-
nowość
-
promocja
Erika Foster. Z zimną krwią. Tom 5 - ebook
Erika Foster. Z zimną krwią. Tom 5 - ebook
Czy bezwzględny morderca popełni w końcu jakiś błąd?
Nad rzeką zostaje znaleziona walizka, w której znajdują się rozczłonkowane zwłoki mężczyzny. Jego twarz jest zmasakrowana, a ciało w stanie rozkładu. Erika Foster dowiaduje się, że to nie pierwsza taka sprawa w ostatnim czasie.
Kiedy główna inspektor odkrywa, że zabójstwa powiązane są z handlem narkotykami, sama pada ofiarą brutalnego ataku. Jednak ani to, ani zawirowania w życiu prywatnym nie są w stanie oderwać jej myśli od tej sprawy. Czy Foster rozpracuje umysł psychopatycznego mordercy?
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Kryminał |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8449-339-7 |
| Rozmiar pliku: | 5,5 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Poniedziałek, 2 października 2017 roku
Główna inspektor Erika Foster osłoniła oczy przed deszczem, gdy ona i Moss pędziły wzdłuż South Bank brukowanym przejściem na południowym brzegu Tamizy. Odpływ ukazał brązowy pas mułu, cegieł i śmieci, które wypełniały koryto rzeki. Radio spoczywające w kieszeni długiej czarnej kurtki Eriki wydało metaliczny trzask. Po chwili usłyszała, jak policjant znajdujący się na miejscu zbrodni pyta, gdzie są.
– Tu Foster. Będziemy za dwie minuty.
Nadal trwała poranna godzina szczytu, ale robiło się coraz ciemniej, pojawiła się gęsta mgła. Przyśpieszyły i ruszyły obok centrali IBM i bladego skulonego budynku ITV Studios. To tutaj South Bank skręcało ostro na prawo, a potem rozszerzało się i przechodziło w obsadzoną drzewami aleję, prowadzącą do National Theatre i Hungerford Bridge.
– To tam – wysapała Moss, ciężko dysząc. Zwolniła.
W odsłoniętym korycie rzeki, trzy metry poniżej, mała grupa ludzi stała na sztucznej plaży. Erika zaczęła masować sobie żebra, bo poczuła dziwne kłucie. Miała ponad metr osiemdziesiąt wzrostu, górowała więc nad Moss, a deszcz sprawił, że jej krótkie blond włosy przylegały do głowy.
– Powinnaś mniej palić – powiedziała Moss, patrząc na nią. Odgarnęła z twarzy pasemka rudych włosów. Jej twarz pokrywało mnóstwo piegów, a pełne policzki były zarumienione od biegu.
– A ty powinnaś jeść mniej marsów – odparowała Erika.
– Jem mniej. Zredukowałam do jednego na śniadanie i jednego na lunch, do tego dochodzi porządna kolacja.
– Mam tak samo z fajkami. – Erika się uśmiechnęła.
Podeszły do kamiennych schodów prowadzących do Tamizy. Widniały na nich linie zasięgu przypływu, a ostatnie dwa schodki były śliskie od glonów. Plaża miała cztery metry szerokości i kończyła się nagle w miejscu, w którym burzyła się brązowa woda. Erika i Moss wyjęły legitymacje, grupka ludzi rozdzieliła się, by przepuścić je do cywilnej współpracowniczki policji, która próbowała chronić wielką, zniszczoną walizkę, na wpół zakopaną w piachu.
– Kazałam im odejść, ale nie chciałam zostawiać tego miejsca niepilnowanego – powiedziała z determinacją młoda kobieta, patrząc na Erikę przez strugi deszczu. Była niska i chuda.
– Jest pani sama? – spytała Erika, patrząc na walizkę. Przez dziurę w jednym końcu wystawały dwa blade obrzęknięte palce.
Pokiwała głową.
– Drugi dyżurny musiał zająć się alarmem w jednym z biurowców – odparła.
– Tak nie powinno być – wtrąciła Moss. – Zawsze ma być dwóch cywilów. Czyli przyjechała pani z nocnej zmiany w centrum Londynu? Sama?
– Dobrze, Moss… – zaczęła Erika.
– Ale to nie jest w porządku. Ci ludzie są ochotnikami! Dlaczego miasto nie może opłacić większej liczby funkcjonariuszy?
– Dołączyłam do ochotników, żeby zebrać doświadczenie i zostać policjantką…
– Musimy przepędzić stąd ludzi, zanim wszystkie dowody szlag trafi – przerwała Erika.
Moss skinęła głową, a potem ona i ochotniczka zaczęły zaganiać gapiów w stronę schodów. Na końcu niedużej plaży, obok wysokiego muru, Erika zauważyła dwie niewielkie dziury wykopane przez starszego człowieka o długich siwych włosach, mającego na sobie wielobarwne poncho. Nie zwracał uwagi na ludzi ani deszcz, tylko cały czas kopał. Erika wyjęła radio i wezwała wszystkich mundurowych, którzy przebywali w pobliżu. Odpowiedziała jej złowroga cisza. Zobaczyła, że mężczyzna w kolorowym ponchu zignorował również Moss i kopał dalej.
– Musi pan iść na górę – powiedziała, odsuwając się od walizki. Spojrzał na nią, a potem zaczął wygładzać górę piachu, która natychmiast nasiąkała wodą. – Przepraszam. Proszę pana. Mówię do pana.
– A kim pani jest? – spytał władczym tonem i dokładnie jej się przyjrzał.
– Główna inspektor Erika Foster – odparła i pokazała mu legitymację. – To miejsce zbrodni. Musi pan je opuścić. Teraz. – Przestał kopać i spojrzał na nią z absurdalnym wyrazem oburzenia na twarzy. – Czy wolno pani być tak niegrzeczną?
– Owszem, gdy ludzie blokują mi miejsce zbrodni.
– Ale to jest mój jedyny dochód. Wolno mi tutaj urządzać wystawy moich rzeźb z piasku. Mam pozwolenie od Rady Gminy Westminsteru.
Pogrzebał w swoim ponchu i wyjął laminowaną kartę ze zdjęciem, którą błyskawicznie zalał deszcz.
Z radia Eriki dobiegł głos:
– Z tej strony posterunkowi Warford i Charles… – Zobaczyła, jak dwaj młodzi funkcjonariusze śpieszą w stronę tłumu przy schodach.
– Skoordynujcie działania z inspektor Moss. Chcę zamknąć South Bank piętnaście metrów w obie strony – powiedziała, a potem ponownie schowała radio do kieszeni. Mężczyzna nadal wyciągał w jej stronę swoje pozwolenie. – Może pan to odłożyć.
– Jest pani niewychowana – oświadczył, mrużąc oczy.
– Owszem, a zaraz wykażę się jeszcze większym brakiem wychowania i każę pana aresztować. A teraz proszę wejść na górę.
Powoli wstał.
– To tak rozmawia się ze świadkiem?
– A co pan widział?
– To ja odkryłem tę walizkę, gdy kopałem.
– Była zagrzebana w piasku?
– Częściowo. Wczoraj jej tutaj nie było. Kopię tu codziennie, bo pływ cały czas przesuwa piasek.
– Dlaczego pan to robi?
– Bo jestem artystą, rzeźbię w piasku – odparł z dumą. – Z reguły pracuję właśnie tutaj. Rzeźbię syrenę siedzącą wysoko na skale i skaczącą rybę, to bardzo popularny…
– Czy dotykał pan walizki albo czegokolwiek? – spytała Erika.
– Oczywiście, że nie. Przestałem, gdy zobaczyłem… Gdy zobaczyłem, że walizka pękła, a ze środka wystają… palce.
Erika widziała, że mężczyzna się boi.
– Dobrze. Proszę iść na górę, musimy przyjąć od pana zeznania.
Dwaj policjanci i ochotniczka oddzielili przejście taśmą. Gdy mężczyzna chwiejnym krokiem ruszył w stronę schodów, do Eriki dołączyła Moss. Teraz już na plaży znajdowały się tylko one.
Naciągnęły lateksowe rękawiczki i podeszły do walizki. Palce wystające z dziury w brązowym materiale były nabrzmiałe i miały poczerniałe paznokcie. Moss delikatnie oczyściła szwy z piasku i odsłoniła zardzewiały zamek błyskawiczny. Erika musiała kilka razy za niego pociągnąć, ale wreszcie walizka się otworzyła. Razem z Moss powoli podniosły wieko. Wylało się trochę wody. Do walizki wepchnięto zwłoki mężczyzny. Moss się cofnęła i zatkała nos. Uderzył je smród gnijącego ciała i stojącej wody. Erika zamknęła oczy. Po chwili je otworzyła. Kończyny były białe i umięśnione. Ciało wyglądało, jakby składało się z łoju, który zaczął się łuszczyć, w pewnych miejscach było widać kości. Erika delikatnie uniosła korpus. Pod spodem znajdowała się głowa z rzadkimi czarnymi włosami.
– Jezu, odcięto mu głowę – powiedziała Moss, wskazując na szyję.
– I odrąbano nogi, żeby zmieścił się do walizki – dokończyła Erika. Nabrzmiała, ciężko pobita twarz, była nie do rozpoznania. Opuchnięty czarny język wystawał spomiędzy wielkich fioletowych warg. Delikatnie położyła tułów z powrotem na głowie i zamknęła walizkę.
– Musimy szybko wezwać kryminalistyków. Nie wiem, ile zostało nam czasu do nadejścia przypływu.