„Nigdy nie jest za późno, by spełnić swoje marzenie” – rozmowa z B.A. Paris

Jej historia dla wielu może być inspiracją. B.A. Paris udowadnia, że zawsze jest dobry moment na to, by pójść za marzeniem. Jak sama twierdzi, urodziła się, by być pisarką. I tak się stało. W rozmowie z Virtualo autorka bestsellera Za zamkniętymi drzwiami opowiada o swoich pisarskich początkach, o sukcesie, którego się nie spodziewała, a także o planach na przyszłość.

Napisała Pani książkę, która błyskawicznie wskoczyła na szczyt listy bestsellerów. W mgnieniu oka stała się Pani znaną pisarką. Jak wyglądała Pani droga do sukcesu? Czy zadecydował o tym przypadek, czy raczej od dawna konsekwentnie dążyła Pani do spełnienia swojego marzenia?

Mój sukces był kompletnie niespodziewany. Przed wydaniem Za zamkniętymi drzwiami pisywałam różne opowieści, jednak żadna nie spotkała się z zainteresowaniem wydawców. Kiedy wreszcie udało mi się znaleźć wydawcę, nie miałam szczególnych oczekiwań względem Za zamkniętymi drzwiami. Dlatego kiedy książka wspięła się na szczyt listy bestsellerów, byłam kompletnie zaskoczona. Książka odniosła sukces, to prawda. Nie uważam jednak, że jestem znana. Kiedy Za zamkniętymi drzwiami stało się bestsellerem w Wielkiej Brytanii, mieszkałam we Francji, więc w kraju tak naprawdę nikt nie wiedział, kim jest B.A. Paris. Także, kiedy idę ulicą, nikt nie woła „O, to B.A. Paris!” (śmiech).

Czy miała Pani taki moment, w którym poczuła Pani „teraz albo nigdy - chcę spróbować wydać książkę”?

Przyjaciel zachęcił mnie do tego, by spróbować wydać książkę. Kiedy zaczęłam pisać, jakieś 9 lat temu, tak naprawdę nigdy nie myślałam o tym, żeby spróbować wydać swoje historie. Chciałam po prostu pisać, nic więcej. Przyjaciel, który przeczytał jedną z moich książek, powiedział „Powinnaś spróbować wydać tę książkę”. Pomyślałam, czemu nie? Spróbować zawsze można. Nie było jednak moją intencją, by wydawać. Chciałam po prostu pisać.

Czytałam, że brała Pani udział w konkursie na napisanie opowieści, organizowanym przez czasopismo.

Tak, rzeczywiście. Jedna z moich córek wiedziała, że kocham pisać. Do tej pory pisałam jednak opowieści dla dzieci. Córka powiedziała, żebym tym razem spróbowała napisać powieść dla dorosłych na konkurs organizowany przez „Sunday Times”. Córka miała wtedy 16 lat, a żeby wziąć udział w tym konkursie, trzeba było mieć ukończone 18 lat. Powiedziała więc do mnie „Mamusiu, Ty to zrób”. Odpowiedziałam, że nie dam rady napisać powieści – potrafię jedynie tworzyć krótkie historyjki dla dzieci. Tego wieczoru, gdy położyłam się do łóżka, pomyślałam, że właściwie mam pomysł na taką historię. Dwa, trzy dni później zaczęłam pisać. I tak się wszystko zaczęło. Nie oglądałam się wstecz, po prostu pisałam.

Czy w trakcie pisania lub przed rozsyłaniem manuskryptu do wydawnictw miała Pani momenty zawahania, zwątpienia? Co zdecydowało, że ostatecznie postanowiła Pani spróbować swoich sił?

Przekonał mnie przyjaciel. Pierwszą odmowę dostałam od uroczego pracownika agencji. Powiedział mi, żebym się nie poddawała i próbowała dalej. To dodało mi pewności siebie. Ktoś z branży, kto zna się na książkach i pisaniu, powiedział mi, że dobrze czyta się moje teksty. Kiedy jedna książka została odrzucona, napisałam następną. Odmowy w sumie mnie nie zasmucały, cieszyłam się, że mogę po prostu pisać i pisać. Tak naprawdę za każdym razem spodziewałam się odmowy, więc nie byłam zdziwiona. Dlatego sukces Za zamkniętymi drzwiami był dla mnie takim zaskoczeniem.

Skąd w Pani to marzenie, by zostać pisarką? Zainspirowała Panią w dzieciństwie jakaś książka czy postać?

Jako dziecko kochałam czytać. Mam czterech braci, ja jestem po środku. Czytanie było dla mnie ucieczką z tego męskiego świata moich braci. Po prostu brałam książkę i przenosiłam się w zupełnie inne miejsce. Myślę, że to, że zawsze czytałam, zainspirowało mnie do tego, by wreszcie zacząć pisać. Zaczynałam od krótkich historyjek. Tak naprawdę byłam pewna, że będę pisać. Pozostawało jedynie pytanie: kiedy? Byłam bardzo zaabsorbowana wychowywaniem dzieci. Kiedy wydałam pierwszą książkę, miałam 50 lat. To dowód na to, że nigdy nie jest za późno, by spełnić swoje marzenie.

Pani historia jest niesamowita.

Dostaję sygnały, że ludzie są zainspirowani moim przykładem. Wielu mówi „Jestem za stary/stara”. To nieprawda! Nigdy nie jest się za starym, by osiągnąć swój cel. I to jest wspaniałe. Ja czuję się naprawdę szczęśliwa. Zdaję sobie sprawę z tego, że miałam dużo szczęścia – napisałam właściwą książkę we właściwym czasie.

Fot. Philippe Matsas

Odkryła Pani cienie i blaski zawodu pisarza. Co jest w tym dla Pani najciekawsze, a co najtrudniejsze?

Najwspanialsze jest poznawanie ludzi i dowiadywanie się, że twoja książka ich poruszyła, zainspirowała. To niesamowite spotkać swoich czytelników, wiedząc, że uwielbiają twoje książki. Jeśli chodzi o złe strony bycia pisarzem… nie wydaje mi się, by jakieś były. Może poza presją, by napisać kolejny bestseller. To bardzo trudne, szczególnie, gdy twoja pierwsza książka okazała się wielkim sukcesem. Ciężko wówczas odważyć się na publikację kolejnej. Zdajesz sobie sprawę z tego, że twoi czytelnicy czekają na równie dobrą powieść, ale wiesz, że to nie może być taka sama historia. Kiedy piszesz swoją pierwszą książę, nie masz nad sobą żadnej presji – piszesz po prostu dla siebie. Z kolejną książką jest już trudniej. Ta presja to zdecydowanie negatywna strona bycia pisarzem.

Swoje książki wydaje Pani pod pseudonimem. Dlaczego zdecydowała się Pani na taki zabieg? Skąd wzięło się B.A. Paris?

B.A. to moje inicjały – Bernadette Anne. Nie chciałam umieszczać na okładce swoich imion, bo są bardzo długie. Nie chciałam również używać swojego nazwiska (tak naprawdę nazwiska mojego męża). Poza tym chciałam zachować swoje nazwisko dla książek, które napisałam przed Za zamkniętymi drzwiami. Oprócz tego była we mnie chęć zachowania dystansu. Kiedy wydam książkę i nie spodoba się ona czytelnikom – cóż, nie jestem B.A. Paris (śmiech). Wybrałam „Paris”, ponieważ mieszkałam w Paryżu. Poza tym jako dziecko chodziłam na lekcje baletu. Moja szkoła nazywała się „Paris School of Dancing”. Brzmiało to dla mnie tak egzotycznie, uwielbiałam tam chodzić. Ze słowem „Paris” mam więc mnóstwo ciepłych wspomnień.

Teraz mieszka Pani w Londynie? Czemu zdecydowała się Pani na powrót z Francji?

Tak, mieszkam teraz w Londynie. We Francji spędziłam 37 lat. To znacznie więcej niż w Wielkiej Brytanii. Zdecydowałam się na powrót ze względu na moich rodziców. Mam to szczęście, że wciąż są ze mną. Mój ojciec ma 94 lata, a mama 87. Myślę, że to dobry moment, żeby spędzić z nimi więcej czasu. Moja najmłodsza córka usamodzielniła się, więc nie mieliśmy z mężem zobowiązań. Pomyślałam: czemu nie wrócić, choćby na kilka lat? Może przeniesiemy się jeszcze do Francji, ale póki co jestem bardzo szczęśliwa, że mieszkam w swoim kraju, mam kontakt z rodziną, spotykam się codziennie z siostrą i rodzicami. To cudowne.

Tworzy Pani thrillery psychologiczne, powieści w popularnym ostatnio nurcie domestic noir. Dlaczego zdecydowała się Pani na ten gatunek? Thrillery to prywatnie Pani ulubione książki?

Zupełnie nie. Tak naprawdę to był przypadek (śmiech). Agent powiedział mi: „Twoje książki są bardzo dobre, ale to nie to, czego potrzebuje teraz rynek”. Zapytałam, na co w takim razie jest zapotrzebowanie? Odpowiedział, że na thrillery psychologiczne. Och, ale ja nigdy nie pisałam thrillerów psychologicznych! Dla mnie to zawsze były książki o morderstwie, krwi, zbrodni. To kompletnie nie było coś, o czym chciałabym pisać. Kiedy napisałam Za zamkniętymi drzwiami, dla mnie to po prostu była książka. Byłam zaskoczona, kiedy usłyszałam: „To świetny thriller psychologiczny!”. Uświadomiłam sobie wtedy, że faktycznie – to jest thriller psychologiczny, ale nie w takiej formie, w jakiej wcześniej wyobrażałam sobie ten gatunek. Kiedy pierwsza książka okazała się sukcesem, postanowiłam iść tym tropem i napisałam kolejny thriller psychologiczny. To był przypadek, szczęśliwy przypadek.

Czy takie są też Pani plany na przyszłość?

Będę pisać thrillery psychologiczne dotąd, dokąd będę mieć na nie pomysły. Rynek wydaje się być teraz bardzo nasycony – jest mnóstwo thrillerów psychologicznych. Myślę, że ta moda kiedyś przeminie i popularny stanie się inny gatunek. Jeszcze 10 lat temu popularne były romanse, dziś czyta się thrillery psychologiczne. Nie sądzę, by trwało to wiecznie, bo to bardzo trudne dla autora, by wymyślić coś oryginalnego. Myślę, że napiszę jeszcze ze 2-3 thrillery psychologiczne – w zależności od ilości pomysłów. W przyszłości chciałabym pozostać przy powieściach psychologicznych, ale odejść od tego elementu dreszczyku.

Skąd czerpie Pani inspiracje? Czy to zasłyszane historie, które wydarzyły się naprawdę, czy od początku do końca wymyślone przez Panią wydarzenia?

Jeśli chodzi o Za zamkniętymi drzwiami, moja przyjaciółka miała nieco podobną sytuację. Jej małżeństwo było trudne, a mąż miał potrzebę kontrolowania wszystkiego. Pomyślałam, że to dobry materiał na powieść o kobiecie kontrolowanej przez męża. W przypadku drugiej książki, Na skraju załamania, pomysł narzuciła pewna sytuacja. Jechałam nocą przez las, była burza. Zaczęłam zastanawiać się, co by się stało, gdybym miała wypadek? Jak zareagowałabym, gdybym zobaczyła rozbity samochód? Czy zatrzymałabym się, by pomóc? Lubię takie dylematy. Z kolei w trzeciej książce, która właśnie ukazuje się w Wielkiej Brytanii, wykorzystałam sytuację moją i mojego męża. Zaczęłam się zastanawiać, co by się stało, gdyby pewnego dnia mąż wrócił do domu, a ja bym zaginęła? To zainspirowało mnie do rozwinięcia tej historii. Mam skłonność do tego typu rozważań.

W swoich powieściach perfekcyjnie buduje Pani napięcie. Czy takie zadanie wymaga precyzyjnego rozplanowania? Jak w związku z tym wygląda Pani praca nad książką? Rozpisuje Pani najpierw cały schemat fabularny i charakteryzuje postacie? Czy raczej akcja spontanicznie rozwija się podczas pisania?

Wszystko dzieje się bardzo spontanicznie. Mam po prostu jakiś ogólny pomysł na fabułę. Wiem, że są pisarze, którzy rozpisują wszystko dokładnie, mają mnóstwo fiszek i schematów. Ja tego nie robię, po prostu piszę. Mam swój początkowy punkt, jak np. historia z lasem, i mniej więcej wiem, jak historia ma się zakończyć. Układam sobie w głowie jakiś luźny pomysł na fabułę, ale wszystko dzieje się spontanicznie podczas pisania, jak postacie mnie poprowadzą. Jeśli chodzi o budowanie napięcia, podczas pisania w ogóle się na tym nie skupiam. Po prostu wczuwam się w daną postać. Wiedząc, co ona czuje i co myśli, mam łatwość opisania tego. To zabawne, bo gdy sięgam po swoje książki, czuję napięcie, choć przecież wiem, jak historia się skończy (śmiech).

Czy po tym, jak Pani pierwsza powieść Za zamkniętymi drzwiami odniosła sukces, wydarzyło się coś szczególnego, co Panią zaskoczyło, wzruszyło, zmotywowało?

Tak, było coś zaskakującego. Kiedy wydałam Za zamkniętymi drzwiami, mieszkałam we Francji. Mój wydawca z Wielkiej Brytanii dzwonił do mnie co tydzień, mówiąc: „Sprzedałaś 100 000 egzemplarzy, sprzedałaś 150 000 egzemplarzy!”. Myślałam, że to nic szczególnego, że każdy autor tyle sprzedaje, a mój wydawca po prostu chce być dla mnie miły. Nie do końca wiedziałam, czemu dostaję tyle gratulacji. Co prawda widziałam, że zajmuję pierwsze miejsce na liście bestsellerów Amazona, ale kompletnie nie zdawałam sobie sprawy ze skali sukcesu. Pięć miesięcy od publikacji zostałam zaproszona do Londynu. W siedzibie wydawnictwa przywitano mnie szampanem, wszyscy świętowali. Zapytałam wtedy: „To naprawdę tak dużo, te 500 000 egzemplarzy?” (śmiech). Wtedy kompletnie nie miałam pojęcia o rynku wydawniczym i pisarskim światku. Nie miałam też dostępu do danych sprzedażowych. Można powiedzieć, że byłam kompletnie zielona. Dlatego sukces tej książki był dla mnie takim zaskoczeniem

Jak Pani rodzina, przyjaciele zareagowali na nieoczekiwany sukces, który Pani odniosła?

Bardzo mnie wspierali. Muszę przyznać, że moi przyjaciele we Francji nie dowiedzieli się o tym od razu. Zdecydowałam się ujawnić to dopiero po czasie. Nie chciałam, żeby ktokolwiek o tym wiedział. Tak naprawdę z wielu powodów, np. dlatego, że nie chciałam, żeby zmienili do mnie stosunek. Byłam szczęśliwa, mogąc utrzymać to w tajemnicy. Ale mój mąż stwierdził, że powinnam im powiedzieć. Myślę, że był ze mnie dumny i chciał móc się tym podzielić. Przyjaciele w końcu się dowiedzieli i bardzo się ucieszyli. Jeśli chodzi o rodzinę, wtajemniczona była moja siostra. Nie mówiłam nic braciom ani rodzicom. Chciałam zachować to jako sekret, ale jak wiadomo – tak się nie da. W sumie cieszę się, że teraz już wszyscy wiedzą.

A czy ktoś z Pani bliskich czytał manuskrypt zanim wysłała go Pani do wydawnictw? Czy ktoś był Pani recenzentem?

Tak, moje córki czytały. Były moimi pierwszymi czytelnikami. I oczywiście moja siostra. To było dla mnie ważne, co sądziły o książce. To istotne, by dostać szczerą opinię. Wiedziałam, że moje córki będą ze mną szczere i powiedzą, co według nich nie gra. Zawsze dobrze mieć jakąś odpowiedź zwrotną od innych ludzi.

Czy ma Pani jakieś pisarskie nawyki? Ulubione miejsce, w którym Pani pisze, długopis i specjalny notatnik, czy może laptop, godziny, w których Pani najchętniej pracuje?

Nie mam długopisu ani notatnika, ponieważ nie robię żadnych notatek. Piszę od razu wszystko na komputerze. Nie mam również żadnego szczególnego miejsca, mogę pisać wszędzie. Lubię za to być sama podczas pisania. Dlatego kiedy mój mąż kręci się wokół, sugeruję mu, że lepiej, gdyby wyszedł. Po prostu potrzebuję wówczas samotności. Ale oczywiście mogę też pisać, kiedy mąż jest obok.

Czy w związku z tym, kiedy pisze Pani książkę, jest to taki czas, kiedy wyłącza się Pani i skupia się tylko na tym?

Zdecydowanie tak. Kiedy piszę, zupełnie nie odczuwam upływu czasu. Dla przykładu: mój mąż wychodzi i mówi, że będzie za trzy godziny. Kiedy wraca, jestem zdziwiona: „Dlaczego już wróciłeś?”. Odpowiada mi, że przecież nie było go cztery godziny (śmiech). A dla mnie to jak 20 minut. Kiedy piszę, potrafię od 8 rano do 16 zapomnieć o kawie czy lunchu. Jestem wówczas kompletnie zaabsorbowania pisaniem.

To po prostu pasja.

Dokładnie, i to jest właśnie wspaniałe.

Którzy pisarze Panią inspirują? Do czyich powieści Pani chętnie wraca?

To bardzo interesujące pytanie. Obawiam się jednak, że moja odpowiedź nie będzie dobra. Obecnie nie czytam nic poza thrillerami psychologicznymi. Chcę być na bieżąco z tym, co tworzą inni autorzy, co jest teraz wydawane. Moje obecnie doświadczenia czytelnicze są w związku z tym bardzo zawężone. Właściwie nie mogę powiedzieć, że w przeszłości zainspirował mnie jeden konkretny autor. Może poza Agathą Christie. Przeczytałam wszystkie jej kryminały. Uwielbiałam typować, kto jest mordercą i kochałam zaskakujące zakończenia. W sumie nigdy nie patrzyłam na to w ten sposób, ale teraz myślę, że to właśnie ona miała wpływ na to, jak obecnie piszę.

Czy w pisarskim świecie jest jakaś rywalizacja między autorami?

Nie doświadczyłam niczego podobnego. Inni pisarze są bardzo wspierający. Od kiedy mieszkam w Wielkiej Brytanii mam możliwość spotykania autorów, których do tej pory znałam tylko z Twittera. Udało mi się nawiązać przyjacielskie relacje z wieloma pisarzami. Zapewne jakaś rywalizacja istnieje, ale ja tego nie odczułam. Mam same pozytywne doświadczenia.

Czy mogłaby Pani coś poradzić, dać wskazówki innym, którzy tak, jak jeszcze niedawno Pani, marzą o tym, by zostać pisarzem?

Jeśli to jest twoim marzeniem, dąż do tego, by je spełnić! Nie możesz obawiać się porażki. Musisz mieć świadomość, że jest mało prawdopodobne, że twoja pierwsza książka kogoś zainteresuje. Jeśli tak się stanie, będziesz szczęściarzem. Musisz nastawić się, że początek może być trudny. To jest kwestia praktyki. Piszesz pierwszą książkę, i kolejną, i kolejną. Z każdą następną piszesz coraz lepiej. Musisz po prostu podążać za swoim marzeniem. Jeśli masz takie poczucie, które mi towarzyszyło, że pewnego dnia się uda – po prostu pisz! I nigdy się nie poddawaj.

Żyjemy w dość nietypowych czasach. Dzisiaj w sumie każdy może zostać pisarzem. To ma swoje wady i zalety.

Myślę, że wielu ludzi chciałoby dziś napisać książkę. To prawda, że każdy może pisać. Rzecz w tym, czy ta książka będzie dobra. I co to właściwie znaczy „dobra książka”? Jest wiele książek, które poruszają ważne tematy i są pięknie napisane. Ale się nie sprzedają, ponieważ to nie jest to, czego ludzie szukają. Wszyscy pisarze chcieliby napisać piękną, ambitną książkę. Ale koniec końców piszesz to, co da się sprzedać, np. thriller psychologiczny. Jeśli chcesz uczynić z pisarstwa swój zawód i utrzymać się z tego, po prostu musisz pisać to, na co jest zapotrzebowanie na rynku.

Czy czyta Pani ebooki lub słucha audiobooków? Co sądzi Pani o nowoczesnych formach czytelnictwa?

Na początku byłam bardzo sceptyczna, ponieważ bardzo lubiłam książkę jako przedmiot.

Jak my wszyscy (śmiech).

Tak, jeśli kochasz pisać, musisz kochać książki. Myślałam kiedyś, że nigdy nie będę mieć czytnika. Ale zdałam sobie sprawę z tego, że czytniki są bardzo poręczne, kiedy np. jedziesz na wakacje, kiedy nie chcesz lub nie możesz zabrać ze sobą zbyt wielu książek. Dlatego zwykle korzystam z czytnika na wakacjach. Odkryłam także, że czytając ebooka, czytasz znacznie szybciej. Mogę przeczytać dwa ebooki w tym czasie, w jakim przeczytałabym jedną książkę drukowaną. Jeśli zaś chodzi o audiobooki, nie miałam jeszcze okazji ich słuchać. Po prostu nie mam wystarczającej ilości czasu. Kiedy mam wolną chwilę, wolę pisać. Ale chciałabym kiedyś zacząć słuchać audiobooków.

Mamy takie same odczucia odnośnie ebooków.

Uważam, że każda forma czytelnictwa jest dobra. W Wielkiej Brytanii ebooki potrafią być bardzo tanie. Jeśli więc dla kogoś jest to szansa, by móc więcej czytać, czemu nie? Jeśli ebooki sprawią, że ludzie zaczną więcej czytać, będzie wspaniale. W pewnym wieku wzrok się pogarsza. Myślę, że audiobooki mogą być świetną alternatywą dla ludzi starszych.

Czy oprócz pisania ma Pani inne pasje?

To straszne, ale nie (śmiech). Po prostu kocham pisać. Są rzeczy, które lubię robić, ale pisanie zawsze jest na pierwszym miejscu. Jeśli mam ograniczony czas, wiadomo, jakiego wyboru dokonam. Po prostu teraz moje życie jest skupione wokół pisania. Oczywiście lubię chodzić do teatru. Zaczęłam również uczyć się rzeźbienia i myślę, że gdybym zainwestowała w to więcej czasu, mogłaby to być aktywność, która sprawiłaby mi wiele radości. Ale gdybym musiała nie pisać, by rzeźbić, wolałabym nie rzeźbić, by móc pisać.

W takim razie urodziła się Pani, by być pisarką (śmiech).

Tak myślę. Choć muszę przyznać, że kocham gotować. Szczególną przyjemność sprawia mi pieczenie ciast. Myślę, że swoją kreatywną stronę, która przydaje mi się podczas pisania, wykorzystuję również podczas robienia ciast. To dla mnie kolejny sposób, by zrealizować się twórczo. Uwielbiam piec i dekorować babeczki. W przeszłości bardzo dużo piekłam dla swoich dzieci. Naprawdę to uwielbiam.

Czy mogłaby Pani zdradzić nam, o czym będzie Pani trzecia książka?

Tak. W trzeciej książce chciałam zrobić coś zupełnie innego. Narracja jest tu prowadzona z perspektywy mężczyzny. Dla mnie, jako autorki, było to największe wyzwanie. Ale nie chciałam tworzyć kolejnej książki w schemacie, w którym kobieta jest ofiarą, a mężczyzna jest sprawcą całego zła. Moja trzecia książka to zatem męska opowieść. Nie mogę zdradzać zbyt wiele, ale powiem, że to historia mężczyzny, który został opuszczony przez kobietę. Jego partnerka zniknęła. Nie odnaleziono ani jej, ani jej ciała. Dwanaście lat później, kiedy ten mężczyzna ma już poukładane życie, zaczyna dostawać sygnały świadczące o tym, że ona może żyć. Ale czy to naprawdę jego ukochana, czy może ktoś się pod nią podszywa?

Czy powstanie film na podstawie Pani powieści?

Prawa do ekranizacji Za zamkniętymi drzwiami zostały kupione. Właśnie tworzy się scenariusz. Pozostaje jeszcze kwestia reżysera i obsady aktorskiej. Jak wiadomo, tworzenie filmu zajmuje wiele czasu. Nie mam pewności, czy ta produkcja powstanie. Ale tak, czy siak to wspaniałe, że ktoś zechciał zekranizować moją powieść. Nigdy nie przypuszczałam, że tak się stanie. Byłoby cudownie móc zobaczyć swoją opowieść na ekranie. Mam nadzieję, że uda się sfinalizować ten projekt. Trzymajcie kciuki!

Bardzo dziękujemy za rozmowę.