-
promocja
Wygraj trzeźwe życie. O uzależnieniu bez ściemy - praktyczny plan wyjścia - ebook
Wygraj trzeźwe życie. O uzależnieniu bez ściemy - praktyczny plan wyjścia - ebook
Wiem, jak trudna potrafi być walka z uzależnieniem. Ponieważ sam przeszedłem tę drogę i od wielu lat pracuję z osobami uzależnionymi, zdaję sobie sprawę, jakie wyzwania możesz napotkać na swojej ścieżce. Wiem też, co możesz zyskać, jeśli je podejmiesz.
Wiele osób uzależnionych, którym pomogłem, znajdowało się kiedyś w tym samym miejscu co ty, a dziś cieszą się dobrym zdrowiem fizycznym i psychicznym, stabilizacją życiową i wartościowymi, wspierającymi relacjami. Wszystko to osiągnęły dzięki trzeźwości.
Ta książka pomoże ci lepiej zrozumieć wewnętrzne mechanizmy stojące za twoim uzależnieniem oraz wskaże skuteczne sposoby ich przezwyciężania. Zamiast szukać wymówek, zyskasz wiedzę i narzędzia, które pomogą ci pokonać nałóg. Sięgnij po nią, jeśli naprawdę pragniesz zmiany. Nie mogę ci obiecać, że ten proces będzie szybki, ale z moim wsparciem stanie się łatwiejszy i skuteczniejszy.
Każdy dzień przynosi szansę na lepsze jutro – to do ciebie należy decyzja, czy postanowisz z niej skorzystać.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Psychologia |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68516-71-5 |
| Rozmiar pliku: | 1,7 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Skoro sięgnąłeś po tę książkę, to wiedz, że coś się z tobą dzieje. Prawdopodobnie już myślisz o zmianie albo na przykład zacząłeś się zastanawiać, czy przypadkiem nie jesteś uzależniony. A może dostałeś tę książkę od bliskiej ci osoby? Pamiętaj, że masz w ręku narzędzie, które może ci pomóc wyjść z uzależnienia.
Moim celem było stworzenie instrumentu, który sprawdzi się na każdym etapie procesu twojego trzeźwienia i będzie cię wspierać w twoim nowym, trzeźwym już życiu. Dzięki tej książce nie tylko masz większe szanse, by wyjść z uzależnienia, ale możesz też poukładać swoje życie tak, aby nie wrócić do tego syfu. Jestem przekonany, że każdy znajdzie tutaj coś, co może pomóc mu odnaleźć szczęście oraz życiową równowagę. Jeśli jesteś gotowy na taki wzmacniający zastrzyk i chętny do działania, to wykorzystaj możliwość, którą ci daję, zaangażuj się w czytanie całym sobą i sprawdź, czy mam rację.
Jeśli zaś nie jesteś na to gotowy, to odłóż tę książkę i wróć do niej dopiero, gdy spadniesz na swoje dno. Pamiętaj tylko o jednym: im dłużej czekasz, tym mniej życia uda ci się uratować. Może więc warto się zaangażować już teraz…WSTĘP
Kim jestem?
Do dzisiaj pielęgnuję wspomnienia związane z upadkiem na moje własne dno. Kiedyś nie przypuszczałem nawet, że pomoże mi to wyjść z uzależnienia, ale dziś już wiem: to jeden z najlepszych sposobów, aby nie wrócić do picia czy ćpania. Za dużo bólu i cierpienia doświadczyłem, kiedy wychodziłem z tego gówna, żebym miał się znowu w nim zagłębić.
Pamiętam wyraźnie, jak siedziałem przez kilka godzin w szafie – zaćpany, bezradny i wystraszony. Nie potrafiłem się powstrzymać przed wciąganiem kreski za kreską. Czułem wstręt do samego siebie. Schowałem się tam, ponieważ myślałem, że ktoś mnie szuka i chce mi wyrządzić krzywdę. Szafa dawała namiastkę bezpieczeństwa.
Te sytuacje się powtarzały. Stały się częścią mojego życia. Miałem dość i chciałem, żeby ten stan już się skończył, ale nie wiedziałem, jak z niego wyjść. Im więcej wciągałem, tym cięższe miałem paranoje. Nie umiałem ich odróżnić od rzeczywistości. Wierzyłem, że to wszystko dzieje się naprawdę. Byłem przerażony. Doszedłem do tego, że wolałem umrzeć, niż doświadczać lęków, ale nie umiałem ze sobą skończyć. Wbrew pozorom zaćpać się wcale nie jest łatwo. Jakie to wszystko popierdolone!
Czasami świadomość wracała do mnie w jakichś dziwnych sytuacjach. Któregoś razu obudziłem się nagi na podłodze. Byłem sparaliżowany, nie mogłem się ruszyć. Nie wiem, czy wtedy coś mi się stało, czy był to po prostu efekt działania używek. Myślałem, że to koniec. Wiedziałem, że jest ze mną bardzo źle. W takich sytuacjach uzależnienie bierze jednak górę. Miałem w dupie, czy umrę, czy zostanę sparaliżowany. Chciałem tylko się naćpać. Zobaczyłem rozsypane na podłodze kilka gramów kokainy. Nie miałem pojęcia, skąd się tam wzięły, ale jak menel doczołgałem się do towaru. Nie mogłem wtedy ruszać rękoma, więc w zasadzie nie wyglądało to nawet jak czołganie. Powoli, za pomocą niezdarnych ruchów dotarłem do koksu i wciągnąłem kilka razy biały proszek. Chwilę później stałem już na nogach i piłem wódkę z gwinta. Kurwa mać, jadę dalej!
Pamiętam też sytuację, gdy znalazłem się w lesie i stanąłem przed wyborem. Miałem już przygotowany pasek i wybrane drzewo. Chciałem popełnić samobójstwo. Od pewnego czasu nie piłem ani nie brałem i strasznie się męczyłem. Nie widziałem sensu w trzeźwym życiu, zwłaszcza po tym, jak uświadomiłem sobie, do czego doprowadziłem. Zadałem sobie ostatni raz pytanie, po co mam żyć. I wtedy uratowała mnie myśl o mojej sześcioletniej córce. „Przecież jest jeszcze ona. Nie mogę jej tego zrobić, ona mnie kocha, a ja ją”. Chociaż nie mieszkaliśmy razem, była, jest i będzie miłością, dla której warto żyć. „Nie zrobię tego”, postanowiłem. Pamiętam jak dziś, że wtedy, w lesie podjąłem decyzję, aby walczyć o swoje życie. „Dam z siebie sto pięćdziesiąt procent! Zrobię to, bo już nie chcę dalej cierpieć. Chcę w końcu chociaż raz się uśmiechnąć”, dodałem w myślach. To był moment przełomowy w moim życiu.
Kto by się spodziewał, że zostanę terapeutą leczenia uzależnień i współtwórcą ośrodka dla osób uzależnionych, a także autorem książki i współautorem dziennika dla osób walczących z uzależnieniem! Nigdy bym nie pomyślał, że tysiące, a nawet miliony osób miesięcznie będą oglądać zamieszczane przeze mnie w mediach społecznościowych materiały i inspirować się moimi przemyśleniami na temat wyjścia z uzależnienia. Że stworzę wokół siebie trzeźwy, szczęśliwy świat. Nie liczyłem już na to, że będę szczęśliwym ojcem i partnerem we wspaniałym, opanowanym emocjonalnie, trzeźwym związku, z planem na życie, celami i marzeniami. Nie spodziewałem się, że odbiję się od mojego dna, że przeżyję upadek, powstanę i zacznę znowu działać.
W wieku trzydziestu siedmiu lat straciłem dosłownie wszystko. Cały majątek, trzy restauracje Subway, kilka spółek, mieszkania i kilkadziesiąt tysięcy metrów kwadratowych ziemi. Niemal z dnia na dzień z faceta, który odniósł sukces biznesowy, zmieniłem się w biedaka – z jedną walizeczką wylądowałem u swojej mamy, a przede mną ustawiła się kolejka komorników, wierzycieli i dilerów domagających się, aby zwrócił im pieniądze za towar. Do dzisiaj nie podliczyłem łącznej kwoty, którą straciłem, ale były to miliony. Nadal ceruję dziury po swoich złych decyzjach. A wszystko przez jedną rzecz, którą robiłem systematycznie – przez zażywanie substancji psychoaktywnych.
Moje finanse były w ruinie, ale straciłem coś jeszcze, coś dużo cenniejszego – poczucie własnej wartości. Bez niego nic tak naprawdę nie ma dla nas sensu i nic się nam nie może udać. Nie opanujemy uzależnienia, nie poznamy wartościowej osoby, nie staniemy się dobrymi rodzicami, nie będziemy szczęśliwi. Myślę, że właśnie poczucie własnej wartości najtrudniej odbudować, a gdy już podejmiemy tę próbę, to szczególnie wymagające będą początki. Dlaczego? Bo jak trzeźwiejemy, to zaczynamy wyraźnie dostrzegać, do czego doprowadziliśmy, ile straciliśmy, ilu ludzi skrzywdziliśmy oraz gdzie jesteśmy. Moja psychika tego nie wytrzymywała. Nie mogłem znieść tego, że z cenionego przedsiębiorcy stałem się alkoholikiem i narkomanem, żyjącym z emerytury swojej siedemdziesięcioletniej wtedy mamy. To było 2500 złotych. Miałem ogromny żal do siebie i było mi wstyd.
Przez prawie rok nie wychodziłem z łóżka. Na moją codzienność składały się depresja, leki i strach. Nie mogłem na siebie patrzeć bez obrzydzenia. Stan upojenia wydawał mi się w tamtym czasie lepszy, bo tępił ból – pozwalał osłabić cierpienie i uniknąć oglądania tego całego syfu, w który sam zmieniłem swoje życie. O wiele łatwiej było mi, gdy znajdowałem się „pod wpływem”, ponieważ nie przejmowałem się tak bardzo utratą szacunku do samego siebie. Pijany tkwiłem w swoim matriksie. Bez alkoholu czułem tylko wstyd i obrzydzenie.
Pamiętam, jak pierwszy raz wróciłem z samodzielnego wyjścia na zakupy, a mama i moja narzeczona Natalia zaczęły bić mi brawo. Klaskały, ponieważ zdołałem przełamać lęk i wstyd przed ludźmi. Wcześniej bałem się nawet chodzić do sklepu! Za dużo się wydarzyło. Paraliżował mnie strach, że kogoś spotkam, że będą się ze mnie śmiać, że nie dam rady i się upiję. Tamtego dnia też się bałem, ale zgarbiony, w kapturze, mimo wszystko postanowiłam się przełamać i wyjść. Uczyłem się funkcjonowania od nowa. Miałem prawie czterdziestkę i dostałem brawa, że udało mi się kupić bułki w sklepiku. Masakra! Tak niszczy nas ta choroba – psychicznie i fizycznie. Zabiera nam to, co najcenniejsze, i później się z nas śmieje.
Dzisiaj wiem, że podjęcie walki i rozpoczęcie pracy nad sobą to była najlepsza decyzja mojego życia. Odzyskałem kontrolę nad prawie wszystkim. Nauczyłem się żyć na trzeźwo i być szczęśliwym. To ostatnie było dla mnie szczególnie ważne. Nie chciałem być tylko trzeźwy, zależało mi też na szczęściu. Pragnąłem mieć wokół siebie fajnych, wartościowych ludzi, rodzinę, i być spełnionym. Czy mi to wyszło? Gdy porównam moje życie sprzed kilku lat z tym, jak żyję teraz, mogę powiedzieć: tak, na pewno. Czy to jest już koniec mojej pracy nad sobą? Oczywiście, że nie! Chcę być codziennie lepszą wersją samego siebie.
Prawda o tobie
Przeczytaj uważnie poniższy fragment książki _Zmień myślenie, a zmienisz swoje życie_, którą napisał Brain Tracy, i spróbuj ten opis odnieść do siebie:
_Jesteś całkowicie dobrym człowiekiem. Zasługujesz na wspaniałe życie, wypełnione sukcesem, szczęściem, radością i przyjemnościami. Masz prawo do udanych związków, doskonałego zdrowia, pracy dającej poczucie spełnienia i niezależności finansowej. To jest twoje prawo należne ci od urodzenia. Twoje życie powinno obfitować w te rzeczy._
_Jesteś stworzony, żeby odnieść sukces, i tak zaprojektowany, by być z siebie dumnym, mieć wysokie poczucie własnej wartości i szacunku do siebie. Jesteś wyjątkowy; w całej historii ludzkości nigdy nie było nikogo takiego jak ty. Kryjesz w sobie niezwykłe, niewykorzystane talenty i zdolności, które_ – _odpowiednio odblokowane i zastosowane_ – _mogą dać ci wszystko, czego tylko możesz zapragnąć._
_Żyjesz w najlepszych czasach w historii ludzkości. Otacza cię mnóstwo możliwości, z których możesz skorzystać, żeby spełnić swoje marzenia. Jedyne granice określające, kim możesz się stać, czym zajmować lub co mieć, to granice, które wyznaczasz sobie swoimi własnymi myślami. Twoja przyszłość jest dosłownie nieograniczona_¹.
Zobacz! Twoje życie to swego rodzaju arcydzieło, które po prostu zaniedbałeś. Musisz zobaczyć na trzeźwo, jak ono wygląda, wziąć za nie odpowiedzialność i zacząć powolutku układać je na nowo. Dysponujesz niesamowitymi możliwościami, by zmienić swoją codzienność. Możesz wreszcie zacząć z nich korzystać – przecież życie jest tylko jedno. W dzisiejszych czasach mamy dostęp do wszystkiego, co jest nam potrzebne, żeby spełniać swoje marzenia. Możesz wyjechać, dokądkolwiek chcesz, możesz poznać miłość swojego życia, nie wychodząc z domu. Technologia daje ci ogromne możliwości, których nie wykorzystujesz. Dlaczego? Tak, wiem, przez pieprzoną chorobę. Zgodzisz się więc pewnie ze mną, że jedyną drogą do zaznania wszystkiego, o czym pisze Brian Tracy w swojej książce, jest zapanowanie nad uzależnieniem. To co, bierzesz się do roboty?
Aby zrobić porządek ze swoim życiem, trzeba wykonać jeden podstawowy krok – odstawić używki i wytrzeźwieć mentalnie. Kto tego nie zrobi, będzie dalej krążył bez celu i doprowadzał swoje życie do katastrofy. Wiem, o czym mówię, bo pijąc i ćpając, straciłem wiele lat swojego życia. Znowu ci przypomnę: życie masz tylko jedno, więc je szanuj. Jedyna rzecz, której nigdy nie odzyskasz, to czas, a jak dobrze wiesz, nasze uzależnienie uwielbia go zabierać. Nie wiem, czy i tobie rok za rokiem uciekał dotychczas jak rakieta Elona Muska. Uzależnieni bardzo często tego doświadczają. Czas im pędzi, a oni nic z tego nie pamiętają. Tracą własne życie. Więc weź się, kurwa, w końcu w garść, przeczytaj tę książkę i zrób to, co jest w niej napisane. Przestań się nad sobą użalać i poświęć kilka lat swojego życia na coś pożytecznego, bądź trzeźwy i szczęśliwy.
Tak, ty też możesz być szczęśliwy. Żeby jednak tak się stało, musisz wdrożyć to, co ci przekazuję. Musisz zrobić wszystko, co możliwe, żeby posprzątać bałagan, który cię otacza. Całe swoje życie pracowałeś na stan, w którym się obecnie znajdujesz. Po twojej bitwie z życiem pozostał burdel. Czas wziąć się do roboty i, krok po kroku, w końcu wszystko ogarnąć.
To ty decydujesz
Wszystko zależy od ciebie. Tak, wiem, zaraz mi powiesz: „Nie miałem wpływu na śmierć mojej żony/ na to, że zostałem zwolniony z pracy/ na rozwód/ na wypadek samochodowy, z powodu którego muszę teraz jeździć na wózku”. Zgadzam się, na pewne rzeczy nie mamy wpływu, ale mamy wpływ na to, co z nimi dalej zrobimy. Wiem, co znaczy śmierć bliskiej osoby. Gdy miałem dziesięć lat, zmarł mój ojciec. To odcisnęło piętno na moim dzieciństwie i młodości. Przez długi czas żyłem w cieniu tej śmierci. Dzisiaj jednak radzę sobie ze skutkami tego, co się wtedy stało, a z ojcem, moim najlepszym przyjacielem, rozmawiam bardzo często w naszym ulubionym miejscu: na cmentarzu.
Są też rzeczy, do których sami się przyczyniamy. Zwolnili cię z roboty? Nikt cię nie zwolni, jeżeli robiąc to, co lubisz, angażujesz się w pracę – no, chyba że firma się zamyka. Żona wysłała papiery rozwodowe? Może to skutek twojego chlania i ćpania i miała w końcu dość? Taki scenariusz jest bardzo prawdopodobny. A może twoja żona była dla ciebie toksyczna i dobrze, że jesteście osobno? W takim razie łatwiej będzie ci wyjść z uzależnienia, nikt nie będzie cię wkurwiał. „Przecież jeżdżę na wózku, życie jest niesprawiedliwe…” – OK, rozumiem i nikomu nie życzę takich trudności, ale może czas zacząć szanować to, co masz? Jeździsz na wózku, ale wyjdź z uzależnienia, uprawiaj sport, bo to możesz robić mimo ograniczeń, i bądź przykładem dla innych uzależnionych alkoholików czy narkomanów, że w każdej sytuacji można się ogarnąć. Jest mnóstwo osób z niepełnosprawnością, które mogą potrzebować takiego mentora jak ty. Tylko pamiętaj: najpierw ogarnij siebie, a potem możesz pomagać innym.
Wiem dokładnie, co czujesz, przyjacielu. Pisałem już wcześniej, że straciłem kilka spółek. Kilka, rozumiesz? Takich, które zarabiały. Straciłem też nieruchomości, a miesiąc przed ślubem rozstałem się z narzeczoną. Straciłem wszystko, a teraz jestem szczęśliwy. Dlaczego? Bo wyszedłem z matriksa. Codziennie pracuję nad swoim życiem i oczywiście jestem ciągle uważny w uzależnieniu. Mam większą pokorę, dbam o siebie i o swoją przestrzeń. Dzięki chorobie zacząłem się rozwijać i w końcu myśleć o przyszłości. Wreszcie zacząłem o siebie dbać.
Ty też możesz to wszystko poukładać i naprawić, ale pod jednym warunkiem: najpierw musisz być trzeźwy fizycznie i mentalnie. Nie będzie łatwo, ale na pewno będzie warto.
Jest jedna bardzo ważna zasada trzeźwości:
Nigdy, ale to nigdy się nie poddawaj. Ucz się na błędach i nie popełniaj ich znowu, wyciągaj wnioski, a będzie dobrze.
Możesz to zrobić także dla swoich dzieci
Czy masz dziecko? Jeśli tak, to co chcesz mu dać? Wiesz, że uzależnienia przechodzą z pokolenia na pokolenie? Dziecko rodzi się z niezapisanym dyskiem, ale bardzo szybko go zapełnia. To my, rodzice, jesteśmy odpowiedzialni za to, w jakie zasoby będzie wyposażone. Pamiętaj, że jeśli twoje dziecko widzi cię pijanego, naćpanego, agresywnego, to bardzo często zapisuje na swoim dysku właśnie to. Pomyśl o tym. Pomyśl, co robisz innym, przychodząc do domu „pod wpływem”. Wiem, że często trudno to zobaczyć, kiedy samemu się cierpi, ale skoro czytasz tę książkę, to mam nadzieję, że otworzysz oczy. Może uświadomisz sobie, jak uzależnienie wpływa na miłości twojego życia. Los naszych dzieci w dużej mierze zależy od nas, dorosłych.
Możesz teraz zdecydować, że będziesz ostatnią osobą w rodzinie, która doświadczy negatywnego wpływu choroby. To ty wybierasz, jakie wartości przekażesz kolejnemu pokoleniu. To ty możesz się zmienić i pokazać swoim dzieciom, że da się żyć bez alkoholu czy narkotyków. Mnie się to udało. Nie piję i nie ćpam. Staram się za to spędzać z córką dużo wartościowego czasu, bo wiem, że tym, czego najbardziej potrzebują nasze dzieci, są zaangażowanie i uwaga rodziców. Kiedy ostatni raz powiedziałeś swoim dzieciom, że je kochasz? Kiedy wyłączyłeś komórkę i spędziłeś z nimi cały weekend? Czy co wieczór siadasz z dzieciakami na chwilkę pogadać? Czy alkohol albo narkotyki nie są ważniejsze? „Należy mi się po pracy, zasłużyłem na to” – nie mówisz sobie tak czasem? Za każdym razem, jak będziesz sięgać po używki, pomyśl o swoich dzieciach, że one się od ciebie tego uczą.
Kiedyś w pewnym ośrodku socjoterapeutycznym dla młodzieży szesnastoletnia dziewczyna powiedziała mi: „Jestem w takim momencie mojego życia, że zastanawiam się, czy żyć, czy się zabić”. Miała mnóstwo blizn, była już cała pocięta… Wiesz dlaczego? Bo w jej domu źle się działo. Bo były tam używki, a jak one, to i agresja. Zastanów się nad tym i zacznij działać! Przecież twoje dzieci powinny mieć dobre dzieciństwo, powinny się bawić, cieszyć życiem, a nie cierpieć z twojego powodu. Większość dzieciaków wychowywanych przez uzależnionych rodziców też z czasem zaczyna uciekać w uzależnienia. Chcesz tego? Może świadomość wpływu na własne dziecko pomoże ci zdobyć odpowiednią motywację do trzeźwego życia?
Dla mnie córka była jednym z głównych motywatorów do odstawienia używek i za to jej będę dziękować do końca życia. Nie chciałem, żeby widziała ojca, który się zagubił. Nie chciałem, żeby miała tatę, który nie może jej przekazać niczego poza uzależnieniem. Chciałem dać jej pozytywne wartości. Ty też możesz sprawić, żeby twoje dziecko było szczęśliwe. Możesz odwrócić wiele negatywnych konsekwencji swojego nałogu, ale musisz zacząć od siebie. Możesz wybrać całkowitą abstynencję i uzdrowić funkcjonowanie swojej rodziny. Możesz zrobić to dla siebie i swoich bliskich. A jeśli jeszcze niestety nie jesteś gotowy, żeby podjąć wysiłek, to zostaw swoją rodzinę i niech chociaż oni zaczną żyć normalnie. Zmień się albo idź się zapić w miejscu, w którym najbliżsi nie będą musieli cię oglądać.
Wierzę jednak, że jeśli masz dzieci, to chciałbyś je zaprogramować na życie wolne od używek. Pokaż więc swojemu dziecku, że da się żyć na trzeźwo, a przy tym szczęśliwie. W końcu dzieci najlepiej uczą się od nas przez obserwację. Przyglądają się temu, jak się zachowujemy, a potem nas kopiują. To co, chcesz być kimś, kogo warto skopiować?
A teraz usiądź wygodnie, bo mam ci dużo do powiedzenia. Na podstawie moich doświadczeń oraz doświadczeń osób, którym pomogłem wyjść z uzależnienia, wiem, że jesteś w stanie odmienić swoje życie. Przeczytaj uważnie to, co ci przekazuję w tej książce, zrób notatki i najważniejsze: wprowadzaj wiedzę w życie. Po co masz wymyślać koło od początku? Po co masz wytyczać w dżungli drogę maczetą? Ścieżka już tam jest. Wystarczy nią podążać. W ten sposób szybciej i efektywniej osiągniesz swoją trzeźwość.
Po co czytasz tę książkę i co w niej znajdziesz?
Tak jak napisałem na początku – jeżeli sam kupiłeś tę książkę lub ktoś ci ją sprezentował, to znaczy, że w twoim życiu prawdopodobnie dzieje się coś niepokojącego. Może spadasz na swoje dno lub już na nim jesteś? Może ktoś się o ciebie martwi? Zresztą najważniejsze jest nie to, w jakiej dokładnie sytuacji się znajdujesz, tylko co możesz ze swoim życiem zrobić.
Jak możesz zareagować na to, co przeczytasz na kolejnych stronach?
- Możesz cisnąć tę książkę w kąt, ponieważ boisz się prawdy o tym, w jak głębokiej dupie się znajdujesz.
- Możesz jej nie przeczytać, ponieważ ktoś ci ją kupił, a ty nie podjąłeś decyzji, że chcesz żyć na trzeźwo, i na ten moment masz to w dupie.
- Możesz, czytając tę książkę, zadzwonić do dilera lub pobiec do sklepu, żeby się najebać.
- Możesz płakać, przepraszać bliskich, mogą ci puścić nerwy.
- Możesz pójść na terapię, ponieważ dostrzeżesz w niej sens i uznasz, że skoro ja dałem radę oraz skoro radę dało wiele osób, o których tutaj piszę, to ty też możesz.
- Możesz być wdzięczny, że przeczytałeś tę książkę i zastosowałeś wiedzę, która uratowała ci życie.
Co zrobisz? W jakim kierunku pójdziesz? Jeśli nie chcesz dowiedzieć się prawdy o sobie i nie jesteś gotowy na zmianę, to pewnie musisz najpierw obudzić się w swojej „szafie”, pierdolnąć o ziemię, spaść na swoje dno. Dopiero wtedy coś może się zmienić. Każdy ma swoje dno. Gdzie jest twoje – nie wiem. Nawet ty sam się tego nie dowiesz, dopóki się na nim nie znajdziesz. Wiem tylko, że chwila, w której poznałem swoje dno, była najgorszym momentem w moim życiu.
Jeśli nie chcesz zmienić swojego życia, to nawet nie zagłębiaj się w lekturze, ponieważ ona może wywrócić do góry nogami twoje myślenie na temat uzależnienia i używek. Odbierze ci komfort picia, ćpania czy grania. Da ci też wiedzę i sposoby, jak dokonać życiowej zmiany i być szczęśliwym. Po przeczytaniu tej książki jedyną przeszkodą, aby zacząć działać, możesz być ty sam. Tylko my sami mamy wpływ na swoje myśli i na to, co robimy. Nasza choroba niestety nie pomaga w odzyskiwaniu sprawczości. Ona uwielbia ludzi słabych emocjonalnie. Słabość zapewnia jej idealne podłoże do rozwoju.
Ile ja bym dał, żeby dziesięć, piętnaście lat temu ktoś podsunął mi do przeczytania to, co teraz piszę dla ciebie. Ile ja bym dał, żeby spotkać na drodze do trzeźwego życia takiego drugiego Krystiana… Trzymasz w ręku narzędzie, które może uratować twoje życie, więc wykorzystaj tę szansę i podejdź do uzależnienia jak do każdej innej choroby. Tak jakbyś miał raka i dostał lek na niego. Po prostu poświęć kilka godzin swojego popierdolonego życia i przeczytaj to, co dla ciebie napisałem, a potem zrób, co będziesz chciał. Na to już nie mam wpływu.
Skondensowałem w tej książce całą wiedzę potrzebną do tego, abyś mógł krok po kroku zrozumieć, o co tak naprawdę chodzi w naszej chorobie i jak ją leczyć. Napisałem ten tekst na podstawie mojego ponaddwudziestoletniego doświadczenia związanego z uzależnieniem oraz wiedzy, jaką zdobyłem, prowadząc terapię. Wiele osób, które zaufały mi jako terapeucie, dziś jest żywym dowodem na to, że metody, które przekazuję, działają. Dzieje się tak pod jednym warunkiem: trzeba je zastosować. Ja mogę ci pomóc mentalnie – mogę pokazać ci nowy styl codziennego funkcjonowania, zaopatrzyć cię w niezbędne narzędzia oraz zmotywować do ich wdrożenia – ale to ty musisz ruszyć swój śliczny tyłeczek i zrobić raz, a konkretnie porządek ze swoim życiem. Im większy jest w nim bałagan, tym dłużej będzie to trwało i więcej energii cię kosztowało. Dlatego potrzebujesz pomocy osób trzecich. Dzięki nim będzie ci łatwiej pokonywać tę drogę.
Początek zmiany w życiu bardzo boli, zwłaszcza gdy w grę wchodzi ta choroba. Nie będę ci słodził, że jest to łatwe, bo nie jest. Będziesz musiał dać z siebie 150 procent, ale pamiętaj, że warto.
Zwróć uwagę, że wszystko, co znajdziesz w tej książce, jest poparte nie tylko teorią, ale i praktyką. Każdy system, sposób, narzędzie, o którym piszę, sprawdziłem na sobie i innych.
Dowiesz się ode mnie:
- jakie są etapy rozwoju uzależnienia i jak powstało uzależnienie w twoim życiu;
- jakie są rodzaje uzależnień;
- dlaczego uzależnienie jest tak niebezpieczne;
- jak wyjść z uzależnienia i jak brzmią trzy zasady trzeźwości;
- co najlepiej działało na mnie i na innych;
- dlaczego tak trudno jest zacząć znowu kontrolować swoje życie;
- o różnych narzędziach, które ułatwią ci przejęcie kontroli nad własnym życiem;
- co robić po zaprzestaniu picia, ćpania, grania;
- na co zwracać uwagę i co może być dla ciebie niebezpieczne w początkowych miesiącach;
- ile czasu będziesz trzeźwieć i co najlepiej wtedy robić;
- jak zbudować pewność siebie;
- co mówić innym o twojej chorobie;
- jak naprawić swoje relacje i jak zbudować sieć wsparcia;
- jak odróżnić toksyczne relacje od zdrowych;
- jak się motywować do trzeźwego życia;
- dlaczego trzeba być egoistą;
i wiele innych…
Wprowadź zatem zmiany, przyjacielu lub przyjaciółko, i systematycznie stosuj zasady trzeźwości. Pamiętaj, że to od ciebie zależy, czy to jest ten właściwy moment na zmianę, na życie w trzeźwości i szczęściu. Jednak nie zapominaj też, że proces, w który wchodzisz, nie będzie trwał krótko. Na swój obecny stan pracowałeś latami, więc teraz na naprawę również potrzebujesz kilku lat. Tyle że czas i tak leci, a im dłużej będziesz czekać, tym będzie gorzej.