-
nowość
Henryk VIII. Serce i korona - ebook
Henryk VIII. Serce i korona - ebook
Sześć żon i jeden król – tę historię już znamy. Przez pięć wieków opowiadały o nim kobiety, które koronował i tracił; ministrowie, których wynosił i ścinał oraz kronikarze spisujący wyroki. Teraz zaś, po raz pierwszy, przemawia on sam.
Harry jest drugim synem i nie urodził się, by rządzić. W pałacach pełnych przepychu marzy jednak o rycerskości i złotej epoce, która ma należeć do jego starszego brata. Nieoczekiwanie przedwczesna śmierć Artura sprawa, że to Harry zostaje koronowany na króla Anglii – Henryka VIII. Razem z władzą przychodzą nieposkromiona ambicja i lęk.
Tak oto rozpoczyna się trwająca całe życie walka między sercem a rozumem, miłością a obowiązkiem. Henryk rządzi z boskiego nadania, lecz jego modlitwy o syna pozostają bez odpowiedzi – a przyszłość dynastii Tudorów zależy przecież od dziedzica. Z czasem także korona staje się ciężarem dla człowieka, który ma tylko jedno prawdziwe pragnienie…
Alison Weir, autorka bestsellerowej serii o sześciu żonach Henryka VIII, kreśli porywający portret władcy równie błyskotliwego i romantycznego, jak bezwzględnego. Od chłopca tulącego się do babki po śmierci matki, po starego króla, który drżącą ręką podpisuje kolejny wyrok.
Henryk był prawdziwym człowiekiem renesansu: pisał wiersze, komponował pieśni, fundował szpitale i dyskutował z Erazmem z Rotterdamu, a jednak potrafił posyłać przyjaciół na śmierć, awansować zaufanych doradców i równie łatwo ich ścinać. Jak w jednym człowieku mogło pomieścić się tyle wdzięku i okrucieństwa?
Autorka stawia odważne pytanie: co naprawdę czuł Henryk VIII i jak usprawiedliwiał wszystko, co uczynił?
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Literatura piękna obca |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788368574173 |
| Rozmiar pliku: | 5,8 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
1470
Płakał od wielu godzin. Matka – najdroższa matka – nie żyła! Tę straszliwą nowinę przekazała mu pani Luke, jego stara piastunka. Dobrze się stało, że nie uczynił tego ojciec, zbyt pogrążony we własnym smutku. Harry nie potrafiłby znieść widoku cierpienia króla. I tak dźwigał już ciężar ponad siły. Szlochał i szlochał, wtulony w obfitą pierś pani Luke, mimo iż miał świadomość, że jako jedenastoletni chłopiec nie powinien ulegać łzom, które przystoją niewiastom. Starał się opanować i poszedł do swych sióstr, które siedziały zasmucone na kobiercu przed kominkiem w sypialni matki. Z przerażeniem spojrzał na łoże, które zasłano już czarnym aksamitem. Matka nigdy więcej nie miała tu zasnąć, on zaś nigdy więcej nie usłyszy łagodnego głosu ani nie poczuje objęcia jej delikatnych ramion. Jakże prawdziwie go kochała – swego złotego chłopca; jak czule, jak bezgranicznie! Myśl o nadchodzących, trudnych latach bez niej ściskała mu serce. Niezdolny powstrzymać ogromnej fali smutku, upadł na kolana przy łóżku i ukrył twarz w dłoniach.
Kochał ją, czcił, uwielbiał… Dzięki niej stał się prawowitym następcą tronu Anglii. Uosabiała wszystko, czym powinna wyróżniać się królowa: była piękna, łaskawa, płodna, miłosierna, hojna i pobożna. Nauczyła go pierwszych modlitw i pierwszych liter, łagodziła jego dziecięce boleści, była źródłem mądrych rad i pociechy. A teraz odeszła! Nie mógł tego ścierpieć.
Odnalazła go babka, lady Małgorzata, i podniosła z kolan. Jej szczupłą twarz, okoloną czarną wdowią podwiką i czepkiem, znaczył głęboki smutek.
– Harry, trzeba się weselić, że twoja droga matka jest teraz u Boga.
– Jakże mogę się weselić? – wykrzyknął. – Potrzebuję jej! Jak Bóg może być tak okrutny, że mi ją odebrał?
– Cicho, dziecko! Nie wolno ci podważać woli Bożej.
Usiadła na łóżku i przyciągnęła go do siebie. Maria, niemająca jeszcze siedmiu lat, a już uchodząca za rodzinną piękność, wspięła się na jej kolana i przysiadła na nich; jej dolna warga drżała. Trzynastoletnia Małgorzata, zwykle uparta i władcza, a teraz zagubiona, uklękła u stóp babki.
– Wasza matka jest teraz w niebie, spogląda na was i modli się za każde – powiedziała babka. – Nie pragnęłaby waszego smutku. Jest już z Arturem.
Nawet w takiej chwili Harry poczuł drzemiącą w nim od dawna zazdrość o brata. Czegokolwiek doświadczał Artur, on tego również pragnął – a kiedy piętnastoletni brat zmarł w zeszłym roku, wszystko niespodziewanie przypadło jemu. Został księciem Walii i następcą tronu, a także narzeczonym czarującej hiszpańskiej wdowy po bracie. Pewnego dnia zostanie królem Anglii, a Katarzyna Aragońska będzie jego królową. Teraz jednak Artur, przebywający w niebie, ponownie go wyprzedził i cieszył się największym szczęściem – obecnością matki.
– Dlaczego musiała umrzeć? – zapytała Maria.
– Bóg ją wezwał – odpowiedziała lady Małgorzata.
– Zmarła, ponieważ po urodzeniu naszej siostry, Katarzyny, dostała gorączki połogowej – wyjaśniła Małgorzata.
– Oby Katarzyna nigdy się nie urodziła – mruknął.
– Nie mów tak, Harry! – napomniała babka i objęła go. – To niewinne, biedne, osierocone dziecko i boję się, że nie pożyje długo.
Harry ponownie się rozpłakał, uświadamiając sobie ogrom poniesionej straty. On również został bez matki. Oparł głowę na szczupłym ramieniu babki i zaniósł się płaczem.
Dwa dni później lady Małgorzata uznała, że najlepszym lekarstwem na stratę będzie dla Harry’ego powrót do nauki, i odesłała go do Eltham, pod opiekę surowego nauczyciela, mistrza Skeltona. Sama, będąc osobą wykształconą, zawsze troszczyła się o dobro i edukację swoich „kochanych dzieci”, jak nazywała Harry’ego i jego siostry. Rodzice zawsze im powtarzali, że powinni być jej za to wdzięczni, była bowiem hojną patronką uczonych i uniwersytetu w Cambridge. Podobnie jak matka, kochała książki i obie rozbudziły w Harrym pasję do nauki. Ta zaś stała się dla niego źródłem ogromnej radości, odkrywczą podróżą dla młodego umysłu spragnionego wiedzy, a on był zawsze uczniem zdolnym i pojętnym.
Trzy lata wcześniej lord Mountjoy, uczony, którego ojciec wyznaczył na mentora Harry’ego, postarał się, by młody prawnik Tomasz More sprowadził do Eltham słynnego holenderskiego humanistę Erazma. Harry i jego młodsze rodzeństwo powitali gości we wspaniałej wielkiej sali, wzniesionej niegdyś przez ich dziadka, Edwarda IV. Tam, przy oknie wykuszowym, on i Erazm wdali się w długą rozmowę.
Harry od dawna uważał Erazma za swego bohatera. Jeszcze zanim poznał tego wielkiego człowieka, czytał jego dzieła i zachwycał się jego spojrzeniem na literaturę starożytną oraz badaniami nad greckim tekstem Nowego Testamentu. Zgłębiając ideę ponownego odkrycia klasycznych utworów Grecji i Rzymu, wiedział, że tych, którzy studiowali tę „nową naukę”, nazywano humanistami. Czuł się zaszczycony, gdy Erazm zaprosił go do prowadzenia z nim łacińskiej korespondencji, i był uszczęśliwiony, kiedy wielki uczony pochwalił listy, wyznając, jak wielkie zrobiło na nim wrażenie to, że wszystkie wyszły spod jego własnej ręki. „Widzę, że lubisz naśladować mój styl – napisał Erazm po spotkaniu w Eltham. – Masz w sobie ziarno geniuszu. Sięgasz gwiazd i możesz doprowadzić do doskonałości każde zadanie, którego się podejmiesz”. Słowa te napełniły Harry’ego szczęściem.
Teraz, pochylony nad pięknie oprawionym rękopisem _Odysei_ Homera, miał trudności ze skupieniem uwagi, ponieważ jego myśli wciąż uciekały ku doznanej stracie. Z natury był dzieckiem żywiołowym, dlatego nauka nie mogła całkowicie odciągnąć jego myśli od cierpienia. Tęsknił za świeżym powietrzem – chciał biegać, jeździć konno lub walczyć ze swoim przyjacielem Karolem Brandonem i innymi chłopcami, którzy siedzieli w sąsiednich ławkach i zdawali się równie niespokojni jak on.
Kiedy był młodszy, mówiło się, że zostanie duchownym. Nie czuł jednak powołania do życia religijnego i – na szczęście – ojciec zmienił zamiary wobec niego. Marzył o bitwach, o turniejowych triumfach, o zdobywaniu względów pięknych dam i dokonywaniu śmiałych czynów, które zapewniłyby mu ich podziw i miłość. Oboje rodzice, a zwłaszcza matka, zaszczepili w nim pasję do rycerstwa, więc chciał zostać nowym królem Arturem. Rola ta zrazu była przeznaczona dla jego brata, który miał zapoczątkować drugą złotą erę Camelotu. Harry wiedział jednak, że to on lepiej nadaje się do tego zadania. Artur był wątły i chorowity, podczas gdy Harry tryskał zdrowiem i wigorem. Już teraz piastował godności: lorda strażnika Pięciu Portów, konstabla zamku w Dover, lorda namiestnika Irlandii; był rycerzem Orderu Podwiązki i Orderu Łaźni, a zanim otrzymał tytuł księcia Walii, nosił miano księcia Yorku. I z niecierpliwością wyczekiwał chwili, gdy poczuje ciężar korony na czole.
Na razie jednak pozostawała mu nauka.
– A co takiego interesującego dzieje się za oknem? – warknął mistrz Skelton, przyłapując go na mrzonkach. – Do książek, lordzie Harry! Anglia ma prawo oczekiwać bardzo wiele od króla, który został wychowany w duchu filozofii i pod opieką dziewięciu muz!
– Tak, proszę pana – mruknął Harry, jak zwykle niezdolny zrozumieć, dlaczego Erazm nazwał zrzędliwego starego Skeltona, czy też Szkieletora, jak go przezywał w myślach, „niezrównanym światłem i ozdobą brytyjskiej literatury”.
Nauczyciel zdawał się raczej postrachem niż przewodnikiem – znienawidzonym utrapieniem niczego niepodejrzewających dworzan jego ojca, których atakował szyderczymi i pogardliwymi satyrami. Nie tylko bowiem Harry doświadczał ostrości jego języka. Cięte słowa Skeltona dosięgały nawet króla, który w zeszłym roku tak się rozgniewał, że kazał go na krótko wtrącić do więzienia. Od tamtego czasu Szkieletor złagodniał, choć odgrażał się, że opuści dwór i obejmie stanowisko rektora w Norfolk. Harry bardzo się uradował na tę wiadomość, lecz zaraz potem pojął, że będzie za nim tęsknił. Znał przecież swojego mistrza i wiedział, jak daleko może się posunąć. Lepiej mieć do czynienia z diabłem, którego się zna.
Zauważył, że Karol Brandon uśmiecha się do niego z przeciwległego krańca komnaty. Brandon, starszy o siedem lat, został wybrany na jednego z jego towarzyszy po śmierci Artura. Był synem sir Williama Brandona, chorążego ojca w bitwie pod Bosworth, poległego z ręki uzurpatora Ryszarda III. Gdyby nie ofiarna postawa sir Williama, ojciec zapewne również by zginął. I dlatego, w dowód wdzięczności, kilka lat po zwycięstwie, które zapewniło mu tron, umieścił młodego Karola na dworze Artura, a później mianował go paziem. Był to hałaśliwy i niezbyt bystry chłopiec, ale rozmiłowany w walkach na kopie, rycerstwie i przepychu, co sprawiło, że stali się z Harrym nierozłączni.
Brandon nienawidził Szkieletora, który – mając na uwadze dobro Harry’ego – często się na niego złościł. Dwa lata temu nauczyciel napisał książkę _Zwierciadło księcia_, w której, wraz z innymi radami mającymi na celu poprawę charakteru, nakłaniał Harry’ego do wyboru dobrej żony, którą zawsze winien cenić. Tak jakby Harry sam nie wiedział, że damy należało czcić i traktować z szacunkiem!
Starając się nie roześmiać na widok zabawnych min Brandona, skierował wzrok na zadrukowaną kartę przed sobą i pomyślał o Katarzynie. Jego serce należało do niej od momentu, gdy powitał ją w Londynie szesnaście miesięcy wcześniej i odprowadził do ołtarza w Katedrze Świętego Pawła, gdzie poślubiła Artura. Urzekła go swoją urodą – długimi rudozłotymi włosami – a także godnością i wdziękiem. Była od niego starsza o pięć i pół roku, poważna i dostojna niczym księżniczka z legend, i z pewnością będzie kolejną idealną królową, jak jego matka. Jakże zazdrościł Arturowi! Już wtedy przeczuwał, że sam byłby dla niej znacznie lepszym i bardziej krzepkim mężem. Teraz zaś Katarzyna miała należeć do niego. Za nieco ponad dwa lata, kiedy skończy czternaście lat, wezmą ślub. Nie potrzebował napomnień mistrza Skeltona, by wiedzieć, jak wysoko ją ceni.
Myśl o matce sprawiła, że zastygł w smutku. Rozpamiętywanie żalu było zbyt bolesne, jednakże poczucie straty zdawało się go przerastać.
– Lordzie Harry, od dobrego kwadransa nie przewróciłeś ani jednej strony – skarcił go nauczyciel.
– Jak mam się skupić na pracy, skoro nie mogę przestać rozpaczać po matce? – odparł Harry żałośnie, spuszczając głowę, aby Szkieletor nie dostrzegł łez w jego oczach.
Surowa twarz nauczyciela złagodniała.
– Dobrze, mój książę, rozumiem. Być może dobrze zrobi wam wyjście na świeże powietrze i ćwiczenia w strzelaniu z łuku.
– Tak, z pewnością! – zawołał Harry, zrywając się na równe nogi, z całego serca pragnąc zapomnienia.
– W takim razie idźcie. Powiem mistrzowi Dewesowi, żeby przyszedł po południu, zamiast rano.
– Dziękuję – wyszeptał Harry i odszedł pospiesznie.
Lubił mistrza Dewesa, który uczył go francuskiego, łaciny i włoskiego – języków, w których się wyróżniał. Przynajmniej w tej dziedzinie potrafił zadowolić ojca. Najpierw jednak czekała go upragniona przygoda na świeżym powietrzu. Po kilku pojedynkach z przyjaciółmi zamierzał pojeździć konno, poćwiczyć z kwintainą1, a jeśli zostanie mu trochę czasu przed rozpoczęciem lekcji – zagrać w tenisa. Nie było nic, co kochałby ponad ruch. Na szczęście ojciec nakazał, aby nauczono go wszystkich umiejętności odpowiednich dla księcia – jazdy konnej, strzelania z długiego łuku, szermierki, walki na kopie, zapasów i posługiwania się mieczem. I w każdej z nich osiągał znakomite wyniki!
Wkładając skórzany bezrękawnik, skinął na Brandona i innych młodych dworzan, aby wyszli za nim z pałacu, w blade lutowe słońce, i ruszył w kierunku tarczy strzelniczej, podczas gdy dwóch yeomenów podążyło za nim. William Compton, jeden z podopiecznych króla, pospieszył z tyłu. Był od Harry’ego o dziewięć lat starszy i pochodził z zamożnej rodziny, ale Szkieletor uważał, że ma na księcia zły wpływ z powodu swej ostentacyjnej nonszalancji, która – jak Harry wiedział – skrywała żelazną wolę i nieograniczoną ambicję. Pewnego dnia będzie potrzebował takich ludzi jak Compton i daleki kuzyn Edward Neville, który – podobnie jak Brandon – wykazywał wyraźne podobieństwo do księcia, i to nie tylko za sprawą wspólnej pasji do walk na kopie. W istocie Brandon i Harry bywali często uznawani za braci.
Jakże inne byłoby życie Harry’ego, gdyby miał własny dwór, z dala od czujnego oka Henryka VII. Na myśl o ojcu zmarszczył brwi. Współczuł królowi, bo nie ulegało wątpliwości, że kochał matkę; nie mógł też odmówić mu podziwu za zdobycie królestwa po pokonaniu uzurpatora. A jednak ojciec nie roztaczał wokół siebie królewskiej aury i nie sprawiał wrażenia wielkiego władcy. Wychudzona twarz, przerzedzone, siwiejące włosy oraz zgarbiona, szczupła sylwetka wskazywały raczej na urzędnika niż władcę. Co więcej, Harry miał wrażenie, że ojciec wciąż mu wszystkiego odmawia albo go krytykuje.
Przed śmiercią Artura ojciec planował przekazać Harry’emu posiadłość z twierdzą Codnor w Derbyshire i Harry był tym niezwykle podekscytowany. Według wszystkich relacji Codnor był niczym forteca z legendy i wydawał się idealną siedzibą dla szlachetnego rycerza, którym pragnął zostać w przyszłości. Wyobrażał sobie, jak organizuje w zamku turnieje, otoczony dwornymi szlachcicami i pięknymi damami, a pewnego dnia sprowadza tam narzeczoną, która będzie wyglądała dokładnie jak Katarzyna. A co najważniejsze, znalazłby się setki mil od Londynu, z dala od czujnego oka ojca. Wizja tej swobody była niezwykle kusząca.
Potem jednak Artur zmarł, a król odstąpił od tamtego zamiaru.
– Straciłem już dwóch synów – wyjaśnił stojącemu przed nim Harry’emu, powstrzymującemu łzy gniewu i rozczarowania. – Nie mogę pozwolić sobie na utratę ciebie, jedynego, który mi pozostał. Wysłałem Artura daleko, do Ludlow, czego teraz żałuję. Ciebie zamierzam zatrzymać przy sobie.
Harry z trudem skrywał urazę, która jątrzyła się, odkąd zrozumiał, że ojcowski zamiar trzymania go blisko oznacza niemal klasztorne życie – wśród nauczycieli i pod nieustannym nadzorem, nawet na polowaniu. W każdym pałacu przydzielano mu sypialnię, do której wchodziło się wyłącznie przez apartament ojca. Jego kontakty z dworem były ściśle kontrolowane i rzadko widywał swoją przyszłą narzeczoną. Nic dziwnego więc, że wkrótce poczuł się osaczony.
Gdy wreszcie zdobył się na odwagę, by wyrazić niezadowolenie, ojciec wysłuchał go z niezwykłą cierpliwością, po czym poklepał po ramieniu.
– Mówiąc najprościej, Harry, trzymam cię blisko siebie, bo cię kocham i nie zniósłbym myśli o twojej utracie. Ale to nie jedyny powód. Masz już królewską prezencję, ujmującą godność i dworski takt. Pragnę jednak dalej cię kształtować poprzez naukę i dobry przykład, abyś był w pełni gotów do objęcia tronu, gdy nadejdzie czas.
– Czy nie mógłbym mieć trochę więcej swobody, panie? – zapytał Harry ze smutkiem, marząc o wolności w Codnor.
– Jesteś księciem. Żyjesz w przepychu dzięki mojej roztropnej trosce o finanse tego królestwa. Pewnego dnia zostaniesz królem, odziedziczysz ogromne bogactwa i poślubisz jedną z najwspanialszych księżniczek chrześcijańskiego świata. Czemuż nie jesteś zadowolony? Musisz odbyć naukę za te przywileje.
Ton ojca był ostry, więc Harry skłonił się i wyszedł poskromiony. Kiedy poskarżył się Szkieletorowi, nauczyciel zbył go.
– Poczytuj to sobie za szczęście, lordzie Harry. Nie ma lepszej szkoły niż przebywanie u boku takiego ojca jak król Henryk.
Tylko matka potrafiłaby go wysłuchać i zrozumieć, lecz matki już nie było. Spoczywała pod prezbiterium opactwa westminsterskiego, a jemu nie pozwolono nawet uczestniczyć w jej pogrzebie.
W czerwcu Harry zauważył, że jego myśli coraz rzadziej powracają do niedawnej straty, a coraz częściej skupiają się na przyszłości. W piękny letni dzień, porzuciwszy żałobę i przywdziawszy wspaniałą szatę z białego adamaszku i szkarłatnego aksamitu, wyruszył u boku króla przez Londyn do domu biskupa Salisbury przy Fleet Street, gdzie miał zaręczyć się z Katarzyną. Dwa dni wcześniej ojciec podpisał traktat z Hiszpanią.
Weszli do górnej komnaty, rozświetlonej promieniami słońca wpadającymi przez wysokie okna. Na widok przyszłej żony Harry wstrzymał oddech. Ubrana w dziewiczą biel, ze złocistymi włosami opadającymi swobodnie – na znak niewinności – stała przed nim w milczeniu. Skromnie spuściła wzrok, wykonując ukłon. Serce Harry’ego przepełniła duma.
Stanęli przed biskupem i złożyli swoje przyrzeczenia. Potem podano wino w zdobionych klejnotami pucharach, a Harry i Katarzyna uśmiechali się do siebie, usiłując rozmawiać po angielsku, francusku i hiszpańsku, choć żadne z nich nie władało biegle wszystkimi trzema językami. Mimo to w jej oczach dostrzegł życzliwość i współczucie, które przypominały mu ukochaną matkę. Wydawało się, że pragnie go pocieszyć po niedawnym nieszczęściu. A jednak było w tym spojrzeniu coś więcej. Czy to możliwe, że podobnie – jak prawie wszyscy, których spotkał – ona również ulega jego urokowi?
Niestety ojciec nazbyt szybko polecił mu się z nią pożegnać i wrócili do pałacu w Westminsterze, podczas gdy Katarzyna udała się do rezydencji arcybiskupa Canterbury w Croydon, gdzie wówczas mieszkała.
– Cóż za szczęście, że wraz z hiszpańskimi władcami zdołaliśmy uzyskać od papieża dyspensę zezwalającą na twoje małżeństwo – oznajmił król, gdy podążali wzdłuż Strandu, a stukot końskich kopyt ich niewielkiej świty niósł się echem w tyle. – Ponieważ Katarzyna była żoną Artura, początkowo obawialiśmy się, że może nosić jego dziecko. Choć zapewniano nas, że księżniczka nadal jest dziewicą, uznałem za rozsądne zabezpieczyć nas na wypadek, gdyby małżeństwo zostało skonsumowane. Dyspensa jest nieodzowna, jako że sukcesja zależy od niekwestionowanej legalności waszego związku.
– Dlaczego fakt, że księżniczka jest nadal dziewicą, ma aż tak wielkie znaczenie? – zapytał Harry, uprzejmie skłaniając głowę ku ludziom, którzy przybyli, aby ich powitać.
Ojciec zatrzymał konia.
– Biblia wyraźnie ostrzega, że mężczyzna, który poślubi wdowę po swoim bracie, może zostać dotknięty bezdzietnością i klątwą Bożą, a przecież nakazuje mu wziąć ją za żonę i wzbudzić bratu potomstwo. Najuczeńsi biskupi poinformowali mnie, że kluczową kwestią teologiczną nie jest dziewictwo Katarzyny, ale to, czy urodziła Arturowi żywe dziecko, czego oczywiście nie zrobiła. Gdyby tak rzeczywiście było, nigdy nie mógłbyś się z nią ożenić, mój drogi Harry. Chciałem jednak ostrożnie uwzględnić wszystkie możliwe ewentualności. Jest też teoretycznie możliwe, choć mało prawdopodobne, że małżeństwo zostało skonsumowane, a młoda Katarzyna nie zdawała sobie z tego sprawy; a nawet, że przez krótki czas była brzemienna i o tym nie wiedziała. Tylko sam Bóg zna prawdę.
Harry poczuł nagłe ukłucie zazdrości na myśl o Katarzynie w łożu Artura. Do tej pory zakładał, że dzielili niewinną bliskość, ponieważ Artur był zbyt chory, by podjąć próbę współżycia. Nie mógł znieść przypuszczenia, iż jego brat mógł być pierwszy.
– Powiedziała, że jest dziewicą – zaprotestował. – Dzisiaj była ubrana na biało.
– To prawda – przyznał król. – To pobożna dziewczyna i jestem pewien, że mówiła prawdę. Nie masz się czym martwić, Harry.
1504–1505
Harry musiał czekać do następnego lata, aby spędzić z Katarzyną więcej niż kilka minut z dala od czujnych oczu ojca. W sierpniu król zaprosił ją do Richmond, a ona przybyła na barce z rezydencji Durham House na Strandzie, którą oddał jej do dyspozycji.
Pałac w Richmond jawił się niczym raj na ziemi – wspaniałą blankowaną pałacową fantazją, wzorowaną na rezydencjach książąt Burgundii. Harry pamiętał, jak w dzieciństwie podczas Bożego Narodzenia spłonął stary pałac Sheen. Na jego miejscu ojciec wzniósł arcydzieło z czerwonej cegły i kamienia, z szerokimi wykuszami, baśniowymi wieżyczkami i wieżami zwieńczonymi kopułami w kształcie dzwonów i pozłacanymi wiatrowskazami. Na dziedzińcach tryskały fontanny, wokół rozciągały się sady i przyjemne ogrody z krzewami, kwiatami i ziołami ułożonymi w nowe, przeplatające się wzory, znane pod nazwą ogrodów węzłowych. Przecinały je szerokie aleje, a wśród zieleni stały posągi heraldycznych zwierząt. W wielkiej wieży, w której mieściły się królewskie apartamenty, sufity lśniły błękitem, usiane złotymi różami Tudorów. Nad bramą widniał herb Henryka VII, podtrzymywany przez czerwonego smoka Walii i charta z Richmond, przynależnego do dawnego tytułu hrabiowskiego ojca.
Dla Harry’ego był to radosny czas, ponieważ codziennie wraz z Katarzyną mógł urządzać polowania. Jeździła dobrze, z łatwością dotrzymywała mu kroku i nie była zbyt delikatna, by uczestniczyć w zabijaniu zwierzyny. Z każdą godziną kochał ją coraz bardziej, a ona dawała mu wszelkie znaki, że mimo różnicy wieku również go uwielbia.
Harry miał teraz trzynaście lat. Jego ciało się zmieniało i zaczynał pojmować, czym naprawdę jest pożądanie. Stawał się coraz postawniejszy i nabierał muskułów, głos miał głębszy, a tam na dole jego berło – jak lubił o nim myśleć – nagle stawało się nieprzewidywalne i niesforne. Coraz żywiej reagował na widok czerwonych ust, piersi odsłoniętej nad gorsetem, kostki widocznej spod sukni, gdy jej właścicielka wchodziła po schodach – i na Katarzynę w całej okazałości. Pragnął już tylko osiągnąć wiek, w którym będą mogli się pobrać, a on uczyni jej to, czego Artur – jak żywił nadzieję – nie zdołał dokonać. Do tego dnia pozostawało zaledwie dziesięć miesięcy. Czas jednak dłużył się bez końca. Był już gotów do małżeństwa, lecz Kościół, z jakiejś niepojętej przyczyny, postanowił, że chłopcy nie mogą dzielić łoża z żonami, dopóki nie ukończą czternastu lat.
W międzyczasie starał się jak najlepiej wykorzystywać czas spędzany z Katarzyną, zachwyconą możliwością uczestniczenia w bogatym życiu dworu. Urządzali uczty i tańczyli, jeździli na długie przejażdżki do parku w Richmond, śpiewali – a Harry akompaniował na lutni, którą podarował mu ojciec – i doskonale się bawili.
Zgodnie z tradycją hiszpańskich księżniczek Katarzynie towarzyszyła opiekunka, doña Elvira. Ojciec nazywał ją Smokiem, ponieważ sprzeciwiła mu się, gdy Katarzyna przybyła do Anglii, nie pozwalając mu zobaczyć przyszłej synowej bez woalki. Ojciec zignorował jej protesty i od tego czasu stali się wrogami.
Teraz doña Elvira, czujnie strzegąca honoru swojej młodej pani, wyraziła oburzenie, że król pozwala Katarzynie i Henrykowi na taką poufałość. Obawiała się, że nieskrępowana bliskość z narzeczonym może narazić Katarzynę na utratę godności w oczach Anglików.
– Poskarżyła mi się, że namawiasz księżniczkę do zbyt swobodnych zabaw na oczach dworu – westchnął ojciec, wezwawszy Harry’ego do swojego gabinetu, gdzie siedział za wielkim stosem ksiąg rachunkowych.
Harry od dawna zastanawiał się, dlaczego król, mający do dyspozycji wszystkie bogactwa królestwa, traci czas na przeglądanie tych niekończących się kolumn z liczbami. Oburzenie skargą doñi skutecznie jednak odciągnęło go od tych rozmyślań.
– Nie uczyniliśmy nic niewłaściwego! – zaprotestował. – A Katarzyna zawsze zachowuje się z największą cnotliwością. Nigdy jej nawet nie pocałowałem.
Ojciec chrząknął z dezaprobatą.
– W Hiszpanii sprawy mają się inaczej, mój chłopcze.
– Katarzyna jest teraz w Anglii!
– Nie zamierzam jednak robić nic, co mogłoby rozgniewać hiszpańskich władców lub zagrozić sojuszowi. Powiem Katarzynie, że musi nadal postępować tak, jak nakazali jej rodzice. Musi przestrzegać tych samych zasad, których przestrzegała we własnym domu. Dotyczy to również odosobnienia.
– Ależ panie…
– Wystarczy! – Król podniósł rękę. – W przyszłym roku, kiedy się z nią ożenisz, będzie podlegała twojej władzy. Do tego czasu posłuszna będzie mnie.
Harry wyszedł, kipiąc gniewem. Był jednak pewien, że znajdzie sposób, aby się z nią spotkać. Los wszakże sprzyjał doñi, ponieważ Katarzyna zachorowała na febrę. Kiedy król przeniósł się do Westminsteru, nalegał, by zabrać ją ze sobą, a Harry’ego zostawić. Harry szalał z wściekłości i frustracji. Czym zasłużył sobie na takie traktowanie? Co było niewłaściwego w tym, że chciał spędzać czas z przyszłą żoną?
O gniewie zapomniał dopiero, gdy dotarła do niego wieść, że poważnie chora Katarzyna została odesłana do Durham House. Ojciec napisał, że cierpi na gorączkę i nie ma apetytu, lecz lekarze wierzą w rychłe jej wyzdrowienie. Król codziennie wysyłał posłańców z zapytaniem o stan jej zdrowia i proponował, że ją odwiedzi. Okazała się jednak zbyt chora, aby go przyjąć.
To była straszna wiadomość. A co, jeśli umrze? Harry nie mógł nawet o tym myśleć. Miała zostać jego królową; nie chciał nikogo innego. Kilka następnych nocy spędził w niepokoju, wyobrażając sobie najgorsze.
Ku jego ogromnej uldze wyzdrowiała, lecz nie powróciła już na dwór. Tuż przed Bożym Narodzeniem nadeszła bowiem z Hiszpanii wiadomość o śmierci królowej Izabeli. Harry współczuł Katarzynie, znając z własnego doświadczenia ból związany z utratą matki. Chciał znaleźć się przy niej, aby ją pocieszyć, i wydawało mu się nieludzkie, że ojciec rozdziela ich właśnie w takiej chwili. Jednocześnie żywił nadzieję, że Katarzyna odczuje, iż całym sercem jest przy niej; i ku temu właśnie płynęły wszystkie jego modlitwy.
I wtedy ojciec go wezwał. Harry stanął przed nim urażony, płonąc chęcią wykrzyczenia, jak bardzo oburza go ta nieżyczliwość. Ojciec jednakże miał na głowie inne sprawy.
– To, co zamierzam ci powiedzieć, Harry, musi pozostać najściślejszą tajemnicą. – Spojrzał na syna surowo. – W Hiszpanii panuje wielka żałoba po śmierci królowej Izabeli, co zrozumiałe, ponieważ królestwo to ponownie ulegnie podziałowi. Król Ferdynand nie ma prawa do tronu Kastylii, która teraz przejdzie na spadkobierczynię Izabeli, czyli ich najstarszą córkę, Joannę. A my, mój chłopcze, jesteśmy teraz związani przymierzem nie z silną, zjednoczoną Hiszpanią, ale z o wiele mniej znaczącym królestwem Aragonii. Rozumiesz, co chcę ci powiedzieć?
Harry rozumiał – i żałował tego. Wpatrywał się w króla, nie chcąc pojąć konsekwencji.
– Smutne jest – kontynuował nieubłaganie ojciec – że status i rola polityczna Katarzyny zostały w jednej chwili umniejszone.
Na Boga – wrzał Harry – on mówi jak kupiec, a nie król!
– Dla następcy tronu Anglii mogą być bardziej odpowiednie inne, korzystne małżeństwa.
– Nie! – Harry nie zawahał się ani chwili. – Chcę Katarzynę, nikogo innego.
– Uczynisz, co ci rozkażę, chłopcze. A ja uczynię to, co jest najlepsze dla Anglii.
– Ależ ojcze…
Król uniósł palec w ostrzegawczym geście.
– Dość! Podjąłem decyzję. Wstrzymuję finansowanie Katarzyny i sprowadzę ją tutaj, aby nie ponosić kosztów prowadzenia oddzielnego dworu. Zamieszka w odosobnieniu ze swoimi służącymi, a ty nie będziesz z nią rozmawiał bez mojej zgody. I będziesz zachowywał się tak, jakby twoje małżeństwo pozostawało w mocy, podczas gdy ja rozważę inne kandydatury. Nie patrz na mnie tak ponuro, chłopcze, to nie przystoi. A teraz wracaj do nauki.
Harry wyszedł, zaciskając pięści z bezsilności. Nie mógł znieść myśli, że Katarzyna zostanie tak upokorzona. Modlił się, by nigdy nie pomyślała, iż zaaprobował postępowanie ojca. Gdyby tylko mógł się z nią spotkać, aby zapewnić ją o swej miłości i lojalności… Kiedy wreszcie dowiedział się, że przybyła do Richmond, rzadko ją widywał, a gdy się to zdarzało, ze zdumieniem dostrzegał, że przywdziewa suknie wyraźnie znoszone i wytarte. Wówczas jego uraza do ojca przerodziła się w czysty gniew.
Na szczęście zbliżały się jego czternaste urodziny. Początkowo sądził, że ojciec podejmie decyzję przed wyznaczonym terminem i dotrzyma warunków kontraktu małżeńskiego. Wkrótce jednak stało się jasne, że na dworze nie czyni się żadnych przygotowań do ślubu.
Niezdolny znieść tej niepewności, pewnej nocy zapukał do drzwi ojca. Wpuszczony do jego sypialni, ujrzał go siedzącego na skrzyni przy łożu, otulonego aksamitnym szlafrokiem i przeglądającego plik dokumentów.
– Tak, Harry? O co chodzi? – zapytał ów dość uprzejmie.
– Ojcze, co z moim ślubem? Wkrótce powinien się odbyć. Jakie są twoje zamiary? – Starał się, aby głos nie brzmiał zbyt wojowniczo.
Król zmarszczył brwi.
– Jeszcze nie podjąłem decyzji. Należy wiele rozważyć. Katarzynie przysługuje znaczny posag, z którego otrzymaliśmy dotąd dopiero połowę. Mówiąc wprost, nie zamierzam rezygnować z pozostałej części. Na tę chwilę nie ma korzystniejszego mariażu. Moja polityka polega na opóźnianiu twojego ślubu tak długo, jak to możliwe, aby sprawdzić, czy pojawi się inna, bardziej odpowiednia kandydatka.
– To niesprawiedliwe zarówno wobec mnie, jak i wobec Katarzyny! – zaprotestował Harry.
– To polityka, chłopcze, i powinieneś wyciągnąć z tego wnioski – powiedział łagodnie ojciec. – Musimy pozostawić sobie możliwość wyboru. W przeddzień twoich urodzin staniesz przed biskupem Winchesteru i odwołasz obietnice złożone podczas zaręczyn, orzekając, że zostały zawarte, gdy byłeś niepełnoletni i, zgodnie z prawem, niezdolny do samodzielnego podejmowania takich decyzji.
Przerażony Harry zacisnął pięści.
– Ależ ja wiedziałem, co robię!
– To bez znaczenia. Chcę mieć pewność, że w razie pojawienia się lepszej partii nic nie stanie na przeszkodzie zerwaniu twoich zaręczyn z Katarzyną. I zachowasz tę sprawę w tajemnicy – to rozkaz!
Harry’emu nie mieściło się w głowie, że ojciec potrafi być tak zimny, wyrachowany i okrutny. Rozpaczliwie pragnął zobaczyć Katarzynę, ostrzec ją i wyjaśnić, że nie chce brać w tym udziału. Myślał nawet o wtargnięciu do jej apartamentów i wyjawieniu prawdy, zanim ktokolwiek zdąży go powstrzymać. Jednakże taki krok zapewne pogorszyłby sprawę. I choć w tej chwili nienawidził ojca, równocześnie się go obawiał. Wiedział, że kiedy nadejdzie chwila zerwania zaręczyn, będzie musiał się podporządkować.
W październiku król wkroczył do jego sypialni.
– Synu, mam dla ciebie dobrą wiadomość. Podjąłem tajne negocjacje z królową Joanną i królem Filipem w sprawie twojego małżeństwa z ich córką, Eleonorą.
Harry na chwilę zaniemówił. Pomimo tego, że został zmuszony do unieważnienia zaręczyn, nadal pragnął poślubić Katarzynę.
– Królowa Joanna jest przecież siostrą Katarzyny. Zgodzi się na jej zastąpienie?
– Wątpię, by miała cokolwiek do powiedzenia w tej sprawie. To jej mąż, Filip Piękny, rządzi Kastylią, a jego słowo jest dla niej prawem. Żywi on urazę z powodu ingerencji Ferdynanda w sprawy Kastylii i widzi w tym małżeństwie sposób na zemstę. Sądzę, że zaoferuje hojny posag.
Harry poczuł ciężar na sercu.
– Infantka Eleonora jest jeszcze dzieckiem.
– Ma sześć lat, lecz gdy ukończy dwanaście, będzie gotowa do małżeństwa; czas upłynie szybciej, niż myślisz. Pamiętaj, że młodszą żonę łatwiej ukształtować wedle własnej woli niźli starszą. Ty masz zaledwie czternaście lat, a Katarzyna prawie dwadzieścia. Narzucenie jej małżeńskiej władzy będzie większym wyzwaniem. To kobieta o silnym charakterze.
Harry pomyślał, że ojciec całkowicie się myli. Katarzyna zawsze była uległa i pełna szacunku.
– Eleonora to lepsza partia – kontynuował król. – Jej matka jest królową Kastylii i dziedziczką Aragonii, a ojciec spadkobiercą wszystkich terytoriów Habsburgów i pewnego dnia może zostać cesarzem Świętego Cesarstwa Rzymskiego.
Eleonora nie była jednak Katarzyną! Harry’emu nie podobał się też pomysł odłożenia ślubu o sześć lat.
– Najlepiej oswój się z tą myślą, chłopcze. – Ojciec pozostał nieugięty. – Zamierzam doprowadzić do tego małżeństwa.
1506
Wraz z nadejściem nowego roku Harry z niepokojem obserwował, jak ojciec obraca niedoszłą katastrofę na swą korzyść. Na wieść, że królowa Joanna i król Filip, powracający z Burgundii do Hiszpanii, rozbili się u wybrzeży Anglii, podjął pospieszne działania, aby im pomóc i powitać w Windsorze jako swoich gości. Filip, jak relacjonował ojciec, był równie chętny do spotkania. Zdecydował się bowiem doprowadzić do zaręczyn córki z księciem Walii, aby w ten sposób wbić klin między króla Henryka a króla Ferdynanda. Bieg wydarzeń zdawał się sprzyjać obu monarchom.
Wbrew sobie Harry pozostawał pod wrażeniem Filipa Pięknego, który zdawał się ucieleśniać wszelkie cnoty i splendor, jakie – w jego przekonaniu – powinien posiadać książę. Nie odczuwał jednak podobnej sympatii wobec Joanny, która stroniła od ceremoniałów, a zarazem ostentacyjnie nadskakiwała mężowi, wyraźnie zakłopotanemu tak jawnymi przejawami zaborczej miłości.
Kobiety nie powinny tak się afiszować – pomyślał Harry.
Katarzynę pospiesznie wezwano do Windsoru na krótką wizytę, by mogła spotkać się z siostrą. Król nie chciał, aby władcy Kastylii dowiedzieli się, że traktował ją z mniejszą atencją, niż jej przysługiwała, i dokładał starań, by nadać jej widoczną, zaszczytną rolę w uroczystościach. Harry był przejęty, gdy usadzono ich obok siebie, na honorowym miejscu pod królewskim baldachimem. Zamiast jednak wyznać jej to, co czuje, musiał poprzestać na uprzejmych słowach, gdyż ojciec siedział tuż obok. Mimo to starał się spojrzeniem i tonem głosu przekazać jej swoje współczucie – i zdawało mu się, że w jej oczach dostrzega pełne zrozumienie.
Ojciec polecił Katarzynie założyć hiszpańską suknię i zatańczyć z damami dworu, aby sprawić Filipowi przyjemność. Ten jednak nie wyglądał na zadowolonego, a kiedy Katarzyna próbowała nakłonić go do tańca, grzecznie odmówił i wznowił rozmowę z królem Henrykiem. Kiedy obserwowali, jak dziesięcioletnia księżniczka Maria wkracza na parkiet i wykonuje nienaganne dygnięcie, Harry pojął, że Filip nie chce, aby Katarzyna zajmowała ważne miejsce na dworze – zwłaszcza że postanowił zastąpić ją własną córką. Prawdopodobnie to wszystko działo się zgodnie z planem ojca, który chciał uczynić Filipa bardziej skłonnym do przyjęcia korzystnych warunków (ojciec był przebiegły w tych sprawach). Harry zauważył, że Katarzynie nie pozwolono pozostać sam na sam z Joanną dłużej niż pół godziny. Oczywiście król nie chciał, by wylała przed siostrą swoje żale, które mogłyby dotrzeć do uszu ich ojca.
Filip bardzo zabiegał o sympatię Harry’ego, wykorzystując swój słynny urok, aby mu się przypodobać. Harry dał się uwieść. Filip był przecież synem potężnego Maksymiliana, cesarza Świętego Cesarstwa Rzymskiego, a pewnego dnia miał stać się panem całej Hiszpanii i cesarstwa. Mając na względzie przyszłość, dobrze było pozyskać przyjaźń takiego władcy. Kiedy w kwietniu Filip i Joanna opuścili Anglię, Harry żałował, że musi się z nimi pożegnać, choć zarazem czuł ulgę, że nic nie zostało jeszcze postanowione w sprawie jego małżeństwa.
Jesienią tego samego roku do Anglii dotarła najgorsza wiadomość, jaką usłyszał od czasu śmierci matki – Filip nie żył. Myśl, że tak młody i wspaniały książę odszedł do przodków w wieku zaledwie dwudziestu ośmiu lat, napawała grozą. Tragedia ta uświadomiła piętnastoletniemu Harry’emu przerażającą prawdę: wszyscy ludzie są śmiertelni i w każdej chwili mogą zostać wezwani przez Boga. Od tej pory zaczął lękać się każdej drobnej dolegliwości i najmniejszego symptomu choroby.
Bezpośrednim następstwem śmierci Filipa była poprawa pozycji Katarzyny na dworze, co dało Harry’emu nadzieję, że ojciec nie będzie już swatał go z infantką Eleonorą. Wszystko mogłoby się jeszcze ułożyć, gdyby król Ferdynand wypłacił pozostałą część posagu Katarzyny. Nie był jednak do tego zobowiązany, dopóki nie doszło do ślubu, choć ojciec niesłusznie tego oczekiwał. Harry pragnął, by Ferdynand pokazał, że naprawdę leży mu na sercu dobro własnej córki. Jakże niewłaściwe, jak bolesne wydawało się to, że dwóch starców mąci szczęście dwojga młodych ludzi!
1 Urządzenie używane w średniowieczu podczas ćwiczeń rycerskich i turniejów. Był to drewniany manekin lub słup z obrotowym ramieniem (przyp. red.).