Przeżyłam Auschwitz, oszukałam śmierć - ebook
Świadectwo hartu ludzkiego ducha – nadzwyczajna opowieść o niezwykłej kobiecie.
„Przetrwałam okrucieństwa warszawskiego getta, komory gazowe Majdanka, bestialstwo Auschwitz i bezgraniczną beznadzieję Bergen-Belsen. Straciłam rodziców, braci, siostry, ich współmałżonków i dzieci. Ale dla mnie, chociaż to nienormalne, nie jest to niczym niezwykłym. Niezwykłe jest dla mnie to, że nadal potrafiłam kochać, rozmawiać, pisać, jeść tosty i pić herbatę, po prostu żyć”.
Historia Elli Blumenthal, która przeżyła Holokaust i rozpoczęła nowe życie w odległej Republice Południowej Afryki, jest lekcją wytrwałości, charakteru i… radości. Ze zgliszczy warszawskiego getta do nazistowskich obozów koncentracyjnych; z Polski przez Paryż i Palestynę aż do Kapsztadu. Jej opowieść to świadectwo ocalałych, relacja o wydarzeniach, o których nie wolno nam zapomnieć.
W cieniu wstydu i traumy, dręczących wielu ocalałych w latach bezpośrednio po wojnie, Ella stworzyła szczęśliwy dom, w którym niewielu znało jej cierpienie. Postanowiła wieść życie pełne pozytywnej energii – życie, które ma znaczenie.
O życiu Elli Blumenthal opowiada wielokrotnie nagradzany film dokumentalny I am Here (2021). Siostrzenicą Elli jest Rachel Roth, również ocalała z Holokaustu, autorka książki Przysięgnij, że przeżyjesz.
Joanne Jowell – autorka, która w swoim pisarstwie łączy literaturę faktu z elementami narracji literackiej. Opowiada historie, w których daje przestrzeń wielu głosom i zgłębia wspólnotę ludzkich doświadczeń. Poprzez swoje książki celebruje niezwykłe historie z życia zwykłych ludzi. Joanne mieszka w Kapsztadzie (RPA) z mężem, trójką dzieci i gromadką zwierząt. Przeżyłam Auschwitz, oszukałam śmierć to jej siódma książka.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
Spis treści
- Przedmowa
- Od Autorki
- Prolog
- Rozdział 1. Warszawskie dzieciństwo
- Rozdział 2. Dorastanie jako Żydówka
- Rozdział 3. Inwazja
- Rozdział 4. Getto
- Rozdział 5. Miła 19
- Rozdział 6. Majdanek
- Rozdział 7. Auschwitz
- Rozdział 8. Bergen-Belsen
- Rozdział 9. Wyzwolenie
- Rozdział 10. Rozstanie
- Rozdział 11. Paryż
- Rozdział 12. Palestyna
- Rozdział 13. Johannesburg
- Rozdział 14. Kapsztad
- Rozdział 15. Wnuki
- Rozdział 16. Nie ma miejsca na nienawiść
- Rozdział 17. Wiara i nadzieja
- Epilog
- Podziękowania
- Słownik wybranych terminów
| Kategoria: | Literatura piękna obca |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-7147-223-7 |
| Rozmiar pliku: | 3,3 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
- Przedmowa
- Od Autorki
- Prolog
- Rozdział 1. Warszawskie dzieciństwo
- Rozdział 2. Dorastanie jako Żydówka
- Rozdział 3. Inwazja
- Rozdział 4. Getto
- Rozdział 5. Miła 19
- Rozdział 6. Majdanek
- Rozdział 7. Auschwitz
- Rozdział 8. Bergen-Belsen
- Rozdział 9. Wyzwolenie
- Rozdział 10. Rozstanie
- Rozdział 11. Paryż
- Rozdział 12. Palestyna
- Rozdział 13. Johannesburg
- Rozdział 14. Kapsztad
- Rozdział 15. Wnuki
- Rozdział 16. Nie ma miejsca na nienawiść
- Rozdział 17. Wiara i nadzieja
- Epilog
- Podziękowania
- Słownik wybranych terminówPRZEDMOWA
Za sprawą mojego, trwającego już ponad dwie dekady, zaangażowania w upamiętnianie Holokaustu i edukację w Południowej Afryce przeczytałam wiele wspomnień i biografii ludzi, którzy przeżyli Holokaust, wiele z nich usłyszałam bezpośrednio od nich samych. Każda z tych historii mnie poruszyła i zdumiała, zabierając mnie w wyjątkową, wspólną podróż. Istotnie, moja interakcja i moje przyjaźnie z ocalałymi stanowią jeden z najbardziej poruszających, pouczających i satysfakcjonujących aspektów wykonywanej przeze mnie pracy.
Joanne Jowell spędziła blisko czterdzieści pięć godzin na rozmowach z Ellą Blumenthal, wyjątkową kobietą, której życie trwa już ponad sto lat. Podczas wielu godzin spędzonych wspólnie w domu Elli w Kapsztadzie nawiązała się między nimi szczególna relacja, która umożliwiła Elli podzielenie się złożoną historią jej życia, a Joanne skłoniła do głębokiej refleksji. W rezultacie powstała książka będąca połączeniem pamiętnika i biografii obu kobiet.
Chociaż w relacji dominuje historia Elli, przekazana w dużej mierze jej własnymi słowami, Joanne w mistrzowski sposób uporządkowała wspomnienia, tworząc fascynującą książkę, pełną wnikliwych obserwacji, refleksji i dbałości o szczegóły historyczne. Czujemy się tak, jakbyśmy rzeczywiście poznali Ellę i siedzieli z Joanne, wspólnie z nią przysłuchując się tej opowieści. Starannie dobrane przypisy i wtrącenia Joanne na początku i na końcu większości rozdziałów wzbogacają tekst i pomagają nam skupić się na najistotniejszych kwestiach. Nieodłącznym elementem przemyśleń zarówno Elli, jak i Joanne jest przekaz kierowany do młodszego pokolenia, niezwykle istotny ze względu na fakt, że naocznych świadków Holokaustu jest wśród nas coraz mniej. Dlatego w tej książce obecne są dzieci, wnuki i prawnuki Elli, podobnie jak dzieci Joanne. W historii Elli oraz jej relacji rodzinnych pojawiają się tematy oddziałujące na młodych czytelników, a przez to nadające tej książce istotny i ponadczasowy charakter.
Fakt, że Ella ocalała z Holokaustu, miał znaczący wpływ na jej życie, ale wydarzyło się w nim znacznie więcej, dzięki czemu przed czytelnikiem maluje się portret energicznej kobiety pełnej współczucia, inteligentnej i refleksyjnej. Jej poczucie humoru, silna żydowska tożsamość religijna i przywiązanie do rodziny przewyższają tragedię, niewyobrażalne cierpienie i stratę, które stały się jej udziałem. Można by się spodziewać, że takie doświadczenia życiowe przepełniają człowieka goryczą, traumą i przytłaczającym smutkiem, tymczasem Ella uosabia radość i celebrację życia.
Stworzony przez Joanne Jowell portret Elli Blumenthal inspiruje i pozostaje w pamięci na długo po przeczytaniu ostatnich słów. Książka Przeżyłam Auschwitz, oszukałam śmierć stanowi silne świadectwo hartu ludzkiego ducha i jest potężnym narzędziem nakłaniającym nas do budowania sprawiedliwego, życzliwego i pełnego empatii świata, do którego powinniśmy dążyć.
Richard Freedman
Przewodniczący Rady Powierniczej
Centrum Holokaustu i Ludobójstwa w Kapsztadzie
listopad 2022 r.OD AUTORKI
Mój nastoletni syn stoi przy biurku w swojej sypialni i zapala zapałkę.
Kotary są zasłonięte i zanim nie rozbłyśnie płomień, pokój oświetla jedynie blade światło komputera. Z ekranu przygląda mu się grupa uroczystych twarzy.
Przed nim stoi świeca yahrzeit – długopalący się żydowski symbol pamięci, którego nie muszą zapalać ci, których oboje rodzice żyją. On jednak ją zapala.
Jest dwudziesty pierwszy stycznia 2020 roku. Jom ha-Shoa.
W Republice Południowej Afryki osiągnęliśmy szczyt pandemii COVID-19. Dziś moje dzieci po raz pierwszy od trzech miesięcy wróciły do szkoły i dopiero teraz jestem w stanie zająć się projektem, w który zaangażowałam się w 2017 roku. Musiałam napisać dwie inne książki, zaplanować festiwal literacki i przetrwać globalną pandemię, abym w końcu zabrała się za pisanie historii Elli Blumenthal, ocalałej z Holokaustu. Od razu uderza mnie niepokojąca zbieżność pisania o przeszłości Zagłady w apokaliptycznej teraźniejszości. Zastanawiam się, jak sama Ella podejdzie do tych „bezprecedensowych czasów”, przeżywszy własny „bezprecedensowy czas” podczas II wojny światowej. Czy jej tarcza ocalałej ochroni ją przed tą plagą?
Moje rozmowy z Ellą, główną bohaterką książki, zostały przeprowadzone wkrótce po tym, jak jej córka, Evelyn Kaplan, zwróciła się do mnie z prośbą o spisanie tej historii. Chociaż byłam wtedy całkowicie pochłonięta przygotowywaniem zupełnie innej książki, chciałam jak najszybciej spotkać się z Ellą i spisać jej relację. Czy to wiedziona lękiem (przed odejściem pełnej życia, energicznej, 96-letniej wówczas Elli), współczuciem (nie sposób nie otworzyć ust ze zdumienia, słysząc choćby zarys jej historii) czy osobistą ciekawością (od dawna jestem zaintrygowana tematem Holokaustu), natychmiast postanowiłam regularnie spotykać się z Ellą i z nią rozmawiać. Szczęśliwie wolała widywać się wieczorami, podczas gdy bohater mojego innego projektu preferował poranki. Godziłam więc wizyty u obu tych osób, często jeżdżąc od jednej do drugiej w ciągu tego samego dnia i starając się oczyścić umysł pomiędzy rozmowami z nimi. Spotykałyśmy się często, przez trzy miesiące. Wszystkie dwadzieścia dwa wywiady, z wyjątkiem jednego, odbyły się w jej mieszkaniu w Sea Point w Kapsztadzie. W sumie spędziłyśmy na rozmowach blisko czterdzieści pięć godzin, zagłębiając się w jej wspomnienia, utrwalając jej świadectwo i budując bardzo serdeczną relację.
* * *
Nazwisko „Ella Blumenthal” jest powszechnie znane społeczności żydowskiej Południowej Afryki. Jej historia jest jedną z najbardziej wymownych i wyrazistych relacji spośród blisko trzystu ocalałych z Holokaustu, którzy przybyli do tej goldene medine jeszcze w trakcie wojny i po jej zakończeniu.
Milczenie jest wspólną cechą tej grupy, niezależnie od tego, do którego miejsca na świecie trafili. Wielu ocalałych cierpiało z powodu niemożliwego do wyrażenia poczucia winy, że przeżyli, w przeciwieństwie do sześciu milionów ich braci. Większość z nich uważała, że powojenny świat nie jest w stanie pojąć ich traumy, i dlatego nie mogli dzielić się swoimi doświadczeniami, decydując się poruszać ten temat tylko między sobą i selekcjonując to, co opowiadają swoim dzieciom. Często po prostu nie potrafili znaleźć słów, aby opisać swoje cierpienie czy nawet ocalenie. Milczenie stało się dla niektórych szansą na uzdrowienie, bowiem pozwala psychicznie zdystansować się wobec traumy. Ocalali pisarze i poeci często poruszają kwestię tego, jak niewyobrażalnie trudno jest odpowiednio wyrazić doświadczenie Holokaustu lub związanego z nim bólu i ośmielić się zrobić coś w imieniu ofiar. Pisarz i laureat Pokojowej Nagrody Nobla Elie Wiesel powiedział: „Tylko ci, którzy tam byli, są w stanie to pojąć, a ci, którzy tam byli, nigdy nie będą w stanie o tym opowiedzieć”.
Dzieci ocalałych z Holokaustu muszą same zmierzyć się z traumatyczną przeszłością ich rodziców i jej wpływem – świadomym lub nie – na ich wychowanie. Gdy dorastały, ich rodzice przekazywali im niewielką ilość związanych z tym szczegółów lub nie dzielili się nimi wcale. Historyczka Holokaustu Edna Friedberg pisze: „Jako nastolatka wielokrotnie pytałam ojca: «Tato, dlaczego nigdy nie opowiadasz o tym, co przeżyłeś?» Ojciec odparł bez ogródek: «Kiedy ludzie, których ledwo znam, proszą mnie, żebym opowiedział, co spotkało mnie podczas Holokaustu, czuję się, jakby mówili: Miło cię poznać. Słyszałem, że jesteś ofiarą gwałtu zbiorowego, opowiedz mi o tym». Jego wyjaśnienie milczenia dało mi wiele do myślenia i sprawiło, że sama zamilkłam”.
Dorastanie w milczeniu z pewnością dotyczyło rodziny Elli od wczesnych lat. „Jako dziecko pytałam mamę, skąd wzięła się blizna na jej ramieniu, a ona odpowiadała, że to z wypadku samochodowego”, wspomina Evelyn, najmłodsza z czwórki rodzeństwa. „Dopiero gdy miałam dwanaście lat, opowiedziała mi o swoich doświadczeniach. Czynnie zaczęła o tym mówić zaledwie w ciągu ostatnich dziesięciu czy piętnastu lat”. I mówi, wykorzystując każdą sposobność, żeby edukować, uświadamiać i upamiętniać. Wraz z nielicznymi opowieściami innych ocalałych zamieszkujących RPA relacja Elli wypełniła kompendium historii ocalałych tego kraju, a jej imię stało się synonimem świadomości i edukacji o Holokauście. Ella nie jest już cichą ofiarą niewypowiedzianej przeszłości, jej głos, jej imię, jej historia rozbrzmiewają niczym cymbały. Jest, jak powiedzieliby moi synowie, legendą.
Ale to nie wystarczy.
Nie wystarczy, że będziemy znali jej imię i rozpoznawali jej głos. Nie wystarczy, że Ella, ocalała, dźwiga brzemię świadka. To zadanie spoczywa na nas wszystkich; to moralny obowiązek nałożony na ludzkość przez nieludzkość. To obowiązek, który odczuwałam głęboko, odkąd byłam młodą dziewczyną, choć może wtedy nie zdawałam sobie z tego sprawy.
Dorastałam w tradycyjnej żydowskiej rodzinie. Od piątego roku życia uczęszczałam do żydowskiej szkoły dziennej. Edukacja na temat Holokaustu była integralną częścią programu nauczania, prezentowaną w sposób dostosowany do wieku uczniów, na tyle, na ile szkoła była w stanie to zrobić. Nie przypominam sobie dnia ani roku, w którym po raz pierwszy dowiedziałam się o Holokauście; mam wrażenie, że jest to coś, o czym zawsze wiedziałam, tak jak zawsze wiedziałam, że jestem Żydówką, kobietą albo że mam brązowe oczy. Pamiętam jednak chwilę, w której poczułam ciężar obowiązku, dokładną minutę, w której moja tożsamość związana z Holokaustem zmieniła się z narodowej w osobistą.
Był rok 1990. Miałam szesnaście lat. Nelson Mandela wyszedł na wolność. Odradzała się Republika Południowej Afryki. Moje dorosłe poczucie tożsamości dopiero się rozwijało, ale moja tożsamość kulturowa, jako Żydówki z RPA, nigdy nie była tak silna. Byłam podekscytowana świadomością, że żyję i uczę się w epoce wielkich obietnic oraz że w końcu jestem wystarczająco dorosła, żeby docenić materiały, na zrozumienie których byłam wcześniej zbyt niedojrzała.
To właśnie z tym nowo otwartym umysłem przyłapałam siebie wpatrującą się w znane zdjęcie z Holokaustu: „Chłopiec z warszawskiego getta”, wykonane podczas powstania w getcie warszawskim w 1943 roku, przedstawiające tłum Żydów wychodzących z budynku z rękami uniesionymi w geście poddania się nazistowskim żołnierzom uzbrojonym w pistolety maszynowe. Na przodzie, w środku stoi mały chłopiec w płaszczyku, podkolanówkach i kaszkiecie, zaciskający brwi i usta, jakby był bliski płaczu. Kobieta niosąca torbę i trzymająca ręce w górze odwraca się, by spojrzeć na żołnierzy. Jeden z żołnierzy, otoczony przez innych, rzuca wyzywające spojrzenie na fotografa. Chłopiec, jego strach i jego nieunikniona śmierć zapierają dech w piersi.
Później dowiedziałam się, że ta grupa Żydów została wyprowadzona z bunkra, w którym się ukrywali, podczas ostatecznej likwidacji getta. Wszyscy zostali zesłani do obozów zagłady w Majdanku lub Treblince. Dowiedziałam się, że to zdjęcie było jednym z wybranych do Raportu Stroopa – zbioru codziennych komunikatów wysyłanych przez dowódcę SS Jürgena Stroopa (oficera odpowiedzialnego za likwidację getta warszawskiego) do jego przełożonych. Dowiedziałam się, że spośród osób widocznych na zdjęciu mamy pewność co do tożsamości jednej z nich: żołnierza uzbrojonego w pistolet maszynowy MP 28, Josefa Blöschego służącego w SS, słynącego z okrucieństwa wobec kobiet i dzieci. Nawet imię chłopca na zdjęciu pozostaje nieustalone, chociaż kilka osób podawało się za niego. Choć nie znamy jego imienia, znamy jednak jego historię. Jest to historia wszystkich dzieci, które stały się ofiarami Holokaustu. Jest to jednocześnie historia oporu i cierpienia Żydów.
Gdy tak wpatruję się w „Chłopca z warszawskiego getta”, mam jedynie mglistą świadomość szerszego obrazu, który odzwierciedla to niewielkie zdjęcie. Jestem oszołomiona widokiem chłopca, broni, grozy – to wszystko prawda, ale dostrzegam coś jeszcze, co porusza mnie do głębi. A raczej dostrzegam kogoś jeszcze…
Na skraju kadru, częściowo zasłonięta przez inne ofiary, stoi mała dziewczynka, niestarsza niż sześć czy siedem lat. Jedną rękę trzyma nad głową w geście poddania się, włosy ma owinięte szalikiem, który okala jej twarz i jest zatknięty pod brodą ze skromnością znacznie starszej kobiety. Zdecydowanie nie ona jest bohaterką tej sceny, ale to właśnie ta dziewczynka przyciąga i zatrzymuje moje spojrzenie. Czy to dlatego, że jej wzrok jest tak bezpośredni? Oprócz oficera SS z bronią to jedyna osoba patrząca prosto w obiektyw aparatu. A może dlatego, że w odróżnieniu od tłumu wokół niej jej zachowanie wydaje się całkowicie spokojne? Jej idealnie owalna twarz, głębokie brązowe oczy i nieuśmiechnięte usta emanują spokojem tak bardzo niepasującym do tej aury brutalnego chaosu.
Ona patrzy. Na mnie, a przynajmniej tak mi się wydaje. Nasze spojrzenia się spotykają i patrzymy na siebie, ponad latami, które upłynęły od jej przedwczesnej śmierci, ponad głowami tych, którzy żyli, ukrywali się i umierali razem z nią, ponad niekończącymi się pytaniami bez odpowiedzi, aż do tej chwili naszego spotkania. Widzę ją. Znam ją. Jestem nią.
Mam zdjęcie, na którym mam sześć lat i jestem ubrana jak romska dziewczynka na żydowskie święto Purim. Pożyczyłam kolorową spódniczkę z brzegiem obszytym dzwoneczkami i czułam się tak egzotycznie, gdy dzwoniły, kiedy szłam. Do tego obowiązkowe wielkie złote kolczyki w kształcie obręczy; nie pozwolono mi przekuć uszu, dopóki nie byłam znacznie starsza, więc moja mama znalazła parę klipsów w takim samym kształcie, które po prostu uwielbiałam, i poprzysięgłam, że nigdy ich nie zdejmę – nie mogłam się przyznać, jak boleśnie ściskały mi uszy, i na pewno nie wytrzymałabym w nich dłużej, niż trwała jazda samochodem do szkoły. To wyjaśnia, dlaczego nie ma ich na portrecie wykonanym później tego samego dnia, dlaczego zdjęcie, które zatrzymało tę chwilę w czasie i wdarło się do pamięci dekady później, przedstawiało słodką małą dziewczynkę z włosami skromnie związanymi z tyłu i głową zakrytą chustką zawiązaną pod brodą. Dziewczynka o idealnie owalnej twarzy, głębokich brązowych oczach i nieuśmiechniętych ustach, emanujących spokojem w aurze radosnego zamieszania. Dziewczynka, której twarz odbijała się we mnie przez nazistowski obiektyw, wywołując przedziwne uczucie podobieństwa między nami. Patrząc na dziewczynkę na pierwszym planie zdjęcia „Chłopca z warszawskiego getta”, nie widziałam nikogo innego niż samą siebie.
Wielu z nas interesuje się, lub powinno się interesować, Holokaustem. Wierzę, że to nasz moralny obowiązek jako ludzi, niezależnie od religii czy tożsamości kulturowej. Niewątpliwie fakt, że jestem Żydówką, pogłębia moje własne zaangażowanie w tę kwestię; odkąd pamiętam, ciągnęło mnie do badania tej problematyki. W ostatnich latach liceum błagałam rodziców, żeby pozwolili mi wziąć udział w Marszu Żywych – międzynarodowym programie edukacyjnym, który przyciąga do Polski tysiące ludzi chcących studiować historię Holokaustu i którego punktem kulminacyjnym jest trzykilometrowy marsz z obozu koncentracyjnego Auschwitz do Birkenau w Dniu Pamięci o Holokauście. Wielce poważany dyrektor mojej szkoły odradził mi wyjazd, powołując się na moją pozycję przewodniczącej samorządu i zbliżające się egzaminy maturalne jako „zbyt duże obciążenie”. Z perspektywy czasu cieszę się, że wtedy przekonał mnie, by zrezygnować z tego pomysłu, ponieważ podsycił ogień, który rozgorzał z większą siłą lata później, kiedy miałam okazję odwiedzić Polskę jako dorosła, starsza i mądrzejsza, w kameralnej grupie, w towarzystwie osób ocalałych z Holokaustu.
W międzyczasie czytałam książki o Holokauście, wzięłam udział w zajęciach na ten temat podczas moich studiów licencjackich i odwiedziłam muzea Holokaustu w każdym mieście, do którego podróżowałam i które mogło się takim poszczycić. Trudno mi nazwać moje zainteresowanie tą problematyką naukowym czy zawodowym – jest to raczej fascynacja, którą przypisuję mojej wrodzonej pasji do psychologii i powiązaniom, choć niebezpośrednim, mojej rodziny z Holokaustem. Moi pradziadkowie od strony matki, wujkowie i ciotki zostali zabici, ale moja babcia i dziadek nigdy o nich nie opowiadali (przynajmniej mnie), a moi bliżsi krewni, w tym moja matka, nie wydawali się definiować siebie przez straty rodziny w wyniku Zagłady, choć z pewnością miało to na nich wpływ. Podświadome skutki są niepodważalne – to zagadnienie było przedmiotem pracy, którą pisałam na studiach, badając poczucie winy ocalałych i wpływ na psychikę drugiego i trzeciego pokolenia. Moja zmarła matka badała historię społeczną – była zafascynowana obecnością Żydów w Południowej Afryce i poświęciła się poznawaniu i pisaniu o naszej historii kulturowej w tym kraju. Zastanawiałam się, czy właśnie to wywołało moje szczególne zainteresowanie tą kwestią.
Te wyjaśnienia mojego związku z tą tragiczną historią są uzasadnione i obiektywne, ale związek z moją podobizną na zdjęciu, które teraz nazywam, przynajmniej w mojej głowie, „Chłopiec z warszawskiego getta i ja”, jest głęboko, głęboko osobisty.
Historia Holokaustu to moja historia. To mogłam być ja… Być może w innym wcieleniu to byłam ja. Ta historia jest czymś więcej niż tylko moją, czymś więcej niż tylko naszą. Ta historia to ja.
Kiedy obserwowałam mojego syna w święto Jom ha-Szoa, przyglądałam się jego głębokiemu skupieniu podczas tych uroczystości upamiętniających, zastanawiając się, czy ten rytuał może rozpalić w nim podobną iskrę – głębokie zainteresowanie szybko oddalającą się historią. Uderzyło mnie to, że jego pokolenie jest ostatnim, które będzie mogło postrzegać Holokaust jako „historię niedawną”, przeszłość, która ukształtowała ludzi przez nich kochanych i znanych jako dziadków lub żywe legendy. On ma jeszcze dość szczęścia, żeby spotkać lub usłyszeć relacje żyjących ocalałych z Holokaustu, żeby dorastać z wewnętrznym poczuciem związku z historią Zagłady. Dołączył do mnie, by wysłuchać relacji Elli podczas Zikaron BaSalon (Wspomnienia w salonie) w 2020 roku – corocznego wydarzenia upamiętniającego Jom ha-Szoa, podczas którego niewielkie grupy ocalałych i ich dzieci goszczą w prywatnych domach. Chodzi o to, żeby umożliwić zwykłym ludziom dostęp do niezwykłej historii i do osób, które ją przeżyły. Oczywiście niewypowiedziane poczucie naglącej potrzeby, które towarzyszy takim wydarzeniom i wszystkim rozmowom o Holokauście w dzisiejszych czasach, wynika z nieuchronnego odchodzenia ocalałych. Nawet ci, którzy urodzili się podczas wojny lub byli wtedy bardzo młodzi, mają obecnie ponad osiemdziesiąt lat. Takie doświadczenia – podobnie jak moje podczas pisania tej książki – dają poczucie zarówno uprzywilejowania, jak i presji.
Ponieważ to czas koronawirusa, na całym świecie Zikaron BaSalon odbywa się online. Zwinięci na kanapie, mój syn i ja logujemy się na Zoomie i oglądamy zbliżenie twarzy Elli na ekranie, czując się tak, jakby mówiła tylko do nas. Do pokolenia Z siedzącego obok mnie, tak przyzwyczajonego do przyswajania informacji za pośrednictwem ekranu. Fakt, że wydarzenie to odbywa się na żywo, ma znaczenie. Mój syn nie ma poczucia, że może się odwrócić, odpowiadać na wiadomości czy grać w gry cyfrowe, oglądając na żywo ocalałą opowiadającą swoją prawdziwą historię. Przyglądam mu się, kiedy ją ogląda, i mam nadzieję, że to może być jego haczyk – jego moment połączenia, poczucia obowiązku, osobistego zainteresowania.
Trudno jest czymś zaciekawić pokolenie Z. Nawet jeśli Ella dosłownie wyszła cało z komory gazowej i stawiła czoła potworom, to czy jej historia może przemówić do dzieci, których wirtualne światy nie znają żadnych ograniczeń wizualnych? Jestem pisarką, więc moim pierwszym odruchem jest sięgnięcie po słowo pisane, ale czytanie nie jest tym, czym zajmuje się ta generacja, nie wspominając o trudnym zadaniu pamiętania, żeby nigdy nie zapomnieć. Chociaż obowiązek edukowania przyszłych pokoleń na temat Holokaustu i ludzi, którzy go przeżyli, nie spoczywa wyłącznie na mnie, nie mogę pozbyć się nadziei, że uda mi się wykorzystać wyjątkowość historii Elli dla większego celu i zapewnić jej miejsce w kanonie materiałów upamiętniających Holokaust. Chcę, żeby historia Elli i historia Zagłady przemawiały do moich dzieci tak samo, jak przemawiają do mnie, aby były opowieściami, którą mogą przyswoić i rozpowszechniać. Jeśli mam zatem przekazać doświadczenia Elli moim dzieciom poprzez wymagającą formę pisarską, być może kluczowe będzie wprowadzenie postaci, z którymi łatwiej im będzie się utożsamić, np. jednego z wnuków Elli.
Przypomina mi się Jom ha-Szoa z 2018 roku – zorganizowana przez społeczność uroczystość upamiętniająca, która odbyła się na cmentarzu Pinelands w Kapsztadzie. Cztery pokolenia podzieliły się swoimi refleksjami: Ella, jej córka Evelyn, jej wnuczka Jade i jej prawnuczka Deena. Każda z nich opowiedziała na swój sposób o tym, jak doświadczenia Elli wpłynęły na ich życie. Każda otworzyła się i wyraziła swoje myśli słowami najbardziej odpowiednimi dla swojej grupy wiekowej. Wciąż słyszę pierwsze słowa 15-letniej Deeny: „Moja prababcia śpi przy rozsuniętych zasłonach. Chce móc każdego dnia oglądać wschód słońca”. Nie musiała ona wyjaśniać powodów Elli; przyczyna i skutek były jasno sugerowane, a metaforyka wystarczająco wymowna… Natychmiast zrozumieliśmy sens. Pojęliśmy dzięki jej pozycji potomkini i wszystkiemu, co wydarzyło się wcześniej. I to samo zrobiłam ja: Ella musi opowiadać swoją historię i opowiadać ją tak długo, jak będzie w stanie, ale jej potomkowie również muszą ją opowiadać, językiem, który dotrze do ich przyjaciół, poruszy ich rówieśników i przekroczy granice pokoleń od X, przez Y, do Z i dalej. Musimy wysłuchać Elli, ale musimy też usłyszeć o Elli. Musimy odnaleźć siebie w historii Holokaustu – jeśli nie w jej ocalałych bohaterach, to w jej rozległej obsadzie drugoplanowej, powiększającej się za każdym razem, gdy pamiętamy, żeby nie zapomnieć.
Jeżeli rzeczywiście „historia kołem się toczy”, to żadne czasy nie są naprawdę bezprecedensowe, żadne okoliczności nie są niemożliwe do powiązania. Strata, ból, przetrwanie i triumf występują we wszystkich naszych historiach – narodowych i osobistych. W każdej rodzinie jest Ella Blumenthal. Każdy z nas ma swojego „Chłopca z warszawskiego getta i mnie”. To istnieje. Naszym obowiązkiem jest nigdy nie zapomnieć. Naszym obowiązkiem jest to odnaleźć.
------------------------------------------------------------------------
1.
Jidysz; rocznica śmierci (jeśli nie oznaczono inaczej, przypisy pochodzą od autorki).
2.
Dzień Pamięci Holokaustu.
3.
Jidysz: „złoty kraj”, ze względu na kojarzenie Republiki Południowej Afryki z tym szlachetnym metalem.
4.
E. Friedberg, Elie Wiesel and the Agony of Bearing Witness, „The Atlantic”, 9 lipca 2016, https://www.theatlantic.com/international/archive/2016/07/elie-wiesel-holocaust/
490604/ (ostatni dostęp 22.12.2012).PROLOG
ELLA:
Przeżyłam Holokaust wraz z moją siostrzenicą Romą.
Była córką mojej najstarszej siostry Goldy. Golda miała czworo dzieci, z którymi dorastaliśmy jak rodzeństwo. Między Romą a mną nie było dużej różnicy wieku – zaledwie pięć lat. Dzieci mojej siostry, w tym Roma, nie były dla mnie jak siostrzenice i siostrzeńcy; były jak moje własne rodzeństwo.
Kiedy Niemcy najechali i zbombardowali Warszawę, mieszkanie Romy zostało zniszczone: odłamki przebiły frontową ścianę, balkon się zawalił. Dlatego wszyscy zamieszkali z nami. Żyliśmy jak jedna rodzina. Wszystkich członków mojej rodziny nazywam „najbliższymi”. Tacy właśnie dla siebie byliśmy.
Dwudziestu trzech członków mojej rodziny zginęło w Holokauście. Dwudziestu trzech. Tylko Roma i ja przetrwałyśmy. Spośród moich rodziców, sześciorga mojego rodzeństwa, ich małżonków oraz moich siostrzenic i siostrzeńców, bratanic i bratanków przeżyłyśmy tylko Roma i ja.
Mogę ci wymienić ich wszystkich, imiona mojej utraconej rodziny. Wypisałam je na końcu mojego machzoru, inaczej nie udałoby mi się wypowiedzieć ich podczas Yizkor, które zazwyczaj przebiega bardzo szybko tutaj, w Południowej Afryce. Dzięki temu zawsze będę pamiętała o każdym z nich.
Nie lubię liczyć. Od czasu wojny nienawidzę liczyć. Ale tym razem…
To było zaledwie kilka lat temu. Świętowałam okrągłe urodziny podczas szabatowych uroczystości w domu mojego syna Henry’ego w Johannesburgu. Moje dzieci, wnuki i prawnuki przybyły, żeby być ze mną. Siedząc przy stole szabatowym, rozejrzałam się po wszystkich pięknych twarzach członków mojej rodziny i naliczyłam nas dwadzieścia troje – dokładnie tyle, ilu członków rodziny straciłam w Holokauście. Zdałam sobie wtedy sprawę, że HaShem mi ich zwrócił.
Mam czworo dzieci, jedenaścioro wnuków i jedenaścioro prawnuków. Niech ich Bóg błogosławi. Mam nadzieję, że dożyję kolejnych.
Drzewo genealogiczne Elli Blumenthal, stan na luty 2023 r.
Nie tylko moje przetrwanie, lecz także moje dzieci i wnuki są największym zwycięstwem nad tymi, którzy chcieli zniszczyć nasz naród.
------------------------------------------------------------------------
1.
Modlitewnik używany podczas niektórych świąt żydowskich (l. mn.: machzorim).
2.
Żydowska ceremonia upamiętniająca.
3.
Dosłownie „imię”; sposób określania Boga w kontekstach innych niż modlitwa i czytanie świętych pism, ponieważ samo imię jest uznawane za zbyt święte, by można je było w ten sposób używać.SŁOWNIK WYBRANYCH TERMINÓW
ad hayom hebr.: do dziś
Agudat Israel hebr. (jid. Agudas Jisroel): Związek Izraela, ultraortodoksyjna żydowska partia polityczna w Izraelu
aveira hebr.: grzech, wykroczenie
ayin hora hebr.: „złe oko”
Bais Yaakov działające na całym świecie ultraortodoksyjne szkoły podstawowe i średnie dla żydowskich dziewcząt
Baruch HaSzem hebr.: „Niech będzie błogosławione imię Pana”; „Dzięki Bogu”
befressieh hebr., jid.: publiczne, jawne popełnienie
grzechu, czynu zabronionego (zwłaszcza
w kontekście żydowskiego prawa religijnego)
beshert jid.: przeznaczenie
Blockälteste niem.: „blokowa”, przełożona bloku (w obozie)
bris hebr.: rytualne obrzezanie
brocha hebr.: błogosławieństwo
chag (l.mn. chaggim) hebr.: (ogólnie) żydowskie święto religijne
challah hebr.: tradycyjny żydowski pleciony chleb, por. chałka
chazzan hebr.: chazan, kantor
cholent jid.: czulent, gęsta, jednogarnkowa potrawa kuchni żydowskiej, duszona przez wiele godzin
Chumash hebr.: Tora w formie książkowej
chuppah hebr.: baldachim ślubny
daven jid.: modlić się
Erec Israel hebr.: Ziemia Izraela (Ziemia Obiecana)
erev hebr.: wieczór, wigilia
farfel jid.: małe kulki z ciasta makaronowego, zwykle pieczone lub prażone i używane jako dodatek do zup
fress jid.: jeść dużo i łapczywie, pałaszować
frum jid.: bardzo religijny
ganove jid.: złodziej, oszust, przestępca
gefilte fish jid.: ryba faszerowana, tradycyjna żydowska przystawka przygotowywana z gotowanej mieszanki mielonej ryby bez ości, por. karp po żydowsku
gertel, girtel jid.: pas noszony przez ortodoksyjnych Żydów
goj (r.ż. gojka) hebr.: osoba nieżydowska
goldene medine jid.: „złoty kraj”, ze względu na kojarzenie Republiki Południowej Afryki z tym metalem szlachetnym
Grossaktion niem.: „Wielka Akcja”, kryptonim nazistowskiej operacji, polegającej na wyłapywaniu,
deportacji i masowym mordowaniu Żydów z getta warszawskiego, rozpoczętej w lipcu 1942 roku
Häftling niem.: więzień
HaShem hebr., jid.: dosłownie „imię”; wyrażenie używane w judaizmie w odniesieniu do Boga
Hatikva hebr.: dosłownie „nadzieja”; hymn narodowy Izraela
Hawdala jid.: dosłownie „oddzielenie”; ceremonia żydowska kończąca szabat lub święto i rozdzielająca święty czas od zwykłych dni
jizkor hebr.: modlitwa pamięci w judaizmie, odmawiana za zmarłych bliskich
Jom ha-Szoa hebr.: Dzień Pamięci Holokaustu, święto narodowe w Izraelu
Jom Kipur hebr.: Dzień Pojednania (w Polsce zwany także Sądnym Dniem); jedno z najważniejszych żydowskich świąt religijnych
jom tow hebr.: dosłownie „dobry dzień”; w judaizmie oznacza święto religijne
Judenrat niem.: rada żydowska, odpowiedzialna za administrowanie sprawami Żydów w gettach
Jüdischer Policja Żydowska Ordnungsdienst
Kaddish hebr.: jedna z najważniejszych modlitw w judaizmie, kojarzona z żałobą
kaszrut hebr.: zasady koszerności w judaizmie
kesl jid.: kocioł
ketuba hebr.: żydowski akt małżeństwa
kibbutz hebr.: kibuc; kolektywne, dobrowolne wspólnoty
(l.mn. kibbutzim) w Izraelu, tradycyjnie oparte na rolnictwie
kiddushin hebr.: żydowska ceremonia zaręczyn i poświęcenia żony mężowi
kiddusz hebr.: błogosławieństwo odmawiane tuż przed posiłkami w dni świąteczne
kitel hebr.: biała lniana lub bawełniana szata męska noszona przez religijnych Żydów na szczególne okazje
kneidlach jid.: małe kluski lub kulki z chleba, macy
kohen hebr.: kapłan w tradycji żydowskiej
Kommando niem.: grupa robocza w obozie koncentracyjnym
lokshen jid.: płaski makaron jajeczny w kuchni żydowskiej
machas jid.: ważniacy, „grube ryby”
machzor hebr.: modlitewnik używany podczas niektórych
(l.mn. machzorim) świąt żydowskich
mazel hebr., jid.: szczęście
mazeldik jid.: coś, co przynosi szczęście, talizman
Mazeltov! jid.: dosłownie „dobry los”, „niech ci szczęście sprzyja”; życzenia szczęścia i zwrot gratulacyjny
mengel niem.: duża drewniana balia
mensch jid., niem.: człowiek, osoba prawego charakteru
(l.mn. menschen)
meshugas jid.: szalone, głupie zachowania i pomysły
meshuggenah jid.: szaleniec, wariat
mezuza hebr.: małe pudełeczko umieszczane na prawej framudze drzwi w żydowskich domach, zawierające zwitek pergaminu z fragmentami Tory
mikvah hebr.: mykwa, rytualny basen, zbiornik wodny, łaźnia, służący do rytualnej kąpieli oczyszczającej
minjan hebr.: kworum dziesięciu dorosłych Żydów (mężczyzn) wymagane do niektórych obowiązków religijnych
mitzvah hebr.: micwa, „nakaz, przykazanie”, dobry uczynek
nachas hebr., jid.: duma, radość, satysfakcja (najczęściej z osiągnięć dzieci lub wnuków)
nebbish jid.: osoba nieporadna, nieśmiała, nieszczęsna,
(l.mn. nebbishes) godna pożałowania
Obersturmführer niem.: stopień w SS, oficerski stopień paramilitarny odpowiadający porucznikowi, dowódca oddziału szturmowego
oneg Shabbat hebr.: uroczystości związane z obchodami szabatu, obejmujące śpiewanie i poczęstunek
Pesach hebr.: żydowskie święto Paschy (znane również jako Święto Wiosny, Święto Przaśników, Święto Wolności, lokalnie w Polsce nazywane także Żydowską Wielkanocą), obchodzone na pamiątkę wyzwolenia Izraelitów z niewoli egipskiej
ptcha jid.: galaretowata, miękka potrawa z gotowanego mięsa lub gotowanych skórek
rebbe hebr.: duchowny przywódca chasydów
Ribono Shel Olam hebr., jid.: tradycyjne żydowskie określenie Boga, „Pan Świata”, „Władca Wszechświata”
Rosz ha-Szana hebr.: żydowski Nowy Rok, w Polsce zwany też Świętem Trąbek lub Trąbkami
sabra hebr.: Żyd urodzony w Izraelu
schmaltz jid.: tłuszcz z kury lub gęsiny; potocznie używa się go w znaczeniu „tłuszcz”
schnorrer jid.: żebrak, darmozjad, osoba, która pasożytuje na innych, lub skąpiec
sechel hebr., jid.: rozum, inteligencja, zdrowy rozsądek
sefarim hebr.: książki
sefer Tora hebr.: ręcznie napisany zwój Tory
Shalom Aleichem hebr.: „Pokój z wami”, tradycyjne żydowskie powitanie, pieśń śpiewana w szabatowy wieczór (piątek) po powrocie z synagogi, witająca szabat
shande jid.: hańba, wstyd, skandal
shchunah hebr.: sąsiedztwo, osiedle, dzielnica
sheitel jid.: szajtł, peruka noszona przez żydowskie kobiety po zamążpójściu
Shoah hebr.: Holokaust
shochet hebr.: rzeźnik rytualny, uprawniony do uboju zwierząt zgodnie z zasadami koszerności
shtiebel jid.: „mały dom”, „mały pokój”; miejsce służące do wspólnych żydowskich modlitw i spotkań, mniej formalne niż synagoga
sidur (l.mn. sidurim) hebr.: modlitewnik żydowski
smichas hebr.: święcenia rabinackie
Sonderkommando niem.: grupy żydowskich więźniów zmuszanych do usuwania ciał z komór gazowych i krematoriów w obozach śmierci
szatnez hebr.: zakaz noszenia odzieży wykonanej z mieszanki wełny i lnu
szecht jid.: rytualny ubój zwierząt zgodny z zasadami koszerności
Szema Jisrael hebr.: „Słuchaj, Izraelu”, to pierwsze słowa jednej z najważniejszych modlitw judaizmu
sziduch jid.: dosłownie „miłosne dopasowanie”, zaaranżowanie małżeństwa
sziksa jid.: nieżydowska kobieta lub dziewczyna
sztybel jid.: budynek lub jego część, stanowiący dom modlitewny
szul jid.: synagoga (termin stosowany głównie w mowie potocznej Żydów aszkenazyjskich)
tallit hebr.: żydowski szal modlitewny z frędzlami
teiglach jid.: tradycyjne żydowskie wypieki, gotowane w syropie
Tisza be-Aw hebr.: uroczysty dzień postu w kalendarzu żydowskim, upamiętniający w szczególności zniszczenie Pierwszej i Drugiej Świątyni Jerozolimskiej
Umschlagplatz niem.: „plac przeładunkowy”, miejsca, gdzie gromadzono Żydów z gett przed wywiezieniem do obozów
Wiedergutmachung niem.: odszkodowania, które rząd niemiecki zobowiązał się wypłacać od 1953 roku ocalałym z Holokaustu i innym ofiarom nazizmu
Yad Vashem hebr.: oficjalny pomnik i instytucja pamięci Holokaustu w Izraelu
yahrzeit jid.: rocznica śmierci bliskiej osoby
zemirot jid.: żydowskie hymny i pieśni, śpiewane podczas szabatu i świąt
Zikaron BaSalon hebr.: „Wspomnienia w salonie”, spotkania w prywatnych domach, podczas których uczestnicy wysłuchują świadków historii Holokaustu