Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Wystawa okropności - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Seria:
Format:
EPUB
Data wydania:
7 maja 2026
3740 pkt
punktów Virtualo

Wystawa okropności - ebook

Przenikliwa diagnoza alienacji współczesnego człowieka w świecie technologii, medycyny, pornografii i mediów.

Lata sześćdziesiąte XX wieku. Prezydent Kennedy zostaje zastrzelony na oczach świata. Marylin Monroe popełnia samobójstwo. USA i ZSRR prześcigają się w zbrojeniach atomowych i lotach w kosmos. W Wietnamie nastaje czas apokalipsy. Zachód upaja się konsumpcją: samochód staje się fetyszem, masową imaginacją władają gwiazdy kina, polityka zmienia się w telewizyjne widowisko. W sztuce rządzi pop art. Wybucha rewolucja seksualna.

Gdy w 1964 roku nagle umiera żona J.G. Ballarda, szalona współczesność zmienia się w oczach pisarza w nieznośne widowisko. Żałoba dyktuje mu niespotykaną dotąd formę literacką – fragmentaryczną i obsesyjną, obsceniczną i zimną, bezosobową i traumatyczną. Sugestywną, choć jakby pisaną szyfrem.

Wystawą okropności, wydaną w 1970 roku, zachwycali się i inspirowali pisarze, muzycy, plastycy, filmowcy i filozofowie: William Burroughs, Ian Curtis, Gary Numan, Trent Reznor, Damien Hirst, David Cronenberg, Mark Fisher.

Książkę publikujemy po raz pierwszy w polskim przekładzie, z dodanymi w 1990 roku uzupełnieniami i komentarzami autora.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Literatura piękna obca
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788384320495
Rozmiar pliku: 1,1 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

1. WYSTAWA OKROPNOŚCI

APOKALIPSA. Niepokojącą cechą tegorocznej wystawy – na którą samych pacjentów nie zaproszono – było zaabsorbowanie tematem światowego kataklizmu, jak gdyby ci długo przetrzymywani pacjenci wyczuli jakiś wstrząs sejsmiczny wewnątrz umysłów swoich lekarzy i pielęgniarek. Gdy Catherine Austin przechadzała się po sali gimnastycznej zaadaptowanej na potrzeby wystawy, te przedziwne obrazy, na których Eniwetok zlewał się z Luna Parkiem, a Freud z Elizabeth Taylor, przypominały jej slajdy w gabinecie Travisa, przedstawiające odsłonięte odcinki kręgosłupa. Wisiały na emaliowanych ścianach niczym kody nierozwiązywalnych snów, klucze do koszmaru, w którym ona sama zaczęła odgrywać coraz bardziej gorliwą i rozmyślną rolę. Skromnie dopięła biały kitel, gdy zbliżył się doktor Nathan, podsuwając pod nozdrze papierosa ze złotym ustnikiem. – O, doktor Austin… Co pani o nich sądzi? Ja tu widzę wojnę w piekle.

ZAPISKI W ZWIĄZKU Z ZAŁAMANIEM PSYCHICZNYM. Z auli pod gabinetem Travisa dobiegał zgiełk amatorskich nagrań filmowych przedstawiających przypadki sprowokowanej psychozy. Travis, odwrócony plecami do okna za biurkiem, porządkował ostateczną dokumentację, jaką ze sporym wysiłkiem udało mu się zgromadzić w ostatnich miesiącach: 1) spektroheliogram; 2) zdjęcie frontowej elewacji z balkonami londyńskiego Hiltona; 3) przekrój poprzeczny prekambryjskiego trylobita; 4) chronofotogramy E.J. Mareya; 5) fotografię wykonaną w południe 7 sierpnia 1945 roku, przedstawiającą morze piasku na obszarze egipskiej depresji Kattara; 6) reprodukcję _Ogrodowych pułapek na samoloty_ Maxa Ernsta; 7) sekwencje zapalnikowe dla „Malucha” i „Grubasa”, bomb atomowych zrzuconych na Hiroszimę i Nagasaki. Skończywszy, obrócił się do okna. Biały Pontiac jak zwykle znalazł sobie miejsce na zatłoczonym parkingu, na który wychodziły okna jego gabinetu. Dwoje pasażerów obserwowało go przez przyciemnioną przednią szybę.

KRAJOBRAZY WEWNĘTRZNE. Z trudem powstrzymując drżenie lewej ręki, Travis przyglądał się wysokiemu mężczyźnie o wąskich ramionach, który siedział naprzeciwko. Do zaciemnionego gabinetu wpadało przez okienko nad drzwiami światło z pustego korytarza. Twarz mężczyzny była częściowo zasłonięta daszkiem czapki lotniczej, Travis jednak rozpoznał w niej pokiereszowane rysy pilota bombowca, którego fotografie, wydarte z „Newsweeka” i „Paris Match”, zaścielały pokój w obskurnym hotelu w Earls Court. Jego oczy wpatrywały się w Travisa, ogniskowane nieustannym wysiłkiem woli. Z jakiegoś powodu płaszczyzny twarzy tego człowieka nie przecinały się, jak gdyby do jej scalenia miało dojść w jakimś niewidzialnym dotychczas wymiarze albo za sprawą elementów innych niż jego charakter i muskulatura. Dlaczego przyszedł do szpitala i spośród trzydzieściorga lekarzy wyszukał właśnie jego? Travis próbował nawiązać z nim rozmowę, mężczyzna jednak nie odpowiadał, stał tylko przy szafce z przyrządami lekarskimi jak sfatygowany manekin. Jego niedojrzała, a zarazem starcza twarz miała w sobie sztywność gipsowej maski. Travis od iluś miesięcy widywał tę samotniczą, zgarbioną postać w lotniczej kurtce, najpierw w coraz częstszych migawkach telewizyjnych, potem jako statystę w filmach wojennych, a wreszcie jako pacjenta w eleganckim filmie poświęconym oczopląsowi – seria olbrzymich modeli geometrycznych, przypominających wycinki abstrakcyjnych krajobrazów, przyniosła mu niepokojącą pewność, że niebawem nastąpi długo odwlekana konfrontacja.

POLIGON. Travis zatrzymał samochód na końcu drogi. Słońce padało na szczątki ogrodzenia, a dalej na rdzewiejący walcowaty barak i pokryte żelazistymi plamami stropy bunkrów. Przekroczył rów i ruszył w stronę siatki, w pięć minut znalazł dziurę. Przez trawę ciągnął się nieużywany pas startowy. Choć w słońcu nie było ich całkiem widać, desenie kamuflażu na oddalonym o czterysta jardów kompleksie bunkrów i wież odsłoniły na wpół znajome kontury – model twarzy, pozę, interwał neuronowy. Miało tu się wydarzyć coś wyjątkowego. Travis mruknął bez namysłu: – Elizabeth Taylor. – Raptem nad drzewami podniósł się zgiełk.

DYSOCJACJA: KTO SIĘ ŚMIAŁ Z NAGASAKI? Travis biegł po spękanym betonie w stronę ogrodzenia. Śmigłowiec zanurkował ku niemu, wśród drzew niósł się ryk silnika, wokół wirowały liście i papiery. Dwadzieścia jardów od ogrodzenia Travis utknął w zwojach drutu kolczastego. Śmigłowiec wykonywał ostry zwrot, pilot garbił się nad sterami. Travis pobiegł dalej, a cienie nurkującej maszyny zamigotały wokół niego jak tajemne ideogramy. Potem śmigłowiec skręcił i odleciał ponad bunkrami. Gdy Travis dotarł do samochodu, trzymając się za spodnie rozdarte na kolanie, zobaczył, że drogą idzie młoda kobieta w białej sukience. Jej oszpecona twarz odpowiedziała mu pobłażliwym spojrzeniem. Już miał zawołać, ale powstrzymał się. Wyczerpany, zwymiotował na dach samochodu.

SERYJNE ŚMIERCI. W tym okresie, przesiadując na tylnej kanapie Pontiaca, Travis próbował odseparować się od normalnych przejawów życia, które wcześniej tak długo akceptował. Jego żona, pacjenci w szpitalu (agenci ruchu oporu w „wojnie światowej”, którą miał nadzieję wywołać), niepewny romans z Catherine Austin – wszystko to było teraz pokawałkowane jak twarze Elizabeth Taylor i Sigmunda Freuda na bilbordach reklamowych, nierzeczywiste jak wojna, którą wytwórnie filmowe wznowiły w Wietnamie. Pogrążając się w psychozie, której początki dostrzegł w ciągu roku przepracowanego w szpitalu, godził się na tę podróż w znajome strony, w strefy półmroku. _O świcie, po całonocnej jeździe, dotarli do przedmieść piekła. Blade rozbłyski z zakładów petrochemicznych oświetlały mokry bruk. Nikt tam na nich nie czekał._ Dwoje jego towarzyszy – siedzący za kierownicą pilot bombowca w wyblakłym kombinezonie oraz piękna młoda kobieta z oparzeniami popromiennymi – nie odezwało się ani słowem. Kobieta od czasu do czasu spoglądała na niego z nikłym uśmiechem zdeformowanych ust. Travis rozmyślnie nie reagował, wahając się, czy oddać się w jej ręce. Kim były te dziwaczne bliźnięta – kurierami jego własnej nieświadomości? Godzinami jeździli po niekończących się peryferiach miasta. Bilbordy mnożyły się wokół nich, ogradzając ulice gigantycznymi obrazami bombardowań napalmem w Wietnamie, seryjnych śmierci Elizabeth Taylor i Marilyn Monroe, poukładanych w krajobrazie Dien Bien Phu i Delty Mekongu.

ZWIĄZEK OFIAR. Za radą kobiety w bieli Travis wstąpił do Związku Ofiar i razem z trzydziestoma gospodyniami domowymi ćwiczył symulowanie obrażeń. Potem mieli ruszyć w trasę z zespołami demonstracyjnymi Czerwonego Krzyża. Rozległe uszkodzenia mózgu i krwotoki brzuszne spowodowane wypadkami samochodowymi można było upozorować w pół godziny, aplikując odpowiednio barwioną żywicę. Przekonujące oparzenia popromienne wymagały starannego przygotowania, nawet trzech lub czterech godzin makijażu. Z kolei udawanie zmarłego było proste – wystarczyło leżeć twarzą do ziemi. Wieczorami, w wynajętym przez nich mieszkaniu z widokiem na zoo, Travis zmywał sobie rany z twarzy i rąk. Ta osobliwa pantomima, na którą nakładał się wyczuwalny w letnim powietrzu smród zwierząt, służyła chyba wyłącznie temu, by udobruchać dwoje towarzyszy. W łazienkowym lustrze widział wysoką sylwetkę pilota, jego szczupłą twarz o zagubionych oczach, ukrytych pod daszkiem czapki, oraz młodą kobietę w białej sukience, obserwującą go z przedpokoju. Na jej inteligentnej twarzy, przypominającej twarz studentki, pojawiał się niekiedy wrogi grymas. Travisowi trudno było nie myśleć o niej bez ustanku. Kiedy się do niego odezwie? Być może, jak on, zdawała sobie sprawę, że instrukcje dla niego miały przyjść z góry?

PIRACKIE ROZGŁOŚNIE. Było kilka sekretnych transmisji, których Travis nasłuchiwał: 1) rdzeniowa: obrazy wydm i kraterów, połacie popiołu z poukładanymi twarzami Sigmunda Freuda, Claude’a Eatherly’ego i Grety Garbo; 2) piersiowa: rdzewiejące kadłuby u-bootów na plaży zatoki obok Qingdao, przy zrujnowanych niemieckich fortach, gdzie chińscy przewodnicy znaczyli ściany kesonów krwawymi śladami rąk; 3) krzyżowa: kapitulacja Japonii, ciała ich żołnierzy na polach ryżowych wśród nocy. Nazajutrz, gdy wracał pieszo do Szanghaju, chłopi sadzili ryż, chwiejąc się na nogach. Te przekazy, wspomnienia innych ludzi, wszystko to razem ogniskowało się w jakimś odległym punkcie. Przy drzwiach majaczyła martwa twarz pilota bombowca, projekcja nieznanego żołnierza trzeciej wojny światowej. Travis był wyczerpany jego nieustanną obecnością.

CHRONOFOTOGRAMY MAREYA. Doktor Nathan podsunął ilustrację Margaret Travis, która siedziała po drugiej stronie biurka. – Chronofotogramy Mareya to wieloklatkowe fotografie, na których widoczny jest aspekt czasu: na przykład postać idącego człowieka przedstawia się jako serię wydmowatych brył. – Nathan poczęstował się papierosem od Catherine Austin, która nonszalanckim krokiem wyłoniła się właśnie z głębi gabinetu, gdzie stał inkubator. Ignorując jej zagadkowe spojrzenie, doktor mówił dalej: – Genialnym osiągnięciem pani męża było odwrócenie tego procesu. Serię zdjęć przedstawiających najpospolitsze obiekty… powiedzmy, ten gabinet, panoramę nowojorskich drapaczy chmur, nagie kobiece ciało, twarz katatonicznego pacjenta… potraktował tak, jakby już były chronofotogramami, i wyekstrahował z nich aspekt czasu. – Doktor Nathan zapalił niespiesznie papierosa. – Rezultaty okazały się nadzwyczajne. Objawił się całkowicie inny świat. Swojskie otoczenie, w jakim żyjemy, nasze najdrobniejsze gesty… wszystko odsłoniło zupełnie odmienny sens. Weźmy na przykład tę półleżącą postać gwiazdy filmowej albo ten szpital…

– MÓJ MĄŻ BYŁ LEKARZEM CZY PACJENTEM? – Doktor Nathan z powagą kiwał głową, zerkając ponad koniuszkami palców na Catherine Austin. Co dostrzegł Travis w tych oczach pełnych czasu? – Nie jestem pewien, pani Travis, czy to pytanie jest jeszcze zasadne. Mamy tu do czynienia ze względnością zupełnie innego rodzaju. Obecnie interesują nas implikacje, zwłaszcza kompleks idei i zdarzeń, jakie przedstawia trzecia wojna światowa. Nie chodzi o jej polityczną czy też militarną ziszczalność, lecz o inherentny sens samego pojęcia. Dla nas trzecia wojna światowa jest może tylko złowieszczym pokazem popartowej inwencji, jednak w przypadku pani męża wyraża zdolność psychiki do zaakceptowania własnej świadomości, a także bunt przeciw obecnemu kontinuum czasu i przestrzeni. Doktor Austin może się z tym nie zgodzić, ja jednak sądzę, że jego intencją jest wywołanie trzeciej wojny światowej, oczywiście nie w zwykłym sensie tego słowa. Blitzkriegi rozegrają się na pobojowiskach kręgosłupa, w pozach naszych ciał, w naszych traumach, odwzorowywanych w kącie ściany czy balkonu.

OBIEKTYW ZMIENNOOGNISKOWY. Doktor Nathan umilkł. Jego wzrok niechętnie powędrował ku aparatowi portretowemu na trójnogu obok kozetki. Jak miał wyjaśnić tej wrażliwej, nieprzeniknionej kobiecie, że jej ciało – ta nieskończenie znajoma geometria, te krajobrazy dotyku i czucia – to ich jedyna obrona przeciw nazbyt czytelnym intencjom jej męża? A przede wszystkim jak miał zaproponować jej pozowanie do zdjęć, które bez wątpienia uzna za obsceniczne?

OBSZAR SKÓRY. Po tym, jak spotkali się na wystawie obrażeń wojennych w sali konferencyjnej Królewskiego Towarzystwa Medycznego, Travis i Catherine Austin wrócili do mieszkania z widokiem na zoo. W windzie Travis bronił się przed dłońmi Catherine, gdy próbowała go objąć. Zaprowadził ją do sypialni. Z zaciśniętymi ustami przyglądała się zestawowi modeli Ennepera, który jej pokazywał. – Co to jest? – Dotykała posczepianych sześcianów i stożków, matematycznych modeli pseudoprzestrzeni. – Sekwencje zapalnikowe, Catherine… do broni masowej zagłady. – Poprzez pozycje, jakie przybierali, kontury klatki piersiowej i ud, Travis analizował geometrię i czas wolumetryczny sypialni, potem krzywoliniowego dachu Festival Hall i balkonów wystających z londyńskiego Hiltona jak kręgi, a wreszcie opuszczonego poligonu. Koliste rejony uderzeń utożsamiły się w jego umyśle z zasłoniętymi piersiami poparzonej młodej kobiety. Szukając jej, Travis i Catherine Austin objeżdżali ciemniejącą prowincję, zagubieni w labiryntach bilbordów. Twarze Sigmunda Freuda i Jeanne Moreau prezydowały ich ostatnim gorzkim godzinom.

NOWOTWÓR. Później, uciekając przed Catherine Austin i posępnym pilotem bombowca, który obserwował go teraz z dachu wybiegu dla lwów, Travis schronił się w podmiejskim domku wśród sztucznych jezior koło Staines i Shepperton. Przesiadywał w pustym salonie wychodzącym na zapuszczony ogródek. Z białego bungalowu za klepkowym płotem przyglądała mu się przez długie popołudnia sąsiadka w średnim wieku, umierająca na raka. Jej niebrzydka twarz za woalem koronkowych firanek przypominała trupią czaszkę. Kobieta całymi dniami chodziła wkoło swej małej sypialni. Pod koniec drugiego miesiąca, gdy wizyty lekarza stały się częstsze, rozbierała się przy oknie, odsłaniając za firanką wycieńczone ciało. Każdego dnia, obserwując ją ze swojego sześciennego pokoju, Travis dostrzegał inne aspekty jej wyniszczenia; sczerniałe piersi przypominały mu oczy tamtego pilota, blizny na brzuchu wyglądały jak oparzenia popromienne kobiety w bieli. Gdy umarła, dołączył w białym Pontiacu do konduktu pogrzebowego aut, sunącego powoli wśród jezior.

UTRACONA SYMETRIA BLASTULI. „Ta niechęć do zaakceptowania własnej świadomości”, pisał doktor Nathan, „jest zapewne odbiciem pewnych trudności pozycyjnych w doraźnym kontekście czasoprzestrzennym. Prawoskrętna spirala schodów może mu się kojarzyć z podobnymi tendencjami w królestwie biochemii. Proces ten może osiągnąć nadzwyczajną skalę: na przykład wystające balkony hotelu Hilton utożsamiły mu się z utraconymi szczelinami skrzelowymi umierającej gwiazdy filmu, Elizabeth Taylor. Znaczną część uwagi Travis poświęca czemuś, co nazywa »utraconą symetrią blastuli«, prymitywnego poprzednika embrionu, ostatniej struktury, jaka zachowuje idealną symetrię we wszystkich płaszczyznach. Travisowi przyszło do głowy, że nasze ciała mogą skrywać szczątkową symetrię w osi nie tylko pionowej, ale i poziomej. Przywodzi to na myśl pogląd Goethego, jakoby czaszka była przekształconym czy zmodyfikowanym odcinkiem kręgosłupa – tak jak kości miednicy mogą być rudymentami utraconej czaszki krzyżowej. Już dawno zauważono zbieżności histologiczne między płucami a nerkami. Wspomnieć też można o paralelizmach między czynnościami oddechowymi i moczopłciowymi, uświęconych zarówno w mitologii popularnej (rzekoma ekwiwalencja rozmiarów nosa i penisa), jak i w symbolice psychoanalitycznej (»oczy« to zwyczajowy kod dla jąder). Podsumowując: wydaje się, iż ekstremalne wyczulenie Travisa na objętość i geometrię otaczającego świata, a także natychmiastowe przekładanie ich na kategorie psychologiczne, może być oznaką spóźnionych prób powrotu do symetrycznego świata, a więc takiego, który przywróciłby idealną symetrię blastuli, a co za tym idzie, przyjęcia czegoś, co nazwać można Mitem Powrotu do Owodni. W umyśle Travisa trzecia wojna światowa odzwierciedla ostateczną autodestrukcję i nierównowagę świata asymetrycznego. Organizm ludzki to wystawa okropności, na której on jest mimowolnym widzem…”

EURYDYKA NA PARKINGU KOMISU SAMOCHODOWEGO. Margaret Travis przystanęła w pustym holu kina, by popatrzeć na fotografie wywieszone w witrynach. W półmroku za zasłonami widziała kapitana Webstera w ciemnym garniturze, jego urodziwe oczy przesłaniał woal atłasu. Kilka ostatnich tygodni było koszmarem – Webster z tym swoim teleobiektywem i obscenicznymi pytaniami… Zdawał się czerpać złośliwą przyjemność z kompilowania własnego raportu Kinseya na jej temat: jakie pozycje, jakie płaszczyzny, gdzie i kiedy Travis kładł ręce na jej ciele – może trzeba spytać Catherine Austin? A ten jego pomysł, żeby powiększyć zdjęcia i umieścić na olbrzymich bilbordach, rzekomo po to, by ratować ją przed Travisem… Margaret zerkała na oprawione fotosy z eleganckiego, poetyckiego filmu, w którym Cocteau zgromadził wszystkie mity własnej podróży powrotnej. Pod wpływem impulsu, aby rozzłościć Webstera, wymknęła się bocznym wyjściem i przeszła obok niewielkiej parceli z samochodami o ponumerowanych przednich szybach. Może gdzieś tu dokonałaby zstąpienia. Eurydyka na parkingu komisu samochodowego?

MIASTO KONCENTRACYJNE. W nocnym powietrzu mijali skorupy betonowych wież, schrony na wpół zagrzebane w gruzach, olbrzymie kanały pełne opon, nasypy krzyżujące się ze zniszczonymi drogami. Travis kroczył za pilotem bombowca i kobietą w bieli po ścieżce z wyblakłego żwiru. Na teren poligonu weszli przez fundamenty strażnicy. Betonowe nawy ciągnęły się w ciemność w poprzek lotniska. _W rozbłyskującym świetle zakładów petrochemicznych Travis szedł przedmieściami piekła. Na rogach pustych ulic stały ruiny opuszczonych kin, naprzeciwko nich wisiały spłowiałe bilbordy. Na cmentarzysku aut odszukał spalone nadwozie białego Pontiaca. Włóczył się po opustoszałych suburbiach._ Pod drzewami leżały zgruchotane bombowce o skrzydłach poprzerastanych trawą. Pilot pomógł kobiecie w bieli wsiąść do kokpitu. Travis zaczynał już dostrzegać zarys tarczy na betonowej połaci.

JAK ZMARŁA GRETA GARBO. – Ten film to unikalny dokument – tłumaczył Webster, wprowadzając Catherine Austin do kina w suterenie. – Z początku wygląda jak dziwna migawka o najnowszych rzeźbach w stylu tableau: widać tam serię gipsowych odlewów gwiazd filmu i polityków w groteskowych pozach. Nie umiemy ustalić, jak je wykonano, ale wydaje się, że zostały odlane z udziałem żywych modeli; jest tam Lyndon B. Johnson i jego małżonka, Richard Burton i ta cała Taylor, jest nawet umierająca Greta Garbo. Dostaliśmy wezwanie, gdy znaleziono ten film. – Webster dał znak operatorowi projektora. – Jeden z odlewów przedstawia Margaret Travis; nie będę go opisywał, sama pani zobaczy, dlaczego nas zaniepokoił. Nawiasem mówiąc, wczoraj widziano też, jak po autostradzie pędzi objazdowa wersja _Dodge ’38_ Edwarda Kienholza. Rozbity biały samochód, a w środku plastikowe manekiny: pilot z trzeciej wojny światowej i dziewczyna z poparzoną twarzą, uprawiający seks wśród rozsypanych wojennych obrazków z gum do żucia i opakowań po pigułkach antykoncepcyjnych.

STREFA WOJENNA D. Po drodze na parking doktor Nathan zatrzymał się i osłonił oczy przed słońcem. W minionym tygodniu wzdłuż dróg wokół szpitala ustawiono szereg olbrzymich tablic, niemal odgradzając budynek od reszty świata. Robotnicy na podnośniku przyklejali właśnie ostatni plakat, długi na sto stóp i przedstawiający coś, co wyglądało na fragment wydmy. Przyjrzawszy się dokładniej, doktor Nathan rozpoznał w nim powiększony do ogromnych rozmiarów odcinek skóry nad grzebieniem biodrowym. Zerkając na kolejne bilbordy, dostrzegł inne powiększone fragmenty ciała: wycinek dolnej wargi, prawe nozdrze, część kobiecego krocza. Tylko anatom byłby w stanie je zidentyfikować, każdy wyglądał bowiem jak ścisły geometryczny deseń. Trzeba by co najmniej pięciuset takich tablic, by ukazać w całości tę gargantuiczną kobietę, skwantyfikowaną tu w pokawałkowane morze piasku. Na niebie wisiał śmigłowiec, pilot nadzorował pracę mężczyzn na podnośniku. Powiew odrywał kawałki plakatów i unosił je nad szosą. Wirujący uśmiech przykleił się do maskownicy jednego z zaparkowanych samochodów.

WYSTAWA OKROPNOŚCI. Wszedłszy na wystawę, Travis widzi okropności Wietnamu i Kongo odwzorowane w „alternatywnej” śmierci Elizabeth Taylor; dogląda umierającej gwiazdy kina, odnajdując erotyzm jej przekłutej tchawicy na przewentylowanych werandach londyńskiego Hiltona; śni mu się Max Ernst, Ptasi Hegemon; _Europa po deszczu_; rodzaj ludzki – Kaliban śpiący w poprzek zapaćkanego wymiotami lustra.

REJON NIEBEZPIECZEŃSTWA. Webster biegł w półmroku za Margaret Travis. Dopadł ją przy wejściu do głównego bunkra dla kamer, gdzie na betonie zaplamionym rdzą namalowane były w wyblakłym technicolorze kości policzkowe ogromnej twarzy. – Na litość boską… – Spojrzała na potężny nadgarstek Webstera przy swojej piersi i wyrwała mu się. – Pani Travis! Jak pani myśli, po co robiliśmy te wszystkie zdjęcia? – Webster przytrzymał naderwaną klapę garnituru, potem wskazał stojącą u skraju kanału postać w mundurze żołnierza chińskiej piechoty. – Tu aż się od nich roi; nigdy go pani nie znajdzie! – Tymczasem reflektor pośrodku lotniska oświetlił cele uderzeń, obrysowując sztywne sylwetki manekinów.

OGROMNA TWARZ. Doktor Nathan brnął kanałem ściekowym, kulejąc, wpatrzony w olbrzymią postać ciemnowłosej kobiety namalowaną na pochyłych ścianach schronu. Powiększenie było ogromne. Na ścianie po prawej, wielkości kortu tenisowego, ledwie mieściły się prawe oko i kość policzkowa. Doktor Nathan rozpoznał kobietę z bilbordów, które widział przy szpitalu – Elizabeth Taylor, gwiazdę filmową. A jednak było to coś innego niż wielkie odbitki. Raczej równania, które ucieleśniały związek między tożsamością aktorki a widzami, stanowiącymi jej dalekie odbicia. Płaszczyzny ich egzystencji przecinały się pod kątem ostrym, fragmenty osobistych mitów stapiały się z kosmologiami rynku. Jako bóstwo prezydujące ich życiu aktorka zapewniała zestaw formuł operacyjnych, dzięki którym mogli przeprawić się przez świadomość. Rola Margaret Travis była natomiast niejednoznaczna. Być może Travis starał się w jakiś sposób połączyć ciało swojej żony – jego dobrze znaną geometrię – z ciałem aktorki, kwantyfikując ich tożsamości aż do momentu, w którym stopią się z elementami czasu i krajobrazu. Doktor Nathan przeszedł przez nasyp do kolejnego bunkra. Oparł się o wielki ciemny dekolt i zaczął zakładać buty. Wówczas między schronami rozbłysnął reflektor. – O nie!… – Gdy Nathan kuśtykał w stronę lądowiska, nocne powietrze rozświetliła eksplozja.

EKSPLODUJĄCA MADONNA. Dla Travisa wstąpienie ciała jego żony nad betonowy cel uderzeń – eksplodująca madonna poligonu – stanowiło celebrację interwałów, w których dostrzegał otaczające go kontinuum czasoprzestrzenne. Tu zespoliła się z madonnami bilbordów i filmów okulistycznych, Wenus z kolorowych czasopism, której pozy były celebracją jego poszukiwań na przedmieściach piekła.

ODJAZD. Następnego ranka Travis włóczył się wzdłuż strzelnic artyleryjskich. Ciało namalowanej na bunkrach aktorki filmowej zapośredniczało dla niego całą czasoprzestrzeń. Gdy szperał wśród opon i zwojów drutu kolczastego, ujrzał wznoszący się w niebo helikopter z pilotem bombowca za sterami. Skręciwszy w lewo, maszyna odbiła w stronę horyzontu. Pół godziny później kobieta w bieli odjechała białym Pontiakiem. Travis patrzył za nimi bez żalu. Gdy już zniknęli z pola widzenia, zwłoki doktora Nathana, Webstera i Catherine Austin utworzyły obok bunkrów niewielkie tableau.

POZYCJA TERMINALNA. Leżąc na spękanym betonie strzelnicy artyleryjskiej, przybierał pozycje aktorki filmowej, kojąc swoje dawne marzenia i lęki w wydmowatych fragmentach jej ciała.

APOKALIPSA

Eniwetok i Luna Park to na pozór dziwne zestawienie: z jednej strony miejsce testów bomb wodorowych na Wyspach Marshalla, z drugiej paryskie wesołe miasteczko uwielbiane przez surrealistów. Jednak niezliczone migawki wybuchów jądrowych, które oglądaliśmy w telewizji w latach sześćdziesiątych (potężny bodziec dla wyobraźni psychotycznej, usprawiedliwiający wszystko), miały w sobie coś z karnawału; to zjawisko medialne doskonale uchwycił Stanley Kubrick w finale _Doktora Strangelove’a_. Wyobrażam sobie moich pacjentów psychiatrycznych, jak w iście warholowskich eksperymentach łączą Freuda z Elizabeth Taylor, bezbłędnie wyczuwając u lekarza pierwsze oznaki załamania nerwowego. Pierwotna dedykacja _Wystawy okropności_ powinna była brzmieć: „Obłąkanym”. Zawdzięczam im wszystko.

ZAPISKI W ZWIĄZKU Z ZAŁAMANIEM PSYCHICZNYM

Wyliczenia, tak częste w _Wystawie okropności_, powstały w drodze wolnych skojarzeń; stąd ich powtarzalność, choć może dzięki temu wydadzą się bardziej zrozumiałe.

_Ogrodowe pułapki na samoloty_ – „żarłoczne ogrody, które z kolei pożera roślinność pleniąca się we wrakach uwięzionych samolotów” (Max Ernst, _An Informal Life_). Koszmar uziemionego pilota.

Dlaczego biały Pontiac? Dickie Valentine, brytyjski gwiazdor pop lat sześćdziesiątych, woził córkę białym Pontiakiem do tej samej szkoły, do której uczęszczały moje dzieci, niedaleko studia filmowego w Shepperton. Samochód ten odznaczał się silną, ikoniczną prezencją, jak gdyby w to senne telewizyjne przedmieście wjechał wprost z amerykańskich filmów. Niedługo później Valentine zginął w wypadku samochodowym. Zgnieciony Pontiac przypadkiem odegrał główną rolę na mojej wystawie rozbitych aut w londyńskim New Arts Laboratory w 1969 roku.

POLIGON

Poligony mają w sobie szczególną magię: tyle niszczycielskiej technologii zaprzęga się tam do wytwarzania niczego; tylko w ten sposób jesteśmy w stanie zbliżyć się do pewnych obsesyjnych stanów umysłu. Jeszcze dziwniejsze są zbudowane przez nazistów bunkry Wału Atlantyckiego, z których większość nadal stoi, a ich rozmiary przekraczają oczekiwania. Te katedry ery kosmicznej, grożące okolicznemu krajobrazowi niczym szeregi teutońskich rycerzy, są przykładem architektury zaszyfrowanej, której forma nie ujawnia już funkcji. Zdają się zawierać kody jakiegoś zagadkowego procesu psychicznego. Na Plaży „Utah”, najbardziej odludnym odcinku normandzkiego wybrzeża, spozierają ponad obmywanym falami piachem, starsze niż sama planeta. Kiedy zwiedzaliśmy je razem z moim agentem i jego żoną, natrętnie je fotografowałem.

SERYJNE ŚMIERCI

„Wojna, którą wytwórnie filmowe wznowiły w Wietnamie” – słowa te, napisane w 1966 roku, były przebłyskiem proroczej intuicji. Do dziś żadnego filmu o Wietnamie nie nakręcono na pierwotnych polach bitew, ale jestem pewien, że kiedyś to się wydarzy i może nawet wymknąć się spod kontroli. Spielberg pojechał do Szanghaju, by nakręcić _Imperium słońca_, co było dla mnie przedziwnym przeżyciem – choć jeszcze większe wrażenie zrobiły na mnie sceny kręcone w pobliżu Shepperton, z udziałem statystów rekrutowanych spośród moich sąsiadów, z których wielu dorabia sobie w studiu filmowym. Niemal gotów jestem uwierzyć, że trzydzieści lat temu sprowadziłem się do Shepperton z nieświadomą wiedzą, że któregoś dnia napiszę powieść o swoich przeżyciach wojennych w Szanghaju i że zostanie ona sfilmowana w tutejszym studiu. Ukryte przeznaczenia biegną przez całe nasze życie; nie ma przypadków.

ZWIĄZEK OFIAR

Tak zwany Związek Ofiar istniał w Londynie w latach sześćdziesiątych, prawdopodobnie inspirowany ruchem na rzecz rozbrojenia nuklearnego. Nakładając rany za pomocą kosmetyków, można się było nieźle ubrudzić, ulotka rekrutacyjna uspokajała więc wolontariuszy: „aby udawać zmarłego, wystarczy leżeć twarzą do ziemi”.

PIRACKIE ROZGŁOŚNIE

Qingdao, na północnym wybrzeżu Chin, niedaleko Pekinu, podczas I wojny światowej było niemiecką bazą morską, potem zaś zamieniło się w popularny kurort plażowy. W latach trzydziestych spędzałem tam letnie wakacje. Jako siedmiolatek byłem pod wielkim wrażeniem monstrualnych bunkrów i labiryntu betonowych tuneli, w których przewodnicy pokazywali turystom krwawe odciski dłoni – jak twierdzili – rannych artylerzystów niemieckich, doprowadzonych do szaleństwa przez ostrzał brytyjskiej floty. Z jakiegoś powodu poruszyło mnie to dużo bardziej niż trupy chińskich żołnierzy na polach bitewnych niedaleko Szanghaju, które zwiedzałem z rodzicami, choć i one, rzecz jasna, wzbudzały smutek.

CHRONOFOTOGRAMY MAREYA

„Jednostka ludzka to czterowymiarowy obiekt o bardzo wydłużonej formie; ujmując rzecz prościej, posiada znaczną rozciągłość w czasie i znikomą rozciągłość w przestrzeni” (Arthur S. Eddington, _Space, Time and Gravitation_).

UTRACONA SYMETRIA BLASTULI

Mieszkając w Hiltonie podczas kręcenia _Kleopatry_, Elizabeth Taylor zachorowała na zapalenie płuc i przeszła tracheotomię. Balkony Hiltona przypominają Travisowi utracone szczeliny skrzelowe aktorki (które wszyscy rozwijamy w fazie płodowej, przez krótki czas rekapitulując naszą przeszłość biologiczną).

EURYDYKA NA PARKINGU KOMISU SAMOCHODOWEGO

„Gdzie i kiedy Travis kładł ręce na jej ciele” – poeta Paul Éluard, opisując swoją żonę Galę, która później porzuciła go, by poślubić Salvadora Dalego, powiedział: „jej ciało ma kształt moich dłoni”.

JAK ZMARŁA GRETA GARBO

Rzeźbiarz George Segal wykonał liczne gipsowe odlewy prominentnych mecenasów sztuki, głównie nowojorskich bankierów oraz ich żon. Ci podstarzali mężczyźni i kobiety, zastygli w czasie, mają niezwykłą siłę wyrazu, niczym figury z jakichś przyszłych Pompejów.

OGROMNA TWARZ

Elizabeth Taylor, ostatnia z aktorek hollywoodzkich w dawnym stylu, utrzymała władzę nad zbiorową wyobraźnią przez dwie dekady, które upłynęły od napisania tego tekstu; cechę tę dzieli (nie mam w tym względzie żadnych zasług) z niemal wszystkimi postaciami życia publicznego, jakie występują w niniejszej książce: Marilyn Monroe, Ronaldem Reaganem, Jackie Kennedy i resztą. W latach sześćdziesiątych doszło do wyjątkowego zderzenia prywatnej i publicznej fantazji, które pewnie długo się nie powtórzy – o ile w ogóle. Publiczny sen o Hollywood po raz pierwszy połączył się wówczas z prywatną wyobraźnią przestymulowanego telewidza. Ludzie proszą mnie czasem, bym napisał kontynuację _Wystawy okropności_, ale nasze postrzeganie sław uległo zmianie – nie umiem sobie wyobrazić, że piszę o Meryl Streep czy księżnej Dianie, z kolei niewątpliwa tajemniczość Margaret Thatcher wydaje się odzwierciedlać błędy projektowe persony konstruowanej przez nią samą. Odruchowo można snuć fantazje seksualne na temat każdej z nich trzech, wyobraźnia jednak szybko się wyczerpuje. Inaczej niż w przypadku Elizabeth Taylor nie bije od nich aura.

Sława uległa pewnej banalizacji, dziś oferuje się nam ją w postaci papki równie pożywnej jak zupa w proszku. Działanie tego procesu ukazują sitodruki Andy’ego Warhola. Jego portrety Marilyn Monroe i Jackie Kennedy odzierają życie tych nieszczęsnych kobiet z wszelkiego tragizmu, a jaskrawa paleta barw przywraca je niewinnemu światu dziecięcych kolorowanek.KONTAKT:

[email protected]

Cymelia – seria przybliżająca kultowe dzieła literatury światowej: te niesłusznie zapomniane, które chcielibyśmy przywrócić do czytelniczego obiegu, i te, które nigdy nie doczekały się przekładu na język polski.

W serii ukazały się dotychczas:

- Henry Roth, _Nazwij to snem_, tłum. Wacław Niepokólczycki
- Kay Dick, _Oni_, tłum. Dorota Konowrocka-Sawa
- Juan Emar, _Wczoraj_, tłum. Katarzyna Okrasko
- Pierre Boulle, _Planeta małp_, tłum. Agata Kozak
- Marlen Haushofer, _Ściana_, tłum. Małgorzata Gralińska
- Dashiell Hammett, _Sokół maltański_, tłum. Tomasz S. Gałązka
- Walter Kempowski, _Wszystko na darmo_, tłum. Małgorzata Gralińska
- Dola de Jong, _Strażniczka domu_, tłum. Jerzy Koch
- Torgny Lindgren, _Legendy_, tłum. Tomasz Feliks
- Jacqueline Harpman, _Ja, która nie poznałam mężczyzn_, tłum. Katarzyna Marczewska
- Kjell Askildsen, _Ostatnie zapiski Thomasa F. dla ogółu. Nowele_, tłum. Maria Gołębiewska-Bijak
- Jens Bjørneboe, _Chwila wolności_, tłum. Karolina Drozdowska
- Thomas Pynchon, _49 idzie pod młotek_, tłum. Piotr Siemion
- Italo Svevo, _Zeno Cosini_, tłum. Zofia Ernstowa
- Juan José Saer, _Pasierb_, tłum. Barbara Jaroszuk
- Kingsley Amis, _Alteracja_, tłum. Przemysław Znaniecki
- Torgny Lindgren, _Przepis doskonały_, tłum. Dawid Jabłoński
- Robert W. Chambers, _Król w Żółci_, tłum. Tomasz S. Gałązka
- Pierre Boulle, _Most na rzece Kwai_, tłum. Jacek Giszczak
- Leonard Gardner, _Fat City_, tłum. Tomasz Antosiewicz
- Halldór Laxness, _Dzwon Islandii_, tłum. Jacek Godek
- Anna Kavan, _Lód_, tłum. Agata Ostrowska
- María Luisa Bombal, _Spowita całunem_, tłum. Mateusz Lamch
- Etienne Leroux, _Siedem dni u Silbersteinów_, tłum. Jerzy Koch
- Aleksandar Tišma, _Kapo_, tłum. Magdalena Petryńska
- Sven Holm, _Termush_, tłum. Iwona Zimnicka
- Walter Kempowski, _Prima sort_, tłum. Małgorzata Gralińska
- Thomas Pynchon, _Tęcza grawitacji_, tłum. Robert Sudół
- Jacqueline Harpman, _Orlanda_, tłum. Katarzyna Marczewska
- Adam Wiśniewski-Snerg, _Robot_
- Marlen Haushofer, _Zabijemy Stellę_ / _Piąty rok_, tłum. Małgorzata Gralińska
- Torgny Lindgren, _Biblia Dorégo_, tłum. Dawid Jabłoński
- Russell Hoban, _Riddley Walker_, tłum. Piotr Siemion
- Halldór Laxness, _Zuchwaliada_, tłum. Jacek Godek
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij