Tylko jedno spojrzenie - ebook
Julia prowadzi spokojne życie na obrzeżach Wrocławia. Praca za biurkiem i nowa pasja do treningów pod okiem wymagającego trenera pomagają jej uporządkować codzienność. Pewnego dnia otrzymuje wiadomość z zaproszeniem na spotkanie klasowe. Wspomnienia, które przez lata próbowała zepchnąć na dno pamięci, powracają ze zdwojoną siłą. Zimowe popołudnie w przytulnej, wynajętej chatce zapowiadało się całkiem dobrze: wspólne posiłki, trzaskające drewno w kominku, grzaniec, śmiech i rozmowy dawnych przyjaciół. Po sześciu latach wszyscy liczyli na chwile beztroski i odrobinę melancholii. Wszystko jednak ulega zmianie, gdy w progu chatki staje on – mężczyzna, który sześć lat temu zniknął nagle bez słowa, zostawiając Julii złamane serce. Po raz ostatni widziała go na studniówce, kiedy prosił ją, aby na niego poczekała. Ale jak długo można czekać na kogoś, kto wydaje się tylko wspomnieniem? Czy pogrzebane uczucie ma szansę odrodzić się na nowo?
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Literatura piękna polska |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8290-968-5 |
| Rozmiar pliku: | 1,5 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Mroźne powietrze owiewało nasze ciała, lecz nam to nie przeszkadzało. Bujaliśmy się w rytm muzyki, którą w naszą stronę niósł wiatr. Wydawała się taka magiczna, a zarazem podświadomie czułam, że nie będzie trwała wiecznie. Położyłam głowę na ramieniu przyjaciela, napawając się chwilą. Chwilą, w której byliśmy razem.
– Pięknie dziś wyglądasz – wyszeptał w pewnym momencie.
Odchyliłam głowę i spojrzałam na jego twarz.
– Ty również – odparłam, omiatając wzrokiem jego sylwetkę.
– Tak wiele chciałbym ci powiedzieć – rzekł nagle.
Przestaliśmy się poruszać w rytm muzyki.
– Mów… – poprosiłam, przyglądając mu się uważnie.
– Jeszcze nie teraz – wymamrotał.
– A kiedy? Nigdy nie będzie dobrego momentu. Ty zawsze pojawiasz się na chwilę, po czym znikasz… Tak będzie już zawsze? – zapytałam, odsuwając się od niego na krok.
Poczułam chłód oraz to, że go tracę. Chyba nadeszła pora, by to zakończyć. Moje serce galopowało w piersi jak oszalałe. Gapiłam się na niego, wyczekując odpowiedzi. Bałam się, że to, co powie, strasznie mnie zaboli. Ale miałam już dość.
– Nie zawsze. Jeszcze chwilę – odpowiedział, nie tracąc ze mną kontaktu wzrokowego.
– Tylko na co ja mam czekać?
– Na nasz czas… – wyznał.
Zaniemówiłam. Maks zbliżył się do mnie, chwycił moją twarz i złączył nasze usta w namiętnym pocałunku. Świat na chwilę się zatrzymał. Byliśmy tylko my i nasze uczucia.
Chwilę później wszystko się rozpadło. Odszedł bez słów, nie oglądając się za siebie.
– Maks! – zawołałam za nim.
Nogi miałam jak z waty. Próbowałam iść w jego stronę, lecz on był znacznie szybszy. Jak we śnie. Miałam wrażenie, że idę w zwolnionym tempie, nie potrafiąc wykonać szybszych ruchów.
Wsiadł do samochodu, odpalił silnik i nie patrząc na mnie, odjechał. Z piskiem opon wymusił pierwszeństwo na głównej drodze, znikając w mroku nocy.
Chciałam być twarda, ale nie potrafiłam. Samotna łza spłynęła po moim policzku.
A więc tak wyglądają pożegnania?Rozdział 1
Maks
Dwa lata po zakończeniu szkoły…
Wpatrywałem się w radosny uśmiech kobiety, która stała kilka metrów ode mnie, nieświadoma mojej obecności. Ubrana w elegancką, zwiewną sukienkę i buty na koturnie prezentowała się znakomicie. Włosy rozwiewał jej wiatr.
Przeniosłem wzrok na swój nadgarstek i dotknąłem czarnej gumki. Tyle mi po niej pozostało, choć była tu i teraz, prawie na wyciągnięcie ręki. Znów spojrzałem na nią. Śmiała się i wpatrywała w oczy swojego rozmówcy. Wyglądała na szczęśliwą. A ja niczego nie pragnąłem bardziej niż jej szczęścia. Miałem swoją szansę, lecz ją zaprzepaściłem. Mogłem obwiniać o to tylko samego siebie.
Mężczyzna objął ją w pasie i przyciągnął bliżej swojego ciała. Krew zawrzała w moim ciele.
– Czego ja się spodziewałem? – mruknąłem pod nosem.
– Znowu się katujesz? – Usłyszałem nagle za plecami znajomy głos.
– Stalkujesz mnie? – zapytałem, nie obracając się za siebie.
Po chwili obok mnie stanął mój dobry kumpel. Chociaż nasza przyjaźń przetrwała.
– Uwierz, że mam ciekawsze zajęcia niż łażenie za tobą – bąknął. – Kupiłem ci kawę – oznajmił i nagle wyrósł przed moimi oczami kubek z uwalniającym się aromatem świeżo zmielonych ziaren.
– Dzięki – odparłem.
– Mówiłem ci, że spotyka się z tym gościem od jakiegoś czasu – powiedział Olaf.
– Mówiłeś, mówiłeś. Chciałem… W sumie to nie wiem, co chciałem…
– To ja chciałem, byś uniknął tego widoku. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal – stwierdził filozoficznie.
– Musiałem ją zobaczyć – wyznałem.
– Mhm… – prychnął. – Dlatego przychodzisz codziennie pod jej miejsce pracy, kiedy kończy, i patrzysz, jak ten gość odbiera ci to, co miało być twoje na zawsze.
– Dałem dupy… – wyjaśniłem. – Nie można czekać wieczność na kogoś, kto nawet się do ciebie nie odezwie. Jaką masz gwarancję, że wróci?
– Tylko że ty wróciłeś pół roku temu, a wtedy ten facet dopiero ją poznawał.
– Grunt, że jest szczęśliwa.
– Ostatnio, jak z nią rozmawiałem, na taką wyglądała. Ale nie mam nadprzyrodzonych mocy, aby czytać w myślach.
– Dobra, zwijamy się – oznajmiłem.
Olaf odwrócił się, a ja ostatni raz zerknąłem na kobietę. Nagle nasze spojrzenia się skrzyżowały. Serce mocniej zadudniło w mojej piersi. Kobieta znieruchomiała, wbijając we mnie zaskoczony wzrok. Wtedy naszła mnie dość dziwna myśl i wskazałem na niebo. Przeniosła tam wzrok. Miałem nadzieję, że zrozumie przekaz. Moja gwiazda dla niej zawsze będzie świecić najjaśniej na niebie. Nie czekając, aż wróci do mnie spojrzeniem, odwróciłem się i odszedłem. Tym razem już na zawsze.Rozdział 3
Julia
Święta oraz sylwestra spędziłam z rodzicami i najbliższymi w rodzinnym domu. Nawet mój brat zmienił plany i został z nami aż do Nowego Roku. Cieszyłam się, mając ich wszystkich wokół siebie. Rozpierała mnie duma, że potrafimy chociaż raz w roku spotkać się wszyscy i miło spędzić czas. Ciągły pęd i życie w dużym mieście zabierało mi to, co najcenniejsze – czas z rodziną. A od zawsze byłam bardzo rodzinna. Nawet jeżeli moja pożal się Boże kuzynka wolała mojego brata ode mnie, i tak na swój sposób ją lubiłam.
Za dwa tygodnie miało odbyć się spotkanie klasowe, a ja w dalszym ciągu nie wiedziałam, czy pojadę.
Główną przyczyną, dla której zrezygnowałabym z tego pomysłu, było potencjalne spotkanie z Maksem. Nie chciałam stanąć oko w oko z przeszłością, która była dla mnie bolesna. Zbyt wiele kosztowało mnie zapomnienie o nim. Czekałam prawie dwa lata. W końcu obiecał mi, że w cokolwiek wdepnął, wyjdzie z tego i będziemy razem. Jak widać, życie miało dla nas całkowicie inny scenariusz.
Choć raz, kilka lat temu, wydawało mi się, że go widziałam. Ta szara bluza, którą wtedy miał na sobie tamten mężczyzna, nie dawała mi długo spokoju. Nawet odważyłam się wybadać nieco sprawę i podpytywałam Olafa o Maksa, ale on szybko zmienił temat i już więcej nie wracaliśmy do tego. Od zakończenia roku szkolnego moja znajomość z Olafem trochę rozkwitła, stał się dla mnie bardzo bliski, lecz raczej traktowałam go jak drugiego brata. Czasami odnosiłam wrażenie, że moja przyjaźń z Olafem to zasługa Maksa. Jakby w ten sposób chciał mieć mnie na oku i zostawił mi swojego kumpla.
Dziś właśnie miał do mnie wpaść, wraz z żoną i córeczką. Dawno się nie widzieliśmy ze względu na mojego ekspartnera. Kornel był bardzo zaborczy i nie rozumiał, jak kobieta może przyjaźnić się z mężczyzną. Dla niego takie spotykanie się oznaczało zdradę. Ciągle wmawiał mi, że zawsze któraś ze stron pragnie czegoś więcej. Nie chciałam się z nim o to sprzeczać, więc wytłumaczyłam wszystko Olafowi i oboje doszliśmy do wniosku, że przestaniemy się spotykać. Fakt, że Olaf miał żonę i córkę, również nie przemówił do Kornela, a że kochałam swojego mężczyznę, byłam gotowa poświęcić przyjaźń.
Szkoda tylko, że zadziałało to wyłącznie w jedną stronę. Kilka miesięcy temu otrzymałam zdjęcia mojego chłopaka z inną. A w sumie to, jak się później okazało, był w związku z kilkoma kobietami jednocześnie. Szczerze mówiąc, podziwiałam go za to. Nie miałam pojęcia, w jaki sposób daje radę to logicznie poukładać. Nie pracował, co wiele tłumaczyło. Kiedy mówił mi, że idzie do pracy, tak naprawdę szedł do kolejnej z nich. Żałowałam tylko zmarnowanego czasu. Na szczęście moja przyjaźń z Olafem nie ucierpiała.
Moi goście mieli zjawić się za godzinę, więc postanowiłam wstawić do piekarnika jeszcze ciasto czekoladowe. Córeczka Olafa uwielbiała wszystko, co czekoladowe, więc chciałam sprawić jej trochę radości.
Pogłośniłam program muzyczny w telewizji i zaczęłam tańczyć. Przy muzyce latino zawsze moje nogi podrywały się do tańca, a zaraz potem dochodziła kołysząca się pupa.
Tanecznym krokiem udałam się do kuchni, wyciągnęłam z folii kwiaty, które kupiłam niedawno w sklepie, i wsadziłam do wazonu. Wlałam do nich wodę, po czym postawiłam na stole w minijadalni. Kochałam moje małe mieszkanko w kamienicy, choć nadal marzyłam o domku na wsi. Odkładałam pieniądze z malowania kurtek właśnie na realizację tej aspiracji. Nim zdążyłam wyjąć ciasto, usłyszałam dźwięk domofonu. Podbiegłam do niego i wpuściłam moich gości. W międzyczasie wyjęłam ciasto i odstawiłam na parapet do wystygnięcia. Odłożyłam ściereczkę na miejsce i udałam się w stronę drzwi, bo już rozległ się odgłos pukania. Zapomniałam o tym, że zepsuł mi się dzwonek.
– Cześć, ciociu! – przywitała się Mia, córka Olafa, podbiegając do mnie z promiennym uśmiechem.
– Cześć, słoneczko – powiedziałam łagodnym tonem, kucając, aby ją uściskać. – Ale się ciocia za tobą stęskniła.
– Ja bardziej – odparła, mocno mnie tuląc.
– Hej, hej – mruknęli jednocześnie Olaf z Martą.
Podniosłam się, by ich również przytulić.
– W końcu się widzimy – bąknął Olaf, udając oburzonego.
– Każdy z nas trochę błądzi i popełnia błędy – oznajmiłam, ale widząc, jak jego mina nagle poważnieje, zrozumiałam, że może zabrzmiało to zbyt ostro.
– Proszę. – Marta wyciągnęła w moją stronę pudełeczko ze smakołykami.
– Dziękuję – odparłam, przyjmując podarunek z wdzięcznością. – Wejdźcie, rozbierzcie się i już wam robię coś ciepłego do picia.
– Ciociu, ja chcę tę dobrą czekoladę, którą zawsze mi robisz – poinformowała Mia z entuzjazmem.
Zaśmiałam się, widząc, jak dziewczynka podreptała w głąb mieszkania. W końcu znów miałam ich przy sobie.
Przez cały pobyt unikałam tematu spotkania klasowego. Walczyłam, choć nie raz chciałam zadać to najważniejsze pytanie. Tylko Olaf mógł cokolwiek wiedzieć na ten temat. Biłam się z myślami, aż w końcu nie wytrzymałam. Gdy tylko wyszli na klatkę schodową i Mia z Martą zaczęły schodzić na dół, zaczepiłam Olafa.
– Olaf! – zwróciłam na siebie jego uwagę.
Obejrzał się, stając jedną nogą już na pierwszym stopniu. Łapałam powietrze i próbowałam wydobyć z siebie jakiś dźwięk, ale nie bardzo mi to wychodziło.
– Czy…
– Julio – wtrącił, widząc moje zakłopotanie. – Nie mam pojęcia. – Pokręcił głową.
– Rozumiem. Ale będziesz?
– Tak, jadę. Zabierasz się ze mną?
– Dziękuję, ale chciałabym jechać własnym autem i przy okazji odwiedzić rodziców – wyjaśniłam.
– Czyli w razie czego mieć możliwość ucieczki.
Westchnęłam głośno. Wyjątkowo bałam się tego wyjazdu i spotkania. Tyle osób potwierdziło swoje przybycie, że aż byłam w szoku. Do tej pory przychodziło maksymalnie pięć osób.
– Mówiłaś, że to przeszłość, od której się odcięłaś – przypomniał mi moje słowa.
– Tak było. Przecież ruszyłam naprzód, nie wylewam morza łez, nie siedzę zamknięta w czterech ścianach. Żyję. Wszystko było dobrze, dopóki nie przyszła informacja o spotkaniu. Wspomnienia wróciły. Wszystko wróciło – wyznałam, czując napływające do oczu łzy.
Olaf zbliżył się i dostrzegając moją huśtawkę emocjonalną, przytulił mnie do siebie.
– Teraz możemy gdybać. Będzie albo i nie, ale czy to ma sens?
– Dałeś mu znać? – dopytałam się ciekawa.
Milczał.
Uwolniłam się z jego ramion i spojrzałam głęboko w oczy. Znałam już odpowiedź. Nie musiał nic mówić.
– Widzimy się za dwa tygodnie – przerwałam panującą ciszę.
Wymusiłam uśmiech, wstrzymując łzy, które chciały opuścić oczy. Nie sądziłam, że ten temat nadal będzie dla mnie tak trudny.
– Do zobaczenia – pożegnał się, ściskając mnie mocno, po czym ruszył za swoimi dziewczynami.
Wróciłam do mieszkania i zamknęłam za sobą drzwi na klucz. Nie chcąc, by wspomnienia w pełni zaatakowały moje myśli, postanowiłam, że się przebiorę i udam na siłownię. Potrzebowałam się zresetować.
Mój trener nie ukrywał zaskoczenia. Wczoraj mieliśmy trening i uprzedzałam go, że jutro zapewne nie ruszę żadną kończyną. A teraz stałam naprzeciwko niego.
– Cześć – przywitałam się. – Czuję się dobrze, zakwasów nie mam i potrzebuję ostrego wycisku na już.
– Hej. A to dobrze się składa, bo właśnie Adze odpadła jedna dziewczyna i możesz wskoczyć na cardio. – Wyszczerzył swoje równiutkie, białe zęby.
– Świetnie – przyznałam i zadowolona udałam się do sali, gdzie przeważnie odbywały się tego typu ćwiczenia.
Dzięki ruchowi mój umysł mógł choć na chwilę przestać produkować myśli, których wcale nie chciałam dopuścić do siebie.
Pojadę na spotkanie, będę się dobrze bawiła. Po dwóch dniach wrócę do swojej rzeczywistości.
Powtarzałam te słowa, by dodać sobie otuchy. Chciałam w nie wierzyć i nie gdybać.