-
nowość
-
promocja
Warszawka. Komedia lingwistyczna - ebook
Warszawka. Komedia lingwistyczna - ebook
Warszawka. Komedia lingwistyczna to książka podsłuchana, ubrana w formę teatralną, bo najważniejsze są w niej słowa wypowiadane przez bohaterów. Każdy z trzech aktów opowiada tę samą historię z nieboszczykiem w tle. Za każdym razem z innego punktu widzenia, językiem innego społecznego plemienia.
Wiadomo, że w dzisiejszej Polsce język, jakiego używamy, bywa jak wyznanie wiary, a punkt widzenia nie oznacza jedynie czyjejś prywatnej opinii, ale całą układanką znaczeń i półznaczeń przypisujących mówiącego do konkretnej społecznej bańki. Inaczej mówi miasto, inaczej wieś, różni nas także wykształcenie, majątek, poglądy polityczne czy chęć awansowania do „lepszej bańki facebookowej”. Bohaterowie Warszawki – zależnie od tego kim są i jakie prawdy życiowe wyznają – mówią dosadnie, cynicznie, prostacko, ostrożnie, emocjonalnie, wrażliwie lub stosując wyszukaną ekwilibrystykę słowną, jakiej wymaga moda na polityczną poprawność. Dla jednych ważne jest, żeby nikogo nie urazić słowem. Dla innych przeciwnie – ważne, kto kogo słowem zmasakruje.
Warszawka jest i śmieszna, i smutna – czytelnik decyduje, do czego mu bliżej. Ale nie pozostawia wątpliwości, że w połowie lat 20. XXI w. już nie tyle ekonomia, polityka, czy wiara w Boga, ile właśnie język, którego używamy, jest najważniejszą barykadą tej wciąż trwającej polskiej rewolucji, która zaczęła się w 1989 roku.
Autor Warszawki Marcin Kołodziejczyk jest zdania, że zawodem przyszłości może być tłumacz z polskiego na polskie.
O autorze Marcin Kołodziejczyk, urodzony. w 1973 roku w Warszawie, jest dziennikarzem od 18 roku życia, od 26 lat związanym z tygodnikiem „Polityka”. Autor wielu zbiorów reportaży i powieści. Scenarzysta i realizator filmów dokumentalnych. Wielokrotnie nagradzany. Finalista Nagrody Literackiej Nike w 2019 r. za powieść Prymityw Epopeja Narodowa.Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Literatura piękna polska |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68716-06-1 |
| Rozmiar pliku: | 2,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Kierunki prawo – lewo z punktu widzenia widowni.AKT 2
WALKIRIA
(_pochyla się nad kanapą_)
Cóż ja mogę tu stwierdzić na podstawie bliższych oględzin? Co do zasady dojrzały okaz, trzydniowy co najmniej. Całe szczęście, że kaloryfery zimne, bo byśmy mieli jesień średniowiecza. Proszę, dzwoń po tatę, Władysławie. Niech wydeleguje kogoś delikatnego i wrażliwego. Kto potrafiłby z szacunkiem potraktować osobę w kryzysie nieżywości.
WŁADYSŁAW
Oj tam.
IGGY
(_macha ręką, uśmiecha się zagadkowo_)
Oj tam, oj tam.
WALKIRIA
(_podejrzliwie_)
Ignacy, co ty knujesz? (_wpatruje się w IGGY’EGO_) Edward? Czy mógłbyś mi na przykład wyjaśnić, w jakim celu było ci potrzebne hasło do wi-fi?
WŁADYSŁAW
(_wciąż wpatrzony w kanapę_)
Moda osób senioralnych o wyglądzie zewnętrznym obiektywnie męskim. Moim zdaniem ta osoba zaopatrywała się w odzież rzadko, do tego wyłącznie w dyskontach. Kolory ziemi. Zuzanna też tak czasem wygląda. Jedynie ten codzienny sylwestrowy makijaż ją wyróżnia. Z prochu powstał, to się widzi.
IGGY
(_do WALKIRII_)
Zobaczysz, w jakim celu. W każdym razie hasło okazało się właściwie nie istnieć. Standard. Cztery zera.
_WALKIRIA i WŁADYSŁAW wyjmują swoje komórki, żeby sprawdzić. Popatrują na siebie. Nagle pełni podejrzeń. Pauza._
WALKIRIA
(_z modną intonacją pytającą_)
To nie jest żadna odpowiedź?
WŁADYSŁAW
Ale mam nadzieję, że nie wykazałeś się aż tak dalece ujemną inteligencją, aby na przykład łączyć się z tego randomowego miejsca poprzez jego randomowe lokalne wi-fi? Ślady cyfrowe są gorsze od błotnych.
IGGY
No naprawdę, chyba potrzebuję od was więcej zaufania. Przemówię jak z podcastu: kochani, jeśli wam się podobam, dajcie łapkę w górę. W górę serca, miłość tak wiele ma imion.
WŁADYSŁAW
(_wylicza na palcach_)
Nienawiść, pogarda, hejt, abominacja...
WALKIRIA i IGGY
(_jednocześnie_)
Ooo... To było słabe.
WŁADYSŁAW
Rasizm, ageizm, cancel culture, seksualizacja bez zgody zainteresowanej osoby...
WALKIRIA
...i nacechowanie uprzedzeniowe wobec wielu osób. Ty jednak naprawdę wydajesz się być co do zasady obiektywnie infantylny, Władziu. Chodźmy już stąd, kochani, proszę!
IGGY
(_scenicznym szeptem_)
Ja bym doradzał cierpliwość. Warto. Dużo się dowiecie o sobie.
WALKIRIA
(_podejrzliwa, oficjalna_)
Słuchaj! Bo przeginasz! Ty chcesz nas obwinić i skazać bez dowodów? Uważaj, to nie internet. W prawdziwym życiu pomówienie to przestępstwo zagrożone karą, artykuł 212 Kodeksu karnego. Oczekuję jasnych odpowiedzi. Tu i teraz.
IGGY
(_cedzi aktorsko, jak Peter Sellers w „Dr. Strangelove”_)
Nie strasz mnie, proszę. Powiedziałem: wszystko w swoim czasie. Jestem naprawdę niezły intelektualnie. Odczuwam coś w rodzaju zdrowej pozytywnej samooceny. Dziwne, prawda? Jakieś, kurwa... Posłannictwo demiurgiczne. Jeśli wiecie, co mam na myśli.
WŁADYSŁAW
Przerażasz mnie. Czy ty może wróciłeś do brania?
IGGY
Tak sobie myślę, że najwyższy czas wrócić do elementarnej szczerości. Nawet jakby miało boleć. Dosyć tej nowomowy, tego owijania słów w watę, tej uprzejmościowej papy. Jak będziecie tak dalej, to przyjdzie lud i was sprostuje. (_patrzy prowokująco na WŁADYSŁAWA_) Na przykład ty.
WŁADYSŁAW
(_piskliwym krzykiem_)
Weź się odjeb, co?! Nie masz prawa urażać poczucia godności osobistej mojej osoby! Chamie niemyty ty!
IGGY
Już niedługo. Sam zobaczysz.
WŁADYSŁAW
Chłopoman! Z parobkiem by się bratał i bratał.
WALKIRIA
(_ostrożnie_)
Całkowicie ci racji odmówić nie można, Ignacy. Rzeczywiście, w pewnym sensie wydaje się, jakbyśmy żyli w interregnum czasu. Ale, ale! Czy może myślisz, że po ciebie nie przyjdą?
IGGY
(_wytwornie kłania się WALKIRII_)
Najpierw po ciebie. Bywasz nieznośna. Czasem wypowiadasz długie zdania pozbawione treści. To wszystko z tej grzeczności.
WALKIRIA
Proszę cię. To w ogóle nie jest przestrzeń do rozmowy. Jesteś agresywny i ja się na to nie zgadzam, słyszysz? Odmawiam.
WŁADYSŁAW
Wariat! Ma atak!
IGGY
Przyjdą po ciebie twoi pijący sąsiedzi, którzy mieli poważne trudności z ukończeniem podstawówki. Będą uzbrojeni w sztuczną inteligencję.
WALKIRIA
(_parska śmiechem_)
Nie zdołasz mnie obrazić. A wiesz dlaczego? Bo ja, co do zasady, trzymam wysokie standardy. A ty jesteś tylko synek partnerki seksualnej naszego ojca.
IGGY
Ała, zabolało. To o mojej matce mogłaś sobie darować.
WŁADYSŁAW
(_uderza się dłonią w dłoń_)
Ooo, zabolało? A masz, przyjemniaczku.
WALKIRIA
(_troskliwie_)
Ojej! A czy to nie ty jeszcze przed chwilą tak bezkompromisowo opowiadałeś się za szczerością?
------------------------------------------------------------------------
ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI KSIĄŻKI
------------------------------------------------------------------------MARCIN KOŁODZIEJCZYK, ur. w 1973 roku w Warszawie. Dziennikarz od 18. roku życia, od 26 lat związany z tygodnikiem „Polityka”. Autor wielu zbiorów reportaży i powieści. Scenarzysta i realizator filmów dokumentalnych. Wielokrotnie nagradzany. Finalista Nagrody Literackiej Nike za powieść Prymityw. Epopeja Narodowa.
W swojej twórczości stawia na spotkania z człowiekiem – nie „zabiurkowość”, modne teorie społeczne czy badania socjologiczne, ale reporterska włóczęga po marginesach Polski, uczestniczenie, rozmawianie, słuchanie i podsłuchiwanie. Opisuje życie zwykłych ludzi, często na wsi albo w małych miasteczkach, o których wielkie miasta i politycy po prostu zapomnieli.
.