Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

  • promocja

Układ - ebook

Wydawnictwo:
Data wydania:
12 kwietnia 2023
Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Układ - ebook

Radosław Grot – były komisarz wrocławskiego wydziału zabójstw, a obecnie prywatny detektyw w szponach alkoholizmu – otrzymuje sprawę, która będzie miała wpływ na jego dalsze życie.

Po pomoc do niego zgłasza się kobieta poszukująca zaginionego brata, dziennikarza śledczego, który w ostatnim czasie natrafił na temat szokujących powiązań lokalnej polityki, biznesu i grup przestępczych.

Grot, nie mając nic do stracenia, podejmuje się ryzykownego zlecenia i zaczyna nierówną, bezkompromisową walkę z miejscowym układem.

Czy detektywowi uda się odnaleźć zaginionego dziennikarza?

Kto pociąga za sznurki?

Kim jest tajemniczy pułkownik SB i jakie związki łączą go z Grotem?

Kategoria: Kryminał
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8252-597-7
Rozmiar pliku: 2,3 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PROLOG

_Wrocław, czerwiec 2010 r._

Patrzył na leżące na chodniku zwłoki.

Kojarzył tego zbira. To Loczek – jeden z rekieterów zbierających haracze dla grupy Maruchy. Gang powiązany był z kibicami wrocławskiego Śląska. Dzięki sporej siatce dilerów Marucha rozprowadzał narkotyki w całym mieście. Obecnie była to najbardziej licząca się grupa we Wrocławiu. Podlegało jej kilka mniejszych, nie tak liczących się gangów. Śmierć Loczka z całą pewnością zwiastowała kłopoty.

Spojrzał na zegarek – dochodziła szósta rano. Odpalił papierosa, zaciągnął się głęboko i spojrzał w stronę pobliskiej agencji towarzyskiej. Później będzie musiał tam pójść i rozpytać obsługę. Przez chwilę palił w milczeniu, po czym pstryknął niedopałek w bok. Z kieszeni spodni wyjął parę rękawiczek lateksowych i założył je.

– Co myślisz? – spytał aspirant Adrian Tomala.

Grot przykucnął i odchylił głowę Loczka, ukazując ranę na potylicy.

– Egzekucja.

– Myślisz, że załatwił go Marucha?

– Nie wiem. Nie chcę gdybać. Może Loczek wypadł z obiegu? A może robił bossa w chuja? Popytamy ucholi i zobaczymy, czy któryś powie nam coś ciekawego.

Wyprostował się i zatoczył głową kilka kółek, by rozluźnić kark.

– Mameja przyjechała – powiedział Tomala.

Grot spojrzał w stronę nadjeżdżającego fiata punto. Za kierownicą siedział komisarz Godlewski, naczelnik wydziału zabójstw komendy wojewódzkiej policji.

– Nie drażnij go. Facet za kilka dni idzie na urlop. Myślami już pewnie jest na działce. Nie chcę, żeby się nam wpierdalał w śledztwo.

Godlewski wysiadł ze służbowego auta i ruszył w ich kierunku.

– Co tu się stało? – spytał bez zbędnych wstępów.

– Loczkowi coś do łba strzeliło – mruknął Grot.

Naczelnik popatrzył na niego wyraźnie zaskoczony.

– Jak strzeliło? Co przez to rozumiesz?

– A co można rozumieć? Facet dostał kulkę. A naczelnik myślał, że co? Że Loczek wpadł na jakiś genialny pomysł?

– Grot! Nie prowokuj mnie, bo się zdziwisz.

– Już jestem zdziwiony. A każdy dzień przynosi kolejne zaskoczenia.

Godlewski mierzył go wzrokiem w taki sposób, jakby chciał go zabić.

Grot ściągnął lateksowe rękawiczki i wyjął z paczki papierosa, po czym odpalił go i wydmuchnął dym prosto w twarz naczelnika. Zdawał sobie sprawę, że to niegrzeczne, ale miał to gdzieś.

– Trzeba będzie się przejść w stronę tamtej agentury. Może jakaś panienka coś widziała.

– Ja to załatwię – oznajmił Godlewski.

Grot spojrzał na niego i pokręcił głową.

– Lepiej nie. Naczelnik niech jedzie do fabryki i ogarnie jakieś wsparcie.

– Jakie wsparcie?

– Będziemy potrzebowali pomocy chłopaków z przestępczości zorganizowanej. Oni mają najlepsze rozeznanie, jakie teraz układy panują w mieście. To, że odpalono Loczka, może oznaczać jedno: zgonów będzie więcej.

– To może w ogóle zostawić im tę sprawę – zaproponował Godlewski.

– Jest trup, więc to nasza działka. Naczelnik niech robi swoje.

Grot strzepnął popiół i wziął kolejnego macha. Przez kilkanaście sekund palił w milczeniu. Naczelnik w tym czasie patrzył, jak pakują denata do czarnego worka. Po chwili odezwał się nieśmiało:

– Słuchaj, jakby co, mogę się postarać, żeby sprawa poszła do pezetu. Trup nie trup, ale zginął miastowy.

– Nie wiem, jak szef to ogarnie, i mnie to nie interesuje. Ja mam za zadanie się dowiedzieć, kto zastrzelił Loczka, i zrobić wszystko, by zabójca trafił przed oblicze proroka. – Grot rzucił niedopałek na chodnik i zadeptał butem. – Idę do agentury. Naczelnik ma swoje zadania, a ty – wskazał na Tomalę – dopilnuj tu wszystkiego.

Po tych słowach ruszył w stronę agencji towarzyskiej.

* * *

Marucha siedział w swojej rezydencji i pił drinka.

Właśnie otrzymał informację, że problem Loczka został rozwiązany. Kilka dni temu dowiedział się, że policja chce odwrócić jego człowieka. Informator z policji przekazał mu wiadomość, że Loczek wpadł z niewielką ilością prochów i został przekonany przez gliniarzy z narkotykowego do współpracy. Z tego, co mówił kapuś, wynikało, że muszą się spieszyć.

Dzisiaj – wraz ze śmiercią potencjalnego policyjnego uchola – problem zniknął. Marucha trochę żałował, że musieli tak postąpić. Znał denata od dziecka. Wychowywali się na jednym podwórku, ich rodzice czasem się odwiedzali, można by nawet powiedzieć, że on i Loczek się przyjaźnili. Teraz jednak musiał odsunąć na bok sentymenty i zadbać o swoją grupę. Mieli zbyt wiele do stracenia. Gdyby Loczek zeznawał, mógłby doprowadzić do zatrzymania nie tylko jego, ale i innych chłopaków. Marucha nie chciał, by jego ludzie podzielili losy grup z Wołomina i Pruszkowa, które przez zeznania świadka koronnego utraciły swoje wpływy i de facto przestały istnieć.

– Struna, podejdź do mnie! – zawołał swojego najbardziej zaufanego człowieka.

– No? – Po chwili mięśniak stanął przed nim.

– Słuchaj, trzeba puścić na mieście plotę, że Loczka odjebał jakiś kiler ze wschodu. Ponoć sprawy z przeszłości.

– A czemu?

– Bo nie chcę, żeby kręciły się tu psy. Jak myślisz, co będą robić na początku?

– A skąd ja mam wiedzieć? Nigdy nie byłem psem.

Marucha pokręcił z niedowierzaniem głową.

– Kurwa, ty od tych sterydów masz jakieś dziury w mózgu? Ja też psem nie byłem, ale wiem, że w takich przypadkach zaczynają węszyć. Będą chcieli się dowiedzieć, kto zajebał miastowego. Zaczną tu przyłazić i pytać. Jak myślisz, ilu z chłopaków jest na tyle sprytnych, by nie chlapnąć czegoś głupiego?

Struna tylko wzruszył ramionami.

– Ja też nie wiem. Może się okazać, że któryś leszcz powie coś, z czego później będzie trudno się wymiksować. Jarzysz?

Mięśniak skinął głową.

– No. To załatw temat.

Marucha patrzył, jak jego człowiek wychodzi. Trochę żałował, że otacza się takimi osobnikami. Nie chciał jednak ryzykować, że pod bokiem wyhoduje sobie konkurenta do władzy. A tępaki w rodzaju Struny nawet by nie pomyślały o tym, że mogą przejąć stery w grupie. Dzięki temu był spokojny o swój los.

W mieście nie miał większej konkurencji. Jeszcze dwa lata temu była grupa Dzikiego, ale dziś już się nie liczyła. Dziki został zdymisjonowany przez jednego ze swoich ludzi i trafił do worka. Potem zaczęła się walka o schedę i w efekcie grupa przestała istnieć. Rozpadła się na kilka mniejszych gangów, które przestały mieć znaczenie. Władzę nad wrocławskim półświatkiem przejął on, Marucha. Wiedział, że nie może popełnić błędu Dzikiego.

Dopił drinka i wstał z kanapy. Miał ochotę popływać w basenie. Odkąd zaczął zarabiać duże pieniądze, otaczał się drogimi rzeczami. Lubił luksus.

* * *

Grot wszedł do agencji towarzyskiej. Jaskrawy neon z napisem Afrodyta raził w oczy. Nazwa była typowa dla tego rodzaju przybytków. Przez chwilę się rozglądał, a potem skierował kroki w kierunku baru. Nigdzie nie widział dziewczyn ani bramkarzy pilnujących porządku. Coś mu tu nie pasowało. Spojrzał na czerwoną kotarę z boku baru, po czym przeniósł wzrok na barmana, który w milczeniu wycierał szklanki.

– Szef jest? – spytał.

– Nie ma.

– A kto jest?

– Nikt.

W tym samym momencie za czerwoną zasłoną ktoś kichnął.

– Nikt? Zaraz sobie ciebie, chłopie, wypożyczę – zagroził Grot.

Odsunął materiał i zobaczył trzy skąpo ubrane dziewczyny, skulone i zapłakane. Wyciągnął w ich stronę dłoń.

– Możecie wyjść. Już jest bezpiecznie.

Jedna z dziewczyn cofnęła się i pokręciła głową. Widać było, że jest przerażona, podobnie jak koleżanki.

– Panie kolego, zadzwoń pan po karetkę – rzucił do barmana.

Mężczyzna odłożył szklankę i szmatę, po czym opieszale wziął do ręki telefon. Grota kusiło, aby zdzielić go w łeb. Ponownie spojrzał na dziewczyny.

– Widziałyście, co się stało?

Dwie potwierdziły skinieniem. Trzecia uciekła ze wzrokiem. Grot wiedział, że to ona może mu najbardziej pomóc.

– Zaraz przyjedzie pomoc. Lekarz was przebada i da wam coś na uspokojenie. – Wiedział, że teraz nie ma sensu z nimi rozmawiać. Za bardzo się bały.

Gdy barman skończył rozmowę z operatorem numeru alarmowego, Grot podszedł do niego i spytał:

– Będziesz dalej ściemniał czy zaczniesz współpracować?

– Ja tam nic nie widziałem.

– Na chuj mnie robisz w konia? Myślisz, że jak powiesz, że nic nie widziałeś, to od miastowych dostaniesz nagrodę?

– Przynamniej nie dostanę kary. Was się mniej boję.

Grot zdał sobie sprawę, że nic z niego nie wyciągnie.

– A bramka gdzie?

– Nie ma i nie było.

– Nie gadaj, że agentura działa bez ochrony.

Nie chciał w to uwierzyć. W przeszłości we wrocławskich agencjach towarzyskich regularnie dochodziło do awantur. Dwa lata wcześniej kilku klientów poskarżyło się, że zostali uśpieni jakimiś prochami i ograbieni z pieniędzy. Żadna sprawa jednak nie zakończyła się postawieniem zarzutów, bo ofiary po kilku dniach wycofywały zgłoszenia. Pewnie na ich decyzje miała wpływ groźba pobicia lub zgwałcenia żony. Policja jednak nic nie mogła z tym zrobić. Nie ma zawiadomienia – nie ma sprawy.

– Dzisiaj nie przyszli – burknął barman.

Grot wiedział, że facet kłamie. Przed lokalem ginie Loczek, a ochrona właśnie tego dnia nie pojawia się w pracy. Co za zbieg okoliczności.

* * *

Godlewski przyjechał do komendy i udał się prosto do wydziału przestępczości zorganizowanej, a konkretnie do gabinetu naczelnika Mariusza Frączaka.

– O, cześć. Co cię do mnie sprowadza? – spytał Frączak.

– Zabójstwo gangusa.

– A tak, słyszałem, że miastowi odpalili Loczka.

– Właśnie. I teraz trzeba ustalić, kto się ma tym zająć.

– No wy jesteście od zabójstw, nie?

– Ale to miastowi go zabili, więc sprawa może być wasza.

– Słuchaj, możemy wam służyć wiedzą na temat struktur grupy Maruchy lub pomniejszych grupek, ale za nielegalny ubój to wy odpowiadacie. – Naczelnik wzruszył ramionami. – Nam nic do tego.

Godlewski wiedział, że szanse na to, aby pezet przejął śledztwo, są znikome. Za kilka dni zaczynał urlop i sprawa zabójstwa gangstera zupełnie nie była mu na rękę

– Poza tym – ciągnął Frączak – jak tylko dostaliśmy cynk, że zginął Loczek, moi ludzie pogadali ze swoimi ucholami. Chcieli wybadać, czy grozi nam dziki zachód i strzelanki w mieście. Jak dotąd nikt tego nie planuje, ale uchole gadają, że dilera odpalił jakiś ruski. Ponoć mieli zatargi niezwiązane z Maruchą i jego grupą. Coś z przeszłości.

Godlewski ucieszył się, słysząc te słowa. Ryzyko wojny gangów w mieście malało. Nie będzie musiał zbierać trupów z chodników i ulic. Tego się obawiał najbardziej, bo każda śmierć popsułaby mu statystyki.

– Dobra, to ja dzwonię do swoich – zdecydował. – Niech wiedzą, na czym stoimy. Dzięki za info.

– Wpadniemy do was i powiemy, czego możecie się spodziewać. Ale to na spokojnie. Może po południu się zgadamy.

– To do później.

Komisarz uścisnął Frączakowi dłoń i wyszedł z gabinetu. Po drodze do siebie wysłał jeszcze esemesa do Tomali z informacją, że Loczek zginął z rąk bandytów ze wschodu. Ta wersja wyglądała na najbardziej prawdopodobną. Uważał, że na niej powinni się skupić.

Już po chwili usiadł za biurkiem i położył nogi na blacie. Zastanawiał się, czy w tym roku obrodzą mu maliny.

* * *

Grot patrzył na siedzącą na wprost niego dziewczynę. Zastanawiał się, co sprawiło, że Natalia postanowiła zostać prostytutką. Znał wiele historii dotyczących początków pracy w tym zawodzie. Jedne robiły to dlatego, że potrzebowały pieniędzy na leczenie kogoś z rodziny, drugie były zmuszane przez gangsterów, jeszcze inne po prostu lubiły seks. Znał nawet taką, która kupczyła swoim ciałem, żeby spłacić kredyty zaciągnięte w parabankach. Nie oceniał ich, bo wiedział, że wiele wolałoby pracować w innym zawodzie. Po prostu tak potoczyło się ich życie.

Ciekawiła go historia tej drobnej blondynki, ale teraz miał ważniejsze zadanie – musiał ustalić, kto zabił Loczka.

– Myślę, że możemy zacząć. Nazywam się Radosław Grot i pracuję w wydziale zabójstw. Powiedz mi, co widziałaś.

– Nic.

– Kłamiesz. Wiem, że był tu Loczek.

– Nie znam żadnego Loczka.

– Nie znasz? Powiem ci, jak było. Z tego, co udało się ustalić mojemu partnerowi, denat był tu częstym gościem. – Grot wskazał na stojącego kilka metrów dalej Tomalę, który przyglądał się technikom zabezpieczającym odciski palców. – Więc lepiej zacznij gadać. Wiesz, że mogę cię przymknąć za współudział?

– Ja nic złego nie zrobiłam.

– A kto powiedział, że zrobiłaś? Zamknę cię i puszczę plotkę, że sypiesz. Masz wybór: albo powiesz, co widziałaś, albo ja powiem, że z nami współpracujesz. Ci, co załatwili Loczka, załatwią też ciebie – zablefował Grot.

Natalia spojrzała na niego nieufnie.

– A jaką mam gwarancję bezpieczeństwa?

– To znaczy?

– No jak zacznę mówić, to gwarantujecie, że włos mi z głowy nie spadnie?

– Możemy postarać się o status świadka incognito. Twoje zeznania będą utajnione. Nikt nie będzie wiedział, że to ty z nami współpracujesz.

– Nie. – Dziewczyna pokręciła głową.

– Słuchaj, jak miastowi się dowiedzą, że widziałaś, kto załatwił Loczka, to będziesz miała przekichane.

Komisarz widział, że dziewczyna się waha, ale nie chciał zbyt mocno jej dociskać.

– Dobrze. – W końcu skapitulowała. – Ten zabity tu był. Przyszedł przed piątą i mnie zamówił. Poszliśmy na górę. Zrobiłam mu loda…

– Co było dalej?

– Wyszedł z pokoju i zszedł na dół. Potem widziałam, jak siedział przy barze i pił jakiegoś energetyka.

– Byli inni klienci?

– Nie. Ostatni wyszedł koło czwartej.

Grot obserwował ją czujnie. Jak dotąd wyglądało, że dziewczyna jest z nim szczera.

– A ochrona lokalu dziś była? – spytał.

– Tak. Jak wszedł ten, co go zabili, to oni wyszli.

Cholerny barman go okłamał. Będzie musiał wziąć go w obroty.

– Co było dalej? Siedział przy barze i co?

– Dopił, zapłacił i wyszedł na zewnątrz. Ale mnie coś tknęło. Ciężko mi powiedzieć co, jakieś przeczucie, że powinnam za nim pójść. Już na dworze odpaliłam papierosa i zobaczyłam, jak koło samochodu tego zabitego zatrzymała się czarna beemka. Wysiadło z niej trzech facetów. Jeden podszedł do tego kolesia i chwilę z nim rozmawiał. Potem inny z mięśniaków zaszedł go od tyłu i przyłożył mu pistolet do głowy. Sekundę później padł strzał.

– Co było dalej? – spytał Grot.

– No… tamten padł na ziemię. A jak jeden z tamtych ruszył w stronę drzwi, weszłam do środka i schowałam się za kotarą. Dziewczyny także. Ten kark kazał sobie dać nagrania z monitoringu. Zabrał cały sprzęt i wyszedł. Potem jeszcze zerknęłam i zobaczyłam, że któryś od nich wsiada do samochodu tego zabitego i wszyscy odjeżdżają.

– Dobra. – Grot klepnął się w uda. – Ja teraz idę pogadać z prorokiem i załatwię ci status świadka incognito. Ty się stąd nie ruszaj.

Grot wstał i skierował się w stronę drzwi. Po drodze dał znak Tomali, aby wyszedł za nim.

Na zewnątrz obaj odpalili papierosa.

– Ta laska widziała zabójcę – powiedział komisarz, wydmuchując dym. – Powiedziała, że było trzech cyngli. Jeden z nich odpalił Loczka. Zaraz zadzwonię do proroka. Niech nada jej status incognito. Jej zeznanie pogrąży zabójcę i Maruchę.

– A skąd wiesz, że Marucha za tym stoi?

– A kto?

– Mameja wysłał mi info od chłopaków z pezetu. Gadał z ich naczelnikiem, Frączakiem. Podobno uchole donoszą, że Loczek miał jakieś zatargi z ruskimi. Jakiś ruski kiler go załatwił.

– Wierzysz w to? – Grot uniósł brew.

– A mam podstawy, by nie wierzyć? Sam mówiłeś, że nie wiadomo, co się odjebało. Może to jednak nie Marucha.

Grot wziął kolejnego macha.

– Zaraz wydzwonię proroka – powtórzył. – A potem pogadam z chłopakami z narkotyków i pezetu. Może dowiem się czegoś ciekawego.

Zagasił papierosa i wyjął z kieszeni telefon.

* * *

Marucha przepłynął pięć długości, a potem wyszedł z basenu, usiadł na leżaku i sięgnął po papierosy. Palił w milczeniu przez dwie minuty, podczas gdy ktoś uparcie starał się dodzwonić na jego komórkę.

– Co za chuj nie daje mi spokoju… – mruknął pod nosem. Kusiło go, żeby wrzucić telefon do wody, w końcu jednak odebrał.

– Czego?

– Cześć – rozległo się po drugiej stronie. – Mam dla ciebie info. Grot ma świadka. Jakaś kurwa widziała, jak twoi ludzie odjebali Loczka.

Marucha rozpoznał ten głos. Gliniarz, który mu donosił, dobrze się spisał.

– Dostaniesz w nagrodę kilka groszy więcej. A nie boisz się, że ktoś się dowie, że mi zakapowałeś o tej kurwie?

– Nie. Cały pezet już o tym wie, do tego prokuratura i wydział zabójstw. U nas w fabryce wieści szybko się rozchodzą – powiedział informator.

– To dobrze. Nie chciałbym stracić tak cennego kapusia.

– Nie jestem kapusiem.

– Jak nie? Strzelasz mi przecież z ucha.

– Biznes robimy. Tyle i tylko tyle.

– Dobra, nie unoś się. Jak myślisz, co powinienem zrobić?

– Odjeb kurwę, to Grot nie będzie miał żadnego świadka. Może wtedy odpuści.

– Chyba masz rację. Dzięki za info. Kasę dostaniesz tak jak zwykle. Cześć.

Marucha odłożył aparat na stolik. Dobrze, że jednak nie wrzucił go do wody. Wiadomość, którą przekazał mu kapuś, była ważna. Musieli się zająć dziewczyną, która zdecydowała się na współpracę z policją.

– Struna, chodź no tu! – krzyknął do mięśniaka, a gdy ten stanął przy nim, zarządził: – Musicie posprzątać.

– Co?

– Trzeba uciszyć kurwę. W agenturze zostawiliście świadka. Naprawicie swój błąd.

– A którą?

– Kurwa, nie spytałem… Zajebcie wszystkie. – Wiedział, że musi pozbyć się potencjalnego ryzyka. Zresztą nie żałował tych prostytutek. Na brak dziewczyn do tej roboty nie narzekali. Afrodyta należała do jego byłej konkubiny i Marucha wiedział, że ta będzie zła, ale zrekompensuje jej straty.

Spojrzał na basen i zaczął się zastanawiać, czy nie przepłynąć jeszcze dwóch długości.

* * *

Natalia Stefanowicz piła herbatę przy stoliku.

Policjanci i technicy kryminalistyczni już wyszli. Ten, z którym rozmawiała, pojechał do komendy. Zastanawiała się, czy nie popełniła błędu, zgadzając się na współpracę z prokuraturą. Miała na utrzymaniu chorą matkę i zbierała na jej operację. Zamierzała popracować w agencji jeszcze ze dwa lata. Odłoży trochę gotówki i wtedy odejdzie z zawodu.

Nie uważała się za kogoś gorszego od innych. Na pewno nie dlatego, że wybrała taki sposób zarabiania pieniędzy. Zdawała sobie sprawę, że jej koleżanki z liceum nie dałyby jej spokoju, gdyby się dowiedziały, że sprzedaje własne ciało, ale nie miała wyboru. Bardzo kochała swoją matkę, a tylko kosztowna operacja mogła uratować jej życie. Kobieta miała nowotwór i na dodatek potrzebowała nowego serca. Na państwową służbę zdrowia nie miała co liczyć – nikt nie zakwalifikowałby jej do przeszczepu ze złośliwym rakiem. Lekarze mówili, że to zbyt duże ryzyko. Natalia jednak wiedziała, że po prostu wolą dać to serce komuś, kto ma większe szanse na przeżycie niż jej matka. Kilka miesięcy temu dowiedziała się o prywatnej klinice, w której podjęliby się takiego ryzyka. Musiała jednak uzbierać odpowiednią kwotę. Oczywiście nie obejdzie się bez sprzedaży mieszkania, ale tym się teraz nie przejmowała.

Pozostałe dziewczyny siedziały stolik dalej i piły drinki. Chciały się upić. Nie mogły opuścić lokalu, bo barman im zabronił. Powiedział, że zaraz przyjedzie szefowa, żeby ustalić z nimi wersję, którą mają podawać policji. Natalia się zastanawiała, co powie Dagmara, gdy usłyszy, że ona już zdecydowała się na rozmowę ze śledczymi…

Nagle usłyszała jakiś hałas od strony drzwi. Po chwili do agencji wpadło dwóch facetów w kominiarkach. W rękach trzymali kałachy. Zupełnie bez ostrzeżenia zaczęli strzelać. Widziała, jak ciała jej koleżanek przeszywane są pociskami. Po kilku sekundach chaotycznego tańca barman też padł na podłogę. Próbowała się schować pod stolikiem, ale nie zdążyła. Pierwsza kula trafiła ją w ramię. Natalia zerwała się z miejsca, by uciec na zaplecze, ale w tym samym momencie kolejny strzał odrzucił ją metr do tyłu.

Następne kule przeszywały już jej martwe ciało.

* * *

Grot wyszedł z budynku prokuratury i odpalił papierosa. W tym samym momencie zaczęła dzwonić jego komórka.

– Co jest? – spytał bez zbędnych wstępów.

– Miastowi rozjebali Afrodytę – powiedział Tomala.

– Co?

– Z kałachów zajebali wszystkie dziewuchy i barmana.

– Nie gadaj. A nasi jeszcze tam byli?

– Nie. Podejrzewam, że zbóje obserwowały lokal i widziały, że w środku zostały tylko dupy.

– Kurwa mać.

Grot był wściekły. Miał świadka, który mógł pogrążyć Maruchę. Jeśli dziewczyna rozpoznałaby któregoś z ludzi gangstera, a im udałoby się go odwrócić w zamian za złagodzenie wyroku, istniała szansa, że boss półświatka pójdzie siedzieć.

Teraz ich plan trzeba zmodyfikować. Będą musieli szukać dowodów winy bossa i mozolnie przeprowadzić całe śledztwo. Sukcesów większych jednak nie wróżył. Raczej nikt nie odważy się zeznawać przeciwko gangusom, zwłaszcza po tym, co pokazali w agencji towarzyskiej.

– Radek, może lepiej odpuścić? – zapytał Tomala niepewnie.

– Odpuścić? Chłopie! Skurwiele załatwiły niewinne dziewczyny. Ta Natalia mogła nam pomóc wsadzić Maruchę i kilku jego kmiotków.

– Ale sam widzisz, że to ryzykowne. Wejdziesz mu w drogę, to i ciebie będzie chciał odpalić.

– Myślisz? Nie sądzę, żeby był taki głupi. Wie, że jeśli zabije jednego psa, wsiądzie na niego cała psiarnia.

– Sam nie wiem… Jak facet się uprze, to nie myśli. Ja bym spasował.

– A ja nie. Nie potrafię tak.

– I tego właśnie się boję. Ty nigdy nie odpuszczasz.

– Adrian, jesteś ze mną?

W słuchawce zapadła cisza. Grot się zastanawiał, czy partner nie zrezygnuje. Po chwili jednak usłyszał:

– Tak. Z bólem serca to mówię, ale tak.

– Dzięki.

– Samo „dzięki” nie wystarczy. Boję się i nie będę ściemniał, że nie. Skurwiele mogą się mścić. Wolałbym, żebyśmy odpuścili, ale nie mogę zostawić cię samego, bo sobie tylko problemów narobisz.

– Gdzie jesteś? – spytał Grot.

– Przed Afrodytą. Zaraz będę oglądał to pobojowisko.

– Czekaj tam na mnie. Już jadę.

– A temat tej laski, co miała być świadkiem incognito, jest nieaktualny. Jeśli namówiłeś proroka, poinformuj go, że gówno mamy.

Grot odwrócił się w stronę wejścia do budynku prokuratury. Tomala miał rację. Nie było już sensu ruszać całej procedury, skoro świadek zginął w strzelaninie.

* * *

Marucha zdawał sobie sprawę, że teraz policja mu nie odpuści. Zabójstwo prostytutek skomplikowało sprawę, ale nie mieli innego wyjścia. Świadek mógłby im narobić wielu problemów. Musiał minimalizować ryzyko.

Powoli sącząc drinka, zastanawiał się, czy policja jest już na miejscu strzelaniny i czy prowadzący śledztwo zdali sobie sprawę z ryzyka, jakie niesie ze sobą cała ta sprawa.

Nagle usłyszał dźwięk nadchodzącej wiadomości. Podniósł leżącą na stoliku komórkę i przeczytał na głos:

– „Grot nie odpuści. Będzie drążył. Należy go skarcić”.

Odłożył telefon i wziął łyk drinka. Miał świadomość, że gdyby załatwił gliniarzy, cała policja dobrałaby mu się do dupy. Musiał im jednak wysłać czytelny sygnał, że nie warto drążyć tematu.

– Struna, podejdź tutaj! – zawołał w głąb domu.

Kilka sekund później zobaczył idącego w jego stronę mięśniaka. Struna niósł w ręce hantle i co chwilę wykonywał powtórzenie.

– A ty nie masz gdzie machać tym żelastwem? Już ostatnio obiłeś mi parkiet.

– Co? Kiedy niby?

– Jak napierdalałeś ze sztangą martwy ciąg. Puściłeś ją i wykurwiła w podłogę.

– Przecież to tylko podłoga.

Marucha miał ochotę zdzielić idiotę w łeb.

– Tylko? Kurwa! Wiesz, ile mnie kosztowało jej sprowadzenie? Twoja beemka jest tańsza!

Struna wytrzeszczył oczy ze zdziwienia.

– Co? Tak drogo?

Odłożył hantle. Widać było, że stara się niczego nie uszkodzić.

– Tak, geniuszu – prychnął boss. – Wyobraź sobie, że teraz wezmę jeden ciężarek i pierdolnę nim w reflektor twojej bumy. Co ty na to?

– Ale dlaczego?!

– Ty sztangą rozjebałeś moją własność, więc ja mogę rozjebać twoją.

Struna milczał, patrząc na szefa nierozumiejącym wzrokiem.

Marucha machnął ręką.

– Dobra, chuj z tym. Mam nadzieję, że więcej się to nie powtórzy. A teraz słuchaj, bo temat jest. Trzeba zrobić tak, żeby pały się zbytnio nie przyłożyły do rozwiązania sprawy strzelaniny w Afrodycie.

– To znaczy?

– Trzeba je uciszyć.

– Mam odjebać psa? – upewnił się mięśniak.

– Nie.

– To co?

– Jeszcze nie wiem, ale trzeba być gotowym na wszystko… – Nagle gangsterowi przyszedł do głowy pomysł. To, co zamierzał zrobić, było ryzykowne, ale pokazałoby wszystkim, że z nim się nie żartuje. – Zawołaj mi tu Pepe. A, i weź stąd moje auto.

– Które?

Marucha przez sekundę się zastanawiał. W końcu zdecydował.

– Merca. Weź go i wywieź w pizdu.

– Może być Brochów?

– Może. Rozpierdol zamki i go tam zostaw.

– Po co?

– Bo tak chcę. Potem wróć i pojedziemy na psy.

– Na psy? – Na twarzy Struny malowała się coraz większa konsternacja.

– Tak. Musimy zgłosić, że zajumali nam merca.

– Nie rozumiem.

– I dlatego to ja jestem szefem, a nie ty. – Marucha dopił drinka i otarł usta wierzchem dłoni. – Ale najpierw daj mi tu Pepe. I zabierz stąd ten złom! Jeszcze ktoś się przez to wypierdoli…

Wstał i ruszył w stronę pokoju. Musiał się przygotować do wizyty na komisariacie.

* * *

Grot wysiadł z wozu i podszedł prosto do stojącego przed Afrodytą Tomali.

– Powiem ci, chłopie, że wypruli po całym magazynku. – Adrian pokręcił głową. – Dookoła od zajebania szkła i łusek.

– Zabezpieczone? Może jakiś zbój zostawił swoje paluchy?

– Mirek już się tym zajął. Potem wrzuci wszystko w system i zobaczymy, czy coś nam wyskoczy.

Grot wiedział, że szef techników porządnie wykona swoją robotę. Jeśli któryś z zabójców był nieostrożny i zostawił odciski, była szansa, że uda im się rozwiązać sprawę. Sami jednak tego nie pociągną. Będą musieli spotkać się z chłopakami z pezetu i z narkotykowego. Oni mieli najlepsze rozeznanie, kogo Marucha mógł nająć do uciszenia świadków. W wersję o ruskich kilerach grasujących w mieście jakoś nie wierzył. Loczek nie był Bóg wie jakim zbójem, żeby moskiewska mafia wysyłała speca od rozwiązywania problemów.

– Nikt nie przeżył? – spytał, wskazując na budynek.

– Nie mieli szans.

Grot założył rękawiczki i pociągnął za klamkę. Już od progu poczuł charakterystyczny zapach prochu. Skinął głową pracującym w środku technikom, po czym spojrzał na leżące na podłodze, powykręcane w nienaturalnych pozach ciała prostytutek. Podszedł do zwłok Natalii i przykucnął. Zastanawiał się, kogo wysłać, aby powiadomił jej bliskich o śmierci dziewczyny.

– Szkoda, mała, że tak się skończyło… – powiedział cicho.

Podniósł się i rozejrzał. Ściany lokalu były podziurawione pociskami. Strzelcy z całą pewnością przyszli tu, by wykonać wyrok. Miała to być pokazówka dla całego miasta, że nie warto układać się z policją. Grot był przekonany, że ktoś doniósł bossowi gangu, że mają świadka, i zabójcy przyszli go uciszyć. Nie wiedział tylko, czy kret działa u nich w policji, czy w prokuraturze. Jedno było pewne: ktoś strzelał miastowym z ucha.

– Przejebane – usłyszał za plecami.

– Tak. Skurwiele przyszli ją załatwić.

– Wszystkich – poprawił Tomala.

– Nie. Chcieli uciszyć konkretnie ją. Innym dostało się przy okazji. To dla nas sygnał.

Adrian skinął głową.

– Mówiłem, że sprawa jest niebezpieczna. Może jednak się wycofajmy?

– Marucha ma u nas uchola.

– Co?

– Ktoś mu doniósł, że ta Natalia będzie incognito.

– Nie gadaj. Kto niby?

– Wiedzieliśmy my, prorok…

– Czy ty mnie podejrzewasz? – Tomala patrzył na Grota, czekając na odpowiedź.

– Nie. To musi być przeciek z prokuratury. Chociaż z drugiej strony w agenturze było kilka osób i ktoś mógł podsłuchać. Trzeba będzie pogadać z wewnętrznym. Niech zbadają temat.

– Tak będzie najlepiej.

Komisarz ściągnął rękawiczki i schował je do kieszeni.

– Dobra, idę na fajkę – powiedział i ruszył w stronę wyjścia.

* * *

Pepe patrzył na idącą chodnikiem kobietę z wózkiem.

To, co zlecił mu szef, było najtrudniejszym zadaniem, jakie dotychczas otrzymał. Wiedział jednak, że musi je wykonać. Marucha nie znosił sprzeciwu. A on w grupie był na samym dole i nie mógł się stawiać bossowi. Już Loczek się postawił i teraz gryzie piach.

Wciąż miał nadzieję, że Marucha wyśle esemesa i odwoła zlecenie. Nic takiego jednak się nie wydarzyło. Odpalił więc silnik seata i zaczął się w duchu modlić. Chciał, żeby Stwórca mu wybaczył.

Kobieta stanęła przed przejściem dla pieszych i wcisnęła przycisk. Wtedy Pepe wcisnął sprzęgło i wrzucił bieg. Nadal jeszcze liczył, że zawróci, że zrezygnuje ze spaceru. Wtedy mógłby powiedzieć szefowi, że po prostu się nie udało.

– Wracaj do domu… – powiedział cicho.

Jadące z naprzeciwka pojazdy stanęły. Na jego pasie światło zaczęło się zmieniać na czerwone.

Pepe włączył się do ruchu. Jak na złość, cała droga przed nim i za nim była pusta. Gdyby był korek, miałby wymówkę, że nie mógł wykonać zadania. Zastanawiał się, czy nie okłamać Maruchy i nie powiedzieć, że kobieta nie wyszła z domu. Nie odważyłby się jednak. Nie wiedział, czy boss albo któryś z jego ludzi go nie obserwuje.

Kobieta była już prawie w połowie przejścia, gdy wcisnął gaz do dechy. Seat wyskoczył do przodu. Pepe widział, jak jego ofiara odwraca głowę w jego stronę. Widział przerażenie na jej twarzy. W momencie, gdy w nią uderzył, zacisnął powieki. Po chwili otworzył oczy i zobaczył pękniętą szybę. W lusterku widział, że kobieta leży na jezdni. Wózek, który prowadziła, przewrócił się na bok. Koło niej zaczął się gromadzić tłum gapiów.

Wcisnął gaz do dechy. Musiał jak najszybciej stąd uciec.

* * *

Grot zatrzymał się z piskiem opon. Już dojeżdżając na miejsce potrącenia Kamili i Stasia wiedział, że sytuacja jest poważna. W radiostacji słyszał meldunki o poszukiwaniu seata, którym uciekł sprawca.

Informację o potrąceniu żony i syna otrzymał, gdy był jeszcze z Tomalą w Afrodycie. Natychmiast wskoczył w służbowego fiata i ruszył na złamanie karku. Teraz wypadł z auta i podbiegł do rozwiniętego parawanu z napisem „Policja”. Spojrzał w stronę leżącego na boku wózka i poczuł silny ból w klatce piersiowej. Nogi się pod nim ugięły.

– Dziecko pojechało do szpitala. Stan krytyczny – powiedział policjant z drogówki stojący przy parawanie.

– A moja żona?

Sierżant przymknął oczy. Sekundę później pokręcił głową.

Grot zrozumiał, że na pomoc jest już za późno. Obok parawanu dostrzegł but. Rozpoznał go bez trudu. To był adidas Kamili.

– Niech pan jedzie do syna – poradził ten z drogówki.

– Muszę ją zobaczyć…

Wszedł za parawan i zobaczył ciało swojej żony. Zamknął oczy. Widok był straszny. Nienaturalnie wykręcona noga i urwane ramię wyglądały makabrycznie. Z rozbitej głowy na asfalt wypływał mózg. Na ratunek nie było żadnych szans. Kamila zginęła na miejscu.

– Siła uderzenia była potężna. – Obok niego stanął drugi funkcjonariusz. – Świadkowie mówią, że wyleciała ponad trzy metry w górę. Wózek dostał prawą stroną seata. Ona lewą. Facet nawet nie hamował.

Na miejsce zaczęły zjeżdżać radiowozy i kilka tajniackich pojazdów. Z fiata wysiadł naczelnik. Po chwili dotarł też Tomala, który ruszył spod agencji w ślad za swoim partnerem.

Gdy odezwała się radiostacja policjanta z drogówki, Grot nie słuchał meldunków, które przez nią płynęły. Zasłonił twarz dłońmi i zaczął płakać.

– Mamy zdjęcie gościa, który uciekł seatem – odezwał się sierżant. – Nasi zaraz je dowiozą. Są już blokady na drogach. Koleś się nie wymknie.

Grot wiedział, że chłopaki z drogówki i Tomala zajmą się sprawą. On musi jechać do szpitala i dowiedzieć się, co ze Stasiem. Ruszył na miękkich nogach w stronę auta.

– Patrol pana odwiezie, komisarzu! – zawołał za nim sierżant. – Lepiej, żeby nie prowadził pan w takim stanie.

Grot czuł, jak czyjeś ręce prowadzą go do radiowozu drogówki. Kolega po fachu miał rację – sam nie dałby rady dojechać do szpitala. Jego cały świat właśnie runął jak domek z kart.Rozdział IV

SPOTKANIE PO LATACH

Pogotowie przyjechało po kilku minutach. Ratownik medyczny sprawdził stan Szymczaka i stwierdził, że jego zdrowiu nic nie zagraża.

Przewieźli go na komendę i od razu zaprowadzili do pokoju przesłuchań. Naczelnik od ręki załatwił nakaz przeszukania mieszkania podejrzanego.

Jeszcze zanim Szymczak trafił do komendy, technicy przeszukujący jego mieszkanie ujawnili pistolet Glock. Był włożony do woreczka strunowego i umieszczony w spłuczce.

Artur podejrzewał, że to z tej broni dokonano zabójstwa mężczyzny odnalezionego w samochodzie Szymczaka. Niemniej pistolet musiał przejść badania balistyczne, które to potwierdzą lub wykluczą.

Teraz Pasewicz wszedł do pokoju, w którym przebywał zatrzymany. W rogu pomieszczenia stał mundurowy i obserwował Szymczaka. Urzędnik siedział na krześle i kiwał się, jakby miał chorobę sierocą.

– Ma pan spore problemy, panie Szymczak – powiedział Pasewicz. – W pańskim mieszkaniu znaleźliśmy broń.

Szymczak spojrzał na niego. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji.

– Mamy uzasadnione podejrzenie, że z tej broni zastrzelono mężczyznę, którego ciało zostało ujawnione w bagażniku pańskiego volvo.

Szymczak milczał.

– Prokurator już przebiera nóżkami, żeby postawić panu zarzuty. Jak pan będzie współpracował, to może uda się go przekonać, żeby nie startował z maksymalnym wyrokiem.

– Nikogo nie zabiłem – powiedział Szymczak.

Artur był zaskoczony tym, że zatrzymany w końcu się odezwał. Spodziewał się, że do końca przesłuchania będzie prowadził monolog.

– Ja nawet mógłbym w to uwierzyć, ale sąd raczej tego nie łyknie. Chcę dać panu szansę. Pan mówi wszystko, a ja zanotuję, że pan współpracował. Może dostanie pan tylko ćwiarę.

– Ćwiarę? – spytał Szymczak.

– Dwadzieścia pięć lat więzienia – wyjaśnił Artur. – Więc jak będzie? Współpracujemy?

Patrzył na Szymczaka i zastanawiał się, jaką ten podejmie decyzję. Zbyt dużego wyboru nie miał. Za wiele dowodów świadczyło przeciwko niemu.

– Ale ja naprawdę nikogo nie zabiłem. Zostałem naćpany i ktoś mnie wrabia.

– Dobrze. Pokażę panu zdjęcie denata – powiedział Artur. – Skoro pan nic nie pamięta, to może te zdjęcia odświeżą panu pamięć.

Otworzył leżącą na stole teczkę. Wyjął z niej kilka fotek i przesunął je w stronę Szymczaka.

– Patrz, kurwa! – krzyknął.

Szymczak się wzbraniał, nie chciał spojrzeć. W końcu jednak przeniósł wzrok na jedną z fotografii.

– To przecież Marek!

– Jaki Marek? – spytał Artur. Czuł, że zaraz się dowie, kim jest denat. To był już jakiś punkt zaczepienia.

– No… Marek Kruszewski, mój kolega. Znamy się z dzieciństwa. Jest dziennikarzem

– Zna pan jego adres?

– Nie, ale wiem, gdzie mieszka jego siostra. Ma dom na Bielanach. Są bogaci.

– Dobrze. Robi pan postępy – powiedział Artur.

– Panie władzo, ja go nie zabiłem! – Szymczak przez chwilę milczał. Patrzył na swoje skute nadgarstki. W końcu podniósł wzrok i powiedział: – Chciałbym coś zeznać, ale potrzebuję ochrony. Ci, co zabili Marka, mogą chcieć zabić też mnie. Teraz wiem, że chcą mnie wrobić. Mam ogromną wiedzę. Podejrzewam, że chcą mnie uciszyć. Sprawa dotyczy powiązań polityków, urzędników i biznesmenów. To prawdziwy układ. To z tego powodu pewnie zginął Marek.

Artur był zaskoczony słowami podejrzanego. To, co powiedział Szymczak, mogło świadczyć o tym, że mają do czynienia z ogromną aferą. Sam nie mógł zdecydować, co dalej z tymi informacjami począć. Będzie musiał pójść z tymi rewelacjami do Ratajczyka.

W tym samym momencie otworzyły się drzwi i do pomieszczenia wszedł naczelnik. Spojrzał na Szymczaka, a następnie zwrócił się do mundurowego:

– Wyprowadź zatrzymanego. Ma trafić do izby zatrzymań. Koniec przesłuchania.

– Panie władzo, ja wszystko powiem… Mogę wam pomóc… – prawie krzyczał Szymczak.

Policjant pomógł wstać zatrzymanemu i wyprowadził go z pomieszczenia.

Artur przez chwilę patrzył w ślad za Szymczakiem, po czym spojrzał na przełożonego.

– Co się dzieje? Nie dał nic na papier – powiedział.

– Olej to. Facet leci na obserwację na Kraszewskiego. Żelichnowski godzinę temu złożył wniosek do sądu o obserwację psychiatryczną w celu stwierdzenia niepoczytalności. Sąd od ręki go przyklepał.

– Nie pierdol. Pierwszy raz słyszę, żeby coś takiego załatwiano w takim ekspresowym tempie.

– Ja też. Weź jednak pod uwagę, że facet jest urzędasem, i to na skalę wojewódzką. To nie jest zresztą zwykła sprawa. Widziałem nagranie z jego tańców i swawoli. Prokurator też je widział i od razu złożył wniosek o psychiatryk.

– Coś mi tu śmierdzi. Wszystko zapierdala zbyt szybko. Na decyzję o obserwacji czeka się z reguły kilka miesięcy, a tu dziś zwłoki, dziś zatrzymany i dziś wariatkowo. Kurwa, wali zbyt mocno.

– Wiem, ale co mam zrobić? – Ratajczyk wzruszył ramionami. – Zbierajcie na gościa kwity i tyle.

Artur pokręcił głową z niedowierzaniem. Naczelnik podniósł ramiona w geście bezradności.

– Ciekawe, jaką wiedzą chciał się podzielić Szymczak – powiedział Pasewicz.

– Nie drąż. Nie warto.

* * *

Grot wysiadł z windy na ósmym piętrze. Stanął na korytarzu i rozejrzał się dookoła. Zamierzał się włamać do mieszkania Kruszewskiego. Nie chciał jednak, aby ktoś go widział.

– W sumie nawet jak ktoś coś zobaczy, to co mi zrobi? – spytał sam siebie.

Stanął przodem do drzwi i wyjął z kieszeni komplet wytrychów. Kilkanaście lat temu miał szkolenie z otwierania drzwi. Prowadził je stary esbek w stopniu sierżanta. Facet był specjalistą od przeszukiwań. Umiał nie tylko wejść do mieszkania bez pomocy klucza, ale też przeszukać je w taki sposób, by właściciel nawet nie zauważył, że ktoś w nim był.

Drzwi otworzyły się gładko. Zamek nie był zbyt wymagającym przeciwnikiem. Typowy model dostępny w każdym markecie budowlanym. Jego wartość nie przekraczała pięćdziesięciu złotych.

Grot chwilę stał w bezruchu. Starał się wyłowić jakikolwiek odgłosy świadczące o tym, że ktoś może być w mieszkaniu. Pół biedy, jakby w środku był jakiś zbir, wtedy doszłoby do starcia. Gorzej, gdyby Kruszewski miał jakąś stałą partnerkę, o której siostra nie miała pojęcia. Nie dałoby się pewne w prosty sposób wytłumaczyć włamania.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: