Facebook - konwersja
„W trakcie pisania interesuje mnie sama historia” – wywiad z Wojciechem Chmielarzem
Blog - baner - „W trakcie pisania interesuje mnie sama historia” – wywiad z Wojciechem Chmielarzem

Mistrz obserwacji i magik opowieści. Wojciech Chmielarz, twórca komisarza Mortki i zekranizowanego Żmijowiska, powraca z kolejną powieścią. W wywiadzie dla Virtualo autor opowiada o najnowszym ebooku Wyrwa i o konstruowaniu bohaterów. Odpowiada również na pytanie, czy natchnienie w zawodzie pisarza naprawdę istnieje. Jesteście ciekawi? Przeczytajcie cały wywiad.

Nasze pokolenie nie doświadczyło trudów wojny czy komunizmu. Pandemia to w zasadzie pierwszy kryzys, z którym przyszło nam się zmierzyć. Jak dostrzega Pan swoją rolę jako pisarza w tym trudnym i nieoczywistym czasie?

Szczerze mówiąc, uważam, że moje zadanie się nie zmieniło. Co najwyżej stało się teraz ważniejsze niż kiedykolwiek. Jestem autorem literatury rozrywkowej i właśnie to staram się robić – zapewnić ludziom, czytelnikom kilka, kilkanaście godzin dobrej rozrywki. Sprawić, żeby zapomnieli na chwilę o tym, co się dzieje za oknem i dali się wciągnąć opowieści.

Pierwsze opowiastki kryminalne tworzył Pan już w szkole podstawowej. Skąd wzięło się w Panu zamiłowanie do kryminału i do pisania w ogóle?

Zamiłowanie do kryminału wzięło się z lektur. Najpierw opowieści o Sherlocku Holmesie, potem czarnego kryminału w wykonaniu Raymonda Chandlera. Szczególnie ta druga konwencja strasznie mocno do mnie przemawiała i przemawia. Ale swoje zrobiły też seriale kryminalne, kiedyś puszczane w każdy czwartek po dwudziestej. To takie kultowe już teraz tytuły, jak: Gliniarz i prokurator czy Żar tropików.

Można by przewrotnie powiedzieć, że każdy szanujący się pisarz ma swojego komisarza – nie inaczej jest w Pana przypadku. Sukces serii z Jakubem Mortką sprawił z pewnością, że Pana kariera nabrała tempa. Jak zmieniło się wówczas Pana życie?

Och... To jednak była długa droga. Ośmielę się powiedzieć, że teraz nazwisko komisarza Mortki znają wszyscy albo większość fanów kryminału nad Wisłą (i paru nad Sekwaną ;)), niemniej początki nie były takie różowe. Kryminał to gatunek bardzo popularny, uprawiany przez wielu autorów, trudno zwrócić na siebie uwagę.

Tak naprawdę pierwszym przełomem była nagroda Wielkiego Kalibru za Przejęcie w roku 2015. Wtedy zaczęło mnie kojarzyć trochę więcej osób. Przebicie się do świadomości czytelników to była ciężka praca moja i wydawnictwa. Mam wielką satysfakcję, że to się udało osiągnąć. A jak się zmieniło moje życie? Przede wszystkim spełniłem swoje wielkie marzenie i stałem się zawodowym pisarzem.

Pana powieści łączy – oczywiście oprócz zbrodni – umiejętne oddanie ludzkich emocji, wczucie się w sytuację bohaterów i opowiedzenie jej ich oczami, nawet z zachowaniem właściwego im języka. Świetnie pod tym kątem opowiedziane historie to zekranizowane Żmijowisko oraz najnowsza Wyrwa. Jak wygląda Pana praca nad konstruowaniem postaci i ich psychologizacją?

To tak naprawdę przede wszystkim obserwacja. Przed rozpoczęciem pracy nad powieścią mam przygotowany jej plan. Znam aktorów dramatu. Wiem, co każdy z nich ma zrobić. Ale poznaję ich tak naprawdę podczas pisania. Patrzę, jak radzą sobie w różnych sytuacjach, w starciu z rozmaitymi przeciwnościami. Co się z nimi dzieje, jak reagują. A potem wyciągam z tego wnioski.

I tak, taki sposób pracy nad powieścią powoduje, że bardzo często przygotowany wcześniej plan muszę wyrzucić do kosza i stworzyć go na nowo, biorąc pod uwagę to, czego się dowiedziałem o moich postaciach.

W Wyrwie wyciąga Pan na wierzch trudne emocje, o których każdy z nas wolałby nie myśleć, których każdy z nas wolałby nie czuć. Chodzi o takie uczucia, jak np. smutek, cierpienie po stracie, tęsknota, żal, rozczarowanie, zazdrość, nienawiść. Ta uniwersalizacja emocji w powieści sprawia, że czytelnik utożsamia się z bohaterami i przeżywa wszystko razem z nimi. Czy zgodzi się Pan z tym, że wychodzi Pan już daleko poza ramy kryminału, tworząc powieść obyczajową, psychologiczną, dramat z wątkami kryminalnymi?

W trakcie pisania interesuje mnie sama historia. Skupiam się na tym, żeby ją opowiedzieć najlepiej jak potrafię. Nie zastanawiam się, czy tworzę kryminał policyjny, neo noir, thriller psychologiczny czy powieść obyczajową z wątkiem kryminalnym. Takie rozważania zostawiam potem krytykom literackim i czytelnikom.

Sam uważam, że ciągle jestem autorem kryminałów w dość szerokim sensie tego słowa. Uważam, że w ogóle kryminał jako gatunek to jest bardzo szeroka szuflada, gdzie mieści się wiele podgatunków. Tak, trochę się z nią mocuję, trochę sprawdzam, czy uda mi się tam upchnąć coś jeszcze, troszkę tę szufladę poszerzyć, ale koniec końców, to ciągle jest kryminał.

Janina, żona Maćka – głównego bohatera Wyrwy, ginie w wypadku pod Mrągowem, choć miała jechać do Krakowa. Maciej, próbując dowiedzieć się, co tak naprawdę się wydarzyło, natrafia na kolejne zagadki i sekrety zmarłej żony. To historia, która zmusza do refleksji i przede wszystkim stawia pytanie: czy poznanie drugiego człowieka jest w ogóle możliwe?

I na to pytanie musi sobie odpowiedzieć, wraz z moimi bohaterami, każdy czytelnik. Ja się w ogóle dobrze czuję w takiej roli człowieka, który chętnie zadaje pytania, pokazuje pewne zjawiska, kwestie, nad którymi warto się zastanowić, ale niechętnie udziela odpowiedzi. Mam wrażenie, że tłumaczyć innym świat powinni jednak mądrzejsi ludzie ode mnie.

W Wyrwie porusza Pan również temat żałoby. Prywatne śledztwo Macieja to tak naprawdę proces godzenia się z odejściem bliskiej osoby. Okazuje się niestety, że zamiast spokoju, przynosi mu to więcej bólu. Czemu zdecydował się Pan podjąć w powieści tę trudną kwestię i pokazać studium żałoby?

To nie ja wybrałem ten temat, ale on mnie. Wszystko zaczęło się od chwili natchnienia, chociaż w ogóle nie lubię tego słowa ani tego pojęcia. Natchnienie to coś, o czym opowiadają pisarze, żeby dodać sobie powagi i zbudować jakąś romantyczną aurę wokół zawodu, który jednak polega na siedzeniu przy biurku i klepaniu literek na klawiaturze.

Niemniej, w tym zawodzie zdarzają się magiczne chwile i to była jedna z nich. Zobaczyłem nagle scenę. Cmentarz. Pogrzeb młodej kobiety. Tłum żałobników i wśród nich dwóch mężczyzn – mąż i kochanek. Zacząłem się zastanawiać, kim była ta kobieta. Kim są ci mężczyźni? Jak się potoczą ich losy, jeśli kiedykolwiek się spotkają? Tak właśnie narodziła się Wyrwa.

Wyrwa, tak jak każda historia, ma swój początek. Jest nim słuchowisko Wyrwa. Historia Ułana, pokazujące wcześniejsze losy jednego z bohaterów powieści. To podróż wstecz w gwiazdorskiej obsadzie, a zarazem pierwszy taki projekt na polski rynku, dostępny w aplikacji Empik Go. Jak wyglądały prace nad stworzeniem tego słuchowiska i jak ocenia Pan efekt końcowy?

Każda książka to zawsze pewien wycinek danego świata. Z różnych powodów nie da się w niej zamieścić wszystkich interesujących historii, opowieści. Przede wszystkim dlatego, że zaszkodziłoby to samej powieści. Za bardzo byśmy poszli w dygresję, stracili z oczu główny wątek. I tak samo jest z Wyrwą. Pojawia się tam pewna postać, ważna – chociaż drugoplanowa – czyli Ułan.

W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, skąd on się wziął. Dlaczego jest taki, jaki jest. Z czego to wynika. Powstała na ten temat cała opowieść, ale nie mogłem jej zawrzeć w samej Wyrwie, bo tam po prostu nie pasowała. Nie mieściła się. Na szczęście pojawiło się Empik Go i propozycja współpracy.

Mam wrażenie, że powstało coś strasznie fajnego. Zamknięta opowieść, której można słuchać, nie znając książki. Tak, jak Wyrwę można czytać, nie znając słuchowiska, ale jednak oba te dzieła się w pewien sposób wzbogacają. A ja... no cóż... jestem naprawdę zaskoczony, na jakim wysokim poziomie jest realizacja i jak świetnie te postacie zostały zagrane.

Jakie są Pana dalsze plany zawodowe? Czy Wyrwa doczeka się ekranizacji, jak Żmijowisko? A może pracuje Pan już nad kolejną powieścią?

No cóż... Ja bym chciał, żeby Wyrwa została zekranizowana, ale nie wiem, czy moje zdanie podzielają filmowi producenci. W tej chwili pracuję natomiast nad Prostą sprawą – odcinkową powieścią na czas pandemii, którą publikuję na Facebooku. A potem... no cóż... zrobię sobie tydzień, może dwa odpoczynku i trzeba zabrać się za kolejny projekt. Na swój powrót czeka Dawid Wolski, najgorszy prywatny detektyw w Polsce, znany już czytelnikom z Wampira i Zombiego.

Dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiała: Katarzyna Urbaniak-Bil

Zdjęcia autora: Wojciech Rudzki

Przeczytaj recenzję ebooka Cienie Wojciecha Chmielarza.