Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Mniszka z Pragi - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
9 kwietnia 2026
48,90
4890 pkt
punktów Virtualo

Mniszka z Pragi - ebook

Sofija Regenhoffer dorasta na Małej Stranie w Pradze. Wydaje się, że wiedzie szczęśliwe życie w otoczeniu kochającej rodziny, ale w pozornie spokojnym świecie pojawiają się pęknięcia – rodzinne konflikty, zazdrość i przykre tajemnice. Kiedy w wieku czternastu lat zostaje odesłana do klasztoru, nagle traci grunt pod nogami. Życie w zakonie stawia przed nią trudne wyzwania i dziewczyna zastanawia się, czy zdoła im sprostać. Jakiś czas później w kościele pojawia się młody ksiądz, a jego obecność sprawia, że serce Sofiji zaczyna bić mocniej. Chociaż uczucie, które rodzi się między nimi, wydaje się piękne i kuszące, to przede wszystkim jest zakazane. Cieniem nad tym wszystkim unosi się mroczna obecność demona, który nieustannie nawiedza dziewczynę, szepcząc o sekretach z przeszłości i wzbudzając strach przed przyszłością. Czy Sofija zdoła odkryć prawdziwe znaczenie tych wizji i co oznacza obecność złych mocy w klasztorze? W tej pełnej napięcia i tajemnic powieści znajdziesz nie tylko fascynującą historię o miłości i wyborach, ale także o walce dobra ze złem, sile wiary i nieuchronności przeznaczenia, a jej zakończenie na długo pozostanie w Twojej pamięci.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Literatura piękna polska
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8290-948-7
Rozmiar pliku: 1,3 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Rozdział 1

Obraz nieszczęśliwej miłości

Rodzina baronostwa Regenhoffer miała rezydencję na Małej Stranie w Pradze. Pochodzili z tak zwanej nowej szlachty. Ojciec, Antonín, był człowiekiem porywczym, o artystycznej duszy. Spełniał się jako malarz, co często prowadziło w domu do scen dantejskich. Matka Tereza, kobieta piękna, o oczach, w których dało się dostrzec melancholijną głębię, była zazdrosna o każdy jego krok i podejrzliwa. Kochała go miłością szaleńczą, zaborczą, nie widząc świata poza nim. On również ją kochał, jednak podchodził do życia bardziej swobodnie, a każda próba zawłaszczenia go budziła w nim wstręt, czego nie ukrywał i wyraźnie dawał odczuć. Jakkolwiek by jednak nie było, ta dwójka doskonale się uzupełniała i krążyła wokół siebie niczym dwie planety w jednym układzie. Czasem jednak dochodziło do scen drastycznych i nieprzewidywalnych. Jednak po każdej awanturze uzmysławiali sobie, że nie mogą bez siebie żyć. Ona wymuszała na nim zapewnienia o miłości, on zapewniał ją o gorącym uczuciu, choć w takich momentach powiedziałby cokolwiek, byleby tylko zapanował spokój.

Z tego związku narodziła się w roku 1700 ich jedyna córka, Sofija. Mała stała się oczkiem w głowie rodziców, ale tylko do momentu, gdy Tereza uświadomiła sobie, że córka zaczyna ją wypierać z należnego jej miejsca i zajmuje w sercu ojca coraz większą przestrzeń. Antonín rzeczywiście kochał córkę bardzo, czemu dawał wyraz w swojej sztuce, ponieważ często uwieczniał ją na obrazach. Mała stała się jego muzą, a że dla ojca zrobiłaby wszystko, cierpliwie siadywała w wyznaczonych przez niego pozach i zgadzała się, by ją malował.

– Po cóż ciągle malujesz to dziecko? – pytała matka, patrząc na nich przymrużonymi oczami. Nie podobało jej się to wcale. – Wyrośnie z niej próżna istota, tego chcesz?

– Daj spokój. Przecież to sztuka! Dziecko powinno się uczyć i wyrabiać w sobie artystyczny smak od najwcześniejszych lat.

Matka skrzywiła się z niezadowoleniem.

– Na to jest jeszcze za młoda! Poprzewraca jej się w głowie!

Antonín podszedł i przyciągnął ją do siebie, ściskając jej pośladek, ale tak, by córka tego nie zauważyła. Pisnęła, ponieważ cały był umazany farbami, a on szepnął jej do ucha:

– Przestań przed dzieckiem robić sceny. Przecież wiesz, że ty zajmujesz u mnie pierwsze miejsce. Nie musisz być zazdrosna.

– Nie jestem. Ale uważam, że za dużo czasu spędzacie razem. Nudzę się wtedy okropnie!

– Postaram ci się to wynagrodzić – mruknął chrapliwym głosem i pocałował ją w usta.

– Wczoraj też obiecywałeś, a potem zasnąłeś, zanim głową dotknąłeś poduszki!

– Byłem zmęczony.

– To w ostatnich czasach żadna nowość!

– Pracuję, a to kosztuje mnie wiele wysiłku.

– Który mógłbyś spożytkować zupełnie inaczej!

– Na ciebie?

– Na przykład.

– Dziś w nocy – mruknął znowu, a ona odeszła zadowolona, rzucając tylko pobieżne spojrzenie na córkę.

Antonín powrócił do malowania i od razu zapomniał o żonie. Wieczorem, kiedy się ściemniło, uznał, że najlepszym sposobem na odreagowanie będzie wizyta w ulubionej gospodzie, gdzie zbierała się grupa zaprzyjaźnionych artystów.

Zapominając o żonie, opuścił dom i wrócił dopiero późną nocą, zupełnie pijany, zataczając się tak, że narobił hałasu i wybudził małżonkę ze snu.

– Czekałam na ciebie! – zawołała, kiedy go zobaczyła.

– To bardzo miłe z twojej strony – odpowiedział.

– Jesteś okropny! Wolałeś się upijać, zamiast spędzić ze mną czas w domu! Co się z tobą dzieje?

– Jestem mężczyzną! O co ci chodzi? Chcesz mnie przykuć do ściany? Zrobić ze mnie niewolnika?

– Och, przestań mnie dręczyć!

– To ty mnie dręczysz! Kontrolujesz mnie… nie pozwalasz oddychać… dusisz…

– Jeżeli moją miłość nazywasz duszeniem, to znaczy, że nie wiesz, co mówisz. Pomieszało ci się w głowie od tych obrazów!

Spojrzał na nią i uśmiechnął się lekko. Wyglądał bosko, kiedy tak na nią spoglądał, i choć był pijany, to przecież jego siła i to, jak nad nią górował, sprawiały, że miękła pod jego wzrokiem.

– Ty mi pomieszałaś w głowie – powiedział i próbował pogładzić ją po policzku, ale strząsnęła mężowską rękę.

– Śmierdzisz alkoholem!

– Nie bądź znowu taka delikatna!

– Właśnie, że jestem, lecz ty wolisz tego nie zauważać! Z kim się zadawałeś tej nocy?

Zaczął się śmiać.

– Nie ma żadnej innej. Jesteś tylko ty.

– Gdybym tak mogła ci wierzyć!

– Twój błąd… to właśnie twój błąd, że mi nie wierzysz…

– Gdybyś się inaczej zachowywał, może bym ufała. Ale szlajasz się po nocach i zostawiasz mnie samą. Dzień spędzasz tylko z Sofiją. A noce z tymi wszystkimi… przyjaciółmi! – Niemalże wypluła to słowo. – Ja się nie liczę!

– Och, nie dramatyzuj…

– Jesteś podły!

Złapał ją i przyciągnął do siebie. Z początku się opierała, ale przytrzymywał ją tak mocno, że nie była zdolna wyrwać się z jego objęć.

– Chodź do łóżka – powiedział, obsypując żonę pocałunkami i próbując również błądzić rękami po jej ciepłym ciele.

– Zostaw mnie w spokoju! – wołała, ale siła jej woli słabła.

– Przecież wiesz, że cię kocham – mamrotał, całując ją, a potem osunęli się na łóżko, z którego przed chwilą wstała.

– Zostaw… – jęknęła, ale to już były tylko pozory z jej strony. Cała złość na niego nagle jej minęła. Protestowała, by ją przekonywał, by czuła, że jej pragnie, żeby chociaż w ten sposób mieć go tylko dla siebie.

– Przestań się droczyć – mówił, a ona ulegała coraz bardziej.

– Jesteś podły!

– Ale cię kocham!

– Tak tylko mówisz…

– Nie, zaraz ci pokażę…

Potem wszystko przebiegło szybko i po chwili Antonín już spał. Tereza leżała z otwartymi oczami i czuła się szczęśliwa, że mąż właśnie ją wziął i miała go tylko dla siebie. Co prawda nie rozumiała, dlaczego ciągle musi bywać w tym potwornym miejscu i upijać się, podczas gdy ona czekała na niego w domu, ale czy ktoś zrozumie mężczyzn? Najważniejsze, że teraz był z nią. Miała też pewność, że nie zadawał się z inną kobietą, ponieważ nie wyczuła żadnych perfum. A gdyby jednak spędził wieczór z kimś innym, czy miałby nadal siłę i ochotę na nocne igraszki? Chciała być dla niego tą jedną jedyną i obiecywała sobie solennie, że jeśli kiedyś przyłapie go na zdradzie, to zabije jego albo siebie.

Rankiem jakby o wszystkim zapomnieli. Ona mu wybaczyła, on nawet nie pamiętał, że spędził upojną noc z żoną i od razu po śniadaniu zabrał się za malowanie.

Jego obrazy od wielu lat sprzedawały się bardzo dobrze i Antonín zarobił majątek, który pozwolił im na bardzo wystawną egzystencję. Choć oboje pochodzili z mieszczańskich rodzin, wielkie pieniądze, jakie odziedziczyli, stały się dla nich przepustką do arystokratycznego świata, którym, prawdę mówiąc, zbytnio się nie interesowali. W ich domu jeszcze parę lat temu organizowano huczne imprezy, a do dziś spotykali się artyści i bohema Pragi, która demonstracyjnie okazywała pogardę dla mieszczaństwa oraz ogólnie przyjętych norm, niemniej jeszcze chętniej korzystała z majątku państwa Regenhoffer, tocząc akademickie dyskusje suto zakrapiane absyntem.

Oprócz artystów w ich domu można było też często spotkać bankierów, architektów, literatów oraz dandysów, którzy już wtedy dbali o swój wygląd i wyróżniali się z towarzystwa zachowaniem. Kiedy jednak Sofija przyszła na świat, Tereza nagle straciła zainteresowanie takimi imprezami. Posiadłość na Małej Stranie stopniowo cichła, aż wreszcie towarzystwo przeniosło się do innych bogatych domów albo też starych tawern i gospód, gdzie alkohol lał się strumieniem, a tolerowano każdego w jego inności i wyróżniającego się z tłumu.

Im bardziej ktoś wydawał się zdziwaczały, tym więcej środowisko się nim interesowało. Dopuszczalne były skandale i godne pożałowania zachowania, a im więcej dziwactw przypisywano danemu osobnikowi, tym chętniej goszczono go i hołubiono.

Mała wyrastała w ciszy i spokoju, jednak od czasu do czasu między rodzicami dochodziło do głośnych scen, a wtedy w jej świecie pojawiały się ciemne chmury. Nie rozumiała, co się dzieje i dlaczego dwie tak bliskie jej osoby walczą, zdawało się, ze sobą.

Sofija nie należała do płaczliwych dzieci, więc jedynie bacznie obserwowała. Interesowało ją wszystko dookoła, jednak ojca stawiała zawsze na pierwszym miejscu.

Bywały noce, kiedy ze snu wyrywały ją podniesione głosy rodziców. Wybiegła wtedy z pokoju, bo ogarniało ją przerażenie i nie chciała zostawać sama.

Widziała matkę rzucającą w ojca wazonami i tym, co wpadło jej w ręce. Płakała i wyzywała ojca epitetami, których wtedy nie rozumiała.

– Żałuję dnia, w którym cię poznałam! – krzyczała matka. – Jesteś zwykłym szubrawcem i nieokrzesaną… małpą!

Ojciec śmiał się i próbował unikać uderzeń, jednak raz mu się nie udało i miska rozbiła jego czoło.

– Przysięgam, że jutro namaluję cię w takiej właśnie wersji. Wyglądasz jak Gorgona – powiedział, ocierając ranę ręką i rozmazując krew.

Matka przerażona od razu pobiegła do niego i zaczęła go całować.

– Przepraszam, przecież wiesz, że nie chciałam. Ale nie powinieneś mnie denerwować, dobrze wiesz, jak źle to znoszę! – wołała.

Ojciec zatoczył się nagle i usiadł na krześle, a krew coraz silniejszym strumieniem spływała mu po twarzy. Mała Sofija patrzyła na to, lecz nie reagowała. Była zdziwiona i nie rozumiała, jednakże uznała, że takie zachowanie należało do świata dorosłych, więc przyjmowała to za coś właściwego. Serce jednak biło jej mocno, co świadczyło o tym, że targają nią silne uczucia.

– Ta miska należała do mojej matki – powiedział, wskazując rozbite szkło.

– Nie lubiłam jej tak samo jak twojej rodzicielki – odpowiedziała, na co on znowu się roześmiał.

– Wiem, że jej nie znosiłaś. Ona ciebie również nie darzyła sympatią.

Matka Sofiji zatrzymała się na chwilę i spojrzała na ojca.

– Mnie nie lubiła? Ale przecież zawsze się uśmiechała, kiedy mnie widziała! I była taka miła!

– Uśmiechała się, też mi się tak wydaje. – Zaśmiał się. – Ale mówiła również, że pewnego dnia zniszczysz jej życie.

Kobieta drgnęła. Wyprostowała się jak struna. Rozejrzała się po wnętrzu, szukając czegoś wzrokiem i nagle znalazła. Podeszła i wzięła do ręki kolejną miskę.

– To również do niej należało, prawda?

– Tak. Ale po co… – nie zdążył dokończyć, ponieważ naczynie po chwili rozsypało w drobny mak. Tereza, żeby jakoś odreagować, cisnęła nią w złości o podłogę.

Antonín zaczął się śmiać tak mocno, aż mu łzy pociekły i zmieszały się z krwią.

– Mówiła mi – powiedziała Tereza – że lepszej synowej nie mogła sobie wyobrazić.

– Ale to było na pokaz, nie znosiła cię naprawdę.

– Już nigdy nie zaniosę kwiatów na jej grób!

– Jej to i tak nie zrobi żadnej różnicy.

Sofija zostawiła ich samych i wróciła do łóżka. Rodzice bardzo często zachowywali się w taki właśnie sposób.

Bywały też momenty, kiedy widziała ojca malującego którąś ze swoich znajomych. W większości były to piękne kobiety o pełniejszych kształtach, które często i głośno się śmiały.

Pewnego razu dziewczynka schowała się pod stołem i siedziała tam cierpliwie. Kiedy jakiś czas później rozległ się kobiecy śmiech, ostrożnie wyjrzała zza skrywającego ją długiego obrusu.

Ojciec trzymał kobietę za piersi i całował ją, ona zaś oddając pocałunki i wzdychając, jakby sprawiało jej to ból, śmiała się perliście.

W miarę jak pili więcej i więcej wina, igraszki stawały się coraz bardziej intensywne, aż później dochodziło do dziwacznych scen – ojciec podciągał modelce suknię, wkładał pod nią głowę i długo nie wychodził. Kobieta w tym czasie jęczała i wiła się, aż wreszcie wszystko się kończyło, a głowa ojca pojawiała się na powrót. Na jakiś czas wracał do malowania.

Całe szczęście, że Sofiją nikt za bardzo się nie przejmował. Mogła spokojnie spędzać czas w ukryciu, ile tylko zechciała.

Gdy raz matka zapytała ją, gdzie się podziewała, odpowiedziała, że bawiła się na strychu. To często była prawda, bo przesiadywała tam pośród starych, zakurzonych rzeczy, które lubiła odkrywać i oglądać, zastanawiając się, kto je tam wyniósł lub do czego służyły.

Stare książki, koronkowe ubrania, binokle, skrzynki na biżuterię i wiele innych fascynujących przedmiotów.

– Następnym razem poinformuj mnie, gdzie cię znajdę – strofowała ją matka, lecz jej głowę zaprzątały już inne myśli, więc dziewczynka prędko znikała.

Rosła niemalże sama, ale stworzyła sobie własny świat. Strych naprawdę był ogromny i miała tam wielkie pole do popisu. Często też siadywała przy małym okienku, z którego obserwowała Wełtawę i pływające po niej łodzie. Czasami pozdrawiała jakieś zabłąkane gołębie i karmiła je chlebem, bo lubiła patrzeć, jak szybko jedzą. Dziobały w takim tempie, że okruszki znikały niemal natychmiast.

Wiedziała o wszystkim, co się działo w domu.

Jej świat wydawał się właściwie w porządku i nic złego jej się nie przytrafiało, ale czegoś jej brakowało. Nie potrafiła tego sama nazwać, była na to jeszcze za mała.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij