Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Czarujący Anglik - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
20 czerwca 2026
51,90
5190 pkt
punktów Virtualo

Czarujący Anglik - ebook

Thomas J. Anderson to współwłaściciel prestiżowej kliniki chirurgii plastycznej w Anglii. W przeciwieństwie do swoich kolegów nie szpanuje kasą i udziela się charytatywnie. Często wydaje pieniądze, jednak to człowiek z sercem na dłoni. Sam Taylor to najbardziej skryta kobieta, która stanęła na jego drodze. Jedyna, która nie chciała od niego niczego więcej niż jedna noc. Problem w tym, że tak bardzo go zauroczyła, że to właśnie z nią Tom chciałby czegoś więcej. Trudna przeszłość sprawiła, że Sam otoczyła się grubym murem, a jej zamknięcie się na ludzi i świat sprawia, że nie pozwala nikomu się do siebie zbliżyć. Anderson jednak jest uparty i ciekawski, ale również nieustępliwy. Czy mężczyźnie uda się oczarować Sam, zburzyć ten mur i sprawić, że nie tylko otworzy się przed nim, ale również zacznie na nowo żyć pełnią życia? Czy cierpliwość Anglika będzie wystarczająca, aby w końcu zdobyć i rozkochać w sobie najbardziej niedostępną i wycofaną kobietę? UWAGA: Czarujący Anglik to trzecia powieść z cyklu Bogaci Brytyjczycy. Każda część to odrębna, zamknięta historia i można je czytać samodzielnie. W skład cyklu Bogaci Brytyjczycy wchodzą: Arogancki Anglik Bezczelny Anglik Czarujący Anglik Jedna noc, kilka lat ciszy i uczucie, które nie wygasło. Czarujący Anglik to emocjonalna, pełna napięcia historia o miłości, która musi odnaleźć się na nowo – w świecie po zmianach, bólu i życiowych próbach. Wciąga od pierwszej strony i nie pozwala o sobie zapomnieć. Gorąco polecam! Edyta Kene

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Literatura piękna polska
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8290-984-5
Rozmiar pliku: 751 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Prolog

Tom

Sylwester, trzy i pół roku wcześniej

– Słabo wyszło u Alexa – zagaił Eliot Evans, częstując się szampanem z tacy kelnerki.

– Ano słabo – przyznałem. – Nie dość, że jego ojciec miał rozległy zawał serca i jest w śpiączce, bo krwiak nie chce się zmniejszać – upiłem łyk swojej szkockiej – to jeszcze spadło na niego prowadzenie całej kancelarii.

– A do tego musi trzymać się w pionie przed matką, która też się posypała po tym wszystkim – dodał William Wood i również się napił. – To już nie jest ta sama Barbara Harris co zawsze.

– Serio nic więcej nie można zrobić? – Eliot posłał mi pytające spojrzenie. – Jesteś chirurgiem.

– Ale plastycznym. Ja operuję cycki bogatym babom, a nie rozległe choroby serca. Richard jest pod opieką najlepszych kardio- i neurochirurgów.

– Ale w zwykłym szpitalu też pracujesz.

– Raz w tygodniu na ogólnej chirurgii dziecięcej – przypomniałem. – A stary Harris jest pod opieką najwybitniejszych profesorów.

– No tak – przyznał. – Może odwiedzimy go jutro? To znaczy Alexa – zaproponował Evans.

– Możemy – zgodziłem się. – Gdzie on w zasadzie teraz jest?

– Na balu charytatywnym. Z matką. Zastępuje ojca – wyjaśnił William.

– Jezu, zanudzi się tam – stwierdził Eliot, teatralnie się przy tym wzdrygając.

– A my co? Nie lepsi – odparłem. – Stoimy tu i robimy jakieś durne pierdolamento, zamiast wyrywać fajne ciała – mówiłem, cały czas obserwując grupkę pięciu kobiet.

Seksownych jak cholera kobiet. A szczególnie jedną, w dopasowanej, jasnobeżowej sukience z dekoltem, który eksponował idealne piersi. Kurwa, to musiała być moja robota. Nikt w tym kraju nie robił lepszych cycków niż ja.

– Rezerwuję najjaśniejszą sukienkę – rzuciłem do kumpli.

Oczywiście, że zauważyłem też inne atuty tej kobiety, duże ciemne oczy, włosy w kolorze hebanu i cera… Śniada jak u jakiejś egzotycznej istoty. Jej korzenie musiały sięgać znacznie dalej niż granice Zjednoczonego Królestwa.

– Ale że jak to? Nie dzielimy się? – rzucił Will.

– Macie cztery pozostałe, wymieniajcie się. Ta jest tylko moja – dodałem i skierowałem się w stronę tańczących kobiet.

– Uuuu. – Will nie krył zdziwienia. – Czyżbyś się starzał?

– W końcu jestem od ciebie starszy. – Wypiąłem dumnie pierś z głupkowatym uśmiechem na ustach.

– Kurwa, dwa lata tylko – prychnął William.

Miał rację.

Ja i Eliot byliśmy dwa lata starsi od Alexa i Williama, jednak nasi rodzice dobrze się znali. Chodziliśmy do tego samego prestiżowego liceum, potem wspólne uczelnie Oxbridge, bankiety, środowisko i zainteresowania sprawiły, że zakumplowaliśmy się na dobre, mimo że zawodowo każdy z nas realizował się inaczej. Alexander Harris był cholernie dobrym adwokatem, William Wood maklerem, ja lekarzem, a Eliot Evans przygotowywał się, aby zostać prezesem największej agencji medialnej w kraju.

– Spoko. Nie tkniemy. – Eliot uniósł ręce w geście poddania. – Pozostałe są równie dobre.

Jeszcze raz omiotłem wzrokiem całą grupkę. Owszem, wszystkie były atrakcyjne, nawet bardzo, ale tylko ta jedna miała w sobie jakiś magnetyzm.

Naturalnie wmieszaliśmy się w ten mały tłum i po prostu przyłączyliśmy do zabawy. Tańczyłem po trosze z każdą dziewczyną, raz po raz zerkając ukradkiem na tę, która stanowiła mój dzisiejszy cel. Ją zostawiłem sobie jako ostatnią. Byłem cierpliwy, ale w końcu odwróciłem się od jej koleżanki i stanąłem twarzą w twarz z tą najpiękniejszą.

– Już myślałam, że mnie pominiesz – powiedziała kokieteryjnie, kiedy moje biodra zaczęły ocierać się o jej.

– Nie w tym życiu. Najlepsze zawsze należy zostawić na koniec. Im dłużej czekasz, tym lepiej smakuje – wymruczałem seksownie.

– Jesteś bardzo pewny siebie.

– Wiem. A ty jesteś piękna.

– Wiem – przyznała, zarzucając mi rękę na szyję. – I wiesz, co jeszcze wiem? – szepnęła, a włoski na moim karku stanęły dęba.

– Hm? – mruknąłem zaciekawiony, nachylając się, aby mieć do niej jeszcze bliżej.

– Że chcesz postawić mi drinka.

– A skąd wiesz, że nie chcę od razu cię przelecieć?

– Bo wiesz, że jeśli poczekasz, to będzie ci dużo bardziej smakowało – odparła i przejechała czubkiem języka po moim policzku. Wiedziała, jak kusić, i robiła to idealnie. – A teraz skończmy tańczyć, a ty zrób to jak cywilizowany człowiek. Chyba potrafisz?

– Czyli jak?

– Bez gapienia się w moje piersi.

Kurwa, przyłapała mnie.

– Bądź grzecznym chłopcem, a może zobaczysz je na żywo. – Przejechała paznokciami po mojej potylicy. – Rozegraj to dobrze, a może nawet ich dotkniesz.

– Tylko ręką czy językiem też?

– Ręką – szepnęła. – Językiem. – Oblizała zmysłowo usta. – Penisem.

Jaaasna cholera.

Odkąd ją ujrzałem i dostrzegłem ten biust, mój fiut o niczym innym nie myślał, jak tylko o tym, żeby znaleźć się między tymi dwiema idealnymi kulami w rozmiarze podwójne D. A teraz, po tej obietnicy, to nie potrafiłem już nie patrzeć się w nie. Naprawdę się starałem. Z całych, calutkich sił. Zebrałem w sobie całą moją silną wolę. Ale ani wypite już szklaneczki alkoholu, ani uwodzicielskie ruchy nieznajomej nie pomagały mi w tym. A kiedy obeszła mnie, stanęła tyłem i zaczęła tymi jędrnymi piłkami ocierać się o moje plecy, nie wytrzymałem. Odwróciłem się, złapałem ją za biodra i już chciałem ją pocałować, kiedy przystopowała mnie, kładąc delikatnie palec na moich wargach.

– Coś słabo ci idzie to czekanie. Postaw mi drinka – powiedziała stanowczo.

Nie czekając na nic więcej, odwróciła się i kręcąc biodrami idealne ósemki, udała się w stronę baru.

Pobiegłem za nią jak pies. Znała swoje atuty i umiejętnie je wykorzystywała. Małpa.

To ja miałem ją uwieść, nie odwrotnie.

– Co pijesz? – zapytałem, siadając obok niej na wysokim hokerze.

– Whiskey irlandzką na lodzie poproszę – rzekła pewnie.

– Dwa razy – rzuciłem do barmana, chociaż ja wolałem szkocką.

– Możesz przestać gapić się na mój dekolt, proszę?

– Przepraszam, skrzywienie zawodowe.

– Nie rozumiem.

– Jestem chirurgiem plastycznym.

– I co? Chciałbyś je poprawić? – Uniosła kokieteryjnie brew.

– Nigdy w życiu. Są idealne. Dałbym sobie nawet rękę uciąć, że to moja robota. – Zawiesiłem się na chwilę.

Zauważyła moje zawahanie.

– Ale?

– Twoją twarz też bym zapamiętał. Na pewno.

Uśmiechnęła się kącikiem ust, więc kontynuowałem.

– Dobra. Czyja to sprawka? – Wskazałem na jej biust.

– Nie znasz.

– Może nie osobiście, ale na pewno skojarzę. Ktoś od nas? Albo Stany Zjednoczone. Doktor McCormic?

– Nie i nie.

– Powiedz mi.

– I tak nie znasz.

– W Anglii poza mną i moim ojcem tylko doktor Anthony Tunner przychodzi mi do głowy – wspomniałem o Tonym, kumplu ze studiów.

Do tej pory często sobie pomagaliśmy. Chciałem go nawet zatrudnić u nas, ale za każdym razem mi odmawiał.

– Proszę, powiedz mi kto – błagałem.

Musiałem zaspokoić swoją ciekawość. Nigdy potem nie zasnąłbym już spokojnie.

Wtedy pochyliła się bliżej mnie.

– Matka Natura – wyartykułowała szeptem.

– Co? – oniemiałem.

– A nie mówiłam? Nie znasz. – Odsunęła się na dwa kroki i spojrzała mi w twarz.

– Ściemniasz.

– Kilka razy widziałam, jak wygląda taka operacja. Cieszę się, że jeszcze nie musiałam tego robić. Ale jeśli dopadnie mnie grawitacja – zaśmiała się, lecz jakoś tak dziwnie sztucznie, wymuszenie, może z jakby nutką żalu – znajdę cię – dodała i mrugnęła do mnie.

– W Internecie i telewizji często jest to naciągane. Nie zawsze tak to wygląda na sali operacyjnej – wyjaśniłem. – Serio są w stu procentach naturalne?

– Mówiłam, że może później pozwolę ci sprawdzić. – Nagle bardzo szybko dopiła swojego drinka. – Jeszcze raz to samo – rzuciła do barmana.

Kiwnąłem głową, dając znak, że dla mnie też.

– Jak masz na imię?

– Sam – odparła krótko.

– To pełne imię czy skrót od Samanthy?

– Rany, ty serio jesteś ciekawski – zauważyła.

– Jestem – przyznałem. – To jak?

– Dla ciebie po prostu Sam. Na dzisiejszą noc to wystarczy. A ty?

– Tom.

– To pełne imię czy skrót od Thomasa?

– Na dzisiejszą noc tylko Tom. – Wzniosłem szklaneczkę w geście toastu.

Postanowiliśmy zostać anonimowi, poza imionami; ona wiedziała, że jestem chirurgiem plastycznym i dziecięcym, a ja dowiedziałem się, że jej babcia pochodzi z Gruzji, stąd ta urzekająca uroda. No i, co ciekawe, Sam była dwa lata starsza ode mnie, choć wyglądała na młodszą. Albo mnie zwyczajnie okłamała.

Dlaczego przeszło mi to przez myśl? Bo na imprezie zgrywała chętną i otwartą, a gdy przyszło co do czego, wydawała się spięta i jakby nie do końca przekonana, że na pewno chce to zrobić. Mimo że wypiliśmy sporo tego wieczoru i zamówiliśmy jeszcze butelkę do pokoju. Ta noc była zupełnie inna od moich wcześniejszych. Na początku coś kazało mi prowadzić tę kobietę i zająć się nią delikatnie. Od razu wyczułem, że przygodny seks nie jest jej znany. A już na pewno nie tak dobrze jak mnie. Osobiście miałem już nieźle w czubie, ale pamiętałem, jak drżała na każdy, nawet najdelikatniejszy dotyk. Doskonale pamiętałem gęsią skórkę pojawiającą się pod moimi opuszkami i dreszcze podniecenia, kiedy mój język pieścił jej uda. Pamiętałem jej subtelny dotyk, gdy dłońmi niepewnie poznawała moje ciało. Nie była wtedy już taka harda i pewna siebie, jak przy barze czy podczas tańca.

Mimo to ta noc była zajebista. Po tym pierwszym sensualnym akcie pieprzyliśmy się, już znacznie śmielej, jeszcze ze dwa razy. Albo trzy. A potem nad ranem. I około południa też. Sam pozwalała mi bawić się tymi idealnymi cyckami i ciągnąć za swoje gęste, kruczoczarne, niebywale lśniące włosy.

Pamiętałem, że wykupiłem kolejną dobę w hotelu i do późnego popołudnia nie wychodziliśmy z łóżka. W przerwach od seksu sporo też rozmawialiśmy na neutralne tematy i to też był zajebiście spędzony czas, bo ta kobieta była nad wyraz inteligentna.

Dopiero późnym wieczorem pożegnaliśmy się przed hotelem i każde z nas wsiadło w swoją taksówkę.Rozdział 1

Tom

Kiedy myłem ręce po udanym zabiegu pomniejszania piersi, do łazienki wszedł mój ojciec, dyrektor całego tego kurwidołka.

– Jak ci poszło?

– Jak zawsze – odparłem luźno. – To była rutynowa mammoplastyka.

Chociaż więcej razy powiększałem cycki, to pomniejszanie też robiłem dosyć często.

– To dobrze. Masz jeszcze coś dzisiaj? – zapytał, jakby nie miał wglądu do mojego grafiku.

– Pośladki, ale to za dwie godziny dopiero.

– Szybki lunch? – zaproponował.

– Jasne. Przebiorę się i przyjdę – zgodziłem się.

Nie pytałem dokąd, bo zawsze jadaliśmy w tym samym miejscu, w restauracji oddalonej jedynie o przecznicę od naszej kliniki.

Kiedy wszedłem do lokalu, ojciec siedział już przy stoliku. Popijał wodę z cytryną i czekał.

– Zamówiłem ci rybę z frytkami – oznajmił.

– Dzięki – odrzekłem.

Nie byłem zły, bo lubiłem to danie, w tym konkretnym bistro zamawiałem głównie to, a ojciec dobrze o tym wiedział.

Zająłem miejsce naprzeciwko niego.

– Widziałem w kalendarzu, że na czerwiec zaplanowałeś sobie znacznie mniej godzin. Dzieje się coś?

– Nie. Joshua – wspomniałem o znajomym, z którym robiłem moją drugą specjalizację – poprosił mnie o zastępstwo u siebie, bo wyjeżdża na urlop, a wiesz, jak to wygląda w państwowych szpitalach.

– Zgodziłem się, żebyś praktykował tam w piątki, chociaż sam nie wiem po co ci to – westchnął – ale nie trzy dni w tygodniu. Tak nie można.

– Dlaczego? Nie chcę tylko poprawiać urody bogatych damulek. Jestem też chirurgiem dziecięcym i nie chcę stracić tego dyplomu. Muszę od czasu do czasu wykonywać też takie zabiegi.

– Wystarczy raz na kilka miesięcy, żeby nie wyjść z wprawy, a nie trzy razy w tygodniu.

– Tylko przez pół miesiąca. Na zastępstwie.

– Ale potem w każdy piątek dalej będziesz poza naszą kliniką. Mógłbyś to ograniczyć do jednego dnia w miesiącu.

– Mógłbym – przyznałem. – Ale jak już wspomniałem, nie chcę.

Ojciec ponownie westchnął.

– Naprawdę nie wiem, dlaczego to robisz. Praca za grosze, u nas masz kilkukrotnie więcej. Tracisz czas i pieniądze.

– Nie uważam tak. A pieniędzy i tak mam sporo. Poza tym jako lekarz pomagam ludziom. Muszę czasem zrobić coś innego niż liposukcja czy inne wybryki bogatych celebrytek, bo bym zwariował.

– Chirurgia plastyczna to nie tylko widzimisię snobistycznych panien. To nie tylko usuwanie czasem wyimaginowanych kompleksów. To też poprawa jakości i komfortu życia osób po przeżytych tragediach.

– Tak, ale nie u nas. Na nasze usługi nie stać każdego.

– Ale ty i na to znalazłeś rozwiązanie, uruchamiając program pomocy dla fundacji, którą założyły siostra i żona twojego kumpla, Williama Wooda. Nie wystarcza ci to?

– Widocznie nie. – Wzruszyłem ramionami. – Co? – zapytałem, bo bacznie mi się przyglądał.

– Nic. Mam tylko nadzieję, że nie postanowisz nagle prysnąć na misję do Afryki, samarytaninie.

– Na razie nie zamierzam. Ale za kilka lat… – Zamyśliłem się na moment. – Dzięki za pomysł.

– Ja podpierałem się nazwiskiem swojego ojca całe życie i równie ciężko jak on pracowałem na tę markę. Ty przyszedłeś praktycznie na gotowe. I co? Odbiło ci od tego dobrobytu.

– To nie było do końca tak. Wyuczyłem się, swoją wartość i markę osobistą budowałem sam. Doświadczenia też nie da się dostać, kupić czy zasłonić nazwiskiem.

– Zgadza się. I dlatego, dzięki swojej ciężkiej pracy, możesz zarabiać duże pieniądze. W publicznym szpitalu działaj sobie sporadycznie, a nie co tydzień. To za często.

– Pomyślę o tym – powiedziałem dla świętego spokoju.

Temat wałkowaliśmy praktycznie od momentu, kiedy otrzymałem dyplom chirurga dziecięcego.

Na studiach byłem zbuntowanym młodzikiem, który ciągle kłócił się z rodzicami. Pod koniec pierwszej specjalizacji na złość ojcu zacząłem drugą, żeby mieć w razie czego jakąś alternatywę. Akurat był wakat na chirurgii dziecięcej, a ja byłem po kolejnej kłótni z ojcem, więc nawet się nie zastanawiałem. A potem okazało się, że to jest bardzo fascynujące. Dlatego też, kiedy w końcu zdobyłem dyplom plastyka, nie zrezygnowałem z praktyk w państwowym szpitalu. Lubiłem pracę na chirurgii dziecięcej. To było dobrą odskocznią od modelowania sylwetek. Dzieciaki zawsze poprawiały mi humor, kiedy po operacji odwiedzałem je na oddziale. Wtedy miałem poczucie, że robię coś dobrego, coś bardziej wartościowego niż korekta nosa.

– Poprosiłem cię o spotkanie, bo jest pewna delikatna sprawa – zaczął ojciec, przywracając mnie do rzeczywistości. W międzyczasie, kiedy podawano nasze dania, wyciągnął z torby teczkę i mi ją podał.

– Co to?

– Otwórz i sprawdź. – Ponaglił mnie ruchem dłoni.

Otworzyłem i rzuciłem pobieżnie okiem na dokumenty.

– Nic nie rozumiem – przyznałem, patrząc w kartki jak szpak w pizdę.

– Kojarzysz tę kobietę? – zapytał, wskazując palcem na dane osobowe wpisane na pierwszej kartce.

– Chyba tak. Była u nas. Chciała kolejną liposukcję. Odmówiliśmy. I ty, i ja. I z tego, co pamiętam próbowała też u Zacha – wspomniałem o jednym z naszych chirurgów.

– Właśnie – przyznał. – Więc skąd, kurwa, są papiery na to, że ten zabieg był wykonywany u nas i że to my go spartoliliśmy? – zapytał, a ja przerzucałem kolejne kartki dokumentów.

– I nas pozywa? – zdziwiłem się, patrząc na jedną z nich.

Nic z tego nie rozumiałem.

– Tak. Pojedź z tym do Harrisa. Niech się temu przyjrzy i zacznie działać.

– Jasne. Zrobię to jeszcze dzisiaj. – Zamknąłem teczkę i odłożyłem ją obok mojego talerza. – Cipa chyba nie wie, z kim zadarła.

***

Późnym popołudniem podjechałem do Richmond, gdzie mieszkał najlepszy prawnik w Londynie, a może i w całej Anglii, a zarazem jeden z moich przyjaciół, Alexander Harris.

Zaparkowałem na podjeździe i wszedłem na bardzo zadbaną posesję. Laura, jego żona, lubiła bawić się w ziemi i sama dbała o ogród.

Mało tego, żona jednego z bardziej wpływowych ludzi w Londynie zrobiła sobie na tyłach domu warzywniak i szklarnię. Zawsze powtarzała, że ją to relaksuje. Do tego sama kisiła w słoikach wyhodowane przez siebie ogórki. A nie, sorki, nie sama. Robiła to z Amelią, żoną mojego drugiego kumpla, Williama Wooda, najlepszego finansisty w Europie.

Zabawne, jak to się życie układa. Alex z Willem byli dwa lata młodsi ode mnie i Eliota, a już zdążyli się hajtnąć i zapłodnić swoje kobiety. Harris, który do niedawna był chyba największym przeciwnikiem monogamii, nawet dwukrotnie.

– Cześć, panie doktorze. – Laura wychyliła się zza domu i pomachała do mnie zapraszającym gestem.

Zapewne pili na patio popołudniową herbatę. Podszedłem do niej, pocałowałem w policzek i pogładziłem brzuch.

– Cześć, ciężarówko. Jak tam maleństwo? Znacie już płeć?

– Nie. Nie chciało się pokazać. Za tydzień idziemy na kolejną wizytę, to może się uda. Woodowie też idą. A potem zrobimy wspólny baby shower, ale to za jakiś miesiąc, bo Alex potrzebuje podwójnego potwierdzenia. – Zaśmiała się. – Czuj się zaproszony.

– Nie omieszkam przyjść – odparłem z szerokim uśmiechem. – Za nic bym tego nie przegapił.

Laura poprowadziła mnie na taras, gdzie siedział jej mąż i tłumaczył coś stojącemu przed nim synkowi.

– Cześć, Alex – przywitałem się z kumplem, a ten wstał, gdy zauważył, że wszedłem do ogrodu.

– Wujek Tom! Wujek Tom! – Usłyszałem piskliwy, donośny głosik na wysokości około metra od ziemi.

– Siema, młody – zwróciłem się do małej kopii Alexa, niespełna trzyletniego Adama. – Cieszysz się na rodzeństwo?

Poczochrałem jego blond włosy. Normalnie skóra zdjęta z tatusia.

– Nie – odparł buńczucznie.

– Nie? – zapytałem szczerze zdziwiony. – Dlaczego? Bycie starszym bratem jest świetne.

– Nie, jeśli to będzie dziewczyna. Nie chcę siostry. Chcę brata – mówił, wypowiadając niektóre słowa jeszcze niewyraźnie.

– Rozumiem – odparłem z udawaną powagą.

– Zrobisz mi samolot? – Trzylatek wyciągnął dłonie w moją stronę. – Proszę.

– Oczywiście, że ci zrobię.

Chwyciłem go za rękę i nogę i okręciłem się kilkukrotnie wokół własnej osi, podnosząc go i opuszczając co pół okrążenia. Potem bezpiecznie posadziłem go na trawie. Zachichotał wesoło.

Zerknąłem na altanę. Laura się śmiała, a Alex popadał w stan hiperwentylacji. Nadal był cholernie przewrażliwiony, jeśli chodziło o syna. Jeżeli teraz urodzi im się córka, pewnie będę musiał co miesiąc wypisywać kumplowi receptę na leki uspokajające.

Czasami kłuła mnie lekka zazdrość. Łapałem się na myślach, że fajnie byłoby mieć dziecko, ale potem gdy przychodziłem tu i dawałem się wymęczyć małemu Adamowi, cieszyłem się, że wracam do mojego cichego i spokojnego domu. Wystarczały mi cudze dzieci i moi mali pacjenci. I na razie musiało tak zostać, bo jakoś nie widziałem na horyzoncie żadnej, która mogłaby aspirować na matkę moich dzieci.

Z siedzącym mi na kolanach Adamem wypiłem mrożoną herbatę z przyjaciółmi, a następnie udałem się z Alexandrem do jego gabinetu.

Podałem mu teczkę.

– Mirella McCanzie – przeczytał dane tej suki. – Znam.

– Co?! Skąd?!

– Jesteście drudzy, których pozywa w podobnej sprawie. A ogólnie trzeci, bo jeszcze próbowała wymusić odszkodowanie drogowe. Pech chciał, że koleś, w którego celowo wjechała motorowerem, miał rejestrator i wszystko się nagrało.

– Do wygrania? – zapytałem, chociaż już po jego minie widziałem, że tak.

– Jakby to powiedział Will-Wood: proste jak jebanie. – Zamknął teczkę i wyjął jakąś kartkę z szuflady. – Podpisz mi tylko pełnomocnictwo. Pewnie nawet nie dojdzie do procesu. Wystraszy się i będzie szukać innych naiwnych, z których można wyciągnąć kasę.

– Naprawdę tacy ludzie jeszcze istnieją? – zdziwiłem się.

– Nawet nie wiesz, jak wielu ich jest. – Zaśmiał się. – Ale utemperujemy ją i to my wysuniemy akt oskarżenia o zniesławienie.

– Ja pierdolę, jakbym za mało miał na głowie.

– Tym akurat martwić się nie musisz. Zostaw to mnie.

– Dzięki, stary. – Wstałem, wyciągając do niego dłoń.

– Podziękujesz, kiedy wystawię ci rachunek. – Uśmiechnął się przebiegle. – A teraz chodź, Laura na pewno podaje kolację i nie wypuści cię, dopóki cię nie nakarmi.

– To dobrze – uśmiechnąłem się – bo uwielbiam polską kuchnię twojej żony. Czy tym razem również zrobiła tę zupę ze skisłych ogórków?

– Kiszonych – poprawił mnie lekko zirytowany.

– Wiem, ale lubię naśmiewać się z ciebie i Willa i wypominać wam przy każdej okazji, że nie potrafiliście przyswoić, że ogórki są kiszone, a nie skisłe.

– Nawet jeśli Laura ją przygotowała – warknął przez zęby – powiem jej, żeby cię nią nie częstowała.

– Tylko spróbuj. – Uśmiechnąłem się do niego sztucznie, po czym zawołałem w stronę krzątającej się po strefie kuchennej żony przyjaciela. – Lauro! Czy w dzisiejszym menu znajduje się ta pyszna zupka z ogórków?!

– Masz dziś szczęście, doktorze. Jest, jest – odparła, idąc w naszą stronę, czyli do otwartej na salon jadalni. – Odkąd jestem w drugim trymestrze, to w zasadzie jem tylko tę zupę lub kotlety mielone, ziemniaki i buraczki. Alex narzeka na mało urozmaiconą dietę i nawet jemu już przejadła się zupa ogórkowa, więc załapiesz się nawet na dokładkę.

Wyszczerzyłem się zadowolony, znów spojrzałem na kumpla i, jak na dojrzałego trzydziestoczteroletniego faceta przystało, pokazałem mu język.

Endnotes

Oxbridge – nazwa powstała z połączenia nazw dwóch najstarszych, najbogatszych i najbardziej prestiżowych uniwersytetów w Wielkiej Brytanii uniwersytetów: Oxford i Cambridge.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij