Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Oczami psa - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
23 września 2026
3499 pkt
punktów Virtualo

Oczami psa - ebook

O czym myślą psy? Jak postrzegają świat i to dziwne zwierzę - człowieka? Jak to jest czuć zapach ludzkiego smutku i mijającego czasu? Dlaczego nie da się nie pobiec za rowerzystą? Na te i wiele innych pytań odpowiada w swej książce dr Alexandra Horowitz.

Autorka nie próbuje uczłowieczać psa na siłę, bada umysł zwierzęcia, które samo nie może o sobie niczego powiedzieć. Książka zawiera opisy najnowszych badań wskazujących na niezwykłe umiejętności czworonogów m.in. wyczuwania ludzkich nastrojów i wykrywania chorób.

Nie jest to podręcznik tresury, jednak wielbiciele psów znajdą w nim wiele wskazówek pozwalających na lepsze zrozumienie swych czworonożnych przyjaciół. Relacja z psem jest prawdopodobnie najbardziej fascynującą więzią, jaką człowiek może wytworzyć z przedstawicielem świata zwierząt. Psy kiedyś były dzikimi stworzeniami, z czasem stały się naszymi najwierniejszymi towarzyszami. Adaptacja do nowej sytuacji przekształciła ich ciała, mózgi i sposób zachowania. Nie należy jednak zapominać o tym, że psy na zawsze pozostaną obywatelami królestwa zwierząt, kochanymi, ale tajemniczymi przyjaciółmi.

„Dowiedz się, dlaczego twój pies jest tak wrażliwy na twoje emocje, spojrzenie i język ciała. Psy żyją w świecie bezustannie zmieniających się złożonych zapachów. Przeczytaj tę porywającą książkę i wejdź do świata zmysłów swojego psa”.

Tempie Grandin, autorka Animals in Translation i Animals Human

„Oczami psato przyjęta z radością, godna zaufania, osobista i błyskotliwa książka o tym, jak to jest być psem. Ta publikacja rzuca nowe światło na wiele mitów, które krążą o naszych czworonożnych pupilach. Mam nadzieję, że książka zdobędzie popularność, na jaką zasługuje”.

Marc Bekoff, autor "O zakochanych psach i zazdrosnych małpach: emocjonalne życie zwierząt"

Kategoria: Poradniki
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8457-065-4
Rozmiar pliku: 1,1 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

WSTĘP DO WYDANIA ROZSZERZONEGO

Cóż to za ogromna przy­jem­ność powró­cić do tej książki pięt­na­ście lat po jej pierw­szym wyda­niu. Mój syn uro­dził się aku­rat w mie­siącu, w któ­rym uka­zała się ona na rynku: nie­spo­kojny trzy­ki­lo­gra­mowy nowo­ro­dek stał się przez ten czas uro­czym nasto­lat­kiem, kre­atyw­nym, cie­ka­wym świata, łak­ną­cym wie­dzy. Mam nadzieję, że dzięki roz­sze­rzo­nej wer­sji książka _Oczami psa_ rów­nież „doro­śnie”. Wiele się wyda­rzyło w ciągu tych lat. Od czasu napi­sa­nia tej książki stwo­rzy­łam w Bar­nard Col­lege labo­ra­to­rium Dog Cogni­tion Lab, pierw­sze tego typu labo­ra­to­rium w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, w któ­rym wraz z innymi bada­czami zgłę­biamy zacho­wa­nia psów domo­wych na wybie­gach, w ich domach oraz pod­czas wizyt w naszym labo­ra­to­rium. Wyda­łam cztery inne książki, któ­rych pisa­nie posze­rzyło moje myśle­nie o psach. Kyno­lo­gia prze­żyła gwał­towny roz­wój, a wraz z nim wzro­sły zain­te­re­so­wa­nie opi­nii publicz­nej psami oraz ogólna świa­do­mość, co przy­czy­niło się do nowego spo­sobu myśle­nia o psach żyją­cych obok nas.

Roz­sze­rzona wer­sja obej­muje wszyst­kie aspekty książki – uwzględ­ni­łam wyniki roz­ma­itych nowych badań w naj­prze­róż­niej­szych dzie­dzi­nach oraz wpro­wa­dzi­łam pewne zmiany, opie­ra­jąc się wła­śnie na tych bada­niach. Poja­wiły się nowe para­dyg­maty i nowe odkry­cia; kiedy daw­niej pisa­łam, że „nie pod­jęto dotąd sto­sow­nych badań”, teraz mogłam nie­jed­no­krot­nie napi­sać, że bada­nia takie prze­pro­wa­dzono. Poprawki doty­czą na przy­kład uwagi oka­zy­wa­nej nam przez psy, bo z obser­wa­cji wynika, że patrzą one bar­dziej na jedną połowę – prawą – naszej twa­rzy niż na drugą, co jest pra­wi­dło­wo­ścią wystę­pu­jącą rów­nież u ludzi, gdy patrzymy na sie­bie nawza­jem. Uwzględ­ni­łam prace dowo­dzące, że psy potra­fią roz­po­znać naszą zado­wo­loną i niezado­wo­loną minę, a nawet zado­wo­loną i niezado­wo­loną minę, gdy na twa­rzy mamy maskę. Obec­nie wiemy, że psy wyczu­wają (węchem) nasz stres, a to wpływa na ich nastrój. Bio­rąc pod uwagę zdol­no­ści węchowe psów, zba­da­łam, w jaki spo­sób doświad­czają one świata poprzez wonie, dla­tego oma­wiam bada­nia wyko­nane w naszym labo­ra­to­rium doty­czące tego, czy psy roz­po­znają czło­wieka po zapa­chu (ow­szem) oraz czy znają wła­sny zapach i zauwa­żają w nim zmiany (ponow­nie odpo­wiedź twier­dząca). Poja­wiły się nowe bada­nia na temat przyj­mo­wa­nia per­spek­tywy, naśla­do­wa­nia, pre­fe­ren­cji kolo­ry­stycz­nych i rozu­mie­nia mowy. Pro­wa­dzone są bada­nia, które obej­mują mię­dzy innymi psy użyt­kowe, rasy oraz ulu­biony gatu­nek psa wszyst­kich ludzi, a więc szcze­nięta (mię­dzy innymi cho­dzi o to, w któ­rym okre­sie uwa­żamy je za najbar­dziej uro­cze).

Nie­kiedy pogłę­bione bada­nia pozwa­lają nam lepiej zro­zu­mieć okre­śloną psią umie­jęt­ność, którą wcze­śniej uwa­ża­li­śmy za dobrze poznaną. Na przy­kład w począt­kach XXI wieku uwa­ża­li­śmy, że psy są wyjąt­kowe pod wzglę­dem zdol­no­ści wyko­rzy­sty­wa­nia wska­zó­wek wysy­ła­nych przez ludzi, aby zna­leźć ukryty sma­ko­łyk, tym­cza­sem obec­nie wiemy, że sprawa wygląda ina­czej – i dys­po­nu­jemy dokład­niej­szymi infor­ma­cjami o tym, kiedy w swoim życiu potra­fią to robić (od szcze­nięc­twa) oraz w jakich warun­kach nie potra­fią (pra­wie w poło­wie przy­pad­ków). Oka­zuje się, że inne zwie­rzęta, od koni po pro­sięta, rów­nież potra­fią cał­kiem nie­źle wyko­rzy­sty­wać wska­zówki, jeśli mają odpo­wied­nie doświad­cze­nie. Psy są wyjąt­ko­wym gatun­kiem zarówno pod wzglę­dem zdol­no­ści poznaw­czych, jak i roli, jaką odgry­wają w życiu ludzi, ale nasze twier­dze­nia o ich wyjąt­ko­wych zdol­no­ściach poznaw­czych wyni­kały po pro­stu z poświę­ca­nia im więk­szej uwagi niż na przy­kład świ­niom, które ludzie raczej chęt­niej zje­dzą, zamiast wyle­gi­wać się z nimi na kana­pie. Tak więc choć _Oczami psa_ doty­czy w pierw­szej kolej­no­ści psów, przy­jęta przeze mnie per­spek­tywa – podej­mo­wane na pod­sta­wie ich zdol­no­ści per­cep­cyj­nych i poznaw­czych (ich Umwelt) próby zro­zu­mie­nia, jak to jest być psem – być może powinna być zasto­so­wana w odnie­sie­niu do każ­dego innego gatunku zwie­rząt. Mam nadzieję, że ponowne spoj­rze­nie na psy posze­rzy nasze spoj­rze­nie na wszyst­kie zwie­rzęta.

Nie­które zmiany wpro­wa­dzone w tej wer­sji odzwier­cie­dlają zmiany w ludz­kiej wraż­li­wo­ści – zarówno w wymia­rze spo­łecz­nym, jak i indy­wi­du­al­nym. Na przy­kład cho­ciaż w świe­tle prawa psy są uzna­wane za „wła­sność”, słowo „wła­ści­ciel” nie oddaje w pełni rela­cji, jaką mamy z nimi w naszym życiu. Nie­któ­rzy uży­wają słów „rodzic” lub „opie­kun”; ja na­dal uży­wam słowa „wła­ści­ciel”, choć czę­sto nazy­wam sie­bie po pro­stu „psiarą”_._ Nie­które zmiany odzwier­cie­dlają postęp w nauce: nawet bada­jąc wiele psów, coraz czę­ściej uzna­jemy wagę róż­nic indy­wi­du­al­nych – oso­bo­wo­ści, bio­gra­fii i moty­wa­cji – w wyja­śnia­niu tego, co pies wie i rozu­mie.

Skoro mowa o oso­bo­wo­ści: to Pum­per­nic­kel posłu­żyła za inspi­ra­cję do napi­sa­nia tej książki i to jej silne bicie serca, sapa­nie i uśmiech pod­trzy­my­wały mnie w wysił­kach. Zmie­niła mnie ogrom­nie przez te sie­dem­na­ście lat, które prze­ży­ły­śmy razem. Z tru­dem dociera do mnie, że czas, który upły­nął od naszego ostat­niego spa­ceru, to dłu­żej niż całe jej życie. Czę­sto myślę wła­śnie o tym, jak psy doświad­czają czasu, jak zmie­nia się to doświad­cze­nie w ciągu ich życia i jak jest kształ­to­wane przez ich węchowy „ogląd” świata. Czas wyda­wał mi się zarówno skró­cony, jak i wydłu­żony wsku­tek rela­cji z wie­loma psami, które poja­wiły się po Pump.

Mogę prze­śle­dzić ten upływ czasu – od pierw­szego wyda­nia tej książki – w kate­go­riach psich epok: po Pump nade­szła kolej na uro­czego kru­czo­czar­nego Fin­ne­gana. Do Finna dołą­czył póź­niej duży cęt­ko­wany, głup­ko­waty Upton i wtedy wkro­czy­li­śmy w epokę dwóch psów – a wkrótce potem dwóch psów i kotki Edsel, która polu­biła nasze psy szyb­ciej niż nas. Era trzech psów i kota roz­po­częła się w 2020 roku wraz z poja­wie­niem się szcze­nię­cia: roz­bra­ja­ją­cej trój­ko­lo­ro­wej, bro­da­tej Quid­dity, którą pozna­łam tuż po jej naro­dzi­nach. Dwa lata póź­niej Finn doko­nał żywota w wieku pięt­na­stu lat, a mie­siąc potem Upton. Nade­szła epoka samot­nej Quid. Dzi­siaj znów jeste­śmy rodziną z dwoma psami, bo dołą­czyła Tilde, duża cęt­ko­wana (podob­nie jak Upton), cza­ru­jąca (podob­nie jak Finn) suczka. (Edsel się trzyma!) Każda z tych epok przy­nio­sła rela­cję o innej dyna­mice – mię­dzy dwoma psami, trzema psami, psami i kotami – oraz mię­dzy mną, dziec­kiem i rodziną. Podob­nie jak w przy­padku Pum­per­nic­kel moje myśle­nie, bada­nia i pisa­nie o psach zmie­niły się dzięki pozna­niu wszyst­kich tych istot. (Poja­wiają się one w tym nowym wyda­niu). A teraz przejdźmy do psów!WPROWADZENIE

UWAGI WSTĘPNE O PSACH, ICH SZKO­LE­NIU I WŁA­ŚCI­CIE­LACH

Naj­pierw uka­zuje się głowa. Zza grzbietu wzgó­rza wyła­nia się zaśli­niona kufa. Trudno się na razie zorien­to­wać, czy jest reszta ciała. W polu widze­nia poja­wia się nie­śpiesz­nie łapa, potem druga, trze­cia i czwarta, dźwi­gają ponad sześć­dzie­siąt kilo­gra­mów. Wil­czarz, metr w kłę­bie, długi na pół­tora, dostrzega dłu­go­wło­sego chi­hu­ahua, ćwierć prze­cięt­nego psa, ukry­tego w tra­wie mię­dzy sto­pami swo­jej wła­ści­cielki. Chi­hu­ahua waży trzy kilo i każdy gram trzę­sie się ze stra­chu. Jed­nym leni­wym sko­kiem, z uszami na sztorc, wil­czarz ląduje przed chi­hu­ahua. Ten spusz­cza lękli­wie wzrok; wil­czarz przy­kuca do jego wyso­ko­ści i kąsa go w bok. Chi­hu­ahua spo­gląda na wiel­kiego psa, który unosi zad, trzy­ma­jąc ogon wysoko, i pręży się do ataku. Zamiast jed­nak ucie­kać w obli­czu oczy­wi­stego zagro­że­nia, chi­hu­ahua przyj­muje podobną postawę, ska­cze na wil­czarza i obej­muje jego kufę małymi łap­kami. Zaczyna się zabawa.

Przez pięć minut psy tarzają się, chwy­tają i gryzą jeden dru­giego. Wil­czarz pada na bok, a mały pies odpo­wiada ata­kami na jego pysk, brzuch i łapy. Ude­rze­nie łapą powo­duje, że chi­hu­ahua odska­kuje, tchórz­li­wie wyco­fu­jąc się poza zasięg cio­sów. Wil­czarz szczeka, zrywa się z ziemi i z hukiem ląduje na czte­rech łapach. W tym momen­cie chi­hu­ahua doska­kuje i gry­zie go mocno w łapę. Są sple­ceni w walce – wil­czarz trzyma w zębach małego chi­hu­ahua, a on kopie go łap­kami w pysk – ale wła­śnie wtedy męż­czy­zna bie­rze dużego psa na smycz i odciąga go na bok. Chi­hu­ahua pod­nosi się, patrzy w ich stronę, szczeka raz i pod­biega do swo­jej wła­ści­cielki.

Te psy są do sie­bie tak nie­po­dobne, że rów­nie dobrze mogłyby być przed­sta­wi­cie­lami dwóch róż­nych gatun­ków zwie­rząt. Zawsze intry­go­wała mnie swo­boda cha­rak­te­ry­zu­jąca ich zabawę. Wil­czarz gryzł, kła­pał zębami i rzu­cał się do ataku, lecz chi­hu­ahua nie reago­wał stra­chem, tylko odpła­cał mu pięk­nym za nadobne. Co wyja­śnia zdol­ność tych psów do wspól­nej zabawy? Dla­czego wil­czarz nie postrzega chi­hu­ahua jako ofiary? Dla­czego chi­hu­ahua nie postrzega wil­czarza jako groź­nego dra­pież­nika? Oka­zuje się, że odpo­wiedź nie ma nic wspól­nego z ilu­zjami chi­hu­ahua o wła­snej potę­dze ani z bra­kiem dra­pież­no­ści u wil­czarza. Nie jest to rów­nież kwe­stia prze­ję­cia kon­troli przez wro­dzony instynkt.

Ist­nieją dwa spo­soby, aby dowie­dzieć się, na czym polega ta zabawa – oraz co myślą, postrze­gają i wyra­żają bawiące się psy: trzeba albo uro­dzić się psem, albo spę­dzić dużo czasu na uważ­nej obser­wa­cji psów. Pierw­sza opcja była dla mnie nie­osią­galna. Zapra­szam zatem do zapo­zna­nia się z tym, czego nauczy­łam się drogą obser­wa­cji.

Jestem psiarą. W moim domu zawsze był pies. Zaczęło się od naszego rodzin­nego psa o imie­niu Aster, który miał nie­bie­skie oczy, obcięty ogon i skłon­ność do wie­czor­nej włó­częgi po oko­licy, przez co czu­wa­łam do późna w piża­mie, zamar­twia­jąc się i cze­ka­jąc na jego powrót o pół­nocy. Długo opła­ki­wa­łam śmierć Heidi, sprin­ger spa­nielki, która wbie­gła wprost pod koła samo­chodu na auto­stra­dzie sta­no­wej w pobliżu naszego domu – oczami dzie­cię­cej wyobraźni widzia­łam ją galo­pu­jącą z jęzo­rem zwi­sa­ją­cym z boku pyska i dłu­gimi uszami odchy­lo­nymi do tyłu w rado­snym pędzie. Jako stu­dentka patrzy­łam z podzi­wem i sym­pa­tią na naszą Bec­kett, adop­to­wa­nego mie­szańca chow-chow, która ze sto­ic­kim spo­ko­jem obser­wo­wała, jak codzien­nie wycho­dzę z domu na zaję­cia.

Potem u moich stóp leży zwi­nięta cie­pła Pum­per­nic­kel – w skró­cie Pump – kun­delka, która miesz­kała ze mną przez całe swoje sie­dem­na­sto­let­nie życie i przez całą moją doro­słość. Każdy dzień spę­dzony w pię­ciu sta­nach Ame­ryki, każdy dzień w trak­cie pię­ciu lat stu­diów pody­plo­mo­wych i zatrud­nie­nia w czte­rech miej­scach pracy zaczy­na­łam od jej powi­tal­nego mer­da­nia ogo­nem, gdy sły­szała, jak budzę się rano. Każdy, kto uważa się za miło­śnika psów, zro­zu­mie bez trudu, że nie wyobra­żam sobie życia bez tej suczki.

Jestem psiarą, kocham psy. Jestem rów­nież naukow­cem. Zaj­muję się bada­niem zacho­wań zwie­rząt. Jako pro­fe­sjo­na­listka pod­cho­dzę z ostroż­no­ścią do antro­po­mor­fi­zo­wa­nia zwie­rząt, a więc do przy­pi­sy­wa­nia im uczuć, myśli i pra­gnień, któ­rych uży­wamy do opi­sa­nia samych sie­bie. W trak­cie ucze­nia się, jak badać zacho­wa­nia zwie­rząt, pozna­łam i respek­to­wa­łam kodeks naukowca okre­śla­jący opi­sy­wa­nie dzia­łań: 1) zacho­wać obiek­tyw­ność, 2) uni­kać wyja­śnia­nia zacho­wań poprzez odwo­ły­wa­nie się do pro­ce­sów umy­sło­wych, skoro wystar­czy wyja­śnie­nie za pomocą prost­szych pro­ce­sów, 3) nie sta­nowi przed­miotu nauki zja­wi­sko, które nie jest powszech­nie obser­wo­walne i dające się potwier­dzić. Jako pro­fe­sor zaj­mu­jąca się beha­wio­ry­zmem zwie­rząt, kogni­ty­wi­styką porów­naw­czą i psy­cho­lo­gią uczy­łam się ze zna­ko­mi­tych pod­ręcz­ni­ków, które przed­sta­wiają fakty mie­rzalne. Opi­sują wszystko, od hor­mo­nal­nych i gene­tycz­nych wyja­śnień spo­łecz­nego życia zwie­rząt po reak­cje uwa­run­ko­wane, stałe wzorce zacho­wań i opty­malne tempo żero­wa­nia – wszystko tym samym wywa­żo­nym, obiek­tyw­nym tonem.

A jed­nak.

Więk­szość pytań zada­wa­nych przez moich stu­den­tów na temat zwie­rząt nie znaj­duje odpo­wie­dzi w pod­ręcz­ni­kach. Po wystą­pie­niach na kon­fe­ren­cjach, na któ­rych pre­zen­tuję wyniki swo­ich badań, inni naukowcy nie­uchron­nie kie­rują roz­mowę na temat wła­snych doświad­czeń ze zwie­rzę­tami. Wciąż nie dają mi spo­koju te same pyta­nia, które zawsze mia­łam na temat swo­jego psa – i wciąż nie znaj­duję na nie odpo­wie­dzi. Nauka, prak­ty­ko­wana i opi­sy­wana w tek­stach, rzadko odnosi się do naszych oso­bi­stych doświad­czeń zwią­za­nych z życiem ze zwie­rzę­tami i z pró­bami zro­zu­mie­nia ich umy­sło­wo­ści.

W pierw­szych latach stu­diów pody­plo­mo­wych, kiedy zaczę­łam zgłę­biać neu­ro­bio­lo­gię, ze szcze­gól­nym uwzględ­nie­niem umy­słów orga­ni­zmów zwie­rzę­cych innych niż ludzie, ni­gdy nie przy­szło mi do głowy, aby zaj­mo­wać się psami. Psy wyda­wały mi się w pełni zro­zu­mia­łymi, swoj­skimi isto­tami. Kole­dzy twier­dzili, że od psów nie ma się czego uczyć: psy to pro­sto­li­nijne i szczę­śliwe stwo­rze­nia, które musimy tre­so­wać, kar­mić i kochać – i na tym koniec. W psach nie ma „danych”. Mój pro­mo­tor zaj­mo­wał się pawia­nami: jeśli cho­dzi o beha­wio­ryzm zwie­rząt, to naczelne były popu­lar­nym przed­mio­tem badań. Zakła­dano, że naj­bar­dziej praw­do­po­dob­nymi kan­dy­da­tami do posia­da­nia umie­jęt­no­ści i zdol­no­ści poznaw­czych zbli­żo­nych do ludz­kich są nasi kuzyni – inne ssaki naczelne. Takie było powszechne prze­ko­na­nie naukow­ców zaj­mu­ją­cych się zacho­wa­niem zwie­rząt. Co gor­sza, wyda­wało się, że psia­rze zmo­no­po­li­zo­wali teo­re­ty­zo­wa­nie na temat psiej umy­sło­wo­ści, a ich prze­ko­na­nia opie­rały się na aneg­do­tach i nie­wła­ści­wie zasto­so­wa­nych antro­po­mor­fi­zmach. Samo poję­cie psiej umy­sło­wo­ści zostało skom­pro­mi­to­wane.

A jed­nak.

W trak­cie stu­diów pody­plo­mo­wych w Kali­for­nii wiele wol­nego czasu spę­dzi­łam z Pum­per­nic­kel na wybie­gach dla psów w lokal­nych par­kach i na pla­żach. W tym cza­sie szko­li­łam się jako eto­log, nauko­wiec zaj­mu­jący się zacho­wa­niem zwie­rząt. Dołą­czy­łam do dwóch grup badaw­czych obser­wu­ją­cych wysoce uspo­łecz­nione stwo­rze­nia: białe noso­rożce w Wild Ani­mal Park w Escon­dido oraz bonobo (szym­pansy kar­ło­wate) w tym samym parku i w zoo w San Diego. Nauczy­łam się sztuki uważ­nej obser­wa­cji, gro­ma­dze­nia danych i ana­lizy sta­ty­stycz­nej. Z cza­sem ten spo­sób postrze­ga­nia zaczął prze­ni­kać do wol­nych godzin spę­dza­nych na wybie­gach dla psów. Nagle psy, płyn­nie lawi­ru­jące mię­dzy swoim świa­tem spo­łecz­nym a świa­tem ludzi, stały się dla mnie zupeł­nie obcymi isto­tami: prze­sta­łam postrze­gać ich zacho­wa­nie jako pro­ste i w pełni zro­zu­miałe.

To, co daw­niej uwa­ża­łam za miłą dla oka zabawę Pum­per­nic­kel z bul­te­rie­rem z sąsiedz­twa, postrze­ga­łam teraz jako wyra­fi­no­wany taniec wyma­ga­jący współ­pracy, bły­ska­wicz­nej komu­ni­ka­cji oraz oceny wza­jem­nych umie­jęt­no­ści i ocze­ki­wań. Naj­mniej­szy ruch głową lub pocią­gnię­cie nosem wyda­wały się teraz celowe i pełne zna­cze­nia. Spo­ty­ka­łam psia­rzy, któ­rzy w ogóle nie rozu­mieli zacho­wań swo­ich pod­opiecz­nych, spo­ty­ka­łam psy o wiele za bystre dla swo­ich towa­rzy­szy zabaw, widzia­łam ludzi błęd­nie inter­pre­tu­ją­cych psią radość jako agre­sję. Zaczę­łam zabie­rać na spa­cery kamerę wideo, żeby nagry­wać nasze wypady. W domu oglą­da­łam nagra­nia psów bawią­cych się z innymi psami, ludzi rzu­ca­ją­cych psom piłki i fris­bee – oglą­da­łam goni­twy, walki, piesz­czoty, bie­ga­niny, kon­kursy szcze­ka­nia. Dzięki uwraż­li­wie­niu się na poten­cjalne bogac­two inte­rak­cji spo­łecz­nych w świe­cie cał­ko­wi­cie poza­ję­zy­ko­wym wszyst­kie te nie­gdyś zwy­czajne czyn­no­ści wydały mi się nie­wy­ko­rzy­sta­nym źró­dłem infor­ma­cji. Kiedy zaczę­łam oglą­dać te filmy w zwol­nio­nym tem­pie, dostrze­głam zacho­wa­nia, któ­rych ni­gdy wcze­śniej nie widzia­łam pomimo dłu­gich lat spę­dzo­nych w psim towa­rzy­stwie. Po dokład­niej­szym przyj­rze­niu się pro­ste harce dwóch psów sta­wały się osza­ła­mia­jącą serią zsyn­chro­ni­zo­wa­nych zacho­wań, aktywną zamianą ról, róż­no­rod­nymi for­mami komu­ni­ka­cji, ela­stycz­nym dosto­so­wy­wa­niem się i szyb­kim prze­cho­dze­niem od jed­nej do dru­giej formy zabawy.

Oglą­da­łam ni mniej, ni wię­cej, tylko odsłony psiej umy­sło­wo­ści, widocz­nej w spo­so­bie komu­ni­ko­wa­nia się mię­dzy jed­nym psem a dru­gim oraz w pró­bach poro­zu­mie­wa­nia się z ludźmi, a także w spo­so­bach inter­pre­ta­cji dzia­łań innych psów i ludzi.

Od tej chwili patrzy­łam na Pum­per­nic­kel – i na każ­dego innego psa – nowymi oczami. Optyka naukowa by­naj­mniej nie mąciła mi rado­ści z obco­wa­nia z moją suczką, wprost prze­ciw­nie, sta­no­wiła nową, wie­lo­wy­mia­rową per­spek­tywę patrze­nia na jej zacho­wa­nie, nowy spo­sób rozu­mie­nia psiego życia.

Odtąd pro­wa­dzi­łam regu­larne obser­wa­cje psów w trak­cie zabawy: tego, jak bawią się z innymi psami i jak bawią się z ludźmi. W tam­tym cza­sie nie­świa­do­mie sta­no­wi­łam część ogrom­nej zmiany zacho­dzą­cej w nauko­wym podej­ściu do psów. Pro­ces ten trwa, ale sce­ne­ria jest obec­nie zupeł­nie inna niż dwa­dzie­ścia lat temu. Daw­niej bada­nia doty­czące zdol­no­ści poznaw­czych i zacho­wań psów były w powi­ja­kach, dziś orga­ni­zuje się kon­fe­ren­cje, ist­nieją zespoły naukowe, pro­wa­dzone są bada­nia eks­pe­ry­men­talne i eto­lo­giczne, a wyniki tych wszyst­kich docie­kań publi­kuje się w cza­so­pi­smach nauko­wych. Osoby zaj­mu­jące się tą tema­tyką dostrze­gły to samo co ja: pies jest ide­al­nym punk­tem wyj­ścia do badań nad orga­ni­zmami zwie­rzę­cymi innymi niż ludzie. Psy żyją z ludźmi od dzie­sią­tek tysięcy lat. Dzięki sztucz­nemu dobo­rowi w pro­ce­sie udo­mo­wie­nia ewo­lu­owały w taki spo­sób, że uwraż­li­wiły się na te wła­śnie cechy, które skła­dają się na ludz­kie zdol­no­ści poznaw­cze, w tym, co naj­waż­niej­sze, na umie­jęt­ność posłu­gi­wa­nia się uwagą.

W tej książce przed­sta­wiam to, co nauka mówi o psach. Naukowcy dzia­ła­jący w labo­ra­to­riach i w tere­nie, bada­jący psy użyt­kowe i psy do towa­rzy­stwa, psy domowe i psy żyjące w sta­nie wol­nym, zgro­ma­dzili impo­nu­jącą ilość infor­ma­cji na temat psiej bio­lo­gii – zdol­no­ści sen­so­rycz­nych, zacho­wań – oraz psiej psy­cho­lo­gii – funk­cji poznaw­czych. Na pod­sta­wie wyni­ków setek pro­gra­mów badaw­czych możemy zacząć budo­wać obraz psów nie­jako od wewnątrz – możemy poznać zdol­no­ści węchowe, słuch, spo­sób, w jaki psy patrzą na nas, oraz mózg, który się za tym wszyst­kim kryje. Przed­sta­wione tutaj bada­nia nad funk­cjami poznaw­czymi psów obej­mują moje wła­sne docie­ka­nia, ale na nich się nie koń­czą – to plon prze­bo­ga­tej dzia­łal­no­ści nauko­wej. W przy­padku zagad­nień, na temat któ­rych nie ma jesz­cze wia­ry­god­nych infor­ma­cji, uwzględ­niam bada­nia doty­czące innych zwie­rząt, co pomoże nam zro­zu­mieć życie psów. (Z myślą o czy­tel­ni­kach, któ­rzy zapra­gną zazna­jo­mić się z przy­wo­ła­nymi pra­cami, na końcu książki zamie­ści­łam biblio­gra­fię).

Nie wyrzą­dzimy psom krzywdy, jeśli popu­ścimy nieco smy­czy i przyj­rzymy się im z dystansu, z nauko­wego punktu widze­nia. Psie zdol­no­ści i per­spek­tywa zasłu­gują na szcze­gólną uwagę. Sku­tek jest nad­zwy­czaj pozy­tywny, bo zamiast odda­lać nas od psów, nauka zbliża nas do nich i pozwala podzi­wiać ich naturę. Rygo­ry­styczne i zara­zem twór­cze zasto­so­wa­nie metody nauko­wej może rzu­cić nowe świa­tło na codzienne dys­ku­sje o tym, co psy wie­dzą, rozu­mieją lub myślą. Dzięki oso­bi­stej wędrówce, w trak­cie któ­rej nauczy­łam się sys­te­ma­tycz­nej i nauko­wej obser­wa­cji zacho­wań, lepiej pozna­łam wła­snego psa i głę­biej zaczę­łam doce­niać naszą rela­cję.

Udało mi się wnik­nąć do psiego wnę­trza i zoba­czyć świat z psiej per­spek­tywy. Może to zro­bić każdy, kto ma psa. A wtedy zacznie ina­czej patrzeć na to wspa­niałe kudłate stwo­rze­nie.

JEDEN PIES TO NIE WSZYSTKIE PSY

Natura badań nauko­wych nad orga­ni­zmami zwie­rzę­cymi innymi niż ludzie ozna­cza, że kilka poje­dyn­czych osob­ni­ków, które dokład­nie opu­kano, poob­ser­wo­wano, wytre­so­wano lub pod­dano sek­cji, repre­zen­tuje cały swój gatu­nek. A prze­cież w przy­padku ludzi ni­gdy nie godzimy się na to, aby zacho­wa­nie jed­nej osoby było uzna­wane za repre­zen­ta­tywne dla wszyst­kich. Jeśli ktoś nie potrafi w ciągu godziny uło­żyć kostki Rubika, nie wycią­gamy z tego wnio­sku, że nikt inny też sobie nie pora­dzi. W tym przy­padku nasze poczu­cie indy­wi­du­al­no­ści oka­zuje się sil­niej­sze niż poczu­cie „wspól­nej bio­lo­gii”. Kiedy cho­dzi o opi­sy­wa­nie naszych zdol­no­ści fizycz­nych i poznaw­czych, jeste­śmy przede wszyst­kim jed­nost­kami, dopiero potem człon­kami rodzaju ludz­kiego.

W przy­padku zwie­rząt kolej­ność ta jest czę­sto odwrotna¹. Nauka trak­tuje zwie­rzęta przede wszyst­kim jako przed­sta­wi­cieli swo­ich gatun­ków, a dopiero w dru­giej kolej­no­ści jako indy­wi­du­alne osob­niki. Przy­wy­kli­śmy do postrze­ga­nia jed­nego czy dwóch zwie­rząt trzy­ma­nych w ogro­dzie zoo­lo­gicz­nym jako ide­al­nych przed­sta­wi­cieli swo­jego gatunku; dla kie­row­nic­twa zoo są one nawet nie­świa­do­mymi „amba­sa­do­rami” wła­snego gatunku. Nasze postrze­ga­nie jed­no­li­to­ści gatun­ko­wej widać wyraź­nie, gdy porów­nu­jemy inte­li­gen­cję zwie­rząt. Aby zwe­ry­fi­ko­wać popu­larną od dawna hipo­tezę, że więk­szy mózg ozna­cza więk­szą inte­li­gen­cję, porów­nano obję­tość mózgów szym­pan­sów, małp i szczu­rów z mózgiem czło­wieka. I rze­czy­wi­ście, mózg szym­pansa jest mniej­szy od naszego, mózg małpy jest mniej­szy od mózgu szym­pansa, a mózg szczura ma zale­d­wie wiel­kość móżdżku u naczel­nych. Ta część histo­rii jest dość dobrze znana. Mało kto wie jed­nak, że do celów porów­naw­czych wyko­rzy­stano mózgi zale­d­wie dwóch lub trzech szym­pan­sów i małp. Tych kilka zwie­rząt, które miały na tyle wiel­kiego pecha, że dosłow­nie stra­ciły głowy dla nauki, uznano za ide­al­nie repre­zen­ta­tywne małpy i szym­pansy. A prze­cież nie mogli­śmy mieć pew­no­ści, że nie są to małpy o szcze­gól­nie dużych mózgach lub szym­pansy o mózgach nad­zwy­czaj­nie małych².

Podob­nie jeśli poje­dyn­cze zwie­rzę lub nie­wielka grupa zwie­rząt nie pora­dzą sobie z eks­pe­ry­men­tem psy­cho­lo­gicz­nym, odium porażki spada na cały gatu­nek. Kla­sy­fi­ko­wa­nie zwie­rząt według kry­te­riów bio­lo­gicz­nych jest wygodną drogą na skróty, pro­wa­dzi jed­nak do oso­bli­wych następstw: mamy skłon­no­ści do mówie­nia o gatunku tak, jakby wszy­scy jego przed­sta­wi­ciele byli iden­tyczni. W przy­padku ludzi ni­gdy nie popeł­niamy takiego błędu. Kiedy pies, mając do wyboru tacę z dwu­dzie­stoma ciast­kami i tacę z dzie­się­cioma ciast­kami, wybiera tę drugą, wtedy for­mu­łu­jemy uogól­nione wnio­ski, a mia­no­wi­cie, że „psy” nie potra­fią odróż­nić dużej ilo­ści od małej. A prze­cież nie potra­fił tego zro­bić jeden kon­kretny pies.

Kiedy zatem stwier­dzam, że „pies robi to lub tamto” albo że „psy są takie albo owa­kie”, mam na myśli „te psy, które dotąd były przed­mio­tem badań”. Ow­szem, wyniki wielu sto­sow­nie prze­pro­wa­dzo­nych eks­pe­ry­men­tów mogą osta­tecz­nie pozwo­lić na roz­sądne uogól­nie­nie wnio­sków doty­czą­cych „wszyst­kich psów”. Lecz nawet wtedy róż­nice mię­dzy poszcze­gól­nymi psami będą ogromne: być może nasz pies ma nie­zwy­kle dobry węch, ni­gdy nie patrzy nam w oczy, uwiel­bia swoje lego­wi­sko i nie znosi bycia doty­ka­nym. Cza­sem to wła­śnie indy­wi­du­alne odstęp­stwa od normy wydają się naj­bar­dziej wyra­zi­ste w eks­pe­ry­men­cie: na przy­kład Dakota, mie­sza­niec, który brał udział w bada­niu z serem i mar­chewką. Wszyst­kie psy bio­rące udział w tym bada­niu zja­dały kawa­łek zaofe­ro­wa­nej mar­chewki oraz wszyst­kie wolały kawa­łek sera od mar­chewki, gdy do wyboru miały jedno i dru­gie, ponadto więk­szość wybrała ser zamiast kom­bi­na­cji sera i mar­chewki: według naukow­ców jest to wybór „sub­op­ty­malny” – więk­szość, a w isto­cie wszyst­kie oprócz Dakoty, który pra­wie za każ­dym razem wybie­rał mar­chewkę razem z serem. Jakie wnio­ski możemy wycią­gnąć z tych badań? Być może więk­szość psów zacho­wuje się irra­cjo­nal­nie, kie­ru­jąc się emo­cjo­nalną heu­ry­styką, którą cza­sami kie­rują się rów­nież ludzie. Możemy jed­nak sku­pić się na Dako­cie i na tym, co wyróż­nia go spo­śród innych psów, to zna­czy co spra­wia, że jest głod­niej­szy lub bystrzej­szy. (Spró­bujmy tego w domu ze swoim psem i zgło­śmy wyniki).

Zara­zem nie każde psie zacho­wa­nie należy inter­pre­to­wać jako istotne, trak­to­wać jako coś wro­dzo­nego lub nad­zwy­czaj­nego; cza­sem psy po pro­stu „tak mają”, podob­nie jak my. To rze­kł­szy, jesz­cze raz przy­po­mnę, że przed­sta­wiam tutaj tylko to, co wiemy o zba­da­nych dotąd psach. Wyniki innych eks­pe­ry­men­tów mogą być odmienne.

SZKOLENIE

Ta książka nie jest pod­ręcz­ni­kiem tre­sury psów. Jed­nak jej treść może spra­wić, że czy­tel­nik nie­świa­do­mie nauczy się szko­lić swo­jego psa. Dzięki temu dogo­nimy nasze psy – prze­cież bez pomocy pod­ręcz­ni­ków nauczyły się „szko­lić” nas, nie zda­jąc sobie z tego sprawy.

Lite­ra­tura doty­cząca szko­le­nia psów oraz lite­ra­tura na temat ich zdol­no­ści poznaw­czych i zacho­wań są w znacz­nym stop­niu roz­bieżne. Ow­szem, tre­se­rzy wyko­rzy­stują kilka pod­sta­wo­wych zasad z zakresu psiej psy­cho­lo­gii i eto­lo­gii – czę­sto z dosko­na­łym skut­kiem, nie­kiedy zaś ze skut­kiem kata­stro­fal­nym. Więk­szość szko­leń opiera się na zasa­dzie _ucze­nia aso­cja­cyj­nego._ Wszyst­kie orga­ni­zmy zwie­rzęce, w tym ludzie, łatwo uczą się koja­rze­nia zda­rzeń. Ucze­nie aso­cja­cyjne jest pod­stawą warun­ko­wa­nia dzia­łań, które prze­wi­duje nagrodę (sma­ko­łyk, oka­za­nie uwagi, zabawka, piesz­czota) po wystą­pie­niu pożą­da­nego zacho­wa­nia (pies siada na komendę). Poprzez wie­lo­krotne sto­so­wa­nie można ukształ­to­wać nowe, pożą­dane zacho­wa­nie – czy to leże­nie i tur­la­nie się, czy też, dla ambit­nych, spo­kojna jazda na sku­te­rze wod­nym za moto­rówką lub jazda Mini Coope­rem po torze wyści­go­wym, jak to robiły psy o imio­nach Monty, Ginny i Por­ter, które zostały odpo­wied­nio wyszko­lone, aby poka­zać poten­cjał kry­jący się w zwie­rzę­tach ze schro­nisk. (Nie pró­bujmy tego w domu)³.

Jed­nak w innych przy­pad­kach zasady tre­sury stoją w sprzecz­no­ści z wyni­kami badań nauko­wych doty­czą­cych psów. Na przy­kład na­dal ist­nieją tre­se­rzy, któ­rzy posłu­gują się ana­lo­gią oswo­jo­nego wilka jako pod­stawą naszego postrze­ga­nia i trak­to­wa­nia psów. Każda ana­lo­gia jest tak dobra, jak dobre jest jej źró­dło. W tym przy­padku, jak zoba­czymy, to, co wie­dzą naukowcy o zacho­wa­niach wil­ków żyją­cych na wol­no­ści, czę­sto oka­zuje się sprzeczne z wie­dzą potoczną, którą posłu­gu­jemy się, żeby ugrun­to­wać tę ana­lo­gię.

Coraz czę­ściej metody szko­le­nia są porów­ny­wane i wery­fi­ko­wane naukowo. Jed­nak ludzie zaj­mu­jący się psami mają czę­sto bar­dzo nie­nau­kowe podej­ście do tego, jakie szko­le­nie oka­zuje się sku­teczne. Przy­czyną wydaje się to, że osoby zgła­sza­jące się do tre­se­rów mają na ogół dwie wspólne cechy: ich pies jest mniej „posłuszny” niż prze­ciętny pies, a wła­ści­ciel jest bar­dziej zmo­ty­wo­wany do zmiany jego zacho­wań. Bio­rąc pod uwagę połą­cze­nie uwa­run­ko­wań, można stwier­dzić, że po kil­ku­mie­sięcz­nym szko­le­niu pies naj­praw­do­po­dob­niej będzie zacho­wy­wał się ina­czej – nie­za­leż­nie od tego, na czym pole­gało samo szko­le­nie.

Efekty tre­sury bywają eks­cy­tu­jące, ale nie­ko­niecz­nie dowo­dzą, że to wła­śnie metody zasto­so­wane w szko­le­niu dopro­wa­dziły do suk­cesu. Ow­szem, koń­cowy suk­ces może świad­czyć o pozio­mie szko­le­nia. Ale może to być rów­nież szczę­śliwy zbieg oko­licz­no­ści. Wresz­cie może to być też efekt poświę­ca­nia psu więk­szej uwagi w trak­cie trwa­nia pro­gramu szko­le­nio­wego. Może to być efekt doj­rze­wa­nia psa w tym okre­sie. Albo wypro­wadzki tego okrop­nego bry­tana z sąsiedz­twa, który rzu­cał się bez prze­rwy na naszego psa. Innymi słowy, suk­ces może być wyni­kiem dzie­sią­tek roz­ma­itych czyn­ni­ków. Nie uda się ich wyod­ręb­nić bez zasto­so­wa­nia rygo­ry­stycz­nych badań nauko­wych.

Co waż­niej­sze, szko­le­nie jest zazwy­czaj dosto­so­wane do czło­wieka – ma na celu ukształ­to­wa­nie psa w taki spo­sób, aby paso­wał do wyobra­żeń i ocze­ki­wań jego wła­ści­ciela. Cel ten znacz­nie różni się od naszych dążeń: my chcemy zoba­czyć, co pies fak­tycz­nie robi, czego od nas ocze­kuje i jak nas postrzega.

PIES I JEGO WŁAŚCICIEL

Coraz mod­niej­sze staje się mówie­nie o ludziach żyją­cych z psami nie jako o wła­ści­cie­lach, lecz jako o opie­ku­nach, rodzi­cach lub towa­rzy­szach. Przez więk­szość zna­nej histo­rii wła­ści­ciele psów byli nazy­wani „wła­ści­cie­lami” po pro­stu dla­tego, że słowo to okre­śla rela­cję prawną, jaką mamy z psami: są one wła­sno­ścią ludzi. Co cie­kawe, cho­ciaż obec­nie uwa­żane są za człon­ków rodziny, pozo­stają wła­sno­ścią (i to wła­sno­ścią o nie­wiel­kiej war­to­ści odszko­do­wa­nia – z wyjąt­kiem war­to­ści hodow­la­nej – o czym, mam nadzieję, żaden z czy­tel­ni­ków nie będzie musiał się prze­ko­nać na wła­snej skó­rze). Dzień, w któ­rym psy prze­staną być naszą wła­sno­ścią, będzie dla mnie wiel­kim świę­tem. Daw­niej uży­wa­łam słowa „wła­ści­ciel” nie­jako apo­li­tycz­nie, dla wygody i bez żad­nych pod­tek­stów, dziś jed­nak uwa­żam sie­bie za wła­sność psów. Język jest czę­sto pre­kur­so­rem zmian spo­łecz­nych, w związku z czym coraz czę­ściej odno­szę się do sie­bie i innych jako do „ludzi” lub „osób” nale­żą­cych do psów, zwra­ca­jąc tym spo­so­bem wek­tor zależ­no­ści z powro­tem na nas, choć rów­nie czę­sto na­dal nazy­wam nas „wła­ści­cie­lami”. To samo przy­świeca mi w uży­wa­niu rze­czow­ni­ków i zaim­ków: cza­sem uwzględ­niam płeć, kiedy indziej zaś słowo „pies” lub „on” sto­suję ogól­nie. („Oho, jakiś pies zosta­wił zabawkę” – można powie­dzieć po przyj­ściu do wybiegu dla psów i zna­le­zie­niu bez­pań­skiej pisz­czą­cej piłeczki).Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1.

Skoro mowa o sto­so­wa­niu słów: słowa „zwie­rzęta” uży­wam skró­towo na okre­śle­nie „orga­ni­zmów zwie­rzę­cych innych niż ludzie”. I choć uży­wam go czę­sto, suge­ro­wane roz­róż­nie­nie pomię­dzy „zwie­rzętami” i „ludźmi” należy uznać za nie­wła­ściwe, gdyż my, ludzie, rów­nież jeste­śmy zwie­rzętami.

2.

Oczy­wi­ście bada­cze zna­leźli zwie­rzęta z mózgami więk­szymi niż mózg czło­wieka: mózg del­fina jest więk­szy, podob­nie jak mózgi orga­ni­zmów ogól­nie więk­szych od nas – wie­lo­ry­bów i słoni. Nie ma pro­stych pomia­rów neu­ro­ana­to­micz­nych, które prze­są­dza­łyby o zdol­no­ściach poznaw­czych – a to, co uwa­żamy za „inte­li­gen­cję”, jest bar­dziej zniu­an­so­wane, niż sądzi­li­śmy w prze­szło­ści.

3.

Tre­se­rzy zazna­czyli, że auto zostało spe­cjal­nie przy­sto­so­wane dla psów, więc lepiej nie pró­bujmy tego we wła­snym samo­cho­dzie. Należy pamię­tać, że nie tylko psy mogą się uczyć poprzez łącze­nie okre­ślo­nego zacho­wa­nia z nagrodą: naj­roz­ma­it­sze istoty, od motyli przez kury po skocz­ków wzwyż na olim­pia­dzie, zostały z powo­dze­niem wyszko­lone w ten spo­sób.

4.

Naj­sil­niej uświa­do­mi­łam to sobie pew­nego dnia, zbie­ra­jąc dane doty­czące zacho­wa­nia bia­łych noso­roż­ców. W Wild Ani­mal Park to zwie­rzęta poru­szają się (sto­sun­kowo) swo­bod­nie, a zwie­dza­jący mogą oglą­dać je wyłącz­nie z pocią­gów kur­su­ją­cych wokół dużych wybie­gów. Sta­łam na wąskim pasie trawy mię­dzy torami a ogro­dze­niem, obser­wu­jąc typowy dzień w życiu noso­roż­ców. Gdy pociągi się zbli­żały, noso­rożce prze­ry­wały to, co robiły, i szybko usta­wiały się w for­ma­cji obron­nej: stały zetknięte zadami, a głowy roz­cho­dziły się pro­mie­ni­ście. Zwie­rzęta te są spo­kojne, lecz mają słaby wzrok i łatwo się pło­szą, jeśli nie wyczują w porę zapa­chu zbli­ża­ją­cego się intruza, dla­tego pole­gają na sobie nawza­jem w roli straż­ni­ków. Pociąg zatrzy­mał się i wszy­scy pasa­że­ro­wie gapili się na noso­rożce, które, jak ogło­sił prze­wod­nik, „nic nie robią”. W końcu ruszono dalej, a zwie­rzęta powró­ciły do swo­ich zwy­kłych zajęć.

5.

Ana­lo­gię sta­nowi odkry­cie doko­nane w poło­wie XX wieku przez beha­wio­ry­stów, któ­rzy pod­dali psy wyko­rzy­sty­wane w labo­ra­to­riach wstrzą­som elek­trycz­nym. Póź­niej, pozo­sta­wione w pomiesz­cze­niu z widoczną drogą ucieczki i ponow­nie rażone prą­dem, osob­niki te oka­zały wyuczoną bez­rad­ność: nie pró­bo­wały ucie­kać przed elek­trow­strzą­sami. Smutne zamie­rały w miej­scu – pozor­nie pogo­dzone ze swoim losem. Bada­cze wytre­so­wali psy, aby były ule­głe i akcep­to­wały brak kon­troli nad sytu­acją. (Póź­niej zmu­sili psy do oducze­nia się tej reak­cji i zakoń­czyli pora­ża­nie prą­dem). Na szczę­ście czasy eks­pe­ry­men­tów, w któ­rych razimy psy prą­dem, aby poznać ich reak­cje, (w więk­szo­ści) minęły.

6.

Dal­sze bada­nia dowio­dły, że samo zna­le­zie­nie się w bogat­szym śro­do­wi­sku labo­ra­to­ryj­nym – w klat­kach z kry­jów­kami lub przed­mio­tami, z któ­rymi można mieć inte­rak­cję – nastra­jało szczury bar­dziej opty­mi­stycz­nie.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij