Zmiana planów - ebook
Czy człowiek nieustannie żyjący w blaskach fleszy ma szansę zostać poznany bez ich obecności? Czy znajdzie się ktoś, kto zrozumie kobietę o nieprzeciętnej wrażliwości i głębi? Czy ktoś może tak naprawdę usłyszeć tych dwojga? Ta książka to szept duszy o tym, co świat próbuje zagłuszać, zniszczyć. Opowiada o spotkaniu dwóch istnień, dwóch serc i zaprasza, by iść głębiej i odkryć wartości, które trwają, mimo czasu, odległości i przeciwności.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Literatura piękna polska |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| Rozmiar pliku: | 1,4 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
- Proszę o uśmiech!
- Tutaj także!
- Proszę tu spojrzeć!
- Jeszcze z tej strony!
✰✰✰✰✰
Coraz częściej miał tego dosyć. Dziennikarze. Ludzie z fleszami. Ludzie z oczekiwaniami. Zrób to, zrób tamto, teraz zatańcz tak, jak każemy. Bądź naszą małpką. Nie lubił tego typu dziennikarzy. Męczyło go to wymuszanie uśmiechu. Uśmiech na zawołanie to nie był jego uśmiech. Zaciskał zęby, trzymał nerwy na wodzy, bo tego oczekiwali. Właściwie wszyscy tego oczekiwali. Łącznie z fanami. Żal mu było fanów, a raczej fanek, bo zdecydowana większość to jednak kobiety. Każda z nich miała swoje wyobrażenia na jego temat, każda wzdychała na jego widok, komentarze były jednoznaczne. Gdyby mogły to by go schrupały. Żal mu ich było, bo właściwie żadna nie byłaby w stanie zrealizować swoich marzeń co do jego osoby. Owszem, ludzie z branży często wykorzystywali swoją pozycję, by się zabawić, rozerwać, sprawić sobie chwilę przyjemności. Jednak to nie jego bajka. Nie, że nie lubił kobiet, lubił je, podobały mu się, ale nie potrzebował robić z żadnej swojej zabawki. Sam czuł się trochę jak marionetka. Jak ładny przedmiot, który każdy chciał mieć. Zastanawiał się, czy wśród tego piszczącego tłumu jest jakakolwiek osoba, która naprawdę chciałaby go poznać? Jego. To co w nim. Czy kogokolwiek poza jego rodzicami w ogóle to interesuje? Czy jest choć jedna osoba na świecie, która pod tą powłoką widzi kogoś, kogo warto pokochać? Dla której mógłby coś znaczyć, nawet gdyby jego twarz straciła swój niewątpliwy urok?
Tak. Jest świetnym aktorem, nie tylko w filmach. W życiu również potrafi zagrać uśmiechniętego Shawna. Na zawołanie. Choć z zaciśniętymi zębami. Ale wtedy ten uśmiech jest inny. Nie uśmiecha się jego dusza…
Chciałby spotkać kogoś, kto zauważy uśmiech jego duszy. Jest pewien, że taka osoba wywołałaby ten właśnie szczególny rodzaj uśmiechu…
⁃ Shawn, zbieraj się, czekają na Ciebie zdjęcia w Londynie!
⁃ Oczywiście. Jestem właściwie gotowy.
⁃ Cudownie. Zwarty i przystojny! Takiego Cię kochają!
⁃ Wiem.
⁃ Co to za mina? Przygotuj ten swój rozbrajający uśmiech i ruszamy! Brytyjki czekają!
⁃ Mam nadzieję, że znalazłeś jakiś spokojny hotel, w którym będę mógł odetchnąć od tłumów i wszędobylskich dziennikarzy?
⁃ Masz przepiękny apartament z ogromnym tarasem i zapierającym dech w piersi widokiem. I jutrzejsze przedpołudnie wolne. Możesz spędzić je jak tylko zechcesz.
Już wiedział jak chce je spędzić. Na tym właśnie tarasie. Z zapierającym dech widokiem. Z dala od dziennikarzy. Z dala od Brytyjek…
⁃ Czy naprawdę będę mógł mieć czas TYLKO dla siebie?
⁃ Oczywiście, zasłużyłeś na chwilę spokoju.
⁃ I nikt nie będzie za mną chodził ani wydzwaniał?
⁃ Absolutnie. Zamkniesz drzwi apartamentu, wyłączysz telefon i spokój.
⁃ A ten taras jest tylko mój?
⁃ Właściwie tak. Dzielisz go z małym apartamentem obok, ale zapewniano nas, że nikt go nie wynajmuje w tej chwili.
⁃ Wspaniale. To lećmy. Miejmy za sobą te flesze i piski Brytyjek.
Z przyklejonym uśmiechem, lecz zaciśniętą szczęką dobrnął do końca zdjęć i powoli kierował się w stronę hotelu specjalne dla niego przygotowaną limuzyną.
Gdy wreszcie znalazł się w apartamencie było już ciemno, więc z widoków nici, jednak ani trochę mu to w tej chwili nie przeszkadzało. Jedyne, o czym teraz myślał to ciepła woda, która zmyje z niego te wszystkie pożerające spojrzenia, rozbierające go w myślach… Czuł się jak zwierzę pod spojrzeniem drapieżników.
W jego uszach ciągle tkwiły te wszystkie piski wykrzykujące jego imię i wyznania miłości…
Miłości. Zastanawiał się, czy w jego życiu to w ogóle możliwe. Miłość. Czy mógłby mieć jakąkolwiek pewność, że ktoś go naprawdę pokocha? Czy zawsze będzie patrzył nieufnie na każdą kobietę, zastanawiając się, jaka jest jej motywacja?
Gdy w końcu zmył z siebie wszystkie brudy mijającego dnia z ulgą zakopał się w gładką, miękką i przytulną pościel i w jednej chwili zasnął.
Poranek nastąpił bardzo szybko. Obudził go blask wschodzącego słońca i wzbudził w nim nieodpartą potrzebę spotkania się z tym słońcem twarzą w twarz. Nie dał się zbyt długo prosić, odświeżył się krótko i wyszedł na prywatny taras. Dzień, a przynajmniej poranek, który miał być tylko dla niego zapowiadał się cudownie.
Promienie słońca bezczelnie uderzyły go w twarz. Nieco oślepiony dotarł do balustrady, wsparł się na niej i rozejrzał się wokół. Widoki rzeczywiście były niczego sobie, przesunął wzrok na pozostałą część tarasu i… zamarł. Po jego prawej stronie przy stoliku, na niewielkim fotelu siedziała kobieta. Czytała książkę. Pomyślał, że przecież miał być tu sam, że chciał odpocząć od wszystkich, zwłaszcza od Brytyjek, tymczasem na jego tarasie ktoś czytał książkę… Popatrzył w stronę kobiety raz jeszcze, lektura musiała być wyjątkowa, ponieważ co chwilę pojawiał się na jej twarzy uśmiech. Nie był to zwykły uśmiech, uśmiechała się cała jej twarz, tak, że trudno było oderwać od niej spojrzenie. Shawn położył głowę na ramionach opartych o balustradę i skierował wzrok na miłośniczkę książek.
✰✰✰✰✰
Tysiąc myśli kłębiło się w jej głowie zaledwie miesiąc temu, gdy postanowiła oderwać się od wszystkiego i znaleźć się w miejscu, w którym będzie mogła przez chwilę pobyć sama ze sobą. Rozmowa z bliskimi i jedna wspólna decyzja. Wyjazd do hotelu z pięknym widokiem i apartament tylko dla niej. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że to się jej należy. Gdzie? Najlepiej by widok był inny, niż dotychczas, zapierający dech w piersiach. Ustalili Londyn. Nie mogła sobie wyobrazić, jak w takim mieście mogłaby zobaczyć coś, co zapiera dech. Trzymała się myśli, że będzie miała piękny apartament i czas tylko dla siebie a także tliła się w niej nadzieja na wycieczkę poza Londyn.
Gdy zjawiła się w recepcji hotelu okazało się, że ktoś popełnił błąd podczas rezerwacji i jej apartament zajęła inna osoba.
Jej marzenia o spokojnym czasie w pięknym miejscu właściwie rozsypały się jak ziarenka piasku. Jakie są szanse, że znajdzie coś w Londynie w ostatniej chwili? I to nie byle co, lecz apartament z widokiem…
Odwróciła się od recepcjonisty zrezygnowana i już miała opuścić hotel by rozpocząć tułaczkę, gdy usłyszała swoje nazwisko.
⁃ Jak zamierzała Pani spędzić czas w naszym hotelu?
⁃ Nie rozumiem celu pytania? Czy ta informacja coś zmieni?
⁃ Proszę odpowiedzieć, zaraz wszystko wytłumaczę.
⁃ Cóż, właściwie zamierzałam spać, póki się nie obudzę, czytać książki, podziwiać widoki i nie odbierać telefonu. Czy to Panu w jakiś sposób pomogło?
⁃ Nawet Pani nie wie, jak bardzo! Wybrniemy z tego bagna, w które wdepnęliśmy jako hotel.
⁃ Czy może Pan jaśniej?
⁃ Oczywiście. Posiadamy cudowny apartament, który miał być pusty przez tydzień, ponieważ po sąsiedzku będzie zamieszkiwał pewien wyjątkowy gość potrzebujący prywatności i spokoju. Zapewniliśmy, że może na to wszystko liczyć w naszym hotelu. Jednak w tej sytuacji moglibyśmy Pani pozwolić tam zamieszkać, skoro zamierza Pani tam być jakby Pani właściwie nie było.
⁃ Wspaniale! Nie będziemy sobie wchodzić w drogę. Rozumiem, że powinnam zrobić dopłatę do tego wyjątkowego apartamentu?
⁃ Nie ma takiej potrzeby. Hotel ponosi winę za to zamieszanie i hotel poniesie konsekwencje. Proszę cieszyć się dobrym czasem!
⁃ Bardzo dziękuję!
Jeszcze bardziej dziękowała dobremu Bogu za taki obrót spraw, szczególnie gdy rankiem wyszła na taras! Postanowiła coś zjeść i rozpocząć czas relaksu.
Gdy wreszcie znalazła się z kawą i rozpoczętą książką w wygodnym tarasowym fotelu odetchnęła głęboko. Nic nie zakłóci jej tego czasu.
Akcja książki wciągnęła ją praktycznie bez reszty. Jako, że nikt nic od niej nie chciał a telefon był wyciszony mogła przenieść się w świat, o którym właśnie czytała. Uśmiechała się do siebie wielokrotnie, czytając historię głównych bohaterów, czuła się zrelaksowana, spokojna i bezpieczna. W pewnym momencie przypomniała sobie, że na stoliku stoi filiżanka z kawą, pewnie już zimną, co oczywiście jej wcale nie przeszkadzało. Sięgnęła po filiżankę nie odrywając oczu od książki, upiła łyk, jeszcze jeden i lekko uniosła wzrok znad literek.
Zamarła z filiżanką przy ustach. Ktoś na nią patrzył. Opuściła filiżankę przyglądając się oczom w niej utkwionym, bo poza nimi niewiele było widać. Człowiek, który jej się przyglądał stał pochylony i oparty ramionami o balustradę a jego przechylona głowa skierowana w jej stronę leżała na tych właśnie ramionach.
Było w tym spojrzeniu coś, co wydawało się jej znajome. Takie ciepłe i przyjacielskie. Coś co było jej w jakiś sposób bliskie.
Poczuła jakąś dziwną więź z właścicielem tego spojrzenia i mimowolnie jej twarz rozjaśnił uśmiech. To wywołało reakcję drugiej strony i twarz podniosła się z ramion przyglądając się jej teraz w inny sposób, spojrzeniem jakby zmieszanym, zawstydzonym, przyłapanym? Ale nie to było dla niej istotne. W tym momencie uświadomiła sobie kto przed nią stoi! Nie wierzyła własnym oczom! A może podczas czytania zasnęła i teraz drzemie sobie w tarasowym fotelu, śniąc ten jakże miły sen?
Obiekt z jej snu wyprostował się i wskazał ręką na siebie a potem na stolik, przy którym siedziała. Zrozumiała. Uśmiechnęła się serdecznie i skinęła głową jednocześnie wskazując wolny fotel.
⁃ Dzień dobry, jestem…
⁃ Tak, wiem kim jesteś, Shawnie, usiądź ze mną
⁃ Znasz mnie?
⁃ Znam, modlę się za Ciebie codziennie, miło, że pojawiłeś się w moim śnie.
⁃ Śnie? Myślisz, że to sen?
⁃ A Ty myślisz, że nie?
⁃ Na pewno nie. Pamietam dobrze cały wczorajszy dzień i wyczekiwanie poranka. Miałem mieć cudowne leniwe przedpołudnie tylko dla siebie z pięknymi widokami, bez Brytyjek i innych fanek.
⁃ Oj, czyli zepsułam Ci wszystko swoją obecnością… przepraszam.
⁃ Nie! Nic mi nie zepsułaś, przecież nie jesteś Brytyjką
⁃ Tak kiepsko mówię po angielsku?
⁃ Hahaha! To nie to, po prostu widzę, że czytasz książkę w jakimś dziwnym języku, co to za język?
⁃ Polski.
⁃ Jesteś Polką?
⁃ Tak
⁃ Ooo, nie znam nikogo z Polski, nigdy tam nie byłem
⁃ Teraz już znasz, zawsze możesz nadrobić braki w zwiedzaniu różnych zakątków świata — uśmiechnęła się.
Znowu ten uśmiech. Nie mógł oderwać od niego wzroku.
⁃ Rozumiem, że to zaproszenie?
⁃ Oczywiście!
⁃ Dziękuję, czyli ustaliliśmy, że nie jesteś Brytyjką. Czy w takim razie jesteś moją fanką?
⁃ Nie wiem, czy można to tak nazwać. Nigdy nie piszczałam na Twój widok. Za to często wzruszałam się na widok Twoich oczu, gdy się uśmiechały, gdy były zamyślone lub gdy się nie uśmiechały, gdy były smutne. I często rozjaśniał mi dzień Twój uśmiech. Jest niesamowity, gdy uśmiechasz się naprawdę. Może i jesteś dobrym aktorem, ale gdy jesteś smutny albo masz dosyć nie potrafisz dobrze zagrać uśmiechu. Przyklejasz go wtedy do twarzy. Twoja dusza się nie uśmiecha. Gdy uśmiechasz się naprawdę, uśmiecha się cała Twoja twarz. Całe Twoje wnętrze. Uśmiechasz się sercem. Nie wiem, jak to nazwać. Twój uśmiech jest taki…
⁃ Taki… jak Twój?
⁃ Naprawdę tak myślisz?
⁃ To mnie właśnie uderzyło, gdy Cię tu zobaczyłem. Czytałaś książkę i uśmiechałaś się, wiedząc, że nikt Cię nie widzi. Właśnie tak się uśmiechałaś, całą sobą. Byłaś jednym wielkim uśmiechem. Dlatego zawiesiłem się patrząc na Ciebie. Trudno oderwać wzrok od takiego uśmiechu. To dzisiaj rzadkość. Ludzie zakładają maski na każdą okazję i trudno rozpoznać, kiedy są prawdziwi. Mam wrażenie, że wielu nigdy.
⁃ Wiedziałam, że jesteś moją bratnią duszą. Nikt tego nie rozumiał. Ale ja wiedziałam. Czytałam w Twoich oczach to, co masz w głębi duszy. Z każdą kolejną Twoją wypowiedzią utwierdzałam się w przekonaniu, że wewnątrz jesteśmy bardzo podobni, podobnie reagujemy, myślimy, mamy wspólne słabości i upodobania… Wiedziałam, że kiedyś się spotkamy, ale byłam pewna, że dopiero w Niebie…
Ja także miałam tu być sama. Dostałam ten pokój w wyniku błędu hotelu, powiedziano mi, że ktoś kto będzie obok potrzebuje prywatności i spokoju. Pomyślałam, że tak jak ja aktualnie, więc nie będziemy sobie przeszkadzać. Tymczasem jednak Ci przeszkodziłam…
⁃ Dobrze, że mi przeszkodziłaś. Miały być tutaj widoki zapierające dech w piersiach — i znalazłem taki. Uśmiech uśmiechów.
⁃ Miałam dokładnie to samo! Choć mam przewagę, bo Twój uśmiech znam!
⁃ Ja Twój już też! — roześmiał się — ale nie znam Twojego imienia?
⁃ Jestem Paula — przedstawiła się.
⁃ O! Bardzo adekwatnie — uśmiechnął się.
⁃ Co masz na myśli?
⁃ Twoje imię pasuje do Ciebie — wyszczerzył zęby — znasz jego łacińskie znaczenie, prawda?
⁃ O Ty! Jak śmiesz się śmiać z mojego wzrostu??
⁃ Nie śmiem — powiedział z udawaną powagą — Twój wzrost jest zapewne odwrotnie proporcjonalny do Twojego wnętrza, które mam nadzieję poznać przynajmniej tak, jak Ty znasz moje.
Wybuchnęli śmiechem równocześnie.
⁃ Czuję, że masz rację z tym podobieństwem — dodał — rozumiem, że też nie cierpisz łaskotek?
⁃ Nienawidzę… — odpowiedziała całkiem poważnie.
Śmiali się z całej tej sytuacji, śmiali się naprawdę, z głębi serca. Czuli, jakby znali się od bardzo dawna, jakby ktoś rozdzielił ich po urodzeniu i wreszcie się odnaleźli. Żadnych barier, żadnych podtekstów, żadnych krętactw.
⁃ Jakie masz w ogóle plany na pobyt w Londynie?
⁃ Właściwie żadnych konkretnych. Moim zadaniem jest się odstresować. Na to liczą moi bliscy — mój mąż i moje dzieci. Po to mnie tu wysłali. Myślałam o tym, by wsiąść do pociągu i pojeździć po Anglii. Z dala od wielkomiejskiego zgiełku. Ale podchodzę do tego na luzie. Zobaczę, jak mnie Bóg poprowadzi. A Ty? Pewnie masz już zaplanowany cały ten czas?
⁃ Tak… Zadbali o to, bym się czasem nie nudził — poza dzisiejszym przedpołudniem. Jeszcze kilka godzin wolności i wsiadam na karuzelę.
⁃ Źle Ci z tym?
⁃ Czasem naprawdę czuję się jak marionetka. Mam wrażenie, że nie do końca mam wpływ na swoje życie. Że jestem w jakimś matrixie a wszystko jest już zaplanowane bez mojego udziału. Koncerty, reklamy, filmy, media, fani, to dzieje się jakby poza moją kontrolą. Są oczekiwania a ja muszę je spełniać. Można by powiedzieć, że sam wybrałem takie życie. Trochę tak, bo wyraziłem zgodę, ale jednak to ja zostałem wybrany i pokazano mi gdzie mam być i co robić. Na początku było fajnie, coś nowego, przyjaciele, zabawa, radość, ale stopniowo oczekiwania się zwiększały a ja musiałem zawsze stanąć na wysokości zadania. Czasem sam mam ochotę wsiąść do pociągu i jechać, gdziekolwiek, dokąd mnie Bóg poprowadzi…
⁃ W takim razie zrób to.
⁃ A jeśli On mnie właśnie tak chce prowadzić? W tym szaleństwie, zgiełku, błyskach fleszów, piskach? Może to Jego wola?
⁃ No tak, obdarował Cię wyjątkowym spojrzeniem i uśmiechem, który pociąga tłumy, wspaniałym głosem i osobowością. Na pewno miał dla Ciebie specjalną misję, ale czy taką?
⁃ Jak mam się tego dowiedzieć?
⁃ Zapytaj Go.
⁃ Myślisz, że mi odpowie? Nie wiem, czy umiałbym Go usłyszeć. Skąd mam wiedzieć, który głos jest Jego?
⁃ A słyszałeś o pasterzu i owcach, które znają jego głos? Należysz do Niego, więc rozpoznasz właściwy głos.
⁃ Rozmawiasz z nim w ten sposób?
⁃ Staram się. Proszę Ducha świetego, żeby pomógł mi rozpoznać, jaka jest wola Boga i usłyszeć Jego głos. Czasem mówi przez Biblię, czasem przez człowieka, innym razem przez różne sytuacje, wydarzenia, otaczający świat…
⁃ Może teraz On mówi do mnie przez Ciebie?
⁃ Może tak, może właśnie dlatego tu jestem? Może dlatego zwrócił moją uwagę na Ciebie kiedyś tam i nie mogę odtąd o Tobie zapomnieć?
Spojrzał na nią, zrobiło mu się przyjemnie ciepło, poczuł, że mógłby już nigdy nie opuszczać tego tarasu, jeśli ona też by tu została. Dawno nie czuł się tak dobrze, tak swobodnie, wypełniała go jakaś wewnętrzna radość. Czy rzeczywiście ona jest tu jako dar od Boga?
Przecież właściwie wcale jej nie zna, jednak czuje, jakby znali się całe życie… Co o tym myśleć? Mówiła, że codziennie się za niego modli… Łzy napełniły jego oczy. Mógłby ją teraz przytulić. Tak po prostu.
⁃ Co się stało? — musiała dostrzec jego szkliste oczy…
⁃ Właściwie nie wiem. Nie mogę ogarnąć tego, co tu i teraz się dzieje. Wywołujesz we mnie tyle dziwnych emocji, nigdy się tak nie czułem.
⁃ Czy to przez moje słowa? Te, że nie mogę o Tobie zapomnieć? Nie chciałam sprawić, że poczujesz się skrępowany, osaczony, nie ma w tym żadnego podtekstu…
⁃ Nie krępuje mnie to, tylko nie wiem, co o tym myśleć.
⁃ Po prostu wywarłeś na moje serce taki wpływ, że każdego dnia myślę z troską, co u Ciebie, czy jesteś szczęśliwy, czy nikt Cię nie zrani, modlę się, zawierzając Twoje życie Bogu, z ufnością, że poprowadzi Cię według swojego planu. Patrzę na Twój uśmiech, słucham Twojego głosu, który otula mnie ciepłem i radością. Tak w wielkim skrócie.
⁃ Mogę Cię przytulić?
⁃ Wiesz, że się rozpłaczę, jeśli to zrobisz?
⁃ To popłaczemy razem…
Płakali. Oboje czuli, że są do siebie tak podobni — tak samo wrażliwi, tak samo emocjonalni, tak samo skomplikowani w środku i że nareszcie spotkali kogoś, kto to rozumie bez zbędnych tłumaczeń.
Nie wiadomo, ile właściwie czasu minęło, wydawało się, że się zatrzymał w tamtej chwili, jednak nieubłaganie pędził, uświadamiając, że trzeba wrócić do brutalnej rzeczywistości…
⁃ Ile czasu Ci zostało? Jak długo potrwa jeszcze Twoja dzisiejsza „wolność”?
⁃ Mam jeszcze trzy godziny
⁃ I jak chcesz je wykorzystać?
⁃ Chciałbym Cię stąd zabrać i gdzieś uciec…
⁃ To na co czekamy?
⁃ A Twoje plany?
⁃ Przez najbliższe trzy godziny są takie, jak Twoje.
⁃ Naprawdę oddasz mi ten krótki czas Twojego odpoczynku?
⁃ Nie wyobrażam sobie, żeby mogło mnie spotkać coś lepszego, niż to, co się właśnie dzieje.
⁃ Jesteś głodna?
⁃ Właściwie troszkę tak.
⁃ W takim razie wychodzimy. Muszę tylko jakoś sprawić, że nikt mnie nie pozna. Spotkajmy się przed wyjściem.
Stała w swoim apartamencie przyglądając się swojemu odbiciu w lustrze, nieco oszołomiona. Czy to naprawdę się dzieje? Czy Pan Bóg rzeczywiście coś takiego dla niej przygotował? Czego od niej oczekuje w tej sytuacji? Cóż, przekona się o tym, jeśli zaufa i da się poprowadzić.
Kiedy znalazła się przed wyjściem, zastanawiała się, co Shawn zrobi, by go nie rozpoznano? Czy ona sama go rozpozna? — roześmiała się w duchu.
⁃ Dzień dobry! Czy potrzebuje Pani transportu? — usłyszała wołanie od strony ulicy.
⁃ Nie, dziękuję, czekam na kogoś!
⁃ Może jednak Pani skorzysta? — kierowca w niewielkim samochodzie zdawał się być nieugięty.
⁃ Naprawdę dziękuję! — Krzyknęła nieco sfrustrowana. Co za natrętny typ.
⁃ Przykro by było, gdybym te trzy godziny musiał spędzić wyłącznie w swoim towarzystwie! — teraz głos zabrzmiał bardziej znajomo.
Trzy godziny… Zerknęła dokładniej do wnętrza samochodu. Za kierownicą siedział blondyn w ciemnych okularach. Gdy jego twarz rozjaśnił znajomy uśmiech, w sekundę zorientowała się, co jest grane i szybko wskoczyła na miejsce pasażera.
Gdy zamknęła drzwi, wybuchnęła śmiechem.
⁃ To było niezłe, Shawnie! Nawet ja Cię nie rozpoznałam, mimo, że tak dobrze znam Twoją twarz…
⁃ Czyli test zdany, możemy iść nawet między ludzi. Ale nie o to chyba chodzi?
⁃ Nie. Zdecydowanie chodźmy w jakieś spokojne, ładne miejsce z dobrym jedzeniem. Znasz tu takie?
⁃ Zasięgnąłem języka. Ruszamy.
Trzy godziny minęły jak mrugnięcie oka. Jedzenie w dobrym towarzystwie smakuje jeszcze lepiej. Czas upłynął na rozmowie przeplatanej śmiechem. Niestety, trzeba było wracać do rzeczywistości, jaką mu zaplanowano.
⁃ A Ty co zamierzasz jeszcze dzisiaj? Wsiadasz do pociągu?
⁃ Myślę, że to jutro, dzisiaj chyba spędzę czas przy książce na tarasie. Potrzebuję takiego chwilowego resetu w samotności.
⁃ No tak, a ja Ci go zepsułem.
⁃ Nic podobnego! Ten poranek i to przedpołudnie nie mogły być lepiej zaplanowane! Dziękuję, że poświęciłeś mi swój cenny czas!
⁃ To ja Ci dziękuję, wprowadziłaś wiele światła i nadziei do mojego życia i pomogłaś mi odczytać parę spraw na inny sposób! Teraz niestety muszę już biec, bo czekają, ale mam nadzieję, że jeszcze dzisiaj się spotkamy?
⁃ Wiesz, gdzie mnie szukać!
Zrobiła sobie kolejną kawę, założyła wygodny dres i usiadła z książką w tym samym miejscu, w którym rozpoczęła się jej niesamowita przygoda o poranku.
Jednak to, co działo się w książce zeszło na dalszy plan, gdyż jej myśli uciekały w zupełnie inną stronę. Teraz, gdy została sama zaczęła analizować to, co się niedawno wydarzyło. Tak bardzo to wszystko wydawało się nierealne, ze zaczęła się zastanawiać, czy rzeczywiście nie jest to sen. Tyle razy wyobrażała sobie spotkanie z Shawnem, że być może umysł spłatał jej figla i zesłał tak realistyczny sen?
Jednak to wszystko, o czym rozmawiali — nie miała pojęcia o wielu sprawach, więc jak mogłaby sobie to nawet wyobrazić?
Skłaniała się ku myśli, że jednak to wszystko dzieje się naprawdę.
Myślała o jego życiu i było jej go strasznie żal. Mimo, że media przedstawiają go jako osobę tryskająca radością i rzeczywiście jest pozytywnie nastawiony do wszystkiego, co się dzieje w jego życiu, to jednak otworzył dzisiaj przed nią głębię swojego serca i odkryła, jak bardzo mu ciężko. Tak, ona także borykała i boryka się z różnymi trudnościami, jak pewnie każdy człowiek, jednak różnica jest taka, że ona może decydować o tym, co robi i kiedy, ponosi konsekwencje swoich decyzji i wyborów a jemu ustalają właściwie każdy dzień. Tak, mógłby powiedzieć dość. Mógłby to wszystko rzucić. Ale co dalej? Podpisał tyle kontraktów, wiążących umów, z których musi się wywiązać. Pan Bóg obdarował go talentami i wyjątkowym wyglądem, żeby przynosił ludziom radość. I tak jest. Ale gdzie jest granica? Oczywiście, to jego 5 minut. Minie kiedyś i będzie mógł korzystać z tego, co wypracował. Czy na pewno? Czy będzie w stanie z tego korzystać? Jeśli nie straci zdrowia psychicznego i fizycznego to jest szansa. Gdzie jest granica miedzy pokorą, posłuszeństwem i asertywnością?
„Panie Boże, obdarzaj go mądrością, dodawaj mu odwagi i pomóż mu odczytywać Twoją wolę. Pomóż mu podejmować decyzje, które przyniosą jemu korzyść a Tobie chwałę…” — modliła się w myślach.
Myśli Shawna wyglądały podobnie. Coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że stoi na rozdrożu. Dzisiejsze spotkanie utwierdziło go w tym jeszcze bardziej. Dokąd zmierza? Jak ma wyglądać jego życie?
Czy poddać się temu, co każą mu robić bez refleksji? Czy zaznaczyć granice?
Mówiła, żeby zapytać Boga. Może rzeczywiście powinien?
Dźwięk przychodzącego połączenia postawił go do pionu.
⁃ Shawnie, już czas.
⁃ Tak, już schodzę.
⁃ Odpocząłeś?
⁃ Mhm…
⁃ Ok, pospiesz się.
Cóż. Rozmowa z Bogiem będzie musiała poczekać do wieczora.