„Ekscytuje mnie zaskakiwanie czytelnika” – rozmowa z Miłoszem Brzezińskim vel Leonem Baarem

Autor licznych książek i publikacji, konsultant w dziedzinie efektywności osobistej, coach, wykładowca MBA, a także… powieściopisarz! W rozmowie z Virtualo Miłosz Brzeziński opowiada o tym, dlaczego zdecydował się wziąć na warsztat napisanie powieści. Zdradza, czemu postanowił uczynić opętania motywem przewodnim swojej książki, a także opowiada o planach na przyszłość po sukcesie ebooka Opętani i święci.

 

Wparowałeś na polski rynek wydawniczy z przytupem. W ciągu 3 dni od premiery sprzedało się ponad 200 egzemplarzy Opętanych i świętych. Czy spodziewałeś się takiego odzewu? Jak sądzisz, gdzie tkwi klucz do sukcesu tej powieści?

Sądzę, że temat jest nośny, a książka – ciekawa. To współczesna wariacja na temat historii, które ludzie opowiadają sobie po zmroku. Poza tym skorzystaliśmy tym razem nie tylko z metod promocyjnych dostępnych w sklepie, przychylności załogi virtualo.pl, która wykazała się niespotykaną elastycznością, ale także z faktu, że najlepiej do książek zachęcają siebie nawzajem czytelnicy. Szukając nowej lektury, spoglądamy na recenzje, liczbę gwiazdek przy tytule, etc. Woluminów wychodzi rocznie w Polsce wiele. Nie zdążymy przeczytać ich wszystkich… Ba, nawet wszystkich dobrych nie zdążymy przeczytać. Wobec tego, jeśli już okazuje się, że książka jest dobra, warto skorzystać z metod promocji organicznie wbudowanych w nasz gatunek: marketingu szeptanego. Wolimy uciekać w dobre historie i z szeroko otwartymi oczami wyobrażać sobie co by to było, gdyby to była prawda! 

Opętania to temat, który ciekawi i zadziwia, jednak nie jest o nim zbyt głośno. Skąd pomysł na to, by uczynić go osią swojej książki?

Wydaje mi się, że temat jest nośny i popularny. Nikt nie wie, na czym do końca polega, ale każdy coś tam gdzieś słyszał. Jednakowoż, mimo upływu czasu i licznych mód, nie możemy się go z kultury współczesnej pozbyć. Rocznie kultura masowa rodzi kilka filmów o tematyce opętań i masę książek będących thrillerami religijnymi czy horrorami, ale wydaje mi się, że większość powiela ten sam schemat. Ktoś jest opętany, siny, bluźni i rzuca kapłanami po ścianach. Czasem kapłani wątpią (w sumie nie wiadomo czemu – bo fabuła tego nie uzasadnia), odchodzą od procedury rytuału (też nie wiadomo czemu) albo próbują z diabłem rozmawiać (jak wyżej). Poruszają się przedmioty, jest ciemno, dziewczynki wymiotują i kręcą głowami o sto osiemdziesiąt stopni. Raz na pół godziny coś znienacka wyskoczy zza rogu. Koniec. Niewiele jest takich horrorów o opętaniach, jak wyświetlane niedawno w kinach „Dziedzictwo”, w którym coś inaczej zostaje powiedziane, triki są tak filmowe i na takim poziomie, że moim zdaniem od razu widać, czemu te dwie sztuki funkcjonują oddzielnie. Nie da się opowiedzieć takiego „Dziedzictwa” książką, bo przenikanie się tam obrazów jest nie do opisania. Zwykle zresztą tak jest – triki, które działają w filmie, często nie działają w książce. W książce nie napiszemy BU!, żeby wszyscy podskoczyli. Nie napiszemy: „Z daleka widzimy, jak wszyscy płaczą, a tymczasem kamera schodzi pod ziemię dwadzieścia metrów dalej, by ukazać…”. Stephen King powiedział kiedyś: „Jeśli podoba mi się ekranizacja mojej książki, to jest to zapewne zła ekranizacja”. Książkę za to można napisać językiem, który uruchamia emocje samą swoją gracją, użyć zaskakującego zwrotu do opisania czegoś, co otworzy w czytelniku jego własne pokłady kreatywności i zrozumienia. Film nie daje tego rodzaju możliwości. Książka – w mojej opinii – silniej bazuje na własnej kreatywności czytelnika, dlatego doskonale sprawdza się jako thriller – wystarczy nie dopowiedzieć, a czytelnik sam sobie dopowie coś, czego najbardziej się boi. Film ma tu trudniej, bo zwykle musi prawie wszystko pokazać (prędzej czy później), dlatego skupia się na innych aspektach szkicowania rzeczywistości. Obie te sztuki uważam za cudownie uzupełniające się, obie ocierają się o siebie, mają części wspólne, ale na głębokim poziomie ich narzędzia w rękach twórców są bardzo różne. Mnie bardziej frasuje wyraz niż kadr, ale filmy uwielbiam, oglądam i chylę czoła przed ujęciami oraz konstrukcjami, które choć czasem trwają po kilka sekund, latami torują drogę źródłom refleksji.

Wracając zaś do pytania, szukałem pretekstu do powadzenia się nieco z ideą „zła nie do końca złego”. Chciałem napisać książkę o tym, że diabeł nie jest głupi, pomimo pozorów nie da się go ograć albo zmęczyć. Diabeł nie męczy się i nie zapomina, gdyż jest upadłym aniołem. Rodzi się mądry i nic go nie kusi. Ale jest energią jednego rodzaju i zrobi, co tylko chcemy, żebyśmy sądzili, że da się z nim jakoś zakolegować. Na koniec jednak nie chodzi o jego relację z nami, ale pokazanie Bogu pogardliwego gestu. My nie jesteśmy dla niego ważni. Czemu więc w ogóle się do nas odzywa i co ma do powiedzenia ta prastara i mądra, ale zła do jądra istota? Chciałem, oprócz wielu innych celów ująć w książce kontakt z przeinteligentnym, wiecznym kosmitą-humanistą. Ciekawe, prawda? I to w książkę taką, którą fajnie się czyta.

 

Jak wyglądała twoja praca nad książką? Czytałeś książki o egzorcyzmach, rozmawiałeś z duchownymi i egzorcystami, by zgłębić temat?

Po pierwsze ekscytuje mnie zaskakiwanie czytelnika. Jest to trudne w przypadku książki, która bierze znane wszystkim figury, dość wyświechtany i spłaszczony w dzisiejszych czasach temat, a potem próbuje łączyć go tak, jak nikt wcześniej go nie łączył. To tak, jakbym wziął jakąś świętą (nomen omen) grę, jak szachy, i stworzył do niej nowe zasady. Podobne do starych, ale zupełnie nowe. By odejść od kanonu musiałem się przegryźć przez dokumentację dotyczącą egzorcyzmów, historii kościoła, inkwizycji, zobaczyć, co o egzorcyzmach i opętaniach mówi literatura popularna, a potem spróbować odcumować od tego spenetrowanego i pełnego kalek brzegu. Wyśniłem sobie historię pełną zaskoczeń, zła, które jest mądre, refleksyjne i przebiegłe, ale jednocześnie jednoznacznie… złe. Bez postmodernistycznego podejścia do idei diabła. Chciałem też wypełnić powieść niepokojącymi detalami, o których ludzie nie wiedzą albo wiedzą niewiele. Po czym poznać opętanego? Jak odróżnić rodzaje opętania? Co, jeśli opętany zamyka oczy? A co, jeśli patrzy ciągle w górę? Czym się różni opętanie od nawiedzenia? Jakie są sposoby wykrywania nawiedzeń? Czy wolno w domu chodzić za głosami? Co to jest bezoar i jaką ma ukrytą funkcję? Myślę, że książka jest nimi napompowana, tak jak napompowana jest historiami. Opętani i święci to historia o historiach skrzywdzonych ludzi. Co ciekawe: żadnej historii zawartej w książce nie zmyśliłem. Wszystkie są prawdziwe, choć trochę podkoloryzowane. Recenzenci piszą, że to Dan Brown + J.K. Rowling dla dorosłych. Przychylne porównanie, chciałbym na nie zasłużyć, bo przede wszystkim miała to być dobra historia. Trzeba jednak powiedzieć, że praca nad dokumentacją do książki, to rycie przez dokumenty pełne ludzkiej zawiści, cierpienia i zabobonu. Stąd chyba, jako odreagowanie, pojawiła się w powieści nuta żartobliwa. Nie umiałem napisać tej powieści na poważnie do końca. Jako pierwszy konsument tej historii domagałem się oddechu i myślę, że czytelnicy także to doceniają. Z tego połączenia dobra, zła i sarkazmu wykwitła też nieco potrzeba przekazania niestarzejących się, a wciąż ważnych idei humanizmu. Że to, co w życiu ważne, zawsze wymaga czasu. Że zadowolenie z własnych wad, to pierwszy prezent, jaki dostajemy od diabła. W efekcie – zdaniem pierwszych Czytelników – powstała książka oryginalna, na wydawałoby się przeorany i prastary temat. Zbieranie notatek zajęło mi ponad dwa lata, potem ponad dziesięć miesięcy piania i cztery miesiące redakcji. Puzzle zawarte w tej powieści są bardzo misterne i mają wiele ukrytych odwołań, mrugnięć okiem do odbiorcy – niektórzy czytelnicy próbują rozgryzać te ukryte znaczenia. Bardzo mnie to cieszy. Część jest bardzo blisko prawdy.

Dziś zaczytujemy się w thrillerach, głównie psychologicznych – od Dziewczyny z pociągu i Zaginionej dziewczyny – po książki B.A. Paris. Ale czym jest „thriller metafizyczny”, jak zostali nazwani Opętani i święci?

Autorzy nie odpowiadają za nazwy gatunkowe. Myślę, że tworzenie gatunku, to praca specjalistów od literatury. Autor najczęściej mniej więcej wie, co chce napisać, trzyma się reguł gatunku (o ile je zna), jeśli chce, ale nie ma takiego imperatywu. Weźmy kryminał. Kryminał oprócz wielu oczywistych cech (trup, śledztwo, poszlaki) zawierać także powinien tło społeczne czasu akcji. Niektórzy twierdzą, że z dobrego (poprawnego?) kryminału powinno dać się dowiedzieć co nieco o czasach, w których się rozgrywa. Puryści uważają, że dobry kryminał wręcz nie powinien dać się rozpisać na inne czasy – tak silnie dotyka problemów społecznych danego miejsca i epoki. To teoria. W praktyce autor zaczyna pisać kryminał, a na przykład wychodzi mu jednak powieść z wątkiem kryminalnym w tle. Czy to gorzej? Póki fajnie się czyta – pewnie powiemy: czemu nie? Oczywiście nie lubimy być oszukiwani na okładce. Jeśli – dajmy na to – lubimy Marka Krajewskiego za jego kryminały, a on nagle w tomie szóstym swojego cyklu zdryfuje w powieść niesamowitą, to pewnie będziemy mu to mieli trochę za złe: kupujemy Krajewskiego, bo chcemy dobrego kryminału. Gdybyśmy byli fanami opowieści niesamowitej, kupilibyśmy książkę kogoś innego. Podsumowując odpowiedź i zarazem próbując rozgryźć autora, określenie „thriller metafizyczny” ma w sobie napięcie, ma pewien drastyczny element, ale jednocześnie ma w sobie zaszytą pewną refleksję. Stoi stabilną nogą na literaturze rozrywkowej, a drugą – równie stabilną – na książkach, które prowokują do autorefleksji. Opętani i święci to przepełniona demonicznymi siłami książka o elegancji religii, ale pojmowanej raczej jako zjawisko duchowe, niż kościelne, choć we współczesnej Polsce czytelnikowi pewnie trudno będzie się od tego odciąć.

Jakie są twoje plany literackie na przyszłość? Czym Leon Baar nas zaskoczy?

Nie jest tajemnicą, że na co dzień piszę książki z innej dziedziny, pod swoim prawdziwym nazwiskiem. Jestem za połową kolejnej książki dotyczącej relacji międzyludzkich w pewnym delikatnym aspekcie. Nie chcę się przyznawać do zbyt wielu detali, bo nie wiem jeszcze, co w procesie redakcyjnym ulegnie zmianie. Mam już też zrąb pomysłu na drugą część historii rozpoczętej w Opętanych i świętych. Myślę, że będzie dla czytelników równie zaskakująca, jak pierwsza część!

Bardzo dziękuję za ciekawe pytania!

A my dziękujemy za ciekawą rozmowę!

 

zdjęcie: materiały autora