Facebook - konwersja
"...spacerując po amsterdamskich ulicach mamy pod sobą drewniany fragment naszego kraju" - wywiad z Agnieszką Zakrzewską
Blog - baner - "...spacerując po amsterdamskich ulicach mamy pod sobą drewniany fragment naszego kraju" - wywiad z Agnieszką Zakrzewską

Z okazji premiery swojej najnowszej książki "Nigdy o tobie nie zapomnę" Agnieszka Zakrzewska wyjawia w wywiadzie z Anną Kłossowską, jak znalazła się w Amsterdamie, ile prawdy jest w jej powieści o Annemarie Engelen oraz dlaczego "spacerując po amsterdamskich ulicach mamy pod sobą drewniany fragment naszego kraju". Zapraszamy!

Agnieszka Zakrzewska - Drawszczanka, rocznik 1974. Rówieśniczka zespołu Budka Suflera. Przeżyła hotel Forum w Warszawie i sukces kadry piłkarskiej trenera Kazimierza Górskiego na mistrzostwach świata w RFN. Niedoszły prawnik, emigrantka z wyboru, miłośniczka ludzi i łapaczka dobrych chwil. Pisze od zawsze, wydaje od kilku lat. Jej saga amsterdamska stała się ulubioną lekturą Polek w kraju i za granicą. Czytelniczki mówią o niej, że w swoich powieściach uwalnia dobre emocje.

Nigdy o tobie nie zapomnęJej najnowsza książka, "Nigdy o tobie nie zapomnę", której premiera miała miejsce 10 lutego, to poruszająca opowieść o losach Holenderki Annemarie Engelen osnuta na prawdziwej historii.

Rok 1932. Amsterdam ogarnięty kryzysem i bezrobociem. Na ulicy Herengracht 12 mieszka szesnastoletnia córka bogatego bankiera Frederika Engelena i jego pięknej żony Nene. Z pozoru ich dom wygląda dostatnio i szczęśliwie, ale naprawdę kryje w sobie wiele tajemnic i wstydliwych sekretów. Frederik pragnie, by jego córka poślubiła doskonale zapowiadającego się przemysłowca  i arystokratę Theodore’a van Heemstrę, który nagle znika w dramatycznych okolicznościach. Co właściwie wydarzyło się zimowej nocy w kamienicy  pod numerem 12? I jaki cenny depozyt ukrywa w swojej puderniczce Annemarie?

Od blisko dwóch dekad mieszkasz za granicą. Dlaczego na cel emigracji obrałaś Amsterdam, z powodu pracy?

Już w pierwszej odpowiedzi wyjdzie moja prawdziwie romantyczna natura. Nie przyjechałam do Holandii w celach zarobkowych. Przywiodła mnie tutaj wielka miłość. A jeżeli się zakochuję, rzucam wszystko, nie patrząc na konsekwencje i podążam za głosem serca. Zawsze tak było. W tym względzie jestem niereformowalna.

Co na początku sprawiło Ci najwięcej trudności: język, inne otoczenie, odmienne (o ile takie jest) podejście do życia Holendrów?

Nie miałam większych trudności z akceptacją. Jestem typem wagabundy, wiecznego wędrowcy. Tam, gdzie postawię walizkę i rozpakuję swoje książki, jest mój dom. Oczywiście, że początki są z reguły ciężkie, bez znaczenia, czy przeprowadzamy się na drugą półkulę czy do miasta oddalonego o sto kilometrów. Przede wszystkim dlatego, że zostawiamy za sobą swoje miejsca i ludzi, których kochamy. W pierwszych latach emigracji najbardziej brakowało mi właśnie tych bratnich dusz. Ludzi, z którymi rozumiemy się bez słów, śmiejemy z tych samych żartów (czarny humor!) i z którymi łączą nas wspólne wspomnienia. Holendrzy są na pewno bardziej pragmatyczni i poukładani niż my Polacy. Mają swoje święte rytuały, obyczaje, zasady, które pozwalają im prowadzić poukładane, zorganizowane życie. Takie lubią. Ja jestem jednym wielkim chaosem, nie cierpię planować na zapas, żyć według wypełnionego wcześniej kalendarza, bez miejsca na spontan. Tego musiałam się tutaj nauczyć.

„Mam teraz dwie ojczyzny, dwa krwiobiegi, dwa serca, które biją w różnym a jednocześnie w tym samym rytmie" – piszesz na swojej stronie. Jak dużo czasu zabrało Ci uświadomienie sobie, że Holandia to Twoja druga ojczyzna?

To trwało kilka dobrych lat. Kiedy tęskniłam za domem w Polsce, pocieszałam się zawsze, że ta Holandia jest tylko ''na chwilę'' i że kiedyś, w niesprecyzowanej dokładnie przyszłości, wrócę do tej prawdziwej ojczyzny. A potem bezwiednie, automatycznie, odruchowo zaczęłam oswajać Krainę Tulipanów i Wiatraków, jak lubię mówić o tym kraju. To naturalny proces. Nagle zaczynamy mieć swoje miejsca, ulubioną ławkę w parku, kawiarnię, gdzie podają najlepszą kawę, zaprzyjaźnioną panią w bibliotece. Stajemy się częścią nowego mikroświata, który powoli meblujemy na swoją modłę. Kiedy będąc w Polsce zaczęłam za nim tęsknić, uświadomiłam sobie, że właśnie przeszłam na drugą stronę ''emigracyjnej rzeki'.

Twoja ostatnia powieść, „Nigdy o Tobie nie zapomnę" dowodzi, że znasz każdą piędź Amsterdamu, jego historię, jakbyś żyła tam od zawsze. Bardzo wiele czasu poświęciłaś na „oswajanie" topografii głównych miejsc zdarzeń, prawda? Czy miałaś swojego cicerone?

Kiedy w mojej głowie powstał scenariusz na opowieść o Annemarie Engelen wiedziałam, że muszę znaleźć kogoś, kto pomoże mi poznać Amsterdam sprzed lat. Chciałam poczuć do szpiku kości jego specyficzny klimat i usłyszeć prawdziwe bicie serca miasta tysiąca mostów i kanałów. Na jednym ze spotkań autorskich udało mi się spotkać Bożenę Kopczyńską, współautorkę książki ''Polskie ślady w Amsterdamie'' Bożena opowiedziała mi o bogatej żydowskiej historii tego miasta, pokazała szlifiernię diamentów Josepha Asschera, ulicę Jodenbreestraat, gdzie przed wojną mieściły się najbardziej znane amsterdamskie ''geszefty'. To tam po raz pierwszy ''zobaczyłam'' Aarona van Laara. Moi bohaterowie zawsze przychodzą do mnie w najbardziej zadziwiających momentach. Wtedy wiem, że są już ''moi'' i że będę umiała o nich napisać. Wracając do Amsterdamu i polskich śladów w tym mieście. Właśnie od Bożeny dowiedziałam się, że stolica Holandii zbudowana przed setkami laty na bagnistym torfowisku, trzyma się na powierzchni dzięki fundamentowi z dębowych pali z Polski. Można więc żartobliwie powiedzieć, że spacerując po amsterdamskich ulicach mamy pod sobą drewniany fragment naszego kraju.

Znam twoją tajemnicęPewnego dnia jechałaś swoją gazelą przez park, coś się zepsuło, zatrzymałaś się, zaklęłaś pod nosem po polsku, a siedząca na pobliskiej ławeczce starsza pani uśmiechnęła się. Tak zaczęła się znajomość z Annemarie, która dała impuls do napisania książki. Ile z tej wiekowej damy jest w Twojej bohaterce, bo wspominałaś już na swojej stronie, że to jej historia?

Praktycznie cała historia, począwszy od lat 30-tych ubiegłego wieku, aż do końca, opowiada prawdziwe losy ''Annemarie Engelen'' Zmieniłam kilka faktów i dodałam fikcyjnych bohaterów, żeby trochę uatrakcyjnić fabułę. Moja bohaterka już nie żyje, a jej spadkobiercy, ze względu na dość wstydliwe rodzinne tajemnice, o których opowiedziała mi starsza pani (dotyczące głównie ogromnej sympatii rodziny do nazistów) nie zgodzili się, żebym upubliczniła ich prawdziwe personalia.

Czy swoją historię opowiedziała Ci raz, czy też wielokrotnie się spotykałyście? A może był to jej pamiętnik?

Spotykałyśmy się regularnie przez rok. Spisałam bardzo szczegółowo całą opowiedzianą historię. Potem w dramatycznych okolicznościach straciłam wszystkie notatki. Odtworzenie ich zajęło mi kilkanaście lat. Wierzę, że Annemarie czuwała z góry nad postępem prac, gdyż marzyła o tym, żeby ta piękna historia nie zaginęła. Jestem wdzięczna losowi, że wybrała właśnie mnie i że dotrzymałam danej jej obietnicy. To bardzo ważna i bardzo osobista dla mnie książka. Włożyłam w nią całe serce i morze emocji. I całą moją sympatię do starszej pani, która pomimo tak dramatycznego scenariusza, jaki napisał na jej życie los, do końca pozostała dobrym, wrażliwym ciepłym człowiekiem.

Ta książka jest dla mnie dowodem, że nie emigrowałaś od polskiej mowy, a wręcz przeciwnie – jest napisana pięknym, barwnym językiem. Wielu naszych rodaków na emigracji szybko zaczyna kaleczyć polszczyznę. Co robisz, aby jej nie „stracić"?

Wydaje mi się, o ironio losu, że dopiero na emigracji, z dala od polskiej mowy, doceniłam jej piękno, bogactwo słownictwa, niepowtarzalną melodię języka, która świadczy o jego niepowtarzalności. Lubię bawić się słowem i odkrywać go na nowo. Pomagają mi w tym różnorakie lektury. Podobno, żeby napisać jedno słowo, trzeba przeczytać ich przynajmniej tysiąc. Polskich książek nigdy za wiele, choć nie wiem, czy nie będę musiała wkrótce kupić prawdziwego pałacu z tysiącem komnat, które pomieściłyby w końcu moją rozrastającą się bez ustanku domową bibliotekę.

 

rozmawiała: Anna Kłossowska/Skarpa Warszawska

Odwiedź stronę autorki: agnieszka-zakrzewska.pl
Zostań fanem autorki: facebook.com/agnieszkazakrzewskastronaautorska

Kategorie: