"Jakie byłoby moje życie, gdyby zabrakło w nim pisania?" - rozmowa z B.A. Paris

Mistrzyni suspensu, królowa thrillera psychologicznego i kobieta, która udowadnia, że marzenia się spełniają. Minął rok od naszej rozmowy z B.A. Paris. Autorka ebooka Pozwól mi wrócić opowiada o tym, jaki był dla niej ten czas, o swoim warsztacie pisarskim, a także o planach na następne książki.

Rozmawiałyśmy ostatnio rok temu, kiedy wyszła Pani poprzednia powieść – Na skraju załamania – która stała się światowym bestsellerem. Również w Polsce zyskała ogromną popularność. Jak wspomina Pani ten rok? Był intensywny, pracowity, pełen niespodzianek?

Zdecydowanie, miniony rok był dla mnie bardzo intensywny. Tak wiele się wydarzyło – w końcu wydałam kolejną książkę! Jak rozmawiałyśmy rok temu, wspominałam, że piszę trzecią powieść. Pozwól mi wrócić ukazało się w Polsce niedawno, a ja już skończyłam pisać czwartą książkę. Jej premiera jest zapowiadania w Wielkiej Brytanii na styczeń 2020. Także, był to bardzo intensywny rok, odbyłam wiele zagranicznych wizyt, spotkań z czytelnikami, byłam obecna na festiwalach książkowych. Dla mnie to wspaniały i ekscytujący czas.

Czyli jest Pani zadowolona z tego, jak wygląda praca poczytnego pisarza?

Tak, zdecydowanie! Czasem myślę, jakie byłoby moje życie, gdyby zabrakło w nim pisania? Wciąż jestem zaskoczona tym, co się dzieje. Gdy mam zły dzień, jestem bardzo zmęczona i przybita, myślę sobie, że jestem szczęściarą, że przecież jest wspaniale (śmiech). Jestem bardzo wdzięczna za to, co mnie spotkało.

Z powieści na powieść Pani warsztat staje się coraz lepszy. Potwierdzają to liczne recenzje. Czy również ma Pani poczucie tego, że pisarstwo dało Pani ogromne możliwości rozwoju?

Tak, zdecydowanie. Z każdą książką pisanie przychodziło mi nieco łatwiej. Inaczej jest w przypadku mojej czwartej powieści. Nie jest to w zasadzie thriller psychologiczny, ale myślę, że fabuła jest równie wciągająca. Jest to powieść skupiona na bohaterach i ich wzajemnych relacjach. Nowy gatunek był dla mnie sporą zmianą. Czwarta książka będzie się znacznie różnić od poprzednich. Dzięki temu mogę potwierdzić, że moje pisarstwo ewoluuje. Piąta powieść będzie jednak thrillerem psychologicznym.

W poprzednim wywiadzie zdradziła Pani również, o czym będzie Pani trzecia książka. Pozwól mi wrócić to historia mężczyzny, który po latach zaczyna dostawać wiadomości od byłej narzeczonej, która niegdyś zniknęła bez śladu. Czy trudno było Pani prowadzić narrację z perspektywy mężczyzny?

Nie, zupełnie nie. Chciałam to zrobić, ponieważ moje dwie poprzednie powieści były pisane z perspektywy kobiet, które były ofiarami. Nie chciałam tworzyć kolejnej książki w tym schemacie. Mężczyźni też mogą zostać zmanipulowani, zastraszeni. Chciałam to pokazać.

Zapewne dla Pani był to też sposób na odetchnięcie i całkowitą zmianę perspektywy w pracy.

Tak, z pewnością. Nie chciałam tym razem pisać kolejnego thrillera psychologicznego. Czwarta powieść była dla mnie odmianą i przerwą. Myślę, że to dobre dla autora, w końcu nie można ciągle pisać o tym samym.

To ciekawe, że thrillery psychologiczne – przynajmniej w Polsce – są czytane głównie przez kobiety.

To prawda, choć mam również czytelników płci męskiej. Jeśli zaś chodzi o kobiety, są bardzo zapracowane, zajmują się domem, dziećmi. Myślę, że thrillery to dla nich sposób na przeniesienie się do zupełnie innego świata. Boisz się, ale jesteś bezpieczna we własnym domu.

Prawda, Pani książki są trochę straszne.

Tak (śmiech). Czasem, kiedy odczytuję swoją książkę, myślę sobie, że jest strasznie. Ale jest to główny element tego gatunku – jeśli się nie boisz, to coś jest nie tak.

Jeden z głównych bohaterów, Finn, skrywa osobowościowy problem: ma niekontrolowane napady agresji. To, co zrobił swojej partnerce Layli w dniu jej zaginięcia, Finn zataił przed policją. Czy poruszenie tego problemu psychologicznego wymagało od Pani specjalnego przygotowania, czy może zetknęła się Pani z taką osobą?

Nie, nie wymagało. W przypadku Finna chciałam, by nie pamiętał, co naprawdę wydarzyło się tamtej nocy. Finn był wystraszony, nie wiedział do końca, co się wydarzyło. Miał coś na kształt krótkiego zaćmienia, bał się, że zabił Laylę, ale nie wiedział, gdzie jest jej ciało. Wiem, że człowiek potrafi stracić nad sobą panowanie i nie zarejestrować wszystkich wydarzeń.  

Można powiedzieć, że główny motyw w powieści grają rosyjskie figurki – matrioszki. Skąd pomysł, by włączyć je do fabuły?

Nie wiem, skąd pojawił się w mojej głowie taki pomysł, ale zawsze podobały mi się matrioszki. Potrzebowałam przedmiotu, który będzie mały, i który będzie mógł zostać podrzucony Finnowi. Musiał to być również ważny przedmiot dla Layli. Zastanawiałam się, co mogłoby to być, i wtedy pomyślałam o matrioszkach. Zawsze kupowałam je moim córkom, czasem mój mąż przywoził im je z podróży. Kiedy moje córki przeczytały Pozwól mi wrócić, powiedziały mi, że od zawsze nie znosiły matrioszek, że są okropne, a ich twarze – przerażające. Było to dla mnie szokujące, ponieważ zawsze myślałam, że córki je lubią (śmiech)! Ale to prawda, matrioszki dla wielu osób są przerażające. Nawet ciekawie to wyszło w książce: Finn, dorosły mężczyzna, a boi się laleczek.

Wspomniała Pani o swojej czwartej książce. Wiem, że została już ukończona i ukaże się za kilka miesięcy. Czy zdradzi Pani czytelnikom, o czym będzie Pani kolejna powieść?

Dobrze, uchylę rąbka tajemnicy. Jak mówiłam, nie jest to typowy thriller psychologiczny. To opowieść o parze, która jest bardzo szczęśliwa – przynajmniej tak się na początku wydaje. Każde z nich skrywa jakiś sekret, który musi wyjawić drugiej osobie. Akcja zaczyna się od przyjęcia. Główna bohaterka, Livia, obchodzi 40. urodziny. To wielki dzień w jej życiu. Livia ma tajemnicę, która musi wyjawić mężowi, ale nie chce tego robić przed imprezą. Niespodziewanie w jej dniu wydarza się coś istotnego, przez co mąż musi wyjawić Livii swój sekret. Cała intryga kręci się wokół wzajemnych tajemnic. Dla mnie to historia, którą bardzo chciałam opowiedzieć. To także dla mnie miła odmiana po thrillerach psychologicznych, ponieważ napisałam trzy w trzy lata. To spora częstotliwość. Mam ogromną nadzieję, że czytelnicy polubią tę historię tak bardzo, jak polubiłam ją ja i tak, jak polubili moje poprzednie powieści. Zdaję sobie sprawę z tego, że ta książka będzie czymś innym niż to, do czego przyzwyczaiłam swoich czytelników. Ale piąta powieść będzie thrillerem psychologicznym.

Czyli niebawem wraca Pani do korzeni?

Tak, wracam. Choć tak naprawdę moje korzenie to nie są thrillery psychologiczne. Książki, które pisałam przed sukcesem Za zamkniętymi drzwiami nie należały do tego gatunku.

To były książki dla dzieci?

Nie, nie pisałam książek dla dzieci. Były to raczej opowieści rodzinne, obyczajowe, o związkach między ludźmi. Nie zostały jeszcze opublikowane, ale może kiedyś się to uda. Po sukcesie Za zamkniętymi drzwiami musiałam napisać kolejny thriller psychologiczny. Tak naprawdę, podczas tworzenia nie zastanawiam się nad gatunkiem. Po prostu chcę pisać książkę. Niemniej jednak ważne jest, by stworzyć coś odpowiedniego w odpowiednim czasie.

Jedno, to pisanie tego, co chce się pisać, a drugie, to konieczność odpowiedzi na potrzeby rynku.

Tak, wiem o tym. Mam jednak nadzieję, że moją czwartą książkę czytelnicy polubią tak samo, jak thrillery psychologiczne. Poza tym być może odbiorcy, którzy nie znają moich poprzednich książek lub nie przepadają za thrillerami, sięgną po czwartą powieść i stwierdzą, że to cos dla nich. Oczywiście, pisząc, mam w pamięci moich czytelników. Myślę, że najważniejsze jest, by książka wciągała, by czytelnik był ciekaw, co wydarzy się na kolejnej stronie. I w przypadku czwartej książki tak będzie.

Czyli czwarta książka będzie bardziej obyczajowa?

To będzie głównie suspens. Jedyna różnica jest taka, że zabraknie tu morderstwa. Z tego powodu nie chcę nazywać tej książki thrillerem psychologicznym, choć to dobra i wciągająca historia z suspensem. Czytasz i chcesz wiedzieć, co się dalej wydarzy, angażujesz się w losy bohaterów.

Czy tajemnice, które skrywają przed sobą małżonkowie, mogą zawarzyć na ich dalszym szczęściu?

Tak, zdecydowanie. I w tym rzecz.

Czy po sukcesie każdej kolejnej książki czuje Pani nad sobą coraz to większą presję, by napisać coś lepszego i lepszego?

Tak, czuję tego rodzaju presję. Z tej perspektywy Za zamkniętymi drzwiami było najłatwiejszą książką. Nikt nie miał żadnych oczekiwań. Za każdym razem myślę o ludziach, którzy kupują moje powieści, którym moja twórczość się podoba.Dlatego w każdą książkę wkładam całe serce, jednocześnie zadając sobie pytania: czy spodoba im się ta książka? Z drugiej strony docierają do mnie opinie, że dla każdego czytelnika inna z moich książek jest jego ulubioną.

Jakie ma Pani plany na przyszłość? Może chciałaby Pani wyjść poza ramy gatunku i stworzyć coś innego niż thriller psychologiczny?

Nie, nie sądzę. Dwie rzeczy, które mnie interesują, to thrillery psychologiczne i pisanie o relacjach międzyludzkich. Jestem raczej pewna, że nigdy nie napiszę romansu ani powieści science fiction. Moje książki zawsze będą mówiły o parach, ich wzajemnych relacjach. Ten rok jest dla mnie okazją do złapania oddechu, ponieważ nie wydaję żadnej nowej powieści. Po czwartej książce planuję jeszcze napisać dwa thrillery psychologiczne, a później coś lekko spoza gatunku. To historia, którą chcę opowiedzieć, podoba się moim córkom. Później może zdecyduję się na rok przerwy.

Czy jest planowana ekranizacja Pani książek? Jeśli tak, to czy mogłaby Pani zdradzić więcej na ten temat?

Są prowadzone rozmowy w sprawie ekranizacji Za zamkniętymi drzwiami. Jest reżyser, który chciałby podjąć się projektu, dlatego mam nadzieję, że pod koniec tego roku coś się wyklaruje. Pomysł na ekranizację pojawił się właściwie tuż po wydaniu książki, dlatego przez ostatnie trzy lata czekałam, jak rozwinie się sytuacja. Teraz, kiedy film ma powstać, czuję się podekscytowana.

Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów. Czekam na kolejną powieść i na film.

 


Przeczytaj poprzedni wywiad z B.A. Paris: https://virtualo.pl/blog/nigdy-nie-jest-za-pozno-spelnic-swoje-marzenie-rozmowa-z-b-paris-w187/

 

 Rozmawiała Katarzyna Urbaniak-Bil