Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Srebroń i ja - ebook

Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
18 maja 2026
4392 pkt
punktów Virtualo

Srebroń i ja - ebook

Arcydzieło literatury hiszpańskiej! Srebroń i ja (drukowany w latach 1914-1917) Juana Ramóna Jiméneza uchodzi za jedno z najważniejszych dzieł noblisty z 1956 roku. Ten z pozoru uroczy i niewinny zbiór krótkich próz oddaje ducha Hiszpanii z początku XX wieku, ale przede wszystkim jest piękną opowieścią o przyjaźni między człowiekiem (poetą) a osiołkiem. W tej poetyckiej prozie, która może wydawać się nawet książką dla dzieci, odkryć można całą głębię myśli humanistycznych i dzięki niej na nowo można zadumać się nad najważniejszymi wartościami w życiu. Ale przede wszystkim jest to wzruszająca lektura (a w Hiszpanii w XX i XXI wieku również lektura szkolna). To wznowienie przekładu Floriana Śmiei zostało po latach przejrzane i poprawione.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Spis treści

Spis treści

Słowo wstępne dla dorosłych,

którzy będą czytać tę książkę dla dzieci 7

I Srebroń 9

II Białe motyle 10

III Wieczorne zabawy 11

IV Zaćmienie 13

V Dreszcz 15

VI Przedszkole 16

VII Wariat 18

VIII Judasz 19

IX Wczesne figi 20

X Anioł Pański 22

XI Cmentarzysko 23

XII Cierń 25

XIII Jaskółki 26

XIV Stajnia 28

XV Wykastrowany źrebak 29

XVI Dom naprzeciwko 31

XVII Niewydarzony 33

XVIII Upiór 35

XIX Szkarłatny krajobraz 37

XX Papuga 38

XXI Taras 40

XXII Powrót 42

XXIII Zamknięta brama 44

XXIV Don José, proboszcz 46

XXV Wiosna 48

XXVI Cysterna 50

XXVII Parszywy pies 52

XXVIII Stojąca woda 53

XXIX Kwietniowa idylla 55

XXX Kanarek lata 56

XXXI Zły duch 57

XXXII Wolność 59

XXXIII Wędrowni Cyganie 60

XXXIV Narzeczona 62

XXXV Pijawka 64

XXXVI Trzy staruszki 66

XXXVII Wózek 67

XXXVIII Chleb 68

XXXIX Aglaja 69

XL Sosna olbrzym 70

XLI Darbón 72

XLII Chłopiec i woda 73

XLIII Przyjaźń 75

XLIV Piastunka 76

XLV Drzewo na dziedzińcu 77

XLVI Suchotnica 79

XLVII El Rocío 80

XLVIII Ronsard 82

XLIX Sprzedawca iluzji 84

L Kwiat przydrożny 86

LI Lord 87

LII Studnia 89

LIII Brzoskwinie 90

LIV Wierzgnięcie 92

LV Osłografia 94

LVI Boże Ciało 95

LVII Spacer 97

LVIII Koguty 98

LIX Zmierzch 100

LX Pieczątka 102

LXI Oszczeniona suka 104

LXII Ona i my 105

LXIII Wróble 106

LXIV Frasco Vélez 108

LXV Lato 109

LXVI Pożar w lesie 110

LXVII Strumyk 112

LXVIII Niedziela 114

LXIX Pieśń świerszcza 115

LXX Walka byków 117

LXXI Burza 119

LXXII Winobranie 121

LXXIII Nokturn 123

LXXIV Sarito 124

LXXV Ostatnia sjesta 125

LXXVI Ognie 126

LXXVII Park 128

LXXVIII Księżyc 130

LXXIX Radość 131

LXXX Przelatują kaczki 132

LXXXI Mała dziewczynka 133

LXXXII Pasterz 135

LXXXIII Kanarek umiera 137

LXXXIV Pagórek 139

LXXXV Jesień 141

LXXXVI Pies na łańcuchu 142

LXXXVII Żółw grecki 143

LXXXVIII Październikowy wieczór 145

LXXXIX Antonia 146

XC Zapomniane grona 148

XCI Admirał 150

XCII Winieta 152

XCIII Łuska 153

XCIV Pinito 155

XCV Rzeka 157

XCVI Owoc granatu 159

XCVII Stary cmentarz 161

XCVIII Lipiani 163

XCIX Zamek 165

C Stara arena walki byków 167

CI Echo 169

CII Strach 171

CIII Stare źródło 172

CIV Droga 174

CV Nasiona sosny 175

CVI Zbiegły byk 177

CVII Idylla listopadowa 179

CVIII Biała klacz 180

CIX Kocia muzyka 182

CX Cyganie 184

CXI Płomień 186

CXII Rekonwalescencja 188

CXIII Stare oślisko 189

CXIV Świt 191

CXV Kwiatuszki 192

CXVI Boże Narodzenie 194

CXVII Ulica Nadbrzeżna 196

CXVIII Zima 198

CXIX Mleko oślicy 199

CXX Czysta noc 201

CXXI Wieniec z pietruszki 202

CXXII Trzej Królowie 204

CXXIII Mons-urium 206

CXXIV Wino 208

CXXV Bajka 209

CXXVI Karnawał 211

CXXVII León 213

CXXVIII Wiatrak 215

CXXIX Wieża 216

CXXX Osiołki piaskarza 217

CXXXI Madrygał 218

CXXXII Śmierć 219

CXXXIII Nostalgia 220

CXXXIV Drewniany kozioł 221

CXXXV Melancholia 222

CXXXVI Do Srebronia w niebie nad Moguer 225

CXXXVII Srebroń z kartonu 229

CXXXVIII Do Srebronia, w jego ziemi 233

Kategoria: Literatura piękna obca
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8196-362-6
Rozmiar pliku: 1,1 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

SŁOWO WSTĘPNE DLA DOROSŁYCH, KTÓRZY BĘDĄ CZYTAĆ TĘ KSIĄŻKĘ DLA DZIECI

Ta książeczka, w której radość i ból są jak bliźniacze uszy Srebronia, została napisana dla… skądże mam wiedzieć dla kogo!… Dla kogo piszemy my, liryczni poeci? Teraz, kiedy ta książeczka idzie do dzieci, nie dodają ani nie ujmują jej nawet przecinka. Jak to dobrze!

„Gdziekolwiek są dzieci – mówi Novalis – tam istnieje Wiek Złoty”. W tym Wieku Złotym, który jest jak wyspa duszy z niebios opadła, chodzi serce poety i tak się dobrze w nim czuje, że najdroższym jego marzeniem jest, aby tam na zawsze pozostać.

O wyspo łaski, ochłody i szczęścia, dziecinny Wieku Złoty; obym zawsze znajdował ciebie w moim życiu, w morzu boleści; oby wietrzyk od ciebie wiejący użyczał mi swej liry wysokiej i często nieodgadłej, jak śpiew skowronka w białym, porannym słońcu!

POETA

Madryt, 1914I
SREBROŃ

Srebroń jest mały, kosmaty, gładki, tak miękki w dotyku, że powiedziałbyś: cały z bawełny, że nie ma kości. Jedynie zwierciadła oczu z węgla są twarde jak dwa skarabeusze z czarnego kryształu.

Puszczam go luzem, a on odchodzi na łąkę pieścić ciepłymi nozdrzami, ledwo muskając, różowe, niebieskie i żółte kwiatki… Wołam go czule: „Srebroń?”, wtedy przychodzi do mnie tak pociesznym truchcikiem, jakby się śmiał dzwonieniem kryształowych dzwonków…

Je, co mu dam. Lubi mandarynki, winogrona muszkatelowe, całe z bursztynu, fioletowe figi o kryształowej kropli miodu…

Jest delikatny i grymaśny jak dziecko, jak mała dziewczynka… Ale wewnątrz jest silny i zwarty jak kamień. Kiedy w niedzielę wyjeżdżam na nim z ostatnich uliczek miasteczka, ubrani odświętnie, powolni chłopi przystają, aby mu się przypatrzeć.

– Ten to jest ze stali…

Jest ze stali. Ze stali, a także ze srebra księżyca.II
BIAŁE MOTYLE

Zapada noc, już mglista i fioletowa. Niewyraźne światła granatowe i zielone trwają jeszcze za wieżą kościoła. Droga wspina się pełna cieni, dzwonków, zapachu trawy, śpiewów, zmęczenia i tęsknoty. Nagle jakiś ciemny mężczyzna w czapce i ze szpilą oświetlił papierosem swą szpetną twarz i wyszedł ku nam z zapadłej chałupy, której nie było widać zza worków węgla. Srebroń się przestraszył.

– Co wieziecie?

– Patrz pan… Białe motyle…

Mężczyzna chce wbić swą żelazną szpilę w mój koszyk i nie mogę mu przeszkodzić. Otwieram sakwę przy siodle, a tamten widzi, że pusta. I pokarm duchowy swobodnie i jawnie przechodzi bez myta…III
WIECZORNE ZABAWY

Kiedy o zmierzchu Srebroń i ja, obaj zmarznięci, wchodzimy do miasteczka przez fioletowy mrok zapadłej uliczki wychodzącej na wyschniętą rzekę, ubogie dzieci bawią się w strachy i udają żebraków. Jedno zarzuca sobie na głowę worek, inne powiada, że nie widzi, trzecie udaje kulawego…

Potem, w nagłej odmianie kaprysu, dzieci myślą, że są książętami, ponieważ noszą buty i ubrania, a ich matki, one jedne wiedzą jakim sposobem, dały im coś do zjedzenia…

– Mój ojciec ma srebrny zegarek.

– A mój, konia.

– A mój, strzelbę.

Zegarek, który każe wstać o świcie; strzelba, co głodu nie zabije; koń, który zaniesie w nędzę…

Następnie biorą się za ręce. W gęstniejącym już mroku obca dziewczynka, siostrzenica Zielonego Ptaka¹, która mówi nie po tutejszemu, głosikiem wątłym niby cieknąca po ciemku nitka kryształu, śpiewa wyniośle jak księżniczka:

Ja jestem młoda wdooowaaa²
po hraaabim Orée…

…A tak, tak! Śpiewajcie, śnijcie, biedne dzieci! Tuż po świcie waszej młodości przerazi was wiosna, niby żebraczka, przebrana za zimę.

– Chodźmy, Srebroniu…IV
ZAĆMIENIE

Odruchowo włożyliśmy ręce do kieszeni, a na czole poczuliśmy delikatny trzepot chłodnego cienia, jak kiedy się wchodzi w gęsty sosnowy las. Kury poczęły się chować, jedna za drugą, na swoją bezpieczną drabinkę. Pola dookoła ożałobiły zieleń, jak gdyby skrywała je fioletowa zasłona z głównego ołtarza. Widać było białe, dalekie morze i migotanie kilku bladych gwiazd. Jakże biało mieniły się tarasy! My, cośmy na nich stali, mali i ciemni w ciszy ograniczonej zaćmieniem, wykrzykiwaliśmy różne bardziej czy mniej udane koncepty.

Patrzyliśmy na słońce przez wszystko: przez lornetkę teatralną, przez lunetę, przez butelkę, przez okopcone szkło; i to zewsząd: z balkoniku, ze schodów na podwórzu, z okna spichlerza, przez drzwi patia, przez ich purpurowe i błękitne szyby…

Kiedy się skryło słońce, co jeszcze chwilkę temu powiększało wszystko dwa, trzy, sto razy i upiększało swymi kombinacjami światła i złota, wszystko, nie licząc powolnego zachodu, zostawało opuszczone i ubogie, tak jakby zaćmienie najpierw zamieniło się w złote dukaty, a potem w srebro i miedziaki. Miasteczko było jak grosik, zaśniedziały i już nie do wymienienia. Jakże smutne i małe były ulice, skwery, wieża, drogi do zalesionych wzgórz!

Tam, na podwórzu, Srebroń zdawał się być osiołkiem mniej prawdziwym, odmiennym, z tektury; innym osiołkiem…V
DRESZCZ

Księżyc idzie z nami, wielki, okrągły, czysty. Na śpiących łąkach majaczą jakieś czarne kozy pomiędzy krzakami jeżyn… Ktoś się przyczaja na głos naszych kroków… Ponad ogrodzeniem ogromne drzewo migdałowe, śnieżne od kwiecia i księżyca, o wierzchołku nakrytym białym obłokiem, ocienia drogę przeszytą marcowymi gwiazdami. Przenikliwy zapach pomarańczy… Wilgoć i cisza… Wąwóz Czarownic…

– Srebroniu, jaki… ziąb!

Srebroń, nie wiedzieć, czy gnany własnym strachem czy moim, zaczyna kłusować, wchodzi do strumyka i depce księżyc, rozbijając go w kawałki. Robią one wrażenie roju jasnych róż z kryształu, uwikłanych u jego nóg, by go zatrzymać…

I Srebroń biegnie pod górę z podkurczonym zadem, jakby go ktoś gonił, czując łagodne, niemal nieosiągalne ciepło zbliżającego się miasteczka…VI
PRZEDSZKOLE

Gdybyś, Srebroniu, poszedł z innymi dziećmi do przedszkola, nauczyłbyś się abecadła i pisałbyś kulfony. Umiałbyś tyle, co ten osiołek wśród figur woskowych – przyjaciel Syrenki Morskiej³, w wianuszku ze szmacianych kwiatów, widoczny przez szkło, które ukazuje ją, różową całą, cielistą i złotą, w jej zielonym żywiole; Srebroniu, umiałbyś więcej niż doktor i proboszcz z Palos⁴.

Ale choć liczysz dopiero cztery lata, taki dryblas z ciebie i taka niezdara! Na jakim ty byś mógł usiąść krzesełku, na jakim stole pisałbyś, jaka kartka i jakie pióro by ci wystarczyły, powiedz, w jakim miejscu chóru śpiewałbyś Credo?

Nie. Doña Domicyla – w habicie Pana Jezusa Nazareńskiego, całym fioletowym i z żółtym sznurem, podobnie jak Reyes, sprzedawca leszczów – w najlepszym razie potrzymałaby cię na klęczkach w kącie dziedzińca platanów albo swoją długą, suchą trzcinką dałaby ci po łapach, albo zjadłaby ci pigwową marmoladę z podwieczorku, albo pod ogon by ci podłożyła zapalony papier i natarła ci uszu, że byłyby takie czerwone i gorące, jak uszy syna kołodzieja, kiedy na deszcz się zbiera…

Nie, Srebroniu, nie. Ty chodź ze mną. Ja ci pokażę kwiaty i gwiazdy. I nikt nie będzie śmiać się z ciebie, jak z niezdary; ani nie włożę ci, jakbyś był tym, co oni nazywają osłem, czapki z dużymi ślepiami obrysowanymi indygiem i ochrą, jak otwory barki na rzece, i uszami dwa razy dłuższymi niż twoje.VII
WARIAT

Jadąc na siwym, miękkim Srebroniu, w żałobnym odzieniu, z długą brodą Nazarejczyka i w czarnym kapelusiku, muszę przedstawiać niecodzienny widok.

Kiedy w drodze do winnic przejeżdżam ostatnimi uliczkami, białymi od wapna i słońca, oliwkowe i kudłate Cyganiątka o opalonych, wypiętych brzuchach wyzierających z zielonych, czerwonych i żółtych łachmanów, biegną za nami, wrzeszcząc przeciągle:

– Wariat! Wariat! Wariat!

…Przede mną rozciągają się pola już zielone. Na widok czystego ogromu płonącego jaskrawym granatem nieba oczy moje pełne godności otwierają się – daleko od moich słyszących uszu – i sycą swoją ciszę ową pogodą zgodną i boską, co mieszka w nieskończonych horyzontach…

A hen wysoko wśród dalekich pól unoszą się przeraźliwe okrzyki, zanikające, rwące się, zdyszane, znudzone:

– Wa-riat! Wa-riat!VIII
JUDASZ

Nie bój się, chłopie! Co z tobą? No, chodźmy, spokojnie… Po prostu Judasza zabijają, głuptasku.

Tak, zabijają Judasza. Mieli jednego w Monturrio, drugiego na ulicy Środkowej, trzeciego tam, przy Studni Rady Miejskiej. Widziałem ich wczoraj, jak zwisali na niewidzialnym w ciemnościach sznurze z balkonu, jakby umocowani na powietrzu przez siłę nie z tej ziemi. Cóż to za groteska – ta pstrokacizna starych cylindrów i zarękawek damskich, masek ministrów i krynolin pod spokojnymi gwiazdami! Psy ujadały na nich zapamiętale, a zestrachane konie nie chciały pod nimi przejść...

Srebroniu, oto dzwony oznajmiają, że u głównego ołtarza zerwano zasłonę. Nie ma chyba w miasteczku jednej strzelby, z której by nie gruchnięto w Judasza! Aż tutaj dolatuje swąd prochu. Znowu strzał! I znowu!

…Ale dzisiaj, Srebroniu, Judaszem jest poseł albo nauczycielka, albo prawnik, albo poborca podatków, albo wójt, albo położna; tego poranku Wielkiej Soboty każdy mężczyzna strzela niby nierozumne dziecko ze swojej tchórzowskiej strzelby do tego, kogo nienawidzi, do kozła ofiarnego swych ciemnych i niedorzecznych wiosennych urojeń.IX
WCZESNE FIGI

Jutrzenka wstała mglista i mroźna, doskonała do wyprawy na figi. Wybraliśmy się na nie o szóstej.

Noc jeszcze spała pod ogromnymi, wiekowymi figowcami, których szare pnie oplatały w zimnym cieniu, jakby pod spódnicą, swe okazałe uda, a szerokie liście – którymi okryli się Adam i Ewa – pokryte były misterną tkaniną z pereł rosy, od których bladła jej delikatna zieleń. Stamtąd widać było, wśród niskich, bujnych szmaragdów, świt, który różowił coraz wyraźniej bezbarwne zasłony wschodu.

…Biegliśmy szaleni, by przekonać się, kto dobiegnie pierwszy do każdego figowca. Rociillo razem ze mną chwyciła pierwszy listek pierwszego, pośród śmiechów i bicia serca. – Dotknij tutaj. I kładła moją rękę wraz ze swoją na sercu, a jej młoda pierś podnosiła się i opadała jak drobna, uwięziona fala. – Pyzata i mała Adela ledwo potrafiła biec i z daleka się złościła. Zerwałem dla Srebronia trochę dojrzałych fig i położyłem je na wgłębieniu starego pniaka, aby się nie nudził.

Strzelaninę zaczęła Adela, rozzłoszczona swoją niezdarnością, ze śmiechem na ustach a łzami w oczach. Rozbiła mi jedną figę na czole. Rociillo i ja poszliśmy za jej przykładem i więcej niż kiedykolwiek ustami, najedliśmy się fig oczami, nosem, rękawami, karkiem, z piskliwym i bezwzględnym krzykiem, który spadał razem z niecelnymi figami w chłodnych winnicach o świcie. Jedna figa trafiła Srebronia i natychmiast stał się celem szału. Ponieważ biedak nie umiał się bronić ani odpowiadać, ująłem się za nim; a miękka, błękitna ulewa szła przez czyste powietrze we wszystkie strony. Jak szybki karabin maszynowy.

Podwójny śmiech, z upadku i ze zmęczenia, sygnalizował z ziemi żeńskie poddanie się.X
ANIOŁ PAŃSKI

Spójrz, Srebroniu, ileż to wszędzie spada róż: róże błękitne, białe, bez koloru. Można by powiedzieć, że niebo osypało się różami. Spójrz, jakie pełne róż mam czoło, ramiona, ręce… Cóż pocznę z tyloma różami?

Czy ty może wiesz, bo ja nie, skąd się bierze ta krucha roślinność, co osładza co dzień krajobraz i czyni go miło różowym, białym i niebieskim – znów róże, więcej róż – jak płótno Fra Angélico, co malował niebiosa na kolanach?

Rzekłbyś, że z siedmiu krużganków Raju rzucają róże na ziemię. Jak gdyby w letniej, nieco kolorowej śnieżycy róże kładą się na wieży, na dachu, na drzewach. Spójrz: wszystko co mocne, staje się delikatne w ich ozdobie. Znowu róże, więcej róż, i jeszcze…

Zdaje się, Srebroniu, że jak długo dzwonią na Anioł Pański, życie nasze traci swoją siłę codzienną i siła inna, wewnętrzna, podnioślejsza, bardziej niezłomna i czysta, sprawia, że wszystko jakby wodotryskiem łaski wznosi się ku gwiazdom, które zapalają się już wśród róż… Nowe róże… Twoje oczy, których ty, Srebroniu, nie widzisz, i które podnosisz łagodnie ku niebu, to dwie, piękne róże.XI
CMENTARZYSKO

Jeśli ty, mój Srebroniu, umrzesz przede mną, nie powiozą cię wózkiem miejskim na rozległe żuławy, czy do wądołu obok ścieżki do lasu, tak jak inne biedne osiołki, jak konie i psy, których nikt nie kocha. Nie będziesz miał poszarpanych i rozkrwawionych przez kruki żeber, niby szkielet łodzi w purpurowym zachodzie. Nie będziesz obrzydłym widokiem dla faktorów jadących wozem o szóstej na stację San Juan⁵. Nie będziesz także, wzdęty i sztywny w wądole wśród zgniłych małż, straszył ciekawskich chłopców, którzy czepiając się zuchwale gałęzi, wychylają się za krawędź urwiska, kiedy jesienią w niedzielne popołudnia wychodzą do gajów sosnowych piec nasiona szyszek.

Żyj spokojnie, Srebroniu. Ja cię pogrzebię pod wielką, kulistą sosną w Ogrodzie Szyszek, który tak lubisz. Spoczniesz na skraju wesołego i pogodnego życia. U twego boku będą się bawili chłopcy, a dziewczynki będą szyły, siedząc na niskich stołkach. Będziesz poznawał wiersze, które mi przyniesie samotność i będziesz słyszał śpiew dziewcząt piorących w gaju pomarańczowym. Skrzypienie żurawia będzie radością i ochłodą twojego wiecznego spoczywania. I jak rok długi szczygły, dzwońce i czyżyki w czerstwej, wiecznozielonej koronie będą zawieszały misterny okap muzyki między twoim spokojnym snem a niezmiennym błękitem nieskończonego nieba nad Moguer.¹ „El Pájaro Verde” – przezwisko nadane samotnemu mężczyźnie, który mieszkał w domku przy alejce prowadzącej do domu rodziny Juana Ramóna na ulicy Nowej. Dom Zielonego Ptaka wspomniany jest jeszcze na początku XVI rozdziału. .

² Gra dla dziewczynek La viudita (Wdówka), uczestniczki w nieparzystej liczbie biegają, trzymając się za ręce, a jedna z nich, nazywana wdówką, znajduje się wewnątrz okręgu.

³ Syrenka Morska (La Sirenta del Mar) i Woskowe figury (Figuras de cera) – przedstawienia obwoźnych teatrów, uczestniczących w świętach małych miejscowości, o których w swoich wspomnieniach wspominał autor.

⁴ Palos de la Frontera – miasteczko oddalone o parę kilometrów od Moguer. To z jego dawnego portu 3 sierpnia 1492 roku Krzysztof Kolumb wyruszył w pierwszą wyprawę zakończoną odkryciem Ameryki.

⁵ San Juan – stacja kolejowa na linii Huelva–Sewilla.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij