-
nowość
-
promocja
Erika Foster. Nocny stalker. Tom 2 - ebook
Erika Foster. Nocny stalker. Tom 2 - ebook
Fale gorąca atakują Londyn, ale Erika Foster nie wybiera się na urlop.
Kiedy w swoim domu na przedmieściach Londynu ginie doktor Gregory Munro, sprawa zostaje przydzielona inspektor Erice Foster. Mężczyznę odurzono, związano, a następnie uduszono plastikową torbą. Jakiś czas później policja znajduje kolejne zwłoki, a modus operandi sprawcy jest bardzo podobny. Erika i jej zespół wpadają na trop seryjnego mordercy, który wykazuje się determinacją i skrupulatnie planuje swoje akcje.
Główna inspektor walczy o awans, stara się chronić przyjaciela i po raz kolejny zostaje odsunięta od śledztwa. Jednak dla odkrycia prawdy jest gotowa postawić na szali nie tylko stanowisko, ale i własne życie. Czy Erice uda się odgadnąć, jakim kluczem posługuje się morderca, aby wybrać swoje ofiary?
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Kryminał |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8449-336-6 |
| Rozmiar pliku: | 5,2 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Była duszna noc pod koniec czerwca. Ubrana na czarno postać biegła lekko i niemal bezgłośnie przez ciemność, ledwo co dotykając stopami wąskiej ścieżki. Co jakiś czas pochylała się i skręcała z gracją, by uniknąć kontaktu z gęstymi zaroślami i drzewami. Wyglądało to tak, jakby cień mknął w ciszy po liściach.
Nocne niebo było zaledwie cienkim paskiem między koronami drzew znajdującymi się wysoko w górze; lekki blask bijący od miasta sprawiał, że poszycie znajdowało się w cieniu. Niska, przypominająca cień postać dobiegła do przerwy w krzakach po prawej stronie i gwałtownie się zatrzymała – nie mogła złapać tchu i szybko waliło jej serce.
Niebieskobiałe światło rozświetliło otoczenie, gdy o 7.39 wieczorem pociąg do London Bridge przełączył się z diesla i wyciągnął metalowe ramiona do znajdujących się powyżej przewodów trakcyjnych. Biegacz pochylił się, gdy obok z łoskotem przejeżdżały puste, oświetlone poświatą wagony. Jeszcze dwa błyski i pociąg zniknął, a wąski pas poszycia z powrotem zatonął w mroku.
Biegacz ponownie ruszył i sunął bezszelestnie ścieżką, która teraz trochę oddalała się od torów. Las po lewej zaczął rzednąć, odsłaniając rząd szeregowych domów. Człowiek szybko mijał ogródki znajdujące się z tyłu: zadbane ciemne pasy z rozstawionymi meblami ogrodowymi, szopami na narzędzia, huśtawkami – w gęstym nocnym powietrzu wszystko było nieruchome.
Wreszcie zobaczył dom. Zbudowany w stylu wiktoriańskim, tak samo jak reszta – trzy piętra jasnej cegły – ale jego właściciel dobudował z tyłu szklany ogród zimowy, wystający z ziemi. Wszystko wiedział na temat właściciela. Znał rozkład domu. I plan dnia jego mieszkańca. I co najważniejsze, wiedział, że dzisiaj właściciel będzie sam.
Stanął na końcu ogrodu. Przy sąsiadującej z drogą siatce rosło duże drzewo. W jednym miejscu pień oplatał metal, fałdy drewna wgryzały się w zardzewiały słupek niczym wielkie, pozbawione warg usta. Liście rosły we wszystkich kierunkach, zasłaniając tory kolejowe, tak że nie było ich widać z domu. Kilka nocy wcześniej przebył tę samą trasę, rozciął siatkę i zostawił ją na swoim miejscu, by nikt tego nie zauważył. Teraz z łatwością rozsunął ją, pochylił się i przeczołgał przez dziurę. Trawa była sucha, a ziemia pod nią popękana – od wielu tygodni nie padało. Wyprostował się pod drzewem i szybko przebiegł przez trawnik.
Na tylnej ścianie domu znajdował się klimatyzator. Brzęczał cicho, zagłuszając delikatne szuranie stóp na żwirze, którym wysypano ścieżkę łączącą ogród zimowy z sąsiednim domem. Intruz dotarł do niskiego przesuwnego okna i schował się pod szerokim parapetem. Zobaczył światło rzucające żółty kwadrat na cegły domu sąsiada. Nasunął na głowę kaptur bluzy, powoli się wyprostował i popatrzył ponad szerokim parapetem.
Mężczyzna w środku był po czterdziestce, wysoki i dobrze zbudowany, ubrany w cieliste spodnie i białą koszulę z podwiniętymi rękawami. Przeszedł przez dużą otwartą kuchnię, z jednej z szafek wyjął kieliszek i nalał czerwonego wina. Napił się i od razu sobie dolał. Na blacie stał gotowy posiłek w tekturowym opakowaniu, wyjął go i ponakłuwał plastikowe wieczko korkociągiem.
W intruzie rosła nienawiść. Obserwowanie mężczyzny i świadomość tego, co zaraz go spotka, były oszałamiające.
Mężczyzna w kuchni ustawił czas na mikrofalówce i włożył posiłek do środka. Rozległ się dzwonek i rozpoczęło się cyfrowe odliczanie.
_Sześć minut._
Mężczyzna ponownie napił się wina, a potem wyszedł z kuchni. Chwilę później w oknie łazienki, znajdującej się dokładnie nad miejscem, w którym czaił się obserwator, zapaliło się światło. Okno uchyliło się na kilka centymetrów, gdy odkręcono prysznic, rozległ się pisk.
Z walącym sercem intruz zaczął błyskawicznie działać: odpiął saszetkę przy pasku, wyjął mały płaski śrubokręt i włożył go w miejsce, w którym okno stykało się z parapetem. Delikatnie nacisnął i okno bezszelestnie się podniosło. Wślizgnął się do środka. Udało się. Tyle planowania, lat strachu i bólu…
_Cztery minuty._
Intruz wszedł do kuchni, szybko wyjął małą plastikową strzykawkę i wcisnął jej przezroczystą zawartość do kieliszka z winem, zakręcił kieliszkiem, a następnie delikatnie odstawił go na granitowy blat.
Przez chwilę stał w bezruchu, nasłuchiwał i rozkoszował się chłodnymi falami powietrza z klimatyzacji. Blat z czarnego granitu połyskiwał w świetle.
_Trzy minuty._
Przeszedł szybko przez kuchnię, minął drewnianą poręcz na dole schodów i wślizgnął się do ciemnego salonu. Chwilę później mieszkaniec domu zszedł po schodach owinięty ręcznikiem. Mikrofalówka trzykrotnie zapiszczała, co oznaczało, że danie jest już podgrzane. Gdy właściciel podszedł do niej na bosaka, w powietrzu uniósł się zapach czystej skóry. Włamywacz usłyszał brzęknięcie, kiedy mężczyzna wyjmował sztućce z szuflady, i skrzypnięcie stołka na drewnianej podłodze, kiedy usiadł, by zjeść kolację.
Intruz odetchnął głęboko, wyłonił się z salonu i po cichu wszedł po schodach.
Żeby obserwować.
Żeby poczekać.
Żeby wymierzyć surową karę. Tak długo na to czekał.