-
nowość
Losy panny Sary Burgerhart - ebook
Losy panny Sary Burgerhart - ebook
Opublikowana po raz pierwszy w 1782 roku powieść epistolarna Betje Wolff i Aagje Deken była ważnym głosem w dyskusji nad kierunkiem zmian w holenderskim oświeceniu. W sporze tradycjonalistów z kosmopolitami autorki stanęły po stronie tych pierwszych, formułując krytykę rozpowszechniających się wówczas w Holandii postaw: bezkrytycznego uwielbienia dla francuskich wzorów, religijnego fanatyzmu, upadku obyczajowości, buntowniczości z jednej, a pasożytnictwa i braku poczucia obowiązku z drugiej strony.
Bohaterką powieści jest Sara Burgerhart, dziewiętnastoletnia amsterdamka, osierocona i po śmierci rodziców wychowywana przez ciotkę bigotkę, od której ucieka w poczuciu doznawanej krzywdy. Sara przedstawiana jest z początku jako panna nierozważna, zajęta wyłącznie strojami i zabawami, co szybko odbija się na jej reputacji. Tłem dla historii dorastania dziewczyny, jej pierwszych relacji przyjacielskich i miłosnych są zagadnienia polityczno-teologiczne oraz wielkie dylematy oświecenia, zwłaszcza pytania o społeczną pozycję kobiet, drogę do szczęścia czy rolę literatury.
O nieobecności tradycji dawnej literatury niderlandzkiej w świadomości polskich czytelniczek i czytelników najlepiej świadczy to, że Losy panny Sary Burgerhart są trzecim kompletnym dziełem holenderskiego oświecenia na rodzimym rynku wydawniczym. Powieść przełożył i opatrzył wnikliwymi komentarzami Jan Urbaniak.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Literatura piękna obca |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788366257795 |
| Rozmiar pliku: | 2,3 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
PAN ABRAHAM BLANKAART
DO PANNY SARY BURGERHART
Paryż
Kochana młoda Panno!
W rzeczy samej, oba Twoje listy otrzymałem, lecz – do diaska! – czy naprawdę myśli Panna, że mam aż tyle czasu, żeby wysyłać odpowiedź na cito pierwszą pocztą, tak jak wychowanica moja sobie tego życzy oraz ilekroć uzna za stosowne zasypywać mnie tymi wszystkimi dyrdymałami? Posłuchaj, jestem co prawda kawalerem (niech Ci będzie – starym kawalerem), znam jednak trochę życie takich dorastających pannic. Dziś pragną jednego, jutro czegoś zgoła innego. Cóż niby mam Ci odpowiedzieć? A bo ja wiem, ile racji jest w Twoim postępowaniu? Nie żebym myślał, Saro kochana, że dworujesz sobie ze mnie, czy – jak to mówią – chcesz zagrać mi na nosie. Otóż nie. Wszak zawsze była z Ciebie dobra dziecina, ale jesteś jeszcze młoda, coś poszło nie po Twojej myśli, a to już wystarczające powody, żeby wylewać wszystkie swoje żale.
Gdybym nie był zmuszony zostać w tym przeklętym kraju, gdzie, z wyjątkiem rodziny, z którą mam do załatwienia interesy, nikt mnie nie rozumie, a i ja rozumiem niewiele; gdzie zamiast pieniędzmi płaci się pochlebstwami! Gdybym tylko mógł wrócić do Amsterdamu, wpadłbym jak na miotle do domu ciotki i z miejsca wybił jej z głowy całe te rządy silnej ręki!
Jednak biada Ci, jeśli drwisz sobie ze mnie! Ale biada też tej starej babie, jeśli faktycznie źle obchodzi się z moją wychowanicą, córką moich czcigodnych przyjaciół! Zachowaj to dla siebie, ale ciotka nie zasługuje na to, by być siostrą kogoś tak szlachetnego jak Twoja matka – za nic nie zasługuje, słowo daję! To zakłamana, chciwa sekutnica i wciąż zachodzę w głowę, jakich sztuczek musiała była użyć, przekonując Twoją zacną matkę, aby swoje jedyne, najukochańsze dziecko powierzyła jej opiece. Za sto półzłotych rycerzy¹ powinnaś mieć u niej o niebo lepiej (dodam, że za Twoje stroje wciąż płacę z własnej kieszeni). Gdyby przynajmniej tak nie ciułała grosza, jakby sama była cokolwieczek uboga, a Ty kimś dla niej obcym! Wytrzymaj jeszcze, jeśli możesz. Tym większe będę mieć dla Ciebie poważanie, Dziecko Ty moje, i nigdy nie dam się przeciwko Tobie podjudzać. Ciotka o niczym mnie nie informuje. Zapewne uważa, iż nie jestem godzien takiego zaszczytu. Nic nie dzieje się bez przyczyny, moja Panno. Widzisz, kiedy ciotka zachowywała się niegodnie, próbowałem jej uświadomić, że taka postawa bardzo często w zadziwiający sposób nie licowała z tym, co mówiła, oraz z całą tą pompą, jaką robiła wokół własnej osoby, jak gdyby była świętą najwyższego autoramentu. Twoi rodzice, świeć, Panie, nad ich duszami, byli zacnymi ludźmi. Pamiętając o nich, prowadź się dobrze, Dziecinko. Przyznaję, takie traktowanie ze strony ciotki jest z pewnością dla Ciebie nie do zniesienia. Jeśli nadal będzie Ci uprzykrzać życie, a Ty znajdziesz lepsze miejsce, gwarantuję Ci dalsze utrzymanie pod warunkiem, że zamieszkasz u dobrych ludzi z nieposzlakowaną reputacją. Zrób to jednak tylko w ostateczności, inaczej się pogniewamy. Nie mogę pozwolić na to, abyś sama sobie wyrządziła jaką szkodę; za bardzo Cię kocham.
Co jeszcze chciałem powiedzieć...? Kupiłem tu dla Ciebie trochę nut. Jak będę wysyłać swoje rzeczy, dołączę je do przesyłki. Mówią, że to cudowna muzyka: ja tutaj z braku czasu już całkiem zrezygnowałem z rozrywek kulturalnych, ale nadal cieszy mnie, kiedy młode dziewczęta niekiedy uprzyjemniają sobie wolne chwile, a Ty szalejesz przecież na punkcie muzyki. Często jesteś w moich myślach – jakże chciałbym mieć Cię przy sobie. W Paryżu, Saartje², Twój dowcipny sarkazm znalazłby właściwego adresata. Nie zobaczyłabyś ani nie usłyszała nic poza bezustannym szczebiotem tych, jak to mówię, fortunatów³ i lekkoduchów. Chodzi mi o tę uciążliwą, w rzeczy samej zarozumiałą, wysztafirowaną hałastrę, zwaną tutaj _petits-maîtres_⁴. To szatańskie towarzystwo wywołuje we mnie nie mniejszą odrazę niż w Tobie widok małpy. Mnie z kolei zwą tutaj _le gros Hollandais_⁵. Co to może oznaczać, Dziecino? Zapewne nic szczególnego.
Za sześć miesięcy planuję wrócić do domu. Ależ długi list się z tego zrobił. Cóż, jesteś dla mnie wyjątkową korespondentką. Mimo to wciąż nie przepadam za pisaniem. Żegnaj i ciesz się życiem. Pozdrowienia od Twojego życzliwego opiekuna
Abrahama Blankaarta
------------------------------------------------------------------------
ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI KSIĄŻKI
------------------------------------------------------------------------PRZYPISY
LIST PIERWSZY
1 _półzłoty rycerz_ (nider. _halve gouden rijder_) – moneta wprowadzona w XVIII w. w Holandii na skutek spadku cen złota. Jej wartość wynosiła 7 guldenów – połowę wartości złotego rycerza, waluty znanej od końca XVI w. Nazwa pochodzi od wygrawerowanej na rewersie postaci rycerza w zbroi na stojącym dęba wierzchowcu. Kwota, którą ciotka otrzymywała na wychowanie Sary, wynosiła więc ok. 700 guldenów, co stanowiło pokaźną sumę. W tym czasie odpowiadała 1200 dziennym racjom żywnościowym (ponad trzyletnie utrzymanie) dla dziecka w holenderskim sierocińcu albo 16 miesięcznym pensjom wykwalifikowanego mistrza rzemieślnika, z których musiał on utrzymać całą swoją rodzinę. ↩
2 _Saartje_ – zdrobniała forma imienia Sara. ↩
3 _fortunat_ (daw.) – człowiek zamożny, bogacz. ↩
4 _petit-maître_ (fr.) – fircyk, modniś. Typ francuskiego eleganta zwracającego uwagę na wygląd, pedantycznego, snobistycznego i krytycznie wyrażającego się o religii. Jednym ze stereotypowych wyznaczników _petit-maître_ był nienaturalny, piskliwy głos. ↩
5 _le gros Hollandais_ (fr.) – duży (wysoki) Holender. Nawiązanie do wysokiego wzrostu Holendrów, który wyróżniał ich na tle innych europejskich nacji. ↩