Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Przestań zadowalać innych - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
28 stycznia 2026
3599 pkt
punktów Virtualo

Przestań zadowalać innych - ebook

Przestań żyć dla innych kosztem siebie i odkryj wolność, która płynie z autentyczności

Hailey Magee przez lata uszczęśliwiała wszystkich wokół siebie, często kosztem własnego zdrowia, kariery i relacji. Z czasem zrozumiała, że popularne rady, takie jak: „stawiaj granice!” czy „bądź sobą!” nie wystarczają, gdy człowiek jest odcięty od swoich uczuć i potrzeb. Kluczem okazało się ponowne nawiązanie kontaktu ze swoimi emocjami, pragnieniami i wartościami.

W swojej książce autorka pokazuje, jak przełamać schemat uszczęśliwiania innych i odbudować poczucie własnej wartości. Łącząc psychologię, nauki społeczne oraz praktyczne ćwiczenia, uczy między innymi, jak:

  • rozpoznać, kiedy szczera życzliwość przeradza się w nadmierne poświęcenie;
  • przestać żyć w poczuciu winy i zależności;
  • odważnie walczyć o swoje prawa w pracy, rodzinie i związkach, budując satysfakcjonujące relacje;
  • czerpać radość z życia, zamiast nieustannie spełniać cudze oczekiwania.

Ten pełen empatii i inspiracji przewodnik to zaproszenie, by odzyskać głos, który być może na długo został zagłuszony, przestać zadowalać innych – i wreszcie zacząć żyć w zgodzie ze sobą.

Hailey Magee jest certyfikowaną trenerką rozwoju osobistego, która pomaga ludziom z całego świata pozbyć się syndromu „zadowalacza”. Jej nowatorskie spojrzenie na wyznaczanie granic oraz stawanie we własnej obronie przyciągnęło uwagę milionów użytkowników mediów społecznościowych, a w jej wykładach i warsztatach uczestniczyły już tysiące osób. Hailey posiada certyfikat Erickson Coaching International, a jej celem jest tworzenie jasnych strategii zmian opartych na badaniach oraz pomoc „zadowalaczom” w odkrywaniu nie tylko ich siły i sprawczości, ale też przyjemności i radości. Mieszka w Seattle w stanie Waszyngton. Możecie poznać ją lepiej na: HaileyMagee.com albo na Instagramie: @HaileyPaigeMagee.

Kategoria: Psychologia
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8382-799-5
Rozmiar pliku: 1,9 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

WSTĘP

WSTĘP

W Bosto­nie była połowa sierp­nia. Sta­łam na chod­niku zatło­czo­nej ulicy, w palą­cym słońcu, z papie­ro­wymi tor­bami w dło­niach. Marzy­łam tylko o tym, żeby wró­cić do mojego miesz­ka­nia i włą­czyć kli­ma­ty­za­cję, ale na moje nie­szczę­ście zgo­dzi­łam się wysłu­chać fun­dra­iserki z Gre­en­pe­ace, która zatrzy­mała mnie dzie­sięć minut wcze­śniej, żeby opo­wie­dzieć o walce o los niedź­wie­dzi polar­nych.

Pot spły­wał mi po czole, ale mimo to sta­ra­łam się zacho­wać zatro­skany wyraz twa­rzy. Lubię niedź­wie­dzie polarne – jak wszy­scy – jed­nak nie mia­łam teraz na to ani czasu, ani pie­nię­dzy. Pół godziny póź­niej mia­łam zapla­no­waną służ­bową roz­mowę tele­fo­niczną. Już wie­dzia­łam, że nie zdążę na czas. Nie­stety uprzej­mość przy­kuła mnie do ziemi. Nie chcia­łam, żeby ta obca osoba, któ­rej pew­nie już ni­gdy wię­cej nie zoba­czę, pomy­ślała, że jestem nie­grzeczna.

Kiedy wresz­cie prze­szła do sedna – „Czy jest pani gotowa wpła­cić trzy­dzie­ści dola­rów na pomoc naszym futrza­stym przy­ja­cio­łom?” – się­gnę­łam po port­fel, przy­tło­czona poczu­ciem winy. W tym samym momen­cie jedna z toreb pękła, a puszki poto­czyły się po chod­niku. Gorąco prze­pro­si­łam, a gdy wresz­cie pozbie­ra­łam wszyst­kie swoje rze­czy, dziew­czyna roz­ma­wiała już z kimś innym.

Albo taka histo­ria.

Kilka tygo­dni póź­niej tra­fi­łam do klubu, w któ­rym grał zespół mojego kolegi. Zamiast bawić się pod sceną, utknę­łam jed­nak przy barze. Od dokład­nie trzy­dzie­stu pię­ciu minut – wiem, bo zer­ka­łam na zega­rek co pięć – jakiś obcy męż­czy­zna z zapa­łem opo­wia­dał mi o swo­ich dwu­na­stu gita­rach, nie pomi­ja­jąc żad­nego szcze­gółu. Przez kilka pierw­szych chwil poświę­ca­łam mu całą swoją uwagę – zawsze lubi­łam roz­mowy z sym­pa­tycz­nymi nie­zna­jo­mymi – ale z cza­sem zaczę­łam sto­so­wać wszyst­kie moż­liwe spo­soby, by dać mu do zro­zu­mie­nia, że mnie nie inte­re­suje. Zaczę­łam zer­kać na tele­fon, roz­glą­dać się po sali. Odpo­wia­da­łam pół­słów­kami. Ale on mówił dalej.

Nie czu­łam się przez niego zawsty­dzona ani osa­czona: wyda­wał się cał­ko­wi­cie nie­groźny. Jed­nak z jakie­goś powodu nie mogłam się zebrać na odwagę, by powie­dzieć: „Miło było cię poznać, ale teraz idę na kon­cert”.

Nie potra­fi­łam zna­leźć swo­jego głosu. Cze­ka­łam, aż to on mnie wyzwoli.

Jakiś mie­siąc póź­niej poszłam na pierw­szą randkę z chło­pa­kiem, któ­rego pozna­łam w sieci. Od razu wie­dzia­łam, że do sie­bie nie pasu­jemy. Do tego nie wyglą­dał jak na zdję­ciach na pro­filu. Nie mie­li­śmy wspól­nych zain­te­re­so­wań. Cią­gle mi prze­ry­wał, a pod­czas deseru wygło­sił szcze­gó­łowy wykład na temat dzia­ła­nia giełdy.

Kiedy randka dobie­gła wresz­cie końca, wsia­dłam do mojego Ubera z poczu­ciem ulgi. „Jak dobrze, że to już za mną” – pomy­śla­łam. Nie minęła nawet godzina, kiedy dosta­łam wia­do­mość: „Było bar­dzo faj­nie. Kiedy spo­tkamy się znowu?”.

Nie wie­dzia­łam, co odpo­wie­dzieć. Sądzi­łam, że jeśli odpi­szę: „Dzięki za randkę! Wydaje mi się, że mię­dzy nami nie zaiskrzyło, ale życzę ci wszyst­kiego dobrego”, uzna mnie za nie­grzeczną. Nie umia­łam tego zro­bić. Nie wie­dzia­łam jak. Dla­tego w ogóle się nie ode­zwa­łam.

Minęły trzy dni. Przy­szła kolejna wia­do­mość: „Wiesz, to bar­dzo nie­grzeczne, że mi nie odpi­sa­łaś. Zje­dli­śmy dobrą kola­cję – za którą zresztą zapła­ci­łem – dla­tego jesteś mi winna wyja­śnie­nie”.

Nie zasta­no­wi­łam się nawet nad rosz­cze­nio­wym tonem jego wia­do­mo­ści. Nie zasta­no­wi­łam się, czy to trans­ak­cyjne podej­ście nie stoi w sprzecz­no­ści z moim femi­ni­stycz­nym eto­sem. Wciąż jed­nak czu­łam się winna. Zamiast więc odpo­wie­dzieć szcze­rze, wymy­śli­łam wymówkę – „Sorry, byłam zajęta!” – i zgo­dzi­łam się na drugą randkę. Dopiero po czwar­tej zna­la­złam w sobie odwagę, żeby się z nim defi­ni­tyw­nie poże­gnać.

Przez więk­szość życia chęć zado­wa­la­nia innych była dla mnie czymś natu­ral­nym. Była ona tak oczy­wi­sta, że nawet jej nie nazy­wa­łam. Kiedy ktoś cze­goś ode mnie chciał – rodzina, przy­ja­ciółka, kocha­nek, nie­zna­jomy – dawa­łam mu to, nie­za­leż­nie od tego, jak bar­dzo nie­kom­for­towo się czu­łam, jak bar­dzo byłam zmę­czona czy ura­żona.

Nie miało zna­cze­nia, że spóź­nię się na spo­tka­nie; nie miało zna­cze­nia, że omi­nie mnie kon­cert kolegi; nie miało zna­cze­nia, czy chcia­łam spo­tkać się z face­tem ponow­nie.

Byłam „zado­wa­laczką”. Wszy­scy wyda­wali mi się waż­niejsi niż ja sama. Nie potra­fi­łam odma­wiać.

W rela­cjach intym­nych słu­cha­łam muzyki, którą wybie­rał mój part­ner, spę­dza­łam czas z jego przy­ja­ciółmi, kłó­ci­łam się na jego zasa­dach. W kon­tak­tach rodzin­nych wyda­wało mi się, że jestem odpo­wie­dzialna za emo­cje moich bli­skich; poświę­ca­łam im znacz­nie wię­cej uwagi niż sobie. W przy­jaźni nie potra­fi­łam mówić „z serca” – wyda­wało mi się, że jestem nie­cie­kawa. Znacz­nie lepiej się czu­łam, słu­cha­jąc. W mojej spo­łecz­no­ści znana byłam jako „ta wesoła dziew­czyna”, która „cią­gle się uśmie­cha”, i cho­ciaż ety­kiety te miały być kom­ple­men­tem, tak naprawdę ukry­wały mój głę­boki smu­tek: bole­sne wra­że­nie, że nikt mnie nie zna i że nikomu nie zależy na tym, żeby mnie poznać.

Po latach tera­pii zaczę­łam roz­po­zna­wać te oko­licz­no­ści, które spra­wiły, że sta­łam się „zado­wa­laczką”. Nie wie­dzia­łam jed­nak, jak prze­kuć tę wie­dzę w dzia­ła­nie i prze­rwać cykl. Moje poranne wpisy w dzien­niku pełne były fru­stra­cji, która wyra­żała się w pyta­niach: „Kiedy wresz­cie stanę we wła­snej obro­nie? Kiedy prze­stanę mówić «tak», myśląc «nie»? Kiedy wresz­cie posta­wię sie­bie na pierw­szym miej­scu?”. Pew­nego wyjąt­kowo trud­nego dnia czer­wo­nym dłu­go­pi­sem zano­to­wa­łam dra­ma­tyczne zawo­ła­nie: „Umrę szczę­śliwa, jeśli nauczę się wresz­cie sta­wiać na swoim”.

Wciąż mam tam­ten dzien­nik. Od czasu do czasu zaglą­dam do niego, żeby przy­po­mnieć sobie, jak długą prze­szłam drogę.

Nie­długo po tym, jak spi­sa­łam swoje fru­stra­cje, posta­no­wi­łam, że prze­stanę zado­wa­lać innych. Prze­ży­łam wów­czas okropne roz­sta­nie z part­ne­rem, w któ­rym kom­plet­nie się zatra­ci­łam. Dopiero jego nie­obec­ność jasno i wyraź­nie uświa­do­miła mi, że ni­gdy nie osią­gnę zado­wo­le­nia, jeśli na­dal będę uza­leż­niać swoje poczu­cie wła­snej war­to­ści wyłącz­nie od cudzego uzna­nia. Zda­łam sobie sprawę – nagle i bole­śnie – że nikt mnie nie ura­tuje przed samą sobą. Musia­łam wziąć odpo­wie­dzial­ność za wła­sne szczę­ście. To nie było coś, co mogłam zrzu­cić na cudze barki.

W kolej­nych latach powoli i świa­do­mie zaczę­łam nawią­zy­wać kon­takt ze swo­imi uczu­ciami, potrze­bami, pra­gnie­niami i marze­niami. Na początku były one nie­śmiałe – przez lata zanie­dbane, nauczyły się, że nie mogą mi zaufać – ale im wię­cej poświę­ca­łam im uwagi, tym sta­wały się gło­śniej­sze. Im bar­dziej sku­pia­łam się na sobie, tym śmie­lej przy­cho­dziło mi zabie­rać głos. Im bar­dziej sza­no­wa­łam swoje potrzeby, tym waż­niej­sze sta­wało się dla mnie inwe­sto­wa­nie w rela­cje z ludźmi, któ­rzy rów­nież je sza­no­wali. Powoli uczy­łam się sztuki sta­wia­nia gra­nic, jasno mówiąc o tym, co w rela­cjach z innymi będę tole­ro­wać, a czego nie.

Dało mi to siłę i wol­ność, ale było też nie­wy­godne. Czu­łam się dziw­nie, pro­sząc innych, by oka­zy­wali mi tro­skę w spo­sób, któ­rego naprawdę potrze­bo­wa­łam. Czu­łam się winna, sta­wia­jąc wyraźne gra­nice moim bli­skim. Pogrą­ża­łam się w żało­bie po związ­kach, które nie nadą­żały za tym, kim się sta­wa­łam. Ale zza każ­dej bole­snej chwili powoli i ryt­micz­nie wyła­niała się świa­do­mość, że po tylu latach wresz­cie mówię wła­snym gło­sem.

Zbli­ża­jąc się do wol­no­ści i zaufa­nia samej sobie, jakich ni­gdy wcze­śniej nie doświad­czy­łam, nabra­łam pew­no­ści, że chcę pomóc innym osią­gnąć to samo. Moim celem była pomoc ludziom, któ­rzy podob­nie jak ja gotowi byli wpro­wa­dzić w swoje życie pra­gnie­nie zmiany: pod­jąć nama­calne, rze­czy­wi­ste kroki, żeby wyła­mać się z wzorca zado­wa­la­nia innych.

Dys­cy­pliną, która pomaga osią­gnąć to, o czym mówię, jest coaching. Zadaje i odpo­wiada na pyta­nia: „Dokąd naj­bar­dziej chcę pójść? I jak się tam dostać?”. Zapi­sa­łam się więc na pro­gram szko­le­niowy cer­ty­fi­ko­wany przez Mię­dzy­na­ro­dową Fede­ra­cję Coachingu. Kiedy rok póź­niej go ukoń­czy­łam, wie­dzia­łam już, że chcę poma­gać innym wyrwać się z potrzeby zado­wa­la­nia oto­cze­nia, nauczyć ich sta­wiać gra­nice i mówić prawdę o sobie.

Poza indy­wi­du­al­nymi sesjami z klien­tami zaczę­łam pisać i dzie­lić się swoją wie­dzą w inter­ne­cie. Zasko­czyło mnie, jak głę­boko moja histo­ria rezo­no­wała z ludźmi z całego świata. Otrzy­my­wa­łam wia­do­mo­ści od czy­tel­ni­ków z USA, Indii, Jemenu, Fran­cji, Afga­ni­stanu, Nowej Zelan­dii, Sudanu, i nie tylko. Pisali: „Myśla­łem(-łam), że tylko ja mam ten pro­blem”. A ja odpo­wia­da­łam: „Ja też tak kie­dyś myśla­łam”.

Każdy kolejny czło­nek spo­łecz­no­ści i obser­wu­jący pogłę­biał we mnie poczu­cie soli­dar­no­ści: „Jeste­śmy w tym razem. Nie jeste­śmy sami”.

Pięć lat póź­niej moje słowa dotarły do milio­nów czy­tel­ni­ków, a w moich warsz­ta­tach o zado­wa­la­niu innych i sta­wia­niu gra­nic uczest­ni­czyły tysiące czy­tel­ni­ków z całego świata. „Prze­stań zado­wa­lać innych i znajdź w sobie siłę” to esen­cja wielu lat badań, sesji coachin­go­wych, wykła­dów i indy­wi­du­al­nych roz­mów z oso­bami zma­ga­ją­cymi się z potrzebą zado­wa­la­nia innych. W tej książce zawar­łam oparte na bada­niach psy­cho­lo­gicz­nych porady, które pomogą ci prze­rwać nie­po­żą­dany wzo­rzec zacho­wań, a także prak­tyczne narzę­dzia, dzięki któ­rym odnaj­dziesz swój głos i odkry­jesz swoją wewnętrzną siłę.

Z czę­ści 1 pod tytu­łem _Znajdź sie­bie_ dowiesz się, jak poznać wła­sne uczu­cia, potrzeby, war­to­ści, samo­świa­do­mość, pra­gnie­nia i jak uczy­nić je swoim prio­ry­te­tem. To pięć fun­da­men­tów „ja”, któ­rymi należy się kon­se­kwent­nie opie­ko­wać, żeby nauczyć się nimi bro­nić w rela­cjach z innymi.

Z czę­ści 2, zaty­tu­ło­wa­nej _Postaw się_, nauczysz się, jak sza­no­wać swoje potrzeby w rela­cjach, jak pro­sić innych o to, czego potrze­bu­jesz, nauczysz się sta­wiać gra­nice, które cię ochro­nią, oraz dowiesz się, jak odzy­skać siłę i spraw­czość. Przyj­rzymy się rów­nież, jak zado­wa­la­nie innych wpływa na różne grupy spo­łeczne – w zależ­no­ści od ich sta­tusu i poziomu uprzy­wi­le­jo­wa­nia.

Część 3 pod tytu­łem _Zatroszcz się o sie­bie_ to swo­iste wspar­cie w codzien­nych trud­no­ściach, jakie poja­wiają się, gdy pró­bu­jemy wyjść z utrwa­lo­nego wzorca zado­wa­la­nia innych. Nauczysz się z niej, jak odzy­skać odwagę i uod­por­nić się na poczu­cie winy, strach, gniew, samot­ność i smu­tek; dowiesz się, jak radzić sobie z wyzwa­niami, które poja­wiają się, gdy dora­stasz do opusz­cze­nia nie­zdro­wych związ­ków; odkry­jesz, jak zmie­rzyć się z trud­nymi zmia­nami i jak prze­obra­zić te wszyst­kie wyzwa­nia w szanse na roz­wój i wła­sną meta­mor­fozę.

Część 4, _Wzbo­gać się_, poka­zuje, w jaki spo­sób twoje życie może stać się lep­sze, kiedy wyła­miesz się z wzorca zado­wa­la­nia innych. Nauczysz się, jak prze­stać się umniej­szać w rela­cjach z innymi; jak w życiu sek­su­al­nym myśleć nie tylko o satys­fak­cji part­nera, ale też o sobie; jak znów zacząć się bawić; jak podejść do pro­cesu zdro­wie­nia w spo­sób roz­tropny i zniu­an­so­wany; i jak odkryć radość dzie­le­nia się z innymi, która wypływa ze szcze­ro­ści i z sza­cunku do samego sie­bie.

Sia­da­jąc do pisa­nia tej książki, mia­łam jasną inten­cję: w czę­ści o zado­wa­la­niu innych sku­pić się na szcze­gó­łach oraz wska­zać trud­no­ści, jakie wiążą się z pracą nad pro­ce­sem zdro­wie­nia.

Kiedy poję­cia takie jak _people-ple­asing_ i _self-care_ tra­fiają do main­stre­amu, bar­dziej zło­żone idee – na przy­kład sta­wia­nie gra­nic – bywają spły­cane w spo­sób, który może znie­chę­cać nas do budo­wa­nia zdro­wych rela­cji. Wpaja się nam, że jeśli nie otrzy­mu­jemy od innych „miło­ści i świa­tła”, powin­ni­śmy się od nich „odciąć”. Sły­szymy rów­nież, że jeśli ktoś się z nami nie zga­dza, powin­ni­śmy tę osobę porzu­cić, by „chro­nić swój spo­kój”. Albo jeśli ktoś nie potrafi speł­nić wszyst­kich naszych potrzeb, wów­czas powin­ni­śmy zwró­cić uwagę na to, że „zasłu­gu­jemy na wię­cej”.

Te jed­no­wy­mia­rowe fra­zesy nie dostrze­gają zło­żo­no­ści rze­czy­wi­stych rela­cji mię­dzy­ludz­kich. Utrud­niają pro­ces goje­nia ran, kie­ru­jąc nas ku nie­osią­gal­nym stan­dar­dom, i nie pozwa­lają nam wej­rzeć w sie­bie, by oce­nić, do jakiego stop­nia my sami wpły­wamy na nasz smu­tek czy sła­bość.

Wła­śnie dla­tego moja książka sku­pia się na niu­an­sach, któ­rych pozna­nie pomoże prze­rwać utarty wzo­rzec zado­wa­la­nia innych, przy jed­no­cze­snej zachę­cie do nawią­zy­wa­nia reali­stycz­nych i zrów­no­wa­żo­nych rela­cji. Ta książka z uwagą pochyla się nad pyta­niami takimi jak: Jaka jest róż­nica mię­dzy życz­li­wo­ścią a zado­wa­la­niem innych? W jaki spo­sób możemy połą­czyć współ­czu­cie wobec sie­bie z naszą bole­sną histo­rią, która dopro­wa­dziła nas do zado­wa­la­nia innych, z oso­bi­stą odpo­wie­dzial­no­ścią za prze­rwa­nie tego wzorca? Kiedy możemy pójść na kom­pro­mis, a kiedy powin­ni­śmy twardo trzy­mać się tego, co jest naszą potrzebą? I co zro­bić, by roz­po­znać, kiedy inni ludzie prze­kra­czają nasze gra­nice, a kiedy sami je naru­szamy, dając wię­cej, niż jeste­śmy gotowi dać?

Myślę, że praw­dziwy pro­ces zdro­wie­nia tkwi w niu­an­sach. Uwa­żam rów­nież, że musimy zaak­cep­to­wać emo­cjo­nalne zniu­an­so­wa­nie pro­cesu zdro­wie­nia: ta wewnętrzna praca nie tylko da nam siłę, ale będzie też bar­dzo trudna, a cza­sem głę­boko nie­kom­for­towa. Kiedy wyry­wamy się ze szko­dli­wego wzorca zacho­wań, czę­sto boimy się o cokol­wiek pro­sić innych, nie­za­leż­nie od tego, czy te prośby są roz­sądne. Nie­rzadko czu­jemy się winni, kiedy sta­wiamy gra­nice – nawet kiedy są one konieczne. Nie­jed­no­krot­nie jeste­śmy też nie­szczę­śliwi, gdy pozosta­wiamy za sobą tok­syczne rela­cje – nawet jeśli były dla nas bar­dzo szko­dliwe.

Te trud­no­ści są nie tylko nor­malne, ale wręcz nie­uchronne. Jeśli ich nie dostrze­żemy, nie znaj­dziemy uko­je­nia – a jeśli go nie znaj­dziemy, tym więk­sze jest praw­do­po­do­bień­stwo, że wyco­famy się ze sta­wia­nia gra­nic i po raz kolejny ukry­jemy się w mil­cze­niu. To dla­tego w _Prze­stań zado­wa­lać innych i znajdź w sobie siłę_ otrzy­ma­cie prak­tyczne narzę­dzia poma­ga­jące znor­ma­li­zo­wać i ukoić poczu­cie winy, strach, złość, nie­pew­ność i smu­tek, i wresz­cie odzy­skać moc.

Pamię­ta­cie tę wer­sję mnie sprzed lat, która stała na zatło­czo­nej bostoń­skiej ulicy, która słu­chała męż­czy­zny przy barze, która poszła na sze­reg bez­na­dziej­nych ran­dek?

Tamta ja ni­gdy w życiu nie uwie­rzy­łaby, że pew­nego dnia będzie sie­dzieć przed lap­to­pem, pisząc wstęp do książki – szcze­rze prze­ko­nana, że czasy zado­wa­la­nia innych ma już za sobą.

„To absur­dalne” – powie­dzia­łaby. „Nie­praw­do­po­dobne”.

A jed­nak to moż­liwe. Doświad­czy­łam tego w sobie; widzia­łam u setek moich klien­tów i tysięcy ludzi z całego świata, któ­rzy napi­sali do mnie: „Nie sądzi­łem(-łam), że kie­dy­kol­wiek mi się to uda, a jed­nak się udało”.

Zdro­wie­nie nie jest jed­no­ra­zowe; to dłu­go­trwały pro­ces pole­ga­jący na poświę­ca­niu czasu sobie. Za każ­dym razem, kiedy prze­no­simy uwagę z powro­tem na nasze uczu­cia, nasze pra­gnie­nia i marze­nia, zdro­wie­jemy. Za każ­dym razem, kiedy szu­kamy uko­je­nia naszego poczu­cia winy, zamiast na nie reago­wać, zdro­wie­jemy. Za każ­dym razem, kiedy mówimy gło­śno, zamiast mil­czeć, zdro­wie­jemy.

Jestem winna podzię­ko­wa­nia set­kom byłych „zado­wa­la­czy”, któ­rzy pozwo­lili mi podzie­lić się w tej książce ich histo­riami. Cho­ciaż zmie­ni­łam ich imiona, wiek i inne infor­ma­cje, które mogłyby pomóc w ich iden­ty­fi­ka­cji, gdyż chcia­łam chro­nić ich pry­wat­ność, w winie­tach znaj­dzie­cie praw­dziwe histo­rie, praw­dzi­wych ludzi z całego świata.

Mam nadzieję, że _Prze­stań zado­wa­lać innych i znajdź w sobie siłę_ będzie wam towa­rzy­szyć, kibi­co­wać i wspie­rać was na waszej dro­dze do zerwa­nia z syn­dro­mem „zado­wa­la­cza”. To trudna praca, ale zapew­niam: naprawdę warto się jej pod­jąć.

– Hailey Magee, Seat­tle, WA2. ODNAJDŹ SWOJE UCZUCIA

2

ODNAJDŹ SWOJE UCZU­CIA

Jako „zado­wa­la­cze”, po latach sta­wia­nia na pierw­szym miej­scu cudzych potrzeb, uczuć i pra­gnień, czę­sto zapo­mi­namy o sobie samych – kosz­tem wła­snego dobro­stanu. Z tej przy­czyny pierw­szym kro­kiem na dro­dze do prze­rwa­nia tego wzorca nie jest sta­wia­nie gra­nic ani gło­śny pro­test, lecz powrót do rela­cji z samym sobą, tak byśmy potra­fili obro­nić się w kon­tak­tach z oto­cze­niem.

Ważne jest, żeby zadać sobie pyta­nia:

- Jak mamy doma­gać się speł­nie­nia naszych potrzeb, skoro ich nie znamy?
- Jak mamy mówić prawdę o sobie, jeśli nie wiemy, co czu­jemy?
- Jak mamy sta­wiać gra­nice, żeby się chro­nić, skoro jeste­śmy ode­rwani od naszego „ja”, któ­rego mie­li­by­śmy bro­nić?

Dla­tego też w czę­ści pierw­szej przed­sta­wiam mapę, która pokie­ruje nas do pię­ciu fun­da­men­tów: naszych uczuć, potrzeb, pra­gnień, war­to­ści i samo­świa­do­mo­ści. Po latach zanie­dbań sta­wia­nie tych pię­ciu prio­ry­te­tów na pierw­szym miej­scu nie tylko nas uzdra­wia, ale jest też konieczne, by w rela­cjach z innymi dać wię­cej z sie­bie.

Uczu­cia są naszym pierw­szym punk­tem odnie­sie­nia, ponie­waż poja­wiają się w ciele nawet wtedy, gdy nasz umysł nauczył się je igno­ro­wać. Ich gwał­towna, cie­le­sna natura spra­wia, że sta­no­wią dobry punkt wyj­ścia do nauki wglądu w sie­bie. Nasze uczu­cia są jak kom­pas, który wska­zuje nam kie­ru­nek potrzeb, pra­gnień i war­to­ści; sta­no­wią pod­stawę, na któ­rej zbu­du­jemy pozo­stałe cztery fun­da­menty.

W tym roz­dziale przyj­rzymy się, jak czę­sto bro­nimy się przed wła­snymi uczu­ciami. Omó­wimy, jak wyko­rzy­stać ciało jako narzę­dzie do ich roz­po­zna­wa­nia. Zasta­no­wimy się, jak zwięk­szyć tole­ran­cję na trudne emo­cje, i stwo­rzymy wspie­ra­jącą, codzienną prak­tykę powrotu do sie­bie – nawet wtedy, gdy wydaje się to dziwne i obce.

HISTORIA KAYLEIGH

Czter­dzie­sto­ośmio­let­nia Kay­le­igh zaczyna naszą sesję od przed­sta­wie­nia mi szcze­gó­ło­wej listy pro­ble­mów wszyst­kich ludzi wokół niej. Jej mąż Dave jest zestre­so­wany zbli­ża­ją­cym się deadline’em; jej córka Casey miała trud­no­ści w adap­ta­cji na pierw­szym roku stu­diów; jej matka Ruth została nie­dawno zwol­niona z nauczy­ciel­skiego sta­no­wi­ska w pod­sta­wówce; jej ojciec Paul stop­niowo traci słuch.

„Wszy­scy prze­cho­dzą trudny czas” – tłu­ma­czy Kay­le­igh. „To powinny być złote lata moich rodzi­ców, a tym­cza­sem mają pro­blemy w pracy i ze zdro­wiem. A Casey naprawdę ma kło­poty na stu­diach. Cie­szyła się z wyjazdu, ale teraz marzy tylko o tym, żeby wró­cić do domu”.

Kiwam głową, sły­sząc empa­tię w jej gło­sie.

„Rze­czy­wi­ście, to dużo trud­no­ści naraz” – przy­znaję. „Jak sobie radzisz z tym wszyst­kim?”

„Och, u mnie wszystko w porządku” – odpo­wiada Kay­le­igh auto­ma­tycz­nie, macha­jąc ręką na moje pyta­nie, jakby odga­niała iry­tu­ją­cego komara. „Mar­twię się o nich” – pod­kre­śla, zgrab­nie zmie­nia­jąc kie­ru­nek naszej roz­mowy, tak byśmy nie wkra­czały na nie­kom­for­towe tery­to­rium jej emo­cji.

„U mnie wszystko w porządku” to ulu­biony refren Kay­le­igh. Podob­nie jak wielu „zado­wa­la­czy” jest tą silną, tą, która sobie pora­dzi nie­za­leż­nie od oko­licz­no­ści. Klienci tacy jak Kay­le­igh uwa­żają przy­zna­nie się do wła­snego cier­pie­nia za wyraz sła­bo­ści, a nawet ego­izmu.

„Wiem, jak bar­dzo zależy ci na rodzi­nie” – mówię ze zro­zu­mie­niem. „Ale tutaj sku­piamy się na tobie”.

Kay­le­igh prze­wraca oczami. Już to ode mnie sły­szała.

„Wiem, wiem” – pry­cha. „Po pro­stu moje uczu­cia wydają się niczym w porów­na­niu z prze­ży­ciami bli­skich”.

Kiwam głową i mówię: „Może zro­bimy tak: kiedy nasza sesja dobie­gnie końca, sku­pisz się z powro­tem na cudzych uczu­ciach. Ale teraz przez pół godziny daj sobie pozwo­le­nie na to, by wej­rzeć w sie­bie i zadać sobie pyta­nie: jak czuję się z tym, że to zawsze ja wspie­ram wszyst­kich w ich kło­po­tach?”. Kay­le­igh bie­rze głę­boki oddech. Przez kilka minut mil­czy, sku­piona na nie­zna­nym tery­to­rium swo­ich emo­cji. „Yyy… Sama nie wiem” – mówi wresz­cie.

Wyczu­wam, że zaczyna się fru­stro­wać. Dla „zado­wa­la­czy” próba uzy­ska­nia kon­taktu ze swo­imi emo­cjami bywa jak wpa­try­wa­nie się w brudną krysz­ta­łową kulę. Oczy­wi­ście zależy mi, żeby wie­działa, że to cał­kiem nor­malne.

„Na początku dostro­je­nie się do sie­bie bywa trudne. Nie ma pośpie­chu” – uspo­ka­jam ją. „Na spo­koj­nie zasta­nów się nad tym, co zauwa­żasz”.

Kay­le­igh znów mil­czy. Mija dzie­sięć sekund. Nagle wybu­cha: „Jestem smutna! I zmę­czona!”. Kiedy jej słowa prze­ci­nają ciszę, przez chwilę sama wydaje się nimi zasko­czona. „Kocham moją rodzinę – uwiel­biam męża, córkę i rodzi­ców – ale cza­sem mam dość i też czuję ból”.

Nabiera tempa: „Boję się sta­ro­ści moich rodzi­ców. Przy­kro mi, że zosta­li­śmy teraz z Dave’em w pustym gnieź­dzie. I, szcze­rze mówiąc, czuję się… samotna. Nie tak dosłow­nie – bo Dave jest ze mną w domu – ale emo­cjo­nal­nie. Chcę poczuć, że ktoś naprawdę jest w tym wszyst­kim ze mną. Nie zno­szę być z tym wszyst­kim sama”.

Wypusz­cza powie­trze. Po jej policzku spływa łza.

Dając sobie pozwo­le­nie na wej­rze­nie w sie­bie, Kay­le­igh zro­biła zna­czący krok: przed chwilą „nie znała” swo­ich emo­cji, a teraz okre­śliła ich cał­kiem sporo: ból, lęk, smu­tek, samot­ność. Choćby na chwilę dała sobie pozwo­le­nie na to, by prze­stać być tą osobą, która zawsze wszystko za wszyst­kich zor­ga­ni­zuje.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książkiZapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1.

Pete Wal­ker, Code­pen­dency, Trauma, and the Fawn Response, Janu­ary 2003, https://pete-wal­ker.com/code­pen­den­cy­Fawn­Re­sponse.htm.

2.

Pete Wal­ker, The 4Fs: A Trauma Typo­logy in Com­plex PTSD, 2023, data dostępu: 5 wrze­śnia 2023, http://pete-wal­ker.com/fourFs_TraumaTypo­logyCom­plexPTSD.htm.

3.

Tian Day­ton, Emo­tio­nal Sobriety: From Rela­tion­ship Trauma to Resi­lience and Balance, Deer­field Beach, FL: Health Com­mu­ni­ca­tions, 2008, s. 79.

4.

Diana Baum­rind, Child Care Prac­ti­ces Ante­ce­ding Three Pat­terns of Pre­school Beha­vior, Gene­tic Psy­cho­logy Mono­gra­phs 75, no. 1, Febru­ary 1, 1967, s. 43–88.

5.

Edward Tey­ber, Faith Hol­mes Tey­ber, Inter­per­so­nal Pro­cess in The­rapy: An Inte­gra­tive Model, Boston: Cen­gage Lear­ning, 2010, s. 201.

6.

Cathy W. Hall i Ray­mond E. Webster, Risk Fac­tors among Adult Chil­dren of Alco­ho­lics, Inter­na­tio­nal Jour­nal of Beha­vio­ral Con­sul­ta­tion and The­rapy 3, no. 4, Janu­ary 1, 2007, s. 494–511.

7.

Gus Weze­rek i Kri­sten R. Ghod­see, Opi­nion: Women’s Unpaid Labor Is Worth $10,900,000,000,000, New York Times, August 11, 2020, https://www.nyti­mes.com/inte­rac­tive/2020/03/04/opi­nion/women-unpaid-labor.html.

8.

Mar­shall B. Rosen­berg i Deepak Cho­pra, Nonvio­lent Com­mu­ni­ca­tion: A Lan­gu­age of Life: Life-Chan­ging Tools for Heal­thy Rela­tion­ships, Enci­ni­tas, CA: Pud­dle­Dan­cer Press, 2015, s. 84.

9.

Britni De La Cre­taz, How to Get Your Part­ner to Take on More Emo­tio­nal Labor, New York Times, May 8, 2020, https://www.nyti­mes.com/article/emo­tio­nal-labor.html.

10.

Karina Schu­mann i Michael Ross, Why Women Apo­lo­gize More than Men, Psy­cho­lo­gi­cal Science 21, no. 11, Sep­tem­ber 20, 2010, s. 1649–55.

11.

Alice Robb, She­ryl Sand­berg Is Right about the Word ‘Bossy’.This Data Pro­ves It, New Repu­blic, March 19, 2014, https://new­re­pu­blic.com/article/117076/she­ryl-sand­bergs-ban-bossy-cam­pa­ign-right-about-one-thing.

12.

Kelly Gon­sa­lves, Study Shows Men Still Feel Jud­ged When They Talk about Their Feelings, Mind­Bo­dy­Green, Octo­ber 16, 2019, https://www.mind­bo­dy­green.com/artic­les/men-think-expres­sing-emo­tions-thre­atens-mascu­li­nity-study-shows.

13.

Nick Boet­t­cher et al., Men’s Work-Rela­ted Stress and Men­tal Health: Illu­stra­ting the Wor­kings of Mascu­line Role Norms, Ame­ri­can Jour­nal of Men’s Health 13, no. 2, March 1, 2019, 155798831983841.

14.

Sjo­erd Beu­gels­dijk i Chri­stian Welzel, Dimen­sions and Dyna­mics of Natio­nal Cul­ture: Syn­the­si­zing Hofstede with Ingle­hart, Jour­nal of Cross-Cul­tu­ral Psy­cho­logy 49, no. 10 (Octo­ber 2, 2018), s. 1469–1505.

15.

Aaron Beck, Cogni­tive The­rapy of Depres­sion: New Per­spec­ti­ves, w: Tre­at­ment of Depres­sion: Old Con­tro­ver­sies and New Appro­aches, red. Paula J. Clay­ton i James Elmer Bar­rett, Phi­la­del­phia: Lip­pin­cott Wil­liams & Wil­kins, 1983, s. 265–84.

16.

Peter Bie­ling, Aaron T. Beck, Gre­gory K. Brown, Sta­bi­lity and Change of Socio­tropy and Auto­nomy Sub­sca­les in Cogni­tive The­rapy of Depres­sion, Jour­nal of Cogni­tive Psy­cho­the­rapy 18, no. 2 (April 1, 2004), s. 135–48.

17.

Diane R. Gehart, Inter­ge­ne­ra­tio­nal and Psy­cho­ana­ly­tic Family The­ra­pies, w: Maste­ring Com­pe­ten­cies in Family The­rapy: A Prac­ti­cal Appro­ach to The­ory and Cli­ni­cal Case Docu­men­ta­tion (Boston: Cen­gage Lear­ning, 2017), s. 263–309.

18.

Intro­duc­tion to the Eight Con­cepts, Bowen Cen­ter for the Study of the Family, data dostępu: 5 wrze­śnia 2023, https://www.the­bo­wen­cen­ter.org/intro­duc­tion-eight-con­cepts.

19.

Jef­fry A. Simp­son i W. Ste­ven Rho­les, Adult Attach­ment, Stress, and Roman­tic Rela­tion­ships, Cur­rent Opi­nion in Psy­cho­logy 13 (Febru­ary 1, 2017), s. 19–24.

20.

Car­rie A. Sprin­ger, Tho­mas W. Britt, i Barry R. Schlen­ker, Code­pen­dency: Cla­ri­fy­ing the Con­struct, Jour­nal of Men­tal Health Coun­se­ling 20, no. 2 (April 1, 1998): s. 141–58.

21.

Rachel Bach­ner-Mel­man i Bar­bara Oakley, Giving ‘Till It Hurts’: Eating Disor­ders and Patho­lo­gi­cal Altru­ism, w: Bio-Psy­cho-Social Con­tri­bu­tions to Under­stan­ding Eating Disor­ders, red. Yael Lat­zer and Daniel Stein (New York: Sprin­ger, 2016), s. 91–103.

22.

Beth J. Seelig i Lisa S. Rosof, Nor­mal and Patho­lo­gi­cal Altru­ism, Jour­nal of the Ame­ri­can Psy­cho­ana­ly­tic Asso­cia­tion 49, no. 3 (Sep­tem­ber 1, 2001), s. 933–59.

23.

Scott Barry Kauf­man i Ema­nuel Jauk, Heal­thy Sel­fi­sh­ness and Patho­lo­gi­cal Altru­ism: Measu­ring Two Para­do­xi­cal Forms of Sel­fi­sh­ness, Fron­tiers in Psy­cho­logy 11 (May 21, 2020), https://doi.org/10.3389/fpsyg.2020.01006.

24.

Bach­ner-Mel­man i Oakley: op.cit.

25.

Kauf­man i Jauk, op.cit.

26.

Mostafa Bah­re­mand et al., Emo­tion Risk-Fac­tor in Patients with Car­diac Dise­ases: The Role of Cogni­tive Emo­tion Regu­la­tion Stra­te­gies, Posi­tive Affect and Nega­tive Affect (A Case-Con­trol Study), Glo­bal Jour­nal of Health Science 8, no. 1 (May 17, 2015), s. 173.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij