-
nowość
-
promocja
Strach ucieleśniony - ebook
Strach ucieleśniony - ebook
Książka Bessela van der Kolka jest pozycją szczególną. Stanowi kompendium współczesnej wiedzy na temat traumy, będąc jednocześnie głęboko osobistą, pełną pasji opowieścią o szukaniu dróg pomocy ludziom cierpiącym z powodu traumatycznych przeżyć. Autor – wybitny psychiatra, badacz i klinicysta – zaprasza do zrozumienia traumy i odkrywania kolejnych metod wyzwalania z jej uścisku. Śledzimy zawiłości diagnozy i odkrycia neuronauki. Przypatrujemy się sesjom terapeutycznym i pracy badawczej. Mimo poruszonych tu wstrząsających historii książka pozostawia głęboko humanistyczne, pełne optymizmu przesłanie: niezależnie od tego, w jak okrutne okoliczności rzuci nas życie, możemy zmobilizować w sobie siły nie tylko do przetrwania, ale także do uleczenia ze skutków przytłaczających doświadczeń. Otwartość na osiągnięcia nauki i prawdę doświadczenia, a także ogromne społeczne zaangażowanie Autora, czynią jego dzieło fascynującym poznawczo i niezwykle użytecznym dla praktyki terapeutycznej.
Pozycja dla profesjonalistów pracujących z traumą, dla tych z nas, którzy doświadczyli jej we własnym życiu, i dla wszystkich, którzy pragną zrozumieć drugiego człowieka.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Psychologia |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8382-860-2 |
| Rozmiar pliku: | 4,3 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Prolog
W obliczu traumy
Aby doświadczyć traumy, nie trzeba walczyć na linii frontu ani trafić do obozu dla uchodźców w Syrii lub w Kongu. Trauma przydarza się nam, naszym przyjaciołom, krewnym i sąsiadom. Badania przeprowadzone w USA przez Centers for Disease Control and Prevention (Centra Kontroli i Prewencji Chorób; CDC) wykazały, że co piąty Amerykanin był molestowany seksualnie w dzieciństwie, co czwarty został pobity przez rodziców tak dotkliwie, że zostały mu ślady na ciele, a co trzecia para zmaga się z problemem przemocy fizycznej we własnym domu. Co czwarte z nas dorastało w rodzinie, w której jeden z bliskich był alkoholikiem, a co ósme patrzyło, jak bito jego matkę1.
Przedstawiciele gatunku ludzkiego są istotami niezwykle odpornymi. Od zarania dziejów podnosimy się po bezlitosnych wojnach i niezliczonych katastrofach (tych naturalnych i tych spowodowanych przez nas samych) oraz po incydentach przemocy i zdrad w codziennym życiu. Ale każde traumatyczne doświadczenie pozostawia po sobie ślady, zarówno na wielką skalę (w historii i kulturze), jak i w naszym najbliższym otoczeniu, a mroczne sekrety są niepostrzeżenie przekazywane z pokolenia na pokolenie. Ślady pozostają także w naszych umysłach i wpływają na emocje, rzutują na zdolność do odczuwania radości oraz intymności, a nawet na fizjologię oraz układ odpornościowy.
Trauma dotyka nie tylko tych, którzy bezpośrednio jej doświadczyli, lecz także wszystkich wokół. Żołnierze wracający do domu z linii frontu mogą przerażać własne rodziny wybuchami wściekłości albo emocjonalną obojętnością. Żony mężczyzn cierpiących na zespół stresu pourazowego (ang. _posttraumatic stress disorder_; PTSD) często wpadają w depresję, a dzieci matek z depresją są narażone na zwiększone ryzyko dorastania w atmosferze niepewności i niepokoju. Doświadczanie przemocy w środowisku rodzinnym w dzieciństwie często utrudnia nawiązywanie stabilnych, opartych na zaufaniu relacji w dorosłym życiu.
Trauma z definicji jest czymś nie do zniesienia, nie do zaakceptowania. U większości ofiar gwałtów, weteranów wojennych czy molestowanych dzieci sama myśl o przeżytej traumie wywołuje tak silny lęk, że próbują oni wyprzeć te wspomnienia i żyć tak, jakby nic się nie wydarzyło. Życie w cieniu wspomnień o terrorze oraz wstyd płynący z doświadczenia skrajnej bezsilności i bezbronności wymagają ogromnego wysiłku.
Choć wszyscy chcemy zostawić traumę za sobą, część naszego mózgu odpowiedzialna za przetrwanie (działająca głęboko pod warstwą mózgu racjonalnego) nieszczególnie dobrze radzi sobie z wypieraniem negatywnych wspomnień. Reminiscencje traumatycznego zdarzenia – nawet długo po jego zakończeniu – mogą zostać na nowo rozbudzone przez choćby cień niebezpieczeństwa, który ożywi zaburzone obwody mózgu i skłoni je do wydzielania ogromnych ilości hormonów stresu. Rodzi to nieprzyjemne emocje, silne doznania somatyczne oraz impulsywne i agresywne zachowania. Tego rodzaju posttraumatyczne reakcje wydają się niezrozumiałe i przytłaczające. Osoby, które przeżyły traumę, często czują, że nie są w stanie nad nimi zapanować, i obawiają się, że są nieodwracalnie zaburzone.
* * *
Po raz pierwszy zainteresowałem się medycyną podczas obozu letniego, gdy miałem czternaście lat. Mój kuzyn Michael nie dawał mi spać, wyjaśniając zawiłości działania nerek. Opowiadał, jak substancje będące pochodnymi przemiany materii wydalają, a potem odzyskują te, które pozwalają utrzymać homeostazę organizmu. Urzekły mnie jego opowieści o niezwykłych aspektach funkcjonowania ciała. Później, na poszczególnych etapach studiowania medycyny – niezależnie od tego, czy zgłębiałem chirurgię, kardiologię czy pediatrię – uważałem za oczywiste, że warunkiem zdrowienia jest zrozumienie działania całego ludzkiego organizmu. Ale gdy rozpocząłem staż psychiatryczny, zdumiał mnie kontrast między niewiarygodną złożonością umysłu oraz różnorodnością interakcji i więzi międzyludzkich a tym, jak niewiele psychiatrzy wiedzą o źródłach problemów, które leczą. Czy któregoś dnia będziemy znać tajniki mózgów, umysłów i miłości tak dobrze, jak znamy inne układy składające się na ludzki organizm?
Choć od osiągnięcia tak głębokiego zrozumienia dzielą nas jeszcze długie lata, narodziny trzech dziedzin nauki zapoczątkowały prawdziwą eksplozję wiedzy o skutkach traumy, nadużyć i zaniedbań. Te nowe dyscypliny to: neuronauka, zajmująca się badaniem procesów umysłowych zachodzących w mózgu; psychopatologia rozwojowa, która bada wpływ niekorzystnych doświadczeń na rozwój umysłu i mózgu; oraz neurobiologia interpersonalna, która skupia się na tym, jak nasze zachowania wpływają na emocje, fizjologię i nastawienie otaczających nas osób.
Badania prowadzone w ramach tych nowych dyscyplin pokazały, że trauma przyczynia się do rzeczywistych, fizjologicznych zmian, obejmujących przestrojenie systemu alarmowego mózgu, wzrost aktywności hormonów stresu oraz modyfikacje w układzie, który odsiewa informacje istotne od nieistotnych. Zmiany te wyjaśniają, dlaczego ludzie straumatyzowani stają się nadmiernie wyczuleni na zagrożenia, przez co rzadziej przejawiają spontaniczne zachowania w codziennym życiu. Pomagają one także zrozumieć, dlaczego osoby obciążone traumą tak często powtarzają te same problematyczne zachowania i mają trudności z uczeniem się na błędach. Wiemy obecnie, że takie postępowanie nie wynika z braku kompasu moralnego lub silnej woli i nie jest przejawem złego charakteru, lecz zostało spowodowane rzeczywistymi zmianami, do jakich doszło w ich mózgach.
Ogromny wzrost wiedzy dotyczącej podstawowych procesów leżących u podstaw traumy przyczynił się do powstania nowych możliwości łagodzenia lub nawet eliminowania wyrządzonych przez nią szkód. Możemy opracowywać metody i techniki, które pomogą ocalałym odzyskać pełnię życia tu i teraz – oraz znaleźć siłę, by iść dalej. W metodach tych zasadniczo da się wyróżnić trzy podejścia: (1) odgórne, polegające na rozmowie, nawiązywaniu (ponownym) kontaktu z innymi oraz poznawaniu i pojmowaniu tego, co dzieje się w nas podczas przetwarzania traumatycznych wspomnień; (2) polegające na przyjmowaniu leków, które blokują nieprawidłowe reakcje alarmowe, bądź opierające się na wykorzystywaniu technik, które wpływają na sposób uporządkowania informacji w mózgu; oraz; (3) oddolne, polegające na pozwalaniu ciału na przeżywanie doświadczeń, które na głębokim i instynktownym poziomie stanowią zaprzeczenie bezradności, wściekłości lub załamania nerwowego, będących skutkiem traumy. O tym, które z tych podejść okaże się najlepsze w przypadku konkretnego ocalałego, należy się przekonać empirycznie. Większość osób, z którymi pracowałem, wymagała ich połączenia.
Na tym polega praca mojego życia. Pomagali mi w niej koledzy i studenci z Trauma Center, które założyłem trzydzieści lat temu. Wspólnie leczyliśmy tysiące straumatyzowanych dzieci i dorosłych: ofiary molestowania, klęsk żywiołowych, wojen, wypadków i handlu ludźmi; osoby, które doświadczyły przemocy ze strony najbliższych i ludzi zupełnie obcych. Od lat praktykujemy szczegółowe omawianie problemów wszystkich pacjentów podczas cotygodniowych spotkań zespołu terapeutycznego, a także dokładne ocenianie skuteczności różnych form terapii w odniesieniu do poszczególnych osób.
Nasza główna misja polega na roztaczaniu opieki nad dziećmi i dorosłymi zgłaszającymi się do nas na terapię. Równocześnie od początku angażowaliśmy się w badania nad wpływem traumatycznego stresu na różne grupy oraz nad tym, które metody leczenia są najskuteczniejsze. Otrzymywaliśmy wsparcie w postaci grantów badawczych z National Institute of Mental Health (Narodowego Instytutu Zdrowia Psychicznego), National Center for Complementary and Alternative Medicine (Narodowego Centrum Medycyny Komplementarnej i Alternatywnej), Centers for Disease Control and Prevention i wielu prywatnych fundacji, dzięki czemu mogliśmy badać skuteczność rozmaitych form leczenia – od farmakoterapii, przez terapię rozmową, jogę, EMDR (odwrażliwianie i przetwarzanie za pomocą ruchu gałek ocznych) i teatr, aż po neurofeedback.
Wyzwanie zawiera się w następującym pytaniu: „Jak ludzie mogą zyskać kontrolę nad pozostałościami dawnej traumy i na nowo przejąć stery swojego życia?”. Pomocne okazują się rozmowa, zrozumienie i więzi międzyludzkie, leki mogą natomiast łagodzić nadmierną aktywność systemów alarmowych. Widzimy jednak, że piętna przeszłości można przemienić i że można odzyskać samokontrolę dzięki doświadczeniom fizycznym, które bezpośrednio przeciwstawiają się bezsilności, wściekłości i załamaniu nerwowemu – nieodłącznym elementom traumy. Nie mam ulubionej metody leczenia – nie istnieje bowiem jedno uniwersalne podejście, które sprawdziłoby się u każdego. Praktykuję więc wszystkie formy terapii omówione w tej książce. Każda z nich może doprowadzić do głębokich zmian, w zależności od natury konkretnego problemu oraz specyfiki danego pacjenta.
Napisałem tę książkę, by służyła jako przewodnik, a zarazem stała się zaproszeniem do zmierzenia się z realiami traumy; do odkrywania, jak najlepiej ją leczyć, oraz do zobowiązania się w ramach całego społeczeństwa, by zapobiegać jej występowaniu wszelkimi dostępnymi środkami.Rozdział 3. Zaglądanie do mózgu: neuronaukowa rewolucja
Rozdział 3
Zaglądanie do mózgu: neuronaukowa rewolucja
Gdybyśmy mogli zajrzeć przez czaszkę do mózgu świadomie myślącej osoby i gdyby miejsce odpowiadające największemu pobudzeniu było świetliste, ujrzelibyśmy tańczącą na powierzchni mózgu jasną plamę o fantastycznych, falujących granicach, nieustannie zmieniającą wielkość i kształt, otoczoną mniej lub bardziej intensywną ciemnością, która pokrywa resztę półkuli.
– Iwan Pawłow
Patrząc, możesz wiele zauważyć.
– Yogi Berra
Nowe techniki obrazowania mózgu, opracowane na początku lat 90., stworzyły wyrafinowane możliwości poznawania procesów przetwarzania informacji przez mózg – możliwości, o jakich wcześniej nawet nie marzyliśmy. Wielkie, kosztujące miliony dolarów urządzenia, wykorzystujące zaawansowane zjawiska fizyczne i technologie komputerowe, szybko uczyniły z neuronauki jedną z najpopularniejszych dziedzin badań. Pozytonowa tomografia emisyjna (PET), a później funkcjonalne obrazowanie metodą rezonansu magnetycznego (fMRI) umożliwiły naukowcom wizualizowanie aktywności poszczególnych części mózgu podczas wykonywania przez badanych różnych działań lub przypominania sobie wydarzeń z przeszłości. Po raz pierwszy zyskaliśmy sposobność do obserwowania mózgu w trakcie przetwarzania przez niego wspomnień, emocji i doznań, to zaś pozwoliło nam przystąpić do tworzenia map obwodów umysłu i świadomości. Opracowane wcześniej techniki pomiaru poziomów substancji chemicznych w mózgu, takich jak serotonina czy noradrenalina, pozwoliły naukowcom przyjrzeć się temu, co napędza aktywność neuronalną. Podejście to można jednak porównać do próby zrozumienia działania silnika samochodu na podstawie badań benzyny. Neuroobrazowanie zaś pozwoliło zajrzeć do wnętrza owego silnika. Dzięki temu zmieniło się też nasze rozumienie traumy.
Na czele tej neuronaukowej rewolucji była i nadal jest Harvard Medical School wraz z należącym do niej Massachusetts General Hospital Neuroimaging Laboratory (Laboratorium Neuroobrazowania Szpitala Massachusetts), którego pierwszym dyrektorem został mianowany w 1994 roku młody psychiatra Scott Rauch. Po analizie potencjału nowej technologii i lekturze moich artykułów Scott zadał kluczowe pytanie: czy możemy w ten sposób zbadać, co dzieje się w mózgu podczas nawrotów traumatycznych wspomnień?
Ukończyłem właśnie badanie dotyczące sposobu przechowywania traumy w pamięci (omówię je w rozdziale 12), którego uczestnicy niejednokrotnie mówili, jak niepokojące było uczucie bycia osaczonym przez obrazy, odczucia i dźwięki z przeszłości. Ponieważ kilku napomknęło, że ciekawi ich, jakie figle płata im mózg w trakcie tego rodzaju flashbacków, postanowiłem zapytać ośmiu z nich, czy byliby skłonni wrócić do kliniki i położyć się nieruchomo w aparaturze skanującej (co stanowiło zupełnie nowe doświadczenie), podczas gdy my będziemy rekonstruować sceny bolesnych zdarzeń, które ich prześladowały. Ku mojemu zaskoczeniu zgodziła się cała ósemka, a większość wyraziła nadzieję, że wiedza zdobyta na podstawie ich cierpienia pomoże innym.
Rita Fisler, moja asystentka, współpracująca z nami przed podjęciem studiów w Harvard Medical School, spotkała się z każdym z uczestników, aby opracować szczegółowy scenariusz, który chwila po chwili odzwierciedlał traumatyczne dla niego zdarzenie. Celowo staraliśmy się zebrać tylko odizolowane fragmenty ich doświadczeń – konkretne obrazy, dźwięki i odczucia – a nie całe historie, ponieważ właśnie tak doświadcza się traumy. Rita poprosiła też uczestników badania o przedstawienie sytuacji, w której czują się bezpiecznie i mają poczucie kontroli. Jedna z osób opisała swój typowy poranek, inna zaś siedzenie na ganku wiejskiego domu w Vermont z idyllicznym widokiem na wzgórza. Scenariusze przedstawiające te sceny wykorzystaliśmy podczas drugiego skanowania, które w założeniu miało stanowić odczyt bazowy.
Gdy uczestnicy zweryfikowali wierność scenariuszy (czytali je po cichu, co jest mniej przytłaczające niż słuchanie lub mówienie), Rita sporządziła nagrania głosowe przeznaczone do odtwarzania w trakcie ich pobytu w skanerze. Typowy scenariusz przedstawiał się tak:
Masz sześć lat i szykujesz się do spania. Słyszysz, jak matka i ojciec na siebie krzyczą. Boisz się. Masz ściśnięty żołądek. Razem z bratem i siostrą siedzisz skulony na szczycie schodów. Spoglądasz przez poręcz i widzisz ojca, który mocno trzyma matkę za ręce, a ona próbuje się wyszarpnąć. Matka wyje, pluje i syczy jak zwierzę. Czerwienieje ci twarz i czujesz gorąco rozlewające się po całym ciele. Matce udaje się wyrwać, biegnie do jadalni i tłucze bardzo drogi chiński wazon. Krzyczysz do rodziców, żeby przestali, lecz puszczają to mimo uszu. Matka biegnie na górę. Słyszysz, jak rozbija telewizor. Twoje młodsze rodzeństwo usiłuje ją nakłonić, by schowała się w szafie. Serce wali ci jak młotem, dygoczesz.
Podczas pierwszej sesji wyjaśniliśmy uczestnikom sens wdychania radioaktywnego tlenu: gdy dowolna część mózgu staje się mniej lub bardziej aktywna pod względem metabolicznym, natychmiast przekłada się to na tempo zużywania tlenu, co jest wykrywane przez skaner. Powiedzieliśmy też badanym, że w trakcie skanowania będziemy monitorować ciśnienie krwi i tętno, by móc później zestawić te fizjologiczne wskaźniki z aktywnością mózgu.
Kilka dni później uczestnicy zgłosili się do laboratorium neuroobrazowania. Pierwszą ochotniczką była Marsha, czterdziestoletnia nauczycielka z przedmieść Bostonu. Jej scenariusz przeniósł ją do dnia sprzed trzynastu lat, kiedy to odebrała Melissę, pięcioletnią córkę, z półkolonii. Gdy ruszyły, w samochodzie włączył się natrętny sygnał dźwiękowy, dający znać, że pas bezpieczeństwa Melissy nie został prawidłowo zapięty. Marsha sięgnęła, żeby go poprawić, i przejechała skrzyżowanie na czerwonym świetle. Z prawej strony uderzył w nią inny samochód, zabijając jej córkę na miejscu. W karetce w drodze do szpitala brzemienna Marsha straciła też siedmiomiesięczny płód.
Z pogodnej kobiety i duszy towarzystwa z dnia na dzień przemieniła się w przygnębiony cień człowieka, prześladowany poczuciem winy, depresją i koszmarami. Zrezygnowała z nauczania na rzecz szkolnej administracji, gdyż jak wielu rodziców, którzy stracili swoje pociechy, nie była w stanie bezpośrednio pracować z dziećmi – ich radosny śmiech stał się dla niej silnym wyzwalaczem negatywnych emocji. Przetrwanie kolejnego dnia okazało się jednak wyzwaniem nawet wtedy, gdy tkwiła z nosem w papierach. W daremnej próbie zapanowania nad własnymi odczuciami zaczęła tyrać dzień i noc.
Podczas badania Marshy stałem obok skanera i mogłem obserwować jej reakcje fizjologiczne na ekranie. W chwili gdy włączyliśmy magnetofon, jej serce zaczęło się tłuc, a ciśnienie krwi podskoczyło. Samo wysłuchanie scenariusza pobudziło u niej te same reakcje fizjologiczne, które wystąpiły podczas wypadku przed trzynastu laty. Po zakończeniu nagrania, kiedy tętno i ciśnienie krwi Marshy wróciły do normy, puściliśmy drugi scenariusz, z opisem porannego wstawania i mycia zębów. Tym razem tętno ani ciśnienie krwi nie uległy zmianie.
OBRAZY STRAUMATYZOWANEGO MÓZGU. Jasne obszary w układzie limbicznym (A) oraz korze wzrokowej (B) wskazują na silne pobudzenie. Rysunek C obrazuje wyraźnie zmniejszoną aktywność ośrodka mowy.
Po wyjściu ze skanera Marsha sprawiała wrażenie osoby przybitej, wyczerpanej i bezwolnej. Miała płytki oddech, szeroko otwarte oczy i przygarbione ramiona – trudno o lepszy obraz bezbronności i wrażliwości. Staraliśmy się ją pocieszyć, lecz zastanawiałem się, czy to, co odkryliśmy, warte jest jej cierpień.
Po przeprowadzeniu procedury u wszystkich ośmiu uczestników Scott Rauch wraz z zespołem matematyków i statystyków zabrał się do opracowywania obrazów kompozytowych, które miały ilustrować różnice między pobudzeniem wywołanym przez retrospekcję a neutralnym stanem mózgu. Po kilku tygodniach przysłał mi wyniki (można obejrzeć je na poprzedniej stronie). Przymocowałem te obrazy do lodówki i przez parę następnych miesięcy wpatrywałem się w nie każdego wieczoru. Przyszło mi do głowy, że właśnie tak musieli się czuć pierwsi astronomowie, oglądając przez teleskop nową konstelację.
Na obrazach ze skanera widać było zagadkowe kropki i kolory, lecz największy spośród pobudzonych obszarów mózgu – duża czerwona plama po prawej stronie, w jego centralnej części, odpowiadająca układowi limbicznemu, nazywanemu też mózgiem emocjonalnym – nie stanowił zaskoczenia. Już od dawna wiedzieliśmy, że silne emocje pobudzają układ limbiczny, w szczególności obszar, który nazywamy ciałem migdałowatym. Struktura ta ostrzega nas przed zbliżającym się niebezpieczeństwem oraz aktywuje reakcję stresową organizmu. Nasze badanie wyraźnie pokazało, że gdy straumatyzowane osoby mają do czynienia z obrazami, dźwiękami lub wspomnieniami związanymi z tragicznym zdarzeniem, ciało migdałowate reaguje niepokojem, nawet jeśli od owego zdarzenia minęło trzynaście lat, jak w przypadku Marshy. Aktywacja tego ośrodka strachu wyzwala kaskadę hormonów stresu oraz impulsów nerwowych, które zwiększają ciśnienie krwi, tętno i zapotrzebowanie na tlen, aby przygotować ciało do walki lub ucieczki1. Czujniki umieszczone na ramionach Marshy zarejestrowały ten fizjologiczny stan gorączkowego pobudzenia, choć ona sama doskonale zdawała sobie sprawę, że spokojnie leży w aparaturze skanującej.
Niema groza
Najbardziej zaskakującym spośród naszych odkryć była nieduża biała plama umiejscowiona w lewym płacie czołowym kory mózgowej, w obszarze nazwanym ośrodkiem Broki. W tym przypadku zmiana koloru oznaczała znaczący spadek aktywności tej części mózgu. Ośrodek Broki jest jedną ze struktur odpowiedzialnych za mowę, która często ulega uszkodzeniu u pacjentów po udarze, gdy przestaje docierać do niego krew. Bez sprawnego ośrodka Broki nie można wyrażać myśli ani uczuć słowami. Z naszych obrazów wynikało, że obszar ten wyłączał się za każdym razem, gdy u pacjenta wracały reminiscencje traumatycznego wydarzenia. Innymi słowy: zyskaliśmy wizualny dowód na to, że skutki traumy nie muszą różnić się od następstw fizycznych uszkodzeń – na przykład w wyniku udaru – i mogą się na nie nakładać.
Każda trauma jest pozawerbalna. Szekspir uchwycił ten stan niemej grozy w _Makbecie_, w scenie po odkryciu ciała zamordowanego króla: „O zgrozo! Zgrozo! Ani cię potrafi język wysłowić, ani serce pojąć! Swego arcydzieła Zamęt dokonał”³. W sytuacjach ekstremalnych ludzie mogą głośno przeklinać, wzywać matkę, wyć lub po prostu zmartwieć z przerażenia. Ofiary napaści i wypadków na izbach przyjęć często milczą i siedzą bez ruchu. Straumatyzowane dzieci „zapominają języka w buzi” i nie chcą mówić. Żołnierze na zdjęciach z frontu patrzą w nieokreśloną dal, mając pustkę w oczach.
Mimo upływu lat ludzie obciążeni traumą często mają ogromne trudności z opowiadaniem innym o tym, co ich spotkało. Ich ciała ponownie doświadczają przerażenia, wściekłości i bezsilności. Czują impuls do walki lub ucieczki, lecz odczucia te są prawie niemożliwe do wyartykułowania. Trauma z natury doprowadza nas na skraj rozumienia, odbierając zdolność do posługiwania się językiem opartym na wspólnych doświadczeniach i dającej się wyobrazić przeszłości.
Nie oznacza to, że ludzie ci nie są w stanie opowiadać o przeżytej tragedii. Wcześniej czy później większość ocalałych – podobnie jak weterani z rozdziału 1 – wymyśla na potrzeby otoczenia coś, co niejeden z nich nazywa „przykrywką”, a mianowicie historię, która w pewnym stopniu tłumaczy ich objawy i zachowania. Historie te rzadko oddają jednak prawdę o ich wewnętrznych przeżyciach. Niezwykle trudno jest uporządkować własne traumatyczne doświadczenia tak, by stanowiły spójną opowieść – narrację z początkiem, rozwinięciem i zakończeniem. Nawet reporter tak doświadczony jak Ed Murrow, słynny korespondent CBS, miał trudności z ujęciem w słowa okrucieństwa, z jakim zetknął się w 1945 roku w wyzwolonym nazistowskim obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie: „Modlę się, abyście uwierzyli w to, co powiedziałem. Zrelacjonowałem to, co zobaczyłem i usłyszałem, lecz nie w pełni. Na większość z tego nie znajduję słów”.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki