Facebook - konwersja
"...nie zawsze zaginięcie musi się wiązać z porwaniem czy zabójstwem, jak to często lubią przedstawiać media. Problem może być bardziej prozaiczny" - wywiad z Marcelem Mossem
Blog - baner - "...nie zawsze zaginięcie musi się wiązać z porwaniem czy zabójstwem, jak to często lubią przedstawiać media. Problem może być bardziej prozaiczny" - wywiad z Marcelem Mossem

"Wiedziałem, że seria „ECHO” będzie opowiadała nie tylko o „utraconych”, ale też tych, którzy „utracili” - rodzica, dziecko, partnera czy przyjaciela. Nie ma bowiem nic gorszego niż życie w ciągłej niepewności i strachu" - mówi Marcel Moss. Najnowsza książka autora w księgarniach od 14 kwietnia. Zapraszamy do przeczytania rozmowy z pisarzem!

 

UtraceniNajnowsza powieść Marcela Mossa, "Utraceni", opowiada nie tylko o zaginięciach, ale przede wszystkim o ludziach, którzy zostali sami z tragedią utraty najbliższych. Fragment książki zamieściliśmy w naszym wpisie: Przeczytaj fragment najnowszej powieści Marcela Mossa! 

 

Skąd pomysł na książkę o zaginionych? Czy inspiracją były jakieś konkretne zdarzenia?

W swoich książkach poruszam zawsze ważne problemy społeczne. Od dawna nosiłem się z zamiarem stworzenia serii kryminalnej, której fabuła skupiałaby się na tajemniczych zaginięciach. Pomysł po raz pierwszy pojawił mi się w głowie, gdy śledziłem medialne doniesienia na temat jednego z głośnych zaginięć. Wszyscy skupiali się na zaginionej osobie i snuli najrozmaitsze teorie na jej temat. Mało kto zaś interesował się jej bliskimi. Wyobraziłem sobie, co musieli czuć jej rodzice, rodzeństwo, przyjaciele… Jakie emocje towarzyszyły im w sytuacji, gdy osoba, którą doskonale znali, dosłownie z dnia na dzień rozpłynęła się w powietrzu. Już wtedy wiedziałem, że seria „ECHO” będzie opowiadała nie tylko o „utraconych”, ale też tych, którzy „utracili” - rodzica, dziecko, partnera czy przyjaciela. Nie ma bowiem nic gorszego niż życie w ciągłej niepewności i strachu.

 Czy Pana zdaniem powinno się podnieść ten temat do debaty społecznej?

Temat zaginięć od lat rozgrzewa opinię publiczną. Co jakiś czas Polska żyje głośnymi sprawami, które są szeroko omawiane. W mediach społecznościowych istnieje wiele stron poświęconych zaginięciom. Działają też fundacje zajmujące się poszukiwaniem osób zaginionych i udzielaniem wsparcia ich bliskim. Wydaje się, że społeczeństwo jest świadome, iż zaginięcia to poważny problem, który może dotknąć każdego. Moim zdaniem powinno się jednak bardziej zwracać uwagę na to, iż nie zawsze zaginięcie musi się wiązać z porwaniem czy zabójstwem, jak to często lubią przedstawiać media. Problem może być bardziej prozaiczny. W znacznej większości przypadków przyczyną zaginięć są bowiem problemy ze zdrowiem - wśród osób dorosłych dominuje depresja, schizofrenia, choroba Alzheimera czy zawał.

 W „Utraconych” co kilkanaście stron przedstawione są – trzeba przyznać – przerażające dane statystyczne na temat zaginięć. Czy można jakoś temu przeciwdziałać?

Patrząc na dane statystyczne, można stwierdzić, że w kwestii zaginięć służby robią bardzo dużo. Około 30 procent zaginionych odnajduje się w ciągu pierwszych 24 godzin, zaś ponad połowa w ciągu 48 godzin. Z kolei w 2014 roku polska Policja odnalazła prawie 98 procent osób z ponad 20 tysięcy zgłoszonych jako zaginione. To imponujące statystyki, jednak gdy przełożymy to na ludzkie istnienia, okazuje się, że około 400 osób wciąż nie udało się odnaleźć. To dramaty kilkuset rodzin czekających na powrót swoich bliskich. Czy można było temu zapobiec? Ciężko powiedzieć, gdyż - jak wspominałem wcześniej - przyczyn zaginięć jest bardzo dużo i każdy przypadek powinno się rozpatrywać indywidualnie. Na szczęście poszukiwania zaginionych w Polsce trwają stosunkowo długo i dają nadzieję na szczęśliwe rozwiązanie. W przypadku zaginięcia osoby dorosłej policja kończy bowiem poszukiwania po upływie 10 lat od przyjęcia zgłoszenia. 

Na okładce możemy przeczytać, że „Utraceni” to pierwsza część serii „ECHO”. Zdradzi Pan o czym będzie kolejna część oraz kiedy możemy się jej spodziewać?

W drugim tomie Igi i Sandra zajmą się inną sprawą tajemniczego zaginięcia. Równolegle będą się toczyły prywatne perypetie bohaterów. Sandra po raz kolejny będzie zmuszona wrócić do bolesnej przeszłości, by ocalić kogoś bardzo dla niej ważnego. Nie wiem jeszcze, kiedy odbędzie się premiera książki, gdyż wcześniej planujemy z wydawcą wydać inne powieści. Myślę, że „ECHO” powróci najpóźniej na początku przyszłego roku.

Pańska debiutancka książka „Nie odpisuj” miała premierę 4 września 2019 roku. Po półtora roku ma Pan na koncie 7 powieści. Imponujące tempo! Jakaś wskazówka dla początkujących pisarzy?

Przede wszystkim należy pisać na tematy, które się czuje i dbać o to, by wyrobić sobie własny, charakterystyczny styl. To dla mnie ogromne wyróżnienie, gdy wielu czytelników przyznaje, że gdyby ktoś dał im do przeczytania jakąś moją nową książkę bez nazwiska na okładce, to już po paru stronach rozpoznaliby, że to Moss. Oczywiście nie zostanę najpopularniejszym pisarzem w Polsce, gdyż mój styl i podejmowane w książkach tematy zwyczajnie nie są dla każdego. Mam jednak szansę stworzyć wokół siebie niszę, która będzie szczególnie zainteresowana moją twórczością. I te osoby mogą zostać ze mną na długo. Co się zaś tyczy tempa wydawniczego - rynek książki w Polsce jest obecnie bardziej konkurencyjny niż kiedykolwiek. Widać to zwłaszcza w gatunku thriller/kryminał. Jeżeli ktoś myśli o sukcesie, to musi dbać o to, by nie zniknąć z radaru. Czytelnicy mają bowiem bardzo rozproszoną uwagę. Co zatem zrobić? Można albo napisać książkę, która okaże się absolutnym hitem i będzie przyciągała do siebie czytelników przez długi okres, albo nastawić się na masowe pisanie i starać się trzymać przy tym dobry poziom. Moim zdaniem czasy, gdy pisarz wydawał jedną książkę rocznie i miał się dobrze, bezpowrotnie minęły (oczywiście z nielicznymi wyjątkami). Średnio każdego dnia premierę ma blisko 100 książek, przez co żywotność jednego tytułu to około miesiąc. Nie pomagają też aplikacje typu Snapchat, Instagram czy TikTok, które wykształciły w ludziach „szybkie myślenie”. Ma to swoje odzwierciedlenie w zachowaniach wielu czytelników którzy nieustannie domagają się od swoich ulubionych autorów nowych opowieści. Mi to odpowiada, gdyż sam nie lubię zbyt długo siedzieć w jednej historii. Pomysły dosłownie wyskakują mi z głowy. Fizycznie byłbym w stanie napisać nawet 12 książek rocznie, jednak to by się wiązało z niemal całkowitą rezygnacją z innych zajęć, na co ja jako ekstrawertyk nie mogę sobie pozwolić. Za bardzo lubię spotkania z przyjaciółmi czy wycieczki rowerowe. Postanowiłem więc wydawać książki średnio co 3 miesiące. Moim zdaniem to bezpieczny odstęp, dzięki któremu czytelnicy o mnie nie zapomną, a ja będę mógł traktować pisanie jako miły dodatek, a nie sens życia.

Pandemia to dobry czy zły czas dla literatury?

Ciężko mi to ocenić z punktu widzenia jakości wydawanych obecnie powieści, natomiast wydaje mi się, że sprzedażowo rynek ma się dobrze. Na początku istniała obawa, jak pandemia i lockdown wpłyną na sprzedaż książek w Polsce, jednak szybko okazało się, że ludzie chętniej kupują książki w sieci, lub czytają ebooki. Żałuję jednak, że pandemia rozpoczęła się już pół roku po moim debiucie. W efekcie mogłem się cieszyć spotkaniami autorskimi tylko przez pół roku. To właśnie one były najprzyjemniejszym aspektem tego zawodu. Mam nadzieję, że wkrótce będę mógł się znów osobiście spotykać z czytelnikami. Wiem, że wielu czeka, aż podpiszę im książki.

 

źródło: materiały wydawnictwa Filia
fotografia autora: Bartosz Pussak

Kategorie: