Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

Stefan Szolc-Rogoziński. Zapomniany odkrywca Czarnego Lądu - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
21 maja 2018
Produkt niedostępny.  Może zainteresuje Cię

Stefan Szolc-Rogoziński. Zapomniany odkrywca Czarnego Lądu - ebook

Stefan Szolc-Rogoziński to postać ze wszech miar nietuzinkowa. Pochodzący z Kalisza orędownik niepodległej Polski, patriota i niespokojna dusza, łowca przygód – nie tylko podróżniczych – przez całe życie poszukiwał swego miejsca na ziemi. Jego wielkim marzeniem było zostać obieżyświatem i odkrywcą. Mimo licznych przeciwności losu i nieustannie borykając się z problemami finansowymi, dopiął swego. W 1881 roku został członkiem Towarzystwa Geografii w Paryżu, co otworzyło przed nim drogę ku Czarnemu Lądowi. Wraz z Klemensem Tomczekiem i Leopoldem Janikowskim wyruszyli na podbój Afryki.
Losy całej trójki, pełne niespodzianek i nagłych, czasem wręcz niesamowitych zwrotów akcji, znajdzie Czytelnik na kartach niniejszej książki. Intencją autorów jest przedstawienie szerzej nieznanego i przez lata pozostającego w zapomnieniu podróżnika, który swym uporem i determinacją pokazał, że jeśli tylko czegoś się bardzo pragnie, można to osiągnąć.

Kategoria: Literatura piękna
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-66201-67-5
Rozmiar pliku: 31 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

OD WYDAWCY

Drogi Czytelniku!

Trzymasz w rękach książkę o niezwykłym polskim podróżniku. Jego krótkie, aczkolwiek barwne życie było pełne wzlotów i upadków. Dlaczego została napisana, jakie były kulisy jej powstania, kim są autorzy – o tym muszę wspomnieć, aby przybliżyć złożoność idei wydania. W tym miejscu pragnę podziękować autorom za pomysł napisania interesującej historii oraz za konstruktywną współpracę w trakcie prac nad nią, twórcze pomysły, a redaktorowi za cierpliwość przy realizacji tego ambitnego projektu wydawniczego. Duży ukłon i podziękowania kieruję w stronę Stowarzyszenia „Nowy Ostrów”, które wsparło finansowo wydanie książki. Ta publikacja to hołd dla zapomnianego Polaka, patrioty i marzyciela, który potrafił przekuć marzenia w czyny. Zapraszam do lektury.

Trwająca po dziś dzień przygoda ze Stefanem Szolcem-Rogozińskim w przypadku Dariusza Skonieczko i Macieja Klósaka rozpoczęła się, jak to zwykle w życiu bywa, od zupełnego przypadku.

W 2007 roku, kiedy Darek odbywał swoją pierwszą podróż do Afryki, w czasie rozmów z krajowcami okazało się, że jeśli ktokolwiek na Czarnym Lądzie słyszał o Polakach, to zawsze wzbudzali oni pozytywne skojarzenia. Pewnego razu, tocząc długą nocną dyskusję z komisarzem kongijskiej prowincji Katanga – Jeffem Bousherem, poruszono tematy historyczne. Jeff, patrząc w rozgwieżdżone nad Lubumbashi niebo, powiedział: Wy, Polacy, nigdy nie mieliście łatwo. Najpierw ponad sto lat zaborów, potem Rosjanie… wiem to, bo moim pierwszym nauczycielem był misjonarz z Krakowa... Rzeczywiście, przybywaliśmy do Afryki jako lekarze, nauczyciele, misjonarze czy inżynierowie. Bardzo często asymilowaliśmy się z tamtejszymi społecznościami tak ściśle, iż z czasem stawaliśmy się ich integralną częścią. Polacy otrzymywali tytuły, brali udział w naradach plemiennych, dzieląc się swoją wiedzą i doświadczeniem z tubylcami. Wielu z naszych rodaków było zafascynowanych również tamtejszą kulturą i sztuką. Podczas swojej wyprawy Darek wpadł na pomysł napisania książki traktującej właśnie o Polakach na Czarnym Lądzie. Niedługo później został zatrudniony w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie jako kurator zbiorów afrykańskich. Tym samym stał się poniekąd następcą Leopolda Janikowskiego – jednego z ojców-założycieli tej instytucji oraz twórcy pierwszej afrykańskiej wystawy zorganizowanej w Warszawie, a także towarzysza Stefana Szolca-Rogozińskiego w jego ekspedycji do Afryki w latach 1882–1885. To właśnie wyprawa tego ostatniego stała się jedną z osi wystawy poświęconej Polakom w Afryce, zorganizowanej w 2014 roku w warszawskim muzeum. Co więcej, nadano jej tytuł „Wiwat Polonia!”, nawiązując w ten sposób do okrzyku, jaki Stefan Rogoziński i Klemens Tomczek wydali w chwili odkrycia mitycznego dla ludu Bakundu wodospadu na kameruńskiej rzece Mungo.

Z kolei Maciej zainteresował się postacią Szolca-Rogozińskiego w 2012 roku, kiedy poznał historię znajdującej się przed jego domem figurki Matki Boskiej, która miała stanowić wotum dziękczynne za wyprawę do Afryki. Ponieważ sam pasjonował się podróżami, zasłyszana opowieść zafrapowała go tak bardzo, iż postanowił zbadać sprawę. Dzięki nazwisku fundatorów kapliczki – Rutkowskich – wkrótce trafił na literaturę poświęconą Rogozińskiemu. Choć trop okazał się ostatecznie fałszywym, zaciekawienie dokonaniami tego XIX-wiecznego podróżnika pozostało, zwłaszcza iż wspomniany już Klemens Tomczek, towarzysz i oddany przyjaciel Stefana, związany był z rodzinnym miastem Maćka – Ostrowem Wielkopolskim.

Darek i Maciek poznali się w 2013 roku dzięki Agacie Kosmalskiej, redaktor naczelnej pisma „Dookoła Świata”. Cała trójka, zafascynowana losami pierwszej polskiej wyprawy do Afryki oraz postacią Stefana Rogozińskiego, zdecydowała się uczynić wszystko, aby przypomnieć sylwetkę podróżnika, tak by mogła posłużyć za wzór do naśladowania dla młodego pokolenia. Kilka miesięcy później wraz z operatorem Julianem Kernbachem odwiedzili Kamerun, Gabon oraz Gwineę Równikową (tereny te ponad sto lat wcześniej spenetrowali Rogoziński, Janikowski oraz Tomczek). Od samego początku towarzyszył im niezwykle pomocny, a niekiedy wręcz niezastąpiony Kameruńczyk, Mamadou. Przybywszy do Limbe w sylwestrową noc, początek 2014 roku uczcili, spoglądając na wysepkę Mondoli, na której w 1883 roku powstała Stefania – stacja badawcza Rogozińskiego i spółki. Już dwa dni później członkowie ekspedycji „Kamerun 2014” odbyli swoją pierwszą wyprawę, wspinając się śladami XIX-wiecznych podróżników na najwyższy szczyt kraju – Fako. Przez trzy tygodnie przemierzali kolejne wioski i miasta. Kapryśna Afryka nie od razu dawała się poznać, myląc niekiedy drogi, a także wyczerpując fizycznie oraz psychicznie. Dla wszystkich oczywistym było, że na szlak wyprawy Rogozińskiego trzeba będzie za jakiś czas wrócić.

Po raz kolejny w całej historii ważną rolę odegrał przypadek. W 2015 roku w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie pojawił się Adam Rybiński, wspaniały polski afrykanista, prawdopodobnie największy na świecie znawca Tuaregów, który przygotowywał wystawę swoich zbiorów. W tym miejscu należy wspomnieć, że Adam Rybiński jest potomkiem rodziny Branickich, a jego prapradziadek Konstanty wsparł finansowo wyprawę Rogozińskiego. Adamowi towarzyszył syn Władysław – filmowiec posiadający w swoim bogatym dorobku także produkcje realizowane w Afryce. Po krótkim namyśle Władek zdecydował się uczestniczyć w kolejnej odsłonie afrykańskiej przygody, tym razem noszącej nazwę Expédition Africaine Rogozinski „Vivat Polonia 2016”. Do ekipy dołączył również Tomek Grzywaczewski, który wniósł niebagatelne doświadczenie podróżnicze oraz znakomity warsztat dziennikarski, a jako członek The Explorers Club zdobył dla wyprawy wyróżnienie flagą tej prestiżowej nowojorskiej instytucji. W ekspedycję włączyło się także Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie.

Dzięki wsparciu finansowemu muzeum, Adama Rybińskiego i Andrzeja de Virion, a także Miasta Kalisza, do Kamerunu wysłano pamiątkową tablicę autorstwa Bogdana Wajberga, wykładowcy Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi, którą odsłonili dyrektor Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie Adam Czyżewski oraz Konsul Honorowa RP Mirosława Etoga. Wmurowano ją na ścianie pałacu króla ludu Mondoli Andrew Ekoka Molindo, który okazał się być praprawnukiem króla Akemy. To właśnie od niego Rogoziński kupił część wysepki Mondoli.

W dalszą podróż udało się już tylko trzech uczestników tj. Darek, Maciek i Władek, którzy przemierzyli Nigerię, Liberię oraz Wybrzeże Kości Słoniowej. W Krindjabo zostali zaproszeni do udziału w palawerze, jak również pozwolono im wejść do Zakazanego Lasu, który stanowi miejsce święte i ucieleśnienie tradycji ludu Sanwi. Król Sanwi Amon N’Douffou V zapewnił, że oto zapoczątkowany został nowy etap przyjaźni między Polską a Sanwi, która zresztą jest uświęcona ponadstuletnią tradycją, gdyż pamięć o wyprawie Rogozińskiego i o Polakach jest w tych stronach nadal żywą. To właśnie w Krindjabo Maciek wpadł na pomysł, by napisać o Rogozińskim książkę, która nie byłaby kolejną naukową biografią podróżnika, ale która pokazywałaby jego pełne przygód życie. Do współpracy zaprosił właśnie Darka.

Maciej Klósak – naukowiec i wykładowca akademicki w Polsce i Maroku, absolwent Politechniki Poznańskiej i Faculté Polytechnique de Mons w Belgii. Doktorat z dziedziny mechaniki stosowanej obronił jako stypendysta rządu francuskiego. Podróżnik z bogatym dorobkiem, były członek zespołu redakcyjnego oraz autor tekstów najstarszego polskiego czasopisma podróżniczego „Dookoła Świata”. Współpomysłodawca i lider wypraw afrykańskich śladami Szolca-Rogozińskiego w 2014 i 2016 roku do Kamerunu, Gabonu, Gwinei Równikowej, Nigerii, Liberii i Wybrzeża Kości Słoniowej. Autor popularnonaukowych opracowań oraz prezentacji na temat Szolca-Rogozińskiego; za działalność rozwijającą kontakty polsko-kameruńskie otrzymał honorowy tytuł Starszego Doradcy oraz Dostojnika Historycznego Królewskiego Dworu Mondoli w Kamerunie. Zdobył też tytuł Honorowego Przyjaciela Kalisza.

Dariusz Skonieczko – historyk sztuki, afrykanista, adiunkt muzealny w Dziale Etnografii Krajów Pozaeuropejskich Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie. Kurator zbiorów afrykańskich oraz zbiorów Półwyspu Arabskiego. Absolwent Wydziału Historii Sztuki na Uniwersytecie Łódzkim ze specjalizacją konserwacja. Jest jednym z niewielu w Polsce specjalistów zajmujących się sztuką Afryki Subsaharyjskiej. Pod patronatem Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi w 2008 roku odbył wyprawę naukową do Zimbabwe, Zambii oraz Demokratycznej Republiki Konga, której celem było badanie lokalnej sztuki i etnografii oraz gromadzenie eksponatów, w ten sposób rozpoczynając cykl zawodowych wyjazdów do Afryki. Organizator wystaw i konferencji oraz autor artykułów o tematyce afrykańskiej. W latach 2014–2016 był uczestnikiem i opiekunem merytorycznym dwóch wypraw szlakiem Szolca-Rogozińskiego. Współpracuje przy organizacji nowego Muzeum Królewskiego w Foumban w Kamerunie.WSTĘP

Postaci Stefana Szolca-Rogozińskiego, XIX-wiecznego podróżnika i odkrywcy, historycy z roku na rok poświęcają coraz więcej uwagi. Tym samym na rynku wydawniczym ukazują się kolejne publikacje, popularyzujące sylwetkę oraz osiągnięcia tego charyzmatycznego młodego człowieka. Trend ten cieszy wszystkich admiratorów talentu Rogozińskiego, który po latach niesłusznego zapomnienia doczekał się wreszcie należnego mu zainteresowania.

Maciek Klósak i Darek Skonieczko, biorąc na warsztat historię Rogozińskiego, chcieli uniknąć powielania kolejnych kalk i podążania utartymi ścieżkami, podobnie jak nie czynił tego bohater ich książki. Stworzenie kolejnej biografii podróżnika, spiętej klamrą suchych dat, wydało się autorom zbyt ograniczającym pomysłem. Życie bowiem nie jest tylko zbiorem liczb, mierzalnych porażek i policzalnych zwycięstw, ale składa się z namiętności, które nami targają, odwodzących nas od powziętych postanowień lęków, upadków – mobilizujących lub zrażających do działania –oraz dających satysfakcję triumfów. Stąd decyzja o napisaniu powieści biograficznej, która daje możliwość pokazania zarówno faktów z życia bohatera, jak również cech jego osobowości. Taki wybór jest każdorazowo ryzykownym zabiegiem, rodzącym wiele pytań i wątpliwości. Odbiorca z pewnością będzie zastanawiał się nad tym, ile w książce jest fikcji literackiej, jak wiele zaś – faktów historycznych. Nieodmiennie pojawi się też pytanie, w którym miejscu ubarwiono fabułę, tak, by była interesującą dla czytelnika, ale jednocześnie nie wypaczała znaczenia autentycznych wydarzeń. Praca i upór duetu Klósak–Skonieczko dały znakomity efekt. Treść powieści w większości oparta została na faktach, zaś wątki wymyślone przez autorów tak skonstruowano, by były prawdopodobne i w naturalny sposób uzupełniały luki w życiorysie podróżnika.

Jednym z wielu atutów książki jest pomysł przedstawienia bohatera w sposób niepomnikowy, a dzięki temu umożliwiający czytelnikowi spotkanie ze „zwykłym” młodym człowiekiem, różniącym się od kolegów – tych współczesnych, jak i dzisiejszych – jedynie rozmachem marzeń. Dla mnie, jako rówieśnika Rogozińskiego, zetknięcie się z jego historią było inspirującą przygodą, skłaniającą między innymi do rewizji własnych oczekiwań wobec przyszłości. W porównaniu do możliwości, jakie dawał świat w XIX wieku, obecne czasy są znacznie bogatsze w warianty dróg, jakimi może podążyć człowiek stojący na progu dorosłości. Jednak, co udowodnił Rogoziński, liczy się nie mnogość dostępnych wyborów, ale wytrwałość w obstawaniu przy nich, a tej nieco brakuje reprezentantom mojego pokolenia. Wielu młodych ludzi poddaje się przy pierwszych trudnościach, odstępując tym samym od realizacji własnych marzeń. Rogoziński nie poddawał się nigdy, a droga – choć trudna – zawsze była dla niego jasna. Imponuje mi także jego model patriotyzmu. Zdając sobie sprawę z tego, że Rejtanowskie rozdzieranie szat nie pozwoli Polsce na odzyskanie niepodległości, wypracował własny sposób, by skutecznie przypominać światu o utraconej Ojczyźnie. Zdeterminowany był do tego stopnia, aby manifestować swoje pochodzenie, że choć zamysł afrykańskiej ekspedycji pod „polską banderą” mógł przynieść niepowodzenie jego misji, bez chwili zastanowienia zdecydował się na ten ryzykowny krok. To za sprawą Szolca-Rogozińskiego w czasach, kiedy Rzeczpospolita nie istniała na mapie Europy, nad kawałkiem kameruńskiej ziemi powiewała biało-czerwona flaga. Dorastając w zniewolonym kraju, tym mocniej szanował wolność oraz suwerenność tych, których spotykał na swojej drodze, przecząc tym samym stereotypowi XIX-wiecznego eksploratora.

W czasach, kiedy pewne pojęcia i postawy ulegają wypaczeniu, coraz bardziej potrzebne są nam inspirujące wzorce. Jednym z nich może stać się Stefan Szolc-Rogoziński, który udowodnił, że marzenia, nawet jeśli niekiedy pragmatyzm zdaje się im przeczyć, są zaczątkiem każdej wielkiej sprawy. Dokonania podróżnika pokazują, że przy odrobinie szczęścia można wiele osiągnąć – i to niezależnie od wieku oraz środków finansowych, co współcześnie może brzmieć dość abstrakcyjnie. Tymczasem Szolc-Rogoziński całym swoim życiem potwierdza, że jedynymi ograniczeniami są horyzonty naszej wyobraźni.

Jan Klósak

mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij