Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Przeżyłam Auschwitz, oszukałam śmierć - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
11 marca 2026
4049 pkt
punktów Virtualo

Przeżyłam Auschwitz, oszukałam śmierć - ebook

Świadectwo hartu ludzkiego ducha – nadzwyczajna opowieść o niezwykłej kobiecie.

„Przetrwałam okrucieństwa warszawskiego getta, komory gazowe Majdanka, bestialstwo Auschwitz i bezgraniczną beznadzieję Bergen-Belsen. Straciłam rodziców, braci, siostry, ich współmałżonków i dzieci. Ale dla mnie, chociaż to nienormalne, nie jest to niczym niezwykłym. Niezwykłe jest dla mnie to, że nadal potrafiłam kochać, rozmawiać, pisać, jeść tosty i pić herbatę, po prostu żyć”.

Historia Elli Blumenthal, która przeżyła Holokaust i rozpoczęła nowe życie w odległej Republice Południowej Afryki, jest lekcją wytrwałości, charakteru i… radości. Ze zgliszczy warszawskiego getta do nazistowskich obozów koncentracyjnych; z Polski przez Paryż i Palestynę aż do Kapsztadu. Jej opowieść to świadectwo ocalałych, relacja o wydarzeniach, o których nie wolno nam zapomnieć.

W cieniu wstydu i traumy, dręczących wielu ocalałych w latach bezpośrednio po wojnie, Ella stworzyła szczęśliwy dom, w którym niewielu znało jej cierpienie. Postanowiła wieść życie pełne pozytywnej energii – życie, które ma znaczenie.

O życiu Elli Blumenthal opowiada wielokrotnie nagradzany film dokumentalny I am Here (2021). Siostrzenicą Elli jest Rachel Roth, również ocalała z Holokaustu, autorka książki Przysięgnij, że przeżyjesz.

Joanne Jowell – autorka, która w swoim pisarstwie łączy literaturę faktu z elementami narracji literackiej. Opowiada historie, w których daje przestrzeń wielu głosom i zgłębia wspólnotę ludzkich doświadczeń. Poprzez swoje książki celebruje niezwykłe historie z życia zwykłych ludzi. Joanne mieszka w Kapsztadzie (RPA) z mężem, trójką dzieci i gromadką zwierząt. Przeżyłam Auschwitz, oszukałam śmierć to jej siódma książka.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Literatura piękna obca
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-7147-223-7
Rozmiar pliku: 3,3 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Spis treści

- Przed­mowa
- Od Au­torki
- Pro­log
- Rozdział 1. War­szaw­skie dzie­ciń­stwo
- Rozdział 2. Do­ra­sta­nie jako Ży­dówka
- Rozdział 3. In­wa­zja
- Rozdział 4. Getto
- Rozdział 5. Miła 19
- Rozdział 6. Maj­da­nek
- Rozdział 7. Au­schwitz
- Rozdział 8. Ber­gen-Bel­sen
- Rozdział 9. Wy­zwo­le­nie
- Rozdział 10. Roz­sta­nie
- Rozdział 11. Pa­ryż
- Rozdział 12. Pa­le­styna
- Rozdział 13. Jo­han­nes­burg
- Rozdział 14. Kapsz­tad
- Rozdział 15. Wnuki
- Rozdział 16. Nie ma miej­sca na nie­na­wiść
- Rozdział 17. Wiara i na­dzieja
- Epi­log
- Po­dzię­ko­wa­nia
- Słow­nik wy­bra­nych ter­mi­nówPRZEDMOWA

Za sprawą mo­jego, trwa­ją­cego już po­nad dwie de­kady, za­an­ga­żo­wa­nia w upa­mięt­nia­nie Ho­lo­kau­stu i edu­ka­cję w Po­łu­dnio­wej Afryce prze­czy­ta­łam wiele wspo­mnień i bio­gra­fii lu­dzi, któ­rzy prze­żyli Ho­lo­kaust, wiele z nich usły­sza­łam bez­po­śred­nio od nich sa­mych. Każda z tych hi­sto­rii mnie po­ru­szyła i zdu­miała, za­bie­ra­jąc mnie w wy­jąt­kową, wspólną po­dróż. Istot­nie, moja in­te­rak­cja i moje przy­jaź­nie z oca­la­łymi sta­no­wią je­den z naj­bar­dziej po­ru­sza­ją­cych, po­ucza­ją­cych i sa­tys­fak­cjo­nu­ją­cych aspek­tów wy­ko­ny­wa­nej przeze mnie pracy.

Jo­anne Jo­well spę­dziła bli­sko czter­dzie­ści pięć go­dzin na roz­mo­wach z Ellą Blu­men­thal, wy­jąt­kową ko­bietą, któ­rej ży­cie trwa już po­nad sto lat. Pod­czas wielu go­dzin spę­dzo­nych wspól­nie w domu Elli w Kapsz­ta­dzie na­wią­zała się mię­dzy nimi szcze­gólna re­la­cja, która umoż­li­wiła Elli po­dzie­le­nie się zło­żoną hi­sto­rią jej ży­cia, a Jo­anne skło­niła do głę­bo­kiej re­flek­sji. W re­zul­ta­cie po­wstała książka bę­dąca po­łą­cze­niem pa­mięt­nika i bio­gra­fii obu ko­biet.

Cho­ciaż w re­la­cji do­mi­nuje hi­sto­ria Elli, prze­ka­zana w du­żej mie­rze jej wła­snymi sło­wami, Jo­anne w mi­strzow­ski spo­sób upo­rząd­ko­wała wspo­mnie­nia, two­rząc fa­scy­nu­jącą książkę, pełną wni­kli­wych ob­ser­wa­cji, re­flek­sji i dba­ło­ści o szcze­góły hi­sto­ryczne. Czu­jemy się tak, jak­by­śmy rze­czy­wi­ście po­znali Ellę i sie­dzieli z Jo­anne, wspól­nie z nią przy­słu­chu­jąc się tej opo­wie­ści. Sta­ran­nie do­brane przy­pisy i wtrą­ce­nia Jo­anne na po­czątku i na końcu więk­szo­ści roz­dzia­łów wzbo­ga­cają tekst i po­ma­gają nam sku­pić się na naj­istot­niej­szych kwe­stiach. Nie­od­łącz­nym ele­men­tem prze­my­śleń za­równo Elli, jak i Jo­anne jest prze­kaz kie­ro­wany do młod­szego po­ko­le­nia, nie­zwy­kle istotny ze względu na fakt, że na­ocz­nych świad­ków Ho­lo­kau­stu jest wśród nas co­raz mniej. Dla­tego w tej książce obecne są dzieci, wnuki i pra­wnuki Elli, po­dob­nie jak dzieci Jo­anne. W hi­sto­rii Elli oraz jej re­la­cji ro­dzin­nych po­ja­wiają się te­maty od­dzia­łu­jące na mło­dych czy­tel­ni­ków, a przez to na­da­jące tej książce istotny i po­nad­cza­sowy cha­rak­ter.

Fakt, że Ella oca­lała z Ho­lo­kau­stu, miał zna­czący wpływ na jej ży­cie, ale wy­da­rzyło się w nim znacz­nie wię­cej, dzięki czemu przed czy­tel­ni­kiem ma­luje się por­tret ener­gicz­nej ko­biety peł­nej współ­czu­cia, in­te­li­gent­nej i re­flek­syj­nej. Jej po­czu­cie hu­moru, silna ży­dow­ska toż­sa­mość re­li­gijna i przy­wią­za­nie do ro­dziny prze­wyż­szają tra­ge­dię, nie­wy­obra­żalne cier­pie­nie i stratę, które stały się jej udzia­łem. Można by się spo­dzie­wać, że ta­kie do­świad­cze­nia ży­ciowe prze­peł­niają czło­wieka go­ry­czą, traumą i przy­tła­cza­ją­cym smut­kiem, tym­cza­sem Ella uosa­bia ra­dość i ce­le­bra­cję ży­cia.

Stwo­rzony przez Jo­anne Jo­well por­tret Elli Blu­men­thal in­spi­ruje i po­zo­staje w pa­mięci na długo po prze­czy­ta­niu ostat­nich słów. Książka Prze­ży­łam Au­schwitz, oszu­ka­łam śmierć sta­nowi silne świa­dec­two hartu ludz­kiego du­cha i jest po­tęż­nym na­rzę­dziem na­kła­nia­ją­cym nas do bu­do­wa­nia spra­wie­dli­wego, życz­li­wego i peł­nego em­pa­tii świata, do któ­rego po­win­ni­śmy dą­żyć.

Richard Freedman

Przewodniczący Rady Powierniczej
Centrum Holokaustu i Ludobójstwa w Kapsztadzie

listopad 2022 r.OD AU­TORKI

Mój na­sto­letni syn stoi przy biurku w swo­jej sy­pialni i za­pala za­pałkę.

Ko­tary są za­sło­nięte i za­nim nie roz­bły­śnie pło­mień, po­kój oświe­tla je­dy­nie blade świa­tło kom­pu­tera. Z ekranu przy­gląda mu się grupa uro­czy­stych twa­rzy.

Przed nim stoi świeca yah­rzeit – dłu­go­pa­lący się ży­dow­ski sym­bol pa­mięci, któ­rego nie mu­szą za­pa­lać ci, któ­rych oboje ro­dzice żyją. On jed­nak ją za­pala.

Jest dwu­dzie­sty pierw­szy stycz­nia 2020 roku. Jom ha-Shoa.

W Re­pu­blice Po­łu­dnio­wej Afryki osią­gnę­li­śmy szczyt pan­de­mii CO­VID-19. Dziś moje dzieci po raz pierw­szy od trzech mie­sięcy wró­ciły do szkoły i do­piero te­raz je­stem w sta­nie za­jąć się pro­jek­tem, w który za­an­ga­żo­wa­łam się w 2017 roku. Mu­sia­łam na­pi­sać dwie inne książki, za­pla­no­wać fe­sti­wal li­te­racki i prze­trwać glo­balną pan­de­mię, abym w końcu za­brała się za pi­sa­nie hi­sto­rii Elli Blu­men­thal, oca­la­łej z Ho­lo­kau­stu. Od razu ude­rza mnie nie­po­ko­jąca zbież­ność pi­sa­nia o prze­szło­ści Za­głady w apo­ka­lip­tycz­nej te­raź­niej­szo­ści. Za­sta­na­wiam się, jak sama Ella po­dej­dzie do tych „bez­pre­ce­den­so­wych cza­sów”, prze­żyw­szy wła­sny „bez­pre­ce­den­sowy czas” pod­czas II wojny świa­to­wej. Czy jej tar­cza oca­la­łej ochroni ją przed tą plagą?

Moje roz­mowy z Ellą, główną bo­ha­terką książki, zo­stały prze­pro­wa­dzone wkrótce po tym, jak jej córka, Eve­lyn Ka­plan, zwró­ciła się do mnie z prośbą o spi­sa­nie tej hi­sto­rii. Cho­ciaż by­łam wtedy cał­ko­wi­cie po­chło­nięta przy­go­to­wy­wa­niem zu­peł­nie in­nej książki, chcia­łam jak naj­szyb­ciej spo­tkać się z Ellą i spi­sać jej re­la­cję. Czy to wie­dziona lę­kiem (przed odej­ściem peł­nej ży­cia, ener­gicz­nej, 96-let­niej wów­czas Elli), współ­czu­ciem (nie spo­sób nie otwo­rzyć ust ze zdu­mie­nia, sły­sząc choćby za­rys jej hi­sto­rii) czy oso­bi­stą cie­ka­wo­ścią (od dawna je­stem za­in­try­go­wana te­ma­tem Ho­lo­kau­stu), na­tych­miast po­sta­no­wi­łam re­gu­lar­nie spo­ty­kać się z Ellą i z nią roz­ma­wiać. Szczę­śli­wie wo­lała wi­dy­wać się wie­czo­rami, pod­czas gdy bo­ha­ter mo­jego in­nego pro­jektu pre­fe­ro­wał po­ranki. Go­dzi­łam więc wi­zyty u obu tych osób, czę­sto jeż­dżąc od jed­nej do dru­giej w ciągu tego sa­mego dnia i sta­ra­jąc się oczy­ścić umysł po­mię­dzy roz­mo­wami z nimi. Spo­ty­ka­ły­śmy się czę­sto, przez trzy mie­siące. Wszyst­kie dwa­dzie­ścia dwa wy­wiady, z wy­jąt­kiem jed­nego, od­były się w jej miesz­ka­niu w Sea Po­int w Kapsz­ta­dzie. W su­mie spę­dzi­ły­śmy na roz­mo­wach blis­ko czter­dzie­ści pięć go­dzin, za­głę­bia­jąc się w jej wspo­mnie­nia, utrwa­la­jąc jej świa­dec­two i bu­du­jąc bar­dzo ser­deczną re­la­cję.

* * *

Na­zwi­sko „Ella Blu­men­thal” jest po­wszech­nie znane spo­łecz­no­ści ży­dow­skiej Po­łu­dnio­wej Afryki. Jej hi­sto­ria jest jedną z naj­bar­dziej wy­mow­nych i wy­ra­zi­stych re­la­cji spo­śród bli­sko trzy­stu oca­la­łych z Ho­lo­kau­stu, któ­rzy przy­byli do tej gol­dene me­dine jesz­cze w trak­cie wojny i po jej za­koń­cze­niu.

Mil­cze­nie jest wspólną ce­chą tej grupy, nie­za­leż­nie od tego, do któ­rego miej­sca na świe­cie tra­fili. Wielu oca­la­łych cier­piało z po­wodu nie­moż­li­wego do wy­ra­że­nia po­czu­cia winy, że prze­żyli, w prze­ci­wień­stwie do sze­ściu mi­lio­nów ich braci. Więk­szość z nich uwa­żała, że po­wo­jenny świat nie jest w sta­nie po­jąć ich traumy, i dla­tego nie mo­gli dzie­lić się swo­imi do­świad­cze­niami, de­cy­du­jąc się po­ru­szać ten te­mat tylko mię­dzy sobą i se­lek­cjo­nu­jąc to, co opo­wia­dają swoim dzie­ciom. Czę­sto po pro­stu nie po­tra­fili zna­leźć słów, aby opi­sać swoje cier­pie­nie czy na­wet oca­le­nie. Mil­cze­nie stało się dla nie­któ­rych szansą na uzdro­wie­nie, bo­wiem po­zwala psy­chicz­nie zdy­stan­so­wać się wo­bec traumy. Oca­lali pi­sa­rze i po­eci czę­sto po­ru­szają kwe­stię tego, jak nie­wy­obra­żal­nie trudno jest od­po­wied­nio wy­ra­zić do­świad­cze­nie Ho­lo­kau­stu lub zwią­za­nego z nim bólu i ośmie­lić się zro­bić coś w imie­niu ofiar. Pi­sarz i lau­reat Po­ko­jo­wej Na­grody No­bla Elie Wie­sel po­wie­dział: „Tylko ci, któ­rzy tam byli, są w sta­nie to po­jąć, a ci, któ­rzy tam byli, ni­gdy nie będą w sta­nie o tym opo­wie­dzieć”.

Dzieci oca­la­łych z Ho­lo­kau­stu mu­szą same zmie­rzyć się z trau­ma­tyczną prze­szło­ścią ich ro­dzi­ców i jej wpły­wem – świa­do­mym lub nie – na ich wy­cho­wa­nie. Gdy do­ra­stały, ich ro­dzice prze­ka­zy­wali im nie­wielką ilość zwią­za­nych z tym szcze­gó­łów lub nie dzie­lili się nimi wcale. Hi­sto­ryczka Ho­lo­kau­stu Edna Fried­berg pi­sze: „Jako na­sto­latka wie­lo­krot­nie py­ta­łam ojca: «Tato, dla­czego ni­gdy nie opo­wia­dasz o tym, co prze­ży­łeś?» Oj­ciec od­parł bez ogró­dek: «Kiedy lu­dzie, któ­rych le­dwo znam, pro­szą mnie, że­bym opo­wie­dział, co spo­tkało mnie pod­czas Ho­lo­kau­stu, czuję się, jakby mó­wili: Miło cię po­znać. Sły­sza­łem, że je­steś ofiarą gwałtu zbio­ro­wego, opo­wiedz mi o tym». Jego wy­ja­śnie­nie mil­cze­nia dało mi wiele do my­śle­nia i spra­wiło, że sama za­mil­kłam”.

Do­ra­sta­nie w mil­cze­niu z pew­no­ścią do­ty­czyło ro­dziny Elli od wcze­snych lat. „Jako dziecko py­ta­łam mamę, skąd wzięła się bli­zna na jej ra­mie­niu, a ona od­po­wia­dała, że to z wy­padku sa­mo­cho­do­wego”, wspo­mina Eve­lyn, naj­młod­sza z czwórki ro­dzeń­stwa. „Do­piero gdy mia­łam dwa­na­ście lat, opo­wie­działa mi o swo­ich do­świad­cze­niach. Czyn­nie za­częła o tym mó­wić za­le­d­wie w ciągu ostat­nich dzie­się­ciu czy pięt­na­stu lat”. I mówi, wy­ko­rzy­stu­jąc każdą spo­sob­ność, żeby edu­ko­wać, uświa­da­miać i upa­mięt­niać. Wraz z nie­licz­nymi opo­wie­ściami in­nych oca­la­łych za­miesz­ku­ją­cych RPA re­la­cja Elli wy­peł­niła kom­pen­dium hi­sto­rii oca­la­łych tego kraju, a jej imię stało się sy­no­ni­mem świa­do­mo­ści i edu­ka­cji o Ho­lo­kau­ście. Ella nie jest już ci­chą ofiarą nie­wy­po­wie­dzia­nej prze­szło­ści, jej głos, jej imię, jej hi­sto­ria roz­brzmie­wają ni­czym cym­bały. Jest, jak po­wie­dzie­liby moi sy­no­wie, le­gendą.

Ale to nie wy­star­czy.

Nie wy­star­czy, że bę­dziemy znali jej imię i roz­po­zna­wali jej głos. Nie wy­star­czy, że Ella, oca­lała, dźwiga brze­mię świadka. To za­da­nie spo­czywa na nas wszyst­kich; to mo­ralny obo­wią­zek na­ło­żony na ludz­kość przez nie­ludz­kość. To obo­wią­zek, który od­czu­wa­łam głę­boko, od­kąd by­łam młodą dziew­czyną, choć może wtedy nie zda­wa­łam so­bie z tego sprawy.

Do­ra­sta­łam w tra­dy­cyj­nej ży­dow­skiej ro­dzi­nie. Od pią­tego roku ży­cia uczęsz­cza­łam do ży­dow­skiej szkoły dzien­nej. Edu­ka­cja na te­mat Ho­lo­kau­stu była in­te­gralną czę­ścią pro­gramu na­ucza­nia, pre­zen­to­waną w spo­sób do­sto­so­wany do wieku uczniów, na tyle, na ile szkoła była w sta­nie to zro­bić. Nie przy­po­mi­nam so­bie dnia ani roku, w któ­rym po raz pierw­szy do­wie­dzia­łam się o Ho­lo­kau­ście; mam wra­że­nie, że jest to coś, o czym za­wsze wie­dzia­łam, tak jak za­wsze wie­dzia­łam, że je­stem Ży­dówką, ko­bietą albo że mam brą­zowe oczy. Pa­mię­tam jed­nak chwilę, w któ­rej po­czu­łam cię­żar obo­wiązku, do­kładną mi­nutę, w któ­rej moja toż­sa­mość zwią­zana z Ho­lo­kau­stem zmie­niła się z na­ro­do­wej w oso­bi­stą.

Był rok 1990. Mia­łam szes­na­ście lat. Nel­son Man­dela wy­szedł na wol­ność. Od­ra­dzała się Re­pu­blika Po­łu­dnio­wej Afryki. Moje do­ro­słe po­czu­cie toż­sa­mo­ści do­piero się roz­wi­jało, ale moja toż­sa­mość kul­tu­rowa, jako Ży­dówki z RPA, ni­gdy nie była tak silna. By­łam pod­eks­cy­to­wana świa­do­mo­ścią, że żyję i uczę się w epoce wiel­kich obiet­nic oraz że w końcu je­stem wy­star­cza­jąco do­ro­sła, żeby do­ce­nić ma­te­riały, na zro­zu­mie­nie któ­rych by­łam wcze­śniej zbyt nie­doj­rzała.

To wła­śnie z tym nowo otwar­tym umy­słem przy­ła­pa­łam sie­bie wpa­tru­jącą się w znane zdję­cie z Ho­lo­kau­stu: „Chło­piec z war­szaw­skiego getta”, wy­ko­nane pod­czas po­wsta­nia w get­cie war­szaw­skim w 1943 roku, przed­sta­wia­jące tłum Ży­dów wy­cho­dzą­cych z bu­dynku z rę­kami unie­sio­nymi w ge­ście pod­da­nia się na­zi­stow­skim żoł­nie­rzom uzbro­jo­nym w pi­sto­lety ma­szy­nowe. Na przo­dzie, w środku stoi mały chło­piec w płasz­czyku, pod­ko­la­nów­kach i kasz­kie­cie, za­ci­ska­jący brwi i usta, jakby był bli­ski pła­czu. Ko­bieta nio­sąca torbę i trzy­ma­jąca ręce w gó­rze od­wraca się, by spoj­rzeć na żoł­nie­rzy. Je­den z żoł­nie­rzy, oto­czony przez in­nych, rzuca wy­zy­wa­jące spoj­rze­nie na fo­to­grafa. Chło­piec, jego strach i jego nie­unik­niona śmierć za­pie­rają dech w piersi.

Póź­niej do­wie­dzia­łam się, że ta grupa Ży­dów zo­stała wy­pro­wa­dzona z bun­kra, w któ­rym się ukry­wali, pod­czas osta­tecz­nej li­kwi­da­cji getta. Wszy­scy zo­stali ze­słani do obo­zów za­głady w Maj­danku lub Tre­blince. Do­wie­dzia­łam się, że to zdję­cie było jed­nym z wy­bra­nych do Ra­portu Stro­opa – zbioru co­dzien­nych ko­mu­ni­ka­tów wy­sy­ła­nych przez do­wódcę SS Jür­gena Stro­opa (ofi­cera od­po­wie­dzial­nego za li­kwi­da­cję getta war­szaw­skiego) do jego prze­ło­żo­nych. Do­wie­dzia­łam się, że spo­śród osób wi­docz­nych na zdję­ciu mamy pew­ność co do toż­sa­mo­ści jed­nej z nich: żoł­nie­rza uzbro­jo­nego w pi­sto­let ma­szy­nowy MP 28, Jo­sefa Blöschego słu­żą­cego w SS, sły­ną­cego z okru­cień­stwa wo­bec ko­biet i dzieci. Na­wet imię chłopca na zdję­ciu po­zo­staje nie­usta­lone, cho­ciaż kilka osób po­da­wało się za niego. Choć nie znamy jego imie­nia, znamy jed­nak jego hi­sto­rię. Jest to hi­sto­ria wszyst­kich dzieci, które stały się ofia­rami Ho­lo­kau­stu. Jest to jed­no­cze­śnie hi­sto­ria oporu i cier­pie­nia Ży­dów.

Gdy tak wpa­truję się w „Chłopca z war­szaw­skiego getta”, mam je­dy­nie mgli­stą świa­do­mość szer­szego ob­razu, który od­zwier­cie­dla to nie­wiel­kie zdję­cie. Je­stem oszo­ło­miona wi­do­kiem chłopca, broni, grozy – to wszystko prawda, ale do­strze­gam coś jesz­cze, co po­ru­sza mnie do głębi. A ra­czej do­strze­gam ko­goś jesz­cze…

Na skraju ka­dru, czę­ściowo za­sło­nięta przez inne ofiary, stoi mała dziew­czynka, nie­star­sza niż sześć czy sie­dem lat. Jedną rękę trzyma nad głową w ge­ście pod­da­nia się, włosy ma owi­nięte sza­li­kiem, który okala jej twarz i jest za­tknięty pod brodą ze skrom­no­ścią znacz­nie star­szej ko­biety. Zde­cy­do­wa­nie nie ona jest bo­ha­terką tej sceny, ale to wła­śnie ta dziew­czynka przy­ciąga i za­trzy­muje moje spoj­rze­nie. Czy to dla­tego, że jej wzrok jest tak bez­po­średni? Oprócz ofi­cera SS z bro­nią to je­dyna osoba pa­trząca pro­sto w obiek­tyw apa­ratu. A może dla­tego, że w od­róż­nie­niu od tłumu wo­kół niej jej za­cho­wa­nie wy­daje się cał­ko­wi­cie spo­kojne? Jej ide­al­nie owalna twarz, głę­bo­kie brą­zowe oczy i nie­uśmiech­nięte usta ema­nują spo­ko­jem tak bar­dzo nie­pa­su­ją­cym do tej aury bru­tal­nego cha­osu.

Ona pa­trzy. Na mnie, a przy­naj­mniej tak mi się wy­daje. Na­sze spoj­rze­nia się spo­ty­kają i pa­trzymy na sie­bie, po­nad la­tami, które upły­nęły od jej przed­wcze­snej śmierci, po­nad gło­wami tych, któ­rzy żyli, ukry­wali się i umie­rali ra­zem z nią, po­nad nie­koń­czą­cymi się py­ta­niami bez od­po­wie­dzi, aż do tej chwili na­szego spo­tka­nia. Wi­dzę ją. Znam ją. Je­stem nią.

Mam zdję­cie, na któ­rym mam sześć lat i je­stem ubrana jak rom­ska dziew­czynka na ży­dow­skie święto Pu­rim. Po­ży­czy­łam ko­lo­rową spód­niczkę z brze­giem ob­szy­tym dzwo­necz­kami i czu­łam się tak eg­zo­tycz­nie, gdy dzwo­niły, kiedy szłam. Do tego obo­wiąz­kowe wiel­kie złote kol­czyki w kształ­cie ob­rę­czy; nie po­zwo­lono mi prze­kuć uszu, do­póki nie by­łam znacz­nie star­sza, więc moja mama zna­la­zła parę klip­sów w ta­kim sa­mym kształ­cie, które po pro­stu uwiel­bia­łam, i po­przy­się­głam, że ni­gdy ich nie zdejmę – nie mo­głam się przy­znać, jak bo­le­śnie ści­skały mi uszy, i na pewno nie wy­trzy­ma­ła­bym w nich dłu­żej, niż trwała jazda sa­mo­cho­dem do szkoły. To wy­ja­śnia, dla­czego nie ma ich na por­tre­cie wy­ko­na­nym póź­niej tego sa­mego dnia, dla­czego zdję­cie, które za­trzy­mało tę chwilę w cza­sie i wdarło się do pa­mięci de­kady póź­niej, przed­sta­wiało słodką małą dziew­czynkę z wło­sami skrom­nie zwią­za­nymi z tyłu i głową za­krytą chustką za­wią­zaną pod brodą. Dziew­czynka o ide­al­nie owal­nej twa­rzy, głę­bo­kich brą­zo­wych oczach i nie­uśmiech­nię­tych ustach, ema­nu­ją­cych spo­ko­jem w au­rze ra­do­snego za­mie­sza­nia. Dziew­czynka, któ­rej twarz od­bi­jała się we mnie przez na­zi­stow­ski obiek­tyw, wy­wo­łu­jąc prze­dziwne uczu­cie po­do­bień­stwa mię­dzy nami. Pa­trząc na dziew­czynkę na pierw­szym pla­nie zdję­cia „Chłopca z war­szaw­skiego getta”, nie wi­dzia­łam ni­kogo in­nego niż samą sie­bie.

Wielu z nas in­te­re­suje się, lub po­winno się in­te­re­so­wać, Ho­lo­kau­stem. Wie­rzę, że to nasz mo­ralny obo­wią­zek jako lu­dzi, nie­za­leż­nie od re­li­gii czy toż­sa­mo­ści kul­tu­ro­wej. Nie­wąt­pli­wie fakt, że je­stem Ży­dówką, po­głę­bia moje wła­sne za­an­ga­żo­wa­nie w tę kwe­stię; od­kąd pa­mię­tam, cią­gnęło mnie do ba­da­nia tej pro­ble­ma­tyki. W ostat­nich la­tach li­ceum bła­ga­łam ro­dzi­ców, żeby po­zwo­lili mi wziąć udział w Mar­szu Ży­wych – mię­dzy­na­ro­do­wym pro­gra­mie edu­ka­cyj­nym, który przy­ciąga do Pol­ski ty­siące lu­dzi chcą­cych stu­dio­wać hi­sto­rię Ho­lo­kau­stu i któ­rego punk­tem kul­mi­na­cyj­nym jest trzy­ki­lo­me­trowy marsz z obozu kon­cen­tra­cyj­nego Au­schwitz do Bir­ke­nau w Dniu Pa­mięci o Ho­lo­kau­ście. Wielce po­wa­żany dy­rek­tor mo­jej szkoły od­ra­dził mi wy­jazd, po­wo­łu­jąc się na moją po­zy­cję prze­wod­ni­czą­cej sa­mo­rządu i zbli­ża­jące się eg­za­miny ma­tu­ralne jako „zbyt duże ob­cią­że­nie”. Z per­spek­tywy czasu cie­szę się, że wtedy prze­ko­nał mnie, by zre­zy­gno­wać z tego po­my­słu, po­nie­waż pod­sy­cił ogień, który roz­go­rzał z więk­szą siłą lata póź­niej, kiedy mia­łam oka­zję od­wie­dzić Pol­skę jako do­ro­sła, star­sza i mą­drzej­sza, w ka­me­ral­nej gru­pie, w to­wa­rzy­stwie osób oca­la­łych z Ho­lo­kau­stu.

W mię­dzy­cza­sie czy­ta­łam książki o Ho­lo­kau­ście, wzię­łam udział w za­ję­ciach na ten te­mat pod­czas mo­ich stu­diów li­cen­cjac­kich i od­wie­dzi­łam mu­zea Ho­lo­kau­stu w każ­dym mie­ście, do któ­rego po­dró­żo­wa­łam i które mo­gło się ta­kim po­szczy­cić. Trudno mi na­zwać moje za­in­te­re­so­wa­nie tą pro­ble­ma­tyką na­uko­wym czy za­wo­do­wym – jest to ra­czej fa­scy­na­cja, którą przy­pi­suję mo­jej wro­dzo­nej pa­sji do psy­cho­lo­gii i po­wią­za­niom, choć nie­bez­po­śred­nim, mo­jej ro­dziny z Ho­lo­kau­stem. Moi pra­dziad­ko­wie od strony matki, wuj­ko­wie i ciotki zo­stali za­bici, ale moja bab­cia i dzia­dek ni­gdy o nich nie opo­wia­dali (przy­naj­mniej mnie), a moi bliżsi krewni, w tym moja matka, nie wy­da­wali się de­fi­nio­wać sie­bie przez straty ro­dziny w wy­niku Za­głady, choć z pew­no­ścią miało to na nich wpływ. Pod­świa­dome skutki są nie­pod­wa­żalne – to za­gad­nie­nie było przed­mio­tem pracy, którą pi­sa­łam na stu­diach, ba­da­jąc po­czu­cie winy oca­la­łych i wpływ na psy­chikę dru­giego i trze­ciego po­ko­le­nia. Moja zmarła matka ba­dała hi­sto­rię spo­łeczną – była za­fa­scy­no­wana obec­no­ścią Ży­dów w Po­łu­dnio­wej Afryce i po­świę­ciła się po­zna­wa­niu i pi­sa­niu o na­szej hi­sto­rii kul­tu­ro­wej w tym kraju. Za­sta­na­wia­łam się, czy wła­śnie to wy­wo­łało moje szcze­gólne za­in­te­re­so­wa­nie tą kwe­stią.

Te wy­ja­śnie­nia mo­jego związku z tą tra­giczną hi­sto­rią są uza­sad­nione i obiek­tywne, ale zwią­zek z moją po­do­bi­zną na zdję­ciu, które te­raz na­zy­wam, przy­naj­mniej w mo­jej gło­wie, „Chło­piec z war­szaw­skiego getta i ja”, jest głę­boko, głę­boko oso­bi­sty.

Hi­sto­ria Ho­lo­kau­stu to moja hi­sto­ria. To mo­głam być ja… Być może w in­nym wcie­le­niu to by­łam ja. Ta hi­sto­ria jest czymś wię­cej niż tylko moją, czymś wię­cej niż tylko na­szą. Ta hi­sto­ria to ja.

Kiedy ob­ser­wo­wa­łam mo­jego syna w święto Jom ha-Szoa, przy­glą­da­łam się jego głę­bo­kiemu sku­pie­niu pod­czas tych uro­czy­sto­ści upa­mięt­nia­ją­cych, za­sta­na­wia­jąc się, czy ten ry­tuał może roz­pa­lić w nim po­dobną iskrę – głę­bo­kie za­in­te­re­so­wa­nie szybko od­da­la­jącą się hi­sto­rią. Ude­rzyło mnie to, że jego po­ko­le­nie jest ostat­nim, które bę­dzie mo­gło po­strze­gać Ho­lo­kaust jako „hi­sto­rię nie­dawną”, prze­szłość, która ukształ­to­wała lu­dzi przez nich ko­cha­nych i zna­nych jako dziad­ków lub żywe le­gendy. On ma jesz­cze dość szczę­ścia, żeby spo­tkać lub usły­szeć re­la­cje ży­ją­cych oca­la­łych z Ho­lo­kau­stu, żeby do­ra­stać z we­wnętrz­nym po­czu­ciem związku z hi­sto­rią Za­głady. Do­łą­czył do mnie, by wy­słu­chać re­la­cji Elli pod­czas Zi­ka­ron Ba­Sa­lon (Wspo­mnie­nia w sa­lo­nie) w 2020 roku – co­rocz­nego wy­da­rze­nia upa­mięt­nia­ją­cego Jom ha-Szoa, pod­czas któ­rego nie­wiel­kie grupy oca­la­łych i ich dzieci gosz­czą w pry­wat­nych do­mach. Cho­dzi o to, żeby umoż­li­wić zwy­kłym lu­dziom do­stęp do nie­zwy­kłej hi­sto­rii i do osób, które ją prze­żyły. Oczy­wi­ście nie­wy­po­wie­dziane po­czu­cie na­glą­cej po­trzeby, które to­wa­rzy­szy ta­kim wy­da­rze­niom i wszyst­kim roz­mo­wom o Ho­lo­kau­ście w dzi­siej­szych cza­sach, wy­nika z nie­uchron­nego od­cho­dze­nia oca­la­łych. Na­wet ci, któ­rzy uro­dzili się pod­czas wojny lub byli wtedy bar­dzo mło­dzi, mają obec­nie po­nad osiem­dzie­siąt lat. Ta­kie do­świad­cze­nia – po­dob­nie jak moje pod­czas pi­sa­nia tej książki – dają po­czu­cie za­równo uprzy­wi­le­jo­wa­nia, jak i pre­sji.

Po­nie­waż to czas ko­ro­na­wi­rusa, na ca­łym świe­cie Zi­ka­ron Ba­Sa­lon od­bywa się on­line. Zwi­nięci na ka­na­pie, mój syn i ja lo­gu­jemy się na Zoo­mie i oglą­damy zbli­że­nie twa­rzy Elli na ekra­nie, czu­jąc się tak, jakby mó­wiła tylko do nas. Do po­ko­le­nia Z sie­dzą­cego obok mnie, tak przy­zwy­cza­jo­nego do przy­swa­ja­nia in­for­ma­cji za po­śred­nic­twem ekranu. Fakt, że wy­da­rze­nie to od­bywa się na żywo, ma zna­cze­nie. Mój syn nie ma po­czu­cia, że może się od­wró­cić, od­po­wia­dać na wia­do­mo­ści czy grać w gry cy­frowe, oglą­da­jąc na żywo oca­lałą opo­wia­da­jącą swoją praw­dziwą hi­sto­rię. Przy­glą­dam mu się, kiedy ją ogląda, i mam na­dzieję, że to może być jego ha­czyk – jego mo­ment po­łą­cze­nia, po­czu­cia obo­wiązku, oso­bi­stego za­in­te­re­so­wa­nia.

Trudno jest czymś za­cie­ka­wić po­ko­le­nie Z. Na­wet je­śli Ella do­słow­nie wy­szła cało z ko­mory ga­zo­wej i sta­wiła czoła po­two­rom, to czy jej hi­sto­ria może prze­mó­wić do dzieci, któ­rych wir­tu­alne światy nie znają żad­nych ogra­ni­czeń wi­zu­al­nych? Je­stem pi­sarką, więc moim pierw­szym od­ru­chem jest się­gnię­cie po słowo pi­sane, ale czy­ta­nie nie jest tym, czym zaj­muje się ta ge­ne­ra­cja, nie wspo­mi­na­jąc o trud­nym za­da­niu pa­mię­ta­nia, żeby ni­gdy nie za­po­mnieć. Cho­ciaż obo­wią­zek edu­ko­wa­nia przy­szłych po­ko­leń na te­mat Ho­lo­kau­stu i lu­dzi, któ­rzy go prze­żyli, nie spo­czywa wy­łącz­nie na mnie, nie mogę po­zbyć się na­dziei, że uda mi się wy­ko­rzy­stać wy­jąt­ko­wość hi­sto­rii Elli dla więk­szego celu i za­pew­nić jej miej­sce w ka­no­nie ma­te­ria­łów upa­mięt­nia­ją­cych Ho­lo­kaust. Chcę, żeby hi­sto­ria Elli i hi­sto­ria Za­głady prze­ma­wiały do mo­ich dzieci tak samo, jak prze­ma­wiają do mnie, aby były opo­wie­ściami, którą mogą przy­swoić i roz­po­wszech­niać. Je­śli mam za­tem prze­ka­zać do­świad­cze­nia Elli moim dzie­ciom po­przez wy­ma­ga­jącą formę pi­sar­ską, być może klu­czowe bę­dzie wpro­wa­dze­nie po­staci, z któ­rymi ła­twiej im bę­dzie się utoż­sa­mić, np. jed­nego z wnu­ków Elli.

Przy­po­mina mi się Jom ha-Szoa z 2018 roku – zor­ga­ni­zo­wana przez spo­łecz­ność uro­czy­stość upa­mięt­nia­jąca, która od­była się na cmen­ta­rzu Pi­ne­lands w Kapsz­ta­dzie. Cztery po­ko­le­nia po­dzie­liły się swo­imi re­flek­sjami: Ella, jej córka Eve­lyn, jej wnuczka Jade i jej pra­wnuczka De­ena. Każda z nich opo­wie­działa na swój spo­sób o tym, jak do­świad­cze­nia Elli wpły­nęły na ich ży­cie. Każda otwo­rzyła się i wy­ra­ziła swoje my­śli sło­wami naj­bar­dziej od­po­wied­nimi dla swo­jej grupy wie­ko­wej. Wciąż sły­szę pierw­sze słowa 15-let­niej De­eny: „Moja pra­bab­cia śpi przy roz­su­nię­tych za­sło­nach. Chce móc każ­dego dnia oglą­dać wschód słońca”. Nie mu­siała ona wy­ja­śniać po­wo­dów Elli; przy­czyna i sku­tek były ja­sno su­ge­ro­wane, a me­ta­fo­ryka wy­star­cza­jąco wy­mowna… Na­tych­miast zro­zu­mie­li­śmy sens. Po­ję­li­śmy dzięki jej po­zy­cji po­tom­kini i wszyst­kiemu, co wy­da­rzyło się wcze­śniej. I to samo zro­bi­łam ja: Ella musi opo­wia­dać swoją hi­sto­rię i opo­wia­dać ją tak długo, jak bę­dzie w sta­nie, ale jej po­tom­ko­wie rów­nież mu­szą ją opo­wia­dać, ję­zy­kiem, który do­trze do ich przy­ja­ciół, po­ru­szy ich ró­wie­śni­ków i prze­kro­czy gra­nice po­ko­leń od X, przez Y, do Z i da­lej. Mu­simy wy­słu­chać Elli, ale mu­simy też usły­szeć o Elli. Mu­simy od­na­leźć sie­bie w hi­sto­rii Ho­lo­kau­stu – je­śli nie w jej oca­la­łych bo­ha­te­rach, to w jej roz­le­głej ob­sa­dzie dru­go­pla­no­wej, po­więk­sza­ją­cej się za każ­dym ra­zem, gdy pa­mię­tamy, żeby nie za­po­mnieć.

Je­żeli rze­czy­wi­ście „hi­sto­ria ko­łem się to­czy”, to żadne czasy nie są na­prawdę bez­pre­ce­den­sowe, żadne oko­licz­no­ści nie są nie­moż­liwe do po­wią­za­nia. Strata, ból, prze­trwa­nie i triumf wy­stę­pują we wszyst­kich na­szych hi­sto­riach – na­ro­do­wych i oso­bi­stych. W każ­dej ro­dzi­nie jest Ella Blu­men­thal. Każdy z nas ma swo­jego „Chłopca z war­szaw­skiego getta i mnie”. To ist­nieje. Na­szym obo­wiąz­kiem jest ni­gdy nie za­po­mnieć. Na­szym obo­wiąz­kiem jest to od­na­leźć.

------------------------------------------------------------------------

1.

Ji­dysz; rocz­nica śmierci (je­śli nie ozna­czono ina­czej, przy­pisy po­cho­dzą od au­torki).

2.

Dzień Pa­mięci Ho­lo­kau­stu.

3.

Ji­dysz: „złoty kraj”, ze względu na ko­ja­rze­nie Re­pu­bliki Po­łu­dnio­wej Afryki z tym szla­chet­nym me­ta­lem.

4.

E. Fried­berg, Elie Wie­sel and the Agony of Be­aring Wit­ness, „The Atlan­tic”, 9 lipca 2016, https://www.the­atlan­tic.com/in­ter­na­tio­nal/ar­chive/2016/07/elie-wie­sel-ho­lo­caust/
490604/ (ostatni do­stęp 22.12.2012).PROLOG

ELLA:

Prze­ży­łam Ho­lo­kaust wraz z moją sio­strze­nicą Romą.

Była córką mo­jej naj­star­szej sio­stry Goldy. Golda miała czworo dzieci, z któ­rymi do­ra­sta­li­śmy jak ro­dzeń­stwo. Mię­dzy Romą a mną nie było du­żej róż­nicy wieku – za­le­d­wie pięć lat. Dzieci mo­jej sio­stry, w tym Roma, nie były dla mnie jak sio­strze­nice i sio­strzeńcy; były jak moje wła­sne ro­dzeń­stwo.

Kiedy Niemcy na­je­chali i zbom­bar­do­wali War­szawę, miesz­ka­nie Romy zo­stało znisz­czone: odłamki prze­biły fron­tową ścianę, bal­kon się za­wa­lił. Dla­tego wszy­scy za­miesz­kali z nami. Ży­li­śmy jak jedna ro­dzina. Wszyst­kich człon­ków mo­jej ro­dziny na­zy­wam „naj­bliż­szymi”. Tacy wła­śnie dla sie­bie by­li­śmy.

Dwu­dzie­stu trzech człon­ków mo­jej ro­dziny zgi­nęło w Ho­lo­kau­ście. Dwu­dzie­stu trzech. Tylko Roma i ja prze­trwa­ły­śmy. Spo­śród mo­ich ro­dzi­ców, sze­ściorga mo­jego ro­dzeń­stwa, ich mał­żon­ków oraz mo­ich sio­strze­nic i sio­strzeń­ców, bra­ta­nic i bra­tan­ków prze­ży­ły­śmy tylko Roma i ja.

Mogę ci wy­mie­nić ich wszyst­kich, imiona mo­jej utra­co­nej ro­dziny. Wy­pi­sa­łam je na końcu mo­jego mach­zoru, ina­czej nie uda­łoby mi się wy­po­wie­dzieć ich pod­czas Yiz­kor, które za­zwy­czaj prze­biega bar­dzo szybko tu­taj, w Po­łu­dnio­wej Afryce. Dzięki temu za­wsze będę pa­mię­tała o każ­dym z nich.

Nie lu­bię li­czyć. Od czasu wojny nie­na­wi­dzę li­czyć. Ale tym ra­zem…

To było za­le­d­wie kilka lat temu. Świę­to­wa­łam okrą­głe uro­dziny pod­czas sza­ba­to­wych uro­czy­sto­ści w domu mo­jego syna Henry’ego w Jo­han­nes­burgu. Moje dzieci, wnuki i pra­wnuki przy­były, żeby być ze mną. Sie­dząc przy stole sza­ba­to­wym, ro­zej­rza­łam się po wszyst­kich pięk­nych twa­rzach człon­ków mo­jej ro­dziny i na­li­czy­łam nas dwa­dzie­ścia troje – do­kład­nie tyle, ilu człon­ków ro­dziny stra­ci­łam w Ho­lo­kau­ście. Zda­łam so­bie wtedy sprawę, że Ha­Shem mi ich zwró­cił.

Mam czworo dzieci, je­de­na­ścioro wnu­ków i je­de­na­ścioro pra­wnu­ków. Niech ich Bóg bło­go­sławi. Mam na­dzieję, że do­żyję ko­lej­nych.

Drzewo genealogiczne Elli Blumenthal, stan na luty 2023 r.

Nie tylko moje prze­trwa­nie, lecz także moje dzieci i wnuki są naj­więk­szym zwy­cię­stwem nad tymi, któ­rzy chcieli znisz­czyć nasz na­ród.

------------------------------------------------------------------------

1.

Mo­dli­tew­nik uży­wany pod­czas nie­któ­rych świąt ży­dow­skich (l. mn.: mach­zo­rim).

2.

Ży­dow­ska ce­re­mo­nia upa­mięt­nia­jąca.

3.

Do­słow­nie „imię”; spo­sób okre­śla­nia Boga w kon­tek­stach in­nych niż mo­dli­twa i czy­ta­nie świę­tych pism, po­nie­waż samo imię jest uzna­wane za zbyt święte, by można je było w ten spo­sób uży­wać.SŁOWNIK WYBRANYCH TERMINÓW

ad hayom hebr.: do dziś

Agu­dat Israel hebr. (jid. Agu­das Ji­sroel): Zwią­zek Izra­ela, ul­tra­or­to­dok­syjna ży­dow­ska par­tia po­li­tyczna w Izra­elu

ave­ira hebr.: grzech, wy­kro­cze­nie

ayin hora hebr.: „złe oko”

Bais Yaakov dzia­ła­jące na ca­łym świe­cie ul­tra­or­to­dok­syjne szkoły pod­sta­wowe i śred­nie dla ży­dow­skich dziew­cząt

Ba­ruch Ha­Szem hebr.: „Niech bę­dzie bło­go­sła­wione imię Pana”; „Dzięki Bogu”

be­fres­sieh hebr., jid.: pu­bliczne, jawne po­peł­nie­nie
grze­chu, czynu za­bro­nio­nego (zwłasz­cza
w kon­tek­ście ży­dow­skiego prawa re­li­gij­nego)

be­shert jid.: prze­zna­cze­nie

Bloc­käl­te­ste niem.: „blo­kowa”, prze­ło­żona bloku (w obo­zie)

bris hebr.: ry­tu­alne ob­rze­za­nie

bro­cha hebr.: bło­go­sła­wień­stwo

chag (l.mn. chag­gim) hebr.: (ogól­nie) ży­dow­skie święto re­li­gijne

chal­lah hebr.: tra­dy­cyjny ży­dow­ski ple­ciony chleb, por. chałka

chaz­zan hebr.: cha­zan, kan­tor

cho­lent jid.: czu­lent, gę­sta, jed­no­garn­kowa po­trawa kuchni ży­dow­skiej, du­szona przez wiele go­dzin

Chu­mash hebr.: Tora w for­mie książ­ko­wej

chup­pah hebr.: bal­da­chim ślubny

da­ven jid.: mo­dlić się

Erec Israel hebr.: Zie­mia Izra­ela (Zie­mia Obie­cana)

erev hebr.: wie­czór, wi­gi­lia

far­fel jid.: małe kulki z cia­sta ma­ka­ro­no­wego, zwy­kle pie­czone lub pra­żone i uży­wane jako do­da­tek do zup

fress jid.: jeść dużo i łap­czy­wie, pa­ła­szo­wać

frum jid.: bar­dzo re­li­gijny

ga­nove jid.: zło­dziej, oszust, prze­stępca

ge­filte fish jid.: ryba fa­sze­ro­wana, tra­dy­cyjna ży­dow­ska przy­stawka przy­go­to­wy­wana z go­to­wa­nej mie­szanki mie­lo­nej ryby bez ości, por. karp po ży­dow­sku

ger­tel, gir­tel jid.: pas no­szony przez or­to­dok­syj­nych Ży­dów

goj (r.ż. gojka) hebr.: osoba nie­ży­dow­ska

gol­dene me­dine jid.: „złoty kraj”, ze względu na ko­ja­rze­nie Re­pu­bliki Po­łu­dnio­wej Afryki z tym me­ta­lem szla­chet­nym

Gros­sak­tion niem.: „Wielka Ak­cja”, kryp­to­nim na­zi­stow­skiej ope­ra­cji, po­le­ga­ją­cej na wy­ła­py­wa­niu,
de­por­ta­cji i ma­so­wym mor­do­wa­niu Ży­dów z getta war­szaw­skiego, roz­po­czę­tej w lipcu 1942 roku

Häftling niem.: wię­zień

Ha­Shem hebr., jid.: do­słow­nie „imię”; wy­ra­że­nie uży­wane w ju­da­izmie w od­nie­sie­niu do Boga

Ha­ti­kva hebr.: do­słow­nie „na­dzieja”; hymn na­ro­dowy Izra­ela

Haw­dala jid.: do­słow­nie „od­dzie­le­nie”; ce­re­mo­nia ży­dow­ska koń­cząca sza­bat lub święto i roz­dzie­la­jąca święty czas od zwy­kłych dni

jiz­kor hebr.: mo­dli­twa pa­mięci w ju­da­izmie, od­ma­wiana za zmar­łych bli­skich

Jom ha-Szoa hebr.: Dzień Pa­mięci Ho­lo­kau­stu, święto na­ro­dowe w Izra­elu

Jom Ki­pur hebr.: Dzień Po­jed­na­nia (w Pol­sce zwany także Sąd­nym Dniem); jedno z naj­waż­niej­szych ży­dow­skich świąt re­li­gij­nych

jom tow hebr.: do­słow­nie „do­bry dzień”; w ju­da­izmie ozna­cza święto re­li­gijne

Ju­den­rat niem.: rada ży­dow­ska, od­po­wie­dzialna za ad­mi­ni­stro­wa­nie spra­wami Ży­dów w get­tach

Jüdi­scher Po­li­cja Ży­dow­ska Ord­nungs­dienst

Kad­dish hebr.: jedna z naj­waż­niej­szych mo­dlitw w ju­da­izmie, ko­ja­rzona z ża­łobą

ka­szrut hebr.: za­sady ko­szer­no­ści w ju­da­izmie

kesl jid.: ko­cioł

ke­tuba hebr.: ży­dow­ski akt mał­żeń­stwa

kib­butz hebr.: ki­buc; ko­lek­tywne, do­bro­wolne wspól­noty
(l.mn. kib­but­zim) w Izra­elu, tra­dy­cyj­nie oparte na rol­nic­twie

kid­du­shin hebr.: ży­dow­ska ce­re­mo­nia za­rę­czyn i po­świę­ce­nia żony mę­żowi

kid­dusz hebr.: bło­go­sła­wień­stwo od­ma­wiane tuż przed po­sił­kami w dni świą­teczne

ki­tel hebr.: biała lniana lub ba­weł­niana szata mę­ska no­szona przez re­li­gij­nych Ży­dów na szcze­gólne oka­zje

kne­idlach jid.: małe klu­ski lub kulki z chleba, macy

ko­hen hebr.: ka­płan w tra­dy­cji ży­dow­skiej

Kom­mando niem.: grupa ro­bo­cza w obo­zie kon­cen­tra­cyj­nym

lok­shen jid.: pła­ski ma­ka­ron ja­jeczny w kuchni ży­dow­skiej

ma­chas jid.: waż­niacy, „grube ryby”

mach­zor hebr.: mo­dli­tew­nik uży­wany pod­czas nie­któ­rych
(l.mn. mach­zo­rim) świąt ży­dow­skich

ma­zel hebr., jid.: szczę­ście

ma­zel­dik jid.: coś, co przy­nosi szczę­ście, ta­li­zman

Ma­zel­tov! jid.: do­słow­nie „do­bry los”, „niech ci szczę­ście sprzyja”; ży­cze­nia szczę­ścia i zwrot gra­tu­la­cyjny

men­gel niem.: duża drew­niana ba­lia

mensch jid., niem.: czło­wiek, osoba pra­wego cha­rak­teru
(l.mn. men­schen)

me­shu­gas jid.: sza­lone, głu­pie za­cho­wa­nia i po­my­sły

me­shug­ge­nah jid.: sza­le­niec, wa­riat

me­zuza hebr.: małe pu­de­łeczko umiesz­czane na pra­wej fra­mu­dze drzwi w ży­dow­skich do­mach, za­wie­ra­jące zwi­tek per­ga­minu z frag­men­tami Tory

mi­kvah hebr.: my­kwa, ry­tu­alny ba­sen, zbior­nik wodny, łaź­nia, słu­żący do ry­tu­al­nej ką­pieli oczysz­cza­ją­cej

min­jan hebr.: kwo­rum dzie­się­ciu do­ro­słych Ży­dów (męż­czyzn) wy­ma­gane do nie­któ­rych obo­wiąz­ków re­li­gij­nych

mit­zvah hebr.: mi­cwa, „na­kaz, przy­ka­za­nie”, do­bry uczy­nek

na­chas hebr., jid.: duma, ra­dość, sa­tys­fak­cja (naj­czę­ściej z osią­gnięć dzieci lub wnu­ków)

neb­bish jid.: osoba nie­po­radna, nie­śmiała, nie­szczę­sna,
(l.mn. neb­bi­shes) godna po­ża­ło­wa­nia

Obe­rsturm­füh­rer niem.: sto­pień w SS, ofi­cer­ski sto­pień pa­ra­mi­li­tarny od­po­wia­da­jący po­rucz­ni­kowi, do­wódca od­działu sztur­mo­wego

oneg Shab­bat hebr.: uro­czy­sto­ści zwią­zane z ob­cho­dami sza­batu, obej­mu­jące śpie­wa­nie i po­czę­stu­nek

Pe­sach hebr.: ży­dow­skie święto Pas­chy (znane rów­nież jako Święto Wio­sny, Święto Prza­śni­ków, Święto Wol­no­ści, lo­kal­nie w Pol­sce na­zy­wane także Ży­dow­ską Wiel­ka­nocą), ob­cho­dzone na pa­miątkę wy­zwo­le­nia Izra­eli­tów z nie­woli egip­skiej

ptcha jid.: ga­la­re­to­wata, miękka po­trawa z go­to­wa­nego mięsa lub go­to­wa­nych skó­rek

rebbe hebr.: du­chowny przy­wódca cha­sy­dów

Ri­bono Shel Olam hebr., jid.: tra­dy­cyjne ży­dow­skie okre­śle­nie Boga, „Pan Świata”, „Władca Wszech­świata”

Rosz ha-Szana hebr.: ży­dow­ski Nowy Rok, w Pol­sce zwany też Świę­tem Trą­bek lub Trąb­kami

sa­bra hebr.: Żyd uro­dzony w Izra­elu

schmaltz jid.: tłuszcz z kury lub gę­siny; po­tocz­nie używa się go w zna­cze­niu „tłuszcz”

schnor­rer jid.: że­brak, dar­mo­zjad, osoba, która pa­so­ży­tuje na in­nych, lub ską­piec

se­chel hebr., jid.: ro­zum, in­te­li­gen­cja, zdrowy roz­są­dek

se­fa­rim hebr.: książki

se­fer Tora hebr.: ręcz­nie na­pi­sany zwój Tory

Sha­lom Ale­ichem hebr.: „Po­kój z wami”, tra­dy­cyjne ży­dow­skie po­wi­ta­nie, pieśń śpie­wana w sza­ba­towy wie­czór (pią­tek) po po­wro­cie z sy­na­gogi, wi­ta­jąca sza­bat

shande jid.: hańba, wstyd, skan­dal

shchu­nah hebr.: są­siedz­two, osie­dle, dziel­nica

she­itel jid.: szajtł, pe­ruka no­szona przez ży­dow­skie ko­biety po za­mąż­pój­ściu

Shoah hebr.: Ho­lo­kaust

sho­chet hebr.: rzeź­nik ry­tu­alny, upraw­niony do uboju zwie­rząt zgod­nie z za­sa­dami ko­szer­no­ści

shtie­bel jid.: „mały dom”, „mały po­kój”; miej­sce słu­żące do wspól­nych ży­dow­skich mo­dlitw i spo­tkań, mniej for­malne niż sy­na­goga

si­dur (l.mn. si­du­rim) hebr.: mo­dli­tew­nik ży­dow­ski

smi­chas hebr.: świę­ce­nia ra­bi­nac­kie

Son­der­kom­mando niem.: grupy ży­dow­skich więź­niów zmu­sza­nych do usu­wa­nia ciał z ko­mór ga­zo­wych i kre­ma­to­riów w obo­zach śmierci

szat­nez hebr.: za­kaz no­sze­nia odzieży wy­ko­na­nej z mie­szanki wełny i lnu

szecht jid.: ry­tu­alny ubój zwie­rząt zgodny z za­sa­dami ko­szer­no­ści

Szema Ji­srael hebr.: „Słu­chaj, Izra­elu”, to pierw­sze słowa jed­nej z naj­waż­niej­szych mo­dlitw ju­da­izmu

szi­duch jid.: do­słow­nie „mi­ło­sne do­pa­so­wa­nie”, za­aran­żo­wa­nie mał­żeń­stwa

sziksa jid.: nie­ży­dow­ska ko­bieta lub dziew­czyna

szty­bel jid.: bu­dy­nek lub jego część, sta­no­wiący dom mo­dli­tewny

szul jid.: sy­na­goga (ter­min sto­so­wany głów­nie w mo­wie po­tocz­nej Ży­dów asz­ke­na­zyj­skich)

tal­lit hebr.: ży­dow­ski szal mo­dli­tewny z frędz­lami

te­iglach jid.: tra­dy­cyjne ży­dow­skie wy­pieki, go­to­wane w sy­ro­pie

Ti­sza be-Aw hebr.: uro­czy­sty dzień po­stu w ka­len­da­rzu ży­dow­skim, upa­mięt­nia­jący w szcze­gól­no­ści znisz­cze­nie Pierw­szej i Dru­giej Świą­tyni Je­ro­zo­lim­skiej

Umschlag­platz niem.: „plac prze­ła­dun­kowy”, miej­sca, gdzie gro­ma­dzono Ży­dów z gett przed wy­wie­zie­niem do obo­zów

Wie­der­gut­ma­chung niem.: od­szko­do­wa­nia, które rząd nie­miecki zo­bo­wią­zał się wy­pła­cać od 1953 roku oca­la­łym z Ho­lo­kau­stu i in­nym ofia­rom na­zi­zmu

Yad Va­shem hebr.: ofi­cjalny po­mnik i in­sty­tu­cja pa­mięci Ho­lo­kau­stu w Izra­elu

yah­rzeit jid.: rocz­nica śmierci bli­skiej osoby

ze­mi­rot jid.: ży­dow­skie hymny i pie­śni, śpie­wane pod­czas sza­batu i świąt

Zi­ka­ron Ba­Sa­lon hebr.: „Wspo­mnie­nia w sa­lo­nie”, spo­tka­nia w pry­wat­nych do­mach, pod­czas któ­rych uczest­nicy wy­słu­chują świad­ków hi­sto­rii Ho­lo­kau­stu
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij