-
nowość
-
promocja
Emi i Tajny Klub Superdziewczyn. Dookoła świata. Paryż - ebook
Emi i Tajny Klub Superdziewczyn. Dookoła świata. Paryż - ebook
Bonjour! Dołącz do Emi oraz Tajnego Klubu Superdziewczyn i Jednego Superchłopaka i ruszaj do miasta świateł, miłości i marzeń! Pod Wieżą Eiffla czeka na przyjaciół piknik z chrupiącą bagietką,kremowym camembertem… oraz początek nowej tajnej misji.
Nie ma czasu do stracenia, bo Paryż to prawdziwy raj dla odkrywców:
Luwr, katedra Notre-Dame, artystyczny Montmartre, wieczorny rejs po Sekwanie i wyprawa do królewskiego Wersalu. Wkrótce na paryskim szlaku Emi, Anieli, Flory, Franka, Faustyny, Lucka i Inki Ciekaffskiej pojawiają się zagadkowe symbole – ukrytena starej recepturze, serwetce i… w muzeum. Czy drużyna rozwiąże zagadkę?
I co wspólnego z tą tajemnicą mają wahadło Foucaulta oraz Maria Skłodowska-Curie?
Paryż nie zdradza swoich sekretów tak łatwo… Oh là là!
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Dzieci 6-12 |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8449-130-0 |
| Rozmiar pliku: | 17 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
W Paryżu każda ulica wygląda jak scena z filmu, każdy most skrywa niezwykłą historię, a każdy bulwar ma swoich bohaterów. O poranku nad dachami kamienic unosi się zapach świeżych bagietek i kawy, a kelnerzy rozstawiają na chodnikach małe kawiarnianie stoliki. Wieczorami w wodach Sekwany, rzeki przecinającej Paryż na dwie części, odbijają się tysiące świateł, bo stolica Francji rzadko zasypia przed północą. To miasto sztuki, pokazów haute couture¹, ulicznych muzyków i księgarni. Do późna w nocy w barach i restauracjach toczą się rozmowy o literaturze, polityce i życiu.
W Paryżu przeszłość spotyka się z teraźniejszością – gotyckie katedry sąsiadują z nowoczesnymi galeriami, a stare księgarnie z designerskimi butikami. Nic dziwnego, że właśnie tutaj zaczyna się niejedna wielka przygoda – czasem zupełnie niespodziewanie, tuż za rogiem najbliższej boulangerie². Tutaj marzenia czują się jak u siebie!
Historia miasta
Początki Paryża sięgają czasów starożytnych, gdy na niewielkiej wyspie na Sekwanie – Île de la Cité, położonej w samym sercu dzisiejszego miasta – osiedliło się celtyckie plemię Parisii (Paryzjów). To właśnie od pierwszych mieszkańców tych rejonów Paryż zapożyczył swoją nazwę. W I wieku p.n.e. te tereny podbili Rzymianie. Gdy na wyspie zrobiło się zbyt ciasno, miasto zaczęło rozrastać się na oba brzegi Sekwany. Na lewym brzegu zaczęto zakładać szkoły – tutaj w XIII wieku powstała słynna Sorbona, jedna z najstarszych i najbardziej prestiżowych uczelni europejskich. Jej okolica do dziś jest nazywana Dzielnicą Łacińską – od języka łacińskiego, którym dawniej posługiwali się studenci. Prawy brzeg rozwijał się natomiast jako centrum handlu, administracji i władzy. W średniowieczu w sercu miasta wzniesiono monumentalną Katedrę Notre-Dame, a Paryż stał się jednym z najważniejszych ośrodków Europy.
W 1789 roku wybuchła rewolucja francuska, a hasło „wolność, równość, braterstwo” stało się symbolem nowych czasów. W XIX wieku wyburzono wąskie średniowieczne uliczki i wytyczono szerokie bulwary, i powstały charakterystyczne jasne kamienice.
Miasto zyskało elegancki, uporządkowany wygląd, który podziwiamy do dziś. W tym samym stuleciu powstał najsłynniejszy symbol Paryża – Wieża Eiffla.
W XX wieku Paryż stał się światową stolicą artystów, pisarzy i projektantów mody. Dziś miasto liczy ponad 2 miliony mieszkańców, a cała aglomeracja – więcej niż 12 milionów. I choć rozrosło się daleko poza wyspę, to właśnie na niej wciąż bije jego historyczne serce.
NAJWAŻNIEJSZE ATRAKCJE PARYŻA Z BLISKA
Wieża Eiffla
Wieża Eiffla powstała w 1889 roku z okazji Wystawy Światowej i początkowo miała być konstrukcją tymczasową. Zaprojektował ją inżynier Gustave Eiffel, a budowla wzbudzała ogromne kontrowersje wśród mieszkańców. Dziś jest najbardziej rozpoznawalnym symbolem Paryża i jednym z najczęściej fotografowanych miejsc na świecie.
Sekwana
Sekwana przepływa przez samo serce Paryża i dzieli miasto na dwie części. Rejs statkiem po rzece to atrakcja turystyczna, dzięki której można zobaczyć najważniejsze zabytki z zupełnie innej perspektywy. Wieczorny rejs, gdy miasto rozświetlają tysiące świateł, to niezapomniane przeżycie.
Luwr
Luwr to jedno z największych i najsłynniejszych muzeów sztuki na świecie. Mieści się w dawnym Pałacu Luwru, który przez kilka stuleci był rezydencją królów Francji, zanim dwór przeniósł się do Wersalu. W zbiorach Luwru znajduje się ponad 35 tysięcy dzieł, w tym słynna _Mona Lisa_ Leonarda da Vinci, _Wenus z Milo_ czy _Nike z Samotraki_.
Montmartre
Montmartre to malownicza dzielnica położona na wzgórzu, która przez lata była sercem artystycznego Paryża. Mieszkali tu i tworzyli tacy artyści jak Picasso i van Gogh. Na szczycie wzgórza wznosi się biała Bazylika Sacré-Cœur. Stąd rozciąga się jeden z najpiękniejszych widoków na miasto.
Bastylia
Bastylia była dawną paryską twierdzą-więzieniem, której zdobycie 14 lipca 1789 roku stało się symbolem wybuchu rewolucji francuskiej i walki o wolność.
Pola Elizejskie i Łuk Triumfalny
Pola Elizejskie to jedna z najsłynniejszych i najbardziej eleganckich alei świata. Łączy Plac Zgody z Łukiem Triumfalnym wzniesionym na polecenie Napoleona Bonapartego dla upamiętnienia zwycięstw armii francuskiej. Z tarasu widokowego na szczycie łuku można zobaczyć promieniście rozchodzące się ulice tworzące charakterystyczny układ miasta.
Ogrody Luksemburskie
Ogrody Luksemburskie to jedno z ulubionych miejsc odpoczynku Paryżan. Znajdują się na lewym brzegu Sekwany, w pobliżu Sorbony i Dzielnicy Łacińskiej. W centrum ogrodów stoi Pałac Luksemburski, w którym dziś mieści się francuski senat. Latem dzieci puszczają w tym parku małe żaglówki w fontannie, a mieszkańcy czytają książki na charakterystycznych zielonych krzesłach.
Katedra Notre-Dame
Katedra Notre-Dame wznosi się na wyspie Île de la Cité i jest jednym z najważniejszych zabytków Paryża. Budowę rozpoczęto w XII wieku, a jej strzeliste wieże i kamienne rzeźby są arcydziełem architektury gotyckiej. W 2019 roku katedra ucierpiała w wyniku pożaru, jednak została starannie odrestaurowana i ponownie udostępniona odwiedzającym.
Wersal
Około 20 kilometrów od centrum Paryża, w Wersalu, znajduje się kompleks pałacowy przez ponad sto lat będący główną rezydencją francuskich królów. To tutaj mieszkał Ludwik XIV, zwany Królem Słońce, który uczynił z Wersalu symbol potęgi monarchii.
Smaki Paryża
Paryska kuchnia to prawdziwa uczta dla zmysłów. O poranku pachnie świeżymi croissantami, maślanymi brioche³ i chrupiącymi bagietkami kupowanymi w pobliskiej _boulangerie_.
W małych cukierniach kuszą kolorowe makaroniki, tarty owocowe i czekoladowe eklerki.
Na targach można znaleźć dziesiątki rodzajów serów, a w kawiarniach serwowane są tradycyjna zupa cebulowa z zapiekaną grzanką albo croque monsieur⁴ – zapiekana kanapka z szynką i serem, oraz croque madame⁵ – z jajkiem sadzonym na wierzchu.
W propozycjach deserowych prym wiedzie karmelizowany crème brûlée⁶, którego chrupiącą skorupkę rozbija się łyżeczką.
Paryżanie celebrują jedzenie bez pośpiechu i nawet ze zwykłego śniadania robią małe święto.
Paryż zaprasza na wielką przygodę!
Z TAJNEGO DZIENNIKA EMI
_Wreszcie tu jesteś! Za chwilę przekonasz się, że czeka Cię coś naprawdę wyjątkowego. Dołączenie do Tajnego Klubu Superdziewczyn i Jednego Superchłopaka to nie jest bułka z masłem. U nas zawsze się dzieje bardzo dużo!_
_Zacznijmy od podstaw. Oficjalnie nazywam się Stanisława Emilia Gacek, ale dla wszystkich jestem po prostu Emi. Mieszkam przy ulicy Na _Bateryjce_ 1, na drugim piętrze, razem z mamą Justyną i tatą Kubą. Czasem wpada do nas Czekolada – labradorka mojej cioci Julii. Cały dom staje wtedy do góry nogami, bo Czekolada uważa, że ona tu rządzi. I szczerze mówiąc… może mieć rację._
_Na co dzień chodzę do szkoły, gram na pianinie, czytam książki i próbuję ogarniać rzeczywistość jak każda normalna dziewczyna. Tyle że moje życie nie jest całkiem zwyczajne. Pst! Tu zaczynają się sekrety._
_Jestem założycielką i szefową Tajnego Klubu Superdziewczyn! A jak wiadomo, żaden klub nie istnieje bez członków. W naszej paczce jest ich kilkoro, każdy z nas jest inny, ale razem tworzymy ekipę nie do zatrzymania._
_A ja? Lubię działać, łączyć fakty i wpadam na pomysły szybciej, niż inni zdążą powiedzieć „niemożliwe”._
_Nasza przygoda zaczęła się od zabawy, ale zaraz pojawiły się pierwsze poważne tajne misje. Dziś działamy na pełnych obrotach – rozwiązujemy zagadki, pomagamy zwierzętom, bierzemy udział w ważnych projektach i podróżujemy dalej, niż kiedykolwiek marzyłyśmy._
_Aniela to mistrzyni planowania. Nie cierpi księżniczek ani koloru różowego i uważa, że dobra strategia jest ważniejsza niż brokat._
_Flora kocha zwierzęta i zawsze mówi wprost, co myśli – a to czasem wywołuje małe trzęsienie ziemi._
_Faustyna jest wrażliwa i bardzo muzykalna – gra na harfie tak pięknie, że potrafi zaczarować nawet najbardziej ponury dzień._
_Mamy też w naszej drużynie… chłopaka. Zaskoczenie? Franek – syn profesora Kaganka – przeszedł wyjątkowo trudne testy, aby dostać się do paczki._
_Każdy dzień przynosi nam nowe wyzwania albo pomysły na kolejną wyprawę. Ale to profesor Kaganek i pani Laura Zwiędły, mama Flory, rzucili nas na głęboką wodę. Zaproponowali, abyśmy zawalczyli o prestiżowe stypendium naukowe. I od tamtej chwili wszystko nabrało zawrotnego tempa._
_Wyruszyliśmy aż za ocean – do Kalifornii, gdzie zajmowaliśmy się obserwacją słoni morskich. Zwiedziliśmy Nowy Jork, dlatego doskonale wiemy, skąd wzięła się jego nazwa „Wielkie Jabłko”. Przemierzaliśmy Szwecję śladami Pippi Pończoszanki, zajadaliśmy się tapas w słonecznej Hiszpanii i dotarliśmy do Rovaniemi – wioski Świętego Mikołaja. Byliśmy też w Londynie, gdzie – po obowiązkowej popołudniowej herbatce – rozwiązaliśmy zagadkę godną samego Sherlocka Holmesa. A ostatnio odwiedziliśmy słoneczną Italię._
_Można śmiało powiedzieć, że połknęliśmy bakcyla podróżowania. W końcu świat jest pełen zagadek, smaków i miejsc, które tylko czekają, aż je odkryjemy. I coś mi mówi, że nasze przygody nabierają tempa. Bo kiedy tylko na horyzoncie pojawia się nowy kierunek, długo się nie zastanawiamy. Tam, dokąd się właśnie wybieramy, nie ma miejsca na nudę. Więc pakuj walizkę i dołącz do nas!_
_Emi_FUGA, WIERTARKA I IMPRESJONIŚCI,
CZYLI JAK PANI LAURA ZORGANIZOWAŁA NAM OBOWIĄZKOWY UDZIAŁ WE FRANCUSKIM FESTIWALU WSZYSTKIEGO
Gdyby ktoś mi powiedział, że wszystko zacznie się od wiertarki, fugi i koszuli z kołnierzykiem, parsknęłabym śmiechem i poprosiłabym o… inny zestaw pytań.
Tego dnia obradowaliśmy na poddaszu w domu państwa Zwiędłych – w naszej Tajnej Bazie Numer Dwa (nazwa oficjalna, zatwierdzona przez Tajny Klub Superdziewczyn i Jednego Superchłopaka).
Ostatnio spotykamy się tu coraz częściej. Powód jest prosty: prawdziwa przestrzeń, która pozwala nam rozpędzić się z pomysłem! I gdzie nie zahaczamy łokciami o lampę! Bo odkąd założyliśmy naszą paczkę, minęło już kilka lat. Kilka! To prawie wieczność w przeliczeniu na szkolne semestry.
Nie jesteśmy już tymi szkrabami z zerówki, którym wystarczyły koc, dwa krzesła i hasło „tajne zebranie”, żeby czuć się jak agenci specjalni. Urośliśmy i się zmieniliśmy. A nasze stare legginsy i T-shirty z działu dziecięcego przeszły na zasłużoną emeryturę. Niektóre w dość dramatycznych okolicznościach.
Franek twierdzi, że to „aktualizacja wersji człowiek 2.0”. Aniela mówi, że „to normalne”. A ja zaczynam zauważać, że skoro rosną nam nogi, pomysły i ambicje, to baza też musi rosnąć razem z nami.
W końcu nie da się planować wielkich rzeczy w miejscu, w którym sufit jest niżej niż nasze marzenia! Banalne! A dla porządku dodam, że pierwsza i legendarna Baza Numer Jeden znajduje w moim pokoju pod stołem przy ulicy Na Bateryjce 1. I na zawsze pozostanie epickim miejscem, w którym zaczęła się historia naszej paczki. A kto nie wierzy, niech sięgnie po moje pierwsze zapiski⁷!
Stawiliśmy się u Flo w komplecie i przeglądaliśmy tajne dzienniki oraz archiwum dawnych misji. Kartki szeleściły, spomiędzy stron wypadały zasuszone bilety, mapki z zaznaczonymi trasami i hasła zapisane naszym sekretnym szyfrem.
– O, tu jest Operacja Sprzątanie Plaży⁸! – szepnęła Fau z przejęciem, jakby właśnie odkryła zaginiony skarb. – Pamiętacie, ile worków śmieci zebraliśmy?
– A tu wakacje w siodle⁹! – zawołał Franek. – Kiedy opiekowaliśmy się źrebakami i wstawaliśmy skoro świt. I prawie wcale nie narzekałem.
W tajnych dziennikach były nasze zdjęcia, notatki i tajne zapiski. A każda strona to jak portal do innej przygody.
Atmosfera była dokładnie taka, jaką lubimy najbardziej: trochę podniosła, pełna skupienia i energii. Czuliśmy wszyscy, że zaraz zacznie się coś naprawdę ważnego. Już nabrałam powietrza, aby uroczyście rozpocząć zebranie, gdy Flora wstała.
– Zanim zaczniemy – powiedziała i zakasłała trzy razy dla zwrócenia naszej uwagi – muszę ogłosić coś ważnego.
Jeśli Flora mówi „ogłosić”, to znaczy, że sprawa jest poważna. Prawie jak alarm.
– To może być jedno z ostatnich spotkań w naszej Bazie Numer Dwa. – Jej słowa zawisły w powietrzu, a w mojej głowie dźwięczało „ostatnich”.
– Mama planuje tu wielki remont – wyjaśniła Flo.
Nie „przemalowanie ściany”. Nie czas na „nową półkę”. Ale… Wielki. Remont.
Poczułam, jak coś ściska mnie w brzuchu.
Nasza baza. Nasze miejsce narad. Nasze archiwum. I co teraz? Gdzie my się podziejemy?
– Nieeeee – wyrwało się Fau. – Stracimy miejsce spotkań?
– Nie na zawsze – oznajmiła Flo. – Najwyżej na dwa miesiące. Góra trzy. No może plus kolejne trzy?
Patrzyliśmy na nią w osłupieniu.
– To długo – wyjąkała Faustyna. – Dłużej niż cały semestr w szkole!
– Obiecuję, że potem nie poznacie tego miejsca! – odpowiedziała szybko Flo. – Zaproszę was na prawdziwe salony!
– Ale mnie tutaj się bardzo podoba – chlipnęła Fau.
– A ja mówię o prawdziwych zmianach. Co powiecie na szeroką kanapę, która zmieści nas wszystkich, ogromny stół z regulacją wysokości i stanowisko obserwacyjne z lunetą? – entuzjazmowała się Flora.
– Ooooo! – Franek zareagował natychmiast. – Będziemy tu urządzać nocowanki. Najlepsze warunki do obserwacji nieba są nocą!
– A pomyślałaś o drabinkach gimnastycznych i linach do podciągania? – zapytała Aniela i zeskoczyła z worka, po czym zupełnie bez wysiłku zrobiła mostek.
Flora zmrużyła oczy.
– To byłoby super… pod warunkiem, że to miejsce nie zamieni się w park linowy.
– Ja jestem za – przyznałam szybko. – Ostatnio wkręciłam się w tenis. Mama twierdzi, że mistrzowie trenują niezależnie od okoliczności. Nawet podczas remontu.
– Cieszcie się, że w ogóle mamy tu wstęp – oświadczyła Flora. – Stoczyłam z mamą batalię. Chciała zrobić tu salę do jogi i pilatesu!
Aniela spojrzała na nas poważnie i oznajmiła:
– To byłby zamach na Tajny Klub Superdziewczyn.
– I Jednego Superchłopaka – doprecyzował Franek, unosząc palec.
– Więc nie obiecuję wam drabinek, dmuchanych materaców i wodotrysków – westchnęła Flo. – Podczas remontu będę mieć w domu prawdziwy młyn.
– U nas dwa miesiące zmieniły się w pół roku – przypomniała Aniela. – Mieszkaliśmy u babci. Do dziś śni mi się zapach kompotu i jej ulubione zdanie: Zostaw to, dziecko!
Flora przewróciła oczami i spytała:
– Nie mów, że będę musiała się wyprowadzić?
– To chyba jasne – powiedziałam z miną eksperta od katastrof budowlanych. – Za kilka dni spakujesz swoje rzeczy i fruuu! Wylądujesz w wynajętym mieszkaniu.
Flora pobladła.
– Ale ja kocham swój pokój…
– Remont to prawdziwe trzęsienie ziemi – wtrącił się Franek. – Szkoła przetrwania. Najpierw znikają meble, potem podłoga, potem rodzice zaczynają przekrzykiwać się przez hałas wiertarki…
– COOO?! – zawołała Fau na próbę.
– ŻE GDZIE JEST POZIOMICA?! – zapytał podniesionym głosem Franek, udając tatę.
– A potem – dodałam z powagą – zaczynają się poważne spory.
– Jakie spory? – szepnęła Flora.
– Na przykład: czy ten kolor to delikatny beż, czy smutna kasza manna. Albo czy półka miała być trzy centymetry w lewo, czy w prawo. I kto właściwie powiedział, że remont potrwa tylko chwilkę.
Aniela pokiwała głową.
– U mnie rodzice przestali ze sobą rozmawiać. Przez cały miesiąc jedynie negocjowali!
– Czyli co? – zapytała Fau dramatycznie. – Przede mną Misja Przetrwać Remont?
Spojrzeliśmy po sobie.
– Eee… – powiedział Franek. – Szczerze? To raczej misja specjalna dla rodziców.
– My najwyżej stracimy dostęp do bazy – zachichotałam. – A oni stracą cierpliwość!
Flora westchnęła.
– W takim razie ogłaszam, że Tajny Klub Superdziewczyn i Jednego Superchłopaka pozostaje w gotowości bojowej. W razie czego dostarczymy herbatę, ciastka i zorganizujemy pomoc psychologiczną – oznajmiłam z powagą.
W końcu to ja byłam szefową i powinnam wiedzieć, kiedy okazać wsparcie naszej drużynie.
– I stopery do uszu – dodała Fau.
Bo jedno było pewne: remont może wywrócić dom do góry nogami… ale naszego klubu – nigdy!
– Nie damy się! – ogłosił Franek.
I wtedy drzwi do naszej bazy otworzyły się z rozmachem, jakby właśnie wkroczył tu huragan o imieniu… pani Laura.
Rozejrzała się czujnie, jak ktoś, kto szuka ostatniego spokojnego miejsca w promieniu pięciu kilometrów od wiertarki.
– Czy tu obowiązuje jeszcze strefa bez rozmów o fugach? – zapytała konspiracyjnym szeptem.
– Potwierdzam – zachichotała Flora. – Hasło dnia: zero gresu.
– Zero gresu, zero stresu – mruknęła na to jej mama.
Pani Laura opadła na jedyny wolny worek – ten zapasowy, który trzymaliśmy na wypadek nagłej wizyty Inki Ciekaffskiej (ostatnio wpadała częściej niż powiadomienia w telefonie) albo Lucka (Nie, wcale się nie zarumieniłam. To tylko mój sąsiad. I zupełnie przypadkiem lubimy spędzać wspólnie czas). Ale teraz nie o tym. Worek, na którym usiadła pani Zwiędły, jęknął dramatycznie, jakby przeczuwał ciężar sytuacji.
Pani Laura przysłoniła oczy dłonią i westchnęła tak przeciągle, że przez chwilę obawiałam się, czy nie ogłosi końca cywilizacji.
– Jeśli jeszcze raz usłyszę słowo fuga… – zaczęła słabo – …to ja zniknę w szczelinie.
Spojrzeliśmy po sobie. Sytuacja wyglądała na poważną.
– Na pewno już wiecie, że zaplanowaliśmy wielki remont. Jesteśmy w trakcie przygotowań, a ja już prawie pokłóciłam się ze Zwiędłym – wyznała dramatycznie. – O odcień farby. Siedemnaście A czy siedemnaście B. To jest, proszę was, różnica jak między wanilią francuską a wanilią w świetle zachodzącego słońca.
– Brzmi poważnie – szepnęła Fau.
– A rozmowy z fachowcami? – ciągnęła pani Laura. – Jeden mówi: spokojnie, drugi: zobaczymy, trzeci: da się zrobić. A ja już wiem, że to oznacza: nie da się, ale spróbujemy.
– To klasyka gatunku – mruknął Franek.
Pani Laura nagle się wyprostowała, a w jej oczach pojawił się błysk. A to oznaczało, że w jej głowie właśnie rodzi się plan.
– Koniec tego bałaganu! – oświadczyła z mocą, jakby właśnie podpisywała traktat pokojowy z wiertarką. – Potrzebuję kultury. Muzyki. Światła. Czegoś, co nie jest próbnikiem kolorów.
W bazie zrobiło się cicho. Zdecydowanie za cicho!
Bo wizja kultury w wykonaniu pani Laury brzmiała jak początek bardzo eleganckich kłopotów. Wszystkie nasze dotychczasowe wyprawy po kulturę zaczynały się od słów: _„_Proszę się ubrać stosownie”. A „stosownie” oznaczało zazwyczaj rzeczy, które uwierają, gryzą albo wyglądają jak deser.
Suknia w kształcie wielkiej bezy? Obowiązkowo. Lakierki, w których palce wiodły własne życie? Oczywiście! Fryzura „zróbmy coś z tymi włosami”? O tak.
Spojrzałam na Anielę (legginsy, czyli pełna gotowość bojowa), na Fau (bluza z kapturem w trybie komfort), na Franka (T-shirt z dziwną ilustracją) i Florę (rozciągnięta bluza, trampki i włosy związane w niedbały kucyk).
– Czyli? – zapytałam ostrożnie.
– Festiwal francuski – oznajmiła z energią. – Wystawy, koncerty, francuskie przysmaki, rozmowy o sztuce zamiast o silikonie!
Ożywiła się tak bardzo, że aż poprawiła włosy upięte w wysoki kok, i wstała.
– I idziemy tam całą paczką. Ja i wy!
– My? – wyrwało się nam chórem.
– Oczywiście. Potrzebuję towarzystwa, które nie będzie dyskutować o grubości płytek, tylko o impresjonistach, Wieży Eiffla, kawiarniach nad Sekwaną i zapachu świeżych croissantów o poranku.
– Czy to obowiązkowe wyjście? – zapytała natychmiast Aniela. – Bo tak się składa, że mam treningi.
– A ja wybieram się na lekcje tenisa – mruknęłam pod nosem.
Pani Laura omiotła nas wzrokiem.
– Znacie mnie chyba? Ja nie zostawiam spraw przypadkowi! – oznajmiła z miną generała przed paradą zwycięstwa. – Miejsca rozchodziły się jak ciepłe croissanty, więc zarezerwowałam kilkanaście biletów!
Wyjęła z torebki eleganckie kartoniki i rozdała je nam z rozmachem.
Na każdym z nich, drukowanymi literami, widniał napis:
L’INSTITUT FRANÇAIS VOUS INVITE AU FESTIVAL FRANÇAIS DE TOUT !
Wpatrywaliśmy się w tekst w skupieniu.
– L… In… sty… – zaczęła Fau.
– Frą… frą… – próbował Franek, marszcząc brwi tak mocno, że prawie zrobiła mu się zmarszczka.
– To chyba jest w jakimś innym języku – szepnęła Aniela odkrywczo, a my wybuchnęliśmy śmiechem.
– Instytut Francuski zaprasza na Francuski Festiwal Wszystkiego – wyręczyła nas pani Laura z wyraźną satysfakcją.
Zabrzmiało poważnie, a nawet… jakby elegancko.
– A czy – zaczął ostrożnie Franek, unosząc rękę jak na lekcji – będzie jedzenie?
Pani Laura uśmiechnęła się tajemniczo.
– Będzie kultura.
Zapadło milczenie.
– Już za tydzień powita nas sam attaché¹⁰ – dodała z błyskiem w oku. – Pracownik ambasady – wyjaśniła, widząc nasze miny.
I słusznie, bo to słowo zabrzmiało jeszcze bardziej zagadkowo niż „fuga”.
Spojrzeliśmy po sobie. Wyglądało na to, że przed nami prawdziwa międzynarodowa przygoda.
Już mieliśmy zapytać o szczegóły, kiedy pani Laura obwieściła tonem, który zawsze zwiastuje katastrofę:
– Obowiązuje dress code.
Zrobiło się cicho.
– Jaki… dress code? – wykrztusiła Fau.
– Elegancki. Francuski. I stylowy.
Aniela spojrzała na swoje legginsy i usiłowała nas przekonać, że mają coś wspólnego z elegancją.
– Czy sportowa elegancja też się liczy?
– Dres to stan ducha – zauważył Franek poważnie.
Pani Laura uśmiechnęła się niebezpiecznie.
– Powiedzmy, że tym razem duch będzie musiał założyć coś z kołnierzykiem.
Jęknęliśmy jednocześnie.
Wyglądało na to, że przed nami nie tylko Misja Przetrwać Remont, lecz także – Przetrwać dress code.