„Dla mnie powieść kryminalna jest okazją do zadawania ważnych pytań” – wywiad z Verą Eikon

Słowo od zawsze miało dla niej duże znaczenie. Uważa, że trzeba pisać książki, które samemu chciałoby się czytać. Jest mamą pełną parą, która w wolnych chwilach uprawia strzelectwo bojowe. Poznajcie Verę Eikon, autorkę wystrzałowych kryminałów.

 

Z jednej strony kochająca mama, która poświęca się życiu rodzinnemu, z drugiej – miłośniczka strzelania bojowego. Można powiedzieć, że ma Pani sensacyjną naturę. Czy strzelnica to dla Pani swego rodzaju odskocznia od codziennej rutyny?

O tak! To zdecydowanie jest odskocznia, coś całkiem innego od bycia czułą mamą, choć znalazłabym kilka cech, które przydają się zarówno w strzelectwie jak i w macierzyństwie – wielozadaniowiość, refleks, czy odpowiedzialność za swoje działanie. Są to jednak dwa różne światy. Po kilku godzinach treningu, biegania w pistoletem w dłoni, wykonywaniu poleceń i stuprocentowym skupieniu na strzelaniu, przychodzi moment, kiedy muszę schować broń do szafy, odłożyć bycie chwilowym komandosem i wrócić do wycierania nosów oraz zabawy klockami. Myślę jednak, że nie mam sensacyjnej natury. Lubię tempo i adrenalinę w swojej wyobraźni, co przelewam na książki. Strzelectwo bojowe jest takim jedynym ogniwem spajającym moją rzeczywistość ze światem moich powieści. Więcej ogniw nie potrzebuję do szczęścia.

Jak to się stało, że zaczęła Pani pisać książki? Czy pisanie od zawsze było Pani marzeniem?

Nie nazwałbym tego marzeniem. Pisanie było dla mnie raczej naturalną potrzebą. Już od małego miałam sporą wrażliwość na słowa, czułam, że są ważne, że mogą przekazywać coś więcej. Dlatego też wszystko zaczęło się u mnie od poezji. Później doszła do tego wyobraźnia i zaczęłam spisywać swoje pierwsze opowieści. Kiedy patrzę w przeszłość z perspektywy osoby dorosłej, myślę, że pisanie mogło być potrzebą dziecka, które uciekało od problematycznej codzienności do świata własnej wyobraźni. Mój tata cierpiał na chorobą alkoholową, więc w domu bywało różnie. W wyobraźni znajdowałam spokój i panowałam nad tym, co się działo. Rzeczywistość była dla mnie dużo bardziej wymagająca.

Dlaczego zdecydowała się Pani tworzyć powieści kryminalne, sensacyjne? Czy to prywatnie ulubiony gatunek Very Eikon?

Zawsze lubiłam zagadki, to pewne! Lubiłam też filmy o twardych facetach, którzy byli odważni i poświęcali wiele, by walczyć ze złem. Wierzę, że trzeba pisać takie książki, które samemu chciałoby się przeczytać. Dlatego w moich powieściach jest dużo szorstkiej, męskiej przyjaźni. Nie stronię też od zadawania głębszych pytań od podstawowego „kto zabił?”. Interesuje mnie, dlaczego to zrobił, co doprowadziło człowieka do grzechu i w jaki sposób bohater postrzegany jako ten dobry może uchronić się przed złem.

Skąd czerpie Pani inspiracje? Czy przy tworzeniu książek współpracuje Pani z policjantami, agentami, profilerami?

Zdarza mi się z nimi rozmawiać. Ale zazwyczaj zwracam się do nich już z konkretną sprawą. Z jakimś pomysłem, czy wątpliwościami. Inspiracje przychodzą raczej z literatury faktu, dobrego filmu lub artykułu z gazety. Nie są to jednak inspiracje, które jako żywe wyrywam z rzeczywistości i wrzucam je do swoich książek. Te „inspiracje” to raczej takie małe zapalniki, które rozpalają moją wyobraźnię i to ona musi wykonać większość pracy. Chociaż w Przedpieklu zdarzyło mi się mocno oprzeć kreację bohatera o rzeczywiście istniejącego dziennikarza śledczego. Dociekliwi zauważą podobieństwo! Niech to będzie zagadka dla czytelników - kto stoi za postacią Wojciecha Justeckiego!

Właśnie ukazała się Pani kolejna książka – Prochem i cieniem. To trzecia część cyklu z Alanem Bergiem. Berg, choć zmienia profesję, nie uwalnia się od starych znajomych i dawnych problemów. Czy może Pani zdradzić co nieco o tym, czego czytelnicy mogą się spodziewać po najnowszym tomie?

Czytelnicy mogą spodziewać się niespodziewanego! Prochem i cieniem to powieść, której pisanie sprawiło mi wiele przyjemności. Czasami czytelnicy są w stanie wyczuć podczas lektury, że autor czerpał radość z pisania, z całego procesu twórczego. Myślę, że w tej książce to daje się odczuć. Jest to kryminał, a jednak bardzo emocjonalny. Zdarzyło mi się widzieć w oczach czytelniczki łzy, kiedy czytała tę książkę. Krzyczano już na mnie, jak mogłam tak poprowadzić fabułę. Te wszystkie emocje wypływają z konfliktu, który jest głównym tematem tej książki. Konfliktu zewnętrznego (policja kontra mafia) i wewnętrznego (dobro i zło). Kiedy najbliżsi przyjaciele stają po przeciwnych stronach barykady, trudno zachować pustkę emocjonalną. Nie brakuje w „Prochem i cieniem” rozwiązań fabularnych, które całkiem zaskoczą czytelnika i wbiją go w fotel.

Jakie są Pani plany na przyszłość? Powstanie 4. tom serii z Alanem Bergiem? Czy planuje Pani spróbować swoich sił w innym gatunku, a może chce Pani porzucić pseudonim i opublikować powieść pod prawdziwym nazwiskiem?

Czwarty tom jest już w rękach wydawcy. Kolejne książki - również kryminały - trzymam już w szufladzie biurka, a raczej na dysku laptopa. Nie chcę jeszcze żegnać się z kryminałami. Ten gatunek do mnie przemawia, rozumiem go. Trzeba jednak pamiętać o mnogości podgatunków kryminałów. W Polsce nie mamy tego usystematyzowanego, ale wystarczy sięgnąć po kryminały Hakana Nessera i Raymonda Chandlera, żeby zrozumieć o czym mówię.  Dla mnie powieść kryminalna jest okazją do zadawania ważnych pytań. Kiedy człowiek staje oko w oko ze śmiercią, kiedy żyje w ciągłym zagrożeniu, nie martwi się o to, jakim kolorem samochodu jeździ, albo gdzie w tym roku spędzi wakacje. Myśli o sensie walki, o celu ludzkiego istnienia, o tym, czy ktokolwiek nad tym wszystkim czuwa.Jeżeli w przyszłości przyjdzie mi napisać powieść inną niż kryminał, wtedy na pewno opublikuję ją pod swoim (lub nie) nazwiskiem. Vera Eikon jest zarezerwowana dla powieści kryminalnych.

 

Rozmawiała: Katarzyna Urbaniak-Bil

Zdjęcie autorki: Jolanta Wachel