Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Sądny dzień Carla - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
15 lipca 2026
2899 pkt
punktów Virtualo

Sądny dzień Carla - ebook

Czołem, Zawodnicy! Trening dobiegł końca. Teraz rozpocznie się prawdziwa gra.

Na trzecim poziomie Lochu Carla i kotkę Pączuś czekają jeszcze trudniejsze wyzwania i mocniejsi przeciwnicy. Raz już udowodnili, że weteran straży przybrzeżnej i kocia królewna z niezbywalnym tytułem to drużyna niemal nie do powstrzymania. Ich oglądalność bije wszelkie rekordy, a widzowie ciągle nie mają dość. Jednak Loch robi się z każdym dniem niebezpieczniejszy, a do tego pojawia się zupełnie nowe wyzwanie: questy.

To miejsce nazywają Górnym Miastem. Wielka, niegdyś kwitnąca metropolia, zniszczona przez tajemniczy kataklizm. Jednak jej ulice nie wydają się opuszczone. Ruiny nawiedza cyrk nieumarłych, z nieba spadają ciała zamordowanych kobiet, a rzucone przed wiekami zaklęcie wreszcie może wypełnić swoje mroczne przeznaczenie… Czy Carl i Pączuś zdołają na czas rozwiązać zagadkę? I czy Carl w końcu znajdzie jakieś spodnie?

„Jedna z najbardziej porąbanych, śmiesznych i pomysłowych książek, jakie kiedykolwiek czytaliśmy” – Book Riot

Matt Dinniman to bestsellerowy pisarz i artysta z Gig Harbow w Waszyngtonie. Opublikował dziesiątki opowiadań i całe mnóstwo książek. Jego grafiki – od pocztówek po zestawy papeterii i kalendarze – można znaleźć w butikach i sklepach papierniczych na całym świecie

Kategoria: Fantasy
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8382-226-6
Rozmiar pliku: 1,6 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

1

Witaj na trze­cim pozio­mie, zawod­niku.

Poprzed­nie pię­tro Lochu zawali się za trzy godziny i trzy­dzie­ści pięć minut.

Pro­sto z pocze­kalni prze­nie­siono nas do dłu­giego zło­tego kory­ta­rza, przy­po­mi­na­ją­cego ten, w któ­rym zna­leź­li­śmy się na samym początku Lochu.

– Carl, zobacz! Jeste­śmy na zewnątrz! – powie­działa Pączuś, spo­glą­da­jąc w górę.

Istot­nie; ponad naszymi gło­wami roz­cią­gało się upstrzone gwiaz­dami niebo, które pokry­wała kolo­rowa mgła­wica podobna do tła w pro­gra­mie Odette.

Powie­trze na­dal jed­nak wyda­wało się zatę­chłe. Wycią­gną­łem procę, wyce­lo­wa­łem w niebo i wystrze­li­łem.

Stuk. Tak jak się spo­dzie­wa­łem, pocisk odbił się od sufitu jakieś sześć metrów nad nami.

– To ilu­zja – orze­kłem. – Jak w tym cen­trum han­dlo­wym w Las Vegas. Wydaje ci się, że jesteś na zewnątrz, ale to złu­dze­nie.

– Co za roz­cza­ro­wa­nie – sko­men­to­wała Pączuś.

Ściany i pod­łoga zostały wyko­nane z cegieł w zło­tym kolo­rze. Miękki czer­wony dywan pro­wa­dził do wyglą­da­ją­cych zna­jomo drzwi na końcu kory­ta­rza. Gdy się do nich zbli­ży­li­śmy, otwo­rzyły się same. Wyszła z nich jakaś wysoka postać i wszy­scy się zatrzy­ma­li­śmy.

Cze­kał na nas dobrze zbu­do­wany, młody i odra­ża­jąco przy­stojny męż­czy­zna w smo­kingu. Miał ciem­no­szarą skórę, a z czoła wyra­stała mu para krót­kich dia­bel­skich rogów. Był mniej wię­cej mojego wzro­stu, a jego dłu­gie szpa­ko­wate włosy upięte zostały w koń­ski ogon. Z tyl­nej czę­ści smo­kingu wysta­wał kol­cza­sty ogon, a na ple­cach widać było cia­sno zło­żone czarne nie­to­pe­rze skrzy­dła.

– Czo­łem, Mor­de­cai – powie­dzia­łem, przy­glą­da­jąc się jego nowej postaci. – Rany, stary! Naprawdę świet­nie wyglą­dasz.

– Och – sko­men­to­wała Pączuś, tak­su­jąc go wzro­kiem. – Nie wyrzu­ci­ła­bym cię z łóżka za jedze­nie kra­ker­sów.

Nawet zwy­cza­jowe skrzek­nię­cie Monga brzmiało, jakby dino­zaur był ocza­ro­wany.

Mor­de­cai. Inkub – poziom 50

Mistrz tej gil­dii.

Ten NPC nie wal­czy.

Znani jako Giga­chady Gór­nego Mia­sta, inkuby to męskie odpo­wied­niki nie­sław­nych suk­ku­bów. Wyga­dane, uwo­dzi­ciel­skie i osta­tecz­nie zabój­cze inkuby można roz­po­znać po znie­wa­la­ją­cej uro­dzie, nie­wia­ry­god­nym uroku oso­bi­stym i zmy­sło­wych sto­pach. Napo­tkamy je wyłącz­nie w zur­ba­ni­zo­wa­nych pozio­mach Lochu. Nadają nowe zna­cze­nie okre­śle­niu „part­ner na jedną noc”.

– Kró­lewno Pączuś, Carlu, mały Mongo! Witaj­cie na pozio­mie trze­cim. Oto koniec pozio­mów tre­nin­go­wych. Teraz roz­pocz­nie się praw­dziwa gra – powie­dział Mor­de­cai głę­bo­kim gło­sem, kła­nia­jąc się lekko. Wska­zał gestem, że mamy wejść.

Wkro­czy­li­śmy do środka i drzwi się za nami zamknęły.

– Poziomy tre­nin­gowe? – zapy­ta­łem. – Ja pier­dolę. Serio nazy­wasz to „pozio­mami tre­nin­go­wymi”?

– Naresz­cie – powie­dział Mor­de­cai za zamknię­tymi drzwiami. Zerwał z sie­bie mary­narkę i ścią­gnął kra­wat, po czym roz­piął trzy górne guziki koszuli. Góra od smo­kingu wyglą­dała dziw­nie z parą dłu­gich roz­cięć, w któ­rych miały się mie­ścić skrzy­dła. – Zaczy­na­łem się oba­wiać, że już ni­gdy się tu nie poja­wi­cie. Od trzech godzin cze­ka­łem na was w tym świń­stwie. Nie zno­szę for­mal­nych stro­jów.

– Wywiad tro­chę się prze­dłu­żył – wyja­śni­łem. – Rozu­miem, że publicz­ność nie może nas teraz zoba­czyć?

– Tak – potwier­dził. – Będą widzieć, jak tu wcho­dzi­cie, a potem jak wycho­dzi­cie, ale nic z tego, co dzieje się w środku. To jak pomiesz­cze­nie dla ławy przy­się­głych.

Jego miesz­ka­nie wyglą­dało dokład­nie tak jak zawsze, ale tym razem wysprzą­tał je jesz­cze porząd­niej. Od naszej ostat­niej wizyty w magiczny spo­sób poja­wiły się w nim dwa łóżka.

– Posłużą do trans­for­ma­cji, jeśli będzie potrzebna – wyja­śnił. – Pamię­tasz, co się stało z Pączuś, gdy zja­dła ulep­szony sucha­rek dla pupila?

Prze­łkną­łem ślinę na wspo­mnie­nie dzi­wacz­nej glu­to­wa­tej kuli mięsa, w którą prze­mie­niła się wów­czas kotka.

– No dobrze – pod­jął Mor­de­cai – czy usta­li­li­ście już, kto chce być pierw­szy? Oso­bi­ście suge­ro­wał­bym, żeby Kró­lewna…

– Ja – prze­rwała mu Pączuś, wska­ku­jąc na jedno z łóżek. – Jazda z tym kok­sem.

– Dobrze. Usiądź sobie, Carl – powie­dział Mor­de­cai.

Wybra­łem jedno z krze­seł. Mongo wsko­czył mi na kolana i zaskrze­czał z nutą tro­ski w gło­sie.

– Mamusi nic nie będzie – uspo­ko­iła go Pączuś. – Posiedź sobie kilka minu­tek z wuj­kiem Car­lem, a mamu­sia zaj­mie się na chwilkę pracą. Bądź grzeczny.

Mały welo­ci­rap­tor usa­do­wił się wygod­nie na moich kola­nach. Nagle poczu­łem nie­po­kój na myśl, że jego zęby zna­la­zły się tak bli­sko mojego kro­cza. Nie wie­dzia­łem, co się sta­nie, jeśli teraz mnie ugry­zie. Pew­nie nie zostałby już tele­por­to­wany na zewnątrz, ale raczej zamro­żony w miej­scu jak poprzed­nio Frank i Mag­gie. Mia­łem nadzieję, że nie będę musiał na wła­sne oczy się prze­ko­ny­wać, czy moje przy­pusz­cze­nia są słuszne.

– Dobrze – powie­dział Mor­de­cai. Poma­chał ręką i w powie­trzu poja­wił się ekran, jak w pro­gra­mie Odette. – Twoja obecna rasa to „kot”. Tutaj znaj­duje się lista wszyst­kich dostęp­nych dla cie­bie ras. Wygląda na to, że dosta­łaś trzy­sta dwa­dzie­ścia moż­li­wo­ści. Umiesz­czono je na liście w kolej­no­ści alfa­be­tycz­nej i możesz kli­kać na każdą z nich, żeby zapo­znać się z naj­mniej­szymi szcze­gó­łami. Dodat­kowo sztuczna inte­li­gen­cja zawę­ziła swoje reko­men­da­cje do trzech. Przez następną godzinę będziemy szcze­gó­łowo oma­wiać twoje moż­liwe wybory, a potem…

– Wybie­ram kota. Idźmy dalej!

Mor­de­cai wziął głę­boki oddech.

– Pączuś, kilka z opcji, jakie się tu znaj­dują, pozwoli ci wyglą­dać w zasa­dzie tak samo jak…

– Kot. To moje ostat­nie słowo. Przejdźmy do następ­nego kroku.

Mor­de­cai spoj­rzał na mnie. Wzru­szy­łem ramio­nami. Pączuś od początku jasno dawała do zro­zu­mie­nia, że nie zamie­rza zmie­niać rasy. Byłem wystar­cza­jąco zado­wo­lony, że porzu­ciła myśl, aby ze mnie także zro­bić kota.

– Niech będzie – ustą­pił Mor­de­cai. – Pokaże ci się teraz komu­ni­kat i trzeba będzie potwier­dzić wybór rasy za pomocą klik­nię­cia.

– Zacze­kaj – powstrzy­ma­łem ją, bo przy­szło mi do głowy coś okrop­nego. – Ona nie wróci od tego do, no wiesz, stanu poprzed­niego?

– Za późno – odparła Pączuś. Roz­bły­sła na chwilę. – Już klik­nę­łam. – Spoj­rzała na swoją łapkę. – Czuję się tak samo.

– Nie wróci – powie­dział Mor­de­cai, rzu­ca­jąc Pączuś zna­czące spoj­rze­nie – ale zada­wa­nie takich wła­śnie pytań jest ważne. Usta­wi­łem to tak, że Pączuś wybrała brak wyboru. Niczego to nie zmieni, ale będzie teraz miała dostęp do kilku raso­wych bonu­sów, które wcze­śniej były dla niej nie­do­stępne.

– Bonu­sów? Jakich? – zapy­tała Pączuś.

– Nie wiem, Kró­lewno Pączuś – odparł Mor­de­cai ze znu­że­niem w gło­sie. – Nie pozwo­li­łaś nam przyj­rzeć się opcjom kota w menu. Sama je zoba­czysz, gdy zakoń­czymy cały pro­ces. I w tym momen­cie i tak byś się nie zmie­niła. Trans­for­ma­cja ma miej­sce dopiero na samym końcu.

– Okej, Pączuś – powie­dzia­łem. – Musimy poważ­nie prze­my­śleć twój następny wybór. Zobaczmy naj­pierw suge­stie sztucz­nej inte­li­gen­cji. Dobrze?

– Zatem do dzieła! – powie­działa kotka. – Pokaż­cie mi wszystko, co ma w nazwie „księż­niczkę” albo „kró­lową”.

– Przejdźmy więc do następ­nego etapu – powie­dział Mor­de­cai.

Na ekra­nie poja­wiła się lista, ale wyglą­dała na znacz­nie krót­szą niż poprzed­nia. Mor­de­cai zamilkł, a jego oczy roz­bły­sły, gdy bły­ska­wicz­nie prze­glą­dał opcje.

– Dobrze, Kró­lewno Pączuś. Wygląda na to, że otrzy­ma­łaś trzy­dzie­ści cztery moż­liwe klasy. To dosyć krótka lista. Naj­krót­sza, jaką w życiu widzia­łem, ale sądzę, że to rezul­tat wyboru rasy i posia­da­nych przez cie­bie para­me­trów. Twoja pod­sta­wowa Kon­dy­cja na­dal wynosi tylko dwa. – Zamilkł. – Nie, jed­nak cztery, bo wybra­łaś jako rasę kota. – Znowu przez moment prze­glą­dał nie­wi­doczne dla nas menu. – Teraz rozu­miem. To wynika z kom­bi­na­cji czte­rech czyn­ni­ków. Poza tym macie prze­pustki do Klubu Despe­rado, które cał­ko­wi­cie wyklu­czają wybór kilku klas. A tiara na główce Pączuś ogra­ni­cza pozo­stałe opcje jesz­cze bar­dziej. Ale to nie szko­dzi, na­dal pozo­stało jej kilka świet­nych moż­li­wo­ści.

– To które są dobre? – zapy­tała Pączuś, przy­glą­da­jąc się liście. – Ooo, to brzmi faj­nie! Jed­no­cze­śnie groź­nie, tajem­ni­czo i roz­ryw­kowo. Wybie­ram to!

– Zacze­kaj! – powie­dzia­łem, pod­ry­wa­jąc się. Zła­pa­łem pod pachę Mongo, który w mię­dzy­cza­sie zdą­żył zasnąć, i popę­dzi­łem do ekranu. – Nie wybie­raj niczego, dopóki dokład­nie się temu nie przyj­rze­li­śmy!

Pączuś wska­zała na coś o nazwie Nekro­Bardka.

Mor­de­cai chrząk­nął.

– To nie jest zły wybór. Sta­nowi jedną z trzech reko­men­da­cji.

Przyj­rza­łem się liście. Jedy­nymi dostęp­nymi dla Pączuś kla­sami bazo­wymi były Bardka, Użyt­kow­niczka Magii i Bar­ba­rzynka. Każda z tych klas miała pod spodem kilka dodat­ko­wych pozy­cji, w tym Nekro­mantkę, Magi­nię Wia­tru i Cza­row­nicę. Klasa Nekro­Bardki znaj­do­wała się zarówno pod Bardką, jak i pod Nekro­mantką. Był też nagłó­wek Klasy Ziem­skie i więk­szość tych dostęp­nych umiesz­czona była wła­śnie pod nim, a wśród nich kilka cie­ka­wych pozy­cji, jak Dzika Kotka Ber­ser­kerka, Zwie­rzę Eks­pe­ry­men­talne oraz Ści­gaczka w Rol­ler Derby.

Spoj­rza­łem na listę trzech suge­stii wybra­nych przez sztuczną inte­li­gen­cję. Były nimi:

Szy­cha ze Strefy Arty­stów

Nekro­Bardka

oraz

Była Dzie­cięca Aktorka

W myślach podzię­ko­wa­łem bogom tej gry, że nie nazwali tej klasy z wyści­gów wrot­kar­skich „Kró­lową Derby”. Pączuś na pewno nale­ga­łaby, żeby ją wybrać. Roz­ma­wia­li­śmy o tym i opra­co­wa­li­śmy plan, oparty luźno na radach Odette, ale kotce zda­rzało się czę­sto podej­mo­wać sza­lone decy­zje.

– Pączuś – powie­dzia­łem – klik­nij na każdą z trzech reko­men­da­cji i zobacz, jakie mają opisy.

– Mówię ci już teraz, że abso­lut­nie nie zamie­rzam wybrać tego – oświad­czyła Pączuś, kli­ka­jąc na pierw­szą pro­po­zy­cję.

Szy­cha ze Strefy Arty­stów

Ta klasa oparta na Cha­ry­zmie i Inte­li­gen­cji to współ­cze­sna forma kupca. Wyko­rzy­stu­jąc wyjąt­kowy arty­styczny talent, by roz­ba­wić i ocza­ro­wać swo­ich zio­mów ner­dów, Szy­cha z kon­wen­to­wej Strefy Arty­stów wędruje po całym świe­cie, ofe­ru­jąc na sprze­daż swój łamiący prawa autor­skie towar. Cho­ciaż fizycz­nie ten dzielny przed­się­biorca nie sta­nowi więk­szego zagro­że­nia, bar­dzo trudno go zra­nić. Człon­ko­wie tej klasy otrzy­mują nastę­pu­jące bonusy:

+5 do Zwin­no­ści

Natych­mia­stowy dostęp do zaklę­cia Tar­cza poziomu 5

25% zniżki we wszyst­kich skle­pach oraz 15% pre­mii do wszyst­kich sprze­daży

Pre­mia 10% do wszyst­kich monet przy zej­ściu na następny poziom

Umie­jęt­ność Tro­pi­ciel na pozio­mie 5

Dostęp do Ulep­szo­nego Uniku, który pozwala wytre­no­wać umie­jęt­ność Unik do poziomu 20

Umie­jęt­ność Unik na pozio­mie 5 (już dostępna)

Dodat­kowe pod­klasy poja­wią się na pozio­mie 6.

To Klasa Ziem­ska. Po wybo­rze Klasy Ziem­skiej dosta­niesz w pre­zen­cie Srebrną Ziem­ską Skrzynkę na zachętę.

Mor­de­cai chrząk­nął.

– Ten pre­zent w bonu­sie jest dość kiep­ski w porów­na­niu z tym, co zwy­kle ofe­rują. Zazwy­czaj dostaje się złotą skrzynkę i kilka dodat­ko­wych punk­tów para­me­trów.

– Wcale mnie to nie dziwi – mruk­ną­łem. Mój wzrok natych­miast powę­dro­wał do umie­jęt­no­ści Tro­pi­ciel. Odette powie­działa, że muszę ją mieć. Jed­nak szu­ka­li­śmy także cze­goś innego.

– Ale to i tak – cią­gnął Mor­de­cai – bar­dzo dobry wybór dla niej. Jeśli zdoła wytre­no­wać Unik do poziomu pięt­na­stego, będzie prak­tycz­nie nie­moż­liwa do zra­nie­nia. I dwu­dzie­sto­pię­cio­pro­cen­towa zniżka w skle­pach też jest świetna, a prze­cież dosta­nie ją jako doda­tek do zniżki, jaka wynika z jej Cha­ry­zmy. Będzie kupo­wać wszystko za połowę ceny, a to naprawdę się przy­daje. Lecz co naj­waż­niej­sze, zyska w ten spo­sób dostęp do umie­jęt­no­ści Tro­pi­ciel. To sprawi, że znaj­do­wa­nie scho­dów, skle­pów i gil­dii sta­nie się o wiele prost­sze.

– Nie ma mowy – zapro­te­sto­wała Pączuś. – Strefa Arty­stów na kon­wen­cie? Serio? Czy to nie te nerdy, które lubią Gwiezdne Wojny i rysują obrazki z kotami ubra­nymi jak kole­sie z Dru­żyny A? – Wzdry­gnęła się.

– To dobra opcja – powie­dzia­łem. – Spójrzmy na dwie pozo­stałe.

Nekro­Bardka

Ta nie­co­dzienna klasa łączy jedną z naj­bar­dziej uwiel­bia­nych pro­fe­sji z jedną z naj­bar­dziej pogar­dza­nych. Nekro­manci spe­cja­li­zują się w magii opar­tej na przy­zy­wa­niu umar­łych. Bar­do­wie muszą wybrać umie­jęt­ność zwią­zaną z roz­rywką. Zależ­nie od tego, czy będzie to śpiew, gra na wuwu­zeli czy opo­wia­da­nie histo­rii, uzbro­jony w ten spo­sób zawod­nik będzie wyko­rzy­sty­wał swoją umie­jęt­ność do zaba­wia­nia, chro­nie­nia albo zauro­cza­nia zarówno żywych, jak i umar­łych.

Człon­ko­wie tej klasy otrzy­mują nastę­pu­jące bonusy:

Natych­mia­stowy dostęp do poziomu 5 dowol­nej umie­jęt­no­ści zwią­za­nej z roz­rywką

Dostęp do wszyst­kich klu­bów z zamkniętą listą człon­ków, bez względu na posia­dane obec­nie człon­ko­stwa

Dar­mowe pokoje we wszyst­kich bez­piecz­nych prze­strze­niach

Dodat­kowy koszt w wyso­ko­ści 10% many przy rzu­ca­niu wszyst­kich zaklęć nie­na­le­żą­cych do reper­tu­aru Barda lub Nekro­manty

Natych­mia­stowy dostęp do poziomu 3 zaklę­cia Prze­ka­ba­ca­nie Nie­umar­łych

Natych­mia­stowy dostęp do poziomu 3 zaklę­cia Łowca Maj­te­czek

+5 do Kon­dy­cji, Cha­ry­zmy i Inte­li­gen­cji

−2 do Siły

Dodat­kowe bonusy zależą od wyboru umie­jęt­no­ści zwią­za­nej z roz­rywką.

– Na wszyst­kie świę­to­ści – powie­dzia­łem – przy­się­gam, że porzucę cię tu i teraz, jeśli posta­no­wisz grać na wuwu­zeli.

– Mogła­bym grać na jakimś instru­men­cie – powie­działa Pączuś z zachwy­tem. – Mogła­bym zostać pio­sen­karką!

– Przy­po­mi­nam, że mie­li­śmy utrzy­my­wać przy sobie widzów – ostrze­głem.

– Ten opis nie wspo­mina o tym, że wiele zaklęć nekro­manty będzie rzu­ca­nych za pomocą jej instru­mentu – uzu­peł­nił Mor­de­cai. – Ozna­cza to, że nie będzie musiała do nich uży­wać punk­tów magii. To nie­sa­mo­wi­cie korzystne. Poza tym każdy instru­ment ma długą listę dodat­ko­wych bonu­sów. Nekro­Bardka będzie świet­nym wybo­rem, jeśli ty, Carl, zde­cy­du­jesz się na klasę ofen­sywną. Któ­rąś z tych, które zadają wyso­kie obra­że­nia. Pączuś posia­da­łaby wów­czas sze­roką gamę umie­jęt­no­ści zapew­nia­ją­cych ochronę i wspar­cie.

– Zobacz, Carl! Mogła­bym grać na har­mo­nijce! – wykrzyk­nęła Pączuś. Otwo­rzyła dodat­kowe menu z listą umie­jęt­no­ści. Pra­wie zadła­wiła się z zachwytu. – Bongo! Carl, oni mają bębenki bongo.

– Na har­mo­nijce? Jak to by w ogóle miało dzia­łać? – zapy­ta­łem. – Nie masz prze­ciw­staw­nych kciu­ków.

– Do har­mo­nijki nie są potrzebne żadne kciuki, Carl. Nie jeśli znajdę sobie jedną z tymi teges na szyję.

Wyobra­zi­łem sobie, jak Zev pró­buje mnie udu­sić, gdy­bym pozwo­lił Pączuś wybrać jakiś gro­te­skowy instru­ment.

– Pro­szę, spójrzmy po pro­stu na trze­cią opcję.

Była Dzie­cięca Aktorka

Ta rzadka klasa to odmiana klasy Aktorka. Uzy­skują do niej dostęp wyłącz­nie zawod­nicy, któ­rzy zdo­byli osią­gnię­cie „Cię­cie!” oraz co naj­mniej bilion odsłon.

Kie­dyś roz­pusz­czony bachor i mię­dzy­na­ro­dowa gwiazda, potem ofiara uza­leż­nie­nia od nar­ko­ty­ków – odczoł­ga­łaś się od kra­wę­dzi sil­niej­sza niż kie­dy­kol­wiek. Jesteś gotowa na wielki powrót. Ta klasa oparta na Cha­ry­zmie i przy­padku może zadzia­łać lub nie. Albo wej­dziesz na sam szczyt, albo za tydzień znajdą cię mar­twą w jakimś rowie.

Ta uni­kalna Klasa Ziem­ska bazuje na pod­kla­sie Bardka/Łotrzyca Specka od Wszyst­kiego, jed­nak z kil­koma waż­nymi róż­ni­cami.

Poza wyli­czo­nymi poni­żej bonu­sami wyróż­nia­jącą cechą tej wszech­stron­nej klasy jest umie­jęt­ność Aktorka na pozio­mie 3. Prze­cho­dzi ona na wyż­szy poziom wyłącz­nie po zej­ściu na kolejne pię­tro Lochu.

Dodat­kowe bonusy:

Odpor­ność na wszyst­kie cho­roby i tru­ci­zny

Umie­jęt­ność Kara­luch na pozio­mie 5

+10% do Cha­ry­zmy

+15% do szyb­ko­ści wzro­stu wszyst­kich umie­jęt­no­ści opar­tych na Cha­ry­zmie

Bonus Mene­dżera

To Klasa Ziem­ska. Po wybo­rze Klasy Ziem­skiej dosta­niesz w pre­zen­cie Srebrną Ziem­ską Skrzynkę na zachętę.

Patrzy­łem, jak w cza­sie lek­tury Pączuś sze­roko otwie­rała oczy ze zdu­mie­nia.

– Co to, do cho­lery, jest umie­jęt­ność Aktorka? I Kara­luch? – zapy­ta­łem. – I czym było osią­gnię­cie „Cię­cie!”? W ogóle takiego nie pamię­tam.

– Dosta­łam je za świetną grę aktor­ską – wyja­śniła Pączuś. – Jak wystrych­nę­li­śmy na dudka te gobli­nie sza­manki.

– Ale na­dal nie wiem, co zna­czy „Aktorka”. Mor­de­cai?

Mor­de­cai mil­czał przez kilka chwil. Skrzy­wił się z nie­sma­kiem. Na jego nowej twa­rzy inkuba wyglą­dało to nie­mal groź­nie.

– Co? – ock­nął się. – Ach, Aktorka. To tro­chę skom­pli­ko­wane. Pączuś mogłaby na każ­dym pozio­mie wybie­rać sobie spe­cjal­ność.

– Spe­cjal­ność? – zapy­ta­łem.

– Po pro­stu może na każ­dym pozio­mie wybrać nową klasę. Od tej pory każdy poziom Lochu będzie miał jakiś motyw prze­wodni, więc taka umie­jęt­ność na pewno by się przy­dała. Jeśli na następ­nym pozio­mie zaroi się od lodo­wych potwo­rów, Pączuś będzie mogła wybrać klasę opartą na ogniu i tak dalej. Umie­jęt­ność ma jed­nak silny kom­po­nent losowy. Jeśli Pączuś ją wybie­rze, a potem posta­nowi zostać magi­nią ognia, sztuczna inte­li­gen­cja rzuci kośćmi i zde­cy­duje, ile przy­znać jej wyko­rzy­stu­ją­cych ogień zaklęć i umie­jęt­no­ści. I gdy tylko Pączuś opu­ści poziom, straci wszyst­kie dotych­cza­sowe umie­jęt­no­ści i będzie musiała wybie­rać od nowa. Jed­no­cze­śnie każdy awans umie­jęt­no­ści Aktorka na kolejny poziom ozna­cza zdo­by­cie lep­szych umie­jęt­no­ści na tym pozio­mie. Byłaby dość słaba na niż­szych pozio­mach, ale gdy­by­ście doszli dalej, mogłaby stać się cał­kiem silna, zależ­nie od wybra­nych przez nią klas.

– Chyba nie bar­dzo mi się to podoba – powie­dzia­łem. – Zbyt wiele zależy od przy­padku. A co z jej dotych­cza­so­wymi umie­jęt­no­ściami, jak zaklę­cie Magiczny Pocisk?

– Te pozo­sta­łyby nie­tknięte. Gdyby jed­nak wybrała klasę, która obniża jej te zaklę­cia i umie­jęt­no­ści, obo­wią­zy­wa­łyby ją wszyst­kie obcią­że­nia. Na przy­kład jeśli wybie­rze spe­cjal­ność Nekro­mantka, zaklę­cie Magiczny Pocisk będzie kosz­to­wać o dzie­sięć pro­cent wię­cej many, ale tylko na tym jed­nym pozio­mie. A jeśli wybie­rze Cza­row­nicę, jej Kon­dy­cja obniży się o jeden punkt, dopóki nie opu­ści tego poziomu Lochu.

Podo­bało mi się, że Pączuś byłaby odporna na tru­ci­zny i cho­roby.

– A czym jest umie­jęt­ność Kara­luch?

– Daje szansę prze­trwa­nia śmier­tel­nego ataku. Na pozio­mie pią­tym mogłaby prze­żyć jeden śmier­telny cios na walkę, cho­ciaż zosta­łoby jej nie­wiele punk­tów życia. Na pozio­mie dzie­sią­tym ta umie­jęt­ność spra­wia, że punkty życia w ogóle nie spa­dają po pierw­szym śmier­telnym ude­rze­niu. Pro­blem polega na tym, że można ją wyćwi­czyć wyłącz­nie poprzez uży­wa­nie. Albo zwięk­szyć jej poziom za pomocą elik­si­rów, albo w gil­dii tre­nin­go­wej, jeśli zdo­ła­cie jakąś zna­leźć, ale to może być kosz­towne.

– Mnie się podoba – oświad­czyła Pączuś. – Jeśli to wybiorę, będę mogła zosta­wać na każ­dym pozio­mie Nekro­Bardką, ale wybie­rać sobie nowy instru­ment. Czy to nie byłoby cie­kawe? Naj­lep­sze z obu świa­tów!

– Nie­ko­niecz­nie, Pączuś – ostu­dzi­łem ją. – Jeśli sztuczna inte­li­gen­cja wylo­suje ci kiep­skie para­me­try, zosta­niesz ze sła­bymi umie­jęt­no­ściami i zaklę­ciami do końca poziomu.

– Otóż to – potwier­dził Mor­de­cai.

– Przyj­rzyjmy się naj­pierw pozo­sta­łym moż­li­wo­ściom – zapro­po­no­wa­łem. – Ale ze wszyst­kich trzech naj­bar­dziej podoba mi się Szy­cha ze Strefy Arty­stów.

– Zga­dzam się – powie­dział Mor­de­cai. – Nekro­Bardka mogłaby być lep­sza. Ale masz rację, Carl. Ta decy­zja może się oka­zać ryzy­kowna dla waszej pozy­cji w mediach spo­łecz­no­ścio­wych.

Przez jakiś czas dys­ku­to­wa­li­śmy nad pozo­sta­łymi moż­li­wo­ściami, przy­glą­da­jąc się uważ­nie umie­jęt­no­ściom. Dzika Kotka Ber­ser­kerka była zasad­ni­czo rodza­jem bar­ba­rzyńcy i po wybra­niu tej klasy Pączuś na pewno zgi­nę­łaby przez niskie punkty życia, a Zwie­rzę Eks­pe­ry­men­talne było po pro­stu magiem spe­cja­li­zu­ją­cym się w tru­ci­znach. Wybór tej klasy powo­do­wał rów­nież, że zawod­nik zaczy­nał migo­tać na zie­lono. Cza­row­nica ozna­cza­łaby nowy zestaw sen­sow­nych umie­jęt­no­ści, ale obni­ży­łaby Kon­dy­cję Pączuś o jeden punkt, co nara­zi­łoby ją na zbyt duże nie­bez­pie­czeń­stwo. Pozo­stałe klasy wyma­gały ata­ków z bli­skiej odle­gło­ści i nie nada­wały się dla kotki.

Wzią­łem głę­boki oddech.

– Wiem, że nie­szcze­gól­nie ci się to podoba, ale naprawdę uwa­żam, że powin­naś wybrać Szy­chę ze Strefy Arty­stów. Nie jest to ide­alna opcja, ale naj­bar­dziej uni­wer­salna z tych dostęp­nych.

– Dobrze – powie­działa.

Wymie­ni­łem spoj­rze­nie z Mor­de­ca­iem, żeby upew­nić się, czy to kupił. Wyda­wał się scep­tyczny.

– Naprawdę? – zapy­ta­łem.

Pączuś wyko­nała koci odpo­wied­nik wzru­sze­nia ramio­nami.

– Musimy prze­cież wybrać to, co naj­lep­sze dla dru­żyny, nie­praw­daż? Chcesz, żebym była nerdką, to będę nerdką.

Pączuś: CARL, JESTEŚ PEWIEN? ON BĘDZIE NAPRAWDĘ WŚCIE­KŁY.

Carl: Zrób to.

– No dobrze – powie­dział Mor­de­cai. – Teraz pojawi się menu i będziesz musiała prze­wi­nąć je do dołu i wybrać klasę.

Kotka roz­bły­sła na moment. Chwilę póź­niej roz­bły­sła jesz­cze raz.

– Gotowe. Jestem głu­pią Szy­chą ze Strefy Arty­stów.

– Cho­lerny świat, Pączuś! – zawo­łał Mor­de­cai. – Cho­lerny jebany świat!

– O rety – powie­dzia­łem. Mongo poru­szył się na moich kola­nach. – Co się dzieje?

– Mor­de­cai, mój drogi, ta kwe­stia należy do Carla. Musisz sobie zna­leźć coś innego. Carl, on jest nie­za­do­wo­lony, bo wybra­łam klasę Dawna Dzie­cięca Aktorka. Zagra­łam to, co? Czy nie byłam cudowna?

– Niczego nie zagra­łaś – popra­wi­łem ją. – Skła­ma­łaś.

– Tech­nicz­nie nie skła­ma­łam. Wybra­łam Szy­chę ze Strefy Arty­stów jako spe­cjal­ność na pozio­mie trze­cim. To i tak z grub­sza to samo, więc nie rozu­miem, czemu się tak uniósł. Powia­do­mie­nie mówiło, że dosta­łam wszyst­kie bonusy oprócz dwu­dzie­sto­pię­cio­pro­cen­to­wej zniżki. I zaklę­cia Tar­cza. I umie­jęt­no­ści Tro­pi­ciel.

– To chyba wszyst­kie uży­teczne bonusy, Pączuś. – Wes­tchną­łem. – Przy­naj­mniej twoja Cha­ry­zma jest teraz wyż­sza. I na­dal masz umie­jęt­ność Kara­luch.

– I jestem odporna na tru­ci­zny i cho­roby!

– Tak – przy­znał Mor­de­cai z prze­ką­sem. – Do tego otrzy­ma­łaś Bonus Mene­dżera.

– O wła­śnie – wtrą­ci­łem. – Co to takiego?

Wie­dzia­łem już, na czym pole­gał bonus mene­dżera. Odette wyja­śniła go ze szcze­gó­łami.

– To ja – odparł Mor­de­cai. – Ja jestem mene­dże­rem. Od tej pory aż do końca waszego pobytu w tym prze­klę­tym miej­scu będę auto­ma­tycz­nie tele­por­to­wać się do każ­dej bez­piecz­nej prze­strzeni, w jakiej się znaj­dzie­cie.

– Jupi! – zawo­łała Pączuś.

– Nie, nie „jupi” – roze­źlił się Mor­de­cai. – Po tym pozio­mie mia­łem zostać prze­nie­siony do gil­dii magicz­nej. Lubię pro­wa­dzić gil­die magiczne. Dostaję prze­stron­niej­szy pokój i dostęp do więk­szej liczby elik­si­rów i zaklęć. Teraz zostanę zmu­szony spę­dzać z wami czas za każ­dym razem, gdy pój­dzie­cie spać albo zatrzy­ma­cie się w gospo­dzie, by umyć zęby. Z dala od mojego miesz­ka­nia, ubrań i jedze­nia. O, bogo­wie! I stra­ci­łem dostęp do tuneli. Koniec z tele­wi­zją. Koniec ze spraw­dza­niem szcze­gó­łów w kodek­sie infor­ma­cyj­nym. I ponie­waż nie mogę już wię­cej patrzeć, jak roz­bi­ja­cie się po Lochu, nie otrzy­mam żad­nego ostrze­że­nia przed nad­cho­dzącą tele­por­ta­cją. A jeśli kupi­cie pry­watną prze­strzeń… – Zaczął mam­ro­tać coś pod nosem.

– To nie było w porządku, Pączuś – powie­dzia­łem.

Pączuś: MÓWI­ŁAM, ŻE BĘDZIE SIĘ ZŁO­ŚCIŁ. NIE LUBIĘ, JAK LUDZIE SIĘ NA MNIE ZŁOSZ­CZĄ.

Carl: Tak, jest wku­rzony. Sorki za to.

Odette nas ostrze­gła:

– Jeśli będzie­cie chcieli wybrać bonus mene­dżera i nie będzie on dostępny przy oczy­wi­stym wybo­rze, musi­cie spra­wić, żeby to wyglą­dało na błąd – powie­działa. – Nie pytaj go o to, bo gdy wam wyja­śni, będzie już za późno. Nie wolno mu nic powie­dzieć, dopóki nie zapy­ta­cie. Niech to wygląda na pomysł Pączuś, z któ­rym ty nie mia­łeś nic wspól­nego. Mor­de­cai potrafi nie­źle się obra­zić, ale uważa kotkę za dziecko. Jej wyba­czy. Jeśli kie­dy­kol­wiek się dowie, że zro­bi­łeś to spe­cjal­nie, ni­gdy ci tego nie zapo­mni.

– Co, jeśli ten bonus jest dołą­czony do kiep­skiej klasy? – zapy­ta­łem. – Faj­nie jest mieć go przy sobie, ale nie wiem, czy to będzie miało sens, jeśli nasz wybór osłabi Pączuś.

– Jako prze­wod­nik po grze w wielu sytu­acjach nie może wam udzie­lić pomocy, a w wielu innych musi mil­czeć. Gdy będzie mene­dże­rem, takie ogra­ni­cze­nia prze­staną go obo­wią­zy­wać. Straci dostęp do kodeksu i jedy­nym źró­dłem tego, co wam opo­wie, staną się jego wspo­mnie­nia. Jed­nak Mor­de­cai spę­dził w Lochu tak dużo czasu, że jego mózg to jeden z naj­bar­dziej pomoc­nych dla zawod­nika zaso­bów. Jak długo zechce wam poma­gać, pozy­cja mene­dżera będzie słab­sza wyłącz­nie od jego obec­no­ści w dru­ży­nie. Będzie mógł korzy­stać z funk­cji czatu. Jest mistrzem alche­mii. Postaw go przed Sto­łem Alche­mika, a będzie two­rzył dla cie­bie elik­siry. Sam widzisz, jakie to ozna­cza zyski.

Ski­ną­łem głową na znak, że istot­nie je widzę. Posta­no­wi­li­śmy więc sko­rzy­stać z rady Odette. Nie podo­bało mi się, że musie­li­śmy okła­mać albo wziąć Mor­de­caia pod­stę­pem. Był tak bli­skim przy­ja­cie­lem, jakim mógł stać się dla mnie kosmita, i rozu­mia­łem, że gdyby kie­dy­kol­wiek dowie­dział się o moim oszu­stwie, zaufa­nie i przy­jaźń mię­dzy nami mogłyby zostać nie­od­wra­cal­nie zerwane. Poza tym nie ufa­łem Odette. Byli­śmy jej dłużni i moż­liwe, że dali­śmy jej do rąk coś, co mogła potem wyko­rzy­stać prze­ciw nam. Jed­nak wie­rzy­łem, że naprawdę pra­gnie, byśmy prze­trwali tak długo, jak to tylko moż­liwe.

Po krót­kiej dys­ku­sji z Pączuś doszli­śmy do wnio­sku, że to warte ryzyka. Wybie­rzemy bonus mene­dżera, jeśli będzie dostępny.

Pięk­nie wyrzeź­bione wargi Mor­de­caia wyrzu­cały z sie­bie kolejne wyrze­ka­nia. Jego pło­nący wzrok sku­pił się na Pączuś:

– Moje gra­tu­la­cje, zawod­niczko. Jesteś teraz Kró­lewną Pączuś, Kotką Byłą Dzie­cięcą Aktorką poziomu trzy­na­stego. Witaj na jeba­nym trze­cim pozio­mie Lochu!

Rzu­cił mi nie­na­wistne spoj­rze­nie.

– Twoja kolej – powie­dział.3

To Górne Mia­sto – powie­dział Mor­de­cai, gdy szli­śmy drew­nianą ulicą. Moja mini­mapa roiła się od bia­łych kro­pek enpe­ców. Kropka Mor­de­caia zmie­niła się w żółtą gwiazdkę. W oko­licy znaj­do­wało się kilka roz­pro­szo­nych nie­bie­skich kro­pek, nale­żą­cych do zawod­ni­ków, ale nie było ich wiele. – Miej­sce, w któ­rym opu­ści­li­ście drugi poziom, nie ma naj­mniej­szego wpływu na loka­li­za­cję, w jakiej poja­wia­cie się na pozio­mie trze­cim. Zej­ście na kolejny poziom odbywa się w spo­sób cał­ko­wi­cie przy­pad­kowy i będzie­cie się tu spo­ty­kać z zawod­ni­kami z całego świata.

– Więc Bran­don i jego załoga mogli zna­leźć się gdzie­kol­wiek? – zapy­ta­łem. – Jak wielki jest ten poziom?

Pączuś sie­działa na moim ramie­niu, a Mongo na jej ple­cach, więc wyglą­da­li­śmy jak jakiś akt cyr­kowy. Z moją zwięk­szoną siłą ledwo ich na sobie czu­łem. Wielu enpe­ców zatrzy­my­wało się z roz­dzia­wio­nymi ustami, gdy ich mija­li­śmy. Więk­szość z nich była huma­no­idal­nymi kra­sno­lu­dami, ale wokół prze­cha­dzali się też zwy­czajni ludzie, orki i istoty przy­po­mi­na­jące elfy. Wszy­scy mieli na sobie śre­dnio­wieczne stroje. W oko­licy prze­cha­dzali się też więksi, uzbro­jeni straż­nicy z zasło­nię­tymi twa­rzami.

– Tak, mogą być wszę­dzie – potwier­dził Mor­de­cai. – Ich loka­li­za­cja zależy od loka­li­za­cji ich prze­wod­nika po grze. Może­cie z nimi roz­ma­wiać, ale pew­nie sami nie będą wie­dzieć, w jakiej znaj­dują się wobec was pozy­cji. Ich prze­wod­niczka nazy­wała się Mistrzyni Tia­tha. Nie znam jej dobrze, ale jeśli chce­cie, mogę spró­bo­wać spraw­dzić, gdzie się znaj­duje.

– Czy to wszystko jedno wiel­kie mia­sto?

– Górne Mia­sto sta­nowi tra­dy­cję Świata Lochów. To setki małych, roz­pro­szo­nych wio­sek oto­czo­nych sze­ro­kimi poła­ciami opusz­czo­nych ruin. Wszystko jest tu połą­czone. Z waszego punktu widze­nia te miej­skie obszary będą się poja­wiać co trzy poziomy. – Mor­de­cai nastą­pił mocno na chwiejne pod­łoże. – Więk­szość z tego to tylko deko­ra­cja. Na­dal znaj­du­jemy się pod powierzch­nią waszej pla­nety. To nie jest niebo żad­nego odle­głego świata. Pod naszymi sto­pami tak naprawdę nie znaj­duje się potężny wul­kan.

– Wul­kan? – zapy­ta­łem, spo­glą­da­jąc w dół.

– Zaraz do tego doj­dziemy. Trak­tuj to jak deko­ra­cje sce­niczne wyko­nane z myślą o publicz­no­ści. Ten i kolejne poziomy będą znacz­nie mniej­sze niż dwa poprzed­nie, z wyjąt­kiem poziomu dzie­wią­tego. Ten tutaj musi być wiel­ko­ści waszego stanu Ari­zona. Jakieś trzy­sta tysięcy kilo­me­trów kwa­dra­to­wych. Więk­szość z tego zaj­mują ruiny.

– A co z enpe­cami? – zapy­ta­łem.

Para kra­sno­ludz­kich dziew­cząt, prak­tycz­nie nasto­la­tek, nie­mal zemdlała z zachwytu na widok Mor­de­caia. Powie­działy coś, pró­bu­jąc zwró­cić na sie­bie jego uwagę. Wark­nął na nie, a one odbie­gły, chi­cho­cząc.

– Och, są praw­dziwi. To żywe, czu­jące istoty, podobne do nie­któ­rych mobów. Więk­szość została zapro­jek­to­wana przez Kor­po­ra­cję Borant, która w związku z tym jest ich wła­ści­cie­lem. To jedyny świat, jaki kie­dy­kol­wiek znali.

– To poje­bane. Wie­dzą, czym są?

– Ich mózgi są pod­da­wane zmia­nom przy każ­dej rege­ne­ra­cji. Następ­nym razem, gdy ten poziom zosta­nie ufor­mo­wany na innej pla­ne­cie, enpece obu­dzą się, jakby roz­po­czy­nał się kolejny zwy­czajny dzień. Jed­nak oni też będą odmie­nieni, a w ich umy­słach zostaną umiesz­czone fał­szywe wspo­mnie­nia. Nie­wy­godne wspo­mnie­nia, jak te o zawod­niku, który przy­siada się do nich i wyja­śnia im, że są zale­d­wie rekwi­zy­tami w mię­dzy­ga­lak­tycz­nym serialu tele­wi­zyj­nym, zostaną wyma­zane. Na przy­kład te gobliny, o któ­rych mi opo­wia­da­łeś. Były uza­leż­nione od metam­fe­ta­miny. Wal­czyły o nią z lamami. Ten wątek nie ist­niał w poprzed­nim sezo­nie. Został dodany wyłącz­nie na potrzeby obec­nego świata. Następ­nym razem będą uza­leż­nione od wyciągu ze sło­necz­nych jagód czy cze­goś podob­nego. Albo będą fana­tycz­nymi wyznaw­cami jakie­goś boga, albo jesz­cze czymś zupeł­nie innym.

– Co do kurwy?! – zapy­ta­łem. To było tak samo okropne, a pod pew­nymi wzglę­dami nawet gor­sze od tego, co robili ze mną i innymi ludźmi. – Ale to prze­cież na­dal żywe istoty! Jakim cudem to jest legalne?

– Borant ich stwo­rzył, więc jest ich wła­ści­cie­lem. Nie można zmie­niać wspo­mnień nale­żą­cych do natu­ral­nych, czyli osób uro­dzo­nych w wyniku natu­ral­nych pro­ce­sów bio­lo­gicz­nych, póki nie zrzekną się swo­ich praw.

– I nikt nie ma nic prze­ciwko temu?

– W więk­szo­ści tak. Galak­tyka ma mnó­stwo poważ­niej­szych zmar­twień. Zasady, które to regu­lują, są dość surowe, pra­wie tak surowe jak te doty­czące sztucz­nej inte­li­gen­cji. Dru­ko­wa­nym bio­lo­gicz­nie mobom i enpe­com nie wolno ist­nieć poza pro­duk­cją moni­to­ro­waną przez Syn­dy­kat. Wyko­rzy­sty­wa­nie ich w jakim­kol­wiek innym celu niż zezwo­lone formy roz­rywki jest wysoce nie­le­galne. Uznaje się to zasad­ni­czo za zbrod­nię wojenną.

– Więc nie ma żad­nych mię­dzy­ga­lak­tycz­nych bur­deli wypeł­nio­nych kobie­tami stwo­rzo­nymi za pomocą inży­nie­rii gene­tycz­nej?

Mor­de­cai się skrzy­wił.

– Nie ma legal­nych. Ist­nieje jed­nak jedno miej­sce, w któ­rym są one dozwo­lone. – Wska­zał w dół.

– Ale powie­dzia­łeś… – Wresz­cie to do mnie dotarło. – Ach, czyli na niż­szych pozio­mach?

– Otóż to – potwier­dził Mor­de­cai. – Na trze­cim pozio­mie nie ma tury­stów. Więk­szość z nich wybiera poziom osiem­na­sty, który przy­po­mina luk­su­sowy ośro­dek wypo­czyn­kowy dla miliar­de­rów. Naj­za­moż­niej­sza elita galak­tyki zbiera się tam, by impre­zo­wać, upra­wiać hazard i zaspo­ka­jać swoje naj­niż­sze żądze.

– Nie rozu­miem – zapro­te­sto­wa­łem. – Myśla­łem, że poziom osiem­na­sty będzie wyglą­dał jak pie­kło na ziemi, pełne smo­ków, olbrzy­mów mio­ta­ją­cych bły­ska­wice i tak dalej. Więc co by się stało, gdyby zawod­nik zdo­łał tam dotrzeć?

– Nikt jesz­cze nie zdo­łał – odparł Mor­de­cai – więc nie wiem. To samo doty­czy poziomu pięt­na­stego. Borant i sztuczna inte­li­gen­cja muszą mieć wdro­żony jakiś plan, ale nikt nie dotarł jesz­cze tak głę­boko, więc nie wia­domo, na czym ten plan polega. To wykra­cza daleko poza moje kom­pe­ten­cje.

Po dro­dze mija­li­śmy liczne sklepy, gil­die i gospody. Na mojej mapie gospody ozna­czone były jako bez­pieczne prze­strze­nie.

Mor­de­cai poświę­cił tro­chę czasu, by wyja­śnić nam gil­die kla­sowe i umie­jęt­no­ściowe. Pączuś i ja mogli­śmy tre­no­wać w gil­diach dla klasy łotrzy­ków. Kotka posia­dała rów­nież dostęp do gil­dii bar­dów, ja zaś mogłem korzy­stać z gil­dii wojow­ni­ków. Cza­sem tra­fiały się też gil­die prze­zna­czone dla okre­ślo­nych ras. Mor­de­cai oświad­czył, że ni­gdy nie widział gil­dii dla pier­wot­nych, ale nie­wy­klu­czone, że gdzieś ist­nieje. Czwo­ro­nogi zwy­kle nie posia­dały wła­snych gil­dii.

Dotar­li­śmy do końca uliczki, gdzie wznie­siono nie­wielki pło­tek. Przy bramce się­ga­ją­cej mi do klatki pier­sio­wej stało dwóch straż­ni­ków. Byli od stóp do głów ukryci pod zbroją pły­tową, więc nie widzia­łem, do jakiej nale­żeli rasy, tylko że byli wysocy i napa­ko­wani. Każdy z nich uzbro­jony był w długi sta­lowy miecz. Przyj­rza­łem się jed­nemu z nich.

Miecz­nik. Straż­nik Wio­ski – poziom 75

Wszy­scy mamy sła­bość do tych sil­nych, mil­czą­cych typów. Aby dowie­dzieć się, co taki straż­nik ukrywa pod heł­mem, będziesz musiał go zabić. Dalej, spró­buj. Tylko spró­buj!

Straż­nicy Wio­ski mają za zada­nie chro­nić zamiesz­kane ośrodki poziomu trze­ciego przed stwo­rami, które nawie­dzają ruiny Gór­nego Mia­sta. Są na służ­bie wyłącz­nie wtedy, gdy na nie­bie świeci słońce, więc nie bie­gnij­cie do nich, skam­ląc o pomoc, gdy zapad­nie zmrok.

Straż­nik stał przed nami, nie­ru­chomy jak posąg.

– Tro­chę się go boję – stwier­dziła Pączuś, gdy zatrzy­ma­li­śmy się przy bramce.

– Nie zacze­piaj­cie straż­ni­ków – poin­stru­ował Mor­de­cai. – Nie ata­kuj­cie enpe­ców. Nie pró­buj­cie okra­dać skle­pów. Nie zasy­piaj­cie po pijaku na ulicy. Tutaj nie ma żad­nego wię­zie­nia, tylko kara śmierci. Jeśli nara­zi­cie się czymś straż­ni­kom, nie pró­buj­cie z nimi wal­czyć. Są powolni, ale jest ich wielu. Ucie­kaj­cie przed nimi pro­sto do ruin. Tam za wami nie pobie­gną. Jeśli do tego doj­dzie, ni­gdy nie zdo­ła­cie wejść do tej wio­ski.

Za bramą widać było wię­cej budyn­ków, ale były ewi­dent­nie opusz­czone i zruj­no­wane. Zbu­do­wano je z kru­sze­ją­cych obec­nie cegieł pokry­tych mchem, które wyraź­nie zaczy­nały się osu­wać. W oddali kłę­biła się mgła, ale nawet w jej cie­niu mogłem dostrzec nie­wy­raźne zarysy budyn­ków w roz­ma­itych kształ­tach i roz­mia­rach.

– Dobrze – powie­dział Mor­de­cai, wska­zu­jąc teren poza bramą. – Ruiny. Są takie same jak Loch, ale to stare, prze­gniłe budynki, opusz­czone i zaro­śnięte parki i tak dalej. Mają tu cały wątek na temat tego mia­sta. Oparty jest na opo­wie­ści dla dzieci, która ni­gdy nie sta­no­wiła czę­ści ziem­skiej kul­tury. Zasad­ni­czo jest tu wielki, uśpiony wul­kan; magiczny świat znaj­do­wał się w jego wnę­trzu. Cały ten świat miał sześć warstw. Wierzch sta­no­wiło miej­sce, w któ­rym się teraz znaj­du­jemy, Górne Mia­sto. Tutaj miesz­kała więk­szość oby­wa­teli. Na dnie wul­kanu czaił się ogromny potwór, który pew­nego dnia wypu­ścił z sie­bie tru­jący gaz, zabi­ja­jąc bądź kom­plet­nie prze­kształ­ca­jąc dzie­więć­dzie­siąt pro­cent tego świata. Potom­ko­wie tych, któ­rzy prze­trwali, miesz­kają w wio­skach i osa­dach. Powstałe w wyniku kata­kli­zmu potwory zasie­dlają ruiny.

– To dość maka­bryczne – sko­men­to­wała Pączuś.

– Więc sto­imy na szczy­cie wul­kanu? Z punktu widze­nia nar­ra­cji w grze? – upew­ni­łem się.

– Tak. Ten poziom ma obej­mo­wać kra­ter wul­kanu.

– A co jest na następ­nym pozio­mie?

– Dla was czwarty poziom będzie kolej­nym loso­wym pię­trem Lochu. To samo z pią­tym. Jed­nak szó­sty poziom rów­nież sta­nowi część opo­wie­ści o wul­ka­nie. Dla znaj­du­ją­cych się tutaj enpe­ców to niż­szy poziom ich wła­snego świata. Nazywa się „Tereny Łow­cze”. To kolejny poziom w for­mie miej­skiej, cho­ciaż tam wio­ski będą o wiele więk­sze, a ich począt­kowi miesz­kańcy zostaną opi­sani jako o wiele zamoż­niejsi. Ruiny będą przy­po­mi­nać pełną pną­czy dżun­glę. Będzie to rów­nież pierw­szy z pozio­mów, na któ­rych odważni i sza­leni tury­ści mogą się wypra­wiać, by polo­wać na zawod­ni­ków. Nie­wielu z nich to robi, bo to kosz­towne i jed­no­cze­śnie nie­bez­pieczne. Myśliwi nie są w żaden szcze­gólny spo­sób chro­nieni. Grozi im realne nie­bez­pie­czeń­stwo ze strony zarówno zawod­ni­ków, jak i mobów, i w każ­dym sezo­nie kil­koro takich bez­myśl­nych boga­czy zostaje zabi­tych.

– A co z bogami?

– To coś zupeł­nie innego i nie poja­wią się oni przed pozio­mem czwar­tym. Potem wam wyja­śnię. Teraz musi­cie zabrać się do pracy.

– No dobra – zgo­dzi­łem się, zwra­ca­jąc się w stronę wio­ski. – Są tutaj sklepy. Powin­ni­śmy iść teraz na zakupy? I otwo­rzyć nasze skrzynki?

– Tak, zakupy! – zarzą­dziła Pączuś. – Zde­cy­do­wa­nie zakupy.

– Nie tutaj – zapro­te­sto­wał Mor­de­cai. – To mała wio­ska. Dadzą wam zawy­żone ceny i nie kupią waszych towa­rów. Musi­cie dotrzeć do jakiejś więk­szej osady, a macie bar­dzo nie­wiele czasu. – Wska­zał na wschód. – Widzi­cie tam­ten sze­roki gości­niec? Idź­cie nim przez jakieś pół dnia, a doj­dzie­cie do więk­szej wio­ski. Będą w niej lep­sze sklepy z szer­szym asor­ty­men­tem.

– Skąd o tym wiesz? – zapy­ta­łem.

Mor­de­cai spoj­rzał na skałę o dziw­nym zabar­wie­niu na ziemi tuż za bramą.

– Skup się na tej skale i wybierz dymek, który się pokaże.

Zro­bi­łem, co mi kazał.

– Cho­lera! – powie­dzia­łem chwilę póź­niej.

Moim oczom uka­zał się holo­gra­ficzny znak wyra­sta­jący z ziemi niczym drzewo. Znaj­do­wały się na nim strzałki z ozna­cze­niami i odle­gło­ściami w kilo­me­trach. Strzałka wska­zu­jąca na pół­noc wzdłuż głów­nego gościńca gło­siła „śred­niej wiel­ko­ści osada nie­bop­ta­ków 34 km”. Były i inne dro­go­wskazy, wska­zu­jące bez­pieczne prze­strze­nie, łazienki i, co naj­waż­niej­sze, schody. Naj­bliż­sze zej­ście na następny poziom znaj­do­wało się sześć kilo­me­trów stąd.

– Czy w ruinach są dostępne bez­pieczne prze­strze­nie? Nie musimy pole­gać tylko na wio­skach? I czy te wio­ski mają jakieś nazwy?

– Tak. Bez­pieczne prze­strze­nie i ubi­ka­cje będą roz­pro­szone po całym pozio­mie jak poprzed­nio. W ruinach nie znaj­dzie­cie jed­nak gil­dii szko­le­nio­wych, tylko w wio­skach. To nie ma oczy­wi­ście zna­cze­nia, bo ja i tak zostanę tele­por­to­wany do każ­dej bez­piecz­nej prze­strzeni. Wio­ski nie mają nazw. Sys­tem okre­śla je tylko jako maleń­kie, małe, śred­niej wiel­ko­ści, duże i wiel­kie. Nic szcze­gól­nie cie­ka­wego. Ta tutaj jest mała. Może­cie nazwać je na wła­sną cześć, jeśli zabi­je­cie lokal­nego bur­mi­strza, ale nie zawra­cał­bym sobie tym głowy, przy­naj­mniej nie na tym pozio­mie. Może się to dla was zakoń­czyć tra­gicz­nie, a nie przy­nie­sie żad­nych kon­kret­nych zysków, szcze­gól­nie że odli­cza­nie usta­wione jest tylko na osiem dni.

– Dobra – powie­dzia­łem. – Więc musimy prze­drzeć się do następ­nej wio­ski.

Mor­de­cai ski­nął głową.

– Pamię­taj­cie, żeby patrzeć co jakiś czas na dro­go­wskazy, by upew­nić się, że podą­ża­cie we wła­ści­wym kie­runku. W każ­dej śred­niej wiel­ko­ści wio­sce na tym pozio­mie będzie znaj­do­wała się gil­dia szko­le­niowa. Tam się ze mną spo­tka­cie. Jak doj­dzie­cie na miej­sce, razem zaj­rzymy do kilku skle­pów.

– Czy potwory będą o wiele trud­niej­sze na tym pozio­mie?

– O, tak – potwier­dził Mor­de­cai, szcze­rząc zęby w zawsty­dzo­nym uśmie­chu. – Powi­nie­nem wam pew­nie o tym powie­dzieć, ale trudno to wszystko spa­mię­tać bez mojej listy zadań. Na tym pozio­mie ist­nieje dzień i noc. W ruinach zawsze znaj­dują się potwory, ale w nocy robią się bar­dziej nie­bez­pieczne. Te dzienne powinny być dla was bułką z masłem, choć może naj­pierw pil­nuj­cie, żeby Mongo ich nie ata­ko­wał. Nie wychodź­cie do ruin w nocy, póki nie powiem wam, że jeste­ście gotowi. Wio­ski zawsze są bez­pieczne za dnia. W nocy pozba­wione zagro­żeń są wyłącz­nie główne drogi w wio­sce. Zwy­kle. Boczne alejki robią się za to bar­dzo nie­bez­pieczne, cza­sem nawet bar­dziej nie­bez­pieczne niż ruiny. – Zama­chał kilka razy inku­bimi skrzy­dłami i spoj­rzał na mnie. – Trzy­maj się z daleka od dziew­czyn z rogami na czole. Twoja Cha­ry­zma jest teraz o wiele wyż­sza niż poprzed­nio, a to je przy­ciąga. Będą się za tobą uga­niać. Pra­cuj nad swo­imi umie­jęt­no­ściami pię­ściar­skimi i uży­waj zaklę­cia Lęk w każ­dej walce. Pamię­taj, żeby zatrzy­mać się w bez­piecznej prze­strzeni, by otwo­rzyć skrzynki, aby Pączuś mogła dostać nowe zaklę­cie z klubu Książka Poziomu.

– Kom­plet­nie o tym zapo­mnia­łam! – wykrzyk­nęła Pączuś.

Mor­de­cai odwró­cił się i zaczął iść w stronę wio­ski. Kie­ro­wał się pro­sto do gospody. Zawo­łał przez ramię:

– Nie zatrzy­muj­cie się w pierw­szej bez­piecz­nej prze­strzeni, jaką znaj­dzie­cie. Odcze­kaj­cie co naj­mniej dwie godziny, może cztery. A ty, Pączuś, pra­cuj nad Magicz­nym Poci­skiem. Jesteś pra­wie na pozio­mie dzie­sią­tym. Jeśli mnie potrze­bu­je­cie, może­cie pisać na cza­cie.

– Gdy­bym wie­działa, że będzie się tak rzą­dził, nie wybra­ła­bym tego bonusu z mene­dże­rem – mruk­nęła Pączuś.

– Zamknij się, Pączuś – wyszep­ta­łem, pod­no­sząc zasuwkę bramki pro­wa­dzą­cej do ruin. Otwo­rzyła się z gło­śnym skrzyp­nię­ciem. Dwaj straż­nicy nawet nie drgnęli. Wyszli­śmy na gości­niec, pozo­sta­wia­jąc za sobą bez­pieczną wio­skę.4

Odsłony: 371,5 biliona

Obser­wu­jący: 7,8 biliona

Dodali do ulu­bio­nych: 1,1 biliona

Gdy szli­śmy gościń­cem, Pączuś tre­no­wała Monga. Wycią­gną­łem z inwen­ta­rza patyk i rzu­ca­łem go, a kotka robiła, co mogła, żeby skło­nić kuro­zaura do pozo­sta­nia w miej­scu, póki nie każemy mu przy­nieść patyka. Cztery razy z pię­ciu był posłuszny. Pro­blem pole­gał na tym, że gdy robił się pod­nie­cony, ani myślał słu­chać jej roz­ka­zów.

Pączuś zatrzy­mała się przy pierw­szej toa­le­cie, którą napo­tka­li­śmy. Weszła do środka, a mały dino­zaur wpadł w szał przy drzwiach, dzio­biąc je i dra­piąc z całych sił, i skrze­cząc ile sił w płu­cach, póki kotka nie wyszła.

– Musisz się nauczyć cier­pli­wo­ści, Mongo – upo­mniała go. – Bierz przy­kład z mamusi.

– Ta, bo prze­cież sły­niesz z cier­pli­wo­ści – sko­men­to­wa­łem.

Po dro­dze patrzy­łem z podzi­wem na sufit. Był tu o wiele wyż­szy niż w kory­ta­rzach. Nie­które z oko­licz­nych budowli miały nawet cztery pię­tra. Inne, widoczne na zamglo­nym hory­zon­cie, musiały być jesz­cze wyż­sze. Jed­nak nawet tutaj mogłem z łatwo­ścią stwier­dzić, że niebo było tylko ilu­zją. Świa­tło odbi­jało się od niego pod dziw­nym kątem.

Zev: Cześć!

Pączuś: CZEŚĆ, ZEV!

Zev: Cześć, Pączuś! Mam dla was dobre wie­ści. Pro­gram Odette oka­zał się kolej­nym hitem. Ale co naj­waż­niej­sze, więk­szość widzów przy­kla­snęła waszemu wybo­rowi rasy i klasy. Tro­chę osób się zdzi­wiło, że Pączuś wybrała Szy­chę ze Strefy Arty­stów jako klasę na ten poziom, ale więk­szo­ści podoba się idea Byłej Aktorki Dzie­cię­cej. Są i tacy, co narze­kają, że to nie pozo­sta­wia miej­sca na roz­wój, jed­nak więk­szość uważa, że kom­pen­suje to wybór Carla, wyma­ga­jący regu­lar­nych i inten­syw­nych tre­nin­gów. Poza tym jak do tej pory wybra­li­ście uni­kalne klasy. Nie ma ich nikt oprócz was. To zawsze zaleta. Jest w Lochu paru pier­wot­nych, ale nie­wielu. Żad­nych kotów, cho­ciaż kilka osób wybrało koto­łaka. I będzie jesz­cze kilka mon­ste­rek z kocimi uszkami. Na­dal jest jesz­cze wcze­śnie. Wielu zawod­ni­ków nie zdą­żyło pod­jąć osta­tecz­nej decy­zji.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij