-
nowość
-
promocja
Pterodaktyl - ebook
Pterodaktyl - ebook
Nowa powieść Anouk Herman, autorki „Nigdy nie będziesz szło samo” oraz laureatki Nagrody Literackiej Gdynia
Bohaterką Pterodaktyla jest polska narratorka studiująca i pracująca w Norwegii. Jej życie orbituje wokół Ingrid Dahl, pięknej influencerki, obiektu fascynacji i źródła nieustannego bólu. Kiedy po samobójczej śmierci profesora Gunnara Knutsena Ingrid kwestionuje oficjalną wersję wydarzeń, osobista tragedia błyskawicznie przeradza się w internetowy spektakl. Granice między prawdą, manipulacją i emocjonalnym uzależnieniem zaczynają się zacierać, a każda kolejna odsłona dramatu przyciąga nowych widzów.
Pterodaktyl to odważna, błyskotliwa i niepokojąca opowieść o potrzebie bycia zauważoną, która z łatwością przeradza się w obsesję, oraz o relacjach, z których nie sposób się wyzwolić. Autorka ponownie sięga po tematy tożsamości, wykluczenia i współczesnych mechanizmów społecznych, tym razem umieszczając je w realiach norweskiego środowiska akademickiego i cyfrowej kultury influencerów.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Literatura piękna polska |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8449-680-0 |
| Rozmiar pliku: | 5,8 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Potem był pogrzeb, na który jednak musiałam ją zawieźć ja. A odstawiła się tak, że nie mogłam się zdecydować, czy bardziej mi za nią wstyd, czy bardziej zazdroszczę jej figury. Wybrała sukienkę, którą kupiła, żeby tańczyć po sztokholmskich klubach, a potem o niej zupełnie zapomniała. Sama próbowałam wbić się w te koronki w nocy po tym, jak wyleciała, ale tylko uszkodziłam suwak, więc teraz się nie dopinał, a jego rozdwojona końcówka gryzła ją pod pachą. Kątem oka widziałam, że czasem bezmyślnie się tam skrobie, ale w całej tej swojej performatywnej żałobie chyba miała w dupie podobne dyskomforty. Wiozłyśmy w bagażniku jakieś kwiaty i pojedynczy kamień sprzed domu, bo Istvan, z którym znowu zaczęła gadać, powiedział jej, że przodkowie Knutsena byli Żydami.
Co miałam powiedzieć? Że głupio tak z kamieniem? Że może rodzina nie życzy sobie ani kamienia, ani jej obecności? Poza tym moja wyobraźnia i tak już działała na pełnych obrotach. Skręcając w ostatnią ulicę przed cmentarzem, wyobrażałam sobie, jak mówię, że strasznie przepraszam i że już sobie idziemy, a żona, matka czy babka Knutsena, zalewając się łzami i drżącą ręką wskazując na kamień, chlipie, że to właśnie na takim jej mąż, syn albo wnuk rozbił sobie czaszkę, kiedy zwalił się z okna całym ciężarem swojego przydługiego ciała. Że to właśnie taki kamień ostatecznie przypieczętował jego los i równocześnie uniemożliwił przeprowadzenie ceremonii przy otwartej trumnie.
Ale na pogrzebie nikt nawet na nas nie spojrzał. Ingrid ze swoim kamieniem wmieszała się w tłumek, który kłębił się przy bramie, a ja włożyłam bukiet między sztachetki bardzo niskiego płotu. Wróciłam do auta i zdjęłam buty, bo włożyłam niewygodne.Ze smutkiem zawiadamiamy o niespodziewanej i tragicznej śmierci wieloletniego pracownika naszego Instytutu, wybitnego specjalisty, ukochanego profesora, uwielbianego promotora i żarliwego miłośnika morza – Gunnara Knutsena.
Badania, które realizował wraz z Zespołem, doprowadziły do przełomowych odkryć w dziedzinie biologii środowiska wodnego i przyniosły chlubę Uniwersytetowi. Z jego inicjatywy i dzięki jego ciężkiej pracy powiększono uczelnianą flotę o dwie łodzie podwodne, które od dziś będą przeczesywać dno Morza Północnego. Aby uczcić profesora, nosić będą imiona Knutsen-1 i Knutsen-2.
Dziękujemy Ci, Gunnarze. Twoja wiedza, profesjonalizm i cięty dowcip nigdy nie zostaną zapomniane. Rodzinie i przyjaciołom składamy najszczersze kondolencje.
Pracownicy i studenci– Nie miał żony ani partnerki.
– Ale że nigdy?
– Na pewno nie wtedy, kiedy umierał. Tak przynajmniej twierdzi Istvan.
Na koronkową mini zarzuciła bluzę i siedzi tak pod kapturem, ze słomką od piwa w ustach, jednym chudym udem rozpłaszczonym na drugim i prawą stopą w czarnej japonce zahaczoną o kostkę lewej nogi. Ręce też schowała pod blatem i wiem, że wygina je w ten okropny sposób, który przyprawia mnie o mrówki u szczytu kręgosłupa.
– Może był gejem – rzucam, próbując zwizualizować sobie Knutsena z partnerem.
Na przykład z kilkadziesiąt lat młodszym żeglarzem w typie Istvana. Albo ledwie pełnoletnim zahukanym fizolem ze wschodu, który – tak jak ja – przyjechał tutaj za robotą, a – zupełnie nie jak ja – został z miłości do starszego, bogatego jak smok profesorka. Czy on przypadkiem nie prowadził jakichś badań dla branży wydobywczej? Kasa musiała tryskać jak ropa z dobrze wkopanej rury.
– Nie był. – Ingrid macha ręką i wkłada do ust kciuk. Ciamka chwilę paznokieć, a potem ostrożnie wypluwa w serwetkę połówkę charmsa w kształcie krzyżyka czy czegoś podobnego.
Sięgam do serwetki po tę oślinioną ozdobę i przez chwilę obracam ją w palcach. Ingrid pracuje w tym czasie nad usuwaniem resztki manikiuru, wgryza się, szarpie, a jej spojrzenie zdradza, że myślami błądzi gdzie indziej.
– Ruchał te wszystkie studentki. Na potęgę pchały mu się do łóżka.
Myślę o jej teatralnej rozpaczy, o załamaniu na lotnisku i zastanawiam się, czy była kiedyś jedną z tych dziewczyn, ciałem w kawalkadzie ciał.
– Był super-mega-ekstra hetero – dodaje jeszcze. W czym, bo taki mam humorek, słyszę wyznanie. – Zresztą przecież sama wiesz, jak wyglądał, widziałaś go. – Łyczek piwa.
Wyglądał jak podstarzały, ale wciąż przystojny samiec gatunku ludzkiego, z małym łysym plackiem na czubku głowy. Nosił drogi zegarek i musiał to być prezent, bo który Norweg wydałby tyle na zegarek?Z roku na rok w kraju fiordów wzrasta zainteresowanie telefonem zaufania. Ingrid mówi, że to przez brak słońca, ale ja w to nie wierzę. Promieniowanie ultrafioletowe i tak nie jest w stanie wypalić „przegrywu” z przegranych, to się zasadza w warstwach trzewnych, jak jakiś, kurde, numer seryjny w głębi samochodowego bebechu.
Przegrywów jest tu coraz więcej – w końcu emigrujemy skuszeni norweskim drewnem, norweskim łososiem, norweską wypłatą, która wcale nie jest taka duża, jeśli przeliczy się ją na zakalcowate żytniaki z Remy 1000. Ale przecież ja nie powinnam narzekać, bo znam język i – gdyby wiatr zmian powiał mi odrobinę za mocno, akurat kiedy patrzyłabym sobie w gapiącą się na mnie otchłań, spoglądała z parapetu prosto na ziemię – mogłabym sobie na ten telefon zaufania zadzwonić.
Z głośników leci _Nights in White Satin_, ale Ingrid mi wmawia, że to _A Whiter Shade of Pale_, na co ja jej, że chyba jest jakaś nienormalna, na co ona przyznaje się, że w samolocie wypiła cztery drinki, i pyta, czy to znaczy, że jest nienormalna, więc mówię, że totalnie tak. I to jest prawdziwy powód, dla którego z roku na rok w kraju fiordów zwiększa się zainteresowanie telefonem zaufania: wasz alkoholizm, wasze chlańsko.
Mówię na głos „wasze chlańsko”, ale już jestem ciągnięta za rękę na prawie parkiet, ten kawałek podłogi między stolikami, gdzie ludzie się bujają, gdy gra muzyka na żywo, czyli teraz akurat wcale się nie bujają, ale też nie patrzą na nas dziwnie, bo tu się ma takie rzeczy w dupie, a przynajmniej trzeba wyglądać, jakby się miało. Ingrid, wyższa o głowę nawet w butach na płaskim obcasie, z tymi boskimi ramionami, które kończą się kątem prostym, przygarnia mnie matczynym gestem, klasykiem wszystkich naszych balang, a ja tracę oddech od perfum, którymi psiknęła sobie między cycki, moje ręce błądzą pod jej bluzą w okolicach talii, żeby wreszcie spotkać się z tyłu.
Kiwamy się na boki jak jedna duża boja.
– Czyli spałaś z nim kiedyś? – pytam, a ona jakby się rozluźnia.
– Chyba nie lubię starszych facetów.
– Wiesz, bo z nim spałaś?
Śmieje się, ale czuję, że mnie od siebie odsuwa, czuję, jak unosi rękę, słyszę jej donośne „hei hei!” i już po chwili stoję z boku, a ona wita się z byłym i jakimś jego kolegą, który zgodnie z imprezowym kodeksem powinien teraz witać się ze mną, ale zamiast tego stoi jak debil i gapi się raz na Ingrid, raz na kark Istvana, bo właściwie się za nim chowa, a potem jeszcze się odwraca, jakby na kogoś czekał, jakby reszta ekipy utknęła gdzieś w wąskim gardle między barem a stolikami.
Ingrid o mnie zapomina, więc chcę wrócić i dopić nasze piwa, żeby przynajmniej one się tego wieczoru nie zmarnowały. Zmienia się piosenka i w sumie teraz sama chętnie bym jeszcze potańczyła, ale zanim zdążę się nawet zawahać, zawrócić albo zatrzymać, Istvan robi jakiś dziwny piruet z głową zadartą do góry, potem łapie za ramię koleżkę, szepcze coś na ucho Ingrid, która potakuje tak, jakby wcale go nie zrozumiała, aż wreszcie podchodzi do baru, wymachując przy tym rękami, jakby chciał uciszyć wszystkich dookoła. Łapię spojrzenie Ingrid i wracam, wracam jak zawsze, przyciskam się do niej, bluza do bluzy.
– O chuj chodzi? – pytam.
Liczę, że może się pokłócili albo coś takiego, choć nie wiem, po co w niesnaski eksów mieszać osiemnastoletnią barmankę, ale wtedy słyszę Istvana, który mówi po angielsku, bo norweskiego nadal się nie nauczył, mówi, prawie krzyczy:
– Excuse me, please, can you change the music or something? You know what this song is about, right? And what happened just a few days ago? It’s like, it’s like, highly inappropriate, so please, turn it off. Very inappropriate, there’s so many students here, you know? Mostly students, do you know?
Dziewczyna za barem poprawia frotkę na włosach i patrzy na Istvana, jakby pierwszy raz widziała takie zjawisko, więc próbuję jej telepatycznie przekazać, że to dopiero początek, że oni się z czasem robią tylko gorsi, że niech lepiej rozgląda się za inną pracą, w gastro nie ma przyszłości, jest tylko potok krzyczących facetów, nigdy niekończące się następowanie rozwrzeszczanych pokoleń mężczyzn z pretensjami.
– Can you turn it off? – Istvan wskazuje paluchem na belki sufitu, między którymi poupychano głośniki.
Widzę, że w drugiej dłoni trzyma już swój uniwersytecki identyfikator i zaraz wepchnie go tej dziewczynie w twarz jak odznakę policyjną, jebany nakaz przeszukania czy coś takiego. Wbijam wzrok w podłogę, łączę fakty, bo to playlista 70s prog rocka na shuffle’u, a piosenka, do której mimowolnie podryguję, idzie tak:
Come on baby…
Don’t fear the Reaper
Baby take my hand…
Don’t fear the Reaper
We’ll be able to fly…
Don’t fear the Reaper
Baby I’m your man…
– Powiedz mu, żeby przestał. – Chwytam Ingrid za rękę, a ona ściska moją. – Serio, robi mega wstyd.
– Nie kumam – odpowiada. – O czym jest ta piosenka?Wikipedia
(Don’t Fear) The Reaper
Piosenka rockowa zespołu Blue Öyster Cult, wydana w 1976 roku jako singel promujący album _Agents of Fortune_. Autorem piosenki jest Buck Dharma. Utwór mówi o nieuchronności śmierci i przekonaniu, że nie powinniśmy się jej bać. Autor ponadto określił utwór jako piosenkę miłosną, w której miłość transcenduje fizyczną egzystencję partnerów. Zaprzeczył jednocześnie, iżby piosenka miała nakłaniać do samobójstwa, mimo faktu, że pojawia się w niej odniesienie do _Romea i Julii_. Postaci te miały jedynie stanowić zdaniem Dharmy przykład osób, które wierzyły, że będą razem po śmierci. Z kolei zwrot „40 000 men and women every day” był liczbą osób, które miały umierać każdego dnia; nie było to zgodne z prawdą, ponieważ wówczas codziennie umierało 135 000 ludzi.
Buck Dharma powiedział, że pisząc piosenkę, zastanawiał się, co by było, gdyby umarł młodo i spotkał się z bliskimi w życiu pozagrobowym. Do napisania utworu sprowokowała muzyka zdiagnozowana u niego arytmia, w wyniku której myślał o swojej śmierci.– Jemu chodziło o to, że się zabili, jak Knutsen – mówię i czuję, że zaraz wypluję płuca, wysram walące serce. Zapierdalamy do domu pieszo, pod górę, ja zgięta wpół, stopy moje i Ingrid mieszają mi się przed oczami, która jest, kurwa, która???, śmierć z wycieńczenia, SOS. – Romeo i Julia.
– Romeo i Julia wyskoczyli z okna?
Wzruszam ramionami, chuj wie, czemu Istvan tak się zgrzał, ot, znawca muzyki, obrońca uciśnionych, zagrzebanych w ziemi trupów, odpowiadam jednak:
– Może? – I natychmiast staję, zmuszając ją, żeby też się zatrzymała.
Jest biało, jak w pochmurny dzień. Niebo spotyka się z morzem i wszystko wydaje się bezkreśnie szare, zajebisty midnattsol, a jeszcze piękniejszy byłby na północy, bo tam słońce o tej porze w ogóle nie chowa się za horyzontem i można zapomnieć o czasie.
– Jutro do niego napiszę. – Kopie kamień, który przelatuje obok mojej nogi i dalej w dół, w kierunku miasta. – Miał gorszy dzień. No wiesz, byli blisko. On i Gunnar, a dziś ten pogrzeb, no, wszystko naraz, wiesz.
Znów mam przed oczami Knutsena, który łapie Istvana za nadgarstki, unieruchamiając mu te wielkie łapy nad głową, przyciska go do ściany, całuje w śmierdzącą Sauvage’em szyję. Podobno wizje o charakterze erotycznym należą do najczęściej występujących myśli intruzywnych, a ja lubię detal, więc się w nim babram: kolano między nogami, namiot w okolicy rozporka, rumieniec na karku. Seks, ruchanie, dymanie, seks.
– Zareagował trochę na wyrost – przerywa mi, a ja, zanim dotrze do mnie, o czym właściwie mówi, czuję wślizgujący się między żebra lodowiec.
Bo tak to się zaczyna: zareagował na wyrost. Przesadził, ale wiesz, on taki nie jest. Tak, gadamy. No, wychodzimy w piątek na miasto. Dostałam zaproszenie do Bergen, dla dwóch osób, powiedziałam mu już, może jechać, jako przyjaciel, ha, ha. To była barterowa współpraca na walentynki. Kupił mi kwiaty, zapłacił za deser, zrobił minetę. Jesteśmy znów razem. No co, nie cieszysz się? Proszę, potrzebuję cię teraz. Dlaczego jesteś taka niemiła?
Mija nas rowerzysta, nocny, kurwa, jeździec. Ciśnie pod tę górę, jakby miał elektryczny napęd, a ja w rozproszeniu świadomości, którego dostaję pod wpływem myślenia, dostrzegam napięte łydki, istotę mechanicznego wspinania się na szczyty: idą jak tłoki, góra–dół, góra–dół, seks, ruchanie, dymanie, góra–dół. Zamykam oczy, otwieram oczy, znów widzę twarz Ingrid, na którą spływa kaskada przetłuszczonego bleach blondu w najdroższym wydaniu, scandi hairline, air touch, touch her, touch her, touch her.
Wyciągam rękę, głaszczę ją po policzku. Moja najpiękniejsza.
– Tylko nie wracaj do niego, debilko – mówię po polsku, ale Ingrid po polsku rozumie tylko „kurwa”.Dlaczego ludzie decydują się na śmiertelny skok?
Kõlves K., McDonough M., Crompton D., de Leo D., _Choice of a Suicide Method: Trends and Characteristics_, „Psychiatry Research” 2018, vol. 260, s. 72:
Skoki z wysokości stanowiły 295 (3,6%) samobójstw. Mężczyźni, osoby mieszkające na terenach wiejskich i peryferyjnych oraz osoby doświadczające konfliktów interpersonalnych skok wybierały rzadziej od innych metod. Osoby urodzone za granicą lub cierpiące na choroby psychiczne częściej wybierały skok. Te, które wybierały skok z wysokości jako metodę samobójczą, rzadziej spożywały alkohol przed samobójstwem i rzadziej też pozostawiały list samobójczy.
Cai Z., Junus A., Chang Q. & Yip, P.S.F., _The Lethality of Suicide Methods: A Systematic Review and Meta-analysis_, „Journal of Affective Disorders” 2022, vol. 300, s. 121:
Metody, które mogą zostać przerwane lub porzucone w trakcie próby samobójczej (np. cięcie, zatrucie), cechują się mniejszą śmiertelnością niż metody, których skutkiem jest niemal natychmiastowa śmierć (np. użycie broni palnej, skok z wysokości), gdyż te pierwsze dają szersze „okno czasowe” na interwencję ratunkową lub zmianę decyzji przez podejmującego próbę.
Gunnell D. & Nowers M., _Suicide by Jumping_, „Acta Psychiatrica Scandinavica” 1997, vol. 96, s. 3:
Wskaźniki samobójstw wśród mężczyzn są zwykle 2–3 razy wyższe niż wśród kobiet. Choć w niektórych lokalizacjach względnie częściej skaczą kobiety, nie jest to regułą: skoki z Golden Gate zdarzają się pięciokrotnie częściej wśród mężczyzn. W Szwajcarii i Niemczech odnotowano przewagę kobiet popełniających samobójstwo przez skok; w latach 1971–1990 był to najczęstszy sposób wśród szwajcarskich kobiet (24% wszystkich samobójstw). W Wielkiej Brytanii udział skoków w całkowitej liczbie samobójstw jest zbliżony dla obu płci. W Australii dane populacyjne wskazują, że skoki stanowią większy odsetek samobójstw wśród kobiet (7,3%) niż mężczyzn (3,9%); niemniej w przypadku wielu konkretnych miejsc samobójczych skoków stosunek mężczyzn do kobiet wynosi około 5:1.
Puzo Q., Qin P. & Mehlum L., _Long-term Trends of Suicide by Choice of Method in Norway: A Joinpoint Regression Analysis of Data From 1969 to 2012_, „BMC Public Health” 2016, vol. 16 (1), 255, __ s. 6:
W trakcie obserwacji trwającej 44 lata odnotowano łącznie 22 914 samobójstw wśród osób w wieku ≥15 lat. Spośród nich 16 728 dotyczyło mężczyzn (73%), a 6186 kobiet (27%). Najczęściej stosowaną metodą samobójczą w całym okresie badania było powieszenie, na drugim i trzecim miejscu plasowały się odpowiednio otrucie i użycie broni palnej. Łącznie 80% samobójstw w Norwegii dokonano tymi metodami. Mężczyźni częściej wybierali samobójstwo z użyciem broni palnej, natomiast zatrucie i utonięcie częściej wybierane były przez kobiety. Ogółem stwierdzono istotne różnice między płciami w zakresie stosowanych metod samobójczych (Chi-kwadrat = 3042,5; p < 0,001).