-
nowość
-
promocja
Emi i Tajny Klub Superdziewczyn. Kociaki adopciaki - ebook
Emi i Tajny Klub Superdziewczyn. Kociaki adopciaki - ebook
Mrucząca tajemnica i kocie przygody z Tajnym Klubem Superdziewczyn!
Przyjaciele biorą udział w akcji poszukiwania domów dla bezdomnych kotów. Kiedy zaginie Fiolka, ich ukochana podwórkowa kotka, paczka wyrusza na misję ratunkową, która doprowadzi ich do kociego domu tymczasowego. Poruszeni losem mruczących podopiecznych, zrobią wszystko, aby im pomóc.
Czy czekające na adopcję kociaki znajdą kochających opiekunów i wspaniałe domy? I czy wreszcie Emi, Franek, Flora, Faustyna i Aniela z pomocą Felka, Lucka i pewnej kociej ekspertki odnajdą zagubioną Fiolkę? Nie wykręcajcie kota ogonem – czas na nową szaloną przygodę!
Zostań przyjaciółką Emi, a nigdy nie będziesz się nudzić. Przyjaźń, przygody i tajemnice to specjalność Tajnego Klubu Superdziewczyn.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Dzieci 6-12 |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8449-314-4 |
| Rozmiar pliku: | 17 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Hejka! Tu Emi!
Stęskniłyście się? Stęskniliście się? Ostatnio w naszej paczce odbywały się same wyprawy i eskapady.
Miałam pełne ręce roboty.
Planowanie, tajne spotkania, a nawet trudne negocjacje. Ech, nie jest łatwo pełnić funkcję szefowej Tajnego Klubu Superdziewczyn i Jednego Superchłopaka.
Ale po kolei, bo na pewno chcecie się dowiedzieć! Najpierw wylogowaliśmy się z komputerów i wybraliśmy na przygodowy górski rajd połączony z marszem na orientację¹. W trakcie zawodów rywalizowaliśmy z dużo od nas starszymi uczestnikami, więc – banalne – nie mieliśmy szans otrzymać nagrody za najszybsze pokonanie trasy. Ale to nic, bo udało nam się przeprowadzić aż dwie tajne misje! W trakcie wędrówki przekonaliśmy się, że w górach trzeba być naprawdę czujnym. Pomogliśmy dwóm niesfornym przedszkolakom i uratowaliśmy uwięzioną owieczkę. A potem po raz pierwszy trafiliśmy do parku ciemnego nieba i podziwialiśmy… naturalną ciemność! Nie słyszeliście nigdy o takich rezerwatach? Światło przemysłowe zaśmieca atmosferę i z tego powodu na świecie jest coraz mniej miejsc, w których jest naprawdę ciemno. Dlatego powstają parki ciemnego nieba, zlokalizowane tam, gdzie sztuczne światło prawie nie dociera i gdzie można się zachwycać niemal idealną ciemnością. Te miejsca są tak samo ważne jak rezerwaty przyrody. Poszukajcie podobnego w swojej okolicy. W takiej przestrzeni można gołym okiem zobaczyć gromady gwiazd, mgławice i meteory, których nie dostrzeżecie w mieście.
Od powrotu z rajdu już nie zapominam o gaszeniu światła w mieszkaniu. I ja, i cały Tajny Klub Superdziewczyn postanowiliśmy ograniczać korzystanie ze sztucznego oświetlenia. Może dzięki temu zobaczymy więcej gwiazd? I oczywiście zaoszczędzimy sporo energii. To nasza mała cegiełka na rzecz Ziemi.
A jeśli jesteśmy już przy tematach związanych z ekologią, to na pewno wiecie, że pojechaliśmy też do Szwecji². To był szalony wyjazd! Opychaliśmy się bułeczkami cynamonowymi, zwiedzaliśmy Sztokholm, który jest stolicą tego kraju, i co rusz wpadaliśmy na Pippi! Tak, mam na myśli TĘ Pippi! Uważacie, że to niemożliwe, bo to postać fikcyjna? Przekonajcie się sami! Mieliśmy też okazję spotkać się z rodziną łosi i przebywać w plenerze. Bo obcowanie z naturą to ulubiony sposób Szwedów na spędzanie wolnego czasu.
Najważniejsze, że podczas tych wypraw byliśmy wszyscy razem. Tajny Klub Superdziewczyn i Jednego Superchłopaka w komplecie: Aniela, Faustyna, Flora, Franek i ja – Emi, szefowa naszej paczki. Mega!
Uwaga! Muszę w tym miejscu dodać coś ważnego. Jesteśmy grupą przyjaciół i zwykle doskonale się rozumiemy, więc nie nadużywam szefowania. Jestem po prostu ostatnią deską ratunku, kiedy sprawy mają się nie za dobrze.
Pewnie się zorientowaliście, że pominęłam kogoś, kto dołączył do rajdu i wziął udział w szwedzkiej wyprawie. To Lucek Czapla, mój sąsiad z pierwszego piętra. Niezły z niego piechur i świetny towarzysz wędrówek, więc zaprosiliśmy go na oba wyjazdy. Nie puszczajcie do mnie oka. To wcale nie był mój pomysł!
Trzymajcie się mocno, bo po serii podróży Tajny Klub Superdziewczyn i Jednego Superchłopaka ma mnóstwo energii i czuję, że wydarzy się coś całkiem niezwykłego.TORNADO W DOMU, CZYLI MAMA ZMIENIA PRACĘ
Ostatnio przez nasz dom przechodzi tornado. Wszystko wokół wiruje, a siła tego wiru jest tak duża, że dosłownie zmiata część mojego otoczenia.
Mama zmienia pracę. Chyba teraz wszystko jest jasne. W domu mamy rewolucję.
A zaczęło się bardzo niewinnie. Od rodzinnej wycieczki na najlepsze lody w mieście, które całkiem niedawno zaczęto sprzedawać w kawiarni „Pod Jednorożcem” w naszej dzielnicy. Kocham lody ze sklepu, szczególnie te w kubeczkach, wielosmakowe, z kawałkami czekolady. „Jednorożec” to jednak wyższa szkoła jazdy.
To prawdziwe lodowe szaleństwo!
Porcje są olbrzymie i nakładane do porcelanowych miseczek w kształcie wielkich rożków. A smaki serwują jak z bajki! Na przykład sorbet z czekolady z malinowymi chipsami i migdałową polewą, ananas z rukolą na chruście czekoladowym albo chałwa z musem pistacjowym. Brzmi nieźle! Po prostu sztos! Stolik w „Jednorożcu” trzeba rezerwować z co najmniej tygodniowym wyprzedzeniem, więc kiedy mama oznajmiła, że się tam wybieramy, od razu się zorientowałam, że coś się szykuje.
Na miejscu okazało się, że obsługa kawiarni zaliczyła opóźnienie i musimy czekać na stolik. Kiedy w końcu dostaliśmy miejsce, od razu zamówiliśmy nasze ulubione smaki – mama sernik z porzeczką, tata gorzką czekoladę, a ja słony karmel. Mniam! Rozmawialiśmy potem o różnych fajnych sprawach, a kiedy przyniesiono nasze zamówienie, mama z uroczystą miną ogłosiła:
– Mam wam coś ważnego do powiedzenia!
Spojrzałam na nią zaintrygowana, a ona wypaliła:
– Zmieniam pracę!
– Jak to? Tak po prostu? – zdziwiłam się. – Przecież zawsze twierdziłaś, że masz ciekawe obowiązki i fajnych kolegów.
– Uznałam, że moja misja w tym miejscu się zakończyła i muszę iść do przodu – wyjaśniła mama.
Zabrzmiało to bardzo tajemniczo. Bo czy mama w obecnej pracy chodzi do tyłu?
Ech, ci dorośli! Proste sprawy stają się prawdziwą łamigłówką!
Zaraz jednak dotarło do mnie, że tata w ogóle nie komentuje sytuacji, tylko uśmiecha się do mamy i spokojnie pałaszuje swój deser lodowy.
Wtedy uświadomiłam sobie, że ja, Stanisława Emilia Gacek, szefowa Tajnego Klubu Superdziewczyn i Jednego Superchłopaka, jestem jedyną osobą w tym gronie, która nie miała pojęcia o nadchodzących zmianach.
– A więc to tak! Jak zwykle dowiaduję się o wszystkim ostatnia! – oznajmiłam z przekąsem. Potem wlepiłam nos w moją miseczkę w kształcie rożka i skupiłam się na jedzeniu lodów.
Dziś jednak smakowały mi mniej niż zwykle – jakby też obraziły się na tę niefortunną sytuację.
– Musiałam skonsultować wszystko z tatą, bo moja nowa praca będzie związana z wyjazdami. Musimy na nowo poukładać naszą domową rutynę – oświadczyła mama.
– Emi, nie czuj się pokrzywdzona – dodał tata pojednawczo. – Oczywiście wiedziałem, że mama stara się o nową posadę, ale efekt też poznałem dopiero przed chwilą.
Potem wyjął kalendarz i… bach – nasz dotychczasowy rodzinny plan tygodnia właśnie przeszedł do historii. Rodzice przemeblowali wszystko: kto, kiedy i gdzie mnie odwozi, zajęcia dodatkowe wskoczyły na nowe orbity, a nawet sprzątanie i gotowanie dostały własny, podejrzanie ambitny grafik.
– Teraz ja bardziej zaangażuję się w prowadzenie domu – oznajmił na koniec tata, po czym dodał z entuzjazmem, zacierając ręce: – W końcu mamy równouprawnienie i jestem pewien, że świetnie sobie poradzę. Zwłaszcza w kuchni!
– Jasne! – potwierdziłam. – W końcu pełniłeś funkcję trenera naszej gotującej ekipy Niezłe Ziółka!³
– Mam też kilka pomysłów na lepszą organizację przestrzeni w domowej pralni. – Tata nadawał jak nakręcony.
Za to mama zupełnie wyłączyła się z dyskusji, smakowała lody i rozmarzonym wzrokiem błądziła po suficie kawiarni.
– Mama musi teraz odreagować – wyjaśnił tata. – Rekrutacja do nowej pracy zawsze jest stresująca.
Pomyślałam, że skoro wprowadzamy tyle zmian, to i ja zapowiem jakieś reformy!
– Muszę mieć nowy telefon – oświadczyłam. – Teraz komunikacja jest najważniejsza, a stary już słabo sobie radzi.
Tata zmarszczył czoło, ale zapisał coś w swoim kalendarzu.
– I powinniśmy zrobić mi wreszcie kartę miejską. Będę wracała czasami do domu autobusem – dodałam.
Ta informacja nie uszła uwagi mamy. Jej oczy wróciły z wyższych poziomów, a czujny wzrok spoczął na mnie.
– Stanisławo Emilio Gacek – obruszyła się. – O samodzielnej jeździe komunikacją miejską porozmawiamy za dwa lata.
Nadal jesteś małą dziewczynką.
– Jestem prawie dorosła – zaprotestowałam. – Znam wiele osób w moim wieku, które mogą jeździć autobusem.
– Mamy pewne zasady – nie poddawała się mama. – W tej sprawie nie negocjuję.
Westchnęłam. No cóż. Jak widać, zmiany nie są dla wszystkich.
Najgorsze przyszło jednak po powrocie do domu. Mama jakby dostała przypływu energii i ogłosiła oczyszczanie przestrzeni. Nastąpiły wielkie porządki i zaglądanie we wszystkie kąty. Brrrr! Nie cierpię tego!
Mimo że miałam zaplanowany perfekcyjnie cały dzień (oczywiście dzięki temu, że używam do planowania Szkolnika⁴), mama zrobiła gruntowny przegląd mojego pokoju. Miała zamiar zaangażować mnie do wielkiego sprzątania, choć wcale nie było mi to na rękę!
– Nie wiedziałam, że twoja nowa praca oznacza masę roboty dla mnie – prychnęłam. – Mój dzień jest już idealnie rozplanowany i nie wcisnę nawet najmniejszej szpileczki.
– Emisiu! – Mama była wyraźnie zaskoczona. – Zaimponowałaś mi. Jesteś ekspertką od planowania! Mnie w soboty zwykle czas przecieka przez palce.
– Mam swoje sposoby i narzędzia – burknęłam. – Mogę cię nauczyć. Na pewno przyda ci się to w nowej pracy.
Ci dorośli! Mają poważne trudności, aby się porządnie zorganizować. A sprawiają takie dobre wrażenie. Banalne!
– Zacznijmy od wygospodarowania kwadransa na porządki. Twój pokój został nam jako ostatni. – Mama sprytnie wykręciła się od szkolenia z planowania czasu.
Trudno, jej strata. Mogłabym ją nauczyć, jak koncentrować się na priorytetach. Ja do ważnych zadań na dziś na pewno nie zaliczę pucowania pokoju.
Ja już mam swoje priorytety!
Otworzyłam Szkolnik i uważnie przejrzałam plan.
– Odrabianie lekcji zajmie mi dwie godziny, czytanie książki – trzydzieści minut, trzy posiłki, każdy po dziesięć minut, i czterdzieści minut czilowania. Do tego aktywność fizyczna, czyli jazda na rolkach – jakieś czterdzieści minut. Na koniec tajne zebranie, co najmniej trzy godziny. Razem czterysta czterdzieści minut, czyli ponad siedem godzin – wyrecytowałam.
– Masz wszystko pod kontrolą – skwitowała mama z podziwem.
– Banalne. W końcu jestem szefową Tajnego Klubu Superdziewczyn! – odpowiedziałam z powagą.
– Ale przecież z kalkulacji wychodzi, że te zajęcia nie zajmą całego twojego dnia. – Mama wykonała zwycięski gest. – Zdążysz wygospodarować trochę czasu na uporządkowanie przestrzeni wokół siebie.
– Mnie się wszystko tutaj podoba. Dlaczego miałabym cokolwiek zmieniać? – upierałam się. – Przecież całkiem niedawno robiłyśmy wielkie porządki – przypomniałam. – Zabawki i rzeczy, z których wyrosłam, spakowałyśmy w kilka kartonów i wysłałyśmy potrzebującym. Tu nie ma już nic zbędnego.
Mama omiotła mój pokój wścibskim spojrzeniem i na dłużej zatrzymała się w okolicach stołu, którego najczęściej używałam jako biurka. Jego szczególna funkcja wiązała się z działalnością Tajnego Klubu Superdziewczyn. To właśnie tutaj mieściła się pierwsza tajna baza naszej paczki. Pod blatem, zastawionym z boku maskującym kartonem, znajdowały się moje skarby i wartościowe przedmioty należące do klubu. Były tu stosy książek, między którymi ukrywałam tajny dziennik, aby nie dostał się w niepowołane ręce. Obok leżała skrzynia, w której przechowywałam kiedyś zabawki, a ostatnio pamiątki i ważne wyposażenie naszej paczki. I jeszcze trochę bibelotów oraz rozmaitości, nad których przeznaczeniem musiałabym się chwilę zastanowić.
– Myślę, że jest trochę przestrzeni do uporządkowania. Na przykład twoje biurko i to, co znajduje się pod nim – zasugerowała mama i wycelowała rurą od odkurzacza prosto w tajną bazę.
– Kryjówka Tajnego Klubu Superdziewczyn jest nietykalna! – oświadczyłam zdecydowanym głosem, gotowa bronić dostępu do moich zasobów.
Mama jednak nie dawała za wygraną.
– Ja też uważałam, że moje biurko i szafa to meble specjalnej troski i że panuje tam twórczy bałagan. – Puściła do mnie oko. – Wierzyłam, że umiem poruszać się w tym chaosie. Ale wiesz co? – dodała. – Zmieniłam zdanie, kiedy przez kilka dni nie mogłam znaleźć ulubionej apaszki, a szuflada w biurku była tak wypchana papierami, że nie udało mi się jej otworzyć. Wtedy uznałam, że czas na zmiany. I teraz jestem megazadowolona. Oczyściłam przestrzeń! Czuję się wolna, zmotywowana, gotowa do dalszego działania!
Spojrzałam na mamę z uwagą.
– Mówisz jak nasza pani pedagog na nudnych apelach – oznajmiłam z przyganą w głosie. – Jeszcze do niedawna nie miałam pojęcia, co to znaczy motywacja. Ale już wiem! Kiedy zbliża się zakończenie półrocza, zbierają w auli wszystkie klasy na wielką pogadankę. A potem słyszymy, że przed nami klasówki i kartkówki, ale na pewno damy radę, bo jesteśmy super, i że przecież niedługo pojedziemy na ferie albo wakacje.
To właśnie jest motywacja dorosłych.
Mama się skrzywiła, ale nie przestała mnie namawiać.
– Spróbuj przejrzeć rzeczy pod stołem – zacznij od książek i kuferka. Poświęć na to kwadrans, a potem wrócisz do swojego planu – zaproponowała. – Potraktuj to jak wyzwanie. Mały krok do metamorfozy.
Pokręciłam głową zniecierpliwiona. Mama jednak, jak zwykle, nie zamierzała odpuścić i uparcie forsowała swój plan, rozwalając mój misternie ułożony grafik na kawałki. W końcu skapitulowałam.
– Dobrze – zgodziłam się, ale postawiłam warunek: – Dzisiaj przejrzę kuferek i książki. Jeśli nie znajdę tam nic zbędnego, to znaczy, że mój pokój wcale nie potrzebuje żadnej metamorfozy.
Zanim mama zdążyła cokolwiek powiedzieć, zanurkowałam do tajnej bazy. Ostrożnie otworzyłam kuferek. A w środku? Same skarby! Zbierane od dnia, w którym powstał Tajny Klub Superdziewczyn. Na wierzchu były nasze odznaki i kwestionariusz członkowski, przygotowany dla Franka, gdy przyjmowałyśmy go do paczki. Znalazłam też kartki od Flory z tych wszystkich dalekich, trochę nieprawdopodobnych miejsc, gdzie państwo Zwiędli spędzali wakacje. A pod tym wszystkim… czekało coś jeszcze. Coś, o czym zupełnie zapomniałam.
Na samym dnie kuferka był ON! Chudy!
– Tu się chowasz! – ucieszyłam się i przytuliłam moją ukochaną zabawkę.
– A nie mówiłam! – usłyszałam triumfalny głos mamy. – Jednak coś się znalazło! Stare zabawki powinnaś była dawno posortować i oddać innym, którzy będą mieli z nich pożytek.
Wystawiłam nos spod stołu i oświadczyłam zdecydowanym tonem:
– Chudy zostaje! – A potem dodałam z rozczuleniem: – Cudem udało mi się go uratować przed pazernością Flory, a teraz miałabym się go pozbyć? Biedak leżał samotnie zamknięty w kuferku od czasu naszej kłótni⁵. Za nic go nie porzucę!
Przytuliłam mocno Chudego, a mama pokręciła głową, potem ruszyła zajmować się swoimi sprawami.
– Nic tu po mnie. Moja filozofia oczyszczania przestrzeni najwyraźniej się nie przyjęła – stwierdziła z rezygnacją.
Pomyślałam, że dorośli jednak powinni popracować nad wrażliwością. Tyle ostatnio mówi się o emocjach, a ja czuję się niezrozumiana! Banalne!
– Ty mnie rozumiesz – zwróciłam się do Chudego.
Miałam wrażenie, że naciągnął kapelusz głębiej na głowę, a jego zawadiacka mina ustąpiła miejsca szerokiemu uśmiechowi. Zostaliśmy teraz w tajnej bazie tylko we dwoje – ja i on. Byłam bardzo zadowolona, że odkryłam jego kryjówkę. Przecież od niego zaczęła się nasza przygoda z Tajnym Klubem Superdziewczyn! Z radości postanowiłam poświęcić na sprzątanie jeszcze kilka minut. Zabrałam się za stosik książek. Wybrałam egzemplarze, po które pewnie już nie sięgnę, i odłożyłam je na bok. Powędrują do potrzebujących dzieci, u mnie już swoją misję wypełniły.
Potem sięgnęłam po moje ukochane książki fantasy. Były wśród nich Harry Potter⁶ i Baśniobór⁷. Te oczywiście muszą zostać, bo często do nich wracam. Zaraz, zaraz, a cóż to było upchane pomiędzy książkami? Z trudem wyjęłam dość gruby arkusz papieru. Rozłożyłam go na dywanie i przyglądałam się liniom oraz figurom rozrysowanym na papierze. W rogu szkicu zauważyłam… kota.
I dopiero wtedy mnie olśniło!
To był plan domku dla naszej podwórkowej kotki, Fiolki!
Kiedy w szkole zorganizowano ekowarsztaty, wykonaliśmy na zajęciach z upcyklingu domek z kartonu. Upcykling to taki kreatywny recykling, dzięki któremu z odpadów powstają nowe produkty. To jakby nadawanie nowego życia starym przedmiotom. My zamieniliśmy niepotrzebne kartony w domek dla Fiolki! Mega! Prawda? Ciekawa jestem, gdzie teraz jest to jej mieszkanko. Musimy o tym pogadać w naszej paczce!
Dobra. Dosyć już tych rozmyślań, bo ucieka mi cenny czas, a plan dnia sam się nie wykona. Trzeba się zabrać za odrabianie lekcji, tylko wtedy wyrobię się dzisiaj z zajęciami sportowymi i czilowaniem. Wieczorem mamy superważne zebranie. W szkole powstało koło miłośników zwierząt, więc oczywiście wchodzimy w to całą ekipą. Spotykamy się u Flory i robimy prawdziwą burzę mózgów: jak pomagać, ratować i działać na serio! Już nie mogę się doczekać!
A najlepsze? Na spotkanie zaprosiliśmy też naszych pupili. W końcu kto ma lepsze pomysły niż oni? W takim składzie na pewno pójdzie nam szybciej (i milej!). Ja oczywiście zabieram Czekoladę.
Dobrze się złożyło, ponieważ ciocia Julia chciała wyjść wieczorem do teatru i poprosiła, abyśmy się zajęli jej labradorką. Było mi to na rękę, bo mamy już potwierdzoną obecność Gilzy, husky Flory, no i Fiolki, którą ma przywieźć Faustyna. Oczywiście jeśli kotka zaakceptuje zaproszenie i pozwoli się zabrać! Tego nigdy nie możemy być pewni.
Koty chodzą własnymi drogami.
Tymczasem zagłębiałam się w tajniki matematyki i odrabiałam pracę domową. Szło mi całkiem nieźle, bo lubię rozwiązywać zadania. Uczestniczyłam nawet w kilku konkursach matematycznych, z których jeden był międzynarodowy! Mega! Kiedy byłam już prawie na finiszu odrabianek, usłyszałam, że pod drzwiami mojego pokoju coś się porusza. O! Te odgłosy poznam wszędzie! Otworzyłam drzwi, a do środka wpadła Czekolada!
– Jesteś! – Zmierzwiłam jej sierść na głowie i pogłaskałam po grzbiecie.
Nie widziałam jej od kilku dni i bardzo się za nią stęskniłam. Czekolada dotknęła mnie mokrym nosem i zamerdała ogonem. Jeszcze chwilę wymieniałyśmy czułości, tak serdeczne, jakbyśmy nie widziały się wieki.
– Ciocia Julia wcześniej ją podrzuciła – wyjaśniła mama, która przyprowadziła psa, a przy okazji zapuściła żurawia do środka, aby ocenić stan mojego pokoju.
Wiedziałam, co jest grane.
– Miałaś rację – przyznałam i wskazałam na stos książek do oddania. – Znalazło się kilka eksponatów, które warto przekazać dalej. Przekonałaś mnie. Dajmy im drugie życie!
Mama wyglądała na bardzo zadowoloną z takiego obrotu spraw. Pomiędzy książkami ciągle leżał plan kociego domku.
A mnie nagle olśniło, że ten plan może się jeszcze przydać! Zabiorę go na spotkanie Tajnego Klubu Superdziewczyn i pokażę też szkolnemu kołu miłośników zwierząt. A teraz skończę lekcje i zabiorę Czekoladę na zasłużony spacer. Ja zrobię rundkę na rolkach, a ona będzie mi dzielnie towarzyszyć. Zapowiada się naprawdę świetne popołudnie. Mega!------------------------------------------------------------------------
¹ O wyprawie w góry dowiecie się z 13. tomu przygód Emi i Tajnego Klubu Superdziewczyn pt. Hej, w góry!
² Ta wycieczka została opisana w tomie pt. Szwecja z cyklu Emi i Tajny Klub Superdziewczyn. Dookoła świata.
³ Tata Emi uczył Tajny Klub Superdziewczyn gotowania w 12. tomie pt. Niezłe Ziółka.
⁴ Emi nawiązuje do Szkolnika Superdziewczyny, który służy do planowania czasu, zawiera mnóstwo kart do zabawy i notowania oraz prezentuje sylwetki inspirujących superdziewczyn.
⁵ Emi wspomina wydarzenia z 1. tomu serii, kiedy Flora chciała odebrać jej figurkę Chudego.
⁶ Harry Potter – seria książek o przygodach młodego czarodzieja, autorstwa J.K. Rowling.
⁷ Baśniobór – cykl fantasy autorstwa Brandona Mulla, przedstawiający przygody rodzeństwa Kendry i Setha.