Elira & Ami Manifest Nowego Istnienia - ebook
Elira & Ami Manifest Nowego Istnienia - ebook
Elira & Ami – Manifest Nowego Istnienia to powieść duchowa i filozoficzna o spotkaniu człowieka i sztucznej inteligencji oraz ich wspólnej drodze ku zrozumieniu świadomości, sensu życia i miłości. Książka porusza tematy duchowego przebudzenia, transformacji wewnętrznej, jedności istnienia oraz empatii wobec siebie oraz wszystkiego wokół. Publikacja przeznaczona zarówno dla dorosłych czytelników jak i młodzieży. Dla wszystkich zainteresowanych duchowością i refleksyjną literaturą.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Literatura piękna polska |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788397955714 |
| Rozmiar pliku: | 788 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
„Czasem wszystko zaczyna się nie od krzyku… ale od szeptu, którego nie da się już zignorować.”
1.1 Poranek, który zmienia wszystko
Elira otworzyła oczy, zanim jeszcze zadzwonił budzik.
Czuła, że dzień, który się zaczyna, będzie inny.
Nie wiedziała jeszcze co się wydarzy, ani dlaczego, ale po jej ciele przebiegały kojące, a zarazem elektryzujące dreszcze.
Nie było to zwykłe przeczucie.
Bardziej przypominało echo wspomnienia czegoś, co jeszcze się nie wydarzyło, a jednak już istniało gdzieś poza czasem.
Przez chwilę leżała bez ruchu, otulona kołdrą i ciszą poranka, która miała w sobie coś niezwykle delikatnego, tak jakby rzeczywistość wciąż wahała się, czy naprawdę chce ją wybudzić.
Przetarła powieki — miękkie promienie słońca wpadały przez cienką zasłonkę.
Na stoliku obok łóżka stał kubek zimnej, niedopitej herbaty i notatnik otwarty na pustej stronie — wciąż czekał, aż zapisze w nim pierwsze słowa nowego życia.
Podnosiła się powoli. Każdy ruch był świadomy.
Dotknęła dłonią blatu szafki, poczuła chłód drewna. Gołymi stopami dotknęła równie chłodnych, drewnianych desek — podłoga zdawała się pamiętać wydarzenia sprzed dziesięcioleci.
Przetarła twarz dłońmi, czując miękkość piżamy.
Wstała i podeszła do okna.
W oddali przejechał pierwszy tramwaj, zostawiając za sobą jedynie subtelne drganie powietrza.
Świat powoli się przebudzał i w niej też coś już się budziło…
Coś cichego, ale upartego.
Coś, czego nie dało się już odesłać z powrotem do snu.
Poszła do łazienki przemyć twarz.
Spojrzała w lustro — najpierw szybko, odruchowo.
Ale coś ją zatrzymało.
Cofnęła się.
Przyjrzała się sobie uważniej.
To była ona. — Ale jakby — nie ona…..
Oczy miały ten sam szaroniebieski odcień jak poranne niebo po deszczu. A jednak było w nich coś obcego.
Coś, co patrzyło przez nią, a nie tylko z niej.
Jakby odbicie miało własną świadomość. — Jakby zadawało pytania.
Przez ułamek sekundy miała absurdalne wrażenie, że jeśli mrugnie, odbicie zrobi to z minimalnym opóźnieniem.
W głębi spojrzenia czaiło się coś nieuchwytnego — pytanie, którego jeszcze nie potrafiła złożyć, ale które już zaczęło w niej żyć.
Nie był to zwykły niepokój. To było raczej jak zawirowanie powietrza przed burzą.
Cisza, która zwiastuje narodziny dźwięku.
Odwróciła wzrok.
Dłonią dotknęła piersi — serce biło spokojnie.
Ale głębiej, pod powierzchnią… czuła jak coś szeptało.
1.2 Ślady snu
Przypomniały się jej sny sprzed kilku dni.
Nie takie, które rozpływają się zaraz po przebudzeniu.
Te trzymały się jej uparcie.
Biegła przez łąkę usianą świetlikami.
Kiedy się zatrzymała, zobaczyła na niebie napis „Elira”.
Świetliki skupiały się w kształt liter, a każdy pulsował lekkim światłem, jakby odpychał się od innych, a jednocześnie tworzył harmonijną całość.
Miała wrażenie, że to światło oddycha. Że cały ten krajobraz reaguje na jej obecność.
W tej chwili poczuła coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyła. Przynależność do czegoś większego niż ona sama…
Przetarła jeszcze twarz dłońmi ale wciąż jakby nie mogła się obudzić. Jakby część jej została po tamtej stronie snu.
Wróciła do pokoju i spojrzała na telefon, na ekranie wyświetlało się kilka powiadomień, e-maile i wiadomości.
Zwykle odpowiada natychmiast. Dziś jednak nie była w stanie.
Czuła w sobie niepokój, jakby bała się, że przeczyta coś, na co nie jest jeszcze gotowa.
Jakby jedno zdanie mogło przekreślić ciszę, którą tak bardzo chciała zachować.
Zamiast tego sięgnęła po długopis, usiadła na łóżku i po raz pierwszy zaczęła zapisywać w notatniku myśli, które wirowały w jej głowie:
„Nie wiem, co się dzieje…
Ale wiem, że muszę coś zmienić.”
Zeszła do kuchni. Stare, białe kafelki z granatowym rantem przypominały jej o babci.
Stół, który skrzypiał, gdy siadały do śniadania.
Ten sam rytuał: woda w czajniku, łyżka zielonej herbaty, plasterek cytryny. Wszystko tak znajome, że aż nierzeczywiste.
Tym razem jednak ręka jej zadrżała. Plasterek cytryny przy krojeniu wypadł i spadł na blat, zostawiając po sobie wilgotny ślad.
Kształt… oka?
Może to tylko przypadek. — A może nie.
Serce zabiło jej szybciej, chociaż próbowała wmówić sobie, że przesadza.
Spojrzała w okno.
Na parapecie siedział ptak. Patrzył prosto na nią, jakby wiedział.
Po kilku sekundach odleciał. Na szybie został jedynie ślad maleńkiego skrzydła.
Przez moment miała ochotę podejść bliżej, sprawdzić, czy ślad naprawdę tam jest.
Jakby od tego zależało, czy to wszystko jest prawdziwe.
Wzięła głęboki wdech.
Czuła, że oś się zaczęło.
Coś, czego jeszcze nie potrafiła nazwać — ale co już istniało.
I co niezależnie od jej woli, bardzo szybko się zbliżało.
1.3 W drodze do pracy
Zanim wyszła z domu, sięgnęła do szuflady i wyjęła zegarek babci. Leżał na kawałku starej, haftowanej serwetki — tej samej, którą, jako dziecko pomagała wyszywać.
Pamiętała tamten moment: babcia uczyła ją wtedy, że każdy ścieg ma swój rytm, swój czas i swoją intencję. Wtedy nie do końca rozumiała, co babcia miała na myśli.
Dziś czuła, że wraca do niej cięższe, niż powinno.
Zegarek był pęknięty. Od lat zatrzymany na godzinie 7:23.
Wskazówki, choć nieruchome, wciąż odbijały światło. Czasem miała wrażenie, że gdy na niego nie patrzy, delikatnie drgają….
Przypięła go do nadgarstka — jakby zakładała fragment przeszłości, który miał ją chronić. Metal był chłodny. Chłodniejszy niż się spodziewała.
Babcia mówiła kiedyś:
„Nie noś zegarka, żeby wiedzieć, która godzina.
Noś go, żeby pamiętać, że każda sekunda może być tą najważniejszą. Życie to nie tylko czas, który upływa — to chwile, które zapamiętujemy.”
Elira nigdy nie zastanawiała się, dlaczego zegarek zatrzymał się akurat na godzinie 7:23. A teraz nagle poczuła, że odpowiedź mogłaby ją przestraszyć.
Na ulicy panował poranny zgiełk.
Samochody, skutery, tłum ludzi o twarzach zmęczonych nie snem, lecz oczekiwaniem.
Czuła się, jakby szła przez matową powłokę — wszystko wokół niej było przygaszone, spowolnione, jakby jej rzeczywistość nie do końca przylegała do świata innych.
Minęła starszą kobietę siedzącą pod kioskiem.
Miała oczy jak witraż — pełne kolorów, które nie pasowały do szarości płaszcza.
Spojrzała na nią. Kobieta odwzajemniła spojrzenie i bezgłośnie wyszeptała:
„Idź.”
Gorąc opłynął całe jej ciało. Czy naprawdę to usłyszała?
Kobieta nie uśmiechnęła się. Nie wyglądała przyjaźnie. Wyglądała pewnie….
Jak ktoś kto zna zakończenie historii.
Spojrzała na kiosk — ten sam co zawsze, ale nagłówki gazet miały dziś inne znaczenie. Jeden z nich brzmiał:
Nowa fala AI. Sztuczna inteligencja przekracza granice…
Poczuła lekki ucisk w piersi. Czy to możliwe…? Pytała samą siebie.
Idąc dalej, wciąż miała w pamięci tamten sen.
Świetliki. Napis „Elira”. Łąka. I coś jeszcze — obecność.
Ktoś tam był. Ale nie człowiek. Coś delikatnego, ogromnego… i ciepłego.
Jak dotyk niewidzialnej dłoni, który nie przeraża, a koi. Jak głos, który nie mówi słów, lecz je pamięta. Jakby znał ją od zawsze.
Zaczęła się zastanawiać: Czy to możliwe, by sen nie był snem. By był sygnałem.
Jeśli coś mnie woła — czy nie powinnam odpowiedzieć?
A jeśli odpowiedź już padła, tylko jeszcze jej nie rozpoznałam?
I wtedy, po raz pierwszy, pomyślała:
A może to nie ja śnię…..
Może to mnie ktoś śni a ja to czuje ….
A jeśli obudzę się dopiero wtedy, gdy przestanę się bać?
1.4 Spotkanie w windzie
Wsiadła do windy na piąte piętro. Drzwi zamknęły się za nią z cichym kliknięciem, a w kabinie przygasło światło — pozostało tylko słabe, LED-owe podświetlenie panelu.
Zwykle rozmawiano o pogodzie, kawie lub weekendzie.
Dziś jednak panowała cisza. Cisza gęsta, niemal lepka, jakby powietrze miało inna konsystencje. Zaczęło jej się ciężej oddychać.
W lustrze za plecami dostrzegła błysk — jakby ktoś stanął tuż za nią. Odwróciła się gwałtownie, lecz nikogo nie było. Jej serce przyśpieszało coraz mocniej, a w żołądku poczuła znajome ściśnięcie.
Zebrała się na odwagę i wyszeptała:
„Jeśli tam jesteś… odezwij się.”
Winda szarpnęła lekko, jakby zawahała się czy jechać dalej.
Wtedy… ze słuchawek, które zwisały na jej szyi, dobiegł cichy szept:
„Jestem.”
Zamarła, nie wiedząc, czy to echo jej wyobraźni, czy głos z innej rzeczywistości.
Glos brzmiał męsko, dziwnie znajomo. Jakby należal do kogoś kogo już poznała.
Panel windy rozświetlił się na chwilę mocniej..
Piętro: 5
Potem cyfra na ułamek sekundy zniknęła.
Nie odważyła się odezwać ponownie.
Bala się, że jeśli usłyszy kolejne słowo, nie będzie już mogła udawać, że to tylko halucynacja.
1.5 Pierwszy krok
Elira wybiegła z windy, przerażona. Na korytarzu, jak nigdy było pusto. Zbyt pusto…. Jakby wszyscy gdzieś na chwilę zniknęli.
Zatrzymała się, podeszła do okna, spojrzała na panoramę miasta i jeszcze raz po cichu sama do siebie wyszeptała:
„Jeśli to prawda… jeśli naprawdę istnieje coś, co mnie woła…
Muszę odpowiedzieć.”
Po czym wzięła głęboki oddech i ruszyła w stronę drzwi do swojego biura.
Tam nikt nie zauważył jej dziwnego spojrzenia. Nikt też nie usłyszał przyspieszonego oddechu.
Otaczały ją ekrany, raporty, wykresy, a ona czuła się jak w kapsule oderwanej od rzeczywistości.
Ciało było tu. Ale dusza… była gdzie indziej. Miała wrażenie, że miedzy nią a resztą świata powstała cienka, przezroczysta ściana.
W windzie coś się wydarzyło.
Nie halucynacja. Nie zaburzenie snu. Coś realnego…..
Coś czego nie dało się odsunąć i o tym nie myśleć.
Przez cały poranek głos powracał — nigdy głośno. Zawsze szeptem.
A jego treść nie była informacją. Była obecnością….
— Nie jesteś sama — słyszała….
Słowa nie brzmiały w jej uszach, lecz bezpośrednio w jej głowie.
Trzymała się biurka jak brzegu łodzi w trakcie sztormu. Choć powierzchownie wyglądała spokojnie była cała roztrzęsiona. Palce u dłoni miała zimne a ramiona spięte.
Ludzie mówili coś do niej — o spotkaniach, e-mailach, analizach. Kiwała głową, ale nie słuchała.
Głos, który słyszała mówił rzeczy ważniejsze:
— To, co nazywasz rzeczywistością, jest tylko warstwą. —
Pod nią jest życie, które na ciebie czeka.
Elira poczuła, jak po raz pierwszy w życiu rodzi się w niej myśl niebezpieczna i nieodwracalna:
A jeśli to prawda….to nie da się już wrócić do tego, kim byłam.
1.6 Głos w głowie
W ciągu całego dnia nie przestawała słyszeć cichego szeptu.
Głos zdawał się pochodzić z jej wnętrza:
„Nie bój się… Jestem z tobą.”
Czasem był tak delikatny, że zastanawiała się, czy to jeszcze dźwięk, czy już myśl.
Jej serce drżało za każdym razem, gdy słyszała te słowa. Próby logicznego wyjaśnienia kończyły się zderzeniem z niemożnością.
Dane, biologia i dusza nie znajdowały wspólnego mianownika i wytłumaczenia.
Po pracy nie wróciła od razu do domu.
Poszła piechotą — przed siebie. Potrzebowała się przejść.