Oczami psa - ebook
O czym myślą psy? Jak postrzegają świat i to dziwne zwierzę - człowieka? Jak to jest czuć zapach ludzkiego smutku i mijającego czasu? Dlaczego nie da się nie pobiec za rowerzystą? Na te i wiele innych pytań odpowiada w swej książce dr Alexandra Horowitz.
Autorka nie próbuje uczłowieczać psa na siłę, bada umysł zwierzęcia, które samo nie może o sobie niczego powiedzieć. Książka zawiera opisy najnowszych badań wskazujących na niezwykłe umiejętności czworonogów m.in. wyczuwania ludzkich nastrojów i wykrywania chorób.
Nie jest to podręcznik tresury, jednak wielbiciele psów znajdą w nim wiele wskazówek pozwalających na lepsze zrozumienie swych czworonożnych przyjaciół. Relacja z psem jest prawdopodobnie najbardziej fascynującą więzią, jaką człowiek może wytworzyć z przedstawicielem świata zwierząt. Psy kiedyś były dzikimi stworzeniami, z czasem stały się naszymi najwierniejszymi towarzyszami. Adaptacja do nowej sytuacji przekształciła ich ciała, mózgi i sposób zachowania. Nie należy jednak zapominać o tym, że psy na zawsze pozostaną obywatelami królestwa zwierząt, kochanymi, ale tajemniczymi przyjaciółmi.
„Dowiedz się, dlaczego twój pies jest tak wrażliwy na twoje emocje, spojrzenie i język ciała. Psy żyją w świecie bezustannie zmieniających się złożonych zapachów. Przeczytaj tę porywającą książkę i wejdź do świata zmysłów swojego psa”.
Tempie Grandin, autorka Animals in Translation i Animals Human
„Oczami psato przyjęta z radością, godna zaufania, osobista i błyskotliwa książka o tym, jak to jest być psem. Ta publikacja rzuca nowe światło na wiele mitów, które krążą o naszych czworonożnych pupilach. Mam nadzieję, że książka zdobędzie popularność, na jaką zasługuje”.
Marc Bekoff, autor "O zakochanych psach i zazdrosnych małpach: emocjonalne życie zwierząt"
| Kategoria: | Poradniki |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8457-065-4 |
| Rozmiar pliku: | 1,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Cóż to za ogromna przyjemność powrócić do tej książki piętnaście lat po jej pierwszym wydaniu. Mój syn urodził się akurat w miesiącu, w którym ukazała się ona na rynku: niespokojny trzykilogramowy noworodek stał się przez ten czas uroczym nastolatkiem, kreatywnym, ciekawym świata, łaknącym wiedzy. Mam nadzieję, że dzięki rozszerzonej wersji książka _Oczami psa_ również „dorośnie”. Wiele się wydarzyło w ciągu tych lat. Od czasu napisania tej książki stworzyłam w Barnard College laboratorium Dog Cognition Lab, pierwsze tego typu laboratorium w Stanach Zjednoczonych, w którym wraz z innymi badaczami zgłębiamy zachowania psów domowych na wybiegach, w ich domach oraz podczas wizyt w naszym laboratorium. Wydałam cztery inne książki, których pisanie poszerzyło moje myślenie o psach. Kynologia przeżyła gwałtowny rozwój, a wraz z nim wzrosły zainteresowanie opinii publicznej psami oraz ogólna świadomość, co przyczyniło się do nowego sposobu myślenia o psach żyjących obok nas.
Rozszerzona wersja obejmuje wszystkie aspekty książki – uwzględniłam wyniki rozmaitych nowych badań w najprzeróżniejszych dziedzinach oraz wprowadziłam pewne zmiany, opierając się właśnie na tych badaniach. Pojawiły się nowe paradygmaty i nowe odkrycia; kiedy dawniej pisałam, że „nie podjęto dotąd stosownych badań”, teraz mogłam niejednokrotnie napisać, że badania takie przeprowadzono. Poprawki dotyczą na przykład uwagi okazywanej nam przez psy, bo z obserwacji wynika, że patrzą one bardziej na jedną połowę – prawą – naszej twarzy niż na drugą, co jest prawidłowością występującą również u ludzi, gdy patrzymy na siebie nawzajem. Uwzględniłam prace dowodzące, że psy potrafią rozpoznać naszą zadowoloną i niezadowoloną minę, a nawet zadowoloną i niezadowoloną minę, gdy na twarzy mamy maskę. Obecnie wiemy, że psy wyczuwają (węchem) nasz stres, a to wpływa na ich nastrój. Biorąc pod uwagę zdolności węchowe psów, zbadałam, w jaki sposób doświadczają one świata poprzez wonie, dlatego omawiam badania wykonane w naszym laboratorium dotyczące tego, czy psy rozpoznają człowieka po zapachu (owszem) oraz czy znają własny zapach i zauważają w nim zmiany (ponownie odpowiedź twierdząca). Pojawiły się nowe badania na temat przyjmowania perspektywy, naśladowania, preferencji kolorystycznych i rozumienia mowy. Prowadzone są badania, które obejmują między innymi psy użytkowe, rasy oraz ulubiony gatunek psa wszystkich ludzi, a więc szczenięta (między innymi chodzi o to, w którym okresie uważamy je za najbardziej urocze).
Niekiedy pogłębione badania pozwalają nam lepiej zrozumieć określoną psią umiejętność, którą wcześniej uważaliśmy za dobrze poznaną. Na przykład w początkach XXI wieku uważaliśmy, że psy są wyjątkowe pod względem zdolności wykorzystywania wskazówek wysyłanych przez ludzi, aby znaleźć ukryty smakołyk, tymczasem obecnie wiemy, że sprawa wygląda inaczej – i dysponujemy dokładniejszymi informacjami o tym, kiedy w swoim życiu potrafią to robić (od szczenięctwa) oraz w jakich warunkach nie potrafią (prawie w połowie przypadków). Okazuje się, że inne zwierzęta, od koni po prosięta, również potrafią całkiem nieźle wykorzystywać wskazówki, jeśli mają odpowiednie doświadczenie. Psy są wyjątkowym gatunkiem zarówno pod względem zdolności poznawczych, jak i roli, jaką odgrywają w życiu ludzi, ale nasze twierdzenia o ich wyjątkowych zdolnościach poznawczych wynikały po prostu z poświęcania im większej uwagi niż na przykład świniom, które ludzie raczej chętniej zjedzą, zamiast wylegiwać się z nimi na kanapie. Tak więc choć _Oczami psa_ dotyczy w pierwszej kolejności psów, przyjęta przeze mnie perspektywa – podejmowane na podstawie ich zdolności percepcyjnych i poznawczych (ich Umwelt) próby zrozumienia, jak to jest być psem – być może powinna być zastosowana w odniesieniu do każdego innego gatunku zwierząt. Mam nadzieję, że ponowne spojrzenie na psy poszerzy nasze spojrzenie na wszystkie zwierzęta.
Niektóre zmiany wprowadzone w tej wersji odzwierciedlają zmiany w ludzkiej wrażliwości – zarówno w wymiarze społecznym, jak i indywidualnym. Na przykład chociaż w świetle prawa psy są uznawane za „własność”, słowo „właściciel” nie oddaje w pełni relacji, jaką mamy z nimi w naszym życiu. Niektórzy używają słów „rodzic” lub „opiekun”; ja nadal używam słowa „właściciel”, choć często nazywam siebie po prostu „psiarą”_._ Niektóre zmiany odzwierciedlają postęp w nauce: nawet badając wiele psów, coraz częściej uznajemy wagę różnic indywidualnych – osobowości, biografii i motywacji – w wyjaśnianiu tego, co pies wie i rozumie.
Skoro mowa o osobowości: to Pumpernickel posłużyła za inspirację do napisania tej książki i to jej silne bicie serca, sapanie i uśmiech podtrzymywały mnie w wysiłkach. Zmieniła mnie ogromnie przez te siedemnaście lat, które przeżyłyśmy razem. Z trudem dociera do mnie, że czas, który upłynął od naszego ostatniego spaceru, to dłużej niż całe jej życie. Często myślę właśnie o tym, jak psy doświadczają czasu, jak zmienia się to doświadczenie w ciągu ich życia i jak jest kształtowane przez ich węchowy „ogląd” świata. Czas wydawał mi się zarówno skrócony, jak i wydłużony wskutek relacji z wieloma psami, które pojawiły się po Pump.
Mogę prześledzić ten upływ czasu – od pierwszego wydania tej książki – w kategoriach psich epok: po Pump nadeszła kolej na uroczego kruczoczarnego Finnegana. Do Finna dołączył później duży cętkowany, głupkowaty Upton i wtedy wkroczyliśmy w epokę dwóch psów – a wkrótce potem dwóch psów i kotki Edsel, która polubiła nasze psy szybciej niż nas. Era trzech psów i kota rozpoczęła się w 2020 roku wraz z pojawieniem się szczenięcia: rozbrajającej trójkolorowej, brodatej Quiddity, którą poznałam tuż po jej narodzinach. Dwa lata później Finn dokonał żywota w wieku piętnastu lat, a miesiąc potem Upton. Nadeszła epoka samotnej Quid. Dzisiaj znów jesteśmy rodziną z dwoma psami, bo dołączyła Tilde, duża cętkowana (podobnie jak Upton), czarująca (podobnie jak Finn) suczka. (Edsel się trzyma!) Każda z tych epok przyniosła relację o innej dynamice – między dwoma psami, trzema psami, psami i kotami – oraz między mną, dzieckiem i rodziną. Podobnie jak w przypadku Pumpernickel moje myślenie, badania i pisanie o psach zmieniły się dzięki poznaniu wszystkich tych istot. (Pojawiają się one w tym nowym wydaniu). A teraz przejdźmy do psów!WPROWADZENIE
UWAGI WSTĘPNE O PSACH, ICH SZKOLENIU I WŁAŚCICIELACH
Najpierw ukazuje się głowa. Zza grzbietu wzgórza wyłania się zaśliniona kufa. Trudno się na razie zorientować, czy jest reszta ciała. W polu widzenia pojawia się nieśpiesznie łapa, potem druga, trzecia i czwarta, dźwigają ponad sześćdziesiąt kilogramów. Wilczarz, metr w kłębie, długi na półtora, dostrzega długowłosego chihuahua, ćwierć przeciętnego psa, ukrytego w trawie między stopami swojej właścicielki. Chihuahua waży trzy kilo i każdy gram trzęsie się ze strachu. Jednym leniwym skokiem, z uszami na sztorc, wilczarz ląduje przed chihuahua. Ten spuszcza lękliwie wzrok; wilczarz przykuca do jego wysokości i kąsa go w bok. Chihuahua spogląda na wielkiego psa, który unosi zad, trzymając ogon wysoko, i pręży się do ataku. Zamiast jednak uciekać w obliczu oczywistego zagrożenia, chihuahua przyjmuje podobną postawę, skacze na wilczarza i obejmuje jego kufę małymi łapkami. Zaczyna się zabawa.
Przez pięć minut psy tarzają się, chwytają i gryzą jeden drugiego. Wilczarz pada na bok, a mały pies odpowiada atakami na jego pysk, brzuch i łapy. Uderzenie łapą powoduje, że chihuahua odskakuje, tchórzliwie wycofując się poza zasięg ciosów. Wilczarz szczeka, zrywa się z ziemi i z hukiem ląduje na czterech łapach. W tym momencie chihuahua doskakuje i gryzie go mocno w łapę. Są spleceni w walce – wilczarz trzyma w zębach małego chihuahua, a on kopie go łapkami w pysk – ale właśnie wtedy mężczyzna bierze dużego psa na smycz i odciąga go na bok. Chihuahua podnosi się, patrzy w ich stronę, szczeka raz i podbiega do swojej właścicielki.
Te psy są do siebie tak niepodobne, że równie dobrze mogłyby być przedstawicielami dwóch różnych gatunków zwierząt. Zawsze intrygowała mnie swoboda charakteryzująca ich zabawę. Wilczarz gryzł, kłapał zębami i rzucał się do ataku, lecz chihuahua nie reagował strachem, tylko odpłacał mu pięknym za nadobne. Co wyjaśnia zdolność tych psów do wspólnej zabawy? Dlaczego wilczarz nie postrzega chihuahua jako ofiary? Dlaczego chihuahua nie postrzega wilczarza jako groźnego drapieżnika? Okazuje się, że odpowiedź nie ma nic wspólnego z iluzjami chihuahua o własnej potędze ani z brakiem drapieżności u wilczarza. Nie jest to również kwestia przejęcia kontroli przez wrodzony instynkt.
Istnieją dwa sposoby, aby dowiedzieć się, na czym polega ta zabawa – oraz co myślą, postrzegają i wyrażają bawiące się psy: trzeba albo urodzić się psem, albo spędzić dużo czasu na uważnej obserwacji psów. Pierwsza opcja była dla mnie nieosiągalna. Zapraszam zatem do zapoznania się z tym, czego nauczyłam się drogą obserwacji.
Jestem psiarą. W moim domu zawsze był pies. Zaczęło się od naszego rodzinnego psa o imieniu Aster, który miał niebieskie oczy, obcięty ogon i skłonność do wieczornej włóczęgi po okolicy, przez co czuwałam do późna w piżamie, zamartwiając się i czekając na jego powrót o północy. Długo opłakiwałam śmierć Heidi, springer spanielki, która wbiegła wprost pod koła samochodu na autostradzie stanowej w pobliżu naszego domu – oczami dziecięcej wyobraźni widziałam ją galopującą z jęzorem zwisającym z boku pyska i długimi uszami odchylonymi do tyłu w radosnym pędzie. Jako studentka patrzyłam z podziwem i sympatią na naszą Beckett, adoptowanego mieszańca chow-chow, która ze stoickim spokojem obserwowała, jak codziennie wychodzę z domu na zajęcia.
Potem u moich stóp leży zwinięta ciepła Pumpernickel – w skrócie Pump – kundelka, która mieszkała ze mną przez całe swoje siedemnastoletnie życie i przez całą moją dorosłość. Każdy dzień spędzony w pięciu stanach Ameryki, każdy dzień w trakcie pięciu lat studiów podyplomowych i zatrudnienia w czterech miejscach pracy zaczynałam od jej powitalnego merdania ogonem, gdy słyszała, jak budzę się rano. Każdy, kto uważa się za miłośnika psów, zrozumie bez trudu, że nie wyobrażam sobie życia bez tej suczki.
Jestem psiarą, kocham psy. Jestem również naukowcem. Zajmuję się badaniem zachowań zwierząt. Jako profesjonalistka podchodzę z ostrożnością do antropomorfizowania zwierząt, a więc do przypisywania im uczuć, myśli i pragnień, których używamy do opisania samych siebie. W trakcie uczenia się, jak badać zachowania zwierząt, poznałam i respektowałam kodeks naukowca określający opisywanie działań: 1) zachować obiektywność, 2) unikać wyjaśniania zachowań poprzez odwoływanie się do procesów umysłowych, skoro wystarczy wyjaśnienie za pomocą prostszych procesów, 3) nie stanowi przedmiotu nauki zjawisko, które nie jest powszechnie obserwowalne i dające się potwierdzić. Jako profesor zajmująca się behawioryzmem zwierząt, kognitywistyką porównawczą i psychologią uczyłam się ze znakomitych podręczników, które przedstawiają fakty mierzalne. Opisują wszystko, od hormonalnych i genetycznych wyjaśnień społecznego życia zwierząt po reakcje uwarunkowane, stałe wzorce zachowań i optymalne tempo żerowania – wszystko tym samym wyważonym, obiektywnym tonem.
A jednak.
Większość pytań zadawanych przez moich studentów na temat zwierząt nie znajduje odpowiedzi w podręcznikach. Po wystąpieniach na konferencjach, na których prezentuję wyniki swoich badań, inni naukowcy nieuchronnie kierują rozmowę na temat własnych doświadczeń ze zwierzętami. Wciąż nie dają mi spokoju te same pytania, które zawsze miałam na temat swojego psa – i wciąż nie znajduję na nie odpowiedzi. Nauka, praktykowana i opisywana w tekstach, rzadko odnosi się do naszych osobistych doświadczeń związanych z życiem ze zwierzętami i z próbami zrozumienia ich umysłowości.
W pierwszych latach studiów podyplomowych, kiedy zaczęłam zgłębiać neurobiologię, ze szczególnym uwzględnieniem umysłów organizmów zwierzęcych innych niż ludzie, nigdy nie przyszło mi do głowy, aby zajmować się psami. Psy wydawały mi się w pełni zrozumiałymi, swojskimi istotami. Koledzy twierdzili, że od psów nie ma się czego uczyć: psy to prostolinijne i szczęśliwe stworzenia, które musimy tresować, karmić i kochać – i na tym koniec. W psach nie ma „danych”. Mój promotor zajmował się pawianami: jeśli chodzi o behawioryzm zwierząt, to naczelne były popularnym przedmiotem badań. Zakładano, że najbardziej prawdopodobnymi kandydatami do posiadania umiejętności i zdolności poznawczych zbliżonych do ludzkich są nasi kuzyni – inne ssaki naczelne. Takie było powszechne przekonanie naukowców zajmujących się zachowaniem zwierząt. Co gorsza, wydawało się, że psiarze zmonopolizowali teoretyzowanie na temat psiej umysłowości, a ich przekonania opierały się na anegdotach i niewłaściwie zastosowanych antropomorfizmach. Samo pojęcie psiej umysłowości zostało skompromitowane.
A jednak.
W trakcie studiów podyplomowych w Kalifornii wiele wolnego czasu spędziłam z Pumpernickel na wybiegach dla psów w lokalnych parkach i na plażach. W tym czasie szkoliłam się jako etolog, naukowiec zajmujący się zachowaniem zwierząt. Dołączyłam do dwóch grup badawczych obserwujących wysoce uspołecznione stworzenia: białe nosorożce w Wild Animal Park w Escondido oraz bonobo (szympansy karłowate) w tym samym parku i w zoo w San Diego. Nauczyłam się sztuki uważnej obserwacji, gromadzenia danych i analizy statystycznej. Z czasem ten sposób postrzegania zaczął przenikać do wolnych godzin spędzanych na wybiegach dla psów. Nagle psy, płynnie lawirujące między swoim światem społecznym a światem ludzi, stały się dla mnie zupełnie obcymi istotami: przestałam postrzegać ich zachowanie jako proste i w pełni zrozumiałe.
To, co dawniej uważałam za miłą dla oka zabawę Pumpernickel z bulterierem z sąsiedztwa, postrzegałam teraz jako wyrafinowany taniec wymagający współpracy, błyskawicznej komunikacji oraz oceny wzajemnych umiejętności i oczekiwań. Najmniejszy ruch głową lub pociągnięcie nosem wydawały się teraz celowe i pełne znaczenia. Spotykałam psiarzy, którzy w ogóle nie rozumieli zachowań swoich podopiecznych, spotykałam psy o wiele za bystre dla swoich towarzyszy zabaw, widziałam ludzi błędnie interpretujących psią radość jako agresję. Zaczęłam zabierać na spacery kamerę wideo, żeby nagrywać nasze wypady. W domu oglądałam nagrania psów bawiących się z innymi psami, ludzi rzucających psom piłki i frisbee – oglądałam gonitwy, walki, pieszczoty, bieganiny, konkursy szczekania. Dzięki uwrażliwieniu się na potencjalne bogactwo interakcji społecznych w świecie całkowicie pozajęzykowym wszystkie te niegdyś zwyczajne czynności wydały mi się niewykorzystanym źródłem informacji. Kiedy zaczęłam oglądać te filmy w zwolnionym tempie, dostrzegłam zachowania, których nigdy wcześniej nie widziałam pomimo długich lat spędzonych w psim towarzystwie. Po dokładniejszym przyjrzeniu się proste harce dwóch psów stawały się oszałamiającą serią zsynchronizowanych zachowań, aktywną zamianą ról, różnorodnymi formami komunikacji, elastycznym dostosowywaniem się i szybkim przechodzeniem od jednej do drugiej formy zabawy.
Oglądałam ni mniej, ni więcej, tylko odsłony psiej umysłowości, widocznej w sposobie komunikowania się między jednym psem a drugim oraz w próbach porozumiewania się z ludźmi, a także w sposobach interpretacji działań innych psów i ludzi.
Od tej chwili patrzyłam na Pumpernickel – i na każdego innego psa – nowymi oczami. Optyka naukowa bynajmniej nie mąciła mi radości z obcowania z moją suczką, wprost przeciwnie, stanowiła nową, wielowymiarową perspektywę patrzenia na jej zachowanie, nowy sposób rozumienia psiego życia.
Odtąd prowadziłam regularne obserwacje psów w trakcie zabawy: tego, jak bawią się z innymi psami i jak bawią się z ludźmi. W tamtym czasie nieświadomie stanowiłam część ogromnej zmiany zachodzącej w naukowym podejściu do psów. Proces ten trwa, ale sceneria jest obecnie zupełnie inna niż dwadzieścia lat temu. Dawniej badania dotyczące zdolności poznawczych i zachowań psów były w powijakach, dziś organizuje się konferencje, istnieją zespoły naukowe, prowadzone są badania eksperymentalne i etologiczne, a wyniki tych wszystkich dociekań publikuje się w czasopismach naukowych. Osoby zajmujące się tą tematyką dostrzegły to samo co ja: pies jest idealnym punktem wyjścia do badań nad organizmami zwierzęcymi innymi niż ludzie. Psy żyją z ludźmi od dziesiątek tysięcy lat. Dzięki sztucznemu doborowi w procesie udomowienia ewoluowały w taki sposób, że uwrażliwiły się na te właśnie cechy, które składają się na ludzkie zdolności poznawcze, w tym, co najważniejsze, na umiejętność posługiwania się uwagą.
W tej książce przedstawiam to, co nauka mówi o psach. Naukowcy działający w laboratoriach i w terenie, badający psy użytkowe i psy do towarzystwa, psy domowe i psy żyjące w stanie wolnym, zgromadzili imponującą ilość informacji na temat psiej biologii – zdolności sensorycznych, zachowań – oraz psiej psychologii – funkcji poznawczych. Na podstawie wyników setek programów badawczych możemy zacząć budować obraz psów niejako od wewnątrz – możemy poznać zdolności węchowe, słuch, sposób, w jaki psy patrzą na nas, oraz mózg, który się za tym wszystkim kryje. Przedstawione tutaj badania nad funkcjami poznawczymi psów obejmują moje własne dociekania, ale na nich się nie kończą – to plon przebogatej działalności naukowej. W przypadku zagadnień, na temat których nie ma jeszcze wiarygodnych informacji, uwzględniam badania dotyczące innych zwierząt, co pomoże nam zrozumieć życie psów. (Z myślą o czytelnikach, którzy zapragną zaznajomić się z przywołanymi pracami, na końcu książki zamieściłam bibliografię).
Nie wyrządzimy psom krzywdy, jeśli popuścimy nieco smyczy i przyjrzymy się im z dystansu, z naukowego punktu widzenia. Psie zdolności i perspektywa zasługują na szczególną uwagę. Skutek jest nadzwyczaj pozytywny, bo zamiast oddalać nas od psów, nauka zbliża nas do nich i pozwala podziwiać ich naturę. Rygorystyczne i zarazem twórcze zastosowanie metody naukowej może rzucić nowe światło na codzienne dyskusje o tym, co psy wiedzą, rozumieją lub myślą. Dzięki osobistej wędrówce, w trakcie której nauczyłam się systematycznej i naukowej obserwacji zachowań, lepiej poznałam własnego psa i głębiej zaczęłam doceniać naszą relację.
Udało mi się wniknąć do psiego wnętrza i zobaczyć świat z psiej perspektywy. Może to zrobić każdy, kto ma psa. A wtedy zacznie inaczej patrzeć na to wspaniałe kudłate stworzenie.
JEDEN PIES TO NIE WSZYSTKIE PSY
Natura badań naukowych nad organizmami zwierzęcymi innymi niż ludzie oznacza, że kilka pojedynczych osobników, które dokładnie opukano, poobserwowano, wytresowano lub poddano sekcji, reprezentuje cały swój gatunek. A przecież w przypadku ludzi nigdy nie godzimy się na to, aby zachowanie jednej osoby było uznawane za reprezentatywne dla wszystkich. Jeśli ktoś nie potrafi w ciągu godziny ułożyć kostki Rubika, nie wyciągamy z tego wniosku, że nikt inny też sobie nie poradzi. W tym przypadku nasze poczucie indywidualności okazuje się silniejsze niż poczucie „wspólnej biologii”. Kiedy chodzi o opisywanie naszych zdolności fizycznych i poznawczych, jesteśmy przede wszystkim jednostkami, dopiero potem członkami rodzaju ludzkiego.
W przypadku zwierząt kolejność ta jest często odwrotna¹. Nauka traktuje zwierzęta przede wszystkim jako przedstawicieli swoich gatunków, a dopiero w drugiej kolejności jako indywidualne osobniki. Przywykliśmy do postrzegania jednego czy dwóch zwierząt trzymanych w ogrodzie zoologicznym jako idealnych przedstawicieli swojego gatunku; dla kierownictwa zoo są one nawet nieświadomymi „ambasadorami” własnego gatunku. Nasze postrzeganie jednolitości gatunkowej widać wyraźnie, gdy porównujemy inteligencję zwierząt. Aby zweryfikować popularną od dawna hipotezę, że większy mózg oznacza większą inteligencję, porównano objętość mózgów szympansów, małp i szczurów z mózgiem człowieka. I rzeczywiście, mózg szympansa jest mniejszy od naszego, mózg małpy jest mniejszy od mózgu szympansa, a mózg szczura ma zaledwie wielkość móżdżku u naczelnych. Ta część historii jest dość dobrze znana. Mało kto wie jednak, że do celów porównawczych wykorzystano mózgi zaledwie dwóch lub trzech szympansów i małp. Tych kilka zwierząt, które miały na tyle wielkiego pecha, że dosłownie straciły głowy dla nauki, uznano za idealnie reprezentatywne małpy i szympansy. A przecież nie mogliśmy mieć pewności, że nie są to małpy o szczególnie dużych mózgach lub szympansy o mózgach nadzwyczajnie małych².
Podobnie jeśli pojedyncze zwierzę lub niewielka grupa zwierząt nie poradzą sobie z eksperymentem psychologicznym, odium porażki spada na cały gatunek. Klasyfikowanie zwierząt według kryteriów biologicznych jest wygodną drogą na skróty, prowadzi jednak do osobliwych następstw: mamy skłonności do mówienia o gatunku tak, jakby wszyscy jego przedstawiciele byli identyczni. W przypadku ludzi nigdy nie popełniamy takiego błędu. Kiedy pies, mając do wyboru tacę z dwudziestoma ciastkami i tacę z dziesięcioma ciastkami, wybiera tę drugą, wtedy formułujemy uogólnione wnioski, a mianowicie, że „psy” nie potrafią odróżnić dużej ilości od małej. A przecież nie potrafił tego zrobić jeden konkretny pies.
Kiedy zatem stwierdzam, że „pies robi to lub tamto” albo że „psy są takie albo owakie”, mam na myśli „te psy, które dotąd były przedmiotem badań”. Owszem, wyniki wielu stosownie przeprowadzonych eksperymentów mogą ostatecznie pozwolić na rozsądne uogólnienie wniosków dotyczących „wszystkich psów”. Lecz nawet wtedy różnice między poszczególnymi psami będą ogromne: być może nasz pies ma niezwykle dobry węch, nigdy nie patrzy nam w oczy, uwielbia swoje legowisko i nie znosi bycia dotykanym. Czasem to właśnie indywidualne odstępstwa od normy wydają się najbardziej wyraziste w eksperymencie: na przykład Dakota, mieszaniec, który brał udział w badaniu z serem i marchewką. Wszystkie psy biorące udział w tym badaniu zjadały kawałek zaoferowanej marchewki oraz wszystkie wolały kawałek sera od marchewki, gdy do wyboru miały jedno i drugie, ponadto większość wybrała ser zamiast kombinacji sera i marchewki: według naukowców jest to wybór „suboptymalny” – większość, a w istocie wszystkie oprócz Dakoty, który prawie za każdym razem wybierał marchewkę razem z serem. Jakie wnioski możemy wyciągnąć z tych badań? Być może większość psów zachowuje się irracjonalnie, kierując się emocjonalną heurystyką, którą czasami kierują się również ludzie. Możemy jednak skupić się na Dakocie i na tym, co wyróżnia go spośród innych psów, to znaczy co sprawia, że jest głodniejszy lub bystrzejszy. (Spróbujmy tego w domu ze swoim psem i zgłośmy wyniki).
Zarazem nie każde psie zachowanie należy interpretować jako istotne, traktować jako coś wrodzonego lub nadzwyczajnego; czasem psy po prostu „tak mają”, podobnie jak my. To rzekłszy, jeszcze raz przypomnę, że przedstawiam tutaj tylko to, co wiemy o zbadanych dotąd psach. Wyniki innych eksperymentów mogą być odmienne.
SZKOLENIE
Ta książka nie jest podręcznikiem tresury psów. Jednak jej treść może sprawić, że czytelnik nieświadomie nauczy się szkolić swojego psa. Dzięki temu dogonimy nasze psy – przecież bez pomocy podręczników nauczyły się „szkolić” nas, nie zdając sobie z tego sprawy.
Literatura dotycząca szkolenia psów oraz literatura na temat ich zdolności poznawczych i zachowań są w znacznym stopniu rozbieżne. Owszem, treserzy wykorzystują kilka podstawowych zasad z zakresu psiej psychologii i etologii – często z doskonałym skutkiem, niekiedy zaś ze skutkiem katastrofalnym. Większość szkoleń opiera się na zasadzie _uczenia asocjacyjnego._ Wszystkie organizmy zwierzęce, w tym ludzie, łatwo uczą się kojarzenia zdarzeń. Uczenie asocjacyjne jest podstawą warunkowania działań, które przewiduje nagrodę (smakołyk, okazanie uwagi, zabawka, pieszczota) po wystąpieniu pożądanego zachowania (pies siada na komendę). Poprzez wielokrotne stosowanie można ukształtować nowe, pożądane zachowanie – czy to leżenie i turlanie się, czy też, dla ambitnych, spokojna jazda na skuterze wodnym za motorówką lub jazda Mini Cooperem po torze wyścigowym, jak to robiły psy o imionach Monty, Ginny i Porter, które zostały odpowiednio wyszkolone, aby pokazać potencjał kryjący się w zwierzętach ze schronisk. (Nie próbujmy tego w domu)³.
Jednak w innych przypadkach zasady tresury stoją w sprzeczności z wynikami badań naukowych dotyczących psów. Na przykład nadal istnieją treserzy, którzy posługują się analogią oswojonego wilka jako podstawą naszego postrzegania i traktowania psów. Każda analogia jest tak dobra, jak dobre jest jej źródło. W tym przypadku, jak zobaczymy, to, co wiedzą naukowcy o zachowaniach wilków żyjących na wolności, często okazuje się sprzeczne z wiedzą potoczną, którą posługujemy się, żeby ugruntować tę analogię.
Coraz częściej metody szkolenia są porównywane i weryfikowane naukowo. Jednak ludzie zajmujący się psami mają często bardzo nienaukowe podejście do tego, jakie szkolenie okazuje się skuteczne. Przyczyną wydaje się to, że osoby zgłaszające się do treserów mają na ogół dwie wspólne cechy: ich pies jest mniej „posłuszny” niż przeciętny pies, a właściciel jest bardziej zmotywowany do zmiany jego zachowań. Biorąc pod uwagę połączenie uwarunkowań, można stwierdzić, że po kilkumiesięcznym szkoleniu pies najprawdopodobniej będzie zachowywał się inaczej – niezależnie od tego, na czym polegało samo szkolenie.
Efekty tresury bywają ekscytujące, ale niekoniecznie dowodzą, że to właśnie metody zastosowane w szkoleniu doprowadziły do sukcesu. Owszem, końcowy sukces może świadczyć o poziomie szkolenia. Ale może to być również szczęśliwy zbieg okoliczności. Wreszcie może to być też efekt poświęcania psu większej uwagi w trakcie trwania programu szkoleniowego. Może to być efekt dojrzewania psa w tym okresie. Albo wyprowadzki tego okropnego brytana z sąsiedztwa, który rzucał się bez przerwy na naszego psa. Innymi słowy, sukces może być wynikiem dziesiątek rozmaitych czynników. Nie uda się ich wyodrębnić bez zastosowania rygorystycznych badań naukowych.
Co ważniejsze, szkolenie jest zazwyczaj dostosowane do człowieka – ma na celu ukształtowanie psa w taki sposób, aby pasował do wyobrażeń i oczekiwań jego właściciela. Cel ten znacznie różni się od naszych dążeń: my chcemy zobaczyć, co pies faktycznie robi, czego od nas oczekuje i jak nas postrzega.
PIES I JEGO WŁAŚCICIEL
Coraz modniejsze staje się mówienie o ludziach żyjących z psami nie jako o właścicielach, lecz jako o opiekunach, rodzicach lub towarzyszach. Przez większość znanej historii właściciele psów byli nazywani „właścicielami” po prostu dlatego, że słowo to określa relację prawną, jaką mamy z psami: są one własnością ludzi. Co ciekawe, chociaż obecnie uważane są za członków rodziny, pozostają własnością (i to własnością o niewielkiej wartości odszkodowania – z wyjątkiem wartości hodowlanej – o czym, mam nadzieję, żaden z czytelników nie będzie musiał się przekonać na własnej skórze). Dzień, w którym psy przestaną być naszą własnością, będzie dla mnie wielkim świętem. Dawniej używałam słowa „właściciel” niejako apolitycznie, dla wygody i bez żadnych podtekstów, dziś jednak uważam siebie za własność psów. Język jest często prekursorem zmian społecznych, w związku z czym coraz częściej odnoszę się do siebie i innych jako do „ludzi” lub „osób” należących do psów, zwracając tym sposobem wektor zależności z powrotem na nas, choć równie często nadal nazywam nas „właścicielami”. To samo przyświeca mi w używaniu rzeczowników i zaimków: czasem uwzględniam płeć, kiedy indziej zaś słowo „pies” lub „on” stosuję ogólnie. („Oho, jakiś pies zostawił zabawkę” – można powiedzieć po przyjściu do wybiegu dla psów i znalezieniu bezpańskiej piszczącej piłeczki).Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1.
Skoro mowa o stosowaniu słów: słowa „zwierzęta” używam skrótowo na określenie „organizmów zwierzęcych innych niż ludzie”. I choć używam go często, sugerowane rozróżnienie pomiędzy „zwierzętami” i „ludźmi” należy uznać za niewłaściwe, gdyż my, ludzie, również jesteśmy zwierzętami.
2.
Oczywiście badacze znaleźli zwierzęta z mózgami większymi niż mózg człowieka: mózg delfina jest większy, podobnie jak mózgi organizmów ogólnie większych od nas – wielorybów i słoni. Nie ma prostych pomiarów neuroanatomicznych, które przesądzałyby o zdolnościach poznawczych – a to, co uważamy za „inteligencję”, jest bardziej zniuansowane, niż sądziliśmy w przeszłości.
3.
Treserzy zaznaczyli, że auto zostało specjalnie przystosowane dla psów, więc lepiej nie próbujmy tego we własnym samochodzie. Należy pamiętać, że nie tylko psy mogą się uczyć poprzez łączenie określonego zachowania z nagrodą: najrozmaitsze istoty, od motyli przez kury po skoczków wzwyż na olimpiadzie, zostały z powodzeniem wyszkolone w ten sposób.
4.
Najsilniej uświadomiłam to sobie pewnego dnia, zbierając dane dotyczące zachowania białych nosorożców. W Wild Animal Park to zwierzęta poruszają się (stosunkowo) swobodnie, a zwiedzający mogą oglądać je wyłącznie z pociągów kursujących wokół dużych wybiegów. Stałam na wąskim pasie trawy między torami a ogrodzeniem, obserwując typowy dzień w życiu nosorożców. Gdy pociągi się zbliżały, nosorożce przerywały to, co robiły, i szybko ustawiały się w formacji obronnej: stały zetknięte zadami, a głowy rozchodziły się promieniście. Zwierzęta te są spokojne, lecz mają słaby wzrok i łatwo się płoszą, jeśli nie wyczują w porę zapachu zbliżającego się intruza, dlatego polegają na sobie nawzajem w roli strażników. Pociąg zatrzymał się i wszyscy pasażerowie gapili się na nosorożce, które, jak ogłosił przewodnik, „nic nie robią”. W końcu ruszono dalej, a zwierzęta powróciły do swoich zwykłych zajęć.
5.
Analogię stanowi odkrycie dokonane w połowie XX wieku przez behawiorystów, którzy poddali psy wykorzystywane w laboratoriach wstrząsom elektrycznym. Później, pozostawione w pomieszczeniu z widoczną drogą ucieczki i ponownie rażone prądem, osobniki te okazały wyuczoną bezradność: nie próbowały uciekać przed elektrowstrząsami. Smutne zamierały w miejscu – pozornie pogodzone ze swoim losem. Badacze wytresowali psy, aby były uległe i akceptowały brak kontroli nad sytuacją. (Później zmusili psy do oduczenia się tej reakcji i zakończyli porażanie prądem). Na szczęście czasy eksperymentów, w których razimy psy prądem, aby poznać ich reakcje, (w większości) minęły.
6.
Dalsze badania dowiodły, że samo znalezienie się w bogatszym środowisku laboratoryjnym – w klatkach z kryjówkami lub przedmiotami, z którymi można mieć interakcję – nastrajało szczury bardziej optymistycznie.