Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Psie serce - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
25 lutego 2026
3599 pkt
punktów Virtualo

Psie serce - ebook

Uniwersalna przypowieść o naturze człowieka, granicach nauki i odpowiedzialności moralnej uczonego.

Jedno z najbardziej znanych i przenikliwych dzieł Michaiła Bułhakowa — łączące elementy fantastyki, groteski i ostrej satyry społeczno-politycznej. Przez wiele lat było zakazane w ZSRR i ukazało się oficjalnie dopiero w latach 80. XX wieku.

Akcja rozgrywa się w Moskwie w latach 20. XX wieku, niedługo po rewolucji październikowej. Głównym bohaterem jest profesor Filip Filipowicz Preobrażeński – wybitny, acz ekscentryczny chirurg. Prowadzi on eksperymenty mające na celu odmłodzenie ludzkiego organizmu. Pewnego dnia znajduje na ulicy bezpańskiego psa – Szarika – i zabiera go do domu, by wykorzystać go w swoim nowym eksperymencie.

Dzieło pozostaje aktualne – ostrzega przed próbami tworzenia „nowego człowieka” według ideologicznych lub naukowych recept.

…Można wszczepić przysadkę Spinozy albo jakiegokolwiek innego czorta i przerobić psa na coś nieby­wałego. Pytanie tylko, po jakiego diabła? Niech mi pan wytłu­maczy, proszę, po co sztucznie fabrykować Spinozę, kiedy zwy­kła baba może go urodzić w każdej chwili. Przecież madame Łomonosowa urodziła w Chołmogorach tego swojego wspania­łego nieznanego. Ludzkość, doktorze, sama zatroszczy się o to w trybie ewolucji, uporczywie wyodrębniając z nikczemnej masy przeciętności dziesiątki niezwykłych geniuszy, którzy są chlubą naszej planety...

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Literatura piękna obca
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8241-187-4
Rozmiar pliku: 2,6 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

1

Auuuu. Spójrzcie na mnie, przecież umieram. Zamieć wyje dla mnie w bramie modlitwę za konających, a ja wyję razem z nią. Przepadłem, przepadłem. Łajdak w brudnej białej czapie – kucharz ze stołówki racjonalnego żywienia pracowników Centralnej Rady Gospodarki Narodowej – chlusnął wrzątkiem i oparzył mi lewy bok. Co za kanalia, a podobno proletariusz. O Boże mój, jak boli! Przeżarło wrzątkiem do kości. Wyję teraz i wyję, ale czy to wycie coś pomoże?

No i co ja mu takiego zrobiłem? Czy Rada Gospodarki Narodowej zbiednieje, jeżeli pogrzebię w jej śmietniku? Zachłanne bydlę! Proszę kiedyś spojrzeć na jego pysk – szerszy niż dłuższy. Złodziej z mordą jak patelnia. Och, ludzie, ludzie. W południe ugościł mnie wrzątkiem, a teraz już się zmierzcha, będzie pewnie około czwartej, sądząc po zapachu cebuli z komendy straży ogniowej na Preczystience. Strażacy, jak powszechnie wiadomo, na kolację jadają kaszę. To wyjątkowe świństwo – prawie jak grzyby. Nawiasem mówiąc, znajome psy z Preczystienki opowiadały, jakoby na Nieglinnym w restauracji „Bar” jada się dyżurne żarcie – grzyby plus sos pikantny za trzy ruble siedemdziesiąt pięć kopiejek porcja. Potrawa dla amatora, równie dobrze można lizać kalosze... Uuuu...

Bok piecze nie do wytrzymania, dalszy ciąg mojej kariery życiowej widzę najzupełniej wyraźnie: jutro pojawią się rany i pytanie, czym też je będę leczyć? Latem poleciałbym na Sokolniki, rośnie tam takie specjalne, bardzo dobre ziele, w dodatku można się nażreć bezpłatnie końcówek od kiełbasy, wylizać zatłuszczone papiery, które wyrzucają obywatele. I gdyby nie jakaś wydra, która na łące pod księżycem śpiewa „Boska Aido...” tak, że aż serce zamiera, byłoby naprawdę wspaniale. Ale zimą dokąd mam iść? Dostawałeś kopniaki w tyłek? Dostawałeś. A cegłą po żebrach? A jakże. Dostałem już za swoje. Wszystkiego doświadczyłem, pogodziłem się z losem i jeśli teraz rozpaczam, to wyłącznie z przyczyny fizycznego bólu i zimna, ponieważ duch mój nie osłabł jeszcze do końca... Żywotny jest duch sobaczy.

Ale za to ciało moje udręczone, poranione, pastwili się nad nim ludzie zupełnie wystarczająco. A najgorsze, że kiedy chlusnął na mnie, wrzątek dostał się pod sierść, a to znaczy, że nic już nie chroni lewego boku. Z łatwością mogę się nabawić, powiedzmy, zapalenia płuc, a z zapaleniem płuc, to, proszę obywateli, po prostu zdechnę z głodu. Z zapaleniem płuc należy leżeć na frontowej klatce pod schodami, a kto wtedy zamiast mnie, samotnego, obłożnie chorego psa będzie biegał po śmietnikach w poszukiwaniu jedzenia? Choroba zaatakuje płuco, zacznę pełzać, osłabnę i wówczas byle hycel zatłucze mnie kijem na śmierć. A dozorcy z blachami na piersiach złapią moje zwłoki za nogi i rzucą na furmankę...

Ze wszystkich proletariuszy dozorcy są najpaskudniejsi. Wyrzutki społeczeństwa, najniższa kategoria ludzkości. Kucharze jeszcze zdarzają się rozmaici. Na przykład nieboszczyk Włas z Preczystienki. Niezliczonym uratował życie. Ponieważ w czasie choroby najważniejsze jest, żeby dorwać coś do żarcia. No więc, zdarzało się, jak opowiadają stare psy, rzuci czasem Włas kość, a na kości jeszcze i pół ćwiartki mięsa. Niechaj mu ziemia lekką będzie za to, że to był naprawdę nie byle kto, nadworny kucharz hrabiów Tołstojów, a nie Rady Racjonalnego Żywienia. Co oni wyprawiają w tym Racjonalnym Żywieniu, to się po prostu w psiej głowie nie mieści. Przecież ci dranie na cuchnącym solonym mięsie gotują kapuśniak, a stołownicy, biedactwa, o niczym nie mają pojęcia. Przybiegają, jedzą, chłepczą.

Niektóre maszynistki otrzymują według dziewiątej grupy uposażenie cztery i pół czerwońca, no, co prawda, jeszcze kochanek podaruje czasem fildepersowe pończochy. Ale jakie poniżenie trzeba wycierpieć za te fildepersy. Przecież nie żeby tak normalnym sposobem, tylko przymusza do francuskiej miłości. S...syny ci Francuzi, mówiąc między nami. Chociaż jadają bogato i zawsze z czerwonym winem. Tak... Przybiegnie taka maszynistka do stołówki, przecież za cztery i pół czerwońca do „Baru” nie pójdzie. Jej nawet na kinematograf nie wystarcza, a kinematograf to dla kobiety jedyna pociecha w życiu. Wzdraga się, krzywi się, ale zjada... Pomyśleć tylko, płaci czterdzieści kopiejek za obiad z dwóch dań, a te obydwa dania nawet i tego niewarte, bo pozostałe dwadzieścia pięć ukradł kierownik. A czy w ogóle powinna się tak odżywiać? Ma zajęty wierzchołek prawego płuca i kobiecą chorobę na francuskim tle, w pracy potrącili z pensji, w stołówce nakarmili cuchnącym mięsem, o, to właśnie ona biegnie, to ona... Wbiega do bramy w pończochach od kochanka. Nogi marzną, brzuch podwiewa, dlatego że dziewczyna sierść ma na sobie mniej więcej taką jak moja i majtki nosi leciutkie, koronkowe, aby nic. To dla kochanka: niechby spróbowała włożyć flanelowe, ten zaraz zacznie wrzeszczeć: „Aleś ty nieelegancka! Obrzydła mi moja Matriona, namordowałem się z flanelowymi majtkami, aż się doczekałem, nadeszły moje czasy. Jestem przewodniczącym i ile bym nakradł, wszystko wydam na kobiece ciało, na szyjki rakowe, na Abrau-Durso. Dosyć się nagłodowałem w młodości, zupełnie mi wystarczy, a życie pozagrobowe nie istnieje”.

------------------------------------------------------------------------

ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI KSIĄŻKI

------------------------------------------------------------------------
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij