Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Strach ucieleśniony - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
25 lutego 2026
3695 pkt
punktów Virtualo

Strach ucieleśniony - ebook

Książka Bessela van der Kolka jest pozycją szczególną. Stanowi kompendium współczesnej wiedzy na temat traumy, będąc jednocześnie głęboko osobistą, pełną pasji opowieścią o szukaniu dróg pomocy ludziom cierpiącym z powodu traumatycznych przeżyć. Autor – wybitny psychiatra, badacz i klinicysta – zaprasza do zrozumienia traumy i odkrywania kolejnych metod wyzwalania z jej uścisku. Śledzimy zawiłości diagnozy i odkrycia neuronauki. Przypatrujemy się sesjom terapeutycznym i pracy badawczej. Mimo poruszonych tu wstrząsających historii książka pozostawia głęboko humanistyczne, pełne optymizmu przesłanie: niezależnie od tego, w jak okrutne okoliczności rzuci nas życie, możemy zmobilizować w sobie siły nie tylko do przetrwania, ale także do uleczenia ze skutków przytłaczających doświadczeń. Otwartość na osiągnięcia nauki i prawdę doświadczenia, a także ogromne społeczne zaangażowanie Autora, czynią jego dzieło fascynującym poznawczo i niezwykle użytecznym dla praktyki terapeutycznej.

Pozycja dla profesjonalistów pracujących z traumą, dla tych z nas, którzy doświadczyli jej we własnym życiu, i dla wszystkich, którzy pragną zrozumieć drugiego człowieka.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Psychologia
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8382-860-2
Rozmiar pliku: 4,3 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Prolog. W obliczu traumy

Pro­log

W obli­czu traumy

Aby doświad­czyć traumy, nie trzeba wal­czyć na linii frontu ani tra­fić do obozu dla uchodź­ców w Syrii lub w Kongu. Trauma przy­da­rza się nam, naszym przy­ja­cio­łom, krew­nym i sąsia­dom. Bada­nia prze­pro­wa­dzone w USA przez Cen­ters for Dise­ase Con­trol and Pre­ven­tion (Cen­tra Kon­troli i Pre­wen­cji Cho­rób; CDC) wyka­zały, że co piąty Ame­ry­ka­nin był mole­sto­wany sek­su­al­nie w dzie­ciń­stwie, co czwarty został pobity przez rodzi­ców tak dotkli­wie, że zostały mu ślady na ciele, a co trze­cia para zmaga się z pro­ble­mem prze­mocy fizycz­nej we wła­snym domu. Co czwarte z nas dora­stało w rodzi­nie, w któ­rej jeden z bli­skich był alko­ho­li­kiem, a co ósme patrzyło, jak bito jego matkę1.

Przed­sta­wi­ciele gatunku ludz­kiego są isto­tami nie­zwy­kle odpor­nymi. Od zara­nia dzie­jów pod­no­simy się po bez­li­to­snych woj­nach i nie­zli­czo­nych kata­stro­fach (tych natu­ral­nych i tych spo­wo­do­wa­nych przez nas samych) oraz po incy­den­tach prze­mocy i zdrad w codzien­nym życiu. Ale każde trau­ma­tyczne doświad­cze­nie pozo­sta­wia po sobie ślady, zarówno na wielką skalę (w histo­rii i kul­tu­rze), jak i w naszym naj­bliż­szym oto­cze­niu, a mroczne sekrety są nie­po­strze­że­nie prze­ka­zy­wane z poko­le­nia na poko­le­nie. Ślady pozo­stają także w naszych umy­słach i wpły­wają na emo­cje, rzu­tują na zdol­ność do odczu­wa­nia rado­ści oraz intym­no­ści, a nawet na fizjo­lo­gię oraz układ odpor­no­ściowy.

Trauma dotyka nie tylko tych, któ­rzy bez­po­śred­nio jej doświad­czyli, lecz także wszyst­kich wokół. Żoł­nie­rze wra­ca­jący do domu z linii frontu mogą prze­ra­żać wła­sne rodziny wybu­chami wście­kło­ści albo emo­cjo­nalną obo­jęt­no­ścią. Żony męż­czyzn cier­pią­cych na zespół stresu poura­zo­wego (ang. _post­trau­ma­tic stress disor­der_; PTSD) czę­sto wpa­dają w depre­sję, a dzieci matek z depre­sją są nara­żone na zwięk­szone ryzyko dora­sta­nia w atmos­fe­rze nie­pew­no­ści i nie­po­koju. Doświad­cza­nie prze­mocy w śro­do­wi­sku rodzin­nym w dzie­ciń­stwie czę­sto utrud­nia nawią­zy­wa­nie sta­bil­nych, opar­tych na zaufa­niu rela­cji w doro­słym życiu.

Trauma z defi­ni­cji jest czymś nie do znie­sie­nia, nie do zaak­cep­to­wa­nia. U więk­szo­ści ofiar gwał­tów, wete­ra­nów wojen­nych czy mole­sto­wa­nych dzieci sama myśl o prze­ży­tej trau­mie wywo­łuje tak silny lęk, że pró­bują oni wyprzeć te wspo­mnie­nia i żyć tak, jakby nic się nie wyda­rzyło. Życie w cie­niu wspo­mnień o ter­ro­rze oraz wstyd pły­nący z doświad­cze­nia skraj­nej bez­sil­no­ści i bez­bron­no­ści wyma­gają ogrom­nego wysiłku.

Choć wszy­scy chcemy zosta­wić traumę za sobą, część naszego mózgu odpo­wie­dzialna za prze­trwa­nie (dzia­ła­jąca głę­boko pod war­stwą mózgu racjo­nal­nego) nie­szcze­gól­nie dobrze radzi sobie z wypie­ra­niem nega­tyw­nych wspo­mnień. Remi­ni­scen­cje trau­ma­tycz­nego zda­rze­nia – nawet długo po jego zakoń­cze­niu – mogą zostać na nowo roz­bu­dzone przez choćby cień nie­bez­pie­czeń­stwa, który ożywi zabu­rzone obwody mózgu i skłoni je do wydzie­la­nia ogrom­nych ilo­ści hor­mo­nów stresu. Rodzi to nie­przy­jemne emo­cje, silne dozna­nia soma­tyczne oraz impul­sywne i agre­sywne zacho­wa­nia. Tego rodzaju post­trau­ma­tyczne reak­cje wydają się nie­zro­zu­miałe i przy­tła­cza­jące. Osoby, które prze­żyły traumę, czę­sto czują, że nie są w sta­nie nad nimi zapa­no­wać, i oba­wiają się, że są nie­od­wra­cal­nie zabu­rzone.

* * *

Po raz pierw­szy zain­te­re­so­wa­łem się medy­cyną pod­czas obozu let­niego, gdy mia­łem czter­na­ście lat. Mój kuzyn Michael nie dawał mi spać, wyja­śnia­jąc zawi­ło­ści dzia­ła­nia nerek. Opo­wia­dał, jak sub­stan­cje będące pochod­nymi prze­miany mate­rii wyda­lają, a potem odzy­skują te, które pozwa­lają utrzy­mać home­ostazę orga­ni­zmu. Urze­kły mnie jego opo­wie­ści o nie­zwy­kłych aspek­tach funk­cjo­no­wa­nia ciała. Póź­niej, na poszcze­gól­nych eta­pach stu­dio­wa­nia medy­cyny – nie­za­leż­nie od tego, czy zgłę­bia­łem chi­rur­gię, kar­dio­lo­gię czy pedia­trię – uwa­ża­łem za oczy­wi­ste, że warun­kiem zdro­wie­nia jest zro­zu­mie­nie dzia­ła­nia całego ludz­kiego orga­ni­zmu. Ale gdy roz­po­czą­łem staż psy­chia­tryczny, zdu­miał mnie kon­trast mię­dzy nie­wia­ry­godną zło­żo­no­ścią umy­słu oraz róż­no­rod­no­ścią inte­rak­cji i więzi mię­dzyludzkich a tym, jak nie­wiele psy­chia­trzy wie­dzą o źró­dłach pro­ble­mów, które leczą. Czy któ­re­goś dnia będziemy znać taj­niki mózgów, umy­słów i miło­ści tak dobrze, jak znamy inne układy skła­da­jące się na ludzki orga­nizm?

Choć od osią­gnię­cia tak głę­bo­kiego zro­zu­mie­nia dzielą nas jesz­cze dłu­gie lata, naro­dziny trzech dzie­dzin nauki zapo­cząt­ko­wały praw­dziwą eks­plo­zję wie­dzy o skut­kach traumy, nad­użyć i zanie­dbań. Te nowe dys­cy­pliny to: neu­ro­nauka, zaj­mu­jąca się bada­niem pro­ce­sów umy­sło­wych zacho­dzą­cych w mózgu; psy­cho­pa­to­lo­gia roz­wo­jowa, która bada wpływ nie­ko­rzyst­nych doświad­czeń na roz­wój umy­słu i mózgu; oraz neu­ro­bio­lo­gia inter­per­so­nalna, która sku­pia się na tym, jak nasze zacho­wa­nia wpły­wają na emo­cje, fizjo­lo­gię i nasta­wie­nie ota­cza­ją­cych nas osób.

Bada­nia pro­wa­dzone w ramach tych nowych dys­cy­plin poka­zały, że trauma przy­czy­nia się do rze­czy­wi­stych, fizjo­lo­gicz­nych zmian, obej­mu­ją­cych prze­stro­je­nie sys­temu alar­mo­wego mózgu, wzrost aktyw­no­ści hor­mo­nów stresu oraz mody­fi­ka­cje w ukła­dzie, który odsiewa infor­ma­cje istotne od nie­istot­nych. Zmiany te wyja­śniają, dla­czego ludzie strau­ma­ty­zo­wani stają się nad­mier­nie wyczu­leni na zagro­że­nia, przez co rza­dziej prze­ja­wiają spon­ta­niczne zacho­wa­nia w codzien­nym życiu. Poma­gają one także zro­zu­mieć, dla­czego osoby obcią­żone traumą tak czę­sto powta­rzają te same pro­ble­ma­tyczne zacho­wa­nia i mają trud­no­ści z ucze­niem się na błę­dach. Wiemy obec­nie, że takie postę­po­wa­nie nie wynika z braku kom­pasu moral­nego lub sil­nej woli i nie jest prze­ja­wem złego cha­rak­teru, lecz zostało spo­wo­do­wane rze­czy­wi­stymi zmia­nami, do jakich doszło w ich mózgach.

Ogromny wzrost wie­dzy doty­czą­cej pod­sta­wo­wych pro­ce­sów leżą­cych u pod­staw traumy przy­czy­nił się do powsta­nia nowych moż­li­wo­ści łago­dze­nia lub nawet eli­mi­no­wa­nia wyrzą­dzo­nych przez nią szkód. Możemy opra­co­wy­wać metody i tech­niki, które pomogą oca­la­łym odzy­skać peł­nię życia tu i teraz – oraz zna­leźć siłę, by iść dalej. W meto­dach tych zasad­ni­czo da się wyróż­nić trzy podej­ścia: (1) odgórne, pole­ga­jące na roz­mo­wie, nawią­zy­wa­niu (ponow­nym) kon­taktu z innymi oraz pozna­wa­niu i poj­mo­wa­niu tego, co dzieje się w nas pod­czas prze­twa­rza­nia trau­ma­tycz­nych wspo­mnień; (2) pole­ga­jące na przyj­mo­wa­niu leków, które blo­kują nie­pra­wi­dłowe reak­cje alar­mowe, bądź opie­ra­jące się na wyko­rzy­sty­wa­niu tech­nik, które wpły­wają na spo­sób upo­rząd­ko­wa­nia infor­ma­cji w mózgu; oraz; (3) oddolne, pole­ga­jące na pozwa­la­niu ciału na prze­ży­wa­nie doświad­czeń, które na głę­bo­kim i instynk­tow­nym pozio­mie sta­no­wią zaprze­cze­nie bez­rad­no­ści, wście­kło­ści lub zała­ma­nia ner­wo­wego, będą­cych skut­kiem traumy. O tym, które z tych podejść okaże się naj­lep­sze w przy­padku kon­kret­nego oca­la­łego, należy się prze­ko­nać empi­rycz­nie. Więk­szość osób, z któ­rymi pra­co­wa­łem, wyma­gała ich połą­cze­nia.

Na tym polega praca mojego życia. Poma­gali mi w niej kole­dzy i stu­denci z Trauma Cen­ter, które zało­ży­łem trzy­dzie­ści lat temu. Wspól­nie leczy­li­śmy tysiące strau­ma­ty­zo­wa­nych dzieci i doro­słych: ofiary mole­sto­wa­nia, klęsk żywio­ło­wych, wojen, wypad­ków i han­dlu ludźmi; osoby, które doświad­czyły prze­mocy ze strony naj­bliż­szych i ludzi zupeł­nie obcych. Od lat prak­ty­ku­jemy szcze­gó­łowe oma­wia­nie pro­ble­mów wszyst­kich pacjen­tów pod­czas coty­go­dnio­wych spo­tkań zespołu tera­peu­tycz­nego, a także dokładne oce­nia­nie sku­tecz­no­ści róż­nych form tera­pii w odnie­sie­niu do poszcze­gól­nych osób.

Nasza główna misja polega na roz­ta­cza­niu opieki nad dziećmi i doro­słymi zgła­sza­ją­cymi się do nas na tera­pię. Rów­no­cze­śnie od początku anga­żo­wa­li­śmy się w bada­nia nad wpły­wem trau­ma­tycz­nego stresu na różne grupy oraz nad tym, które metody lecze­nia są naj­sku­tecz­niej­sze. Otrzy­my­wa­li­śmy wspar­cie w postaci gran­tów badaw­czych z Natio­nal Insti­tute of Men­tal Health (Naro­do­wego Insty­tutu Zdro­wia Psy­chicz­nego), Natio­nal Cen­ter for Com­ple­men­tary and Alter­na­tive Medi­cine (Naro­do­wego Cen­trum Medy­cyny Kom­ple­men­tar­nej i Alter­na­tyw­nej), Cen­ters for Dise­ase Con­trol and Pre­ven­tion i wielu pry­wat­nych fun­da­cji, dzięki czemu mogli­śmy badać sku­tecz­ność roz­ma­itych form lecze­nia – od far­ma­ko­te­ra­pii, przez tera­pię roz­mową, jogę, EMDR (odwraż­li­wia­nie i prze­twa­rza­nie za pomocą ruchu gałek ocznych) i teatr, aż po neu­ro­fe­ed­back.

Wyzwa­nie zawiera się w nastę­pu­ją­cym pyta­niu: „Jak ludzie mogą zyskać kon­trolę nad pozo­sta­ło­ściami daw­nej traumy i na nowo prze­jąć stery swo­jego życia?”. Pomocne oka­zują się roz­mowa, zro­zu­mie­nie i więzi mię­dzy­ludz­kie, leki mogą nato­miast łago­dzić nad­mierną aktyw­ność sys­te­mów alar­mo­wych. Widzimy jed­nak, że piętna prze­szło­ści można prze­mie­nić i że można odzy­skać samokon­trolę dzięki doświad­cze­niom fizycz­nym, które bez­po­śred­nio prze­ciw­sta­wiają się bez­sil­no­ści, wście­kło­ści i zała­ma­niu ner­wo­wemu – nie­od­łącz­nym ele­men­tom traumy. Nie mam ulu­bio­nej metody lecze­nia – nie ist­nieje bowiem jedno uni­wer­salne podej­ście, które spraw­dzi­łoby się u każ­dego. Prak­ty­kuję więc wszyst­kie formy tera­pii omó­wione w tej książce. Każda z nich może dopro­wa­dzić do głę­bo­kich zmian, w zależ­no­ści od natury kon­kret­nego pro­blemu oraz spe­cy­fiki danego pacjenta.

Napi­sa­łem tę książkę, by słu­żyła jako prze­wod­nik, a zara­zem stała się zapro­sze­niem do zmie­rze­nia się z realiami traumy; do odkry­wa­nia, jak naj­le­piej ją leczyć, oraz do zobo­wią­za­nia się w ramach całego spo­łe­czeń­stwa, by zapo­bie­gać jej wystę­po­wa­niu wszel­kimi dostęp­nymi środ­kami.Rozdział 3. Zaglądanie do mózgu: neuronaukowa rewolucja

Roz­dział 3

Zaglą­da­nie do mózgu: neu­ro­nau­kowa rewo­lu­cja

Gdy­by­śmy mogli zaj­rzeć przez czaszkę do mózgu świa­do­mie myślą­cej osoby i gdyby miej­sce odpo­wia­da­jące naj­więk­szemu pobu­dze­niu było świe­tli­ste, ujrze­li­by­śmy tań­czącą na powierzchni mózgu jasną plamę o fan­ta­stycz­nych, falu­ją­cych gra­ni­cach, nie­ustan­nie zmie­nia­jącą wiel­kość i kształt, oto­czoną mniej lub bar­dziej inten­sywną ciem­no­ścią, która pokrywa resztę pół­kuli.

– Iwan Paw­łow

Patrząc, możesz wiele zauwa­żyć.

– Yogi Berra

Nowe tech­niki obra­zo­wa­nia mózgu, opra­co­wane na początku lat 90., stwo­rzyły wyra­fi­no­wane moż­li­wo­ści pozna­wa­nia pro­ce­sów prze­twa­rza­nia infor­ma­cji przez mózg – moż­li­wo­ści, o jakich wcze­śniej nawet nie marzy­li­śmy. Wiel­kie, kosz­tu­jące miliony dola­rów urzą­dze­nia, wyko­rzy­stu­jące zaawan­so­wane zja­wi­ska fizyczne i tech­no­lo­gie kom­pu­te­rowe, szybko uczy­niły z neu­ro­nauki jedną z naj­po­pu­lar­niej­szych dzie­dzin badań. Pozy­to­nowa tomo­gra­fia emi­syjna (PET), a póź­niej funk­cjo­nalne obra­zo­wa­nie metodą rezo­nansu magne­tycz­nego (fMRI) umoż­li­wiły naukow­com wizu­ali­zo­wa­nie aktyw­no­ści poszcze­gól­nych czę­ści mózgu pod­czas wyko­ny­wa­nia przez bada­nych róż­nych dzia­łań lub przy­po­mi­na­nia sobie wyda­rzeń z prze­szło­ści. Po raz pierw­szy zyska­li­śmy spo­sob­ność do obser­wo­wa­nia mózgu w trak­cie prze­twa­rza­nia przez niego wspo­mnień, emo­cji i doznań, to zaś pozwo­liło nam przy­stą­pić do two­rze­nia map obwo­dów umy­słu i świa­do­mo­ści. Opra­co­wane wcze­śniej tech­niki pomiaru pozio­mów sub­stan­cji che­micz­nych w mózgu, takich jak sero­to­nina czy nora­dre­na­lina, pozwo­liły naukow­com przyj­rzeć się temu, co napę­dza aktyw­ność neu­ro­nalną. Podej­ście to można jed­nak porów­nać do próby zro­zu­mie­nia dzia­ła­nia sil­nika samo­chodu na pod­sta­wie badań ben­zyny. Neuroobra­zo­wa­nie zaś pozwo­liło zaj­rzeć do wnę­trza owego sil­nika. Dzięki temu zmie­niło się też nasze rozu­mie­nie traumy.

Na czele tej neu­ro­nau­ko­wej rewo­lu­cji była i na­dal jest Harvard Medi­cal School wraz z nale­żą­cym do niej Mas­sa­chu­setts Gene­ral Hospi­tal Neu­ro­ima­ging Labo­ra­tory (Labo­ra­to­rium Neu­ro­obra­zo­wa­nia Szpi­tala Mas­sa­chu­setts), któ­rego pierw­szym dyrek­to­rem został mia­no­wany w 1994 roku młody psy­chia­tra Scott Rauch. Po ana­li­zie poten­cjału nowej tech­no­lo­gii i lek­tu­rze moich arty­ku­łów Scott zadał klu­czowe pyta­nie: czy możemy w ten spo­sób zba­dać, co dzieje się w mózgu pod­czas nawro­tów trau­ma­tycz­nych wspo­mnień?

Ukoń­czy­łem wła­śnie bada­nie doty­czące spo­sobu prze­cho­wy­wa­nia traumy w pamięci (omó­wię je w roz­dziale 12), któ­rego uczest­nicy nie­jed­no­krot­nie mówili, jak nie­po­ko­jące było uczu­cie bycia osa­czo­nym przez obrazy, odczu­cia i dźwięki z prze­szło­ści. Ponie­waż kilku napo­mknęło, że cie­kawi ich, jakie figle płata im mózg w trak­cie tego rodzaju fla­sh­bac­ków, posta­no­wi­łem zapy­tać ośmiu z nich, czy byliby skłonni wró­cić do kli­niki i poło­żyć się nie­ru­chomo w apa­ra­tu­rze ska­nu­ją­cej (co sta­no­wiło zupeł­nie nowe doświad­cze­nie), pod­czas gdy my będziemy rekon­stru­ować sceny bole­snych zda­rzeń, które ich prze­śla­do­wały. Ku mojemu zasko­cze­niu zgo­dziła się cała ósemka, a więk­szość wyra­ziła nadzieję, że wie­dza zdo­byta na pod­sta­wie ich cier­pie­nia pomoże innym.

Rita Fisler, moja asy­stentka, współ­pra­cu­jąca z nami przed pod­ję­ciem stu­diów w Harvard Medi­cal School, spo­tkała się z każ­dym z uczest­ni­ków, aby opra­co­wać szcze­gó­łowy sce­na­riusz, który chwila po chwili odzwier­cie­dlał trau­ma­tyczne dla niego zda­rze­nie. Celowo sta­ra­li­śmy się zebrać tylko odizo­lo­wane frag­menty ich doświad­czeń – kon­kretne obrazy, dźwięki i odczu­cia – a nie całe histo­rie, ponie­waż wła­śnie tak doświad­cza się traumy. Rita popro­siła też uczest­ni­ków bada­nia o przed­sta­wie­nie sytu­acji, w któ­rej czują się bez­piecz­nie i mają poczu­cie kon­troli. Jedna z osób opi­sała swój typowy pora­nek, inna zaś sie­dze­nie na ganku wiej­skiego domu w Ver­mont z idyl­licz­nym wido­kiem na wzgó­rza. Sce­na­riu­sze przed­sta­wia­jące te sceny wyko­rzy­sta­li­śmy pod­czas dru­giego ska­no­wa­nia, które w zało­że­niu miało sta­no­wić odczyt bazowy.

Gdy uczest­nicy zwe­ry­fi­ko­wali wier­ność sce­na­riu­szy (czy­tali je po cichu, co jest mniej przy­tła­cza­jące niż słu­cha­nie lub mówie­nie), Rita spo­rzą­dziła nagra­nia gło­sowe prze­zna­czone do odtwa­rza­nia w trak­cie ich pobytu w ska­ne­rze. Typowy sce­na­riusz przed­sta­wiał się tak:

Masz sześć lat i szy­ku­jesz się do spa­nia. Sły­szysz, jak matka i ojciec na sie­bie krzy­czą. Boisz się. Masz ści­śnięty żołą­dek. Razem z bra­tem i sio­strą sie­dzisz sku­lony na szczy­cie scho­dów. Spo­glą­dasz przez poręcz i widzisz ojca, który mocno trzyma matkę za ręce, a ona pró­buje się wyszarp­nąć. Matka wyje, pluje i syczy jak zwie­rzę. Czer­wie­nieje ci twarz i czu­jesz gorąco roz­le­wa­jące się po całym ciele. Matce udaje się wyrwać, bie­gnie do jadalni i tłu­cze bar­dzo drogi chiń­ski wazon. Krzy­czysz do rodzi­ców, żeby prze­stali, lecz pusz­czają to mimo uszu. Matka bie­gnie na górę. Sły­szysz, jak roz­bija tele­wi­zor. Twoje młod­sze rodzeń­stwo usi­łuje ją nakło­nić, by scho­wała się w sza­fie. Serce wali ci jak mło­tem, dygo­czesz.

Pod­czas pierw­szej sesji wyja­śni­li­śmy uczest­ni­kom sens wdy­cha­nia radio­ak­tyw­nego tlenu: gdy dowolna część mózgu staje się mniej lub bar­dziej aktywna pod wzglę­dem meta­bo­licz­nym, natych­miast prze­kłada się to na tempo zuży­wa­nia tlenu, co jest wykry­wane przez ska­ner. Powie­dzie­li­śmy też bada­nym, że w trak­cie ska­no­wa­nia będziemy moni­to­ro­wać ciśnie­nie krwi i tętno, by móc póź­niej zesta­wić te fizjo­lo­giczne wskaź­niki z aktyw­no­ścią mózgu.

Kilka dni póź­niej uczest­nicy zgło­sili się do labo­ra­to­rium neu­ro­obra­zo­wa­nia. Pierw­szą ochot­niczką była Mar­sha, czter­dzie­sto­let­nia nauczy­cielka z przed­mieść Bostonu. Jej sce­na­riusz prze­niósł ją do dnia sprzed trzy­na­stu lat, kiedy to ode­brała Melissę, pię­cio­let­nią córkę, z pół­ko­lo­nii. Gdy ruszyły, w samo­cho­dzie włą­czył się natrętny sygnał dźwię­kowy, dający znać, że pas bez­pie­czeń­stwa Melissy nie został pra­wi­dłowo zapięty. Mar­sha się­gnęła, żeby go popra­wić, i prze­je­chała skrzy­żo­wa­nie na czer­wo­nym świe­tle. Z pra­wej strony ude­rzył w nią inny samo­chód, zabi­ja­jąc jej córkę na miej­scu. W karetce w dro­dze do szpi­tala brze­mienna Mar­sha stra­ciła też sied­mio­mie­sięczny płód.

Z pogod­nej kobiety i duszy towa­rzy­stwa z dnia na dzień prze­mie­niła się w przy­gnę­biony cień czło­wieka, prze­śla­do­wany poczu­ciem winy, depre­sją i kosz­ma­rami. Zre­zy­gno­wała z naucza­nia na rzecz szkol­nej admi­ni­stra­cji, gdyż jak wielu rodzi­ców, któ­rzy stra­cili swoje pocie­chy, nie była w sta­nie bez­po­śred­nio pra­co­wać z dziećmi – ich rado­sny śmiech stał się dla niej sil­nym wyzwa­la­czem nega­tyw­nych emo­cji. Prze­trwa­nie kolej­nego dnia oka­zało się jed­nak wyzwa­niem nawet wtedy, gdy tkwiła z nosem w papie­rach. W darem­nej pró­bie zapa­no­wa­nia nad wła­snymi odczu­ciami zaczęła tyrać dzień i noc.

Pod­czas bada­nia Mar­shy sta­łem obok ska­nera i mogłem obser­wo­wać jej reak­cje fizjo­lo­giczne na ekra­nie. W chwili gdy włą­czy­li­śmy magne­to­fon, jej serce zaczęło się tłuc, a ciśnie­nie krwi pod­sko­czyło. Samo wysłu­cha­nie sce­na­riu­sza pobu­dziło u niej te same reak­cje fizjo­lo­giczne, które wystą­piły pod­czas wypadku przed trzy­na­stu laty. Po zakoń­cze­niu nagra­nia, kiedy tętno i ciśnie­nie krwi Mar­shy wró­ciły do normy, puści­li­śmy drugi sce­na­riusz, z opi­sem poran­nego wsta­wa­nia i mycia zębów. Tym razem tętno ani ciśnie­nie krwi nie ule­gły zmia­nie.

OBRAZY STRAU­MA­TY­ZO­WA­NEGO MÓZGU. Jasne obszary w ukła­dzie lim­bicz­nym (A) oraz korze wzro­ko­wej (B) wska­zują na silne pobu­dze­nie. Rysu­nek C obra­zuje wyraź­nie zmniej­szoną aktyw­ność ośrodka mowy.

Po wyj­ściu ze ska­nera Mar­sha spra­wiała wra­że­nie osoby przy­bi­tej, wyczer­pa­nej i bez­wol­nej. Miała płytki oddech, sze­roko otwarte oczy i przy­gar­bione ramiona – trudno o lep­szy obraz bez­bron­no­ści i wraż­li­wo­ści. Sta­ra­li­śmy się ją pocie­szyć, lecz zasta­na­wia­łem się, czy to, co odkry­li­śmy, warte jest jej cier­pień.

Po prze­pro­wa­dze­niu pro­ce­dury u wszyst­kich ośmiu uczest­ni­ków Scott Rauch wraz z zespo­łem mate­ma­ty­ków i sta­ty­sty­ków zabrał się do opra­co­wy­wa­nia obra­zów kom­po­zy­to­wych, które miały ilu­stro­wać róż­nice mię­dzy pobu­dze­niem wywo­ła­nym przez retro­spek­cję a neu­tral­nym sta­nem mózgu. Po kilku tygo­dniach przy­słał mi wyniki (można obej­rzeć je na poprzed­niej stro­nie). Przy­mo­co­wa­łem te obrazy do lodówki i przez parę następ­nych mie­sięcy wpa­try­wa­łem się w nie każ­dego wie­czoru. Przy­szło mi do głowy, że wła­śnie tak musieli się czuć pierwsi astro­no­mo­wie, oglą­da­jąc przez tele­skop nową kon­ste­la­cję.

Na obra­zach ze ska­nera widać było zagad­kowe kropki i kolory, lecz naj­więk­szy spo­śród pobu­dzo­nych obsza­rów mózgu – duża czer­wona plama po pra­wej stro­nie, w jego cen­tral­nej czę­ści, odpo­wia­da­jąca ukła­dowi lim­bicz­nemu, nazy­wa­nemu też mózgiem emo­cjo­nal­nym – nie sta­no­wił zasko­cze­nia. Już od dawna wie­dzie­li­śmy, że silne emo­cje pobu­dzają układ lim­biczny, w szcze­gól­no­ści obszar, który nazy­wamy cia­łem mig­da­ło­wa­tym. Struk­tura ta ostrzega nas przed zbli­ża­ją­cym się nie­bez­pie­czeń­stwem oraz akty­wuje reak­cję stre­sową orga­ni­zmu. Nasze bada­nie wyraź­nie poka­zało, że gdy strau­ma­ty­zo­wane osoby mają do czy­nie­nia z obra­zami, dźwię­kami lub wspo­mnie­niami zwią­za­nymi z tra­gicz­nym zda­rze­niem, ciało mig­da­ło­wate reaguje nie­po­ko­jem, nawet jeśli od owego zda­rze­nia minęło trzy­na­ście lat, jak w przy­padku Mar­shy. Akty­wa­cja tego ośrodka stra­chu wyzwala kaskadę hor­mo­nów stresu oraz impul­sów ner­wo­wych, które zwięk­szają ciśnie­nie krwi, tętno i zapo­trze­bo­wa­nie na tlen, aby przy­go­to­wać ciało do walki lub ucieczki1. Czuj­niki umiesz­czone na ramio­nach Mar­shy zare­je­stro­wały ten fizjo­lo­giczny stan gorącz­ko­wego pobu­dze­nia, choć ona sama dosko­nale zda­wała sobie sprawę, że spo­koj­nie leży w apa­ra­tu­rze ska­nu­ją­cej.

Niema groza

Naj­bar­dziej zaska­ku­ją­cym spo­śród naszych odkryć była nie­duża biała plama umiej­sco­wiona w lewym pła­cie czo­ło­wym kory mózgo­wej, w obsza­rze nazwa­nym ośrod­kiem Broki. W tym przy­padku zmiana koloru ozna­czała zna­czący spa­dek aktyw­no­ści tej czę­ści mózgu. Ośro­dek Broki jest jedną ze struk­tur odpo­wie­dzial­nych za mowę, która czę­sto ulega uszko­dze­niu u pacjen­tów po uda­rze, gdy prze­staje docie­rać do niego krew. Bez spraw­nego ośrodka Broki nie można wyra­żać myśli ani uczuć sło­wami. Z naszych obra­zów wyni­kało, że obszar ten wyłą­czał się za każ­dym razem, gdy u pacjenta wra­cały remi­ni­scen­cje trau­ma­tycz­nego wyda­rze­nia. Innymi słowy: zyska­li­śmy wizu­alny dowód na to, że skutki traumy nie muszą róż­nić się od następstw fizycz­nych uszko­dzeń – na przy­kład w wyniku udaru – i mogą się na nie nakła­dać.

Każda trauma jest poza­wer­balna. Szek­spir uchwy­cił ten stan nie­mej grozy w _Mak­be­cie_, w sce­nie po odkry­ciu ciała zamor­do­wa­nego króla: „O zgrozo! Zgrozo! Ani cię potrafi język wysło­wić, ani serce pojąć! Swego arcy­dzieła Zamęt doko­nał”³. W sytu­acjach eks­tre­mal­nych ludzie mogą gło­śno prze­kli­nać, wzy­wać matkę, wyć lub po pro­stu zmar­twieć z prze­ra­że­nia. Ofiary napa­ści i wypad­ków na izbach przy­jęć czę­sto mil­czą i sie­dzą bez ruchu. Strau­ma­ty­zo­wane dzieci „zapo­mi­nają języka w buzi” i nie chcą mówić. Żoł­nie­rze na zdję­ciach z frontu patrzą w nie­okre­śloną dal, mając pustkę w oczach.

Mimo upływu lat ludzie obcią­żeni traumą czę­sto mają ogromne trud­no­ści z opo­wia­da­niem innym o tym, co ich spo­tkało. Ich ciała ponow­nie doświad­czają prze­ra­że­nia, wście­kło­ści i bez­sil­no­ści. Czują impuls do walki lub ucieczki, lecz odczu­cia te są pra­wie nie­moż­liwe do wyar­ty­ku­ło­wa­nia. Trauma z natury dopro­wa­dza nas na skraj rozu­mie­nia, odbie­ra­jąc zdol­ność do posłu­gi­wa­nia się języ­kiem opar­tym na wspól­nych doświad­cze­niach i dają­cej się wyobra­zić prze­szło­ści.

Nie ozna­cza to, że ludzie ci nie są w sta­nie opo­wia­dać o prze­ży­tej tra­ge­dii. Wcze­śniej czy póź­niej więk­szość oca­la­łych – podob­nie jak wete­rani z roz­działu 1 – wymy­śla na potrzeby oto­cze­nia coś, co nie­je­den z nich nazywa „przy­krywką”, a mia­no­wi­cie histo­rię, która w pew­nym stop­niu tłu­ma­czy ich objawy i zacho­wa­nia. Histo­rie te rzadko oddają jed­nak prawdę o ich wewnętrz­nych prze­ży­ciach. Nie­zwy­kle trudno jest upo­rząd­ko­wać wła­sne trau­ma­tyczne doświad­cze­nia tak, by sta­no­wiły spójną opo­wieść – nar­ra­cję z począt­kiem, roz­wi­nię­ciem i zakoń­cze­niem. Nawet repor­ter tak doświad­czony jak Ed Mur­row, słynny kore­spon­dent CBS, miał trud­no­ści z uję­ciem w słowa okru­cień­stwa, z jakim zetknął się w 1945 roku w wyzwo­lo­nym nazi­stow­skim obo­zie kon­cen­tra­cyj­nym w Buchen­wal­dzie: „Modlę się, aby­ście uwie­rzyli w to, co powie­dzia­łem. Zre­la­cjo­no­wa­łem to, co zoba­czy­łem i usły­sza­łem, lecz nie w pełni. Na więk­szość z tego nie znaj­duję słów”.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij