Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Lęk przed życiem - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
11 marca 2026
39,99
3999 pkt
punktów Virtualo

Lęk przed życiem - ebook

Zaakceptuj niepokój i odzyskaj radość życia.

Alexander Lowen, twórca bioenergetyki, przekonuje, że lęk przed życiem nie jest słabością, lecz doświadczeniem wpisanym w ludzką kondycję. W swojej książce wyjaśnia, jak niewyrażone emocje, napięcia i traumy zapisują się w ciele, wpływając na sposób, w jaki kochamy, działamy i przeżywamy codzienność. Autor pokazuje, że prawdziwa zmiana nie polega na nieustannej kontroli czy walce z własnymi słabościami, lecz na wsłuchaniu się w swój organizm i odzyskaniu kontaktu z ciałem. A także na akceptacji bólu, rozpaczy, smutku czy wewnętrznej pustki, bo tylko w ten sposób możemy uleczyć traumę i osiągnąć spełnienie.

Kategoria: Poradniki
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8382-861-9
Rozmiar pliku: 1,1 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

WPROWADZENIE

Ner­wica zwy­kle nie jest okre­ślana jako lęk przed życiem, nie­mniej tym wła­śnie ona jest. Osoba neu­ro­tyczna boi się otwo­rzyć serce na miłość, boi się wyjść komuś naprze­ciw lub wyko­nać jakiś zde­cy­do­wany ruch, boi się być w pełni sobą. Lęki te można wytłu­ma­czyć na grun­cie psy­cho­lo­gii. Kto otwiera się na miłość, może zostać zra­niony; kto wycho­dzi do ludzi, może być ode­pchnięty; kto ata­kuje, może ponieść klę­skę. Lecz pro­blem ten ma rów­nież osobny wymiar. Bogac­two życia i uczuć prze­kra­cza­jące dotych­cza­sowe przy­zwy­cza­je­nia jed­nostki jest dla niej prze­ra­ża­jące, ponie­waż grozi przy­tło­cze­niem jej ego, prze­rwa­niem jej wałów obron­nych i pod­wa­że­niem jej toż­sa­mo­ści. Per­spek­tywa bogat­szych prze­żyć i sil­niej­szych emo­cji budzi strach. Pra­co­wa­łem kie­dyś z mło­dym męż­czy­zną, któ­rego ciało było zupeł­nie bez życia, skur­czone i napięte. Miał tępe spoj­rze­nie, zie­mi­stą cerę, płytki oddech. Głęb­sze oddy­cha­nie i pewne ćwi­cze­nia tera­peu­tyczne wnio­sły w jego ciało oży­wie­nie. Wzrok się roz­ja­śnił, skóra nabrała zdrow­szej barwy, zaczął odczu­wać mro­wie­nie w róż­nych czę­ściach ciała, w nogach wystą­piły wibra­cje. Ale potem pacjent oświad­czył: „Nie, to za wiele dobrego. Nie wytrzy­mam tego”.

Sądzę, że w jakimś stop­niu wszy­scy jeste­śmy w sytu­acji tego czło­wieka. Chcie­li­by­śmy mieć w sobie wię­cej życia i dozna­wać sil­niej­szych uczuć, ale boimy się. Lęk przed życiem jest widoczny w naszej cią­głej gorącz­ko­wej aktyw­no­ści zagłu­sza­ją­cej uczu­cia, w ucieczce do przodu, by nie musieć kon­fron­to­wać się z samym sobą, w nad­uży­wa­niu trun­ków lub leków, żeby nie czuć bólu ist­nie­nia. Ponie­waż boimy się życia, usi­łu­jemy nim kie­ro­wać lub pano­wać nad nim. Uwa­żamy, że pod­da­wa­nie się emo­cjom jest czymś złym lub nie­bez­piecz­nym. Podzi­wiamy ludzi o zim­nej krwi, dzia­ła­ją­cych bez­na­mięt­nie. Naszym boha­te­rem jest James Bond, tajny agent numer 007. Nasza kul­tura kła­dzie nacisk na dzia­ła­nie i osią­gnię­cia. Współ­cze­sna jed­nostka ludzka pra­gnie odno­sić suk­cesy, a nie po pro­stu być czło­wie­kiem. Należy do „poko­le­nia akcji”, któ­rego myślą prze­wod­nią jest: wię­cej robić, mniej odczu­wać. Taka wła­śnie postawa jest zwy­kle cha­rak­te­ry­styczna dla dzi­siej­szego życia sek­su­al­nego: wię­cej dzia­ła­nia, mniej namięt­no­ści.

Choć­by­śmy byli naj­spraw­niejsi, nasze czło­wie­czeń­stwo ponosi porażkę. Sądzę, że więk­szość z nas ma to poczu­cie porażki. Nie­wy­raź­nie uświa­da­miamy sobie ból, udrękę i roz­pacz kry­jące się pod spodem. Jeste­śmy jed­nak zde­ter­mi­no­wani, by poko­nać swoją sła­bość, prze­ła­mać lęk i roz­wiać nie­po­kój. Dla­tego wła­śnie takim powo­dze­niem cie­szą się książki o samo­do­sko­na­le­niu typu „zrób to sam”. Nie­stety, te wysiłki są ska­zane na nie­po­wo­dze­nie. Być praw­dzi­wym czło­wie­kiem – to nie jest coś, co można osią­gnąć aktyw­nym dzia­ła­niem. Może trzeba wła­śnie zanie­chać gorącz­ko­wej aktyw­no­ści, zna­leźć chwilę na zaczerp­nię­cie odde­chu i odczu­wa­nie. Możemy wtedy doznać cier­pie­nia, ale jeśli znaj­dziemy w sobie odwagę, by je zaak­cep­to­wać, doznamy rów­nież satys­fak­cji. Jeśli sta­wimy czoło swo­jej wewnętrz­nej pustce, możemy zna­leźć peł­nię. Jeśli przej­dziemy przez roz­pacz, dotrzemy do rado­ści. W tym tera­peu­tycz­nym przed­się­wzię­ciu możemy jed­nak potrze­bo­wać pomocy.

Czy neu­ro­tyczny lęk przed życiem jest nie­uchron­nym losem współ­cze­snego czło­wieka? Odpo­wiedź brzmi „tak”, o ile defi­niu­jemy współ­cze­snego czło­wieka jako przed­sta­wi­ciela kul­tury, w któ­rej domi­nu­ją­cymi war­to­ściami są wła­dza i postęp. Ponie­waż te wła­śnie war­to­ści cechują kul­turę Zachodu w XX wieku, nie­uchron­nie każda osoba ukształ­to­wana przez tę kul­turę musi być zner­wi­co­wana.

Neu­ro­tyczna jed­nostka pozo­staje w kon­flik­cie ze sobą. Jedna jej część pró­buje pod­po­rząd­ko­wać sobie inną. Jej ego chce pano­wać nad cia­łem, racjo­nalny umysł – kon­tro­lo­wać uczu­cia, wola – prze­ła­my­wać nie­po­kój i lęki. Ponie­waż te kon­flikty prze­bie­gają głów­nie na pozio­mie nie­świa­do­mo­ści, wyczer­pują ener­gię jed­nostki i pozba­wiają ją spo­koju umy­słu. Ner­wica to kon­flikt wewnętrzny. Cha­rak­ter neu­ro­tyczny może przy­bie­rać wiele form, ale zawsze ozna­cza walkę pomię­dzy tym, czym osoba jest, a tym, czym we wła­snym prze­ko­na­niu powinna być. Każda jed­nostka neu­ro­tyczna jest uwi­kłana w tę walkę.

W jaki spo­sób rodzi się ten wewnętrzny kon­flikt? Dla­czego współ­cze­sny czło­wiek jest na niego ska­zany? W każ­dym kon­kret­nym przy­padku ner­wica powstaje w kon­tek­ście sytu­acji rodzin­nej. Ale sytu­acja rodzinna odzwier­cie­dla sytu­ację kul­tu­rową, ponie­waż na rodzinę wpły­wają wszyst­kie siły dzia­ła­jące w obrę­bie spo­łecz­no­ści, któ­rej jest czę­ścią. Aby zro­zu­mieć poło­że­nie egzy­sten­cjalne współ­cze­snego czło­wieka i poznać jego los, musimy zgłę­bić kul­tu­rowe źró­dła kon­fliktu.

Nie­które kon­flikty wystę­pu­jące w naszej kul­tu­rze są dobrze znane. Na przy­kład mówimy o pokoju, ale przy­go­to­wu­jemy się do wojny. Opo­wia­damy się za ochroną śro­do­wi­ska, ale dla eko­no­micz­nych korzy­ści bez­li­to­śnie eks­plo­atu­jemy zasoby natu­ralne naszego świata. Sta­wiamy sobie za cel roz­wój i wła­dzę, cho­ciaż pra­gniemy przy­jem­no­ści, sta­bil­no­ści i spo­koju umy­słu. Nie zda­jemy sobie sprawy, że wła­dza i przy­jem­ność to war­to­ści prze­ciw­stawne i że ta pierw­sza czę­sto wyklu­cza drugą. Posia­da­nie wła­dzy nie­uchron­nie pro­wa­dzi do walki o jej utrzy­ma­nie, w któ­rej syn zwraca się prze­ciwko ojcu lub brat prze­ciwko bratu. Jest to siła pro­wa­dząca do podzia­łów w spo­łecz­no­ści. Postęp ozna­cza stałe aktywne dzia­ła­nie na rzecz zastą­pie­nia tego, co stare, czymś nowym, z wiarą, że nowe zawsze będzie lep­sze. To nie­bez­pieczne prze­ko­na­nie, acz­kol­wiek może być prawdą w nie­któ­rych obsza­rach tech­niki. Przez uogól­nie­nie impli­kuje ono, że syn jest dosko­nal­szy od ojca albo że tra­dy­cja to tylko mar­twy cię­żar prze­szło­ści. Są kul­tury, w któ­rych domi­nują inne war­to­ści, w któ­rych sza­cu­nek dla prze­szło­ści i tra­dy­cji jest waż­niej­szy niż pra­gnie­nie zmian. W tych kul­tu­rach kon­flikty są zmi­ni­ma­li­zo­wane i ner­wice należą do rzad­ko­ści.

Na rodzi­cach jako nosi­cie­lach kul­tury spo­czywa obo­wią­zek wpo­je­nia dzie­ciom jej war­to­ści. W tym celu wyma­gają od nich postaw i zacho­wań pasu­ją­cych do matrycy spo­łecz­nej i kul­tu­ro­wej. Dziecko z jed­nej strony opiera się tym wyma­ga­niom, gdyż zmie­rzają one do udo­mo­wie­nia jego zwie­rzę­cej natury. Ma być „zła­mane” i uczy­nione czę­ścią sys­temu. Z dru­giej strony pra­gnie sto­so­wać się do nich, by utrzy­mać miłość i akcep­ta­cję rodzi­ców. Rezul­tat zależy od rodzaju wyma­gań i od spo­sobu, w jaki są egze­kwo­wane. Oka­zu­jąc dziecku miłość i zro­zu­mie­nie, można nauczyć je oby­cza­jów i prak­tyk wła­ści­wych danej kul­tu­rze bez nisz­cze­nia w nim ducha. Nie­stety jed­nak na ogół pro­ces adap­ta­cji dziecka do kul­tury tego ducha zabija. W efek­cie jest zner­wi­co­wane i lęka się życia.

Zasad­ni­czym aspek­tem pro­cesu adap­ta­cji kul­tu­ro­wej jest kon­tro­lo­wa­nie sek­su­al­no­ści. Nie ma takiej kul­tury, która by nie nakła­dała na zacho­wa­nia sek­su­alne jakichś ogra­ni­czeń. Wydaje się, że są one nie­zbędne, by zapo­bie­gać kon­flik­tom wewnątrz spo­łecz­no­ści. Istoty ludz­kie są bowiem zazdro­sne i skłonne do prze­mocy. Nawet w naj­bar­dziej pry­mi­tyw­nych spo­łecz­no­ściach więzi mał­żeń­skie są uświę­cone, lecz kon­flikty rodzące się z tych ogra­ni­czeń są zewnętrzne wzglę­dem oso­bo­wo­ści czło­wieka. Nato­miast w kul­tu­rze Zachodu wpaja się ludziom poczu­cie winy z powodu sek­su­al­nych uczuć i prak­tyk, takich jak mastur­ba­cja, które w żaden spo­sób nie zagra­żają spój­no­ści spo­łe­czeń­stwa. Kiedy wstyd i poczu­cie winy dołą­czają do innych uczuć, kon­flikt ulega inter­na­li­za­cji i pro­wa­dzi do wykształ­ce­nia się cha­rak­teru neu­ro­tycz­nego.

We wszyst­kich ludz­kich spo­łecz­no­ściach kazi­rodz­two sta­nowi tabu, ale sek­su­alne uczu­cia dziecka dla rodzica prze­ciw­nej płci są czymś nagan­nym tylko w spo­łe­czeń­stwach nowo­cze­snych. Jakoby pod­waża to wyłączne prawo jed­nego z rodzi­ców do sek­su­alnego zaan­ga­żo­wa­nia dru­giego. Przez rodzica tej samej płci dziecko jest postrze­gane jako rywal. Cho­ciaż do rze­czy­wi­stego kazi­rodz­twa nie docho­dzi, dziecku wpaja się poczu­cie winy z powodu tych jak naj­bar­dziej natu­ral­nych uczuć i pra­gnień.

Kiedy Freud metodą psy­cho­ana­lizy badał źró­dła emo­cjo­nal­nych pro­ble­mów swo­ich pacjen­tów, odkrył, że za każ­dym razem w grę wcho­dzi dzie­cięca sek­su­al­ność, w szcze­gól­no­ści sek­su­alne uczu­cia dla rodzica prze­ciw­nej płci. Stwier­dził też, że tym kazi­rod­czym uczu­ciom towa­rzy­szy pra­gnie­nie śmierci rodzica tej samej płci. Nawią­zu­jąc do mitu o Edy­pie, nazwał sytu­ację dziecka edy­pową. Uwa­żał, że jeśli chło­piec nie będzie tłu­mił swo­ich sek­su­al­nych uczuć dla matki, to grozi mu los Edypa: zamor­duje ojca i poj­mie matkę za żonę. Aby temu zapo­biec, grozi się mu kastra­cją, jeśli nie powścią­gnie sek­su­alnego pożą­da­nia matki i wro­go­ści do ojca.

Psy­cho­ana­liza ujaw­niła ponadto, iż nie tylko tłu­mione są uczu­cia sek­su­alne, lecz także sama sytu­acja edy­powa ulega wypar­ciu: osoba doro­sła nie pamięta tego trój­kąta, w który była zaan­ga­żo­wana, gdy miała trzy do sze­ściu lat. Tę obser­wa­cję potwier­dza moje doświad­cze­nie kli­niczne. Mało który pacjent potrafi przy­po­mnieć sobie swoje dzie­cięce sek­su­alne pożą­da­nie rodzica. Freud twier­dził następ­nie, że to wypar­cie jest nie­zbędne, jeśli po osią­gnię­ciu doro­sło­ści czło­wiek ma pro­wa­dzić nor­malne życie płciowe. Dzięki temu może prze­nieść wcze­sne pra­gnie­nia sek­su­alne z rodzica na rówie­śnika; ina­czej pozo­sta­nie zafik­so­wany na rodzicu. Zatem według Freuda wypar­cie jest spo­so­bem roz­wią­za­nia sytu­acji edy­po­wej, co pozwala dziecku przejść przez okres laten­cji i osią­gnąć nor­malną doro­słość. Jeśli wypar­cie nie jest cał­ko­wite, roz­wija się u niego ner­wica.

Według Freuda cha­rak­ter neu­ro­tyczny odzna­cza się nie­zdol­no­ścią dopa­so­wa­nia się do sytu­acji kul­tu­ro­wej. W cywi­li­za­cji widział on czyn­nik unie­moż­li­wia­jący jed­no­stce pełną instynk­towną gra­ty­fi­ka­cję, ale sądził, że jest to nie­zbędne dla roz­woju kul­tury. W rezul­ta­cie akcep­to­wał kon­cep­cję, w myśl któ­rej nowo­cze­sny czło­wiek nie­uchron­nie musi być nie­szczę­śliwy. Nie było to przed­mio­tem zain­te­re­so­wa­nia psy­cho­ana­lizy, która jedy­nie miała poma­gać jed­no­stce w funk­cjo­no­wa­niu w ramach danej kul­tury. Ner­wicę uwa­żano za objaw (jak fobia, obse­sja, kom­pul­sja, melan­cho­lia itp.) zakłó­ca­jący to funk­cjo­no­wa­nie.

Wil­helm Reich przy­jął odmienny punkt widze­nia. Cho­ciaż współ­pra­co­wał z Freu­dem i był człon­kiem Wie­deń­skiego Towa­rzy­stwa Psy­cho­ana­li­tycz­nego, zda­wał sobie sprawę, że nie­obec­ność utrud­nia­ją­cego funk­cjo­no­wa­nie objawu nie jest dowo­dem zdro­wia emo­cjo­nal­nego. Pra­cu­jąc z neu­ro­tycz­nymi pacjen­tami, stwier­dził, że symp­tom roz­wija się na bazie neu­ro­tycz­nej struk­tury cha­rak­teru i jego cał­ko­wite usu­nię­cie jest moż­liwe tylko po zmia­nie tej struk­tury. Według Reicha nie cho­dzi o odpo­wied­nie funk­cjo­no­wa­nie w ramach kul­tury, lecz o zdol­ność jed­nostki do cał­ko­witego odda­nia się sek­sowi i pracy. Dopiero wtedy jed­nostka może w pełni doznać satys­fak­cji z życia. Czło­wiek jest zner­wi­co­wany w takim stop­niu, w jakim bra­kuje mu tej zdol­no­ści.

W pracy tera­peu­tycz­nej Reich sku­piał się na sek­su­al­no­ści jako klu­czu do zro­zu­mie­nia cha­rak­teru. U osoby neu­ro­tycz­nej reak­cje orga­styczne są zabu­rzone. Nie może ona pod­dać się w pełni mimo­wol­nym kon­wul­sjom orga­zmu. Boi się, że prze­ży­cie peł­nego orga­zmu byłoby zbyt przy­tła­cza­jące. Jest więc w jakimś stop­niu orga­stycz­nym impo­ten­tem. Jeśli za sprawą tera­pii odzy­ska zdol­ność do orga­zmu, będzie tym samym zdrowa emo­cjo­nal­nie. Znikną wszel­kie neu­ro­tyczne zabu­rze­nia, na które cier­piała. Co wię­cej, będzie wolna od ner­wic, jak długo zachowa swój orga­styczny poten­cjał.

Reich dostrze­gał zwią­zek mię­dzy orga­styczną impo­ten­cją a pro­ble­mem edy­po­wym. Twier­dził, że ner­wica ma korze­nie w patriar­chal­nej, auto­ry­tar­nej rodzi­nie, w któ­rej sek­su­al­ność jest tłu­miona. Nie godził się na to, że cier­pie­nie jest nie­uchron­nym losem czło­wieka. Uwa­żał, że sys­tem spo­łeczny odma­wia­jący ludziom prawa do zaspo­ko­je­nia swo­ich instynk­tow­nych potrzeb jest chory i musi zostać zmie­niony. W począt­kach swo­jej kariery psy­cho­ana­li­tyka Reich był także dzia­ła­czem spo­łecznym. Póź­niej jed­nak doszedł do wnio­sku, że neu­ro­tyczni ludzie nie zdo­łają prze­bu­do­wać neu­ro­tycz­nego spo­łe­czeń­stwa.

Myśl Reicha wywarła na mnie ogromny wpływ. Był moim nauczy­cie­lem od 1940 do 1953 roku, a w latach 1942–1945 pro­wa­dził moją wła­sną psy­cho­ana­lizę. Zosta­łem psy­cho­te­ra­peutą, ponie­waż uzna­łem, że jego podej­ście do ludz­kich pro­ble­mów zarówno na grun­cie teo­rii (ana­liza cha­rak­teru), jak i prak­tyki (wege­to­te­ra­pia) jest waż­nym kro­kiem do przodu w lecze­niu osób neu­ro­tycz­nych. Ana­liza cha­rak­teru była wiel­kim wkła­dem Reicha w teo­rię psy­cho­ana­lizy. Według niego neu­ro­tyczny cha­rak­ter jest grun­tem, na któ­rym roz­wi­jają się neu­ro­tyczne symp­tomy. Uwa­żał więc, że dla uzy­ska­nia zna­czą­cej poprawy ana­liza powinna sku­piać się na cha­rak­terze, a nie na poszcze­gól­nych symp­to­mach. Wege­to­te­ra­pia była prze­ło­mo­wym prze­nie­sie­niem pro­cesu tera­peu­tycz­nego w obszar soma­tyczny. Reich dostrzegł, że ner­wica prze­ja­wia się nie tylko kon­flik­tami psy­chicz­nymi, lecz rów­nież zabu­rze­niami funk­cji wege­ta­tyw­nych. Oddy­cha­nie, mobil­ność i mimo­wolne, przy­jemne ruchy orga­zmu są u jed­nostki neu­ro­tycznej poważ­nie ogra­ni­czone przez napię­cia mię­śniowe. Reich opi­sy­wał te napię­cia jako pro­ces opan­ce­rza­nia się, odzwier­cie­dla­jący cha­rak­ter na pozio­mie soma­tycznym. Twier­dził, że fizyczna postawa jed­nostki jest funk­cjo­nal­nie toż­sama z jej nasta­wie­niem psy­chicz­nym. Prace Reicha sta­no­wią pod­stawę roz­wi­nię­tej przeze mnie ana­lizy bio­ener­ge­tycz­nej, która pod kil­koma istot­nymi wzglę­dami sta­nowi roz­sze­rze­nie jego kon­cep­cji.

Po pierw­sze, ana­liza bio­ener­ge­tyczna pozwala zro­zu­mieć i usys­te­ma­ty­zo­wać struk­turę cha­rak­teru na pozio­mie psy­chicz­nym i soma­tycz­nym. Dzięki temu możemy roz­po­zna­wać cha­rak­ter i emo­cjo­nalne pro­blemy jed­nostki na pod­sta­wie eks­pre­sji jej ciała. Moż­liwy staje się rów­nież wgląd w jej oso­bi­stą histo­rię, ponie­waż życiowe doświad­cze­nia pozo­sta­wiają ślad w struk­tu­rze ciałal-1. Infor­ma­cję odczy­taną z mowy ciała można zin­te­gro­wać z pro­ce­sem ana­li­tycz­nym.

Po dru­gie, dzięki kon­cep­cji ugrun­to­wa­nia ana­liza bio­ener­ge­tyczna ofe­ruje głęb­sze zro­zu­mie­nie pro­ce­sów ener­ge­tycz­nych w ciele i ich wpływu na oso­bo­wość. Ugrun­to­wa­nie to ener­ge­tyczne połą­cze­nie mię­dzy sto­pami jed­nostki a pod­ło­żem, czyli grun­tem. Sta­nowi odbi­cie ilo­ści ener­gii czy uczuć, jaką ta jed­nostka dopusz­cza w dol­nej czę­ści swo­jego ciała. Wska­zuje na rela­cję pomię­dzy czło­wie­kiem a pod­ło­żem, na któ­rym stoi. Czy jest dobrze ugrun­to­wany, czy zawie­szony w powie­trzu? Czy jego stopy są dobrze osa­dzone? Jaka jest jego postawa? Poczu­cie bez­pie­czeń­stwa i nie­za­leż­no­ści jest bli­sko zwią­zane z funk­cją nóg i stóp. Wpływa sil­nie na sek­su­al­ność jed­nostki.

Po trze­cie, ana­liza bio­ener­ge­tyczna wyko­rzy­stuje wiele aktyw­nych tech­nik cie­le­snych i ćwi­czeń poma­ga­ją­cych jed­no­stce wzmoc­nić swoją postawę, zwięk­szyć ilość ener­gii, roz­sze­rzyć i pogłę­bić samo­świa­do­mość, a co za tym idzie – swoją wyra­zi­stość. W ana­li­zie bio­ener­ge­tycz­nej praca z cia­łem jest sko­or­dy­no­wana z pro­ce­sem ana­li­tycz­nym, co czyni tę odmianę tera­pii dwo­istym, na równi umy­sło­wym i fizycz­nym podej­ściem do pro­ble­mów emo­cjo­nal­nych.

Przez ponad trzy­dzie­ści lat prak­ty­ko­wa­łem jako tera­peuta, poma­ga­jąc moim pacjen­tom w zna­le­zie­niu jakiejś dozy szczę­ścia i rado­ści w życiu. Te dzia­ła­nia wyma­gały nie­ustan­nych prób zro­zu­mie­nia neu­ro­tycz­nego cha­rak­teru współ­cze­snego czło­wieka, zarówno z punktu widze­nia kul­tury, jak i jed­nostki. Sku­pia­łem się i na­dal się sku­piam na jed­no­stce usi­łu­ją­cej zna­leźć w swoim życiu jakieś zna­cze­nie i satys­fak­cję, ina­czej mówiąc, zma­ga­ją­cej się ze swoim losem. Tłem tej walki jest jed­nak sytu­acja kul­tu­rowa. Bez zna­jo­mo­ści pro­ce­sów kul­tury nie potra­fimy oce­nić głębi tego pro­blemu.

Pro­ce­sem kul­tu­ro­wym, który stwo­rzył współ­cze­sne spo­łe­czeń­stwo i współ­cze­snego czło­wieka, był roz­wój ego. Wią­zał się on z postę­pem wie­dzy i zdo­by­wa­niem wła­dzy nad siłami natury. Czło­wiek jest, jak każde inne zwie­rzę, czę­ścią przy­rody i w pełni pod­lega jej pra­wom. Stoi jed­nak także ponad przy­rodą, wywie­ra­jąc na nią wpływ i kon­tro­lu­jąc ją. To samo czyni ze swoją wła­sną naturą: część jego oso­bo­wo­ści, ego, zwraca się prze­ciwko czę­ści zwie­rzęcej, czyli ciału. Opo­zy­cja pomię­dzy ego i cia­łem stwa­rza dyna­miczne napię­cie, które sprzyja roz­wo­jowi kul­tury, ale nosi w sobie także poten­cjał destruk­cji. Naj­le­piej ilu­struje to ana­lo­gia z łukiem i strzałą. Im moc­niej napi­namy łuk, tym dalej strzała doleci. Ale jeśli uży­jemy zbyt wiel­kiej siły, łuk może się zła­mać. Kiedy ego i ciało oddalą się od sie­bie tak bar­dzo, że utracą kon­takt ze sobą, docho­dzi do zała­ma­nia psy­cho­tycz­nego. Uwa­żam, że nasza kul­tura doszła do tego nie­bez­piecz­nego punktu. Psy­cho­tyczne zała­ma­nia są zja­wi­skiem cał­kiem czę­stym, ale jesz­cze bar­dziej roz­po­wszech­niony jest lęk przed takim zała­ma­niem, zarówno na pozio­mie jed­nostki, jak i spo­łecz­no­ści.

Jeśli weź­miemy pod uwagę naszą kul­turę i cechy cha­rak­teru przez nią ukształ­to­wane, to co jest losem współ­cze­snego czło­wieka? Jeśli histo­rię Edypa potrak­to­wać jako prze­po­wied­nię, po osią­gnię­ciu tak pożą­da­nego suk­cesu i wła­dzy prze­kona się on, że jego świat roz­padł się lub zała­mał. Jeśli za miarę suk­cesu uzna­jemy mate­rialne bogac­two, jak to jest w kra­jach uprze­my­sło­wio­nych, a za miarę wła­dzy spraw­czość (wła­da­nie maszy­nami i ener­gią), to więk­szość ludzi w kra­jach Zachodu osią­gnęła już jedno i dru­gie. Roz­pad ich świata polega na zubo­że­niu życia emo­cjo­nal­nego. Cał­ko­wi­cie oddani suk­ce­sowi i wła­dzy, nie mają innych powo­dów, by żyć. Podob­nie jak Edyp stają się tuła­czami, wyko­rze­nio­nymi isto­tami, które ni­gdzie nie znaj­dują uko­je­nia. Każdy z nich czuje się w jakimś stop­niu wyalie­no­wany od swo­ich bliź­nich i każdy nosi w sobie głę­bo­kie poczu­cie winy, któ­rego powodu nie rozu­mie. Taka jest sytu­acja egzy­sten­cjalna współ­cze­snego czło­wieka.

Wyzwa­niem jest dla niego pogo­dze­nie ze sobą prze­ciw­staw­nych aspek­tów jego oso­bo­wo­ści. Na pozio­mie ciała jest zwie­rzę­ciem, na pozio­mie ego – kan­dy­da­tem na Boga. Prze­zna­cze­niem zwie­rzę­cia jest śmierć, któ­rej ego ze swo­imi boskimi aspi­ra­cjami pra­gnie unik­nąć. Ale próba unik­nię­cia tego losu spro­wa­dza na czło­wieka los jesz­cze gor­szy – życie w lęku przed życiem.

Ludz­kie życie jest pełne sprzecz­no­ści. Zna­mie­niem mądro­ści jest zdol­ność do roz­po­zna­nia i zaak­cep­to­wa­nia tych sprzecz­no­ści. Może się wyda­wać para­dok­sem, że pogo­dze­nie się z wła­snym losem przy­nosi zmianę tego losu, ale taka jest prawda. Kiedy jed­nostka prze­staje wal­czyć z losem, wyzbywa się ner­wicy (wewnętrz­nego kon­fliktu) i zyskuje spo­kój umy­słu. W rezul­ta­cie zmie­nia się jej nasta­wie­nie (nie ma lęku przed życiem), co prze­ja­wia się zmianą w cha­rak­te­rze i wiąże się z odmianą losu. Taka osoba poznaje peł­nię życia. Tak wła­śnie koń­czy się histo­ria Edypa, postaci, od któ­rej wziął nazwę klu­czowy pro­blem oso­bo­wo­ści współ­cze­snego czło­wieka.Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1.

Peł­niej­szą pre­zen­ta­cję tej kon­cep­cji znaj­dzie czy­tel­nik w pracy: Ale­xan­der Lowen, _Język ciała_, przeł. Paweł Luboń­ski, Czarna Owca, War­szawa 2012.

2.

Obszer­niej­sze omó­wie­nie przy­czyn i spo­so­bów lecze­nia depre­sji zawiera moja książka _Depre­sja i ciało_, przeł. Paweł Luboń­ski, Czarna Owca, War­szawa 2012.

3.

Zyg­munt Freud, _Totem i tabu_, przeł. Tade­usz Woź­niak, Bel­lona, War­szawa 2024.

4.

Sig­mund Freud, _The Inter­pre­ta­tion of Dre­ams_ _Basic Wri­tings of Sig­mund Freud_, New York, Ran­dom House, Modern Library Ed. 1938, s. 308 (wyd. pol. _Obja­śnia­nie marzeń sen­nych_, przeł. Paweł Reszke_,_ wydaw­nic­two KR, War­szawa 2020).

5.

Tamże, s. 308.

6.

Otto Feni­chel, _The Psy­cho­ana­ly­tic The­ory of Neu­ro­sis_, New York, W.W. Nor­ton & Co. 1945, s. 91.

7.

Tamże, s. 97.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij