-
nowość
Trzecia - ebook
Trzecia - ebook
Małżeństwo trzydziestolatków ma wszystko: pracę, dziecko, mieszkanie. I coraz większą pustkę. Poznają ją w sieci. Nadają jej pseudonim: Trzecia. Miała być tylko eksperymentem. Jednorazowym wyskokiem, który ożywi ich relację. Nie potrafią przestać. To, co zaczyna się jako gra, szybko wymyka się spod kontroli. Granice między pożądaniem a uzależnieniem, bliskością a użyciem, miłością a destrukcją zacierają się niebezpiecznie. „Trzecia” to bezwzględnie szczera powieść o tym, jak łatwo współczesne małżeństwo może rozsypać się od środka — i jak cienka jest granica między pragnieniem wolności a utratą wszystkiego, co naprawdę ważne.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Literatura piękna polska |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788398058728 |
| Rozmiar pliku: | 720 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Stała przed nami w sukni ślubnej mojej żony. My byliśmy ubrani jedynie we wstyd. Twierdziła, że jest doświadczona. Miała mieć certyfikat na poligamię, atest, przedłużoną gwarancję. Myśleliśmy, że nigdy nie dojdzie do tego stadium naszej znajomości.
Do tej pory jedynie bawiliśmy się w podchody jak małe dzieci. Zupełnie jak harcerze, a ja zawsze sekretnie pogardzałem ich sztywnymi fatałaszkami. Chcieliśmy zedrzeć z niej wszystko, zobaczyć całą prawdę. Ona tymczasem zbierała pieczątki ze wszystkich punktów gastronomicznych. Co dziesiąte bubble tea gratis, mega hot dog za pół ceny. Zdawała się świetnie bawić wychodząc z nami do kina, na kręgle. W zamian mogłem trzymać ją za rękę, a ona prowadziła nas do kolejnych miejsc niczym pies przewodnik.
Miała na to modne słówko — poliamoria. Słałem erratę. Moje sprostowanie brzmiało jasno — o amorach nie ma mowy. W końcu ślubowałem przed księdzem wierność, a żona ślubowała mi, że nie wyda mnie przed księdzem. Trzecia przystała na nasze warunki, choć często zdawała się o tym zapominać.
Nadaliśmy jej ten pseudonim, ponieważ nie wiedzieliśmy jak naprawdę się nazywa. Czasem przedstawiała się jako Luiza, innym razem jako Laura. Bała się, że dowiemy się kim jest naprawdę. Twierdziła, że do zaufania potrzebna jest głębsza relacja. Tylko jak budować relację bez zaufania?
Mówi się, że w tych czasach ciężko znaleźć żonę. Wszyscy jak jeden mąż narzekają na feminizm. Rozwój osobisty przy kasie w drogerii również nie pomaga. Nie mówiąc już o kotach i innych substytutach międzyludzkiej miłości. Znalezienie Trzeciej było jednak jeszcze większym wyzwaniem.
Czego jednak nie robią małżeństwa, których dzieci stają się coraz bardziej samodzielne? Po latach spędzonych w pieluchach trzeba w końcu skonfrontować się z sobą wzajemnie i nagle okazuje się, że nie ma już żadnych granic. To niemal zawsze działa jak pierwsza dawka narkotyku.
Matka zawsze straszyła, że narkomani kończą na dworcach. Tak też było i w naszym przypadku. W naszym mieście przypadkiem panował deficyt kobiet chętnych do intymnych spotkań z małżeństwem.
— Oni są jeszcze gorsi niż my — tłumaczyliśmy sobie, patrząc na wszystkich wykolejeńców, którzy w godzinach roboczych zwykli jeździć kolejami państwowymi. Gdy szarzy ludzie marnowali życie w pracy, bohema hucznie wylegała, aby zająć ich miejsce w przedziałach i szemranych lokalach otwartych na długo przed godziną dwunastą. Wszystkie głowy z niecodziennymi fryzurami były wbite w szklane ekrany drogich telefonów.
To właśnie tam ukryta była Trzecia. Początkowo była zbitką kilku odważnych zdjęć. Kolażem z powabnych części ciała. Nawet nie anonsem, a krótką notką, która miała utonąć w cyfrowym niebycie. Zdawała się ekskluzywnym produktem, którego nikt nie potrzebuje. Jej oczy mówiły jednak zupełnie coś innego. Zdradzały niewinność, zagubienie.
Szukałem zepsucia, a postanowiłem zostać misjonarzem. Zbawić ją w jakiś dziwny, pokrętny sposób.
Drżącym palcem nacisnąłem ikonę koperty. Większość użytkowników pewnie nie zdawała sobie sprawy, że jej pierwowzór wytwarza się z papieru. Była jedynie kolejnymi abstrakcyjnymi liniami stworzonymi przez UX/UI designera. Zegar na kuchence wskazywał drugą w nocy, a moje serce kołatało jakbym dopuszczał się zbrodni. Żona już dawno spała, choć dobrze wiedziała o moich zamiarach.
Piknięcie musiało lekko rozbudzić Trzecią. Trwało ułamek sekundy, a potrafiło wyrwać ze snu na kilka godzin. Otworzyła okienko chatu już chwilę po otrzymaniu wiadomości, tak jakby czekała na nią od dawna. Przeczytawszy ją, musiała szeroko rozszerzyć źrenice pomimo strugi zimnego światła.
Zalało przestrzeń pod cienką, poliestrową kołdrą, którą widywaliśmy potem na zdjęciach.
Trzecia nie mieszkała sama. Przynajmniej nie ta osobowość, którą na co dzień dawała poznać swojej rodzinie. Ta wiedziała o niej najmniej ze wszystkich. Mieszkanie znałem jedynie z opowieści. Nigdy nas do niego nie zaprosiła. Twierdziła, że to punkt przerzutowy dla zbłąkanych dusz, gdzie utknęła na tak długo, że stała się swego rodzaju przewodniczką. Dwadzieścia metrów kwadratowych mieściło pięć dziewczyn, które marzyły o lepszym świecie. Nie warto było zapamiętywać ich nazwisk czy twarzy, bo regularnie się zmieniały, uciekając od cieknącego zlewu i zapachu mięsa, który dusił w porze obiadowej. Wszystkie opowieści wydawały się zmyślone. Młynek do mięsa był wyrwany z Masłowskiej, a dialogi współlokatorek z Żulczyka. My zawsze widzieliśmy tylko jeden kadr — padał wprost na łóżko. Reszta mogła w ogóle nie istnieć. Równie dobrze mogło to być studio nagrań dla naiwnych widzów. Może dlatego Trzecia nie śpieszyła się ze zdradzeniem swojego imienia.
Jej druga osobowość była wiecznie samotna. Krzątała się między profilami desperatów, aby poczuć, że Ziemię nawiedził ktoś równie obcy jak ona sama. Słała zaproszenia do swojego świata. Mury tajemniczego pałacyku intrygowały innych zbłąkanych w sieci, aby już po chwili zapomnieli o całej sprawie.
Zastanawiało mnie kto stał po drugiej stronie obiektywu. Przed kim nie wstydziła się swojego ciała polanego woskiem. Czy był to mężczyzna, kobieta, czy może jakaś wspólnota. Profil nie wykluczał żadnej z tych opcji.
Przejrzałem jej wszystkie posty jak jakiś stalker. Nie poznawałem samego siebie. Pisała o wątpliwościach moralnych, pytała o wiarę, a to wszystko zderzało się z gąszczem cudzym rąk, który oplatał ją na jednej z fotografii. Właśnie dlatego się do niej odezwałem.
Nie odpisała od razu. Kobiety lubią zgrywać niedostępne. Nawet te z podejrzanych portali. Wolała śnić o naszym spotkaniu. Delikatnie podnosić kąciki ust przytulając poduszkę. Bała się, że kolejne okienko chatu przyniesie rozczarowanie, zakończy całą sprawę jak zwykle się to działo.
— Jestem — wyświetliło się przed moimi oczami z rana.
To jedno słowo było zwięzłą odpowiedzią na mój kilkulinijkowy elaborat. Nie wiedziałem czy miało to oznaczać “jestem zainteresowana”, czy może po prostu “istnieję”. Może byłem już za stary i nie rozumiałem, że ludzie zaczęli szanować swój czas — żyć w sposób minimalistyczny. Spać na materacu, jeść na podłodze, nie używać więcej niż trzech słów w zdaniu.
Podręczniki i webinary przedstawiały to jako klucz do bogactwa. W czasach, gdy najbogatszy człowiek świata chodził w wyciągniętym podkoszulku, nie można było okazywać zbyt wiele zaangażowania.
Chciałem streścić wszystkie swoje myśli. Skompresować je do jednej linijki. Mój wewnętrzny WinRAR nawalił. Licencja przestała być darmowa. Wygasła wraz z wiekiem. Po trzydziestce komunikaty odsyłały już do serwisu na wszelkie przeglądy techniczne. Kontrolki migały jak choinka na święta.
— Musisz w końcu spoważnieć — powtarzała matka.
— Nie bądź taki sztywny, jeszcze nie umierasz — powtarzali rówieśnicy, którzy w tym wieku jeszcze nie mieli potomstwa.
Stałem rozdarty między dwoma światami. Z jednej strony chciałem wywrócić się na drugą stronę, przeżyć coś po raz ostatni. Z drugiej strony chciałem, aby ktoś w końcu mnie posklejał, uczynił ze mnie prawdziwego mężczyznę, jakiego kultura prezentowała mi od dzieciństwa — twardego, poważnego, głowę rodziny.
Podałem telefon żonie. Chciałem, żeby przetłumaczyła mi to jedno słowo. Niemo prosiłem, aby przerwała mój natłok myśli. Aby wyrwała mnie z tego dziwacznego pędu, który dotarł do mnie wraz z zawartością światłowodu.
— Może odpuścimy? - zapytałem. Bałem się zostać upokorzonym na jej oczach. Chciałem, aby była o mnie zazdrosna, a tymczasem za sprawą dwóch okienek mogłem stać się karykaturą mężczyzny. Samcem beta. Podnóżkiem na ich kobiecość.
— Nie możemy — odparła niemal równie oszczędnie jak Trzecia.
— Dlaczego?
— Wtedy już zawsze zastanawiałbyś się jakby to było. Nigdy nie dałoby ci to spokoju. Dotykałbyś mnie i myślał jak by to było z nią. Po czasie wypominałbyś, że źle ci doradziłam.
— Przecież wiesz, że w zupełności mi wystarczasz — zapewniłem bez cienia wątpliwości.
— Tak było do tej pory. Teraz ona jest nam już potrzebna.
Wystarczyło do tego jej krótkie “jestem”. Wdarła się w naszą podświadomość i utknęła tam na dobre.ROZDZIAŁ DRUGI
Bardziej od zdjęć interesowała ją moja relacja z żoną. Pierwsze rozmowy wyglądały dość nietypowo. Czułem się jakbym wypełniał kwestionariusz niezbędny do rejestracji nowego użytkownika.
— Długość relacji?
— Wspólne rytuały?
— Nawyki?
Równoważniki zdań wyskakiwały w kolejnych pastelowych dymkach i cierpliwie czekały na odpowiedzi. Byłem ciekaw jej ciała, a tymczasem ona zdzierała ze mnie kolejne warstwy. Odpisując na każde z pytań bałem się, że przyłapie mnie na kłamstwie. Nigdy dotąd się nie spotkaliśmy, a zdawało mi się, że wie o mnie wszystko. Wpadałem w coraz większą paranoję z każdą kolejną serią pytań, którymi mnie osaczała. Weryfikowała czy jestem człowiekiem. W tej kwestii sam miałem wątpliwości.
Prawdziwym testem miało być pierwsze spotkanie. Kłamać w żywe oczy jest znacznie trudniej niż celowo zaznaczyć niewłaściwe okienko formularza. Piksele nie powodują wyrzutów sumienia, nie potrafią płakać. Ctrl + Z nie zadziała, kiedy powiesz coś głupiego.
— Peron drugi jutro o dziewiątej? - napisałem w końcu, chcąc uwolnić się od przesłuchania, które trwało w najlepsze. Tam przynajmniej jest megafon, który komunikatami zagłusza niedoskonałości. Są ludzie, wśród których można się skryć. Być nikim. Zniknąć.
— Tak — odpisała swoim zwyczajem i ponownie zostaliśmy wciągnięci w szaleńczy pęd.
Zdjęcia, które jej wysyłaliśmy były retuszowane. Miały filtry. Byliśmy na nich młodsi. Żona postanowiła dorównać swojej cyfrowej podobiźnie. Lubiłem jej niedoskonałości, choć ona twierdziła, że ekran ich nie zaakceptuje. Zniknęła więc w łazience, przymierzając wszystkie kreacje sprzed lat, które kiedyś ubierała na nasze randki.
— Na tobie nie zrobię już pierwszego wrażenia — tłumaczyła, kiedy poczułem się zazdrosny o nieznaną nam jeszcze osobę.
Ja spędziłem czas z synem, choć pierwszy raz w życiu zdawało mi się, że stałem się bardziej dziecinny niż on. Wszystkie zabawy były bardziej dojrzałe niż gierki, które prowadziliśmy z żoną. Domek z klocków, który zbudowaliśmy, wydawał się lepiej przemyślany i trwalszy niż ten pełnowymiarowy, w którym żyliśmy na co dzień.
— O czym myślisz, tato? - padło pytanie, gdy synek zauważył moje spojrzenie błądzące bez celu po suficie.
Pierwszy raz nie wiedziałem jak odpowiedzieć na to pytanie. Obiecałem sobie, że nigdy go nie okłamię. Chciałem być latarnią, która poprowadzi go przez życie. Nie mogłem go potraktować jak internetowy formularz, wylosowanego użytkownika chatu.
— Nie mogę ci powiedzieć, synku — odpowiedziałem, choć bałem się, że więcej takich odpowiedzi może oddalić nas od siebie. W świecie przepełnionym szybkimi, zdawkowymi informacjami, to ja byłem jego encyklopedią, która zawsze cierpliwie czekała na półce.
— Dlaczego? - nie dawał za wygraną. Dzieci chcą się wszystkiego dowiedzieć. Dorośli chcą o wszystkim zapomnieć.
— Ponieważ się wstydzę — przyznałem szczerze.
— Zrobiłeś coś złego, tato? - zapytał zaniepokojony.
— Nie.
— Więc nie masz się czego wstydzić. Sam mnie tego uczyłeś — powiedział to i uśmiechnął się, oczyszczając mnie z wszelkich win.
Pierwszy raz tego dnia szczerze się uśmiechnąłem. Nie musiałem niczego udawać. Byłem wystarczający. W sam raz. Świat chwilowo odzyskał swój normalny bieg rzeczy.
Siedzieliśmy tak do wieczora, ojciec i syn. Po kąpieli, kolacji i utuleniu Syna do snu, chciałem, aby dołączyła do mnie Żona. Chciałem porzucić resztę świata i skupić się wyłącznie na nas. Wyłączyć wszystkie ekrany, z których sączyło się pożądanie wymieszane z jadem.
— Śpij dzisiaj z Małym, w porządku? - zapytała Żona, kiedy przytuliłem ją przy zlewie. Wiedziałem jak nie znosi tego miejsca, ale nie umiałem się powstrzymać po naszej całodniowej maskaradzie.
— Dlaczego? - chciałem wiedzieć.
— Brzuch rozbolał mnie ze stresu. Nie chcę się przytulać. Mam ochotę pobyć trochę sama i się uspokoić. Przemyśleć to wszystko.
— Co przemyśleć?
— Sama nie wiem. Kocham cię — zapewniła po chwili cichym głosem.
— Ja też cię kocham — odpowiedziałem smutno, choć prawdziwie.
Ucałowała mnie i schowała się wewnątrz naszej zaciemnionej sypialni. Zasunęła za sobą czarne, harmonijkowe drzwi. Zasłaniały ją jak kurtyna, a ja zastanawiałem się czy myśli o naszej relacji, czy przegląda może profil Trzeciej.
Cała sytuacja miała nas do siebie zbliżyć. Udowodnić zaufanie jakie do siebie mamy. Scementować nasze małżeństwo. Tymczasem czułem, że wszystko dziwnie się rozjeżdża. Nogi uginały się pode mną jakby były wykonane z waty. Wszechświat rozszerzał się. Zyskiwał tajemnicze pojęcia, nowe doznania. Ja kurczyłem się wewnętrznie. Chciałem, aby cały kosmos mieścił się w naszym domu. Chciałem już nigdy więcej z niego nie wychodzić. Zamknąć nas na klucz od wewnątrz i zatrzymać czas.
— Jestem — zmaterializowało się przed moimi oczami po piknięciu telefonu.
Teraz w końcu zrozumiałem. Trzecia była teraz cała dla mnie. Zamknęła swoją pierwszą osobowość w objęciach taniej kołdry i była w końcu gotowa na rozmowę, gdy ta, którą naprawdę kocham potrzebowała dystansu.
Razem z Żoną zaplanowaliśmy, że spotkamy się z nią tylko jeden raz, a potem urwiemy kontakt. Nie chcieliśmy, aby ktoś z zewnątrz wniknął w nasze życie wypełnione rutynami, które dawały nam poczucie bezpieczeństwa. Teraz jednak nie było jej przy mnie, a Trzecia jednym słowem obiecywała, że poświęci mi całą swoją uwagę. Pokusa była silna.
— Ja też jestem — odpisałem w końcu, lecz dalszy ciąg rozmowy nie następował.
Popełniłem błąd. W formularzu odpowiada się wyłącznie na pytania, a ja go nie zadałem. Powinienem otrzymać kod błędu, jakiś komunikat. Zamiast tego uderzyła mnie cisza.
— Jutro aktualne? - dopytałem, nie wierząc, że Trzecia nie jest jedynie płaskim obrazem wyświetlanym przez popękany ekran. Póki co krawędź sporej rysy była jej jedyną wypukłością.
— Tak.
Nie napisała już niczego więcej. Nie zadawałem kolejnych pytań. Zajrzałem przez szczelinę do sypialni. Żona nie spała. Sunęła palcem, przewijając w nieskończoność dzieci dotknięte wojną, zabawne zwierzęta i pięknych ludzi, którzy mieszkali w odległych hotelach. Nie zauważyła mnie lub tylko udawała, nie wiedząc co ma powiedzieć.
Prześlizgnąłem się cicho do dziecięcego pokoju i zobaczyłem odbicie siebie samego z najmłodszych lat. Przytuliłem się do Syna i poczułem ulgę jakby to mnie ktoś objął i zapewnił, że wszystko będzie dobrze. Znowu miałem pięć lat, a największym problemem była jutrzejsza pogoda.
— Dobranoc Synku — szepnąłem mu do ucha.
— Dobranoc tatusiu — odpowiedział z zamkniętymi oczami i uśmiechnął się. Przez cały ten czas nie spał.ROZDZIAŁ TRZECI
Na umówiony peron dotarliśmy z półgodzinnym wyprzedzeniem. Pociąg nie spóźnił się, co w naszych realiach było wydarzeniem na miarę cudu. Sznur ludzi ocierał się o nas jak o dobro publiczne. Dwa słupy stały w przejściu i czekały aż ktoś przywróci je do życia. Pomyślałem o Sodomie. Skojarzenie było celne.
— Takich ludzi powinno się leczyć — mówiła moja matka, nie wiedząc, że obraża własnego syna z przyszłości.
Dokuczał mi ucisk w gardle. Rzeczywiście czułem się niezbyt zdrowo. Nie wiedziałem czy to stres, czy może terror kołnierzyka dopiętego na ostatni guzik. Byłem jak uczestnik talent show, który czekał na wyrok w przepełnionej poczekalni. Różnica była jedna — nie było widowni, a jurorka mogła w ogóle nie stawić się na miejscu. Była przecież w stanie wyjrzeć zza rogu, obrócić się na pięcie i niepostrzeżenie uciec w niebyt, z którego wyciągnęliśmy ją kilkoma kliknięciami.
— Nie odważę się dotknąć jej na trzeźwo. Jestem na to zbyt sztywna — wyznała mi Żona.