Radość - ebook
Radość - ebook
Wcielając radość w życie, możemy osiągnąć stan równowagi i wewnętrznej harmonii.
W sposób pełen empatii i humoru dowodzi, że radość jest esencją życia i nawet poczucie nieszczęścia nie jest od niej oderwane. OSHO zachęca do sięgnięcia do zasobów radości poprzez wdzięczność za wyzwania i możliwości, jakie codziennie przynosi nam życie. Doszukujmy się tego, co dobre we wszystkim co nas otacza, zamiast wyznaczać warunki i kryteria naszego zadowolenia.
Wcielając radość w życie, możemy osiągnąć stan równowagi i wewnętrznej harmonii.
| Kategoria: | Psychologia |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8252-632-5 |
| Rozmiar pliku: | 1,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Pozwól, że najpierw opowiem ci krótką anegdotę:
– Mój lekarz internista nalegał, abym przyszedł do pana – rzekł pacjent do psychiatry. – Bóg wie dlaczego. Jestem szczęśliwie żonaty, mam stałą, dobrą pracę, wielu przyjaciół, żadnych zmartwień…
– Mmm – powiedział psychiatra, sięgając po notes – a jak długo to już trwa?
Szczęście jest niewiarygodne. Wydaje się, że człowiek nie może być szczęśliwy. Jeśli mówisz o swoim przygnębieniu, smutku, niedoli, każdy ci wierzy; to wydaje się naturalne. Jeśli mówisz o swoim szczęściu, nikt ci nie wierzy; to jest jakby sprzeczne z naturą człowieka.
Zygmunt Freud, po czterdziestu latach badań nad ludzką psychiką – pracując z tysiącami ludzi, badając tysiące chorych umysłów – doszedł do wniosku, że szczęście jest fikcją: człowiek nie może być szczęśliwy. Co najwyżej, możemy sprawić, że jest nam trochę wygodniej, to wszystko. Co najwyżej, możemy sprawić, że nasza zgryzota jest trochę mniejsza. To wszystko. Ale szczęśliwi? Wykluczone!
To brzmi bardzo pesymistycznie… ale gdy przyjrzysz się ludziom, dostrzeżesz, że tak to właśnie wygląda. Tylko ludzie są nieszczęśliwi. Co się w nich zepsuło?
Z całą odpowiedzialnością twierdzę, że ludzie mogą być szczęśliwi. Szczęśliwsi niż ptaki, drzewa, gwiazdy. Istoty ludzkie mają coś, czego nie ma żadne drzewo, żaden ptak, żadna gwiazda. Ludzie mają świadomość.
Dzięki temu mogą wybierać: będę czuł się szczęśliwy albo będę czuł się nieszczęśliwy. Drzewa są szczęśliwe, bo nie mogą być nieszczęśliwe. Szczęście nie wynika z ich wolności; one muszą być szczęśliwe. One nie wiedzą, jak być nieszczęśliwymi; dla nich nie ma alternatywy. Ptaki ćwierkające na drzewach nie dlatego są szczęśliwe, że tak wybrały. One są szczęśliwe, bo po prostu nie wiedzą, że może być inaczej. Ich szczęście jest nieświadome; jest po prostu naturalne.
Istoty ludzkie mogą być zarówno bardzo szczęśliwe, jak i bardzo nieszczęśliwe – mają wolny wybór. Ta wolność niesie ze sobą ryzyko. Jest bardzo niebezpieczna, ponieważ to ty stajesz się odpowiedzialny za dokonanie wyboru. Coś stało się z tą wolnością, coś się popsuło. Człowiek stoi na głowie.
Ludziom wydaje się, że pomoże im medytacja. Jest ona potrzebna, dlatego że wybrali bycie nieszczęśliwymi. Jeśli wybrałeś bycie szczęśliwym, medytacja jest zbędna. Ona jest lekarstwem, a lek jest potrzebny, aby zwalczyć chorobę. Jeśli wybrałeś szczęście, postanowiłeś, że będziesz szczęśliwy, medytacja nie jest konieczna. A wtedy pojawia się ona sama z siebie.
Istnieje tak wiele religii, bo jest tak wielu nieszczęśliwych ludzi. Szczęśliwy człowiek nie potrzebuje żadnej religii, nie potrzebuje kościołów. Dla niego cały wszechświat jest świątynią, całe istnienie – kościołem. Szczęśliwa osoba nie uprawia rytuałów religijnych, bo jej całe życie jest religijne. Cokolwiek robisz w poczuciu szczęścia, jest modlitwą. Twoja praca staje się przejawem twej wiary; twój każdy oddech pełen jest wzniosłości i łaski.
Odczuwasz szczęście, kiedy jesteś w zgodzie ze swoim życiem. Harmonia z otoczeniem dostarcza ogromnej radości. Wtedy nagle uświadamiasz sobie, że medytacja podąża za tobą. Jeśli kochasz pracę, którą wykonujesz, jeśli kochasz swoje życie, masz naturę kontemplacyjną. Nic cię nie rozprasza. Jeśli zaś coś cię rozprasza, to znaczy, że nie jesteś tym naprawdę zainteresowany.
Istoty ludzkie mogą być zarówno bardzo szczęśliwe, jak i bardzo nieszczęśliwe – mają wolny wybór. Ta wolność niesie ze sobą ryzyko. Jest bardzo niebezpieczna, ponieważ to ty stajesz się odpowiedzialny za dokonanie wyboru.
Nauczyciel wciąż powtarza małym dzieciom: „Słuchajcie, o czym mówię! Bądźcie cicho!”. One słuchają, ale inaczej. Ptak śpiewa całym swoim sercem na zewnątrz budynku szkoły – dziecko zwraca więc uwagę na ptaka. Nikt nie może powiedzieć, że dziecko nie słucha, że nie kontempluje, nikt nie może powiedzieć, że rozprasza swoją uwagę. Ono całkowicie zapomniało o nauczycielu i o równaniach napisanych na tablicy. Dziecko jest tego właśnie nieświadome, natomiast całkowicie absorbuje go ptak i jego śpiew. Ale nauczyciel mówi: „Uważaj! Co ty tam robisz? Skup się! Nie rozpraszaj się!”.
Przecież to nauczyciel rozprasza dziecko! Dziecko uważa – to dzieje się naturalnie. Słuchając ptaka, jest szczęśliwe. Nauczyciel rozprasza je, mówi: „Nie uważasz”. Po prostu jest ignorantem. Dziecko uważało. Ptak był bardziej atrakcyjny, więc pochłonął jego uwagę. Nauczyciel był mniej atrakcyjny; arytmetyka nie pociągała dziecka wystarczająco.
Nie wszyscy na tym świecie muszą być matematykami. Jest kilkoro dzieci, które nie zainteresują się ptakiem; śpiew ptaka może stawać się coraz głośniejszy, a one będą z uwagą patrzyły na tablicę. Arytmetyka jest im przeznaczona. Dzięki niej medytują.
Zawładnęły nami nienaturalne problemy: pieniądze, prestiż, władza. Słuchanie ptaków nie da ci pieniędzy. Słuchanie ptaków nie da ci władzy, prestiżu. Podziwianie motyla nie pomoże ci finansowo, politycznie, społecznie. Te rzeczy nie przynoszą zysków… ale sprawiają, że jesteś szczęśliwy.
Prawdziwy człowiek miałby odwagę wybierać to, co go uszczęśliwia. Pozostając w biedzie, nie narzekałby na to, nie żywił urazy do nikogo. Mówiłby: „Wybrałem swoją drogę – wybrałem ptaki, motyle i kwiaty. Nie mogę być bogaty, nie szkodzi! Jestem bogaty, bo jestem szczęśliwy”. Jednak u ludzi wszystko stanęło do góry nogami.
Szczęśliwy człowiek nie potrzebuje żadnej religii, nie potrzebuje kościołów. Dla niego cały wszechświat jest świątynią, całe istnienie – kościołem. Szczęśliwa osoba nie uprawia rytuałów religijnych, bo jej całe życie jest religijne.
Czytałem:
Stary Ted siedział nad brzegiem rzeki, bez jedzenia, przez wiele godzin. Kilka butelek piwa i gorące słońce sprawiły, że się zdrzemnął. Był kompletnie zaskoczony, kiedy duża, silna ryba złapała się na haczyk, pociągnęła za żyłkę. Stracił całkowicie równowagę i, zanim zorientował się, co się dzieje, znalazł się w rzece.
Obserwujący całą tę scenę z wielkim zainteresowaniem mały chłopiec spytał ojca: „Tato, czy to ten człowiek złapał rybę, czy ryba złapała tego człowieka?”.
Tak, wszystko przewróciło się do góry nogami. To ryba złapała ciebie i ciągnie. Widzisz pieniądze i przestajesz być sobą. Widzisz władzę, prestiż i przestajesz być sobą. Widzisz powszechny szacunek i przestajesz być sobą. Natychmiast zapominasz o wszystkim: o tkwiących w tobie wartościach, o swoim szczęściu, radości, zachwycie. Zawsze wybierasz coś z zewnątrz i targujesz się o to z czymś z wewnątrz. Zyskujesz wartości zewnętrzne, a tracisz wnętrze.
Co można zrobić z tymi wartościami? Nawet jeśli cały świat będzie leżał u twoich stóp, ale zatracisz siebie, nawet jeśli zdobędziesz wszystkie bogactwa tego świata, ale stracisz swój wewnętrzny skarb, co zrobisz z tym wszystkim? Oto niedola człowieka.
Gdybyś miał się nauczyć jednej tylko rzeczy, tą rzeczą jest bycie uważnym, świadomym własnej konstrukcji psychicznej, własnego wewnętrznego przeznaczenia. Nie zapominaj o tym, w przeciwnym razie będziesz nieszczęśliwy, a wtedy ludzie powiedzą: „Medytuj, aby stać się szczęśliwym”. Powiedzą: „Módl się, a staniesz się szczęśliwy; idź do świątyni, bądź religijny, bądź chrześcijaninem albo hinduistą, a będziesz szczęśliwy”. To całkowity nonsens. Bądź szczęśliwy, a medytacja podąży za tobą. Bądź szczęśliwy, a religijność podąży za tobą. Poczucie szczęścia to podstawowy warunek.
Ludzie stają się religijni tylko dlatego, że czują się nieszczęśliwi. Ich religia jest udawana. Spróbuj zrozumieć, dlaczego jesteś nieszczęśliwy. Przychodzą do mnie i mówią, że są nieszczęśliwi i chcą, bym znalazł dla nich jakąś medytację. Odpowiadam im, że podstawową rzeczą jest zrozumienie powodu nieszczęścia. Jeśli go nie usuniesz, medytacja niewiele ci pomoże.
Być może świetna tancerka teraz siedzi w biurze zawalona papierami. Nie ma okazji do tańca. Ktoś może cieszył się, tańcząc pod gwiazdami, a teraz podlicza saldo rachunku bankowego. I przychodzi do mnie, mówiąc: „Jestem nieszczęśliwy. Znajdź dla mnie odpowiednią medytację”. Ale co to da? Jak medytacja mogłaby pomóc? Pozostaniesz tym samym człowiekiem, odkładającym pieniądze, nastawionym na współzawodnictwo. Medytacja może pomóc ci się odprężyć, abyś mógł nadal tkwić w tym nonsensie.
Powtarzanie mantr, medytacje – pomogą ci jedynie pozostać tym, kim jesteś. To nie jest przemiana.
Toteż moja droga do szczęścia jest dla tych naprawdę odważnych, dla śmiałków, którzy są gotowi zmienić tryb życia, którzy są gotowi zagrać o wszystko – ponieważ zrozumieli, że jedyne, co mają do stracenia, to swoje nieszczęście, swoją niedolę. Zwykle bowiem ludzie trzymają się kurczowo nawet tego.
Nawet jeśli cały świat będzie leżał u twoich stóp, ale zatracisz siebie, nawet jeśli zdobędziesz wszystkie bogactwa tego świata, ale stracisz swój wewnętrzny skarb, co zrobisz z tym wszystkim?
Usłyszałem historyjkę:
Oddział rekrutów wywieziony na poligon właśnie wrócił do swoich kwater po całodziennym marszu w gorącym słońcu.
– Co za życie! – powiedział jeden z żołnierzy. – Totalne zadupie, sierżant myśli, że jest Hunem Attylą, żadnych kobiet, żadnej gorzały, żadnych przepustek, a na dodatek moje buty są o dwa numery za małe.
– Nie podobają ci się buty, kolego – powiedział jego sąsiad – dlaczego nie zgłosisz się po inną parę?
– Za nic w świecie! – otrzymał odpowiedź. – Zdejmowanie ich jest jedyną przyjemnością, jaka mi została.
No bo co stawiasz na szali? Tylko twoje nieszczęście. Jedyną twoją przyjemnością jest mówienie o nim. Spójrz na ludzi rozmawiających o swoim nieszczęściu, jak szczęśliwi się stają! Chodzą do psychoanalityków, aby mówić o swoim nieszczęściu – a nawet za to płacą! Ktoś słucha uważnie, a oni stają się szczęśliwi.
Ludzie wciąż mówią o swoim nieszczęściu. Przesadzają, ubarwiają, sprawiają, że wygląda na jeszcze większe, niż jest w rzeczywistości. Dlaczego? Nie mają nic oprócz swojego nieszczęścia, więc trzymają się kurczowo tego, co znajome. Nieszczęście jest wszystkim, co poznali; takie jest ich życie. Nie mają nic innego do stracenia i boją się zaryzykować utratę tego, co mają.
Według mnie szczęście, radość są najważniejsze. A wraz z nimi nastrój świętowania, pragnienie afirmacji życia. Ciesz się życiem! Jeśli nie potrafisz cieszyć się swoją pracą, zmień ją. Nie czekaj! Przez cały czas czekasz na Godota, a Godot nigdy nie przyjdzie. Takie czekanie to marnowanie życia Na kogo, na co czekasz?
Jeśli uważasz, że twoje nieszczęście mieści się w granicach, które należy akceptować, czyli twoja tradycja mówi, że ty jesteś w błędzie, ja stanowczo powiem: to twoja tradycja jest błędna. Spróbuj zrozumieć różnicę. To nie ty, tylko narzucony ci wzorzec, sposób, w który nauczyłeś się żyć, jest błędny. Motywacje, których się wyuczyłeś i zaakceptowałeś jako swoje, nie są twoje – one nie wypełnią twojego przeznaczenia. One są przeciwko twojej naturze, wcale cię nie cieszą.
Pamiętaj: nikt za ciebie nie zadecyduje. Wszystkie przykazania, nakazy, zasady moralności mają na celu sparaliżować cię. Musisz zadecydować sam, musisz wziąć życie w swoje ręce. W przeciwnym razie życie będzie pukało do twych drzwi, ale ciebie tam nie będzie – będziesz zawsze gdzieś indziej.
Jeśli pragnąłeś zostać tancerzem, prawdziwe życie przyjdzie do ciebie od tej właśnie strony. Zapuka w twoje drzwi, sądząc, że zapewne jesteś tancerzem. Ale ciebie tam nie ma – jesteś bankierem. Jak można spodziewać się, że życie będzie wiedziało, iż zostałeś bankierem? Życie przychodzi do ciebie drogą, jaką wybrała natura; zna tylko taki adres. Ale ciebie tam nie ma, jesteś gdzie indziej, schowany za czyjąś maską, przebrany w czyjś kostium, nosisz cudze imię. Istnienie wciąż cię szuka. Zna twoje imię, ale ty je zapomniałeś. Zna twój adres, ale ty nigdy nie mieszkałeś pod tym adresem. Pozwoliłeś, aby świat rozproszył twoją uwagę.
– Ostatniej nocy śniło mi się, że znów byłem dzieckiem – Joe opowiadał Alemu. – Miałem bilet wolnego wstępu na wszystkie atrakcje w Disneylandzie. Stary, ale się ubawiłem! Nie musiałem wybierać.
– Interesujące – zauważył jego kolega. – Ja także miałem ostatniej nocy bardzo wyrazisty sen. Śniłem, że piękna blondynka zapukała do moich drzwi i aż kipiała od pożądania. Kiedy właśnie zaczynaliśmy, cudowna, piersiasta brunetka weszła i przyłączyła się do nas.
– Bardzo chciałbym być tam z wami! Dlaczego do mnie nie zadzwoniłeś?
– Zadzwoniłem – odparł Al. – Twoja matka powiedziała mi, że jesteś w Disneylandzie.
Twoje przeznaczenie może odnaleźć cię tylko w jeden sposób. Będzie szukać tego, co rozwinęło się w tobie zgodnie z wolą twojego Istnienia. Dopóki nie odnajdziesz swojej spontaniczności, tego, co cię cieszy, nie będziesz szczęśliwy. A jeśli nie możesz być szczęśliwy, nie możesz mieć natury kontemplacyjnej.
Dlaczego ludzie myślą, że medytacja przynosi szczęście? Tylko szczęśliwa osoba może mieć kontemplacyjny umysł – te dwie rzeczy są ze sobą powiązane. Zawsze, gdy widzimy medytacyjną aurę wokół jakiejś osoby, odkrywamy, że mamy do czynienia z kimś bardzo szczęśliwym, promiennym i przepełnionym błogością. Te dwie sprawy łączą się ze sobą. Większość ludzi myśli, że to umysł medytacyjny pociąga za sobą poczucie szczęścia.
Jest na odwrót: medytacja przychodzi, kiedy jesteś szczęśliwy. Problem tkwi w tym, że być szczęśliwym jest trudno, a nauczyć się medytacji – dość łatwo. Bycie szczęśliwym pociąga za sobą znaczące zmiany, zerwanie z przeszłością. Nagłe uderzenie pioruna i twoja przeszłość umiera, a ty zaczynasz żyć od nowa. Tak właśnie byś żył, gdyby nie wzory do naśladowania narzucone przez twoich rodziców, przez społeczeństwo, przez państwo. Tak byś żył, gdyby nikt nie wywierał na ciebie presji. Ale, niestety, wywierał.
Musisz odrzucić wszystkie te narzucone ci wzory do naśladowania; odnaleźć swój własny, wewnętrzny płomień.CZYM JEST SZCZĘŚCIE?
S_zczęście nie ma nic wspólnego z sukcesem, szczęście nie ma nic wspólnego z ambicją, szczęście nie ma nic wspólnego z pieniędzmi, władzą, prestiżem. Szczęście dotyczy raczej twojej świadomości niż charakteru._
To zależy od ciebie
Czym jest szczęście? To zależy od ciebie, od twojej świadomości lub nieświadomości zarówno we śnie, jak i na jawie. Słynne prawo Murphy’ego mówi, że są dwa rodzaje ludzi: tacy, którzy dzielą ludzkość na dwa typy, i tacy, którzy nie dzielą ludzkości. Ja należę do tej pierwszej grupy: uważam, że ludzkość można podzielić na dwie grupy, na śpiących i przebudzonych. I, oczywiście, wyodrębnić małą grupę pomiędzy nimi.
Szczęście będzie zależało od tego, na jakim poziomie świadomości się znajdujesz. Jeśli śpisz, wtedy szczęściem jest przyjemność. Oznacza ona jakieś doznanie, próbę osiągnięcia poprzez ciało czegoś, co nie jest możliwe; zmuszanie ciała do osiągnięcia czegoś, do czego nie jest zdolne.
Ciało może dać ci chwilową przyjemność. Tyle że każda przyjemność jest równoważona przez ból o podobnym natężeniu. Po każdej przyjemności następuje coś nieprzyjemnego, ponieważ ciało żyje w świecie pełnym przeciwieństw. Po dniu następuje noc, po śmierci – życie, po życiu – śmierć; to błędne koło. Po doznaniu przez ciebie przyjemności nastąpi ból, po bólu – przyjemność. Nie da ci to spokoju. Odczuwając przyjemność, będziesz bał się, że ją stracisz; a ten strach zatruje przyjemność. A kiedy zatracisz się w bólu, oczywiście będziesz cierpiał i będziesz robił wszystko, aby wyrwać się z niego – chociaż przecież znowu się w niego zapadniesz.
Budda nazywa to kołem narodzin i śmierci. Poruszamy się wraz z nim, kurczowo się go trzymamy… i koło się kręci. Czasami przychodzi przyjemność, czasami przychodzi ból. Jesteśmy wciśnięci pomiędzy te dwie skały.
W stanie uśpienia człowiek nie wie nic więcej. Jedzenie, seks; oto jego doznania, oto jego świat. Wciąż porusza się pomiędzy tymi dwiema rzeczami. Jego ciało ma dwa końce: jedzenie i seks. Jeśli powstrzymuje się od seksu, uzależnia się od jedzenia; jeśli powstrzymuje się od jedzenia, uzależnia się od seksu. Energia porusza się niczym wahadło i to, co nazywasz przyjemnością, jest jedynie chwilową ulgą.
Seksualna energia zbiera się, piętrzy; rośnie w tobie napięcie, czujesz ten ciężar i musisz się od niego uwolnić. Dla człowieka, który śpi, seksualność jest tylko ulgą, kichnięciem. Seks nie daje nic oprócz pewnej ulgi – napięcie było i już go nie ma. Jednak znowu zacznie narastać. Jedzenie stymuluje twoje kubki smakowe, ale nie dostarcza przecież aż tak ogromnych doznań. Jednak wielu ludzi żyje głównie po to, aby jeść; niewielu jest ludzi, którzy jedzą, aby żyć.
W czasie długiej, trzymiesięcznej podróży Kolumb i jego załoga widzieli tylko wodę. Pewnego dnia Kolumb spojrzał na horyzont i zauważył drzewa. Jeśli myślicie, że Kolumb był szczęśliwy, dostrzegłszy drzewa, to nie widzieliście jego psa!
Oto świat przyjemności. Psu można wybaczyć, ale nie samemu sobie.
Pewien młodzieniec, podczas pierwszej randki, chcąc ciekawie spędzić czas, spytał partnerkę, czy lubi kręgle. Ona odpowiedziała, że wcale jej nie obchodzą. Zaproponował kino, ale ona odpowiedziała, że nie obchodzą ją filmy. Próbując wymyślić coś jeszcze innego, zaproponował papierosa, a ona odmówiła. Spytał więc, czy nie ma ochoty potańczyć i wypić drinka w nowej dyskotece. Ona znowu odmówiła, mówiąc, że nie obchodzą ją te rzeczy. W akcie desperacji poprosił ją, by poszła do jego pokoju, aby uprawiać seks. Ku jego zdziwieniu zgodziła się, pocałowała go namiętnie i powiedziała: „Widzisz, nie potrzeba tamtych wszystkich namiastek, aby dobrze się bawić”.
To, co nazywamy „szczęściem”, jest przez ludzi odmiennie pojmowane. Dla śpiącego szczęściem są przyjemne odczucia. Żyje on od jednej przyjemności do drugiej. Śpieszy się, by zaliczyć jak najwięcej odczuć, żyje dla drobnych emocji. Takie życie jest bardzo powierzchowne. Nie ma głębi, nie ma jakości. W takim świecie liczy się ilość.
Niektórzy ludzie wiszą gdzieś pomiędzy snem i przebudzeniem. Sami nie wiedzą, co ze sobą zrobić: niby śpią, ale już nie śpią. Doświadczasz tego wczesnym rankiem – wciąż senny, a jednak słyszysz hałasy w domu, twojego partnera przygotowującego herbatę, szum czajnika albo dzieci wychodzące do szkoły. Słyszysz, ale nie jesteś przebudzony. Niewyraźne hałasy docierają do ciebie, jakby dochodziły z bardzo daleka. Wydają się częścią snu. Ale nie są. Znajdujesz się „pomiędzy” snem i przebudzeniem.
To samo dzieje się, kiedy zaczynasz medytować. Nie będąc w stanie medytacji, śpisz, śnisz; medytując, zaczynasz oddalać się od snu w stronę przebudzenia. To stan przejściowy. Wtedy szczęście ma całkowicie inne znaczenie: przechodzi z ilości w jakość. Jest bardziej psychologiczne, a mniej fizjologiczne. Medytujący umie bardziej cieszyć się muzyką, poezją, tworzeniem czegoś. Takich ludzi zachwyca przyroda, jej piękno, cisza. Dawniej by cię to wcale nie cieszyło. Teraz – radość jest mocna i trwała. Nawet jeśli muzyka przestaje grać, w tobie nadal coś „gra”.
I to nie jest jakiś rodzaj ulgi, bo to nie jakaś zwyczajna przyjemność. Odczuwanie takiej głębi szczęścia wzbogaca cię, wypełnia. Zaczyna z ciebie wypływać na zewnątrz. Słuchasz dobrej muzyki i nagle coś się wyzwala w środku twojego ja. Rodzi się w tobie harmonia – stajesz się częścią muzyki. Albo, tańcząc, nagle zapominasz o swoim ciele; stajesz się lekki jak piórko. Grawitacja traci nad tobą swą moc. Nagle znalazłeś się w innej przestrzeni: twoje ja przestaje być tak sztywne; tancerz wtapia się w taniec.
Teraz jest jedynym czasem, a tutaj jest jedyną przestrzenią. A wtedy nagle czujesz w sobie całe niebo. To jest błogość. To jest prawdziwe szczęście.
To przyjemność o wiele wyższa, o wiele głębsza niż ta płynąca z jedzenia albo seksu. Jednak to jeszcze nie maksimum. Ono następuje wtedy, gdy jesteś w pełni przebudzony. Wtedy jesteś Buddą, całe śnienie odeszło, twoją Istotę przepełnia światło. Cała ciemność zniknęła, a wraz z nią twoje ego. Zniknęły napięcia, udręka, niepokój. Jesteś w pełni zaspokojony. Żyjesz teraźniejszością; nie przeszłością, nie przyszłością. Jesteś całkowicie tu i teraz. Ten moment jest wszystkim. Teraz jest jedynym czasem, a tutaj jest jedyną przestrzenią. A wtedy nagle czujesz w sobie całe niebo. To jest błogość. To jest prawdziwe szczęście.
Dąż do błogości; to twoje prawo. Nie pozostawaj zagubiony w dżungli przyjemności; unieś się wyżej. Sięgnij po szczęście, a potem po błogość. Przyjemność jest zwierzęca, szczęście jest ludzkie, błogość jest boska. Przyjemność cię wiąże, jest niewolą, zakuwa cię w łańcuchy. Szczęście daje ci trochę dłuższą linę, trochę więcej wolności. Błogość jest wolnością absolutną. Zaczynasz unosić się; ona daje ci skrzydła. Już nie jesteś częścią ordynarnej ziemi; stajesz się częścią nieba. Stajesz się światłem, stajesz się radością.
Przyjemność zależy od innych. Szczęście nie zależy od innych, ale jest czymś od ciebie oddzielnym. Błogość nie zależy od niczego, jest integralną częścią ciebie: twoją prawdziwą Istotą, twoją prawdziwą naturą.
Od powierzchni do środka
Gautama Budda powiedział:
_Jest przyjemność i jest błogość._
_Powstrzymaj się od pierwszej, by posiąść tę drugą._
Medytuj o tym jak najgłębiej, ponieważ to jedna z fundamentalnych prawd. Trzeba byś dokładnie pojął te cztery słowa: przyjemność, szczęście, radość i błogość.
Przyjemność ma charakter fizyczny, fizjologiczny. Jest najbardziej powierzchowną rzeczą w życiu; jest podnietą. Może być seksualna, może dotyczyć innych zmysłów, może stać się obsesją związaną z jedzeniem, ale jest zakorzeniona w ciele. Ciało jest twoim obrzeżem, nie zaś – centrum. A żyć na obrzeżach, to skazać się na łaskę wszystkiego, co dzieje się dokoła ciebie. Człowiek, który szuka przyjemności, pozostaje na łasce przypadku, jak fale oceanu na łasce wiatrów. Kiedy nadchodzą silne wiatry, pojawiają się fale; kiedy wiatry cichną, fale znikają. Są zależne – a wszystko, co jest zależne od czegoś zewnętrznego, przynosi niewolę.
Przyjemność jest zależna od drugiego człowieka. Jeśli kochasz kobietę i to sprawia ci przyjemność, wtedy ta kobieta staje się twoją panią. Jeśli kochasz mężczyznę i czujesz się bez niego nieszczęśliwa, pogrążona w rozpaczy, smutna – oznacza to, że jesteś zniewolona. Sami tworzymy swoje więzienia. Jeśli gonisz za pieniędzmi, władzą, staniesz się od nich zależny. Człowiek, który dla przyjemności gromadzi pieniądze, będzie stawał się coraz bardziej nieszczęśliwy – ponieważ im więcej ich ma, tym więcej chce, i coraz bardziej obawia się je stracić.
To miecz obosieczny: pragnienie, by posiadać coraz więcej, to jedno z ostrzy. Im więcej żądasz, im więcej pragniesz, im bardziej czegoś ci brakuje – tym bardziej dręczy cię pustka w tobie. Drugim ostrzem miecza jest to, że im więcej posiadasz, tym bardziej boisz się, że to ci zabiorą, że ci ukradną. Bank może zbankrutować, sytuacja polityczna kraju może się zmienić, zmieni się władza i przepisy… jest tysiąc rzeczy, od których zależy twój majątek. Twoje pieniądze nie czynią cię panem. Czynią cię niewolnikiem.
Wciąż dziwi mnie to, że znając przesłania Chrystusa, Buddy, Mahometa, Kriszny, ludzie zupełnie się do nich nie stosują. Natomiast nawet ci, którzy nie znają Machiavellego, postępują według jego zasad.
Przyjemność jest na obrzeżach ciebie, musi więc zależeć od okoliczności zewnętrznych. Jednak to tylko podnieta. Jeśli jedzenie sprawia ci przyjemność, to co dokładnie leży u jej podstaw? Tylko smak – przez chwilę, kiedy pożywienie przechodzi przez kubki smakowe na twoim języku, odczuwasz coś, co interpretujesz jako przyjemność. Takie jest twoje odczucie. Dzisiaj to może wyglądać jak przyjemność, ale być może jutro – już nie. Jeśli będziesz wciąż jadł to samo, twoje kubki smakowe przestaną reagować i wkrótce nie będziesz już mógł nawet na to patrzeć.
Jednego dnia uganiasz się za kobietą albo mężczyzną, a drugiego dnia szukasz pretekstu, aby pozbyć się tej osoby. Tej samej osoby – nic się nie zmieniło! Co się stało w międzyczasie? Jesteś znudzony tą osobą, ponieważ cała przyjemność polegała na odkrywaniu czegoś nowego. Teraz ta osoba nie jest już nowa; to terytorium jest ci już dobrze znane. Poznałeś kształty, gładkość jej ciała. Teraz twój umysł pragnie czegoś nowego.
Umysł zawsze szuka nowości, przez co sprawia, że jesteś zawsze nastawiony na coś, co zdarzy się w przyszłości. Daje ci nadzieję, ale nigdy nie dostarcza niczego konkretnego – nie potrafi. Może tylko stwarzać nowe nadzieje, nowe pragnienia.
Nadzieje i pragnienia rodzą się i rosną w umyśle, tak jak liście na drzewach. Chciałeś mieć nowy dom i – masz; gdzie podziała się przyjemność? Była przez chwilę, kiedy dążyłeś do celu. A za jakiś czas twój umysł już się nim nie interesuje; już zaczął tworzyć nowe pajęczyny pożądania. Już zaczął myśleć o innych, lepszych domach. I tak jest ze wszystkim.
Pragnienie przyjemności wprawia cię w stan ciągłego zdenerwowania i niepokoju. Tyle pragnień, a każde chce być spełnione, domaga się uwagi, troski. Pozostajesz ofiarą tłumu szalonych pragnień. Szalonych, bo niemożliwych do spełnienia. A one wciąż ciągną cię w różnych kierunkach. Stajesz się zaprzeczeniem samego siebie. Jedno pragnienie ciągnie cię w lewą stronę, drugie – w prawą, a ty jednocześnie karmisz je obydwa. I czujesz się rozszczepiony, rozdzielony, a nawet rozdarty, jakbyś rozpadał się na kawałki. Gdzie leży przyczyna? W głupim pragnieniu przyjemności; to ono powoduje całą tę sytuację.
To zjawisko jest dość skomplikowane. Nie jesteś jedyną osobą, która szuka przyjemności; miliony ludzi szukają tego samego. Stąd ciągła walka, współzawodnictwo, przemoc, wojna. Wszyscy stali się dla siebie wrogami, bo wszyscy mają ten sam cel – i nie wszyscy mogą go osiągnąć. Toteż jest to walka na śmierć i życie; musisz ryzykować wszystko, w gruncie rzeczy nie osiągając nic. To, co wydaje ci się zyskiem, wcale nim nie jest. Marnujesz w tej długiej, niepotrzebnej walce całe życie, które mogłoby być świętem.
Kiedy jesteś nastawiony na poszukiwanie przyjemności, nie jesteś w stanie kochać. Osoba, która szuka przyjemności, używa drugiej osoby jako środka do celu. A takie wykorzystywanie jest jednym z najbardziej niemoralnych czynów. Każdy człowiek jest wartością samą w sobie, podmiotem. Nie traktuj nikogo, jakby był przedmiotem. Ale niestety – szukając przyjemności, musisz traktować drugą osobę przedmiotowo. Stajesz się sprytny i cwany, bo tego wymaga walka. Ty musisz oszukać innych, zanim oni oszukają ciebie. Tym, którzy nieustannie szukają przyjemności, Machiavelli podpowiedział, że najlepszą obroną jest atak. Nigdy nie czekaj, aż wróg cię zaatakuje, bo może być za późno. Zaatakuj pierwszy! To najlepsza obrona. Wszyscy tak robią. Nawet ci, którzy nigdy o Machiavellim nie słyszeli.
Wciąż dziwi mnie to, że znając przesłania Chrystusa, Buddy, Mahometa, Kriszny, ludzie zupełnie się do nich nie stosują. Natomiast nawet ci, którzy nie znają Machiavellego, postępują według jego zasad. Nie musiałeś go czytać. I tak postępujesz według jego słów. Całe twoje społeczeństwo, cała polityka opiera się na regułach opisanych przez Machiavellego. Zanim ktoś wyrwie coś tobie, wyrwij coś jemu. Pilnuj się we dnie i w nocy. W takiej sytuacji, pozostając cały czas na „posterunku”, będziesz spięty, niespokojny, zmartwiony. Wszyscy są przeciwko tobie, a ty jesteś przeciw wszystkim.
Toteż przyjemność nie jest, i nie powinna być, celem życia.
Drugie słowo, które należy właściwie zrozumieć, to: szczęście. Przyjemność to rzecz fizjologiczna, szczęście – psychologiczna. Szczęście jest trochę lepsze, szlachetniejsze, ale nie różni się zanadto od przyjemności. Można powiedzieć, że przyjemność jest niższym rodzajem szczęścia, a szczęście jest wyższym rodzajem przyjemności. To dwie strony tego samego medalu. Przyjemność jest bardziej prymitywna, zwierzęca; szczęście ma w sobie trochę więcej kultury, jest trochę bardziej ludzkie – ale to ta sama gra prowadzona przez umysł. Nie jesteś nazbyt zainteresowany zjawiskami fizjologicznymi. O wiele bardziej interesują cię odczucia psychologiczne. W zasadzie te pierwsze wcale tak bardzo się nie różnią od tych drugich.
Trzecie słowo to radość. Ma ona charakter duchowy, a więc zasadniczo różni się od przyjemności czy szczęścia. Nie ma nic wspólnego ze światem zewnętrznym, z drugą osobą. Jest zjawiskiem wewnętrznym. Radość nie zależy od okoliczności; jest całkowicie twoja. To stan spokoju, ciszy, stan medytacyjny, a nie wynik podniecenia czynnikami zewnętrznymi. Radość dotyczy ducha.
Budda jednak nie nauczał o radości. Istnieje bowiem coś jeszcze doskonalszego, co on nazwał błogością. Błogość jest wszechogarniająca. Nie jest zjawiskiem fizjologicznym ani psychologicznym, ani duchowym. Nie zna podziałów; jest niepodzielna. Jest totalna w jednym sensie i transcendentalna w innym. Pierwsza jest przyjemność; w niej mieści się szczęście. Druga jest błogość; ona daje nam radość.
Błogość oznacza, że dotarłeś do rdzenia własnej Istoty. Zawsze tam była: w głębi twojej Istoty, gdzie nie ma już ego, gdzie panuje tylko cisza; tam, gdzie ciebie fizycznie nie ma. W radości ciągle jesteś w jakimś stopniu obecny, ale w błogości już nie. Ego rozpuściło się; to jest stan niebytu.
Budda nazywa ten stan nirwaną. Nirwana oznacza, że przestałeś być; stałeś się po prostu nieskończoną pustką, jak niebo. W takiej chwili stajesz się pełen gwiazd i zaczynasz całkowicie nowe życie. To ponowne narodziny.
Radość nie zależy od okoliczności; jest całkowicie twoja. To stan spokoju, ciszy, stan medytacyjny, a nie wynik podniecenia czynnikami zewnętrznymi. Radość dotyczy ducha.
Przyjemność jest chwilowa, wpisana w pewien przedział czasu „od–do”. Błogość nie jest ograniczona czasem, jest ponadczasowa. Przyjemność zaczyna się i kończy; błogość trwa zawsze. Przyjemność przychodzi i odchodzi; błogość nigdy nie przychodzi, nigdy nie odchodzi – już tam jest; w najgłębszym jądrze twojego bytu. Przyjemność musi być dana ci przez drugą osobę; stajesz się albo żebrakiem, albo złodziejem. Błogość sprawia, że stajesz się panem.
Błogość nie jest czymś, co sam stwarzasz, ale czymś, co odkrywasz. Błogość jest twoją najskrytszą naturą. Jest tam od samego początku, tylko po prostu nie zwracałeś na nią uwagi. Brałeś ją za coś oczywistego. Nie patrzysz w głąb siebie.
I to jest właśnie jedyne nieszczęście człowieka: wciąż patrzy na zewnątrz, szukając, dociekając. I nie może znaleźć tego, czego szuka, bo na zewnątrz tego nie ma.
Pewnego wieczoru Rabia – słynna suficka mistyczka – szukała czegoś na ulicy przed swoją chatą. Słońce zachodziło; powoli zapadał mrok. Zebrało się kilka osób.
Zaczęli ja pytać:
– Co robisz? Co zgubiłaś? Czego szukasz?
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki