Wioska tajemnic - ebook
Marcelina Markiewicz całe życie pisała o emocjach innych, marząc o mianie bestsellerowej autorki. Zamiast sukcesu doczekała się jednak skandalu, który zniszczył jej dobre imię. Oskarżona o plagiat i zmęczona walką z branżą, ucieka tam, gdzie nikt nie zna jej nazwiska – do maleńkiej, malowniczej wsi o nazwie Most Zakochanych. Jednak sielska okolica szybko przestaje przypominać bezpieczną przystań. Marcelina odkrywa, że pod maską wiejskiego spokoju kryją się tajemnice, których nie wymyśliłby żaden pisarz. Czy Most Zakochanych to miejsce na nowy początek, czy pułapka, z której nie ma powrotu? Jedno jest pewne: w tej miejscowości nic nie jest takie, jakim się wydaje. Autorka w pigułce przestawiła proces pisania powieści, który z perspektywy czytelnika może wydawać się łatwy i krótki, ale w rzeczywistości taki nie jest. Dowiecie się, z czym musiała zmagać się główna bohaterka oraz jaką tajemnice odkryła, przebywając na urlopie w małym miasteczku. To książka, od której nie będziecie mogli się oderwać. Gorąco polecam! Dominika Kucharek, @book_by_dominika Autorka kolejny raz zaskakuje! Tym razem połączyła historię obyczajową z wątkiem kryminalnym! Ta pozycja gwarantuje Wam dobrze spędzony czas, a jeśli lubicie zakulisowe smaczki, to bohaterka zdradzi Wam, jak wygląda codzienność autora, z czym się musi zmagać i co można mu ukraść! Akcja powieści rozgrywa się w pięknej, małomiasteczkowej scenerii, w miejscu, w którym każdy zna każdego. Sekrety, walka z własnymi demonami i zagadka, którą trzeba rozwiązać, to moim zdaniem przepis na sukces! Gorąco wam Polecam! Agnieszka Sobczak, @pani.pisarzowa
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Literatura piękna polska |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8290-981-4 |
| Rozmiar pliku: | 1,4 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
CYKL Osiedlowy monitoring
Osiedlowy monitoring. Tom 1
Osiedlowy monitoring. Tom 2
CYKL Równe babki
Babcie w sieci miłości. Tom 1
Biuro matrymonialne. Razem aż do setki. Tom 2
KONTYNUACJA CYKLI Osiedlowy monitoring I Równe babki
Emerytki w akcji
POZOSTAŁE POZYCJE
Spotkanie po latach
Podaruj mi uśmiech
Zmowa rodzin
Zeszyt w skórzanej oprawie
Wioska tajemnic
W PRZYGOTOWANIU
Na scenie życia
Wszystkie pozycje dostępne również w formie e-bookaRozdział 1
Stałam w swoim domowym biurze i patrzyłam na regał z książkami. Zaczynałam odczuwać wewnętrzne ciepło. Lubiłam to. Później zamieniło się w radość, która powodowała uśmiech na ustach. Byłam z siebie dumna. Nigdy nie przypuszczałabym, że moje życie zmieni się aż tak bardzo. W ciągu pięciu lat napisałam dwadzieścia książek. Ktoś powiedziałby, że to niemożliwe. Mój przykład dowodził, że możliwe. W ciągu roku miałam aż cztery premiery.
Książki nie stały się bestsellerami, lecz wniosły coś w życie ludzi. Począwszy od radości i uśmiechu, a skończywszy na głębokich przemyśleniach odnośnie do życia – swojego, ale nie tylko. Patrzyłam na piękne kolorowe okładki i czasami sama nie wierzyłam, że to ja napisałam, że to moje pomysły. Czy jeszcze kiedyś napiszę coś równie ciekawego, jak do tej pory? Bardzo tego chciałam.
Nagle usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości. Podeszłam do biurka, na którym stał mój wysłużony laptop. Usiadłam na krześle i otworzyłam wiadomość, która była zatytułowana: Propozycja spotkania autorskiego w bibliotece. Kliknęłam dość szybko i zaczęłam czytać. Pytano o wolne terminy i koszt i poinformowano, że moje książki są chętnie wypożyczane.
Ucieszyłam się, że są osoby, które chcą się ze mną spotkać. W końcu autor bez czytelników nie mógł istnieć i odwrotnie. To relacja wymagająca wzajemnego szacunku. Zadaniem autora jest pisać, a czytelnika – czytać. Jeżeli powieść nie przypadnie do gustu, czytelnik nie powinien od razu negować autora, skreślać go po jednej pozycji. Co zatem powinien zrobić? Jak już musi skrytykować, niech będzie to konstruktywna krytyka. Słowa typu: Książka nie podobała mi się, bo nie… nic nie wnoszą. Zupełnie nie rozumiałam takiego podejścia.
Ktoś mógłby się zastanowić, a w sumie być może zdziwić, dlaczego tak mówię. Skoro jestem autorką, to nie powinnam się wypowiadać o recenzjach. Powinnam skupić się na pisaniu książek. Wydaje mi się jednak, że mam prawo do swojego zdania. W szczególności że zanim zaczęłam tworzyć pod swoim nazwiskiem, przez wiele lat byłam recenzentką. To naprawdę świetna praca! Współpracowałam z wieloma wydawnictwami, od których otrzymywałam książki. Musiałam wnikliwie je przeczytać i zwrócić uwagę nie tylko na fabułę, ale również na ukryte przekazy. Szło mi całkiem nieźle – tak przynajmniej twierdzili autorzy, których książki miałam przyjemność przeczytać.
Potrząsnęłam głową, aby wyrzucić niepotrzebne myśli. Teraz musiałam skupić się na propozycji, a nie zastanawiać nad tym, jak inni recenzują książki.
Spotkanie… to brzmiało kusząco. Dawno nie brałam udziału w czymś takim.
Zaczęłam znowu sięgać pamięcią do przeszłości. Ostatni raz spotkałam się z czytelnikami rok temu. Dlaczego tak długo nie jeździłam na spotkania? Zwyczajnie nie pasowały mi terminy, które proponowały biblioteki. Bardzo nie lubiłam odgórnego narzucania terminów. Rozumiałam wspólne ustalanie terminu. Byłam tylko, a może i aż człowiekiem i miałam prawo mieć zaplanowany dzień.
Teraz nie wiedziałam, co zrobić. Z jednej strony chciałam pojechać i spędzić miło czas z osobami, które pragnęły mnie poznać, z drugiej się bałam. Co prawda każde spotkanie to ogrom stresu, ale po takim czasie czułam się, jakbym zaczynała od początku. Niemniej dodatkowa gotówka by mi się przydała. Spotkania autorskie dawały możliwość poznania nowych osób i opowiedzenia o swojej twórczości, a także zarobienia pieniędzy.
Wynagrodzenie z bibliotek trafiało zwykle na moje konto maksymalnie w ciągu dwóch tygodni. Umowy wydawnicze były skonstruowane tak, że na pierwsze wynagrodzenie można było liczyć nawet dopiero po dwóch latach od premiery. I pomyśleć, że autorów uznawano za bogatych ludzi. Oczywiście, byli tacy, którzy mieli znane nazwisko i utrzymywali się z pisania książek, ale ja jeszcze nie dotarłam do tego pułapu. Wciąż musiałam dorabiać na boku, by móc utrzymać siebie i swoje małe mieszkanko. Ale wierzyłam, że kiedyś i ja będę żyła z pisania. Pod warunkiem że odzyskam to, co jakiś czas temu straciłam.
Raz jeszcze przeczytałam mail, który otrzymałam od biblioteki. Naprawdę kusiło mnie, aby odpisać: Tak! Oczywiście! Przyjadę! Ale czy faktycznie tego chciałam? Czy chciałam siedzieć i odpowiadać na pytania, na które być może nie będę znała odpowiedzi? W ciągu pięciu lat byłam na naprawdę wielu takich imprezach, lecz wtedy znałam odpowiedź na każde pytanie. Mój grafik pękał w szwach od zaplanowanych wyjazdów, a głowa była pełna pomysłów. Dziś nie znałam odpowiedzi na wiele pytań albo udawałam, że nie chcę znać.
Stwierdziłam jednak, że zanim podejmę decyzję, powinnam sprawdzić, gdzie ten cały Czaplinek się znajduje. Pierwszy raz słyszałam o takiej miejscowości. Otworzyłam nową zakładkę w przeglądarce i wpisałam nazwę. Dowiedziałam się tylko, że to miasto położone w województwie zachodniopomorskim. Liczba mieszkańców na rok dwa tysiące dwudziesty pierwszy to nieco ponad siedem tysięcy. Nie spodziewałam się zaproszenia od tak małej biblioteki, to znaczy od biblioteki z małej miejscowości. Jeździłam do mniejszych miast i miasteczek, ale one miały co najmniej dziewięć tysięcy mieszkańców. Tu chodziło o małą, kameralną i przytulną wioseczkę. No dobra! Nie wioseczkę, tylko miasteczko.
Czaplinek brzmi intrygująco, prawda?
Przeczytałam, że kilka kilometrów dalej, w Siemczynie, rozpoczął się Potop Szwedzki. To mnie bardzo zaskoczyło, bo szczerze mówiąc, nie miałam o tym zielonego pojęcia. Miejscowość leżała pomiędzy dwoma jeziorami – Drawsko i Czaplino – i dzięki temu była oblegana przez turystów.
To mnie nieco zainteresowało i od razu zapragnęłam się tam znaleźć. Szkoda tylko, że nie będzie mi dane zwiedzić tego miejsca, ale kto wie… może jeszcze kiedyś biblioteka zaprosi mnie do siebie.
Znalazłam też informację, że na dawnym lotnisku Czaplinek-Broczyno właśnie odbywał się Poland Rock Festival, czyli największy festiwal w Europie, i w dodatku darmowy! To było bardzo miłym zaskoczeniem.
Jedyne festiwale, które dotąd znałam, to te w Jarocinie i w Gdyni, a konkretniej na lotnisku w Kosakowie. Mogło wydawać się to dziwne, skoro Poland Rock Festival był taki znany, ale nigdy nie jeździłam na takie imprezy.
Już wiedziałam, że nie mogę odmówić, mimo że czekało mnie ponad trzysta kilometrów drogi. Oczywiście dojazd nie był dla mnie problemem, bo miałam i prawo jazdy, i samochód. Małe autko, ale mnie, samotnej kobiecie, to znaczy singielce, jak to się w dzisiejszych czasach ładnie nazywa, wystarczyło. Ważne, aby było sprawne i dowiozło mnie szczęśliwie do celu.
Nie wiedziałam, co zrobić. Bałam się. Nie ludzi, bo ich uwielbiam, lecz pytań, które mogli zadawać. A w szczególności tego jednego.
Coś jednak odpisać musiałam. Nieodpisanie mogłoby źle o mnie świadczyć. Biblioteka gotowa pomyśleć, że jestem tak zadufana w sobie, iż przyjazd do małej miejscowości to dla mnie jakaś ujma. A wcale tak nie było. Z doświadczenia wiedziałam, że te małe mieściny są najlepsze, jeżeli chodziło o spotkania autorskie. Dlaczego? Ano dlatego, że czytelnicy się znali i nie mieli obaw – udzielali się, zadawali pytania, żartowali. Koleżeńska atmosfera i brak nudy. To dla mnie naprawdę miłe.
W większych miastach na spotkania przychodzili obcy ludzie. Bali się zadać pytanie, bo myśleli, że zostaną wyśmiani bądź ktoś o nich źle pomyśli. Głos wówczas miały dwie osoby – ja oraz prowadzący. Nie twierdziłam, że takie spotkania są złe. One zwyczajnie były inne, mniej swobodne.
Dlatego propozycja biblioteki w Czaplinku bardzo mnie ucieszyła. Czułam, że to może być cudowne spotkanie. Wzięłam dwa większe wdechy i pomyślałam, że niech się dzieje, co chce! Zaczęłam odpisywać. Najpierw podziękowałam za propozycję spotkania, a następnie podałam wolne terminy oraz wysokość honorarium.
Wysłałam.
I wtedy się zaczęło. Myślenie i krytykowanie siebie.
Po co się zgodziłam? Czy ja faktycznie chcę tam jechać? A co, jeżeli wybiorą najwcześniejszy wolny termin, czyli za dwa tygodnie?
Pytania w mojej głowie szalały.
Czy zawsze tak miałam? Nie. Wcześniej jak na skrzydłach leciałam na spotkanie, a teraz… Minęło dziesięć minut od odpisania na wiadomość, a ja miałam ochotę od razu napisać kolejną, że jednak nie pojadę, bo… Tak, musiałabym wymyślić jakiś argument, ale sama nie wiedziałam, czego tak naprawdę chcę! Z jednej strony brakowało mi spotkań z czytelnikami, ale z drugiej bałam się, że nie podołam, że nikt nie przyjdzie na spotkanie. W końcu przez cały rok odmawiałam wizyt w bibliotekach. Miałam wrażenie, że wszyscy o tym wiedzą i teraz nikt się nie zjawi, by zrobić mi na złość.
Moja głowa naprawdę pękała od nadmiaru różnych myśli. W takich momentach byłam sama. Nie miałam mężczyzny u swego boku, nie miałam też przyjaciółki, która pomogłaby uporać się z tymi negatywnymi myślami. Mężczyźni zbyt wiele razy mnie zranili i teraz obawiałam się powtórki z rozrywki.
A koleżanki? Bały się mnie. Może nie mnie, ale tego, co robiłam. Na początku relacje między nami były naprawdę fajne i każda znajomość zapowiadała się na piękną przyjaźń, ale w momencie, gdy dowiadywały się, że piszę książki, nagle przestawały mieć dla mnie czas. Ciągle miały jakieś wymówki odnośnie do tego, że nie mogą się spotkać.
Było mi przykro, i to bardzo. Bo czy ja komuś robiłam krzywdę tym, że piszę? Czy to coś złego, że byłam kreatywna? Przecież one same czytały książki innych autorów i w jakimś stopniu podziwiały ich. Zastanawiałam się, w czym ja jestem gorsza od nich. W tym, że moje książki nie zdobyły statusu bestsellera? Czy może w tym, że moje nazwisko nie było znane w całym kraju, tylko w małej społeczności?
Po czasie rozumiałam, o co tak naprawdę chodziło. Bały się, że to one będą inspiracją do napisania kolejnej historii. Nie chciały, aby ich problemy znalazły się na kartach powieści. Dla mnie było to logiczne, że niczego takiego bym nie zrobiła, ale one najwyraźniej nie potrafiły tego zrozumieć.
Były też takie koleżanki, które zwyczajnie mi zazdrościły, i to ja od nich się odcięłam. Podczas spotkań ciągle mówiły, że ja mam szczęście, bo chyba mam znajomości, skoro moje książki są na półkach w księgarniach. Gdy miałam czas na pisanie, one specjalnie dzwoniły albo przychodziły, by mi przeszkodzić.
Spotkania były męczące i niczego nie wnosiły do mojego życia. A wręcz przeciwnie – zabierały mi ochotę na cokolwiek. Takie osoby to tak zwane wampiry energetyczne. One naprawdę wysysały ze mnie i energię, i pomysły. A ja miałam dość słuchania, że ktoś mi czegoś zazdrości albo że powinnam znaleźć sobie inną pracę, bo przygoda z pisaniem nie trwa wiecznie i być może zaraz skończą mi się pomysły.
Tak! Właśnie takie słowa słyszałam od tych nibykoleżanek. Nie potrafiły wesprzeć, powiedzieć dobrego słowa, już wolałabym, aby nie mówiły nic.
Czy kiedykolwiek przeczytały którąś z moich książek? Oczywiście, że nie! Bo po co? Tłumaczyły się tym, że skoro jestem ich znajomą, to nie mogą oceniać tego, co napisałam. Nie wypadało. Te osoby w żaden sposób nie były dla mnie podporą, dlatego uznałam, że nie potrzebuję ich.
Usłyszałam piknięcie.
Wiadomość.
Spojrzałam na nadawcę.
Biblioteka.
Drżącymi dłońmi kliknęłam i przed moimi oczami ukazała się odpowiedź.
Pani Marcelino,
bardzo dziękujemy za wyrażenie chęci spotkania z czytelnikami. Z podanych przez Panią dat wybraliśmy tę najbliższą, czyli za dwa tygodnie. W następnej wiadomości wyślemy umowę. Podpisze ją Pani na miejscu w naszej bibliotece. Nie możemy się doczekać!
Pozdrawiam
Małgorzata Domańska
Dyrektor Biblioteki w Czaplinku
Jak na złość! Wybrali tę datę, której najbardziej się obawiałam!
Byłam zła na siebie i na to, że w ogóle ją wpisałam. Przecież mogłam napisać, że wolne mam dopiero za miesiąc albo nawet za dwa miesiące. Teraz już nic nie mogłam zrobić. Co prawda żadna umowa mnie nie wiązała, ale rezygnacja postawiłaby mnie w złym świetle.