Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • promocja

Wygraj trzeźwe życie. O uzależnieniu bez ściemy - praktyczny plan wyjścia - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
28 stycznia 2026
3999 pkt
punktów Virtualo

Wygraj trzeźwe życie. O uzależnieniu bez ściemy - praktyczny plan wyjścia - ebook

Wiem, jak trudna potrafi być walka z uzależnieniem. Ponieważ sam przeszedłem tę drogę i od wielu lat pracuję z osobami uzależnionymi, zdaję sobie sprawę, jakie wyzwania możesz napotkać na swojej ścieżce. Wiem też, co możesz zyskać, jeśli je podejmiesz.

Wiele osób uzależnionych, którym pomogłem, znajdowało się kiedyś w tym samym miejscu co ty, a dziś cieszą się dobrym zdrowiem fizycznym i psychicznym, stabilizacją życiową i wartościowymi, wspierającymi relacjami. Wszystko to osiągnęły dzięki trzeźwości.

Ta książka pomoże ci lepiej zrozumieć wewnętrzne mechanizmy stojące za twoim uzależnieniem oraz wskaże skuteczne sposoby ich przezwyciężania. Zamiast szukać wymówek, zyskasz wiedzę i narzędzia, które pomogą ci pokonać nałóg. Sięgnij po nią, jeśli naprawdę pragniesz zmiany. Nie mogę ci obiecać, że ten proces będzie szybki, ale z moim wsparciem stanie się łatwiejszy i skuteczniejszy.

Każdy dzień przynosi szansę na lepsze jutro – to do ciebie należy decyzja, czy postanowisz z niej skorzystać.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Psychologia
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-68516-71-5
Rozmiar pliku: 1,7 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

WPROWADZENIE

Skoro się­gną­łeś po tę książkę, to wiedz, że coś się z tobą dzieje. Praw­do­po­dob­nie już myślisz o zmia­nie albo na przy­kład zaczą­łeś się zasta­na­wiać, czy przy­pad­kiem nie jesteś uza­leż­niony. A może dosta­łeś tę książkę od bli­skiej ci osoby? Pamię­taj, że masz w ręku narzę­dzie, które może ci pomóc wyjść z uza­leż­nie­nia.

Moim celem było stwo­rze­nie instru­mentu, który spraw­dzi się na każ­dym eta­pie pro­cesu two­jego trzeź­wie­nia i będzie cię wspie­rać w twoim nowym, trzeź­wym już życiu. Dzięki tej książce nie tylko masz więk­sze szanse, by wyjść z uza­leż­nie­nia, ale możesz też poukła­dać swoje życie tak, aby nie wró­cić do tego syfu. Jestem prze­ko­nany, że każdy znaj­dzie tutaj coś, co może pomóc mu odna­leźć szczę­ście oraz życiową rów­no­wagę. Jeśli jesteś gotowy na taki wzmac­nia­jący zastrzyk i chętny do dzia­ła­nia, to wyko­rzy­staj moż­li­wość, którą ci daję, zaan­ga­żuj się w czy­ta­nie całym sobą i sprawdź, czy mam rację.

Jeśli zaś nie jesteś na to gotowy, to odłóż tę książkę i wróć do niej dopiero, gdy spad­niesz na swoje dno. Pamię­taj tylko o jed­nym: im dłu­żej cze­kasz, tym mniej życia uda ci się ura­to­wać. Może więc warto się zaan­ga­żo­wać już teraz…WSTĘP

Kim jestem?

Do dzi­siaj pie­lę­gnuję wspo­mnie­nia zwią­zane z upad­kiem na moje wła­sne dno. Kie­dyś nie przy­pusz­cza­łem nawet, że pomoże mi to wyjść z uza­leż­nie­nia, ale dziś już wiem: to jeden z naj­lep­szych spo­so­bów, aby nie wró­cić do picia czy ćpa­nia. Za dużo bólu i cier­pie­nia doświad­czy­łem, kiedy wycho­dzi­łem z tego gówna, żebym miał się znowu w nim zagłę­bić.

Pamię­tam wyraź­nie, jak sie­dzia­łem przez kilka godzin w sza­fie – zaćpany, bez­radny i wystra­szony. Nie potra­fi­łem się powstrzy­mać przed wcią­ga­niem kre­ski za kre­ską. Czu­łem wstręt do samego sie­bie. Scho­wa­łem się tam, ponie­waż myśla­łem, że ktoś mnie szuka i chce mi wyrzą­dzić krzywdę. Szafa dawała namiastkę bez­pie­czeń­stwa.

Te sytu­acje się powta­rzały. Stały się czę­ścią mojego życia. Mia­łem dość i chcia­łem, żeby ten stan już się skoń­czył, ale nie wie­dzia­łem, jak z niego wyjść. Im wię­cej wcią­ga­łem, tym cięż­sze mia­łem para­noje. Nie umia­łem ich odróż­nić od rze­czy­wi­sto­ści. Wie­rzy­łem, że to wszystko dzieje się naprawdę. Byłem prze­ra­żony. Dosze­dłem do tego, że wola­łem umrzeć, niż doświad­czać lęków, ale nie umia­łem ze sobą skoń­czyć. Wbrew pozo­rom zaćpać się wcale nie jest łatwo. Jakie to wszystko popier­do­lone!

Cza­sami świa­do­mość wra­cała do mnie w jakichś dziw­nych sytu­acjach. Któ­re­goś razu obu­dzi­łem się nagi na pod­ło­dze. Byłem spa­ra­li­żo­wany, nie mogłem się ruszyć. Nie wiem, czy wtedy coś mi się stało, czy był to po pro­stu efekt dzia­ła­nia uży­wek. Myśla­łem, że to koniec. Wie­dzia­łem, że jest ze mną bar­dzo źle. W takich sytu­acjach uza­leż­nie­nie bie­rze jed­nak górę. Mia­łem w dupie, czy umrę, czy zostanę spa­ra­li­żo­wany. Chcia­łem tylko się naćpać. Zoba­czy­łem roz­sy­pane na pod­ło­dze kilka gra­mów koka­iny. Nie mia­łem poję­cia, skąd się tam wzięły, ale jak menel doczoł­ga­łem się do towaru. Nie mogłem wtedy ruszać rękoma, więc w zasa­dzie nie wyglą­dało to nawet jak czoł­ga­nie. Powoli, za pomocą nie­zdar­nych ruchów dotar­łem do koksu i wcią­gną­łem kilka razy biały pro­szek. Chwilę póź­niej sta­łem już na nogach i piłem wódkę z gwinta. Kurwa mać, jadę dalej!

Pamię­tam też sytu­ację, gdy zna­la­złem się w lesie i sta­ną­łem przed wybo­rem. Mia­łem już przy­go­to­wany pasek i wybrane drzewo. Chcia­łem popeł­nić samo­bój­stwo. Od pew­nego czasu nie piłem ani nie bra­łem i strasz­nie się męczy­łem. Nie widzia­łem sensu w trzeź­wym życiu, zwłasz­cza po tym, jak uświa­do­mi­łem sobie, do czego dopro­wa­dzi­łem. Zada­łem sobie ostatni raz pyta­nie, po co mam żyć. I wtedy ura­to­wała mnie myśl o mojej sze­ścio­let­niej córce. „Prze­cież jest jesz­cze ona. Nie mogę jej tego zro­bić, ona mnie kocha, a ja ją”. Cho­ciaż nie miesz­ka­li­śmy razem, była, jest i będzie miło­ścią, dla któ­rej warto żyć. „Nie zro­bię tego”, posta­no­wi­łem. Pamię­tam jak dziś, że wtedy, w lesie pod­ją­łem decy­zję, aby wal­czyć o swoje życie. „Dam z sie­bie sto pięć­dzie­siąt pro­cent! Zro­bię to, bo już nie chcę dalej cier­pieć. Chcę w końcu cho­ciaż raz się uśmiech­nąć”, doda­łem w myślach. To był moment prze­ło­mowy w moim życiu.

Kto by się spo­dzie­wał, że zostanę tera­peutą lecze­nia uza­leż­nień i współ­twórcą ośrodka dla osób uza­leż­nio­nych, a także auto­rem książki i współauto­rem dzien­nika dla osób wal­czą­cych z uza­leż­nie­niem! Ni­gdy bym nie pomy­ślał, że tysiące, a nawet miliony osób mie­sięcz­nie będą oglą­dać zamiesz­czane przeze mnie w mediach spo­łecz­no­ścio­wych mate­riały i inspi­ro­wać się moimi prze­my­śle­niami na temat wyj­ścia z uza­leż­nie­nia. Że stwo­rzę wokół sie­bie trzeźwy, szczę­śliwy świat. Nie liczy­łem już na to, że będę szczę­śliwym ojcem i part­ne­rem we wspa­nia­łym, opa­no­wa­nym emo­cjo­nal­nie, trzeź­wym związku, z pla­nem na życie, celami i marze­niami. Nie spo­dzie­wałem się, że odbiję się od mojego dna, że prze­żyję upa­dek, powstanę i zacznę znowu dzia­łać.

W wieku trzy­dzie­stu sied­miu lat stra­ci­łem dosłow­nie wszystko. Cały mają­tek, trzy restau­ra­cje Sub­way, kilka spółek, miesz­ka­nia i kil­ka­dzie­siąt tysięcy metrów kwa­dra­to­wych ziemi. Nie­mal z dnia na dzień z faceta, który odniósł suk­ces biz­ne­sowy, zmie­ni­łem się w bie­daka – z jedną wali­zeczką wylą­do­wa­łem u swo­jej mamy, a przede mną usta­wiła się kolejka komor­ni­ków, wie­rzy­cieli i dile­rów doma­ga­ją­cych się, aby zwró­cił im pie­nią­dze za towar. Do dzi­siaj nie pod­li­czy­łem łącz­nej kwoty, którą stra­ci­łem, ale były to miliony. Na­dal ceruję dziury po swo­ich złych decy­zjach. A wszystko przez jedną rzecz, którą robi­łem sys­te­ma­tycz­nie – przez zaży­wa­nie sub­stan­cji psy­cho­ak­tyw­nych.

Moje finanse były w ruinie, ale stra­ci­łem coś jesz­cze, coś dużo cen­niej­szego – poczu­cie wła­snej war­to­ści. Bez niego nic tak naprawdę nie ma dla nas sensu i nic się nam nie może udać. Nie opa­nu­jemy uza­leż­nie­nia, nie poznamy war­to­ściowej osoby, nie sta­niemy się dobrymi rodzi­cami, nie będziemy szczę­śliwi. Myślę, że wła­śnie poczu­cie wła­snej war­to­ści naj­trud­niej odbu­do­wać, a gdy już podej­miemy tę próbę, to szcze­gól­nie wyma­ga­jące będą początki. Dla­czego? Bo jak trzeź­wie­jemy, to zaczy­namy wyraź­nie dostrze­gać, do czego dopro­wa­dzi­li­śmy, ile stra­ci­li­śmy, ilu ludzi skrzyw­dzi­li­śmy oraz gdzie jeste­śmy. Moja psy­chika tego nie wytrzy­my­wała. Nie mogłem znieść tego, że z cenio­nego przed­się­biorcy sta­łem się alko­ho­li­kiem i nar­ko­ma­nem, żyją­cym z eme­ry­tury swo­jej sie­dem­dzie­się­cio­let­niej wtedy mamy. To było 2500 zło­tych. Mia­łem ogromny żal do sie­bie i było mi wstyd.

Przez pra­wie rok nie wycho­dzi­łem z łóżka. Na moją codzien­ność skła­dały się depre­sja, leki i strach. Nie mogłem na sie­bie patrzeć bez obrzy­dze­nia. Stan upo­je­nia wyda­wał mi się w tam­tym cza­sie lep­szy, bo tępił ból – pozwa­lał osła­bić cier­pie­nie i unik­nąć oglą­da­nia tego całego syfu, w który sam zmie­ni­łem swoje życie. O wiele łatwiej było mi, gdy znaj­do­wa­łem się „pod wpły­wem”, ponie­waż nie przej­mo­wa­łem się tak bar­dzo utratą sza­cunku do samego sie­bie. Pijany tkwi­łem w swoim matrik­sie. Bez alko­holu czu­łem tylko wstyd i obrzy­dze­nie.

Pamię­tam, jak pierw­szy raz wró­ci­łem z samo­dziel­nego wyj­ścia na zakupy, a mama i moja narze­czona Nata­lia zaczęły bić mi brawo. Kla­skały, ponie­waż zdo­ła­łem prze­ła­mać lęk i wstyd przed ludźmi. Wcze­śniej bałem się nawet cho­dzić do sklepu! Za dużo się wyda­rzyło. Para­li­żo­wał mnie strach, że kogoś spo­tkam, że będą się ze mnie śmiać, że nie dam rady i się upiję. Tam­tego dnia też się bałem, ale zgar­biony, w kap­tu­rze, mimo wszystko posta­no­wi­łam się prze­ła­mać i wyjść. Uczy­łem się funk­cjo­no­wa­nia od nowa. Mia­łem pra­wie czter­dziestkę i dosta­łem brawa, że udało mi się kupić bułki w skle­piku. Masa­kra! Tak nisz­czy nas ta cho­roba – psy­chicz­nie i fizycz­nie. Zabiera nam to, co naj­cen­niej­sze, i póź­niej się z nas śmieje.

Dzi­siaj wiem, że pod­ję­cie walki i roz­po­czę­cie pracy nad sobą to była naj­lep­sza decy­zja mojego życia. Odzy­ska­łem kon­trolę nad pra­wie wszyst­kim. Nauczy­łem się żyć na trzeźwo i być szczę­śli­wym. To ostat­nie było dla mnie szcze­gól­nie ważne. Nie chcia­łem być tylko trzeźwy, zale­żało mi też na szczę­ściu. Pra­gną­łem mieć wokół sie­bie faj­nych, war­to­ścio­wych ludzi, rodzinę, i być speł­nio­nym. Czy mi to wyszło? Gdy porów­nam moje życie sprzed kilku lat z tym, jak żyję teraz, mogę powie­dzieć: tak, na pewno. Czy to jest już koniec mojej pracy nad sobą? Oczy­wi­ście, że nie! Chcę być codzien­nie lep­szą wer­sją samego sie­bie.

Prawda o tobie

Prze­czy­taj uważ­nie poniż­szy frag­ment książki _Zmień myśle­nie, a zmie­nisz swoje życie_, którą napi­sał Brain Tracy, i spró­buj ten opis odnieść do sie­bie:

_Jesteś cał­ko­wi­cie dobrym czło­wie­kiem. Zasłu­gu­jesz na wspa­niałe życie, wypeł­nione suk­ce­sem, szczę­ściem, rado­ścią i przy­jem­no­ściami. Masz prawo do uda­nych związ­ków, dosko­na­łego zdro­wia, pracy dają­cej poczu­cie speł­nie­nia i nie­za­leż­no­ści finan­so­wej. To jest twoje prawo należne ci od uro­dze­nia. Twoje życie powinno obfi­to­wać w te rze­czy._

_Jesteś stwo­rzony, żeby odnieść suk­ces, i tak zapro­jek­to­wany, by być z sie­bie dum­nym, mieć wyso­kie poczu­cie wła­snej war­to­ści i sza­cunku do sie­bie. Jesteś wyjąt­kowy; w całej histo­rii ludz­ko­ści ni­gdy nie było nikogo takiego jak ty. Kry­jesz w sobie nie­zwy­kłe, nie­wy­ko­rzy­stane talenty i zdol­no­ści, które_ – _odpo­wied­nio odblo­ko­wane i zasto­so­wane_ – _mogą dać ci wszystko, czego tylko możesz zapra­gnąć._

_Żyjesz w naj­lep­szych cza­sach w histo­rii ludz­ko­ści. Ota­cza cię mnó­stwo moż­li­wo­ści, z któ­rych możesz sko­rzy­stać, żeby speł­nić swoje marze­nia. Jedyne gra­nice okre­śla­jące, kim możesz się stać, czym zaj­mo­wać lub co mieć, to gra­nice, które wyzna­czasz sobie swo­imi wła­snymi myślami. Twoja przy­szłość jest dosłow­nie nie­ogra­ni­czona_¹.

Zobacz! Twoje życie to swego rodzaju arcy­dzieło, które po pro­stu zanie­dba­łeś. Musisz zoba­czyć na trzeźwo, jak ono wygląda, wziąć za nie odpo­wie­dzial­ność i zacząć powo­lutku ukła­dać je na nowo. Dys­po­nu­jesz nie­sa­mo­wi­tymi moż­li­wo­ściami, by zmie­nić swoją codzien­ność. Możesz wresz­cie zacząć z nich korzy­stać – prze­cież życie jest tylko jedno. W dzi­siej­szych cza­sach mamy dostęp do wszyst­kiego, co jest nam potrzebne, żeby speł­niać swoje marze­nia. Możesz wyje­chać, dokąd­kol­wiek chcesz, możesz poznać miłość swo­jego życia, nie wycho­dząc z domu. Tech­no­lo­gia daje ci ogromne moż­li­wo­ści, któ­rych nie wyko­rzy­stu­jesz. Dla­czego? Tak, wiem, przez pie­przoną cho­robę. Zgo­dzisz się więc pew­nie ze mną, że jedyną drogą do zazna­nia wszyst­kiego, o czym pisze Brian Tracy w swo­jej książce, jest zapa­no­wa­nie nad uza­leż­nie­niem. To co, bie­rzesz się do roboty?

Aby zro­bić porzą­dek ze swoim życiem, trzeba wyko­nać jeden pod­sta­wowy krok – odsta­wić używki i wytrzeź­wieć men­tal­nie. Kto tego nie zrobi, będzie dalej krą­żył bez celu i dopro­wa­dzał swoje życie do kata­strofy. Wiem, o czym mówię, bo pijąc i ćpa­jąc, stra­ci­łem wiele lat swo­jego życia. Znowu ci przy­po­mnę: życie masz tylko jedno, więc je sza­nuj. Jedyna rzecz, któ­rej ni­gdy nie odzy­skasz, to czas, a jak dobrze wiesz, nasze uza­leż­nie­nie uwiel­bia go zabie­rać. Nie wiem, czy i tobie rok za rokiem ucie­kał dotych­czas jak rakieta Elona Muska. Uza­leż­nieni bar­dzo czę­sto tego doświad­czają. Czas im pędzi, a oni nic z tego nie pamię­tają. Tracą wła­sne życie. Więc weź się, kurwa, w końcu w garść, prze­czy­taj tę książkę i zrób to, co jest w niej napi­sane. Prze­stań się nad sobą uża­lać i poświęć kilka lat swo­jego życia na coś poży­tecz­nego, bądź trzeźwy i szczę­śliwy.

Tak, ty też możesz być szczę­śliwy. Żeby jed­nak tak się stało, musisz wdro­żyć to, co ci prze­ka­zuję. Musisz zro­bić wszystko, co moż­liwe, żeby posprzą­tać bała­gan, który cię ota­cza. Całe swoje życie pra­co­wa­łeś na stan, w któ­rym się obec­nie znaj­du­jesz. Po two­jej bitwie z życiem pozo­stał bur­del. Czas wziąć się do roboty i, krok po kroku, w końcu wszystko ogar­nąć.

To ty decydujesz

Wszystko zależy od cie­bie. Tak, wiem, zaraz mi powiesz: „Nie mia­łem wpływu na śmierć mojej żony/ na to, że zosta­łem zwol­niony z pracy/ na roz­wód/ na wypa­dek samo­cho­dowy, z powodu któ­rego muszę teraz jeź­dzić na wózku”. Zga­dzam się, na pewne rze­czy nie mamy wpływu, ale mamy wpływ na to, co z nimi dalej zro­bimy. Wiem, co zna­czy śmierć bli­skiej osoby. Gdy mia­łem dzie­sięć lat, zmarł mój ojciec. To odci­snęło piętno na moim dzie­ciń­stwie i mło­do­ści. Przez długi czas żyłem w cie­niu tej śmierci. Dzi­siaj jed­nak radzę sobie ze skut­kami tego, co się wtedy stało, a z ojcem, moim naj­lep­szym przy­ja­cie­lem, roz­ma­wiam bar­dzo czę­sto w naszym ulu­bio­nym miej­scu: na cmen­ta­rzu.

Są też rze­czy, do któ­rych sami się przy­czy­niamy. Zwol­nili cię z roboty? Nikt cię nie zwolni, jeżeli robiąc to, co lubisz, anga­żu­jesz się w pracę – no, chyba że firma się zamyka. Żona wysłała papiery roz­wo­dowe? Może to sku­tek two­jego chla­nia i ćpa­nia i miała w końcu dość? Taki sce­na­riusz jest bar­dzo praw­do­po­dobny. A może twoja żona była dla cie­bie tok­syczna i dobrze, że jeste­ście osobno? W takim razie łatwiej będzie ci wyjść z uza­leż­nie­nia, nikt nie będzie cię wkur­wiał. „Prze­cież jeż­dżę na wózku, życie jest nie­spra­wie­dliwe…” – OK, rozu­miem i nikomu nie życzę takich trud­no­ści, ale może czas zacząć sza­no­wać to, co masz? Jeź­dzisz na wózku, ale wyjdź z uza­leż­nie­nia, upra­wiaj sport, bo to możesz robić mimo ogra­ni­czeń, i bądź przy­kła­dem dla innych uza­leż­nio­nych alko­ho­li­ków czy nar­ko­ma­nów, że w każ­dej sytu­acji można się ogar­nąć. Jest mnó­stwo osób z nie­peł­no­spraw­no­ścią, które mogą potrze­bo­wać takiego men­tora jak ty. Tylko pamię­taj: naj­pierw ogar­nij sie­bie, a potem możesz poma­gać innym.

Wiem dokład­nie, co czu­jesz, przy­ja­cielu. Pisa­łem już wcze­śniej, że stra­ci­łem kilka spółek. Kilka, rozu­miesz? Takich, które zara­biały. Stra­ci­łem też nie­ru­cho­mo­ści, a mie­siąc przed ślu­bem roz­sta­łem się z narze­czoną. Stra­ci­łem wszystko, a teraz jestem szczę­śliwy. Dla­czego? Bo wysze­dłem z matriksa. Codzien­nie pra­cuję nad swoim życiem i oczy­wi­ście jestem cią­gle uważny w uza­leż­nie­niu. Mam więk­szą pokorę, dbam o sie­bie i o swoją prze­strzeń. Dzięki cho­ro­bie zaczą­łem się roz­wi­jać i w końcu myśleć o przy­szło­ści. Wresz­cie zaczą­łem o sie­bie dbać.

Ty też możesz to wszystko poukła­dać i napra­wić, ale pod jed­nym warun­kiem: naj­pierw musisz być trzeźwy fizycz­nie i men­tal­nie. Nie będzie łatwo, ale na pewno będzie warto.

Jest jedna bar­dzo ważna zasada trzeź­wo­ści:

Ni­gdy, ale to ni­gdy się nie pod­da­waj. Ucz się na błę­dach i nie popeł­niaj ich znowu, wycią­gaj wnio­ski, a będzie dobrze.

Możesz to zrobić także dla swoich dzieci

Czy masz dziecko? Jeśli tak, to co chcesz mu dać? Wiesz, że uza­leż­nie­nia prze­cho­dzą z poko­le­nia na poko­le­nie? Dziecko rodzi się z nie­za­pi­sa­nym dys­kiem, ale bar­dzo szybko go zapeł­nia. To my, rodzice, jeste­śmy odpo­wie­dzialni za to, w jakie zasoby będzie wypo­sa­żone. Pamię­taj, że jeśli twoje dziecko widzi cię pija­nego, naćpa­nego, agre­syw­nego, to bar­dzo czę­sto zapi­suje na swoim dysku wła­śnie to. Pomyśl o tym. Pomyśl, co robisz innym, przy­cho­dząc do domu „pod wpły­wem”. Wiem, że czę­sto trudno to zoba­czyć, kiedy samemu się cierpi, ale skoro czy­tasz tę książkę, to mam nadzieję, że otwo­rzysz oczy. Może uświa­do­misz sobie, jak uza­leż­nie­nie wpływa na miło­ści two­jego życia. Los naszych dzieci w dużej mie­rze zależy od nas, doro­słych.

Możesz teraz zde­cy­do­wać, że będziesz ostat­nią osobą w rodzi­nie, która doświad­czy nega­tyw­nego wpływu cho­roby. To ty wybie­rasz, jakie war­to­ści prze­ka­żesz kolej­nemu poko­le­niu. To ty możesz się zmie­nić i poka­zać swoim dzie­ciom, że da się żyć bez alko­holu czy nar­ko­ty­ków. Mnie się to udało. Nie piję i nie ćpam. Sta­ram się za to spę­dzać z córką dużo war­to­ściowego czasu, bo wiem, że tym, czego naj­bar­dziej potrze­bują nasze dzieci, są zaan­ga­żo­wa­nie i uwaga rodzi­ców. Kiedy ostatni raz powie­dzia­łeś swoim dzie­ciom, że je kochasz? Kiedy wyłą­czy­łeś komórkę i spę­dzi­łeś z nimi cały week­end? Czy co wie­czór sia­dasz z dzie­cia­kami na chwilkę poga­dać? Czy alko­hol albo nar­ko­tyki nie są waż­niej­sze? „Należy mi się po pracy, zasłu­ży­łem na to” – nie mówisz sobie tak cza­sem? Za każ­dym razem, jak będziesz się­gać po używki, pomyśl o swo­ich dzie­ciach, że one się od cie­bie tego uczą.

Kie­dyś w pew­nym ośrodku socjo­te­ra­peu­tycz­nym dla mło­dzieży szes­na­sto­let­nia dziew­czyna powie­działa mi: „Jestem w takim momen­cie mojego życia, że zasta­na­wiam się, czy żyć, czy się zabić”. Miała mnó­stwo blizn, była już cała pocięta… Wiesz dla­czego? Bo w jej domu źle się działo. Bo były tam używki, a jak one, to i agre­sja. Zasta­nów się nad tym i zacznij dzia­łać! Prze­cież twoje dzieci powinny mieć dobre dzie­ciń­stwo, powinny się bawić, cie­szyć życiem, a nie cier­pieć z two­jego powodu. Więk­szość dzie­cia­ków wycho­wy­wa­nych przez uza­leż­nio­nych rodzi­ców też z cza­sem zaczyna ucie­kać w uza­leż­nie­nia. Chcesz tego? Może świa­do­mość wpływu na wła­sne dziecko pomoże ci zdo­być odpo­wied­nią moty­wa­cję do trzeź­wego życia?

Dla mnie córka była jed­nym z głów­nych moty­wa­to­rów do odsta­wie­nia uży­wek i za to jej będę dzię­ko­wać do końca życia. Nie chcia­łem, żeby widziała ojca, który się zagu­bił. Nie chcia­łem, żeby miała tatę, który nie może jej prze­ka­zać niczego poza uza­leż­nie­niem. Chcia­łem dać jej pozy­tywne war­to­ści. Ty też możesz spra­wić, żeby twoje dziecko było szczę­śliwe. Możesz odwró­cić wiele nega­tyw­nych kon­se­kwen­cji swo­jego nałogu, ale musisz zacząć od sie­bie. Możesz wybrać cał­ko­witą abs­ty­nen­cję i uzdro­wić funk­cjo­no­wa­nie swo­jej rodziny. Możesz zro­bić to dla sie­bie i swo­ich bli­skich. A jeśli jesz­cze nie­stety nie jesteś gotowy, żeby pod­jąć wysi­łek, to zostaw swoją rodzinę i niech cho­ciaż oni zaczną żyć nor­mal­nie. Zmień się albo idź się zapić w miej­scu, w któ­rym naj­bliżsi nie będą musieli cię oglą­dać.

Wie­rzę jed­nak, że jeśli masz dzieci, to chciał­byś je zapro­gra­mo­wać na życie wolne od uży­wek. Pokaż więc swo­jemu dziecku, że da się żyć na trzeźwo, a przy tym szczę­śli­wie. W końcu dzieci naj­le­piej uczą się od nas przez obser­wa­cję. Przy­glą­dają się temu, jak się zacho­wu­jemy, a potem nas kopiują. To co, chcesz być kimś, kogo warto sko­pio­wać?

A teraz usiądź wygod­nie, bo mam ci dużo do powie­dze­nia. Na pod­sta­wie moich doświad­czeń oraz doświad­czeń osób, któ­rym pomo­głem wyjść z uza­leż­nie­nia, wiem, że jesteś w sta­nie odmie­nić swoje życie. Prze­czy­taj uważ­nie to, co ci prze­ka­zuję w tej książce, zrób notatki i naj­waż­niej­sze: wpro­wa­dzaj wie­dzę w życie. Po co masz wymy­ślać koło od początku? Po co masz wyty­czać w dżun­gli drogę maczetą? Ścieżka już tam jest. Wystar­czy nią podą­żać. W ten spo­sób szyb­ciej i efek­tyw­niej osią­gniesz swoją trzeź­wość.

Po co czytasz tę książkę i co w niej znajdziesz?

Tak jak napi­sa­łem na początku – jeżeli sam kupi­łeś tę książkę lub ktoś ci ją spre­zen­to­wał, to zna­czy, że w twoim życiu praw­do­po­dob­nie dzieje się coś nie­po­ko­ją­cego. Może spa­dasz na swoje dno lub już na nim jesteś? Może ktoś się o cie­bie mar­twi? Zresztą naj­waż­niej­sze jest nie to, w jakiej dokład­nie sytu­acji się znaj­du­jesz, tylko co możesz ze swoim życiem zro­bić.

Jak możesz zare­ago­wać na to, co prze­czy­tasz na kolej­nych stro­nach?

- Możesz cisnąć tę książkę w kąt, ponie­waż boisz się prawdy o tym, w jak głę­bo­kiej dupie się znaj­du­jesz.
- Możesz jej nie prze­czy­tać, ponie­waż ktoś ci ją kupił, a ty nie pod­ją­łeś decy­zji, że chcesz żyć na trzeźwo, i na ten moment masz to w dupie.
- Możesz, czy­ta­jąc tę książkę, zadzwo­nić do dilera lub pobiec do sklepu, żeby się naje­bać.
- Możesz pła­kać, prze­pra­szać bli­skich, mogą ci puścić nerwy.
- Możesz pójść na tera­pię, ponie­waż dostrze­żesz w niej sens i uznasz, że skoro ja dałem radę oraz skoro radę dało wiele osób, o któ­rych tutaj piszę, to ty też możesz.
- Możesz być wdzięczny, że prze­czy­ta­łeś tę książkę i zasto­so­wa­łeś wie­dzę, która ura­to­wała ci życie.

Co zro­bisz? W jakim kie­runku pój­dziesz? Jeśli nie chcesz dowie­dzieć się prawdy o sobie i nie jesteś gotowy na zmianę, to pew­nie musisz naj­pierw obu­dzić się w swo­jej „sza­fie”, pier­dol­nąć o zie­mię, spaść na swoje dno. Dopiero wtedy coś może się zmie­nić. Każdy ma swoje dno. Gdzie jest twoje – nie wiem. Nawet ty sam się tego nie dowiesz, dopóki się na nim nie znaj­dziesz. Wiem tylko, że chwila, w któ­rej pozna­łem swoje dno, była naj­gor­szym momen­tem w moim życiu.

Jeśli nie chcesz zmie­nić swo­jego życia, to nawet nie zagłę­biaj się w lek­tu­rze, ponie­waż ona może wywró­cić do góry nogami twoje myśle­nie na temat uza­leż­nie­nia i uży­wek. Odbie­rze ci kom­fort picia, ćpa­nia czy gra­nia. Da ci też wie­dzę i spo­soby, jak doko­nać życio­wej zmiany i być szczę­śli­wym. Po prze­czy­ta­niu tej książki jedyną prze­szkodą, aby zacząć dzia­łać, możesz być ty sam. Tylko my sami mamy wpływ na swoje myśli i na to, co robimy. Nasza cho­roba nie­stety nie pomaga w odzy­ski­wa­niu spraw­czo­ści. Ona uwiel­bia ludzi sła­bych emo­cjo­nal­nie. Sła­bość zapew­nia jej ide­alne pod­łoże do roz­woju.

Ile ja bym dał, żeby dzie­sięć, pięt­na­ście lat temu ktoś pod­su­nął mi do prze­czy­ta­nia to, co teraz piszę dla cie­bie. Ile ja bym dał, żeby spo­tkać na dro­dze do trzeź­wego życia takiego dru­giego Kry­stiana… Trzy­masz w ręku narzę­dzie, które może ura­to­wać twoje życie, więc wyko­rzy­staj tę szansę i podejdź do uza­leż­nie­nia jak do każ­dej innej cho­roby. Tak jak­byś miał raka i dostał lek na niego. Po pro­stu poświęć kilka godzin swo­jego popier­do­lo­nego życia i prze­czy­taj to, co dla cie­bie napi­sa­łem, a potem zrób, co będziesz chciał. Na to już nie mam wpływu.

Skon­den­so­wa­łem w tej książce całą wie­dzę potrzebną do tego, abyś mógł krok po kroku zro­zu­mieć, o co tak naprawdę cho­dzi w naszej cho­ro­bie i jak ją leczyć. Napi­sa­łem ten tekst na pod­sta­wie mojego ponad­dwu­dzie­sto­let­niego doświad­cze­nia zwią­za­nego z uza­leż­nie­niem oraz wie­dzy, jaką zdo­by­łem, pro­wa­dząc tera­pię. Wiele osób, które zaufały mi jako tera­peu­cie, dziś jest żywym dowo­dem na to, że metody, które prze­ka­zuję, dzia­łają. Dzieje się tak pod jed­nym warun­kiem: trzeba je zasto­so­wać. Ja mogę ci pomóc men­tal­nie – mogę poka­zać ci nowy styl codzien­nego funk­cjo­no­wa­nia, zaopa­trzyć cię w nie­zbędne narzę­dzia oraz zmo­ty­wo­wać do ich wdro­że­nia – ale to ty musisz ruszyć swój śliczny tyłe­czek i zro­bić raz, a kon­kret­nie porzą­dek ze swoim życiem. Im więk­szy jest w nim bała­gan, tym dłu­żej będzie to trwało i wię­cej ener­gii cię kosz­to­wało. Dla­tego potrze­bu­jesz pomocy osób trze­cich. Dzięki nim będzie ci łatwiej poko­ny­wać tę drogę.

Począ­tek zmiany w życiu bar­dzo boli, zwłasz­cza gdy w grę wcho­dzi ta cho­roba. Nie będę ci sło­dził, że jest to łatwe, bo nie jest. Będziesz musiał dać z sie­bie 150 pro­cent, ale pamię­taj, że warto.

Zwróć uwagę, że wszystko, co znaj­dziesz w tej książce, jest poparte nie tylko teo­rią, ale i prak­tyką. Każdy sys­tem, spo­sób, narzę­dzie, o któ­rym piszę, spraw­dzi­łem na sobie i innych.

Dowiesz się ode mnie:

- jakie są etapy roz­woju uza­leż­nie­nia i jak powstało uza­leż­nie­nie w twoim życiu;
- jakie są rodzaje uza­leż­nień;
- dla­czego uza­leż­nie­nie jest tak nie­bez­pieczne;
- jak wyjść z uza­leż­nie­nia i jak brzmią trzy zasady trzeź­wo­ści;
- co naj­le­piej dzia­łało na mnie i na innych;
- dla­czego tak trudno jest zacząć znowu kon­tro­lo­wać swoje życie;
- o róż­nych narzę­dziach, które uła­twią ci prze­ję­cie kon­troli nad wła­snym życiem;
- co robić po zaprze­sta­niu picia, ćpa­nia, gra­nia;
- na co zwra­cać uwagę i co może być dla cie­bie nie­bez­pieczne w począt­ko­wych mie­sią­cach;
- ile czasu będziesz trzeź­wieć i co naj­le­piej wtedy robić;
- jak zbu­do­wać pew­ność sie­bie;
- co mówić innym o two­jej cho­ro­bie;
- jak napra­wić swoje rela­cje i jak zbu­do­wać sieć wspar­cia;
- jak odróż­nić tok­syczne rela­cje od zdro­wych;
- jak się moty­wo­wać do trzeź­wego życia;
- dla­czego trzeba być ego­istą;

i wiele innych…

Wpro­wadź zatem zmiany, przy­ja­cielu lub przy­ja­ciółko, i sys­te­ma­tycz­nie sto­suj zasady trzeź­wo­ści. Pamię­taj, że to od cie­bie zależy, czy to jest ten wła­ściwy moment na zmianę, na życie w trzeź­wo­ści i szczę­ściu. Jed­nak nie zapo­mi­naj też, że pro­ces, w który wcho­dzisz, nie będzie trwał krótko. Na swój obecny stan pra­co­wa­łeś latami, więc teraz na naprawę rów­nież potrze­bu­jesz kilku lat. Tyle że czas i tak leci, a im dłu­żej będziesz cze­kać, tym będzie gorzej.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij