Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Erika Foster. Ostatni oddech. Tom 4 - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
17 czerwca 2026
3299 pkt
punktów Virtualo

Erika Foster. Ostatni oddech. Tom 4 - ebook

Sadystyczny morderca porywa i torturuje młode dziewczyny. Czy Erika Foster odkryje jego prawdziwą tożsamość?

W kontenerze na śmieci zostaje znalezione okaleczone ciało młodej dziewczyny. Erika Foster zjawa się na miejscu jako jedna z pierwszych, jednak nie jest upoważniona do poprowadzenia śledztwa – mimo to i tak angażuje się w dochodzenie. Szybko odkrywa powiązania ze sprawą sprzed kilku miesięcy.

Wszystko wskazuje na to, że oprawca tworzy w sieci fałszywe tożsamości, a następnie nawiązuje kontakt ze swoimi ofiarami i w ten sposób zyskuje ich zaufanie. Jego działania są zaplanowane, a tortury dokładnie przemyślane. Czy Erika będzie w stanie go powstrzymać?

 

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Kryminał
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8449-338-0
Rozmiar pliku: 5,2 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PROLOG

_Poniedziałek,_ _29 sierpnia 2016 roku_

Była trzecia rano, smród zwłok wypełniał samochód. Od wielu dni utrzymywały się nieznośne upały. Jechał z odkręconą na maksa klimatyzacją, ale z bagażnika nadal napływał odór jej rozkładającego się ciała. Szybko gniła. Przecież włożył ją tam zaledwie dwie godziny wcześniej. Ale muchy ją znalazły; żeby je odpędzić, machał rękami w ciemnościach. Wyglądało to całkiem zabawnie. Gdyby nadal żyła, być może też by się śmiała.

Mimo ryzyka lubił te swoje nocne wypady, jazdę po opuszczonej autostradzie i po przedmieściach Londynu. Dwie ulice dalej zgasił światła i skręcił. Wyłączył silnik. Samochód sunął w ciszy, mijał domy o ciemnych oknach, aż wreszcie stoczył się do stóp wzgórza, gdzie z dala od drogi znajdowała się mała opuszczona drukarnia. Przy chodniku rosły wysokie, rzucające cień drzewa, światła miasta otaczały pomarańczową poświatą wszystko wokół. Skręcił na parking, samochód podskakiwał na korzeniach drzew, które podniosły asfalt.

Podjechał do kontenerów na śmieci stojących przy wejściu do drukarni i skręcił ostro w lewo. Ustawił się tyłem do ostatniego pojemnika.

Przez jakiś czas siedział w milczeniu. Drzewa zasłaniały domy po drugiej stronie, a w miejscu, gdzie rząd szeregowców stykał się z parkingiem, znajdował się tylko mur. Pochylił się do schowka w samochodzie i wyjął parę lateksowych rękawiczek. Wysiadł i poczuł gorąco bijące od popękanego asfaltu. W ciągu kilku sekund dłonie w rękawiczkach były mokre. Gdy otworzył bagażnik, duża mucha zabzyczała i spróbowała usiąść mu na twarzy. Machnął rękami i splunął, by ją przegnać.

Odsunął wieko kontenera na śmieci; uderzył go smród, ze środka wyleciały kolejne muchy, które składały jaja w ciepłych gnijących odpadkach. Wrzasnął, odpędził je i ponownie splunął, a potem wrócił do bagażnika swojego samochodu.

Była taka piękna do samego końca, jeszcze kilka godzin temu, gdy krzyczała i błagała, teraz leżała bezwładna, z tłustymi włosami i zabrudzoną odzieżą. Ani ona, ani on nie potrzebowali już jej ciała.

Jednym płynnym ruchem podniósł ją, wyjął z bagażnika i ułożył wzdłuż czarnych worków. Następnie zamknął wieko kontenera. Rozejrzał się wokół, nikogo nie dostrzegł. Wsiadł do samochodu i rozpoczął długą podróż do domu.

Następnego ranka mieszkanka domu z naprzeciwka podeszła do śmietnika, niosąc ze sobą pękaty czarny worek. W święto państwowe nie odbierano śmieci, a do niej przyjechali teściowie, żeby odwiedzić nowo narodzonego wnuka. Uniosła pokrywę pierwszego kontenera, by wrzucić worek. Wyfrunęła na nią chmara much.

Odsunęła się, próbowała je odpędzić. A potem zobaczyła ciało młodej dziewczyny leżące na czarnych workach. Ofiara została okrutnie pobita: jedno oko zakrywała opuchlizna, na głowie widniała rana, we wczesnoporannym upale zwłoki pokrywały muchy.

Następnie kobieta poczuła smród. Upuściła czarny worek ze śmieciami i zwymiotowała na gorący asfalt.ROZDZIAŁ 1

_Poniedziałek, 9 stycznia 2017_ _roku_

Główna inspektor Erika Foster patrzyła, jak detektyw Peterson wyciera płatki topiącego się śniegu ze swych krótkich dredów. Był wysoki i szczupły, arogancji i uroku miał akurat tyle, ile trzeba.

Rolety zasłaniały wirujący śnieg, telewizja mruczała spokojnie w tle, a mały salon z aneksem kuchennym był skąpany w ciepłym świetle dwóch nowych lamp. Po długim dniu pracy Erika zaplanowała sobie gorącą kąpiel i wczesne pójście do łóżka, potem jednak zadzwonił Peterson ze smażalni ryb za rogiem i spytał, czy jest głodna. Zanim zdążyła wymyślić jakąś wymówkę, potwierdziła. Wcześniej pracowali przy kilku zakończonych sukcesem sprawach i Erika była przełożoną Petersona, teraz jednak znajdowali się w różnych jednostkach: Peterson w wydziale zabójstw, a ona przekładała papiery w dziale statystyk przestępczości i coraz bardziej nienawidziła tej roboty.

Peterson podszedł do kaloryfera i równo rozłożył na nim ręcznik, a potem odwrócił się do Eriki z uśmiechem.

– Na zewnątrz szaleje nawałnica – powiedział, złożył dłonie i zaczął w nie chuchać.

– Miałeś miłe święta? – spytała.

– Było w porządku, tylko ja i rodzice. Kuzynka się zaręczyła – dodał, zdejmując skórzaną kurtkę.

– Gratulacje. – Nie pamiętała, czy kiedykolwiek wspominał o jakiejś kuzynce.

– A co u ciebie? Byłaś na Słowacji?

– Tak, razem z siostrą i jej rodziną. Spałam na łóżku piętrowym ze swoją siostrzenicą… Chcesz piwa?

– Chętnie.

Przerzucił kurtkę przez oparcie sofy i usiadł. Erika otworzyła lodówkę i zajrzała do środka. Sześciopak piwa znajdował się w szufladzie na warzywa, a do jedzenia miała tylko kilkudniową zupę w rondlu. Chciała przejrzeć się w jego nierdzewnej stali, jednak kształt naczynia zniekształcał odbicie i jej twarz wyglądała na wychudłą, ale z olbrzymim czołem jak w krzywym zwierciadle. Powinna była grzecznie skłamać, że już jadła.

Kilka miesięcy wcześniej, po wyjściu do pubu z przyjaciółmi, Erika i Peterson wylądowali w łóżku. Żadne z nich nie czuło, że to była tylko przygoda na jedną noc, ale od tej pory starali się zachowywać jak profesjonaliści. Przed świętami spędzili ze sobą jeszcze dwie noce i za każdym razem Erika wyszła z mieszkania Petersona jeszcze przed śniadaniem. Teraz jednak to on był u niej, byli trzeźwi, a na półce przy oknie stało oprawione w pozłacaną ramkę zdjęcie jej tragicznie zmarłego męża.

Próbując odpędzić zdenerwowanie i poczucie winy, wyjęła dwa piwa i zamknęła lodówkę. Reklamówka w biało-czerwone paski, zawierająca rybę i frytki, leżała na ladzie, zapach sprawił, że Erice ślina napłynęła do ust.

– Lubisz jeść z papieru? – spytała, otwierając piwa.

– To jedyny dopuszczalny sposób. – Wyciągnął rękę na oparciu sofy i założył nogę na nogę. Wyglądał na pewnego siebie i zadowolonego.

Wiedziała, że zabije miłą atmosferę, czekała ich jednak poważna rozmowa, musiała wyznaczyć granice. Wyjęła dwa talerze i zaniosła je razem z reklamówką i piwami do stolika w salonie. W ciszy odwinęli jedzenie, znad ryby w chrupiącej panierce i złotych rozmiękłych frytek unosiła się para. Przez chwilę jedli.

– Peterson, James, posłuchaj… – zaczęła Erika.

Nagle zadzwonił jego telefon. Wyjął go z kieszeni.

– Przepraszam, ale muszę odebrać.

Kiwnęła głową, żeby sobie nie przeszkadzał.

Odebrał, słuchał przez chwilę ze zmarszczonymi brwiami.

– Naprawdę? Dobrze, nie ma sprawy, jaki to adres? – Wziął długopis ze stolika i zaczął pisać na kartce z notesu leżącego na stoliku. – Jestem niedaleko. Mogę tam teraz podjechać i przypilnować wszystkiego do twojego przyjazdu… Tylko jedź ostrożnie w tę pogodę. – Zakończył rozmowę, wsadził do ust garść frytek i wstał.

– Co się stało?

– Jacyś studenci znaleźli w kontenerze na śmieci okaleczone ciało młodej dziewczyny.

– Gdzie?

– Na Tattersall Road, obok New Cross… Cholera, ale te frytki są dobre – dodał i zjadł kolejną. Wziął skórzaną kurtkę, sprawdził, czy ma przy sobie legitymację policyjną, portfel i kluczyki od samochodu.

Erika ponownie poczuła ukłucie żalu, że nie pracuje już w wydziale zabójstw.

– Przepraszam, Eriko. Dokończymy następnym razem. Teoretycznie miałem wolny wieczór. Co chciałaś powiedzieć wcześniej?

– W porządku. Nic takiego. A kto dzwonił?

– Główna inspektor Hudson. Utknęła w zaspie. Nie tyle utknęła, ile jedzie z centrum, a drogi są bardzo kiepskie.

– New Cross jest niedaleko, pojadę z tobą – oświadczyła, odstawiła talerz i wzięła z blatu w kuchni swoją legitymację i portfel.

Peterson wyszedł za nią na korytarz. Włożył kurtkę. Zerknęła w małe lustro na korytarzu, wytarła tłuszcz z frytek z kącika ust i przeczesała palcami krótkie blond włosy. Zauważyła, że po tygodniu świątecznych posiłków jej twarz wyglądała na pełniejszą. Spojrzeli na siebie w lustrze, dostrzegła, że Peterson się nachmurzył.

– Jakiś problem?

– Nie. Ale pojedziemy moim samochodem.

– Nie. Ja jadę swoim.

– Masz zamiar wykorzystać swój wyższy stopień?

– O czym ty mówisz? Ty jedziesz swoim samochodem, ja swoim. Utworzymy konwój.

– Eriko. Przyszedłem do ciebie na rybę z frytkami…

– Tylko na rybę z frytkami?

– Co chcesz przez to powiedzieć?

– Nic. Dostałeś wezwanie z pracy, a ja jako wyższa stopniem powinnam jechać z tobą na miejsce zbrodni. Zwłaszcza jeśli główna inspektor Hudson się spóźnia… – Urwała, wiedziała, że przeciąga strunę.

– Wyższa stopniem. Nie dasz mi o tym zapomnieć, prawda?

– Mam nadzieję, że o tym nie zapomnisz – warknęła, wkładając płaszcz. Wyłączyła światło i wyszli z mieszkania w niezręcznej ciszy.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij