-
nowość
Jak wbić gwóźdź i nie uderzyć się w palec. Kurs dla zaawansowanych teoretyków - ebook
Jak wbić gwóźdź i nie uderzyć się w palec. Kurs dla zaawansowanych teoretyków - ebook
Czy można napisać całą książkę o wbijaniu gwoździa? Oczywiście. Zwłaszcza jeśli prostą czynność da się zamienić w procedurę wymagającą analiz, schematów, zasad bezpieczeństwa i odrobiny nadmiernej powagi. „Jak wbić gwóźdź i nie uderzyć się w palec” to satyryczny antyporadnik dla tych, którzy lubią komplikować rzeczy proste – oraz dla tych, którzy mają dość poradników obiecujących mistrzostwo w pięciu krokach. Thomas J. Foolery z kamienną twarzą prowadzi czytelnika przez świat młotków, gwoździ, teorii, procedur i katastrof, które można było przewidzieć. Krótka, lekka i absurdalnie rzeczowa książka o majsterkowaniu, która tak naprawdę opowiada o naszej potrzebie robienia nauki ze wszystkiego. Idealna na prezent dla domowego fachowca, zawodowego teoretyka i każdego, kto choć raz przeczytał instrukcję dopiero po fakcie.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Komiks i Humor |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788397926134 |
| Rozmiar pliku: | 6,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Szanowny Czytelniku,
To, co trzymasz w rękach, nie jest zwykłą opowieścią. To materiał badawczy. Przez lata obserwowaliśmy jeden z najbardziej fascynujących, a zarazem najbardziej niebezpiecznych gatunków zamieszkujących naszą planetę: _Homo domesticus_ – człowieka domowego.
W przeciwieństwie do antylop na sawannie czy fok w oceanie, _Homo domesticus_ nie walczy o przetrwanie z drapieżnikami. Jego naturalnym wrogiem jest materia nieożywiona: krzywe ściany, cieknące krany i – przede wszystkim – on sam, uzbrojony w narzędzia, których przeznaczenia do końca nie rozumie.
Część pierwsza tej publikacji, którą nazwaliśmy „Praktycznym studium upadku”, jest kroniką jednego niedzielnego popołudnia. To surowy, pozbawiony retuszu portret ambicji, która zderza się z prawami fizyki. Zobaczysz tu rytuały godowe z młotkiem, taniec z poziomicą oraz tragiczne w skutkach próby oszukania grawitacji.
Zachęcamy do lektury w bezpiecznej odległości od jakichkolwiek narzędzi. Pamiętaj: to, co za chwilę przeczytasz, wydarzyło się naprawdę. Lub wydarzy się u Ciebie w najbliższy weekend.
Zapraszamy do salonu. Seans właśnie się zaczyna.GENEZA PROBLEMU, CZYLI MÓZG
MĘŻCZYZNY NIE ZNOSI PUSTKI
Spójrzmy na niego. Oto _Homo domesticus_, człowiek domowy, w swoim naturalnym środowisku. Jest niedzielne popołudnie. Pora, którą biologia określa mianem poobiedniego spadku energetycznego.
Nasz osobnik – samiec alfa we własnym mniemaniu – spoczywa na kanapie. Jego pozycja ciała – półleżąca, ze stopami wyłożonymi na stolik kawowy – sugeruje stan głębokiego relaksu graniczący z hibernacją. W dłoni dzierży pilota, swoje jedyne działające bez zarzutu insygnium władzy. Jego tętno jest miarowe, oddech spokojny. W tym momencie świat jest w idealnej równowadze. Nie ma zagrożeń. Nie ma wyzwań. Jest tylko on i powtórka serialu kryminalnego w telewizji.
Ale natura nie znosi próżni, a męskie ego – spokoju.
Zjawisko, które za chwilę zaobserwujemy, nosi w psychologii nazwę „nagłej i nieuzasadnionej aktywacji ośrodka zrób-to-sam”. Zaczyna się niewinnie. Wzrok naszego Bohatera, zamiast śledzić fabułę na ekranie, zaczyna błądzić. Przesuwa się po meblach, omija stertę nieprzeczytanych gazet, analizuje pęknięcie na suficie i nagle... zatrzymuje się.
Ściana.
Pusta powierzchnia nad pianinem.
Dla przeciętnego obserwatora jest to po prostu kawałek ściany pomalowanej farbą zmywalną. Dla naszego samca jest to jednak wyzwanie terytorialne. W jego gadzim mózgu zapala się niebezpieczna dioda. Zamiast pomyśleć: „Jaka ładna, czysta, nieuszkodzona przestrzeń”, myśli: „Tu czegoś brakuje. Tu brakuje mojego śladu”.
W jego głowie rodzi się wizja. Przypomina sobie o Artefakcie.
Jest to oprawiony w antyramę dyplom „Pracownika Kwartału” z jesieni 2013 roku. Przedmiot ten od lat kurzy się za szafą w sypialni, czekając na lepsze czasy. Ten kawałek papieru jest dla naszego Bohatera dowodem na to, że kiedyś, gdzieś, ktoś docenił jego kompetencje. Powieszenie go tutaj, w centrum domowego ogniska, ma przywrócić mu poczucie sprawczości.
„To zajmie chwilę” – myśli.
Zatrzymajmy się przy tym zdaniu. „To zajmie chwilę”. Jest to jedno z najbardziej kłamliwych zdań w historii ludzkości, stojące w jednym szeregu z „Nie będę tego zapisywał, zapamiętam” oraz „To tylko jedno piwo”. W ustach _Homo domesticus_ oznacza ono zazwyczaj proces trwający od dwóch do sześciu godzin, kończący się wizytą na szpitalnym oddziale ratunkowym.
Ale on tego jeszcze nie wie.
Chemia w jego mózgu ulega zmianie. Dopamina miesza się z testosteronem.
Spójrzcie, jak wstaje. To fascynująca metamorfoza. Przed chwilą był zgarbionym konsumentem popkultury. Teraz? Teraz prostuje kręgosłup. Wciąga brzuch. W swojej wyobraźni wcale nie jest facetem, który dostaje zadyszki, wchodząc na pierwsze piętro. O nie. W swojej głowie jest inżynierem. Jest architektem. Jest Adamem Słodowym nowej ery, który za pomocą siły woli i prostych narzędzi okiełzna materię.
– Kochanie! – woła w stronę kuchni. Jego głos jest o oktawę niższy niż zwykle, pełen fałszywej, samczej pewności siebie. – Powieszę mój dyplom w salonie! Nad pianinem!
Następuje chwila ciszy. Z kuchni nie słychać oklasków.
Żona (samica alfa tego stada) posiada bowiem zmysł, którego nasz Bohater jest pozbawiony: Pamięć Historyczną. Ona pamięta „Incydent z karniszem” z 2018 roku. Pamięta „Tragedię cieknącego kranu”. Pamięta wreszcie, ile kosztowało gipsowanie przedpokoju po ostatnim napadzie kreatywności jej męża.
z notatnika obserwatora
Pamięć Historyczna (Spis Katastrof Niezależnych). Zbiór faktów historycznych, które Żona uznaje za naukowe dowody na chroniczną niekompetencję męża w kontakcie z materią nieożywioną. Dwa najważniejsze punkty historyczne to:
_Incydent z karniszem (2018)._ Katastrofalne skutki niekontrolowanego użycia wiertarki udarowej. Zamiast montażu karnisza _Homo domesticus_ osiągnął akcję łańcuchową: wygenerowanie dziury o średnicy pięści, zniszczenie zasłon, uszkodzenie instalacji elektrycznej oraz złamanie ręki (spowodowane nagłą utratą równowagi pionowej).
_Tragedia cieknącego kranu (2016)._ Zignorowanie małej nieszczelności przez 18 tygodni (Faza Zaprzeczenia). Ostatecznie _Homo domesticus_ dwukrotnie podjął samodzielną naprawę (Wtórna Interwencja Destrukcyjna), co za każdym razem skutkowało zwiększeniem strumienia wody i eskalacją problemu aż do kosztownej, nocnej wizyty hydraulika.
– Czy na pewno musisz to robić teraz? – dobiega głos z kuchni. Jest to głos spokojny, ale podszyty lodowatym ostrzeżeniem. – Niedługo przyjdą goście. I pamiętaj, że ta ściana to karton-gips.
Nasz Bohater prycha. To charakterystyczny dźwięk lekceważenia faktów. Karton-gips? Dla niego to żadna przeszkoda.
– Spokojnie – odpowiada, ruszając w stronę przedpokoju. – To tylko jeden gwóźdź. Pięć minut roboty. Mam to pod kontrolą.
Narrator w tym momencie musiałby użyć terminu „iluzja kompetencji”. Osobnik jest przekonany, że rzeczywistość fizyczna nagnie się do jego woli. Ignoruje fakt, że jego dłonie wyewoluowały do obsługi pilota, a nie młotka. Ignoruje fakt, że jego ostatnim sukcesem inżynieryjnym było podłożenie złożonej serwetki pod chwiejący się stół. Ignoruje wreszcie podstawowe prawo natury: jeśli coś może pójść nie tak, to w jego rękach pójdzie nie tak w sposób spektakularny.
Ale nie uprzedzajmy faktów. Nasz Bohater rusza w stronę przedpokoju, do szafki, w której trzyma Narzędzia. To słowo piszemy wielką literą, bo dla niego to relikwie. To nic, że młotek jest zardzewiały, a poziomica kłamie. W tej chwili on czuje się jak chirurg wkraczający na salę operacyjną.
Słyszycie ten szelest? To jego zdrowy rozsądek zabiera walizki i wychodzi z domu.