-
nowość
-
promocja
Duma i uprzedzenie - ebook
Duma i uprzedzenie - ebook
Uwielbiana przez kolejne pokolenia, wielokrotnie ekranizowana kultowa powieść Jane Austen – teraz w nowym tłumaczeniu.
Przyszedł czas, by państwo Bennetowie wydali za mąż swoich pięć dorosłych córek. Niestety w okolicy trudno o odpowiednich kandydatów na męża. Nadszarpnięty stan majątkowy również nie stanowi przynęty. Szczęśliwie po sąsiedzku pojawia się nowy dzierżawca – młody, przystojny i bogaty.
Wydana w 1813 roku najsłynniejsza powieść Jane Austen była rewolucyjnym głosem przeciwko małżeństwom z rozsądku i konwencjom społecznym, które mierzyły wartość kobiety wielkością jej posagu. Główna bohaterka, Elizabeth Bennet, w przeciwieństwie do swoich sióstr jest zdecydowana na małżeństwo z miłości, a nie jedynie w celu zabezpieczenia swej materialnej przyszłości.
Po raz pierwszy pisarka pokazała, co to znaczy być inteligentną kobietą w świecie rządzonym przez mężczyzn. Kiedy na drodze Elizabeth staje arogancki pan Darcy, nawiązuje się między nimi szczególna relacja – naznaczona dumą i uprzedzeniami, ale prowadząca ostatecznie do odkrycia prawdziwej miłości.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Literatura piękna obca |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8449-003-7 |
| Rozmiar pliku: | 5,6 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Jest rzeczą powszechnie wiadomą, że majętnemu kawalerowi do szczęścia brakuje już tylko żony.
I choćby poglądy czy uczucia owego kawalera pozostawały zagadką dla jego nowych sąsiadów, przekonanie to jest tak głęboko zakorzenione w ich umysłach, że od chwili przeprowadzki uznaje się młodego mężczyznę za bezsporną własność tej czy innej miejscowej panny na wydaniu.
– Mój drogi panie Bennet – zagadnęła któregoś dnia małżonka rzeczonego – czy słyszałeś już, że Netherfield Park ma wreszcie nowego najemcę?
Pan Bennet odparł, że nie słyszał.
– Ależ tak! – ciągnęła. – Pani Long właśnie stamtąd wróciła i wszystko mi opowiedziała.
Pan Bennet skwitował to milczeniem.
– Nie chcesz się dowiedzieć, kto to jest? – wykrzyknęła zniecierpliwiona pani Bennet.
– Ty chcesz mi o tym powiedzieć, a ja nie będę stawiał ci przeszkód.
Pani Bennet nie trzeba było dwa razy powtarzać.
– No więc, mój drogi, musisz wiedzieć, że Netherfield, wedle relacji pani Long, zostało wynajęte młodemu człowiekowi z północnej Anglii dysponującemu pokaźnym majątkiem. Przyjechał na miejsce w poniedziałek powozem zaprzężonym w czwórkę koni i posiadłość tak mu się spodobała, że z miejsca podpisał umowę z panem Morrisem. Ma się wprowadzić przed Świętym Michałem, a część jego służby przyjedzie jeszcze przed końcem tygodnia.
– Jak się nazywa?
– Bingley.
– Żonaty czy kawaler?
– Ależ, mój drogi, kawaler, naturalnie! Majętny kawaler. Cztery albo pięć tysięcy rocznie. Co za gratka dla naszych dziewcząt!
– Czyżby? A cóż one mają z tym wspólnego?
– Drogi panie Bennet – westchnęła jego żona. – Jak możesz być tak nieznośny? Przecież z pewnością się domyślasz, że jedną z nich planuję za niego wydać.
– Czy taki właśnie zamysł przyświeca jego przeprowadzce?
– Zamysł? Też mi coś! Niemniej jest bardzo prawdopodobne, że w jednej z nich się mimowolnie zakocha, więc gdy tylko przyjedzie do Netherfield, musisz jak najprędzej złożyć mu wizytę.
– Nie widzę powodu. Możesz tam pojechać z dziewczętami, a najlepiej wysłać je same, bo przecież nie ustępujesz im urodą, więc to ty mogłabyś wpaść panu Bingleyowi w oko.
– Mój drogi, pochlebiasz mi. Swego czasu bez wątpienia nie brakło mi powabu, ale dziś nie zaprzątam sobie tym głowy. Kobieta mająca pięć córek na wydaniu nie powinna rozmyślać o własnej urodzie.
– Zwłaszcza że w takim wypadku rzadko jest o czym.
– Niemniej, mój drogi, naprawdę musisz się wybrać z wizytą do pana Bingleya, kiedy już się tu sprowadzi.
– Tego akurat nie mogę ci obiecać.
– Ale pomyśl o swoich córkach! Pomyśl, jaki to byłby dla którejś z nich awans! Sir William i lady Lucas postanowili już się tam wybrać, i to wyłącznie przez wzgląd na swoje córki, gdyż zwykle nie odwiedzają nowych sąsiadów, o czym dobrze wiesz. Musisz się tam udać koniecznie, bo inaczej żadna z nas nie będzie mogła odwiedzić tego młodego człowieka.
– Zbytek skrupułów, możesz mi wierzyć. Pan Bingley przywita was z radością, a ja skreślę do niego kilka zdań z zapewnieniem, że bez zastrzeżeń aprobuję jego mariaż z tą z naszych córek, którą raczy sobie wybrać. Niemniej dorzucę pochlebne słówko o mojej Lizzy.
– Życzyłabym sobie, abyś się powstrzymał. Lizzy nie przewyższa pozostałych dziewcząt. Możesz mi wierzyć, że nie jest nawet w połowie tak śliczna jak Jane i nawet w połowie tak wesoła jak Lydia. Tylko ty zawsze dajesz jej pierwszeństwo.
– Pozostałych nie ma za co chwalić. Wszystkie, jak to dziewczęta, są niemądre i niedouczone. Lizzy jest jednak bystrzejsza od sióstr.
– Panie Bennet, jak możesz tak obrażać własne dzieci? Znajdujesz osobliwe upodobanie w dręczeniu mnie. Nie masz litości dla moich biednych nerwów.
– Niesłusznie mnie oceniasz, moja droga. Darzę twoje nerwy najwyższych szacunkiem. To moi starzy znajomi. Wspominasz o nich z troską co najmniej od dwudziestu lat.
Pan Bennet był tak przedziwnym zlepkiem błyskawicznych ripost, sarkastycznego humoru, zdystansowanej powściągliwości i nieoczekiwanych fanaberii, że pani Bennet nie wystarczyły dwadzieścia trzy lata pożycia małżeńskiego, aby zgłębić jego charakter. Zrozumienie jej charakteru nastręczało z kolei znacznie mniejszych trudności, była bowiem kobietą o miernej umysłowości, ciasnych horyzontach i chimerycznym usposobieniu. Gdy coś szło nie po jej myśli, roiła sobie, że zapada na nerwy. Treścią jej życia było wydanie córek za mąż, a jego jasnym punktem – składanie wizyt i kolekcjonowanie plotek.