-
nowość
Mała Lunatyczka - Opowiadania dla nie całkiem dorosłych - ebook
Mała Lunatyczka - Opowiadania dla nie całkiem dorosłych - ebook
Mała Lunatyczka to seria krótkich opowiadań dla dorosłych, którzy jednak się w tej dorosłości jeszcze nie zagubili. W bajkowym, onirycznym świecie, podążamy krokami głównej bohaterki, dziewczynki zarazem zupełnie zwykłej – i dziwnej; mocno stąpającej po ziemi – i fruwającej ponad dachami. Mała Lunatyczka spotyka anioły, porzucone pluszowe misie, nocnych stróżów, których zadaniem jest gaszenie światła tlącego się w żywym człowieku. I choć są to osoby, byty, niemalże niezauważalne dla większości ludzi, jej wyczulone dziecięce zmysły odkrywają w nich człowieczeństwo. Ona wie, ona czuje, że każdy z nich ma jakąś historię do opowiedzenia.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Literatura piękna polska |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788365197023 |
| Rozmiar pliku: | 233 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
| | | |
+--------------------------+--------------------------+--------------------------+
WSTĘP
PEWNEGO DNIA DO POKOJU na ostatnim piętrze starego domu, w pewnym dużym mieście, wprowadziła się mała dziewczynka. Mieszkała z mamą, ale często była sama, choć nie samotna, bo miała wielu przyjaciół. Dorośli ich jednak nie widzieli i mówili, że ma po prostu bujną wyobraźnię.
To była dziwna dziewczynka. Nikt nigdy nie widział, aby chętnie wstawała do szkoły, za to mówiono, że nocą wymyka się z domu na samotne spacery po mieście, a nawet po starym i pięknym cmentarzu, który był w pobliżu.
Oczywiście, że to nie była prawda, bo małe dziewczynki nie wychodzą same z domu w nocy. Choć... Kto to wie? W nocy wszystkie koty są czarne i nigdy nie wiadomo, kto tam spaceruje po starym cmentarzu.
To właściwie była zupełnie zwykła dziewczynka, ale jednak trochę dziwna. Sama siebie nazywała Małą Lunatyczką tak często, że nikt poza jej mamą nie pamiętał, jak właściwie ma na imię. I tak było, aż wreszcie dorosła i wszyscy w końcu zapomnieli, kim była Mała Lunatyczka.+--------------------------+--------------------------+--------------------------+
| | | |
+--------------------------+--------------------------+--------------------------+
POKÓJ Z WIDOKIEM
— WITAJ — POWIEDZIAŁ Gołąb Pocztowy.
— Uhm... — mruknęła Mała Lunatyczka, z trudem otwierając oczy.
— Jeszcze śpisz? Już prawie południe — powiedział i cicho zagruchał.
— Nie wiesz, że jestem lunatyczką? Kiedy ty śpisz, ja chodzę i podglądam świat. Świat w nocy jest zupełnie inny. I o wiele bardziej ciekawy. Ale gołębie wtedy śpią na parapetach.
— Nic nie wiem o nocnym świecie. No i zgubiłem mój parapet. Ale wiem, że na jest dworze słońce i kto żyw wychodzi z domu. A ty co?
— A ja nie lubię słońca. Słońce utrudnia myślenie i szczypie w oczy. Spróbuj myśleć, mając oczy pełne słońca!
Gołąb Pocztowy podreptał po parapecie i oparł się główkę o futrynę wypaczonego okna, bo był zmęczony.
— To dlatego mieszkasz w takim ciemnym pokoiku? I masz Okno Z Widokiem Na mur?
— To kiedyś było okno z widokiem na inne okno. Jak się pochylałam, to widziałam na wylot przez tamten dom, bo tamto okno też miało okno, które z kolei wychodziło na niebo... Hmm, to trochę skomplikowane, wiem. Fakt jednak, że potem to pierwsze okno zamurowali.
— Wolnego, które, to pierwsze czy drugie? Twoje jest które, drugie czy pierwsze? — Gołąb Pocztowy podrapał się skrzydłem po głowie.
— Moje się nie liczy, ptasi móżdżku, zamurowali tamto okno — krzyknęła Mała Lunatyczka i wskazała palcem w stronę muru.
— Aha. Rozumiem — powiedział Gołąb Pocztowy, trochę obrażony. — A nie wiesz czasami, gdzie mieszkam?
— Myślałam, że Gołębie Pocztowe zawsze trafiają do swojego domu. I właściwie skąd Ja mam wiedzieć, gdzie Ty mieszkasz? Przecież widzisz, że jestem dość małą dziewczynką. Nawet nazywam się Mała Lunatyczka.
— Oooo, bardzo mi miło. Nigdy jeszcze nie spotkałem lunatyka żadnego rozmiaru. Możesz nie wiedzieć, ale ja też jestem jeszcze dość młody. Pewnie dlatego zabłądziłem! A właściwie skąd ty wiesz, że na niebie jest księżyc i już trzeba lunatykować? Przecież widzisz tylko mur sąsiedniego domu — zdziwił się Gołąb Pocztowy.
— Poznaję to po księżycu, który świeci w moim pokoiku co noc — odburknęła Mała Lunatyczka.
— Phi, nie wierzę! Przecież żaden księżyc nie świeci co noc. No, przecież chmury, nowie i te rzeczy... To chyba nie księżyc tylko jakaś... hmm... bezsenność — powiedział przemądrzale Gołąb Pocztowy i nagle — zupełnie bez pożegnania — odleciał. Nie było widać, w którą stronę — może po prostu spadł z parapetu?
Mała Lunatyczka wlepiła wzrok w mur, na którym słońce wypalało rude plamy. Potem zasłoniła okno czarną kotarą ze wzorem w gwiazdy i z ogromnym srebrnym księżycem.
— Mój księżyc świeci nawet w dzień! I jest moim najlepszym przyjacielem! — zawołała bez większej nadziei, że Gołąb Pocztowy ją jeszcze usłyszy.+--------------------------+--------------------------+--------------------------+
| | | |
+--------------------------+--------------------------+--------------------------+
PRZYJACIELE
— GDZIE JESTEŚ, MAŁA Lunatyczko? — usłyszała na schodach i nagle pomyślała, że taka niewidzialność to może fajna rzecz, ale właściwie strasznie nudna. Może powinna wyjść i pobawić się ze swoimi gośćmi? Już chciała zawołać “tutaj”, gdy drzwi się otworzyły i do jej małego pokoiku wpadła dwójka rozkrzyczanych dzieci.
— Hej, gdzie jesteś? Przyszliśmy się pobawić z tobą, ciocia powiedziała, że jesteś trochę samotna, bo jesteś trochę dziwna i nikt się nie chce z tobą bawić — wołał jakiś chłopiec pachnący płynem do prasowania koszul. Biegał po pokoju i zaglądał w różne kąty.
— Hej, wyłaź, to głupio się tak chować, jak przychodzą goście — naburmuszyła się jakaś dziewczynka, której zapach Mała Lunatyczka pamiętała, bo kojarzył się jej z Bólem Brzucha po Przejedzeniu Lodami Waniliowymi.
Nagle pomyślała, że taka niewidzialność wcale nie jest zła, i wcale nie jest nudna. I bardzo chciała, aby ten gapa Księżyc przez pomyłkę nie wydał jej kryjówki. Nakrochmalony i Waniliowa też wyglądali na zadowolonych. On pociągnął ją za warkocz, a ona kopnęła go w kostkę.
Pewnie się kochają — pomyślała Mała Lunatyczka i zaczęła się zastanawiać, czy to wypada podglądać ludzi pałających do siebie tak silnym uczuciem.
— Ciociu, ciociu, ona mnie kopie! — rozwrzeszczał się Nakrochmalony, zbiegając po schodach. Waniliowa podejrzliwie zerknęła w stronę zasłony, wzruszyła ramionami i pobiegła za nim.
— Uff, było gorąco — powiedziała do siebie Mała Lunatyczka, wyłażąc zza zasłony.
— Uff — przytaknął Księżyc, z ulgą w głosie.
— To ty też tu byłeś? Już się bałam, że mnie wydasz! Straszny z ciebie głuptas.
— No wiesz — obruszył się Księżyc. — Przecież wiem, jak się zachować w takiej sytuacji — urażony zadarł nos i wydął srebrne policzki.
Mała Lunatyczka pomyślała nagle, że niepotrzebnie nazwała go głuptasem. Wdrapała się na krzesełko i wyciągnęła do niego ręce:
— No, chodź, nie bocz się! Tak się cieszę, że tu jesteś! Tak się cieszę, że mam was, i ciebie, i Pustkę, i Anioła...
— No, przecież po to są Przyjaciele — burknął wzruszony Księżyc, a Pustka, jak to Pustka, przytaknęła w milczeniu, choć właściwie miała dziś ochotę z kimś pogadać.
A Anioł tylko kaszlnął, bo tego dnia był troszkę przeziębiony i wolał nie nadwyrężać strun głosowych.