-
nowość
-
promocja
Chiny Historie życia i śmierci w państwie kontroli - ebook
Chiny Historie życia i śmierci w państwie kontroli - ebook
Rosnąca potęga Chin jest dziś widoczna w każdym obszarze naszego życia, a ich rywalizacja ze Stanami Zjednoczonymi może zadecydować o kształcie naszej przyszłości. To, co się dzieje za granicami tego autorytarnego państwa, jest jednak w wielu wypadkach pilnie strzeżoną tajemnicą. Nie bez powodu…
Aby zrozumieć współczesne Chiny, trzeba poznać mieszkańców tego kraju oraz mechanizmy, za pomocą których reżim stara się ich kontrolować.
Emily Feng w barwny, niemal filmowy sposób kreśli losy ponad dwudziestu prawdziwych bojowników o wolność. Wśród jej bohaterów są: ujgurska rodzina rozdzielona podczas masowych aresztowań i umieszczona w różnych „obozach reedukacyjnych”, nauczyciel z Mongolii Wewnętrznej zmuszony do dokonywania dramatycznych wyborów z powodu posługiwania się swoim językiem oraz uciekinier z Hongkongu próbujący odnaleźć się w nowej rzeczywistości daleko od domu.
Ryzykując wiele, autorka relacjonuje poruszające świadectwa odwagi, oporu i przetrwania w kraju, który dyktuje światu warunki, a jednocześnie coraz bardziej się na niego zamyka. Feng pokazuje, jak naprawdę wygląda życie w komunistycznym reżimie i jak niezwykłą pomysłowość i siłę potrafią odnaleźć w sobie ludzie, by przetrwać i zachować godność.
„Adwokat uznał, że skoro ma zostać aresztowany, to wolałby się najpierw porządnie wyspać. Po wstaniu z łóżka sprawdził, czy ktoś jeszcze nie próbował się z nim skontaktować. Ze zdziwieniem odkrył wtedy, że jego komunikator WeChat, cieszący się wielką popularnością w Chinach, dosłownie pęka w szwach od nieodczytanych wiadomości: tej nocy w całym kraju setki adwokatów walczących o prawa człowieka przepadło bez wieści”.
„Zaczęło się od filmiku na TikToku. Nagranie jest wyraźnie amatorskie, w kadrze widzimy kobietę kulącą się w kącie jakiejś szopy. Jest styczeń 2022 roku, kobieta dygocze z zimna. […] Mimo mrozu kobieta na filmie ma na sobie tylko różowy sweter i cienkie bawełniane spodnie. Jej skołtunione włosy dawno nie widziały fryzjera, twarz jest pokryta grubą warstwą brudu. Widać, że kobieta ma szyję obwiązaną łańcuchem, który przymocowany jest do ściany z tyłu. Jakiś mężczyzna – jej mąż? – pochyla się na nią. […] W pewnym momencie pojawia się dziecko – jej syn? – i mówi, że codziennie przynosi mamie jedzenie. Na prymitywnej pryczy zbitej z paru desek widać przyniesioną dziś, nieruszoną porcję – to resztki posiłku, który jedli w domu”.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Literatura faktu |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68846-43-0 |
| Rozmiar pliku: | 1,2 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Pomieszczenie dla osób zatrzymanych przez służby imigracyjne raczej nie jest przestrzenią inspirującą do pracy twórczej, jednak tamtej październikowej nocy 2019 roku, na lotnisku w Pekinie, miałam głowę pełną pomysłów. Zastanawiałam się, co ze sobą pocznę przez najbliższe miesiące, jeśli nie uzyskam pozwolenia na ponowne przekroczenie granicy kontynentalnych Chin i nie będę mogła wrócić do swojego mieszkania niedaleko pekińskiego parku Chaoyang¹. Znalazłabym się wówczas w sytuacji, w której musiałabym opisywać Chiny, przebywając poza ich granicami.
Przez kilka ostatnich miesięcy byłam w ciągłym ruchu, przemieszczając się między Pekinem i Hongkongiem, by na bieżąco zdawać relację z odbywających się tam protestów antyrządowych. Ilekroć przechodziłam kontrolę na największym pekińskim lotnisku, zatrzymywano mnie na dodatkowe przesłuchanie. W drodze powrotnej robiło się jeszcze bardziej nerwowo: zazwyczaj czekające mnie przesłuchanie trwało dwie do trzech godzin, podczas których urzędników interesowało, czym zajmuję się w Pekinie i co porabiałam w Hongkongu. Każdorazowo przeszukiwano też cyfrową zawartość mojego telefonu i laptopa. Tamtej nocy funkcjonariusz lotniskowej policji poinformował mnie, że jeśli nie zgodzę się na kontrolę sprzętu elektronicznego, zostanę deportowana. Jak wyznał, moja dziennikarska profesja sprawia, że służby będą się mną interesować, a przez fakt, iż posługuję się amerykańskim paszportem, system automatycznie oznacza mnie do kontroli za każdym razem, gdy przekraczam chińską granicę.
Bez telefonu, siedząc na niewygodnej metalowej ławce w pokoju kontroli, rozważałam sytuację, w której się znalazłam. Ostatnie trzy miesiące dały mi w kość: cykl życia informacji ma w mediach swoje nieubłagane prawa, którym musiałam się podporządkować, poza tym coraz więcej zdrowia kosztowały mnie nieustanne ataki na mnie i moją działalność reporterską. Miejscowe władze dały mi jasno do zrozumienia, że mimo iż urodziłam się i wychowałam za granicą, to tak naprawdę jestem Chinką i w związku z tym powinnam jako dziennikarka pisząca dla zagranicznej publiki „przedstawiać swoją ojczyznę w korzystnym świetle”. W kolejnych latach media państwowe nadały mi etykietę zdrajczyni rasy i oskarżały, że działam w zmowie z „wrogimi obcymi siłami”. Zaliczono mnie w poczet tzw. bananów – białych w środku, a żółtych jedynie z wierzchu – i jako taka miałam rzekomo wykorzystywać moje chińskie pochodzenie jako kamuflaż do zbierania informacji, które potem posłużą mi do produkowania moich pisanych w złej wierze relacji. Ataki na mnie, prowadzone zarówno w reżimowej prasie, jak i mediach społecznościowych, przybrały na sile w 2020 roku, gdy Chiny zamknęły granice w związku z wybuchem pandemii koronawirusa. Ale nawet wtedy odczuwałam wielkie pragnienie, by pozostać w Państwie Środka i kontynuować swoją pracę, nawet jeśli miałoby się to wiązać z ciągłymi opóźnieniami na lotnisku i inwigilacją ze strony służb. Co sprawiało, że ten kraj oddziaływał na moje dziennikarskie instynkty z taką nieodpartą siłą? I dlaczego, pomimo wszelkich trudności, uwielbiałam w nim mieszkać?
Udzielenie odpowiedzi na to i mnóstwo innych pytań zasadniczo wymagało zastanowienia się nad kwestiami tożsamości – nie tylko mojej, lecz rozumianej szerzej: jak Chińczycy postrzegają siebie samych i co tak naprawdę znaczy dla nich bycie Chińczykiem. Pomysł na tę książkę zrodził się właśnie tamtej nocy spędzonej na lotnisku. Ostatecznie pozwolono mi przekroczyć granicę i wrócić do Pekinu, skąd mogłam nadal prowadzić działalność reporterską. Trzy lata później, w 2022 roku, nie miałam już tyle szczęścia i władze odmówiły mi prawa powrotu do ojczyzny. I to właśnie wtedy zasiadłam do pisania.
W sercu niniejszej książki znajduje się tożsamość – to, jak państwo kontroluje jej przejawy oraz decyduje o tym, kto ma prawo uważać się za Chińczyka. Dwunastoletnia kadencja Xi Jinpinga na stanowisku sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Chin upływa pod znakiem realizacji projektu chińskiego odrodzenia, a przy okazji na nowo wyznacza granice chińskiej tożsamości. Xi przedstawił znacznie węższą definicję modelowego chińskiego obywatela: to ktoś należący do narodu Han (to znaczy niebędący przedstawicielem żadnej z pięćdziesięciu pięciu innych grup etnicznych zamieszkujących na terenie Chin), władający językiem mandaryńskim (a nie którymś z setek miejscowych chińskich dialektów i języków mniejszości), jest heteroseksualny i zachowuje lojalność w stosunku do Partii. W ujęciu Xi wzmocnienie państwa wymaga udziału obywateli, a wykształcenie w nich spójnej, jednolitej tożsamości stało się przewodnim celem władz w czasie, gdy pracowałam nad moim reportażem.
Czytelnicy niebędący Chińczykami, tacy, którzy nigdy w Chinach nie mieszkali ani nie należą do wąskiego kręgu „ludzi na bieżąco śledzących wydarzenia w Chinach”, być może zadają sobie teraz pytanie: „A co mnie właściwie obchodzi problem tożsamości w Chinach?”. Oto moja odpowiedź: uważam, że zrozumienie, w jaki sposób państwo chińskie postrzega siebie i jak chce formować swoich obywateli, jest niezbędne do zrozumienia prowadzonej przez Pekin polityki, która z kolei ma coraz większy wpływ na kształtowanie globalnej polityki gospodarczej, szczególnie w przypadku Stanów Zjednoczonych. Książka, którą trzymacie w rękach, nie jest jednak dziełem historycznym: w swoich rozważaniach skupiam się na ludziach żyjących współcześnie. W sytuacji, gdy obcokrajowcy mają coraz trudniejszy dostęp do Chińskiej Republiki Ludowej i coraz trudniej o zrozumienie, jak wygląda codzienne życie Chińczyków, moją ambicją było skupienie się na zwyczajnych ludziach, którzy z jednej strony tworzą tożsamość, z drugiej podlegają tożsamościowej polityce władz chińskich.
Pragnienie pielęgnowania wspólnej tożsamości i promowania jedności narodowej jest naturalnym odruchem każdego państwa narodowego i Chiny nie stanowią tu wyjątku. Tym, co wydaje mi się uderzające w przypadku tego kraju, jest fakt, że odgórne wysiłki kształtowania tożsamości przez władze nie ograniczają się do sfery wartości, lecz przenikają do tkanki życia codziennego i odciskają się na jego najdrobniejszych szczegółach. Wynika to z obawy, że komunistyczny projekt realizowany przez współczesne Chiny mógłby ostatecznie podzielić los Związku Radzieckiego: długi okres wewnętrznych podziałów, rozwarstwienia społecznego, zwieńczony nagłym upadkiem. W wystąpieniu w 2012 roku Xi stwierdził: „Załamanie się Partii wydarzyło się z dnia na dzień. Komunistyczna Partia Związku Radzieckiego była proporcjonalnie liczniejsza od naszej, jednak kadrom zabrakło odwagi, by w porę zareagowa㔲.
Xi nie zamierza popełnić błędu swoich poprzedników w ZSRR. Już w pierwszych latach jego kariery na stanowisku przywódcy Komunistycznej Partii Chin sformułował swoją odpowiedź na te obawy w postaci tzw. Dokumentu nr 9. Kiedy treść Dokumentu wyciekła i dowiedziała się o nim opinia publiczna, byłam jeszcze na studiach. Wcześniej informacje na temat Chin, jakie przenikały do mediów, niezbyt mnie interesowały, ta jednak sprawiła, że po raz pierwszy zrodziła się we mnie myśl: „Współczesne Chiny to fascynujący temat dla dziennikarki”. Dokument nr 9 zwiastował otworzenie nowego frontu w walce o kontrolę państwa nad obywatelami: teraz walka przenosiła się na poziom kultury, tożsamości i myślenia. Z notatki tej jasno wynikało, że ów nowy front jest oczkiem w głowie dla Xi i dla aparatu państwowego, który powołał do stoczenia epickiej batalii o serca i umysły 1,3 miliarda obywateli.
Przez kilkadziesiąt lat – grzmiała notatka – Chińczycy byli mamieni przez zachodnie wartości, promujące prawa wyborcze i odpowiedzialność rządu przed wyborcami. Na skutek działań zastępów chińskich pismaków i prężnie rozwijających się platform internetowych opinia publiczna została zainfekowana radykalnymi ideami, niedającymi się pogodzić z ideologią komunistyczną. Xi stwierdza w dokumencie, że jego zadaniem jest „stworzenie sytuacji, w której tego typu niepoprawne myślenie i dysydenckie punkty widzenia stracą prawo bytu”. Negując uniwersalność takich idei jak wolna prasa czy prawa człowieka, autorzy Dokumentu nr 9 szli jeszcze dalej: stwierdzali, że istnieje jeden, „chiński” model rządzenia państwem, taki, którego jedynym dysponentem jest Partia.
Wartości promowane w Dokumencie nr 9 nijak się miały do moich doświadczeń pierwszych lat pobytu w Chinach, do których przeniosłam się po ukończeniu studiów. To właśnie wtedy zakochałam się w kraju, którego wielkość i wewnętrzne zróżnicowanie daleko przewyższały wszystko, czego się spodziewałam. Chiny nie są monolitem. Prosty przykład: mieszkając w Pekinie, stale ćwiczyłam swój mandaryński – częściowo sztuczny twór złożony z organicznych dialektów i akcentów, nauczany w Chinach jako język narodowy. Tymczasem język, którym moi rodzice porozumiewali się z naszymi krewnymi z południa kraju, należący do grupy chińskich języków Wu, był dla mnie i moich północnych sąsiadów w Pekinie całkowicie niezrozumiały. Krótka podróż na południe koleją dużych prędkości i nagle przenosimy się do krainy, gdzie dominują warianty kantońskiego, których z kolei nie zrozumie ktoś władający dialektem Wu.
Na studiach, na zajęciach z historii, czytałam o kampanii Mao Zedonga, w której nawoływał „Niechaj rozkwita sto kwiatów, niechaj współzawodniczy sto szkół myśli”. W późniejszym czasie wielu z tych, którzy posłuchali apelu Mao i stali się niezależnymi myślicielami, padło ofiarą represji ze strony systemu. Ale bezpośrednio po zamieszkaniu w Pekinie miałam jeszcze okazję doświadczyć małej próbki tego, na co stać chińskie społeczeństwo, gdy pozwoli mu się na intelektualną wolność. Poznałam wówczas chińskich beatników, pisarzy, aktywistów i modeli. Większość z nich urodziła się i wychowała poza Pekinem. To od tych ludzi uczyłam się o rytmach życia i poznawałam lokalne historie poszczególnych prowincji. Dzięki nim trafiłam na wydarzenia poświęcone takim zagadnieniom jak queer, rządy prawa czy związki zawodowe. Po raz pierwszy w życiu stykałam się z ideami i czytałam pisane w języku chińskim eseje, które burzyły moje dotychczasowe wzorce myślenia.
Był to dla mnie zarazem czas nieustannych podróży. Przemierzałam kraj z jednego końca na drugi, odwiedzając społeczności górnicze, miasta fabryczne, sekty i święte miejsca komunizmu. W weekendy robiłam krótkie wypady nad ocean, w góry lub nad potężne rzeki, których sieć przecina terytorium Chin. Mam szczególną słabość do krajobrazów na północnym zachodzie kraju: w prowincjach takich jak Gansu, Ningxia czy Qinghai, które bardziej przypominają pejzaże z powierzchni Marsa niż idylliczne akwarele ze strumieniami i wierzbami, z jakimi stykałam się w dzieciństwie.
Niechętnie musiałam przyznać, że chińskie władze mogą mieć rację: mimo że urodziłam się i wychowałam w USA, nosiłam w sobie częściowo również chińską tożsamość. Kiedy przeglądałam się w całym ogromie tego kraju, czułam, jak porusza on we mnie najczulsze struny i dotyka tego, kim jestem naprawdę, i stąd właśnie brało się moje pragnienie życia w Chinach. Nie byłam jednak Chinką w takim wąskim znaczeniu, jakie nadawały temu pojęciu władze. Zakochanie się w kraju pociągało bowiem za sobą poznanie go w całym jego bogactwie i szybko się zorientowałam, że owa różnorodność pod rządami Xi Jinpinga jest postrzegana jako problem. Na moich oczach kurczyła się przestrzeń, w której mogła się toczyć wolna debata w Internecie. Państwo poddawało swoich krytyków coraz większemu nadzorowi, stopniowo poszerzając definicję dysydenta. Nasilały się prześladowania mniejszości religijnych i etnicznych. Parafrazując slogan z epoki Mao, jeden z moich rozmówców stwierdził przy jakiejś okazji, że obecnie aparat państwowy pozwala, by „zakwitały wyłącznie czerwone kwiaty”.
Ja jednak zawsze wolałam chiński idiom _baihuiqianpa_, 百卉千葩, oznaczający niezliczoną mnogość roślin i kwiatów, mający wskazywać niepowstrzymanie rozwijającą się różnorodność. To wyrażenie lepiej tłumaczyło, skąd brała się moja potrzeba pisania na temat Chin: była to dla mnie z jednej strony sposobność, by na krótki czas wkroczyć do życia ludzi teoretycznie egzystujących w państwie narodowym, którzy jednakże w praktyce diametralnie różnią się między sobą w tym, jak jedzą, myślą, mówią i się zachowują; z drugiej fascynowała mnie ich niesamowita odporność i umiejętność dochowywania wierności temu, kim naprawdę są, i to nawet w obliczu zastraszania i nacisków, by się podporządkowali. To właśnie te zagadnienia znalazły się w sercu mojej pracy dziennikarskiej, a historie ludzi, których wtedy poznałam, pozostały ze mną długo po moim wyjeździe z Chin.
Książka, którą oddaję do rąk Czytelników, jest zbiorem właśnie takich historii. Najpierw przyglądam się w nich ludziom żyjącym w kontynentalnych Chinach, którzy symbolizują różne polityczne wizje przyszłości kraju. W dalszej części książki przenoszę się do regionów przygranicznych, w przeszłości uznawanych za rubieże cesarstwa chińskiego, to znaczy regionu Sinciang, prowincji Mongolii Wewnętrznej, Ningxia i Gansu, gdzie język, narodowość i religia stanowią kość niezgody w ramach narzucanego przez Pekin projektu chińskiej tożsamości. Następnie porzucimy Chiny kontynentalne i wybierzemy się do Hongkongu, miejsca będącego areną cyklicznych protestów, w których na sztandarach niesione są kwestie tożsamości oraz tego, w jakim kierunku państwo-miasto może się rozwijać w łonie szerszego chińskiego projektu. Po powrocie do Stanów Zjednoczonych odkryłam, w jaki sposób pytanie o to, co znaczy być Chińczykiem, odcisnęło się na społecznościach imigranckich, w których się wychowałam. Książkę kończy właśnie spojrzenie na te zagadnienia w kontekście amerykańskim.
Większość tekstu powstała na Tajwanie – czyli w samorządnym wyspiarskim państwie rządzonym demokratycznie, do którego Chiny roszczą sobie pretensje i grożą jego zajęciem – tam również książka została zredagowana. Przeniosłam się do Tajwanu na początku 2023 roku, po tym jak władze w Pekinie nie przedłużyły mi zezwolenia na pobyt i cofnęły akredytację dziennikarską. Nieoczekiwanie, z dnia na dzień, zostałam odcięta od życia, jakie sobie stworzyłam w Chinach, i znalazłam się w egzystencjalnej próżni. Pociechy szukałam w zapoznawaniu się z dziejami około miliona obywateli chińskich, którzy ponad siedem dekad wcześniej porzucili rozdartą wojną ojczyznę i uciekli na Tajwan. Niemal wszyscy z tych uchodźców byli przekonani, że ich emigracja jest tylko tymczasowa, i tęsknili za utraconymi domami w Chinach. Większość z nich nigdy jednak nie wróciła do ojczyzny. Nie chciałam podzielić losu tamtej generacji uchodźców, zanurzonych w nieuleczalnej nostalgii i ślepych na piękno Tajwanu. W ciągu kolejnych dwóch lat znalazłam nowy dom, a przy okazji doświadczyłam na własnej skórze, w jaki sposób tożsamość może istnieć poza granicami państwa narodowego i niezależnie od politycznego reżimu.
I to właśnie takie myśli kłębiły mi się w głowie, gdy w grudniu 2023 roku udało mi się namówić do rozmowy tajwańskiego polityka Ma Ying-jeou. Nasze spotkanie miało miejsce zaledwie na kilka tygodni przed kluczowymi dla przyszłości kraju tajwańskimi wyborami prezydenckimi. Podobnie jak ja, Ma urodził się w chińskiej rodzinie. Jego rodzice porzucili ojczyznę niedługo po chińskiej wojnie domowej i wraz z synem przenieśli się do Tajwanu. Ma został prezydentem demokratycznego Tajwanu, i to mimo wpojonej mu przez ojca wiary, że nigdy nie powinien zapominać o swoich chińskich korzeniach. Nieco wcześniej, w 2023 roku Ma odbył swoją pierwszą podróż do Chin, dlatego nie omieszkałam skorzystać z okazji, żeby go o nią spytać. Mój rozmówca wprost nie posiadał się z ekscytacji. Tam, gdzie ja dostrzegałam zamykanie się kraju pod rządami Xi Jinpinga, Ma widział zgoła inny obraz: w jego oczach tłumy entuzjastycznie witających go rodaków świadczyły o liberalizacji, jaka dokonała się w kontynentalnych Chinach. „Kiedy porównasz współczesne Chiny z tymi sprzed trzydziestu lat, w oczy rzuci ci się wiele różnic. Chińczycy dzisiaj doceniają wartość demokracji, mimo że samo pojęcie jest im obce”. Na mojej twarzy odmalowało się niedowierzanie, a mężczyzna w odpowiedzi nieznacznie się uśmiechnął. Wszystko wskazywało na to, że zupełnie się nie rozumieliśmy. Miałam wrażenie, jakbyśmy mówili o dwóch całkowicie różnych krajach.
Teraz, z perspektywy czasu, kiedy myślę o tamtej rozmowie, skłonna jestem z większą wyrozumiałością potraktować słowa Ma. W końcu ja też pragnęłam być uważana za Chinkę i również tęskniłam za Chinami. Uświadomiłam sobie jednak, podobnie zresztą jak wielu bohaterów tej książki, że każdy z nas tęskni za innymi Chinami i ścigamy miraże ojczyzny, które od dawna nie mają już nic wspólnego z rzeczywistością, a może nawet nigdy nie miały.Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1.
Jest to największy park rekreacyjny w Pekinie (przyp. tłum.).
2.
Sophie Beach, _Leaked Speech Shows Xi Jinping’s Opposition to Reform_, „China Digital Times” (CDT), January 27, 2013, www.chinadigitaltimes.net/2013/01/leaked-speech-shows-xi-jinpings-opposition-to-reform/.
3.
肖扬:人大法律人的家国情怀, 明德公法, April 20, 2019, www.mp.weixin.qq.com/s/jv_sJao09EbkLdvlBIvW7Q.
4.
Susan Finder, _Farewell to Justice Scalia from the Supreme People’s Court_, „Supreme People’s Court Monitor”, February 15, 2016, www.supremepeoplescourtmonitor.com/2016/02/15/farewell-to-justice-scalia-from-the-supreme-peoples-court/.
5.
Shenghui Qi and Dietrich Oberwittler, _On the Road to the Rule of Law: Crime, Crime Control, and Public Opinion in China_, „European Journal on Criminal Policy and Research” 15 (February 2009): 137–157, doi.org/10.1007/s10610-008-9094-3.
6.
Nicholas D. Kristof, _Beijing Journal; Crime Is Up in China, and so Is the Public’s Rage_, „New York Times”, January 20, 1992, www.nytimes.com/1992/01/20/world/beijing-journal-crime-is-up-in-china-and-so-is-the-public-s-rage.html.
7.
Madżong to popularna gra chińska polegająca na układaniu 144 kamieni w nieco podobny sposób jak w dominie (przyp. tłum.).
8.
Liang Zai, _The Age of Migration in China_, „Population and Development Review” 27, no. 3 (September 2001): 499–524.
9.
Amy Qin, _In China, the Formidable Prosecutor Turned Lonely Rights Defender_, „New York Times”, October 20, 2020, www.nytimes.com/2020/10/20/world/asia/china-prosecutor-lawyer.html, (dostęp 27.02.2024).
10.
Wu Xiuyun, 女检察官’解救’女囚, „The People’s Procuratorate of Guangdong”, December 27, 2010, www.gd.jcy.gov.cn/xwys/wzxw/201012/t20101227_483573.html.
11.
一个检察官的六年救赎(上), CCTV节目官网, October 26, 2011, www.tv.cctv.com/2011/10/26/VIDE1355584166518375.shtml?spm=C55924871139.PT8hUEEDkoTi.0.0.
12.
_Xi Jinping’s speech shows China’s Communist Party is still haunted by the fall of the Soviet Union_, „South China Morning Post”, April 6, 2019, www.scmp.com/week-asia/opinion/article/3004897/xi-jinpings-speech-shows-chinas-communist-party-still-haunted.
13.
孙大午被捕事件反映的问题. , 美国之音, 美国之音中文网, August 24, 2003, www.voachinese.com/a/a-21-a-2003-08-24-14-1-63342177/987429.html.
14.
Emily Feng, _Rights Activist Xu Zhiyong Arrested in China amid Crackdown on Dissent_, NPR, February 17, 2020, www.npr.org/2020/02/17/806584471/rights-activist-xu-zhiyong-arrested-in-china-amid-crackdown-on-dissent.
15.
Josh Chin, _Chinese Activists Challenge Beijing by Going to Dinner_, „Wall Street Journal”, November 6, 2013, www.wsj.com/articles/SB10001424052702304672404579181373425115430, (dostęp: 27.02.2024).