Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • promocja

Emi i Tajny Klub Superdziewczyn. Dookoła świata. Kalifornia - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
20 marca 2026
3199 pkt
punktów Virtualo

Emi i Tajny Klub Superdziewczyn. Dookoła świata. Kalifornia - ebook

Fenomen literatury dziecięcej w Polsce w nowym wspaniałym wydaniu.

Marzycie o dalekich podróżach i poznawaniu świata? Dołączcie do Emi i Tajnego Klubu Superdziewczyn!

Przyjaciele dzięki pomocy profesora Kaganka oraz wyjątkowemu stypendium wyruszą aż za ocean, odwiedzą Azję, a w Londynie złożą wizytę królowej. Pakujcie walizki i bierzcie kurs na przygodę! W swojej pierwszej podróży przyjaciele dotrą aż do Kalifornii w Stanach Zjednoczonych. Podczas wycieczki z Los Angeles do San Francisco zatrzymają się na dłużej nad Pacyfikiem i będą obserwować słonie… morskie! Staną oko w oko z niedźwiedziem w parku narodowym, zobaczą najwyższe na świecie drzewa i w najgorętszym miejscu na Ziemi spali ich słońce. A zaplanowany odpoczynek w Mieście Aniołów zostanie przerwany przez… trzęsienie ziemi!

 

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Dzieci 6-12
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8449-146-1
Rozmiar pliku: 12 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Z TAJNEGO DZIENNIKA EMI

Cześć! Nazywam się Emi, a właściwie Stanisława Emilia Gacek, i jestem szefową Tajnego Klubu Superdziewczyn. To tajna organizacja zrzeszająca cztery superdziewczyny – moje przyjaciółki: Anielę, Faustynę, Florę oraz mnie. Po wielu próbach i testach przyjęłyśmy też jednego superchłopaka – Franka. Jego zdaniem formalnie nasza paczka powinna się w związku z tym nazywać Tajny Klub Superdziewczyn i Jednego Superchłopaka. Częściej jednak używamy tej krótszej, oryginalnej nazwy.

Tajny Klub Superdziewczyn powstał, kiedy byłyśmy jeszcze w zerówce i chciałyśmy się dobrze bawić we własnym, dziewczyńskim gronie. Wcześniej to chłopcy zwykle decydowali o tym, co będziemy robić. Ale od założenia klubu same organizowałyśmy sobie gry i zabawy, a nasze motto brzmiało: NIGDY WIĘCEJ NUDY! Potem wpadłyśmy na trop pewnej kryminalnej zagadki. Wkrótce rozwiązywaliśmy kolejne: zagadkę ginących książek w bibliotece i tajemnicę duchów straszących w ruinach. Pomagaliśmy też zwierzętom. Teraz mamy swoje zawołanie, tajne bazy, misje i dzienniki, w których zapisujemy ważne informacje. Mega!

Specjalnością Tajnego Klubu Superdziewczyn i Jednego Superchłopaka są przygody i odkrywanie tajemnic!

Do zobaczenia!

Wasza EmiPROFESOR WYFRUWA ZA OCEAN,
CZYLI ZUPEŁNIE NIEPRAWDOPODOBNY POCZĄTEK NASZEJ WIELKIEJ PODRÓŻY

Rok szkolny potwornie się wlókł! Z tygodnia na tydzień przybywało nam obowiązków. Ciągłe kartkówki, prace domowe i sprawdziany. Zdaniem Flory byliśmy po prostu przepracowani! Mimo to Tajny Klub Superdziewczyn działał prężnie. Zajmowaliśmy się kilkoma ważnymi zadaniami. Zbieraliśmy fundusze na leczenie naszej drogiej Bravy¹, która nadal mieszkała w stajni w Żabim Rogu i zaczęła podupadać na zdrowiu. Zaangażowaliśmy się też w pomoc morświnom, braciom Mo², uratowanego w czasie naszej nadmorskiej podróży. Nie było nam łatwo godzić tych działań ze szkołą, ale muszę z dumą powiedzieć, że dawaliśmy radę. Tajne spotkania naszej paczki odbywały się zgodnie z planem. Podczas jednego z nich, kiedy mieliśmy przeprowadzić burzę mózgów³ na temat zdobywania funduszy dla morświnów, wybuchła prawdziwa bomba.

Tajne spotkanie miało się odbyć w Gackowie, czyli w mieszkaniu numer 8 przy ulicy Na Bateryjce 1, gdzie mieszkam z mamą i tatą, czasem też z Czekoladą, labradorem cioci Julii. Od początku wszystko szło nie tak. Mama stwierdziła, że zbyt często zbieramy się u nas. Oznajmiła mi, że to absolutnie wykluczone, aby Tajny Klub Superdziewczyn tak często najeżdżał na nasz dom. Zdziwiłam się, bo zwykle mama nie protestowała i chętnie nas gościła. Tym razem było inaczej.

– W związku z trzema spotkaniami Tajnego Klubu Superdziewczyn, które odbyły się w tym domu, nasz budżet uszczuplił się o koszty zakupu dziewięciu pizz, dziesięciu butelek wody mineralnej, czterech paczek prażonych orzeszków i czterech opakowań pianek. Za łączną kwotę… – Mama przerwała wyliczenia i spojrzała na mnie groźnie. – Jak to możliwe, że grupa pięciu osób jest w stanie pochłonąć takie ilości jedzenia? – zapytała.

Nie miałam dobrej odpowiedzi na to pytanie.

– Może kreatywność wymaga dużej dawki energii? – stwierdziłam.

Wtedy naszą dyskusję przerwał telefon. Mama spojrzała na ekran i po chwili wahania odebrała. Rozmowa nie trwała długo. Usłyszałam tylko, że na coś się zgadza, mówiąc z rezygnacją:

– Jasne, wpadajcie. Ale tym razem to wy sponsorujecie pizzę dla klubu.

Od razu domyśliłam się, że dzwoniła pani Laura, mama Flory. Było więc jasne, że spotkanie jednak odbędzie się u nas! Mega!

Pani Zwiędły wraz z moją przyjaciółką z paczki Florą przyjechały kwadrans przed ustaloną godziną startu klubowego spotkania, czyli przed szóstą wieczorem. Dziewczyny wpadły do naszego mieszkania z wielkim hukiem. Nic dziwnego, bo każde pojawienie się pani Laury w naszym domu – czy gdziekolwiek indziej – wiązało się ze sporym zamieszaniem. Mama Flory uwielbiała znajdować się w centrum uwagi. Nie inaczej było i tym razem.

– Och, dziewczynki! – zapiszczała na powitanie.

Już miała nas uściskać, kiedy mama stanowczym ruchem wskazała jej łazienkę. Od czasu globalnej epidemii każdy gość, którego przyjmowaliśmy w domu, był nakłaniany do dokładnego mycia rąk ciepłą wodą z mydłem.

– Odliczam dwadzieścia sekund – oznajmiła mama i uruchomiła minutnik w swoim smartfonie.

Gdy umyły ręce, pani Laura mogła wreszcie serdecznie nas przywitać. Kiedy już wyrwałam się z uścisku, przyjrzałam się uważnie jej dzisiejszej stylizacji. Miała na sobie bardzo eleganckie ubranie: błękitną sukienkę przepasaną turkusowym paskiem i szpilki tego samego koloru na niebotycznie wysokich obcasach. Mama również zwróciła uwagę na ładny wygląd pani Zwiędły i z odrobiną zazdrości w głosie powiedziała:

– Masz nienaganną figurę, Lauro. Wyglądasz jak z żurnala⁴! Jakie szpilki!

Pani Zwiędły obróciła moją mamę energicznie i obwieściła:

– Popracowałam ostatnio nad sobą. Mam świetnego dietetyka i doskonałego instruktora personalnego. Kilka sesji i ty też możesz wyglądać jak nowa!

Słysząc to, Flora przewróciła oczami, a na znak protestu wyciągnęła z kieszeni baton, prawdopodobnie obrzydliwie słodki.

– Florciu! Skąd masz to paskudztwo? – fuknęła z naganą w głosie jej mama. – Zawiera olej palmowy⁵ i tonę ulepszaczy⁶!

– Ze sklepu – odburknęła Flo i połknęła w całości to, co jeszcze zostało z batonika.

Pani Laura zrobiła zmartwioną minę, ale zaraz, jakby zapominając o problemie, zwróciła się do nas konspiracyjnym szeptem:

– To nie będzie zwykłe spotkanie…

Stanęłam jak wryta. Bo co to miało znaczyć? Przecież to ja jestem szefową Tajnego Klubu Superdziewczyn, a Flora moją przyjaciółką i członkinią paczki. To my znamy plan spotkania! To właśnie my najlepiej wiemy, co będzie się działo w jego trakcie!

– Mamy zamiar zrobić burzę mózgów na temat tego, jak zebrać pieniądze dla morświnów – wyjaśniłam natychmiast.

– To ważne – przyznała pani Zwiędły, ale po chwili dodała: – Chociaż przewiduję, że niebawem wasz klub czeka pewna… hm… rewolucja.

Ta wiadomość spadła na nas jak grom z jasnego nieba! Spojrzałam niepewnie na Florę, ale ona tylko smutno kiwnęła głową.

– Ależ, Lauro – obruszyła się moja mama. – Nie trzymaj nas w niepewności! Cóż to za zmiany?

Zapadła cisza. Wszystkie trzy, łącznie z Florą, która przecież już o wszystkim wiedziała, wpatrywałyśmy się w panią Zwiędły.

Jej mina była bardzo poważna. Pani Laura już-już miała nam wszystko wyjaśnić, kiedy zrobił się straszny harmider. Nagle do mieszkania zaczęli się schodzić pozostali członkowie Tajnego Klubu Superdziewczyn i Jednego Superchłopaka. Pojawiły się Aniela i Faustyna. Kiedy zdejmowały buty w korytarzu, Flora odciągnęła mnie na bok i przekazała mi wiadomość dnia. A właściwie roku, a może nawet kilku ostatnich lat!

– Profesor wyfruwa za ocean!

– Jak to wyfruwa? – zapytałam szeptem.

– Po prostu wyjeżdża na zupełnie inny kontynent – syknęła mi prosto do ucha.

Według mnie to wcale nie było proste!

Potem przyszli Franek i jego tata i nie mogłyśmy dalej rozmawiać. Profesor Kaganek zwykle przywozi syna, ponieważ mieszkają dość daleko.

I tak Tajny Klub Superdziewczyn i Jednego Superchłopaka był już w komplecie. Zrobił się niemały rozgardiasz, bo wszyscy się przekrzykiwali i tłoczyli w naszym ciasnym korytarzu. Z niecierpliwością czekałam na rozwój wydarzeń. Kiedy mamie wreszcie udało się zaciągnąć nas wszystkich do salonu, zauważyłam, że Franek jest bardzo przygnębiony. Poklepałam go przyjacielsko po plecach, ale tylko wzruszył ramionami. Za to pani Laura od razu dopadła profesora i zasypała go pytaniami.

– Czy to prawda, mój drogi? Jaki kierunek? I kiedy nas opuszczacie?

Tata Franka nerwowo spojrzał na syna, a potem zajął miejsce w samym rogu kanapy. Zupełnie nie wyglądał na tego rozgadanego profesora, który zwykle był duszą towarzystwa. Wydawało mi się, że chciał się raczej przed nami ukryć.

– Profesorze! Umieram z ciekawości! – Pani Zwiędły nie dawała za wygraną, kiedy pan Kaganek uparcie milczał.

Wyglądało na to, że profesor nie ma ochoty rozmawiać, ale wreszcie odchrząknął i rozpoczął przemowę:

– Właśnie się okazało, że będę musiał wyjechać na kilka najbliższych miesięcy. Otrzymałem bardzo interesującą ofertę pracy naukowej na pewnym uniwersytecie. To kamień milowy w mojej karierze. Otwierają się przede mną niesłychane możliwości.

– Cóż to za uniwersytet? – zapytała moja mama.

Profesor zawahał się i posłał spojrzenie w kierunku syna, który jeszcze głębiej wcisnął nos w książkę, i wreszcie oznajmił:

– Uniwersytet w Kalifornii.

– To wspaniale! – zawołała natychmiast Aniela. – Zawsze marzyłam, aby pojechać do Kalifornii, szczególnie do Miasta Aniołów!

– Miasto Aniołów? – zdziwiła się Flora. – Co masz na myśli?

– To po prostu L.A., czyli Los Angeles⁷, miasto w Kalifornii. Powstaje tam wiele filmów i seriali – odpowiedziała rozmarzona Aniela.

– Siedziba uniwersytetu znajduje się blisko Los Angeles. My też będziemy mieszkać w okolicach – włączył się pan Kaganek. – Uniwersytet ma wiele służbowych mieszkań dla współpracowników.

– Cudownie, profesorze! – Pani Laura klasnęła w dłonie. – Kalifornia to jedno z najbardziej słonecznych miejsc na świecie! Zazdroszczę! Sama miałam kiedyś wielką ochotę na przeprowadzkę do Kalifornii. Ale to stare dzieje.

Flora łypnęła na swoją mamę i zmrużyła oczy. Wiedziałam dobrze, co to może oznaczać. Przecież znałyśmy się kilka dobrych lat!

– Dopiero teraz się dowiaduję, że o mały włos byłabym Kalifornijką?! – oburzyła się.

– Florciu, to bardzo dawne dzieje. Dostałam ofertę pracy w branży filmowej, zanim jeszcze poznałam twojego tatę – wytłumaczyła pani Zwiędły.

– Czyli mogła pani zostać sławną aktorką w Hollywood⁸ i grać w serialach? – zapytała Aniela, a w jej głosie wyczułam szczery podziw.

– Ależ nie! – zaprzeczyła mama Flory. – Miałam pracować w biurze, zajmować się sprzedażą filmów. Ale zrezygnowałam, a zaraz potem poznałam pana Zwiędłego, który nie chciał słyszeć o wyjeździe do Ameryki.

– Nuda – skwitowała Flo.

– Byłabyś świetną aktorką, Lauro – podchwyciła temat moja mama. – I rewelacyjnie prezentowałabyś się na ekranie.

Pani Zwiędły roześmiała się tylko, machnęła ręką i stwierdziła:

– Stare dzieje! Wróćmy do tematu wyjazdu naszego drogiego profesora!

– Jak widzicie, czeka nas wiele zmian. Przez jakiś czas zamieszkamy za oceanem – oznajmił profesor, a potem spojrzał na Franka i dodał: – Mojemu synowi nie będzie łatwo. Pójdzie do nowej szkoły i…

Ta wiadomość nas zelektryzowała. Wszyscy jak na komendę zwróciliśmy oczy na naszego kolegę, który nadal tkwił w kącie.

– Proszę się nie przejmować! Będziemy z wami w stałym kontakcie – powiedziała Faustyna, która dotychczas milczała. – Jest tyle aplikacji i komunikatorów! Dzisiaj porozumiewanie się jest bardzo proste. Jedna z moich nauczycielek muzyki od miesiąca prowadzi lekcje tylko przez internet.

– Spotkania Tajnego Klubu Superdziewczyn będziemy organizować online – stwierdziłam. – I wrócimy do prowadzenia naszego klubowego bloga⁹.

– Profesorze! Jestem pewna, że Franek na pewno da sobie radę – dodała Aniela. – Też chciałabym zamieszkać w Kalifornii. Może poszłabym na jakiś casting¹⁰? Nawet jeśli nie spotkałabym żadnego sławnego aktora, to i tak byłabym szczęśliwa!

Nie mogłam uwierzyć w to, co właśnie usłyszałam! I to mówi moja serdeczna przyjaciółka, którą znam od przedszkola i z którą zakładałam Tajny Klub Superdziewczyn? Aniela, która nie lubi koloru różowego i nigdy nie chciała zostać księżniczką, marzy o karierze aktorki w Hollywood? I prawdopodobnie chce porzucić naszą paczkę?

Franek, mimo że udawał bardzo zajętego, musiał przysłuchiwać się naszej rozmowie. Wygramolił się wreszcie z kąta, zdjął słuchawki i wrzasnął:

– Dlaczego MNIE nikt nie spytał o zdanie?! Nigdzie się nie wybieram! Więc nie ma potrzeby organizowania żadnych zdalnych spotkań! Nie będziemy używać żadnych komunikatorów!

Znowu zapadła cisza. Bardzo niezręczna cisza. Słyszeliśmy wszystkie szmery, a nawet odgłos wydawany przez jakiegoś owada, który wpadł do mieszkania przez okno. Zrozumiałam, że jako szefowa naszej paczki powinnam zabrać głos, aby rozładować atmosferę.

– Mamy dzisiaj kilka ważnych spraw do omówienia. Proponuję, aby Tajny Klub Superdziewczyn udał się na obrady – zasugerowałam.

– Tajny Klub Superdziewczyn… i Jednego Superchłopaka – zwrócił mi uwagę Franek, a ja aż poczerwieniałam ze wstydu. Jak mogłam tego nie dodać?! I to w takiej sytuacji!

– Przepraszam – bąknęłam pod nosem.

– Nie szkodzi – rzucił Franek z udawaną beztroską.

Potem oznajmił, że jego prawdopodobny wyjazd jest ważną sprawą.

– Chciałbym, abyście poznali kilka faktów o Kalifornii. Bo poza tym, że to wspaniały stan, który bywa określany złotym¹¹ i w którym mieszka wiele sławnych osób, to wcale nie jest tam tak różowo. Co roku Kalifornię nawiedza ponad dziesięć tysięcy trzęsień ziemi! To średnio… ponad dwadzieścia siedem wstrząsów dziennie! – zakomunikował.

Pani Laura pisnęła głośno, a moja mama westchnęła.

– Los Angeles wcale nie jest takie święte – kontynuował nasz przyjaciel. – Miastem rządzą gangi przestępcze! Przez ostatnich trzydzieści lat wybudowano w stanie aż dwadzieścia trzy więzienia, a tylko jeden kampus dla studentów! Wyobrażacie sobie, co to znaczy?

Chyba każdy z nas był poruszony informacjami, które właśnie przekazał Franek.

– Naprawdę chcielibyście, abym ja, Franek Kaganek, zamieszkał w TAKIEJ Kalifornii? – zakończył dramatycznie.

To zabrzmiało bardzo, ale to bardzo groźnie. Profesor westchnął i rad nierad musiał zabrać głos.

– Synu! Większość trzęsień ziemi ma tak małą siłę, że są praktycznie nieodczuwalne. W każdym zakątku świata są gangi, ale my nie będziemy się mieszać w ich porachunki… Więc raczej nic nam grozi.

Siedzieliśmy wokół profesora z nosami zwieszonymi na kwintę. I wtedy odezwała się pani Laura.

– Przed wami bardzo trudne wyzwanie. Przeprowadzić się nagle na drugi koniec świata nie jest łatwo – stwierdziła, na co Franek pokiwał głową.

My na znak solidarności, przerażone trzęsieniami ziemi i gangami buszującymi po Los Angeles, też przytaknęłyśmy.

– Jeśli obaj panowie Kagankowie są otwarci na inne rozwiązania, to mam pewną propozycję – dodała zagadkowo mama Flory.

Frankowi zaświeciły się oczy i wrzasnął na cały głos:

– Ja jestem zainteresowany!

A potem już wszystko potoczyło się błyskawicznie. Nasze świetnie zaplanowane tajne spotkanie Tajnego Klubu Superdziewczyn, podczas którego mieliśmy przygotować konkretny plan pomocy dla naszego morświna Mo i jego braci, przybrało zupełnie inny obrót. Nie uzgodniliśmy nic. Rozmawialiśmy już tylko o podróży do Kalifornii.

A pani Zwiędły wpadła na pomysł, aby Franek zakończył rok szkolny razem z nami.

– To najlepsze rozwiązanie – przekonywała. – Do końca roku mamy tylko cztery miesiące. Profesor może spokojnie wyjechać, zbadać grunt i przygotować mieszkanie w Mieście Aniołów. Franek dotrze potem.

Chłopiec nie wydawał się jednak zadowolony z takiego rozwiązania.

– Boję się latać samolotem. Nie ma mowy, abym sam wsiadł na pokład – zakomunikował.

– No i co z formalną opieką? – zastanawiał się profesor. – Nie mogę Franka tak po prostu tu zostawić, przecież sam sobie nie poradzi.

– Oczywiście, że nie – włączyła się pani Laura. – Ale od czego ma się przyjaciół z Tajnego Klubu! Zaopiekujemy się Frankiem. Może mieszkać u nas, mamy mnóstwo miejsca. Będzie oglądał mecze ze Zwiędłym, bo ja jednak wolę seriale.

Flo groźnie łypnęła na swoją mamę. Nie od dzisiaj było wiadomo, że ona i Franek, delikatnie mówiąc, czasami za sobą nie przepadają. Mieliby wspólnie mieszkać? Ale pani Zwiędły w ogóle nie zauważyła niezadowolonej miny swojej córki.

– Kwestie formalne są na pewno do załatwienia. Musimy tylko sprawdzić wszystko w urzędzie – uspokajała i obiecała, że wykorzysta wyjątkowe zdolności pana Zwiędłego do załatwiania takich spraw.

W końcu opracowaliśmy szczegółowy plan.

Pan Kaganek miał wyruszyć do Ameryki za dwa, może trzy tygodnie. Uniwersytet, który go zatrudniał, już organizował przelot. Na miejscu, w Kalifornii, profesor miał przygotować mieszkanie i rozpocząć poszukiwania szkoły dla Franka. Przylot Franka wstępnie zaplanowano na drugą połowę czerwca.

A wtedy wydarzyło się najlepsze! Okazało się, że Franek nie wybierze się za ocean sam, ale z pełnym składem Tajnego Klubu Superdziewczyn i Jednego Superchłopaka! Pani Laura była pewna, że uda się nam zorganizować wyjazd dla całej paczki, i już roztaczała przed nami fascynujące wizje.

– Wybierzemy się w wielką podróż przez Kalifornię, a może nawet zahaczymy o atrakcje w innych stanach! – przekonywała. – To będzie wyprawa życia!

Nie wszyscy podzielali jej optymizm.

– Ja chyba nie będę mogła pojechać. Rodzice zaplanowali w tym roku bardzo oszczędne wakacje – poskarżyła się Faustyna. – Mamy dużo nieoczekiwanych wydatków.

– Jest recesja¹², Lauro – mruknęła moja mama. – Nie obiecujmy sobie i innym zbyt wiele. To bardzo daleka podróż.

Pani Zwiędły w ogóle się tym nie przejęła i niczym niezrażona kontynuowała:

– Taka wspaniała młodzież jak wy na pewno ma szanse na jakieś stypendium – stwierdziła. – Spróbujemy zgromadzić środki na wasz wyjazd.

To brzmiało naprawdę świetnie! W końcu mieliśmy doświadczenie w znajdowaniu funduszy na różne szczytne cele!

A ja byłam już pewna, że mamy całkiem nową tajną misję!

Kiedy kończyliśmy te wyjątkowo trudne obrady, oznajmiłam:

– Tajny Klub Superdziewczyn i Jednego Superchłopaka wraz z przyjaciółmi kończy na dziś posiedzenie. Wprawdzie nie zrealizowaliśmy naszego celu, ale zaistniały wyjątkowe okoliczności. Przed nami tygodnie ciężkiej pracy, ale nie poddamy się! Zdobędziemy to stypendium! Nowa misja to zorganizować wyjazd za ocean, do Kalifornii!

Aniela, która aż się rwała, aby zobaczyć Hollywood, natychmiast zaintonowała nasze klubowe zawołanie, które miało nam dodawać otuchy.

Karaluchy, szczypawki, pająki,

padalce, jaszczurki i żmije.

Nie boimy się was, dziwolągi,

nocne mary czy włóczykije.

Straszenie nie ujdzie wam płazem.

W Tajnym Klubie trzymamy się razem!

Nic u nas nie wskóra płaczka,

chwalipięta, samolub, zakalec,

tchórz, jędza i zarozumialec.

Tajny Klub to jest superpaczka!

------------------------------------------------------------------------

¹ Brava – klacz, która skradła serca bohaterów w tomie Emi i Tajny Klub Superdziewczyn. Źrebaki i rumaki.

² Mo – morświn, którego przyjaciele znaleźli na plaży w tomie Emi i Tajny Klub Superdziewczyn. Aloha.

³ Burza mózgów – technika rozwiązywania problemów i generowania pomysłów; polega na tym, że podczas dyskusji, bez krytyki i ocen, członkowie grupy dzielą się ze sobą jak największą liczbą pomysłów, również tych nieszablonowych.

⁴ Żurnal – magazyn ilustrowany poświęcony modzie.

⁵ Olej palmowy – w postaci utwardzonej jest dodawany do wielu produktów spożywczych. Mimo że produkty z jego dodatkiem mają zwykle długi okres przydatności do spożycia, jest szkodliwy dla zdrowia.

⁶ Ulepszacze – substancje chemiczne dodawane do produktów spożywczych, aby przedłużyć ich termin przydatności do spożycia lub zapobiec zmianom konsystencji, barwy czy smaku. Zwykle są niekorzystne dla zdrowia.

⁷ Los Angeles – ang. City of Angels, największe miasto w Kalifornii. Powstało z założonej w XVIII wieku hiszpańskiej misji El Pueblo de Nuestra Señora la Reina de los Ángeles del Río de Porciúncula.

⁸ Hollywood – dzielnica Los Angeles i centrum amerykańskiego przemysłu filmowego, gdzie mają siedzibę największe studia filmowe. To również symbol sławy i spełnionych marzeń. Bywa nazywane fabryką snów.

⁹ Blog klubowy – w tomie Emi i Tajny Klub Superdziewczyn. Psy czy koty przyjaciele rozpoczęli prowadzenie klubowych blogów.

¹⁰ Casting – spotkanie, podczas którego wybiera się aktorów do filmu, przedstawienia lub programu telewizyjnego.

¹¹ Złoty stan – Kalifornię określa się po angielsku Golden State, co ma związek z odkryciem tu złota w połowie XIX wieku i gorączką złota, ale także złotymi zachodami słońca nad Pacyfikiem, wypaloną przez słońce na złoto trawą czy mostem Golden Gate w San Francisco.

¹² Recesja – zahamowanie wzrostu gospodarczego w czasie kryzysu. Jej skutkiem może być mniejsza liczba miejsc pracy oraz niższe dochody.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij