-
nowość
Mojżesz tom 2 Wielki Dowódca Armii - ebook
Mojżesz tom 2 Wielki Dowódca Armii - ebook
Zdobył wszystko. Stracił wszystko. Jego prawdziwa wojna dopiero się zaczyna.Mojżesz – znajda wyłowiona z Nilu, wychowanek faraona – wygrywa wojny, których sam władca bał się poprowadzić. Pada Kusz. Pada Saba. U jego boku staje Tarbis, córka pokonanego króla. Jednak sława i zwycięstwa rodzą więcej wrogów oraz nienawiści niż same bitwy. Dwór, który go wychował, zaczyna się go bać. Ramzes, chcąc się go pozbyć, wysyła go na samobójczą misję. Jeden cios, jeden trup w błocie Goszen i jedna noc obracają w proch wszystko, na co zapracował przez pracował przez całe życie.”
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Literatura piękna polska |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788398152037 |
| Rozmiar pliku: | 2,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
_Tom 2 jest bezpośrednią kontynuacją Tomu 1 — Obrońca Egiptu._
W pierwszym tomie poznaliśmy Mojżesza jako człowieka dwóch światów — Hebrajczyka wychowanego na egipskim dworze, który tak naprawdę nie należał do żadnego z nich. Za wysoko urodzony, by być niewolnikiem, i za obcej krwi, by być prawdziwym Egipcjaninem, nosił w sobie pęknięcie, którego żaden tytuł ani żadna świątynna nauka nie umiały zaleczyć.
W tym tomie Mojżesz wspina się na sam szczyt egipskiej hierarchii — nie dzięki urodzeniu, którego nie miał, lecz dzięki własnej inteligencji i zdolnościom dowódczym. I przez długie lata wydaje się, że szala jego egipskiej natury wreszcie przeważy. Splendor, zaszczyty, władza, bogactwo — osiąga wszystko, o czym człowiek mógłby marzyć, a nawet więcej, niż marzyć wypada komuś, czyj lud lepi cegły w Goszenie.
Tymczasem jego wrogowie nie śpią. Snują swoje intrygi w ukryciu, świadomi, że na otwarty konflikt z bohaterem Egiptu na razie nie mogą sobie pozwolić — więc zamiast miecza sięgają po szept, po plotkę, po cierpliwe sianie nieufności na dworze. To, czego nie da się obalić siłą, próbują podmyć od środka.
A wszystko to — i splendor, i intryga, i to, co przyjdzie potem — prowadzi Mojżesza ku przeznaczeniu, które sięga dalej niż jakakolwiek władza w ludzkim królestwie. Bo Ten, który wybrał go na swoje narzędzie, ma już wobec niego inne plany, niż mają dwór, armia i sam Mojżesz.
Starałem się pokazać go takim, jakim musiał być: człowiekiem z historią, nie człowiekiem z gotową misją. Kimś, kto zdążył poznać swoje granice boleśnie — i który mimo to, kiedy przyszedł rozkaz, ruszył.
_Kimże jestem, żebym szedł do faraona?_
To jedno zdanie powiedziało mi o Mojżeszu więcej niż wszystkie jego cuda razem wzięte.
Marek Migała
2026DRAMATIS PERSONAE
Główne postacie sagi
Rodzina Mojżesza
Mojżesz
Hebrajczyk wychowany na dworze faraona. Wielki Dowódca Południa, kapłan Per-Ankh, zbieg i pasterz. Protagonista.
Aaron
Starszy brat Mojżesza. Garncarz w Goszenie. Człowiek ludu — cierpliwy, trzeźwy, nieomylnie rozumiejący tych, których Mojżesz zna tylko z odległości. Powstrzymuje brata przed pochopnym wejściem do faraona, nalegając najpierw na rozmowę ze starszyzną.
Miriam
Siostra Mojżesza i Aarona. Prorokini Goszenu. Jako dziecko czuwała przy koszyku na Nilu. Przyjmuje Seforę pod swój dach podczas pierwszej audiencji u faraona i uczy ją pieśni hebrajskich.
Amram
Ojciec Mojżesza. Lewita, robotnik przy cegielniach Goszenu.
Jochebed
Matka Mojżesza. Karmiła go przez trzy lata, nierozpoznana przez własnego syna.
Dwór egipski
Termutis
Córka faraona, przybrana matka Mojżesza. Wyciągnęła go z koszyka na Nilu. Kocha go ze wszystkimi błędami, jakie miłość popełnia, gdy chroni zamiast mówić.
Seti
Faraon Egiptu, przybrany dziadek Mojżesza. Trzeźwy, cierpliwy władca — mówi mało, ale każde słowo waży. Przez córkę Termutis wychowuje znajdę jak wnuka, daje mu tytuł Wielkiego Dowódcy Południa i osłania go wbrew dworowi. Umiera, gdy Mojżesz jest jeszcze młodym dowódcą w Egipcie.
Ramzes
Syn Setiego, następca tronu, a po jego śmierci faraon Egiptu. Rówieśnik i chłodny rywal Mojżesza od dzieciństwa — widzi w nim najostrzejsze narzędzie Egiptu, nie wnuka. Umiera, gdy Mojżesz przebywa na wygnaniu w Midianie.
Merenptah
Syn Ramzesa i jego następca na tronie. Sam już niemłody, bo ojciec panował długo. Po śmierci ojca zostaje faraonem i jako pierwszy odrzuca żądanie wypuszczenia Izraela.
Ahmose
Dowódca rydwanów, najlepszy przyjaciel Mojżesza. Żołnierz z zasadami — mówi prawdę, nawet gdy boli.
Horemheb
Generał Egiptu, poprzednik Mojżesza. Przegrał kampanię etiopską. Człowiek starej szkoły.
Nehset
Pół-Kuszytka; agentka i szpieg Termutis. Cień, który przez dwadzieścia lat stoi między Mojżeszem a nasłanymi nań ostrzami. Zabija cicho, milczy jeszcze ciszej.
Kipa
Stary sługa Mojżesza od jego chłopięcych lat; dyskretny, wierny cień, który chroni, nie narzucając się. Po ślubie czuwa także nad Tarbis.
Antagoniści
Pa-Ramesu
Generał, cierpliwy i precyzyjny wróg Mojżesza, ojciec Setnachta. Nie atakuje wprost — buduje przez dekady.
Setnacht
Syn Pa-Ramesu. Rywalizuje z Mojżeszem od szkoły książąt. Uczy się od ojca cierpliwości jako broni.
Nebamon
Kapłan, który wyrokował przeciw Mojżeszowi jako niemowlęciu. Złożył Termutis przysięgę milczenia — i jej dotrzymał, szukając furtki.
Nakhtmin
Oficer, którego córka była zakładniczką Pa-Ramesu. Zdradził plany Mojżesza — i żyje z tym do końca.
Aziru
Kupiec z Retenu i handlarz śmiercią. Werbuje i prowadzi obcych zabójców dla tego, kto płaci pieczęcią z Memfis. Wróg, którego widać — w odróżnieniu od tych, których nie.
Kush i Etiopia
Kenamon
Król Kush, brat Tarbis. Jedyny antagonista, który dorównuje Mojżeszowi intelektem. Strzelił do własnej siostry.
Tarbis
Księżniczka Kush, żona Mojżesza. Otworzyła bramy Saby. Przez siedemnaście lat małżeństwa była jedyną osobą, która mówiła mu całą prawdę.
Menkhaf
Strażnik z gwardii Kush, który poszedł za Tarbis do Egiptu. Wielki, gadatliwy, o sercu większym niż jego przechwałki. Zjednuje sobie dzieci daktylami i coraz to większymi opowieściami o swoich zmyślonych przewagach wojennych.
Amanre
Najstarszy generał Kush, niegdyś dowódca u ojca Kenamona. Trzeźwy głos rady wojennej w Meroe; to on wykłada Kenamonowi arytmetykę, która każe spisać Sabę.
Per-Ankh i mistrzowie
Nebwenenef
Kapłan Per-Ankh, pierwszy mistrz Mojżesza. Uczył tekstów i zadawał pytania bez odpowiedzi.
Amenhotep
Kapłan Per-Ankh, mistrz ka i wieloletni nauczyciel Mojżesza. Strażnik Tablic Dżehutiego; uczył widzenia ka i cierpliwości.
Paihu
Kapłan Per-Ankh, człowiek od ptaków. Praktyk ka. Towarzyszy Mojżeszowi przez całą kampanię etiopską.
Midian
Jetro
Kapłan Midianu, teść Mojżesza. Uczy nie przez wykłady, lecz przez opowieści i milczenie.
Sefora
Córka Jetry, druga żona Mojżesza. Trzeźwa, bezpośrednia. Uratowała go z gorączki przy studni i z niejednej rozmowy, którą sam przegrywał.
Gerszom
Starszy syn Mojżesza i Sefory. Jego imię znaczy: _byłem w cudzej ziemi_.
Eliezer
Młodszy syn Mojżesza i Sefory. Jego imię znaczy: _Bóg moich ojców pomógł mi uciec_.
Goszen
Datan
Starszy rodu Lewiego. Jego szesnastoletni syn pracuje przy cegielniach — pierwszy, który płaci cenę za żądanie wolności.
Poza światem widzialnym
Michał
Książę Izraela, anioł stróż Mojżesza od pierwszego oddechu; ten, którego imię jest pytaniem: „któż jak Bóg". Nie triumfuje i nie odstępuje — trwa, przypominając sercu imię bez formy.
Mastema
Nie postać z krwi i kości, lecz przeciwnik duchowy. Nie tworzy gniewu — dmucha tylko w iskrę, którą już znajdzie, aż stanie się pożarem większym, niż chciał ten, kto ją skrzesał. Nie kłamie: podaje prawdę odwróconą o włos, tak by wskazywała nie ku miłości.PROLOG — Krzyż dróg
Egipt i Kush — zanim Mojżesz stanął przy krzewie
Droga, która tu doprowadziła
Zanim była Saba, była wojna — długa, wypełniająca sobą cały dwudziesty drugi i dwudziesty trzeci rok życia Mojżesza.
Kush uderzył pierwszy. Armia południa przekroczyła granice Egiptu, gdy nikt się tego nie spodziewał, i przez pierwsze tygodnie zdawało się, że to Egipt będzie liczył straty, nie zwycięstwa. Poprowadził tę wojnę Mojżesz — nie dlatego, że był najstarszym z dowódców, bo nie był, lecz dlatego, że stary Horemheb, patrząc na to, jak myśli, wskazał na niego przed samym faraonem — a stary Seti posłuchał, choć młody Ramzes wolałby był kogoś ze swoich.
I Mojżesz nie zawiódł. Zwyciężył pod Herakleopolis, gdzie etiopska armia rozłożyła się zbyt pewnie. Przechytrzył zasadzkę w dolinie skał, gdzie dwa tysiące łuczników czekało na piechotę, która nie przyszła tam, gdzie jej oczekiwano. Gonił cofającego się wroga na południe przez całe lato, od zwycięstwa do zwycięstwa, ucząc się przy tym rzeczy, których nie uczą w Per-Ankh — że wojna to nie plansza, lecz siedem tysięcy pojedynczych ludzi i że dowódca, który o tym zapomni, wygrywa bitwy, a przegrywa armię.
Ale przeciwnik, którego gonił, nie był głupcem. Kenamon, król Kush, brat, którego imienia Mojżesz jeszcze nie wiązał z niczym prócz nieprzyjaznej korony, umiał przegrywać mądrze. Cofał się nie z paniki, lecz z rachunku — oddawał pole tam, gdzie nie mógł wygrać, i szukał miejsca, gdzie geografia zrobi za niego to, czego nie zrobiła armia.
Znalazł je.
Saba — miasto nad dwiema rzekami, u zbiegu wód, gdzie Nil rozdziela się na ramiona i otacza mury ze wszystkich stron. Ostatni bastion. Miejsce, w którym pościg musiał się zatrzymać, bo za murami Saby kończyła się wojna, którą dawało się prowadzić ruchem, a zaczynała wojna, którą prowadzi się cierpliwością — oblężenie.
Mojżesz miał teraz dwadzieścia trzy lata, koronę zwycięzcy na wyciągnięcie ręki i za sobą kampanię, która z młodego oficera uczyniła Wielkiego Dowódcę Południa. Przed sobą miał mury, których nie dawało się wziąć szturmem, i miasto, które nie zamierzało się poddać.
Tego, co czekało go za tymi murami, nie przewidziałby żaden podręcznik oblężeń ani żadna narada sztabu. Bo pod Sabą kampania, którą prowadził rozumem i mieczem, miała się skończyć — a zacząć się miało coś, na co ani rozum, ani miecz nie znały reguł.
Miasto nad dwiema rzekami
Na szczycie murów Saby stała kobieta i patrzyła na egipską armię, która rozbijała obóz po drugiej stronie rzeki.
Dwie rzeki i Nil otaczały miasto ze wszystkich stron. Mosty były podniesione. Garnizon liczny i zaopatrzony. Logika geografii mówiła: to miasto nie padnie.
Tarbis, córka króla Kush, stała na wschodniej wieży z wyrazem twarzy, jaki miewała zawsze przy rzeczach wymagających liczenia — nie strachu i nie buty, tylko trzeźwego rachunku między tym, co jest, a tym, co być może.
Garnizon miał zapas na dwa miesiące. Studnie w mieście były głębokie i pewne. Mury — grube, wysokie, wznoszone przez pokolenia właśnie na taki dzień jak ten. Tarbis patrzyła na namioty wyrastające po tamtej stronie wody i liczyła, ile z tego, co widzi, jest siłą, a ile pokazem siły, który ma zastąpić siłę tam, gdzie jej nie starcza.
Wojsko po tamtej stronie rzeki liczyło może siedem tysięcy. Rozbite namioty stały prosto, porządnie, z egipską dyscypliną znaną jej od ojca jeszcze z dzieciństwa — że Egipcjanin przy obozie jest Egipcjaninem przy każdym obozie, tak samo schludnie, tak samo metodycznie, niezależnie od tego, ile tygodni przyjdzie mu stać w miejscu.
Ich dowódca — człowiek imieniem Mojżesz — jeszcze nie ruszył do szturmu. Rozstawiał obóz tak, jak rozstawia się obóz, z którego nie zamierza się szybko odchodzić. To mówiło Tarbis więcej niż jakikolwiek atak: że po tamtej stronie stoi ktoś, kto rozumie, iż tego miasta nie bierze się z marszu, i kto jest gotów czekać.
Tarbis obserwowała go od pierwszego dnia z wysokości murów — postać niską przy rydwanie, ze skupieniem widocznym nawet z odległości, kiedy człowiek nie gestykuluje, nie krzyczy na oficerów, tylko stoi i patrzy na mury, które jeszcze nie wie, jak zdobyć.
Myśli, zanim uderzy. To osobliwość rzadka u dowódcy, i właśnie dlatego niebezpieczna — bo dowódca, który myśli, jest groźniejszy od dowódcy, który tylko atakuje.
Wieczorami, gdy armia rozpalała ogniska, schodziła z wieży i wracała do swojej komnaty, i liczyła. Zapasy. Studnie. Dni. I każdego wieczoru liczby dawały ten sam wynik: czas grał na korzyść tego, kto miał go więcej — a nikt jeszcze nie wiedział, kto to będzie.
Tarbis pamiętała, jak jej ojciec, król Kush, siadał z nią przy planszy do gry w seneta, kiedy miała osiem lat, i jak powiedział: przesuwasz pionek za wcześnie, dziecko. Zapytała, dlaczego uważa, że za wcześnie, a on odpowiedział pytaniem: czy wiesz już, co zrobi przeciwnik? Nie wiedziała. Powiedział jej wtedy zdanie, które nosiła przez całe życie jak amulet ukryty pod suknią, niewidoczny, ale zawsze przy skórze: nie musisz wiedzieć, co zrobi przeciwnik. Musisz wiedzieć, co możesz stracić, jeśli się mylisz, i ile możesz stracić, jeśli czekasz zbyt długo z ruchem.
Stała teraz na murach Saby, mając dwadzieścia cztery lata, i przesuwała ten sam rachunek przez głowę, tylko że pionkami nie były już drewniane figurki polerowane przez dworskiego rzemieślnika, lecz ludzie w mieście i żołnierze garnizonu, i brat gdzieś za horyzontem, który cofnął się na południe, by zebrać siły.
Jej ojciec umarł trzy lata wcześniej, zanim Egipt w ogóle ruszył przeciw Kush. Nie zobaczył, jak jego córka gra tę partię, która przewyższała wagą wszystkie partie seneta, jakich ją uczył przy wieczornej lampie. Tarbis żałowała tego czasem — że nie mogła go zapytać, jaki ruch by pochwalił, a jakiego by się wstydził bardziej niż przegranej.
Za jej plecami, na schodach wieży, usłyszała kroki służącej, która przynosiła jej wodę o tej porze każdego ranka, odkąd Tarbis pamiętała.
— Znowu tu, pani — powiedziała starsza kobieta, nie pytaniem, tylko stwierdzeniem, jakim mówi się do kogoś, kogo zna się zbyt dobrze, by udawać zdziwienie.
— Gdzie indziej miałabym być.
— W łóżku, jak inne kobiety w twoim wieku, śpiące spokojnie, zamiast liczyć wrogów o świcie.
Tarbis nie odpowiedziała od razu, patrząc na obóz egipski budzący się w dole.
— Inne kobiety w moim wieku nie mają miasta, które zależy od tego, czy policzą dobrze — powiedziała w końcu. — Ja mam. Więc liczę.
Kenamon za rzeką
Brat Tarbis, Kenamon, król Kush, cofnął się po ostatniej potyczce na południe, żeby zbierać nowe siły.
Był człowiekiem zdolnym. Tarbis wiedziała to od dziecka — wiedziała, jak trudno go zaskoczyć, jak daleko myśli, jak cierpliwie czeka na właściwy moment. Ich ojciec uczył ich oboje tej samej dyscypliny myślenia, ale Kenamona nauczył więcej — bo Kenamon miał dziedziczyć koronę, a Tarbis miała wyjść za mąż.
Tarbis nie miała do ojca żalu o to rozróżnienie. Tak działał świat.
Wiedziała, że brat wróci — nie wiedziała tylko, czy zdąży. Między jego powrotem a wyczerpaniem zapasów miasta rozciągał się czas, którego nikt nie umiał policzyć na pewno, bo zależał od rzeczy, których żadna plansza seneta nie pokazuje: od pogody, od tego, ilu wodzów przyłączy się do Kenamona i jak szybko, od tego, czy Egipcjanin po drugiej stronie rzeki jest cierpliwy, czy tylko udaje cierpliwość.
Mój brat wróci, myślała Tarbis, i zastanie miasto, które wytrwało, albo miasto, które padło. A ja stoję pośrodku tych dwóch możliwości i nie wiem jeszcze, która się ziści.
I myślała, patrząc na ogniska Egipcjan: co ten człowiek zrobi jutro? A pojutrze? Bo od tego, co zrobi, zależy wszystko — a ona nie umiała go jeszcze rozgryźć, i to niepokoiło ją bardziej niż sama armia.
Mojżesz o świcie
Po drugiej stronie rzeki Mojżesz stał o świcie przy rydwanie i patrzył na mury Saby, próbując znaleźć w nich miejsce, którego jeszcze nie znalazł.
Cztery linie wody — dwie rzeki i Nil, rozdzielony na ramiona — otaczały miasto tak, że każde podejście prowadziło przez most albo przez bród, a każdy most i każdy bród był widoczny z murów i osłonięty łukami. Mojżesz oglądał tę geografię od pierwszego dnia i po pierwszym dniu wiedział jedno: że nie ma tu miejsca, w którym pięciuset zbrojnych mogłoby przejść po cichu, nie będąc zastrzelonymi z góry.
To nie znaczyło, że miasto jest nie do wzięcia. Znaczyło, że nie da się go wziąć tak, jak bierze się miasta budowane byle jak — z marszu, jednym uderzeniem, przewagą liczby. Sabę zbudowali ludzie, którzy myśleli o dniu oblężenia, gdy kładli pierwsze kamienie. Żeby ją pokonać, trzeba było myśleć równie daleko.
Ahmose, jego najlepszy oficer i jedyny człowiek w obozie, przy którym Mojżesz mówił głośno to, czego nie mówił radzie, podszedł i stanął obok, patrząc na to samo.
— Ludzie pytają, kiedy szturm — powiedział.
— Ludzie zawsze pytają, kiedy szturm — odparł Mojżesz. — Bo szturm jest prosty. Idziesz, giniesz albo zwyciężasz, i wieczorem wiesz. Czekanie jest trudniejsze, bo w czekaniu nie wiadomo, czy się wygrywa, czy przegrywa, aż do samego końca.
— Więc czekamy.
Mojżesz nie odpowiedział od razu. Patrzył na wschodnią wieżę, gdzie — jak co rano — stała sylwetka, ta sama, w tym samym miejscu, w którym wczoraj o tej porze też stała.
Kobieta, która patrzyła na jego obóz tak, jak on patrzył na jej mury.
Mojżesz, który przez siedem lat nauki w Per-Ankh uczył się czytać ka — energię istnienia — widział z odległości coś, czego nie umiał opisać dokładnymi słowami: że ta kobieta na murze ma ka inne niż garnizon, inne niż miasto, inne niż ludzie oblężeni, którzy tylko czekają na ratunek. Jej ka było napięte tak, jak napięte jest coś, co liczy — nie modli się, nie rozpacza, lecz liczy, tak samo jak on.
Bo to była pierwsza kampania, w której wróg po drugiej stronie muru miał twarz, którą zapamiętywał, a nie tylko liczbę, jaką raportował do Memfis co tydzień przez posłańca.
— Czekamy — powiedział w końcu. — Ale nie bezczynnie. Miasto, którego nie można wziąć siłą, ma zawsze drugie słabe miejsce, tyle że nie w murach. Trzeba je tylko znaleźć, zanim brat tej kobiety wróci z odsieczą.
— A jeśli wróci pierwszy?
Mojżesz patrzył na mury, na wodę, na sylwetkę na wieży, która właśnie odwróciła się i zniknęła w głębi, jak co rano o tej porze.
— Wtedy — powiedział — będziemy się bić o coś, czego nie zdążyliśmy przechytrzyć. A ja wolę przechytrzyć, niż się bić. Bić się umie każdy głupiec z mieczem. Wygrać, nie tracąc tysiąca ludzi na moście, który i tak nie ustąpi — to jest sztuka, której mnie nie uczono, bo nikt jej nie umie nauczyć. Trzeba jej dojść samemu.
Odwrócił się od murów i ruszył w stronę obozu, gdzie budził się dzień, a z nim wszystkie decyzje, których jeszcze nie podjął.
Co się między nimi rozegra — między człowiekiem po jednej stronie wody a kobietą po drugiej, między cierpliwością oblegającego a rachunkiem oblężonej — tego tamtego ranka nie wiedział ani on, ani ona. Wiedzieli tylko oboje to samo: że gra się zaczęła, że przeciwnik jest godny i że pierwszy błąd będzie ostatnim.
Koniec prologu