeniu i udawali, że tabele nam się podobają, miał naprawdę rację? Czy Bóg, który stworzył wszechświat o średnicy dziewięćdziesięciu miliardów lat świetlnych, naprawdę ma czas sprawdzać, czy jecie mięso w piątek? Czy osoba, która pisze regulamin korzystania z suszarki do rąk („NIE SUSZYĆ ZWIERZĄT”), naprawdę musiała to kiedyś przerabiać na żywym organizmie?

Nie wiem. I to jest piękne.

Bo najgorsze, co może się człowiekowi przytrafić, to pewność. Początek każdej wojny, każdej sekty i każdego mitingu o ósmej rano wygląda tak samo: ktoś jest w stu procentach pewien, że ma rację. Absolutna pewność to najbardziej niebezpieczna substancja na świecie – niedostępna w mądrych głowach, a rozdawana bez recepty w każdej siedzibie partii, w każdej korporacji i na każdym zgromadzeniu zborowym.

Dlatego ta książka nie jest manifestem. Jest lupą.

Lupą, jaką daje się dziecku na spacerze, żeby nie nudziło się po drodze. Popatrzcie przez nią na religię – zobaczycie strukturę korporacyjną starszą niż Kodeks Hammurabiego. Popatrzcie przez nią na korporację – zobaczycie obrzędy pogańskie z modlitwą do wykresu. Popatrzcie na siebie w lustro rano – no właśnie. Tu lupę odstawiamy, to rozdział na później.

Raz będę kpił, raz będę cicho, raz zapytam wprost. Bo absurd życia ma tę wspaniałą cechę, że jest śmieszny z daleka i męczący z bliska. Jak sąsiad grający na trąbce. Dlatego śmiech traktuję tu jako narzędzie robocze – nie po to, żeby was rozśmieszyć, tylko po to, żebyście przez chwilę przestali wierzyć. Bo wiara, uwaga, jest naturalna. Jesteśmy maszynami do wiary. Wierzymy w Boga, w szczepionki albo przeciwko szczepionkom, w znak zodiaku, w metodologię zarządzania sprzedaną nam przez faceta w marynarce, w to, że „następny rok będzie lepszy”. Wiara to nasz domyślny system operacyjny. Jedynym antywirusem, jaki wymyśliliśmy, jest śmiech. Śmiech nie kwestionuje – śmiech odsłania. Nagle widzisz, że król jest nagi, a król od trzech lat wygląda tak samo i nikt nie miał odwagi.

I jeszcze jedno, zanim zaczniemy. Nie uciekniecie z tego systemu. Żaden z nas nie ucieknie. Jutro rano wstaniecie, pójdziecie do pracy, złożycie deklarację, odmówicie modlitwę albo będziecie udawać, że odmawiacie, kupicie chleb z listą składników dłuższą niż wasze wykształcenie. Absurd nie jest bugiem życia. Absurd jest życiem. Więc nie daję wam mapy ucieczki – daję wam okulary. Załóżcie je, a zauważycie, że klatka nigdy nie była zamknięta. Ściany zbudowaliśmy z poważnych min i umów, których nikt nie podpisywał.

A teraz weźcie tę lupę i chodźcie. Zaczynamy od najstarszej firmy na świecie. Ma na logo człowieka przybitego do desek i trzyma się rynku od dwóch tysięcy lat. Powodzenia, żeby z tym konkurować.ROZDZIAŁ 2

Religia jako najstarsza korporacja

Zanim ktoś się obrazi – a obrazi się, zawsze się ktoś obraża, to pierwszy dowód, że trzeba było to napisać – zróbmy eksperyment myślowy. Zamieńmy słowa. Zamieńmy tylko słowa.

Zamiast _kościół_ powiedzmy _organizacja_. Zamiast _wiara_ – _lojalność marki_. Zamiast _grzech_ – _naruszenie zasad firmy_. Zamiast _pasterz_ – _lider zespołu_. Zamiast _zbawienie_ – _nagroda kwartalna, wypłacana po śmierci, bez możliwości odwołania, windykacji i kontroli skarbowej_.

I teraz opisz tę organizację: ma logo rozpoznawalne na całym świecie. Ma kodeks etyczny. Ma ścisłą hierarchię – od stażysty w wiosce po globalnego CEO z siedzibą w Watykanie, którego zwykli pracownicy widują tylko na ekranie i z którym nie można porozmawiać osobiście, mimo że on widzi wszystkich. Ma działy marketingu, które od tysiąca lat produkują te same dwa przekazy: _strach przed konkurencją i obietnica bonusu po zakończeniu kontraktu_. Ma konkurencję, która walczy o tych samych klientów od wieków – dosłownie wojny cenowe, tylko że ceną jest często życie. Ma program lojalnościowy, do którego zapisuje się człowieka w pierwszym tygodniu po narodzeniu, bez jego zgody, ale za to z uroczystą imprezą i rodzinnym prezentem.

I teraz uwaga, bo tu jest sedno: każda korporacja na świecie studiuje tę organizację w ciszy, z podziwem i lekką zazdrością. Bo żadna firma w historii nie osiągnęła tego, co ona. Żaden startup nie ma klientów, którzy przyjdą do biura w niedzielę rano. Dobrowolnie. Ubrani w swoje najlepsze ubrania. Za darmo. I jeszcze podziękują.

Pomyślcie, ile trzeba zapłacić zwykłemu człowiekowi, żeby wstał o ósmej rano w dzień wolny. Tysiąc złotych? Dwa? A tysiące ludzi robi to co tydzień od dwóch tysięcy lat i nikt im nie musi płacić. Wręcz przeciwnie – sami dają. Regularnie, procent od dochodu. Ktoś kiedyś zdefiniował genialnie tę organizację: _największa firma na świecie, która sprzedaje produkt, którego nikt nigdy nie widział, i którego nikt nie może reklamować, bo reklamacji przyjmuje się dopiero po śmierci_. I działa. Działa w każdej strefie czasowej.

Ale żeby nie było, że tylko kpię – bo kpię, ale z miłości – zatrzymajmy się na chwilę. To wszystko jest z jednej strony komiczne, a z drugiej? Z drugiej strony to najwspanialszy dowód na to, czym jest człowiek. Żadne zwierzę nie wymyśliło Boga. Żadne zwierzę nie potrzebuje Boga. Tygrys nie modli się przed polowaniem. Delfin nie ma księży. Tylko człowiek – samotny, śmiertelny, świadomy własnej śmiertelności od momentu, w którym po raz pierwszy zobaczył trupa – tylko człowiek potrzebuje tak desperacko sensu, że jest gotów wybudować mu katedrę. Wiara nie jest głupotą. Wiara jest respiratorem. Tylko że od dwóch tysięcy lat ktoś sprzedaje nam respiratory w abonamencie.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij