-
nowość
-
promocja
Księga śmiechu i zapomnienia - ebook
Księga śmiechu i zapomnienia - ebook
Księga śmiechu i zapomnienia jest, jak chce sam jej autor, powieścią w formie wariacji. Konotacje muzyczne oznaczają, że Kundera krąży wokół nieuchwytnego tematu, snując siedem oddzielnych pod względem fabularnym opowieści. Powiedzieć, że owym głównym tematem jest śmiech i zapomnienie to w tym wypadku nie powiedzieć nic.
Pisarz prowadzi nas przez świat swojej powieści w rozpoznawalnym na pierwszy rzut oka stylu – stylu gęsto zabarwionym swobodnie potraktowanymi wątkami erotyczno-miłosnymi, stylu, w którym realizm potrafi w zaskakujących momentach nabierać cech magicznych. W tle nieodmiennie rozgrywa się historia komunistycznej Czechosłowacji. Kwestie filozoficzne i egzystencjalne są w tej książce potraktowane z lekkością i ulotnością. Mniej lub bardziej codzienne problemy bohaterów to zawsze ilustracje do jakiegoś pytania, ale każde z pytań traci ostrość od razu, gdy na horyzoncie pojawia się możliwość zadania następnego.
Z Księgi śmiechu i zapomnienia możemy dowiedzieć się choćby czym jest litost, uczucie bez zrozumienia którego, nie sposób według autora poznać ludzkiej duszy. Kundera naturalnie także jej nie poznaje, ale podczas lektury ma się wrażenie, że jest z nią zaznajomiony dość blisko.
"Księga, jak dosadnie sama siebie nazywa, jest znakomita i oryginalna, napisana z niezwykłą klarownością i inteligencją, która zaprasza nas do bezpośredniego wejścia w jej świat. Jest to także powieść dziwna tą dziwnością, która przyciąga i nie chce puścić."
John Updike
"Księga śmiechu i zapomnienia określa się mianem powieści, ale w rzeczywistości jest ona trochę baśnią, trochę esejem krytycznoliterackim, trochę traktatem politycznym, trochę książką muzykologiczną, a trochę autobiografią. Może jednak nazywać sama siebie jakkolwiek się jej żywnie podoba, bowiem cała jest genialna".
John Leonard, New York Times
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Literatura piękna obca |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8449-081-5 |
| Rozmiar pliku: | 4,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
STRACONE LISTY
1
W lutym 1948 roku przywódca komunistów Klement Gottwald wyszedł na balkon barokowego praskiego pałacu, by przemówić do setek tysięcy obywateli wypełniających Rynek Starego Miasta. Była to historyczna chwila w dziejach Czech. Chwila przełomowa, jakie zdarzają się raz, dwa razy na tysiąc lat.
Gottwalda otaczali jego towarzysze, tuż obok niego stał Clementis. Prószył śnieg, było chłodno, a Gottwald stał z gołą głową. Troskliwy Clementis zdjął swą futrzaną czapkę i włożył ją na głowę Gottwaldowi.
Wydział propagandy powielił w setkach tysięcy egzemplarzy fotografię balkonu, na którym Gottwald, w baranicy na głowie i z towarzyszami u boku, przemawia do narodu. Na tym balkonie rozpoczęły się dzieje komunistycznych Czech. Z plakatów, podręczników oraz muzeów znało tę fotografię każde dziecko.
W cztery lata później Clementisa oskarżono o zdradę i powieszono. Wydział propagandy natychmiast wyskrobał go z dziejów i oczywiście również ze wszystkich fotografii. Od tego czasu stoi już Gottwald na balkonie bez niego. Tam, gdzie znajdował się Clementis, jest tylko pusta ściana pałacu. Z Clementisa pozostała jedynie czapka na głowie Gottwalda.
2
Jest rok 1971 i Mirek mówi: Walka człowieka z władzą jest walką pamięci z zapomnieniem.
Chce w ten sposób usprawiedliwić to, co jego przyjaciele nazywają nieostrożnością: starannie prowadzi dzienniki, przechowuje korespondencję, sporządza notatki ze wszystkich spotkań, na których rozpatrują sytuację i zastanawiają się, co robić dalej. Wyjaśnia im: Nie popełniam żadnego wykroczenia przeciw konstytucji. Ukrywać się i mieć poczucie winy to byłby początek klęski.
Tydzień temu, gdy jako członek brygady budowlanej pracował na dachu nowo wznoszonego domu, spojrzał w dół i zakręciło mu się w głowie. Zatoczył się i złapał za luźno położoną stalową belkę, spod której potem trzeba go było wyciągać. W pierwszej chwili rana wydawała się groźna, ale później, gdy okazało się, że to tylko banalne złamanie ręki, pomyślał z radością, że będzie miał parę tygodni zwolnienia i wreszcie pozałatwia sprawy, na które dotąd nie miał czasu.
Mimo wszystko ostatecznie przyznał rację ostrożniejszym kolegom. Konstytucja gwarantuje co prawda wolność słowa, ale prawo karze za wszystko, co można uznać za działalność na szkodę państwa. Człowiek nigdy nie może wiedzieć, kiedy państwo podniesie krzyk, że takie czy inne słowo przynosi mu szkodę. Postanowił więc mimo wszystko wywieźć kompromitujące materiały w bezpieczne miejsce.
Najpierw jednak chce załatwić tę sprawę ze Zdeną. Telefonował do niej, do jej miasta, ale nie mógł się dodzwonić. W ten sposób stracił cztery dni. Dopiero wczoraj udało mu się z nią porozmawiać. Obiecała mu, że dzisiaj po południu będzie na niego czekać.
Jego siedemnastoletni syn protestował – Mirek nie może przecież prowadzić wozu, kiedy ma jedną rękę w gipsie. Rzeczywiście nie było to łatwe. Złamana ręka huśtała mu się na temblaku przed piersią, bezsilna i bezużyteczna. Zmieniając bieg, zawsze musiał puścić na chwilę kierownicę.
3
Ze Zdeną chodził dwadzieścia pięć lat temu i z owych czasów pozostało mu po niej jedynie kilka wspomnień.
Raz, kiedy się spotkali, ocierała sobie oczy chusteczką i pociągała nosem. Spytał ją, co się stało. Wyjaśniła mu, że wczoraj zmarł jakiś rosyjski mąż stanu. Jakiś Żdanow, Arbuzow czy Masturbow. Gdyby mierzyć ilością łez, śmierć Masturbowa wstrząsnęła nią bardziej niż śmierć własnego ojca.
Czy to w ogóle możliwe, że tak było? Czy tego płaczu nad Masturbowem nie wymyśliła sobie tylko jego dzisiejsza nienawiść? Nie, zdarzyło się to na pewno. Prawdą jest jednak, że bezpośrednich okoliczności, które sprawiły, że jej płacz był wiarygodny i prawdziwy, dziś już sobie nie uzmysławiał i wspomnienie przestało być podobne do prawdy, stało się karykaturą.
Wszystkie jego wspomnienia o niej były takie. Wracali razem tramwajem z mieszkania, w którym pierwszy raz się kochali. (Ze szczególną satysfakcją Mirek przekonywał samego siebie, że o ich spółkowaniach już zupełnie zapomniał i nie umiałby ożywić z nich w pamięci ani jednej sekundy). Siedziała w kątku na ławce, tramwaj trząsł, a jej twarz była smutna, zapatrzona w siebie i zadziwiająco stara. Gdy pytał, czemu jest taka milcząca, dowiedział się, że nie była zadowolona z ich stosunku. Powiedziała, że kochał ją jak inteligent.
Słowo „inteligent” w ówczesnym żargonie politycznym było obelgą, Oznaczało człowieka, który nie rozumie życia i jest oderwany od ludu. Wszystkich komunistów, którzy zostali wtedy powieszeni przez innych komunistów, obdarzano tym wyzwiskiem. W przeciwieństwie do tych, co pewnie stali na ziemi, bujali podobno w obłokach. Było więc na swój sposób sprawiedliwe, że za karę raz na zawsze usunięto im ziemię spod stóp i zawiśli kawałek nad nią.
Ale co miała na myśli Zdena, zarzucając mu, że spółkuje jak inteligent?
Tak czy owak, nie była z niego zadowolona i tak samo, jak potrafiła stosunek abstrakcyjny (swój stosunek do nieznanego Masturbowa) wypełnić najkonkretniejszym uczuciem (zmaterializowanym w łzie), umiała również najkonkretniejszemu aktowi nadać znaczenie abstrakcyjne, a swe niezadowolenie określić w kategoriach politycznych.
4
Patrzy we wsteczne lusterko i zauważa, że za nim jedzie stale ten sam osobowy samochód. Nigdy nie wątpił, że jest obserwowany, ale dotychczas robili to z mistrzowską dyskrecją. Dziś zaszła zasadnicza zmiana: chcą, żeby o nich wiedział.
Mniej więcej dwadzieścia kilometrów za Pragą znajduje się wśród pól wielki płot, a za nim warsztat samochodowy. Ma tam dobrego znajomego i chce, by ten wymienił mu uszkodzony rozrusznik. Zatrzymał wóz przed bramą, zagrodzoną szlabanem w czerwono-białe pasy. Koło szlabanu stała gruba baba. Mirek czekał, kiedy podniesie szlaban, ale ona patrzyła tylko długo na niego i ani drgnęła. Zatrąbił – bez rezultatu. Wychylił się z okienka.
– To jeszcze pana nie zamknęli? – odezwała się baba.
– Nie, jeszcze mnie nie zamknęli – odparł Mirek. – Czy może pani podnieść ten szlaban?
Jeszcze kilka długich chwil patrzyła na niego obojętnie, po czym ziewnęła i odeszła do portierni. Rozwaliła się tam za stołem i więcej już na Mirka nie spojrzała.
Wysiadł więc z wozu, przeszedł obok szlabanu i odnalazł w warsztacie znajomego mechanika. Mechanik wrócił z nim i sam uniósł szlaban (baba nadal siedziała obojętnie w portierni), żeby Mirek mógł wjechać na podwórze.
– Widzisz, co masz z tego, że tak często pokazywałeś się w telewizji – rzekł mechanik. – Teraz zna cię z widzenia byle baba.
– A kto to jest? – spytał Mirek.
Dowiedział się, że najazd armii rosyjskiej, która zajęła Czechy i wszędzie wprowadzała swoje porządki, pobudził ją do niezwykłej aktywności. Widziała, że ludzie stojący wyżej od niej (a wyżej od niej stał cały świat) wskutek najdrobniejszego posądzenia pozbawiani są władzy, pozycji, pracy i chleba, i podnieciło ją to do czynu: sama zaczęła donosić.